Jump to content
Dogomania

ma_ruda

Members
  • Posts

    1566
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by ma_ruda

  1. [quote name='Gonitwa']Piękna sunia... Dlaczego nikt jej nie chce?[/quote] Chyba po prostu nikt nie wie, że ją chce:p . Gdybym tylko mogła......:-o, ale niestety nie mogę i będę zazdrościć temu domkowi, który Mopcia w końcu musi znaleźć.
  2. ma_ruda

    padaczka

    [quote=Brezyl;6549539Leczenie padaczki podejmuje się dopiero po powtórzeniu ataku, gdyż przy padaczce idiopatycznej często po pierwszym ataku jest bardzo długa przerwa do następnego [B](z reguły przy następnym zaczynają się napady seryjne)[/B]. U mojego psa po pierwszym pojedynczym ataku przerwa trwała ponad 2 lata. [B]Nie ma więc sensu szpikować psa lekami antypadaczkowymi przez ten czas[/B]. [/quote] Z artykułu w vetservisie (a także innych na temat padaczki) a także doswiadczeń opisywanych choćby na tym wątku, można wnioskować, ze nie ma reguł dotyczących przebiegu i objawów choroby. Powtórzę tylko to co twierdzą wszyscy specjaliści, że padaczkę rozpoznaje się po powtórzeniu się ataku a decyzja o podjęciu leczenia farmakologicznego zależy od częstotliwości i nasilenia ataków. U mojej suni drugi atak był po 6 tygodniach, następny po miesiącu, a ostatni (dwa tygodnie temu) po 4 tygodniach. Wszystkie były raczej słabe, przebiegały podobnie (trwały 2-3 minuty, bez drgawek uogólnionych i utraty przytomności a tylko z nieznacznym drżeniem łapek i nadmiernym slinieniem). Nie zdecydowałam się na razie na leczenie. Przekonały mnie opinie, że leki przeciwpadaczkowe nie leczą padaczki a jedynie łagodzą objawy. Natomiast, jak wszystkie leki, powodują skutki uboczne. [QUOTE] Na razie kazał obserwować. Powiedział że to mogło być od skoków ciśnienia lub jakieś zaburzenia neurologiczne [/QUOTE] Chefrenek, myślę, ze Twój wet. ma rację, chociaż skoki ciśnienia mogą być powodem wystąpienia ataku u psów chorych właśnie na padaczkę.
  3. [quote name='zdrojka'] I mam dylemat, 25 sierpnia wyjeżdżamy na Mazury. Wielki teren, ale ogrodzony tak, że Mała bez problemów przejdzie między belkami. No i nie wiem, puścić ją? Przecież jak ona tam wyczuje sarnę albo zająca, to pójdzie śladem w siną dal. Na szczęście nie ma tam zwierząt gospodarskich (kury, krowy itp) ale za to są dwa dziki w zagrodzie, takim niby chlewiku... I co będzie z zostawaniem samej w nowym domu, jak będziemy na grzybach? Same znaki zapytania... A to już za 2 tygodnie.[/quote] Zdrojka, jak wiesz sama miałam mnóstwo obaw o wakcyjną wyprawę z Fraszką. Okazało sie wprawdzie, że obawy były uzasadnione, ale po prostu dlatego, że wynikały z codziennych zachowań mojej suni. Myślę, że na miejscu się zorientujesz, czy swoboda Małej w nowym środowisku może jej zagrażać. Ale nie sądzę, żeby zachowywała się tam inaczej niż w domu. Jeżeli teraz nie oddala się od Ciebie, to tam chyba też nie powinna.
  4. Szajbus, już wczoraj tu zaglądałam i myslałam, że pomyliłam wątki:evil_lol: . Nie miała siły na "dochodzenie", ale teraz już wiem, że to prawda:multi: . Skoro z małej "zadziorek", to pewnie dostała odpowiednie instrukcje:evil_lol: A skoro wiadomo wiadomo od kogo;), to wiadomo, że ten ktoś zadba też o Balbinkę i będzie coraz częściej na wozie! Tego Wam gorąco życzę :happy1:
  5. ma_ruda

    padaczka

    Na jakiej podstawie weterynarz wykluczył padaczkę? Czy podejrzewa inne schorzenie? Pierwszy atak mojej suni też nie wyglądał typowo- objawy zarówno dla mnie jak i dla 3 weterynarzy, z którymi sie konsultowałam wyglądały bardziej na problemy krążeniowe. Ale padaczka objawia się bardzo różnie a w przypadku psów pewna diagnoza jest trudna U ludzi epilepsję rozpoznaje się na podstawie EEG, które u psów nie jest niestety mozliwe. Natomiast, z tego co mi wiadomo, ewentualne leczenie podejmuje się jeżeli atak się powtórzy. Myślę, że na razie powinnaś obserwować swojego pieska.
  6. Zdrojka, może tata na początek zgodziłby się na tymczas dla jakiegoś potrzebującego psiaka a wtedy Migaczowi byłoby łatwiej działać a tacie "dojrzeć" do decyzji?:cool3:
  7. "Zareklamuję" Łazy, z których wczoraj wróciłysmy z moją sunią. Spokojnie polecam pieskom. To typowo letniskowa miejscowość: morze, plaża i tzw. "miasto" czyli plac z kilkoma kramami z pamiątkami i lokalami z małą gastronomią, w których pieski są mile widziane. przy wejściu na plażę strzeżoną jest, jak chyba wszędzie tablica z zakazem wejścia dla psów, ale nie wiem, czy zakaz jest respektowany i egzekwowany, bo wchodziłam kilkadziesiat metrów dalej. Na plaży stosunkowo "luźno", ale jeżeli ktoś potrzebuje całkowitej samotności, wystarczy odejść ok. kilometr (może nawet mniej" ) od centrum. Większość ośrodków wczasowych a także 2 pola namiotowe (prawie puste) jest w pasie nadmorskim, tzn. po drugiej stronie ulicy, z wejściem na plaże oddalonym najwyżej o 100 metrów. W lasku nadmorskim pole biwakowe (nie jestem jednak pewna, czy ogólnodostępne). Myślę, że większość ośrodków wczasowych akceptuje pobyt ze zwierzętami, bo widziałam bardzo dużo wczasowiczów w psim towarzystwie. Ten, w którym mieszkałam miał nawet psie WC i extra recepcjonistkę Korę :lol: [FONT='Times New Roman'][IMG]http://img227.imageshack.us/img227/37/170807081913rj6.jpg[/IMG][/FONT] [FONT='Times New Roman'][/FONT] [FONT='Times New Roman'][/FONT]
  8. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej:multi: , tylko morza brak:p. Mnie na pewno, ale Fraszce chyba też. Krótka relacja i skromna dokumentacja fotograficzna jest tutaj: http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=6547380#post6547380. A nad morzem było mi bardzo, bardzo brak Puni:placz: . Oczywiście była cały czas we wspomnieniach, ale tam szczególnie dotkliwa była świadomość, że nie możemy pójść razem na długi spacer brzegiem morza. Nigdy nie byłyśmy w Łazach, ale to bez znaczenia- nad morzem wszędzie przecież jest podobnie.Dlatego jeszcze częsciej niż tu w Krakowie, miałam takie poczucie deja vu, które natychmiast zastępowało rozczarowanie, że jednak nie jest tak samo, bo już nie ma Puni. Poza tym w Łazach byłam w towarzystwie kilku osób, które znały i pamiętały Punię właśnie z naszych wspólnych nadmorskich pobytów. Nieuniknione więc były też wspomnienia o niej w rozmowach, które dodatkowo prowokowała obecność Fraszki. Nie staram się już bronić przed porównywaniem Fraszki i Puni. Wiem, że są inne i w pełni akceptuję tę odmienność. Dzięki temu byłam przygotowana na trudności jakie może sprawić nam ten wyjazd. Z Punią też nie zawsze było całkiem "bezproblemowo". Nie jestem nawet pewna, czy lubiła te nasze wyprawy. Wiem jednak na pewno, że dla niej najważniejsze było, że jest ze mną i że dzięki temu czuła się bezpiecznie. Były jednak sytuacje, gdy czegoś się przestraszyła. Wtedy traciłam z nią kontakt tak samo jak z Fraszką. Tylko, że Puni zdarzało się to sporadycznie, a Fraszce niestety bardzo często. Do "morskich opowieści" jeszcze na pewno będe wracać. Natomiast teraz, po tegorocznych doswiadczeniach, czuję się bardziej zmobilizowana do podjęcia intensywnej terapii nad lękami Fraszki. Wierzę, że za rok znowu pojedziemy nad morze wolne od wszelkich obaw.
  9. Wróciłyśmy wczoraj późnym wieczorem i chyba Fraszka zgadza sie ze mną- w domu najlepiej, tylko... morza brak:razz:. Okazało się, że moje obawy związane z wyjazdem były uzasadnione ale myślę, że było warto, bo mimo trudności, Fraszka chyba pokochała morze. Podróż pociągiem, której bałam się najbardziej minęła nadspodziewanie spokojnie- Fraszka przez 12 godzin (od wyjścia z domu o do przyjazdu do Koszalina) nie opuściła torby transportowej, którą kupiłam specjalnie na tę okazję i z obojętnością przyjmowała wszystko co sie działo wokół. Za to ja strasznie się denerwowałam, że może przesadziłam z dawką sedalinu. Podczas pobytu w Łazach zachowywała sie cały czas "po fraszkowemu", czyli reagowała panicznym lękiem wszędzie tam, gdzie było dużo ludzi. Niestety takich miejsc nad morzem nie brakuje, więc było to uciążliwe dla niej i dla mnie. Największym problemem były wyjscia do "miasta" ("miasto to kilka budek z pamiątkami, smażalniami ryb i innymi punktami gastronomicznymi, głośną muzyką i tłumami hałaśliwych wczasowiczów:roll: ) Ze względu na Fraszkę starałam się ograniczać pobyt w tym miejscu do niezbędnego mimimum a czasem zostawiałam ją samą w pokoju, ale najwyżej na kilkanaście minut, bo wtedy to ja szalałam z niepokoju. Na plażowanie wybierałam bardziej ustronne miejsca i tam Fraszka czuła się najlepiej. Jednak zdecydowanie największą frajdę sprawiały jej spacery brzegiem morza, kiedy już udało się nam dojść do "bezludnych" części plaży- takiej radosnej i zywiołowej nie widziałam jej nigdy wcześniej. Wskakiwała do morza i gryzła fale, uganiała sie za mewami, tarzała w piasku. Wtedy to ja musiałam walczyć ze swoimi lękami, bo bałam się, ze się utopi albo zgubi:cool3:. Podobnie było z pływaniem- wchodziła do morza i pływała dobrowolnie, ale nie odważyłam się wypuścić smyczy i chyba jej w tym pływaniu przeszkadzałam:oops: . Za kilka dni będe mogła udowodnić jej wyczyny pływackie udokumentowane fotograficznie. Na razie dysponuje tylko 3 fotkami z mojego komórkowego aparatu: 1. Fraszka w pociągu [IMG]http://img134.imageshack.us/img134/194/170807141011oz2.jpg[/IMG] 2. Pierwszy raz na plaży: [IMG]http://img264.imageshack.us/img264/4537/060807193047yw7.jpg[/IMG] 3. Przed zachodem słońca [IMG]http://img227.imageshack.us/img227/861/080807200552ze0.jpg[/IMG]
  10. Szajbus jesteś nieoceniona- dziekuję, ze tu byłaś:Rose: . Wróciłyśmy przed godziną do domu. Stęskniona za Punią i za Wami, ale wykończona podróżą, nie mam siły dzisiaj pisać. Obiecuję szczegółową relację jutro. Na razie tylko tyle: moje wszystkie obawy związane z wyjazdem nad morze okazały się wprawdzie uzasadnione, ale jakoś sobie poradziłyśmy (ja i Fraszka) i myślę, że było warto zaryzykować. A Punia rzeczywiście była tam z nami jeszcze bardziej niż dotychczas.
  11. Dzisiaj krótko z konieczności, bo już ledwo żyję, a rano wyjeżdżamy- boje się potwornie. Weterynarz uspokajał, że te ataki są słabe i odradza na razie leczenie farmakologiczne. Na czas podróży fraszka dostała sedalin, który ma wyciszyć lęki; podaję już dzisiaj ale na razie trudno mi ocenić skuteczność. W każdym razie nie ma żadnych sensacji, bo i tego się obawiałam, że reakcja na lek, może stać się kolejnym zmartwieniem. Teraz pozostaje mi mieć nadzieję, że za dwa tygodnie bedę mogła napisać jak wspaniale było nad morzem:razz:
  12. Gorączka przedwyjazdowa spowodowała, że nie miałam dzisiaj czasu zajrzeć tutaj. Niestety nie bedzie mnie też tak jak zawsze 4-go. Ale na pewno nie zapomnę, że w sobotę minie 11 miesięcy odkąd nie ma Puni. Myślami bedę z Punią i całym "tęczowym towarzystwem". Mam nadzieję, że wakacje z Fraszką będą udane. Trzymajcie za nas kciuki. Byłam dzisiaj u weterynarz, uspokajał, że nie ma powodu do obaw i na razie odradza leczenie farmakologiczne. Na czas podróży dostała środki przeciwlękowe (sedalin). Do zobaczenia 17 sierpnia.
  13. Jutro wybieram się do weta- zamierzałam to niezależnie od tego ataku, bo chciałam zapytać o ewentualne środki uspokajające albo przeciwlękowe na czas podróży (oczywiście dla Fraszki, ale i mnie coraz bardziej byłyby potrzebne:cool3: ). Trochę mnie pociesza "podróżowanie" Kitki; wiem, że padaczka, dopóki ataki nie są bardzo częste i silne, nie zagraża życiu. Mam nadzieję, że ten wyjazd nie spowoduje żadnych komplikacji, niemniej jestem niespokojna. Dotychczas nie zdecydowałam się na leczenie, bo te ataki były słabe (tego kwietniowego nawet nie byłam pewna). Dzisiejszy też nie wyglądał dramatycznie, ale był silniejszy niż poprzednie.
  14. Hippies- historia choroby puni, ta której byłam świadoma, to zaledwie 2 dni.! W tym czasie 4 weterymarzy. Pierwszy ( w cieszącej się dobrą opinią lecznicy)- ten który zdiagnozował guza na USG- w ogóle nie rozważał ani jego umiejscowienia ani rodzaju. Wizyta trwała 15 minut i poinformował tylko, że jeżeli nie decyduję się na eutanazję od razu, to można tylko suni "poprawić komfort" zastrzykiem przeciwbólowym. Natomiast ten, który zaproponował operację, uprzedził, że jeżeli to wątroba to szanse są zerowe, a jeżeli śledziona- 20%. Byłam mu wdzięczna, że podjął się tej operacji, bo godziny które spędziłam w poczekalni, podczas zabiegu, to był dla mnie czas, żeby przygotować się na te 80%. Ty masz wątpliwości, że może "to wszystko przez naszą nieuwagę", mimo że przecież walczyłaś. Ja nie miałam takiej szansy i to właśnie wątpliwości, że przez własną nieuwagę nie zauważyłam wcześniej, że Punia jest ciężko chora, jest dla mnie najtrudniejsze. Do dzisiaj szukam jakiegoś potwierdzenia, że to możliwe? Po tym co napisała shirrrapeira, mogę przynajmniej mieć nadzieję, że możliwe. Ale tego nigdy nie dowiem się na pewno.
  15. Zurdo, wiem że to źle zabrzmi, ale ja Ci tej wiedzy zazdroszczę. Wydaje mi się, że byłoby mi łatwiej gdybym wiedziała jak to sie stało, że......nie wiedziałam. Wciąż zadaję sobie pytanie: czy gdybym wiedziała, dzisiaj Punia byłaby ze mną? Ja wiem tylko, że Punię odebrał mi guz na jej śledzionie. I znowu myślę, że gdybym wiedziała, że to był chłoniak....... Kiedy Punia juz była za Tęczowym Mostem, obsesyjnie szukałam informacji o nowotworach śledziony. Stąd wiem, że w przypadku chłoniaków rokowania na wyleczenie są najmniej pomyślne. Ale ja nie wiem, czy to był chłoniak. to co wiem na pewno, to że Puni nie ma, chociaż jeszcze, po blisko roku, trudno mi w to uwierzyć.
  16. Hippies, nie wiem czy to co napiszę może przynieść Ci ulgę, ale jestem przekonana, że słusznie postąpiłaś oszczędzając Hippiesowi tej chemii. Być może udałoby się przedłuzyć mu życie o kika tygodni, może miesięcy, które prawdopodobnie byłyby trudne dla niego i dla Ciebie. Myślę tak dlatego, że kiedy u mojej Puni na podstawie USG został zdiagnozowany guz w jamie brzusznej, ale nie można było określić jego umiejscowienia, dwóch wetrynarzy prognozowało, że jeżeli byłby to guz na wątrobie, to rokowania są niepomyślne. Okazało się, że to była śledziona, tylko, że nie udało się jej usunąć. Nie było mi dane podejmować takich decyzji, ale wydaje mi się, że też nie zdecydowałabym się na zatrzymanie jej tutaj za wszelką cenę, chociaż wiem, że zrobiłabym wszystko co możliwe, żeby jej pomóc.
  17. :-( :-( :-( Fraszka miała dzisiaj atak epi:-( :-( :-( - pirewszy od 4 miesięcy. Już prawie udało mi się zapomnieć o tym problemie; łudziłam się, że te poprzerdnie to była reakcja na stres. Niestety dzisiejszy był silniejszy niż tamte- w każdym razie nie miałam wątpliwości, że to drgawki padaczkowe. Teraz mam dodatkowy powód do obaw związanych z tym wyjazdem. Szczęściem w nieszczęściu jest to, że wydarzyło się to przed wyjazdem, bo gdyby miała atak nad morzem albo w podróży, byłabym przekonana, że to moja wina. Mam nadzieję, że Punia mi wybaczy, że tutaj zajmuję się problemami Fraszki?, że ten dzisiejszy atak nie jest metafizycznym przesłaniem zza Tęczowego Mostu?, że może jednak nie powinnam jechać? Sama padaczka raczej nie powinna byc przeciwskazaniem? Wierzę, że nadmorski klimat dobrze zrobi Fraszce, że spodoba jej się bieganie po plaży?
  18. :-( :-( :-( Fraszka miała dzisiaj atak epi:-( :-( :-( - pirewszy od 4 miesięcy. Już prawie udało mi się zapomnieć o tym problemie; łudziłam się, że te poprzerdnie to była reakcja na stres. Niestety dzisiejszy był silniejszy niż tamte- w każdym razie nie miałam wątpliwości, że to drgawki padaczkowe. A w piątek mamy jechać nad morze:placz: . Teraz mam dodatkowy powód do obaw. Szczęściem w nieszczęściu jest to, że wydarzyło się to przed wyjazdem, bo gdyby miała atak nad morzem albo w podróży, byłabym przekonana, że to moja wina.
  19. Moze teraz ktos zauważy piekne szczeniaczki:roll:
  20. Jestem pewna, że gdybyś mogła, uratowałabyś Milkę; nie mogłaś zrobić nic więcej, niż zrobiłaś a zrobiłaś tak dużo, nie tylko teraz, gdy już nie można było jej zatrzymać. przecież gdyby nie Ty nie przeżyłaby 2 szczęśliwych lat. Dla niej te lata to było całe szczęśliwe życie- psy nie mają poczucie czasu, więc dla Milki nie miało znaczenia, że to było tak krótko. A dla nas zawsze jest za krótko.
  21. [quote name='papudraczek']Pieski są ze wsi pod Suwałkami!! ale nie ma znaczenia gdzie znajdą domki!! oby były to dobre domki!! jestem w stanie pojechać na drugi koniec polski żeby zrobić wywiad środowiskowy:lol: i później ew zawieźć psiaka!!:multi:[/quote] Nie chodzi o to gdzie znajda domki, tylko o informację dla dogomaniaków, którzy mogliby pomóc. Jak widzisz nikt tu nie zagląda:-( , a może jak w tytule podasz, ze chodzi o pieski z okolicy Suwałk, to zainteresujesz nimi osoby, które działają na tym terenie.
  22. Próbuję sobie przypomnieć, czy kiedy pierwszy raz wyjeżdżałam z Punią też miałam wątpliwośći i obawy? Ale nie pamiętam- pierwszy raz wyjechałyśmy do Wisły, kilka dni po tym, jak stałam się jej nową panią. Może wtedy byłam odważniejsza, albo nie miałam takiej jak dzisiaj wyobraźni? Inna sprawa, że tamten wyjazd był zaplanowany kiedy jeszcze nie miałam pojęcia, że będę miała psa. Poza tym nie miałam wyboru- nie mogłam zrezygnować. Z tej pierwszej wyprawy mam przede wszystkim zabawne (dzisiaj, bo wtedy to było mało śmieszne:evil_lol: ) wspomnienia związane z cieczką Puni. Później, przez 10 lat jeździłyśmy z Punią nad morze i w góry, pociągiem, samochodem, autokarem. Nie wiem czy była tym zachwycona:razz: ; za to na pewno z widoczną radością wracała do domu. Ale też dzień, dwa przed wyjazdem, gdy widzaiała, ze się pakuję, nie odstępowała mnie na krok. A gdy bagaże były gotowe, stawała się nieznośna:roll:. Czasem nawet musiałam jej podawać przed podróżą aviomarin, nie ze względu na chorobę lokomocyjną, tylko jako środek lekko uspokajający, żeby nie robic widowiska na dworcu. Dwa lata temu musiałam zrezygnować z wakacyjnego wyjazdu ze względu na problemy osobiste, a w ubiegłym roku juz z powodu Puni- nie chciałam jej męczyć. Szczerze mówiąc, gdyby nie to ze bardzo tęsknię za morzem, zrezygnowałabym i w tym roku, zeby dać Fraszce czas na aklimatyzację i "wyleczenie" jej lęków. Gdybym miała możliwość wyjazdu po tzw. sezonie, pewnie zwyciężyłby rozsądek, bo po szczycie urlopowym nad morzem jest spokojniej. Ale niestety to niemożliwe. Więc na razie przygotowuję się na ten wyjazd za tydzień, ale czy nie stchórzę w ostatniej chwili? Na wszelki wypadek więc myślę, że ostateczną decyzję podejmę w przyszłym tygodniu;)
  23. papudraczek, a może napisz w tytule gdzie szczeniaczki czekaja na domek? (tzn. chodzi mi o miejscowość). ;)
  24. Pokażę te śliczności na pierwszej stronce:lol:
  25. Też się martwiłam o Szajbus:roll: , ale juz wiem, że zaraz tu będzie:lol:
×
×
  • Create New...