ma_ruda
Members-
Posts
1566 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by ma_ruda
-
Śniła mi się Punia, była w tym śnie tylko przez chwilę ale za to tym razem tak..zwyczajnie, po prostu była; nie czułam lęku ani nawet niepokoju, tak jak to zdarzało się dotychczas w moich snach z Punią. Może właśnie dzięki temu, juz na jawie, udało mi się odzyskać spokój i dystans do moich "ziemskich" problemów? Jeżeli tak, to być może będę właśnie Puni zawdzięczać zminimalizowanie tych problemów a raczej ich skutków w przyszłości.
-
[quote name='joannasz']Cholernie dobre wieści... :/ [FONT=Verdana]10.11.2010 środa[/FONT] [FONT=Verdana]No, wszystko dobre, co się dobrze... tfu, odpukać. [/FONT] [FONT=Verdana]Choroba Dina przeraziła nas wszystkie. [/FONT][/QUOTE] Nas też przeraziła. Mnie przeraziła tak bardzo, ze nie miałam odwagi nawet pytać o Dina a tym bardziej cieszyć się z Twojego powrotu. Ale teraz już mogę:multi:
-
Coraz trudniej doliczyć się miesięcy, które minęły od tamtego czwartego dnia września 2006 roku:-(; Ten dzień pamiętam dokładnie: co robiłam, o czym myślałam, jaka była pogoda, itd. Słabiej pamiętam kolejne dni. Wiem tylko, że strasznie cierpiałam; zmuszałam sie do w miarę normalnego funkcjonowania, ale przecież nie było normalnie. Rano nie wychodziłam normalnie na spacer, po powrocie z pracy...siadałam przy komputerze i ..dzisiaj mogę powiedzieć co wpisywałam do google: przez wiele dni, dziesiatki godzin szukałam informacji o guzach na śledzionie, nowotworach u psów itp. Chciałam zrozumieć przede wszystkim dlaczego Punia odeszła. Tak trafiłam na forum; znalazłam "Tęczowy Most" i wsparcie innych dogomaniaków, które wtedy było mi bardzo potrzebne ale jest mi potrzebne do dzisiaj. Dlatego tu jestem, może rzadziej niż przedtem, ale to nie znaczy, ze przestaje pamiętać o Puni. Wspominam codziennie; a każdy czwarty dzień każdego miesiaca traktuje jako szczególna okazję do wspomnień.
-
Pamiętamy codziennie ale dzisiaj chyba szczególnie;
-
Zapalam ten znicz dla Puni tutaj; dzisiaj szczególnie brakuje mi miejsca na ten prawdziwy ale przecież to w niczym nie zmienia mojej pamięci i wspomnień.
-
[URL="http://www.dogomania.pl/threads/members/76156-j3nny"][B]j3nny[/B][/URL] - wysłałam e-mail; dziekuję [INDENT][INDENT][QUOTE] [INDENT]tu sa dokladnie opisane procedury przedwyjazdowe (Kot na emigracji): [URL="http://www.dziennik.krakow.pl/pl/magazyny/jak-pies-z-kotem/1077863-kot-na-emigracji.html"]http://www.dziennik.krakow.pl/pl/mag...emigracji.html[/URL] [/INDENT][/QUOTE] Przeczytałam i tak jak myślałam w tej chwili jest za późno na emigrację. [/INDENT][/INDENT]
-
[quote name='Topi']To nie jest pretekst do oddania przyjaciela. Kota można zabrać za granicę.[/QUOTE] Ja nie mam na to wpływu:shake:, nie mam nawet bezpośredniego kontaktu z osobą, która chce (musi?) kota oddać- koleżanka, która się do mnie zwróciła z problemem też jest tylko rodziną, zresztą "zapsioną" i "zakocioną". Niestety kotek nadal poszukuje domu; wszyscy nasi kandydaci na nowych opiekunów juz się "wykruszyli". O możliwości zabrania kota za granicę rozmawiałam z koleżanką, ale żadna z nas nie zna procedur. Gdyby to rzeczywiście było proste, to myślę, że byłaby szansa, żeby kot wyjechał do Irlandii. Ale z tego co wiem decyzja o wyjeździe właścicieli była dość nagła, więc pewnie nie było czasu na zajęcie się tym problemem. A ja chociaż nie znam zwierzaka, nie chcę nawet sobie wyobrażać, że trafi do schroniska:-(.
-
Koleżanka poprosiła mnie o pomoc w znalezieniu domu dla kota a ja proszę Was przynajmniej o poradę jak tego domu szukać. Kotek jest dorosły(chyba 3-4 letni), wykastrowany, nauczony czystości i niekłopotliwy. Jego dotychczasowy domek "wyjeżdża" za granicę, prawdopodobnie na stałe a w każdym razie na długo. Poszukiwania chętnego na adopcję wśród znajomych na razie bez sukcesu. Sprawa pilna, bo wyjazd już w przyszłym tygodniu i chociaż mam opory, żeby o tym pisać, to właściciele są niestety skłonni oddać kota do schroniska.
-
[quote name='pies?']jest OK......[/QUOTE :multi:Takie wiadomości poprawiaja mi nastrój. Dzieki temu nawet zapowiedzi wczesnej i ostrej zimy mniej mnie przerażają. Przynajmniej Mars jest bezpieczny i zima (trzecia?) mu już nie straszna. Z drugiej strony to bezpieczeństwo Marsa uswiadamia mi los tysięcy psów, które czeka ten chyba najcięższy w roku czas i.....już po dobrym nastroju:-(
-
Przyłączam się do świętowania;
-
Ja dzisiaj mam podwójny powód do pamięci-kolejny miesiąc Puni za Tęczowym Mostem, czyli 4 lata + 1 miesiąc; .
-
[quote name='jotpeg']stanowczo protestuje!! od lat jezdzimy do Ostrowa (regularnie co dwa lata). na watku wzietego z dgm Norka sa foty: [URL]http://www.dogomania.pl/threads/39906-Norek-już-w-Nowym-Domu-w-Krakowie!-D/page90[/URL] plaze w Ostrowie sa takie jak trzeba: szerokie i pustawe - nawet w sezonie. dlatego tam jezdzimy - to skromna kaszubska wioska, malo znana. a koszmar na zdjeciu ze strony Kormorana (jak dla mnie kryptoreklama przez dzony1) to zdjecie plazy w sasiedniej Karwii, przy centralnym zejsciu na plaze - koszmarny tlok, cielsko przy cielsku. to nie jest Ostrowo![/QUOTE] Karwię znam tylko ze spacerów- potwierdzam: zawsze była zatłoczona; nieporównywalnie bardziej niż Ostrowo Wydaje mi sie, że ta ze zdjęcia to jednak plaża w Ostrowie. Karwieńska jest znacznie szersza. Poza tym ta drewniana budka wygląda mi na Ostrowo. Jeździłam przez wiele lat do Ostrowa; przestałam kiedy przestało tam byc pusto- kilka lat temu. Ale jeżdżą tam moi znajomi i narzekają na tłok. W tym roku dojeżdżali samochodem na plażę w Karwieńskich Błotach (w lipcu). Ja byłam kolejny raz w Chłapowie. Też nie mogę zachwycać sie nadmiarem miejsca na plaży. Ale plaża chłapowska jest wąska co uznałam tym razem za zaletę: po prostu na odcinku od morza do wydm mieści się mniej ludzi. No i nie było tam żadnych zakazów dla psów.
-
Ivovita, niepotrzebnie sie obwiniasz. Nawet gdyby podróż rzeczywiscie miała wpływ na pogorszenie się stanu Rockiego, to przecież nie mogłaś tego przewidzieć. Gdyby zachorował podczas Twojej nieobecności to tez pewnie nie mogłabys sobie tego wybaczyć. Najważniejsze, że zrobiłaś dla niego wszystko co mozliwe. Ta choroba na pewno nie jest skutkiem przemęczenia i stresu. Bardziej prawdopodobne, że to choroba spowodowała, że Rocky żle zniósł podróż. U mojej Puni objawy tez wystapiły nagle, a ja (i weterynarz) podejrzewalismy, ze gorsze samopoczucie, problemy z chodzeniem to wina chorych stawów. Miała tez problemy z utrymaniem równowagi- niestety obawiam sie, ze był to wynik bólu (a ja myślałam, że traci wzrok!)Też dostała zastrzyk sterydowy i lek na stawy którego juz nawet nie zdążyłam jej podać. Dostała tez witaminy, bo zaniepokoiło mnie, że zjada ziemię. Kiedy kilka dni później juz wiedziałam, ze ma olbrzymi guz na śledzionie też sie obwiniałam, ze moze to po tych sterydach, że może cos zjadła na działce u znajomych (tam nagle źle się poczuła), że moze niepotrzebnie z nia tam jechałam, bo może źle zniosła jazdę samochodem itd. Nie mogłam zrozumiec, ze wszystko stało sie tak szybko i ze ja wczesniej tego nie zauważyłam. Trzymam kciuki za Rockiego i za Ciebie. Mam nadzieję, że wszystko bedzie dobrze.
-
[quote name='Betbet']Interesuje. Kurcze...szczerze mówiąc, nie sądziłąm, że on tyle pociągnie! Co za pies!![/QUOTE] Pewnie, że interesuje. Już kiedyś chyba pisałam, że zawsze otwieram "marsowy" wątek (zresztą nie tylko marsowy) z obawą, że będą złe wiadomości i za chwile z ulgą, że wszystko w porządku i ze wzruszeniem, że Marsowi tak się poszczęsciło;i z nadzieją, że będzie kolejna zima ciepła i sucha dla Marsa (chociaż jeżeli chodzi o samą zimę, to mogłoby jej w ogóle nie być).
-
Dzisiaj jest czwarta smutna rocznica. Smutna dla mnie, bo chcę wierzyć, że Punia jest tam szczęśliwa i upływający czas nie ma dla niej znaczenia.
-
mysza 1, pewnie Cie to nie pocieszy ale... ja juz od czterech lat próbuję zrozumieć jak to mozliwe, ze nie zauważyłam, że Punia jest ciężko chora. Objawy pojawiły się nagle a dwa dni później Punia była juz za Tęczowym Mostem. Operacja sie nie udała- guz na śledzionie był zbyt duży i silnie ukrwiony i nie dało się go usunąć. Kiedy później analizowałam rózne sygnały, które mogły wskazywać na chorobę, nie mogłam sie pogodzic z tym, ze wcześniej nie zrobiłam Puni badań. Ale z drugiej strony ja tych sygnałów nie lekceważyłam. Informowałam weterynarza o wszystkim co mnie niepokoiło. Tylko, że to nie były objawy charakterystyczne dla guzów śledziony. Poza tym Punia miała ponad 14 lat (dla mnie to też była "chwilka") i jej dolegliwości mogły byc związane z wiekiem. Nawet weterynarz kilka dni (3-4)wcześniej stwierdził, ze sunia jest w dobrej formie jak na swój wiek. Na operację zdecydowałam się mimo, że rokowania były złe (20% szansy), ale alternatywą była eutanazja albo ryzyko a nawet prawie pewność, że pies nie przeżyje nocy. Tak naprawdę ta operacja była bardziej dla mnie. Nie byłam wtedy gotowa na inną decyzję.
-
Katik i Szajbus- dziękuję Wam za odwiedziny u Puni:loveu: podczas mojej nieobecności. Byłam 2 tygodnie nad morzem a przed wyjazdem nie miałam juz siły, żeby się tym pochwalić :oops:. A Punia była...ze mną; jak blisko, napiszę później, bo teraz muszę powoli wracać do codzienności.
-
Z czasem będzie na pewno przybywać dobrych wspomnień, które pozwolą nawet na uśmiech. Teraz najważniejsze jest przekonanie, że Kora już nie cierpi, wiara, że tam gdzie jest, jest szczęśliwa i pewność, że tutaj szczęśliwie przeżyła swoje psie życie. To co teraz przeżywasz ja mam już za sobą- Punia odeszła za Tęczowy Most prawie cztery lata temu. Wspomnieniom wciąż towarzyszy żal...ale też radość, że mogę wspominać.
-
Dzisiaj wspominam ten ostatni miesiąc sprzed czterech lat. Był to czas, który mogłam w całości poświęcić Puni- były wakacje, które w 2006 roku skończyły się 4 września. Po raz pierwszy dzisiaj pomyślałam, że Punia odeszła w tym dniu, tak jakby wiedziała, że nie będę mogła byc z nią przez 24 godziny na dobę a przecież właśnie tego wtedy potrzebowała. A raczej potrzebowałaby. Gdyby operacja sie udała...To tak jakby chciała mi oszczędzić kłopotu. Bo mam nadzieję, że wiedziała, że zawsze będę przy niej i że jest dla mnie bardzo ważna.
-
Byłyśmy dzisiaj z Fraszką na działce u przyjaciół, tam gdzie byłam z Punią w ostatni weekend:-( powróciły niestety te trudne wspomnienia i ściskający za serce żal. Pojawił się do tego irracjonalny lęk...o Fraszkę. na szczęscie Fraszka czuła się tam jak u siebie i nie udzielił się jej mój kiepski nastrój.
-
[quote name='Radek']Szajbus, wspomnienia ciągle gdzieś są koło nas. W weekend wróciliśmy z urlopu, podczas którego cały czas wracała masa wspomnień. Nie wiem, może to letni nastrój ale wspomnienia były dobre i prawie nie bolały. (chociaż raz czy drugi łezka się zakręciła) A ja dzisiaj byłam z Fraszką na działce u przyjaciół- miejscu gdzie byłam z Punią w jej (nasz) ostatni weekend tamtego lata 2006 roku. Dwa dni po tej wycieczce Punia odeszła za Tęczowy Most. No i cóż, mimo upływu czasu, dzisiaj wciąż czułam tam ucisk w sercu. Powróciły obawy, jakie wtedy mnie dręczyły, że może ona wtedy , na tej działce zjadła coś, co spowodowało taki błyskawiczny rozwój choroby. Skutek był taki, że dzisiaj zamiast cieszyć sie piękna pogodą i odpoczywać, maniakalnie śledziłam każdy ruch Fraszki. Na szczęście w innych okolicznościach też potrafię już uśmiechać się do wspomnień o Puni. Ale wtedy kiedy przychodzi mi to trudniej, tak jak dzisiaj, zaglądam na "Tęczowy Most"; do Puni, Psoni i ich nowych przyjaciół.