Jump to content
Dogomania

karina1002

Members
  • Posts

    2398
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by karina1002

  1. [quote name='samoglow'] A tu zalacznik, aby ulatwic Ci poszukiwania: krzaczek marychy[/quote] samoglow, skąd masz takie ładne zdjęcie marychy?? No skąd ??? :razz::cool3:;)
  2. [quote name='samoglow']Niestety, nie podoba mi sie i ta slina i ta utrata przytomnosci....tylko, ze dluga byla. Przy napadach padaczkowych, to zazwyczaj trwa krotko. Musicie obserwowac. W razie czego (odpukac) napisze wam czego sie nauczylam przez ostatnie 10 lat z okladem :cool3:[/quote] Mi się też nie podoba, dlatego myślimy mocno nad tym, żeby jednak wyczuc co to było. Wczoraj rozmawiałam z weterynarzem (bo dzwonilam po recepty dla Pytii na recepture od sikania :)) i powiedzial, że po przeanalizowaniu wszystkjich objawow, poszukiwaniach w ksiazkach i dyskusjach, zespół doszedł do wniosku, że to była .......... marihuana :p. Tak więc muszę przejśc się po sąsiadach i zobaczyc, kto co hoduje. Ale ja nawet nie wiem jak wygląda roślina marihuany, ani nawet konopii indyjskich :evil_lol:. A krwi nie pobraliśmy, bo.......... Robert się rozpędził i jak już zapakował Filemona do samochodu (przy okazji szczepienia chcielismy zrobic kotu), zawołał Marleya do samochodu, Marley przybiegł i ..................... pan w nagrodę dał garśc smakołyków, bo ładnie przybiegł :diabloti: I takim sposobem pies przestał byc na czczo :evil_lol: Zdjęcia wkleję w najbliższej przyszłości :)
  3. Kciuki już chyba można zwolnic, bo on już wygląda tak jakby nic mu nigdy nie było. (zakładam że to nie padaczka :)) Pewnie coś go trochę pobadamy, zeby sprawdzic ogólnie stan zdrowia, może coś wyjdzie, ..... a może i nie. Na dzień dzisiejszy rozrabia po staremu :p: Zbiera wszystkie patyki na podwórku - najlepsze są te metrowej długości. Potem biega z tym klocem w paszczy, tylko że nie patrzy gdzie biega. Wczoraj mało nie zahaczył o samochód :mad:. Wspina się na blat w kuchni, zeby choc jakiś okruszek chleba się trafił. :lol: Szarpie z Jonatanem - może trochę krócej niż kiedyś i mniej intensywnie, ale myślę, że jak nabierze sił, to nic w tej kwestii się nie zmieni (schódł ze 2 kg przez ten okres). No i gania moje koty na zewnątrz.:angryy:
  4. weterynarz nie wie, bo skąd ma wiedzieć? Pies był maksymalnie odwodniony i nieprzytomny, reszta objawów rzekłabym normalna - serce ok, reakcje czy na światło czy na dotyk ok., temp. ok., krew ok., mocz też ok., brzuch miękki, nic w środku nie ma.... W wymiocinach i koopach nic nie znaleźliśmy, więc ciężko powiedzieć co to było. Tylko leży pacjent nieprzytomny jak przy narkozie i się straaasznie ślini. Więc dostał dużo kroplówki, leki na zmniejszenie śliny i jeszcze pewnie jakieś ogólne i tylko obserwowaliśmy czy się poprawia. Miał też pysk poobijany i język pogryziony, więc padło podejrzenie na atak padaczkowy. Więc są dwie opcje - padaczka lub zatrucie. Ja obstawiam przy tym drugim, bo w nocy jak leżeliśmy przy nim, to widziałam jak on sam gryzł sobie język i wargi, więc mógł sobie to zrobić przez .... sen ??? Tak więc ciężko jest powiedzieć co mu było. Gdybyśmy jeszcze przy nim byli jak to się stało, to przynajmniej moglibyśmy wyeliminować w 100 % padaczkę. A tak to w sumie nic nie wiemy. Ja w każdym razie go nie narkotyzowałam :) Chyba, że sąsiad ........ Tyle z tego wyszło, ze teraz boimy się jechać do pracy, bo myślimy że coś się dzieje, a Robert chce już kamery instalować .... :)
  5. Znalezienie kota było tragiczne w skutkach i mało brakowało a skończyłoby się podróżą za TM. Krótko mówiąc, w piątek po pracy Robert znalazł Marleya w domu nieprzytomnego, leżącego w kałuży własnej śliny. Dom był w opłakanym stanie - cały w koopkach i wymiocinach. Poza tym poprzestawiane meble, krzesła, rozwalone płyty. To akurat mógł zrobi Jonatan, który niewidząc i nie wiedząc dlaczego Marley piszczy i sie rzuca, nie mógł sobie znaleźc miejsca. Ponieważ nie wiemy jak to się działo, tylko sobie możemy wyobrazic jak się męczył Marley i w sumie Jonatan (Pytia chyba spała :)) Marleya Robert przywiozl do lecznicy, w której dostał korplówki dużo (bo był całkiem odwodniony), jakieś leki i tylko czekaliśmy aż się wybudzi (wyglądał jakby był po silnej narkozie - wszystko niby ok, tylko nieprzytomny). Dopiero w sobotę o 6 rano Marley odzyskał przytomnośc. Po prostu było widac, ze widzi nas i wie kto my są. Całą noc przeleżeliśmy obok niego, a on tylko piszczał i wył i szczekał. Dostawał relanium, zasypiał na 2 godzinki i znowu się budził i wył. Jonatan też nie spał, tylko plątał się po mieszkaniu, nie wiedział o co chodzi. (Pytia spała :p) Rano pojechaliśmy znowu do lecznicy, w której to, nie dośc że od razu prawie wstał (do lecznicy zwieźliśmy w kocu), to w poczekalni chciał jakiemus psu wkroic.:mad: Sobotę chodził jeszcze cały dzien nakręcony i dochodził do siebie ale w końcu wieczorem zasnął :) O taki nam numer wyciął Marley. W sumie nie wiemy co mu było, co się stało. Najbardziej mi pasuje ten kot, który mogl by otruty trutką na szczury czy coś w tym rodzaju. Nic innego nam nie przychodzi do głowy. Na dzien dzisiejszy ma się już dobrze, dziś jeszcze pojedziemy pobrac krew. Uff...
  6. Wracam dziś do domu i przed bramą widzę zwłoki małego kotka ok. 2-miesięcznego (już w fazie rozkładu). Weszłam do domu i oczywiście Marley z Jonatanem mnie powitali wyskakując z domu, do którego już nie wrócili, bo przecież na podwórku jest fajniej. Ale przyszedł czas na kolację. Jonatan oczywiście zegarek ma wewnętrzny i się stawił od razu, Pytia nigdzie nie wychodziła żeby nie przegapić kolacji :evil_lol: a Marleya nie ma. Drę się na całe gardło (a że mam chore i chrypkę mam iście wokalną :) więc marny był efekt) i nic. No to ubrałam się, zeby znaleźć tego łotra i wyszłam na podwórko. Po chwili wydzierania się, pojawił się Marley ...... po drugiej stronie ogrodzenia:mad:. Kota już nie było przy ogrodzeniu - nie zdązyliśmy zakopać....... I mam problem: - po pierwsze znalazl metodę na opuszczenie działki :angryy: - po drugie - pożera koty ??:crazyeye:
  7. Drogie Panie, jeśli chodzi o posłanie Marleya, Pytia była od początku poza podejrzeniem, bo ona na górę nie wchodzi !! :p Ale na dole sobie posikuje gdzie chce :evil_lol:. Dostała swoje posłanie i od razu się na nie wpakowala :evil_lol:. Leki na nietrzymanie moczu nie pomagają. Robi się jakaś receptura w aptece. Może to pomoże. Za to kaszle jak stary gruźlik. Wracamy do leków sercowo-płucnych w zwiększonej dawce (które są moczopedne :placz:). Ale może ją znowu wyprostuje, bo teraz to nawet chodzić jej się nie chce. Juz niech sika w domu, byle nie kaszlała. Za to Marley ma za dużo energii. Może jakieś leki na otępienie......?????
  8. Paulina, przyjrzyj się dokładnie jak chodzi kot a jak kotka. Coś w tym jest faktycznie. Ja sama zaczęłam oglądać te swoje koty jak nienormalna, w celu sprawdzenia czy jest możliwe po chodzie poznanie płci, i faktycznie inaczej chodzą. Koty bardziej tyłkiem kręcą i tynymi łapami :)
  9. Płeć można bardzo szybko zmienić, proszę pani :) W naszej białostockiej historii mieliśmy kotkę, która tuż przed sterylizacją okazała się być ...... wykastrowanym kotem :evil_lol:. Całe szczęście, że przytomny weterynarz po chodzie poznał, że ta kotka chodzi jak kocur i obyło się bez krojenia. :p
  10. no to mamy problem. Jeżeli oni chcą oddać psa, to nie ma sensu dawać kogoś mądrego od szkoleń, bo to będzie tylko strata czasu. Gdyby im zależało na psie, to by mówili o konkretnych sytuacjach i się pytali co trzeba zrobić. A tak to brzmi jak: "został uszkodzony przez uszkodzenie":). Chyba, ze im na prawdę zależy. Monia, pogadaj moze jeszcze pod kątem tego czy oni chcą naprawić psa na poważnie, czy po prostu zabawka się znudziła.
  11. swan, moje gratulacje!! :) Po pierwsze, Lusia jest prześliczna :loveu: Po drugie, skąd masz takich fajnych sąsiadów ?? ;)
  12. NIe, bo dziś rano złapaliśmy winowajcę. To jest [B]IRA[/B]. !!! Nasikała na posłanie Mareya w łazience, czyli jeszcze nie zdążyłam położyć w sypialni, a znów muszę prać..... Coś tak czuję, że będę musiała posłanie komuś albo oddać, albo wyrzucić, bo chyba jak kot sobie upatrzył coś do obsikiwania, to cały czas będzie obsikiwać. Nie mam pomysłu co z tym fantem zrobić. ps. Mocz Pytii jest ok.
  13. wypluj te słowa kobito, wypluj. I tak przy ostatnich wiatrach, to więźba dziwnie trzeszczała.......
  14. Nie panele a parkiet:mad: Ale cały czas pamiętam o Twoich dobrych radach dot. salonu - tylko i wyłącznie gres :diabloti:, najlepiej z kratką ściekową na środku :diabloti:. Po tych akcjach zasikiwanych, to cały czas mam wrażenie, że czuję mocz :evil_lol:. Jak dołożyć to tego kotkę mamy, która po operacji dochodziła dwa dni do siebie, robiąc sioo ciągle pod siebie, to możecie sobie wyobrazić jaki czad był w łazience. :evil_lol: A dla odmiany wczoraj, kotka Ira zrobiła koopę tuż obok kuwety :p. Takim sposobem dowiedziałam się, że kuweta jest zapchana. Albo to była czysta złośliwość, bo jak wróciłam z pracy, wysiadłam z samochodu i słyszę jazgot kotki, której nie mogłam jej zlokalizować. Okazało się, że zamknęliśmy ją w budzie na drzewo, na cały dzień. Więc jak ją wypuściłam, weszła do domu, zrobiła koopę obok kuwety i poszła na dwór. :diabloti:
  15. [B][B][COLOR=black]samoglow[/COLOR][/B][COLOR=black], z obserwacji nic dobrego nie wyniknęło.[/COLOR] [COLOR=black]Zaobserwowałam, że jej posłanie jest całe mokre i z lekka ....... pachnące moczem.[/COLOR] [COLOR=black]Jakem podniosła posłanie, okazało się, że ono jest mokre już chyba jakiś czas, bo parkiet z lekka się podniósł [/COLOR] [COLOR=black]Tak więc posłanie poszło do prania.[/COLOR] [COLOR=black]A posłania słuchajcie, to ja piorę już trzeci tydzień. Ze dwa miesiące temu kupiłam podobne posłanie Jonatanowi. Ten oczywiście ma posłanie w głębokim poważaniu, więc posłanie poszło dla Marleya, który to też ma mniej więcej taki sam stosunek do posłania co Jonatan.[/COLOR] [COLOR=black]Ale posłanie poszło na górę do naszej sypialni celem nauki Marleya spania na swoim posłaniu, a nie na naszym łóżku.[/COLOR] [COLOR=black]W tym czasie przebywała u mnie kotka mamy, która zjadła sobie włos anielski z choinki i mało tego życiem nie przypłaciła. Dochodziła do siebie po oberacji zamknięta w łazience.[/COLOR] [COLOR=black]Nowy osobnik w łazience, do którego nie było dostępu, nie spodobał się rezydentom. Więc jednego dnia znalazłam koopę w sypialni, innego sioo a trzeciego dnia doszłam do wniosku, że posłanie Marleya jest całkowicie zalane moczem i się nie da wytrzymać ze względu na osobliwy zapach.[/COLOR] [COLOR=black]Posłanie poszło do prania.[/COLOR] [COLOR=black]I teraz mam zagadkę, ale ja nie znam odpowiedzi: [/COLOR] [COLOR=black]- kto sika do posłania Marleya?[/COLOR] [COLOR=black]Może to być Marley i koty, bo Pytia i Jonatan na górę nie wchodzą.[/COLOR] [COLOR=black]Posłanie juz prałam trzy razy, bo co je wypiorę, i w końcu jak wyschnie to cholerstwo, ułożę w sypialni, na drugi dzień jest zalane. [/COLOR] [COLOR=black]I w tamtym tygodniu [B][FONT=Verdana]zaobserwowałam[/FONT][/B] :) zalane posłanie Pytii.[/COLOR] [COLOR=black]Ja, jako rasowa blondynka, zawlokłam posłanie na górę do łazienki. Wrzuciłam całe do wanny. Szorowałam środek, co by boków nie zamoczyć. Po czym odwróciłam posłanie i .................... zobaczyłam zamki, po otwarciu których, można wyjąć boki i całą resztę wrzucić do pralki. [/COLOR] [COLOR=black]Wrzuciałam do pralki (po doświadczeniach z posłaniem Marleya wiem, że to musi być normalne pranie na 60 stopni, bo przy skróconym nie ucieka zapach :)).[/COLOR] [COLOR=black]Wyjęłam posłanie. To co zobaczyłam, ścięło mnie z nóg. Okazało się, że jako blondynka nie wpadłam na pomysł, że w środku może być coś innego niż gąbka.:eviltong: Nie wiem co tam jest, ale wygląda to jak skopana po nocy puchowa kołdra, która ma pierze w jednym rogu. Od trzech dni czekam aż to wszystko wyschnie, a schnie okrutnie długo, i może się uda ułozyć .[/COLOR] [COLOR=black]Pytia nie wie o co chodzi bo lezy na jakimś zdechłym kocyku, ja do łazienki powoli wejśc nie mogę, bo zawartość dwóch posłań się wala po podłodze, a same posłania to leżą, to wiszą na wannie celem wyschnięcia.[/COLOR] [COLOR=black]A Pytii musze zbadać mocz, bo w sumie czemu jej tam tak sobie wylata mocz? :p[/COLOR] [/B]
  16. [COLOR=black]Usia, nie chciałam zrobić awantury i nie chce nikomu mówić, że ktoś źle robi,s zczególnie na odległość.[/COLOR] [COLOR=black]Jedynie mi chodzi o dobro psa.[/COLOR] [COLOR=black]Prawdą jest, że psa nie widziałam i nie znam go, ale.... bardzo mi przypomina zachowaniem Marleya. Ponieważ też wszyscy mi mówili, ze on jest agresywny dominant, chodzę z nim na indywidualne szkolenia. Nie jest łatwym psem. Ucieka, gryzie, gryzie nas, gryzie inne psy. Ale też wiem, że gdy zaczynamy z nim na ostro, to on się cofa (tak było też z Jonatanem). I jedyną metodą to [B][FONT=Verdana]powolne[/FONT][/B], pozytywne (głupia nazwa) szkolenie. Co nie oznacza, że nie powinien czasami zostać potraktowany na ostro. Sama też się szkolę - byłam w poznaniu na seminarium na temat agrsywnych psów z Shelli, czytam duzo. I większośc złych zachowań psów wynika ze stresu.[/COLOR] [COLOR=black]Marley też ciągnie straaasznie. Ale ja ćwiczę z Marleyem od września i dopiero są jakieś efekty. Mój dom, to jego też może czwarty dom. Więc podobieństw jest bardzo dużo.[/COLOR] [FONT=Times New Roman][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Ja nigdy nie dam się namówic na kolczatkę, bo niczemu ona nie służy. U nas na szkoleniu kolczatka i łańcuszek jest zakazana. Nawet super groźny Cane Corso czy super groźne psy – wszyscy chodzą w normalnych obrożach czy to są półzaciskowe czy grube obroże z materiału – to zależy, kto co woli.[/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Nie chcę Cię na namawiać na zmiany, zrobisz jak uważasz. Nie jest celem moim się wymądrzać, tylko chciałam, żebyś spojrzała na to wszystko z innej strony. Ona jest u Ciebie baardzo krótko. [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Pozdrawiam ciepło i życzę powodzenia[/SIZE][/FONT]
  17. [quote name='Usia_82']Dziś na szkoleniu coraz bardziej Nufi pokazywała że nie będzie się słuchać a jak w drugiej części dałam ją do tresowania Juli to jak ta ściągała ją łańcuszkiem to Nufa gryzła po rękach dodam że mocno :mad: nawet trener stwierdził że za bardzo chce dominować i jest to niepokojące :placz: i trzeba to zabić w zarodku... Porozmawialiśmy jeszcze z trenerką (właścicielką szkoły) i w przyszłym tygodniu Nufa idzie na kolczatkę bo trzeba ją jak najszybciej złamać :shake: [/quote] USIA, zlituj się, jaka kolczatka???:crazyeye: jaki łańcuszek ???:crazyeye: Jeżeli Nufi jest wrazliwa (a wydaje mie się, ze jest), to jej kolczatką nie złamiesz, tylko skrzywdzisz. Szkolenie kolczatkowe jest dla bardzo wprawnych szkoleniowców. Gdybym Marleya wzięła na kolczatkę, to już pewnie wszyscy pogryzieni chodzili a Maley zostałby uśpiony, bo zostałby uznany jako agresywny. U mnie kolczatka jest zakazana. Marley (którego jak znaleźliśmy miał kolczatkę) nosi półzaciskową obrożę (coś w stylu łańcuszka) i uważam, że efekty są super. Ale żadne kolczatki, żedne rzucanie psem w kąt nie pomoże, tylko wzmocni złe zachowanie. Każde zachowanie psa ma swoją przyczynę i musisz poznać tą przyczynę. Może to potrwać długo, ale warto. W przypadku Marleya, uważam, ze jest po prostu lękliwy. Dlatego zachowuje się tak jak zachowuje. A ludzie to odbierają jako agresja. On tak odreagowuje stres. Ucieczki, gryzienie, wyrywanie, to jest reakcje na stres. Marley już nam zaufał, więc nie ucieka już tak jak uciekał wczesniej. Ale gryzienie mu się cały czas przytrafia. Widzę, ze jak był listonosz na podwórku, to mam pogryzione coś tam w domu. Nie chcę nic mówić, ale nie podoba mi się podejście szkoleniowca. Każdy pies będzie się szkolił tylko trzeba znaleźć sposób na niego. I od tego jest szkoleniowiec. Ale na pewno nie kolczatka. Poza tym teoria dominacji -rzadko kiedy w domu są ustawione hierarchie. To są mity. Nawet twórca teorii dominacji przed śmiercią się przyznał, że nie miał racji. Napisz na PW gdzie chodzisz na szkolenie, poczytaj stronę o szkoleniach pozytywnych. Na prawdę sa inne metody niż kolczatka. [URL]http://www.szkoleniepsow.fora.pl/[/URL] Sorry, że tak otwarcie piszę, ale wydaje mi się że szkoda psa.
  18. bo to dziwne psy są. Teraz leży obok mnie i ........ obserwuje lekko przysypiając. A ja od wczoraj mam internet w domu :multi:- z sieci komórkowej, ale lepszy taki niż żaden. Prędkość łączy... hmmm. trochę szybsza niż żółwia, ale wiadomości można wysyłać (mam nadzieję :)) Teraz muszę nadrobić zaległości internetowe :)
  19. No, a co tu tak cicho? :p Drogie koleżanki, informuję, że Pytia ma się baaardzo dobrze. Już nie śpi całymi dniami (bo ile można spać), tylko obserwuje. :eviltong: Leży sobie to na posłaniu, to na łóżku, z którego cały czas Robertją ściąga, i obserwuje. Jak wyczuje jakąś możliwość wyrwania czegoś do jedzenia, to podbiega w podskokach i myśli, że jej się uda. :evil_lol: Wczoraj nawet zaczęła gryźć kawałek drewna :crazyeye: (to chyba po tych obserwacjach Jonatan i Marleya). I w sumie nie wiem czy akurat bym chciała, żeby ona dołączyła do tworzenia tartaku, który mam codziennie w domu :mad: I kochana Kingo, spieszę poinformować, że ona się znowu przebarwia. Blondynką to ona juz nigdy nie będzie. Teraz ma coraz więcej sierści ....... owczarkowatej: szaro - czarnej :evil_lol: Goldenem to ona raczej nie jest ;)
  20. wieści krótkie, bo niestety nie mam netu juz nawet w pracy. Więc jak się dorwę gdzieś do kompa, to cos tam poczytam. A że zazwyczaj tak jest, że jak się wali to wszędzie, to zaprzyjaźnione kmputery też padły. Więc kochaniutkie Pytia ma się doskonale. leki na serce to było to, co prosiaczki lubia najbardziej i od razu po dwóch dniach Pytia zaczeła biegać, skakać, tarzać się. Juz nie wlecze się jak mucha w smole, tylko leeeci do mnei jak poparzona. I je jakieś cholerne grzyby. Zamrozone grzyby. Czy ktoś wie, jakie grzyby rosną zimą? Bo zaraz po Pytii grzyby jeść zaczął Jonatan i Marley.
  21. Właściwie nie wiem czy dobrze zrobiłam zdejmując Marleya z Pytii :) Może jakbym zostawiła, to by se pogadali i tyle. To Pytia prowokuje. Zawsze jak ją głaszczę a przychodzi Marley to zaczyna warczeć i się szczerzyć. Jonatana bardziej toleruje, ale też bez przesady. :cool3: Wtedy wstaję i odchodzę dając do zrozumienia (mam taką nadzieję), ze nie lubię takich scen. Marley sam walki nie zaczyna (no, nie liczę bitw z innymi samcami, bo w tym przypadku to prawie każdy pies to wróg:shake:). Inna sprawa, że one wszystkie za jedzenie dadzą się pokroić. Ma ktoś jakiś pomysł, żeby dawać duzo jesć i żeby nie przytyły?
  22. [B]Kasie[/B], nie pamiętam nazw leków. Muszę zobaczyć w domu.
  23. [B]Kinga[/B], się nie martw, piwo to ostatnia rzecz jaką sobie Robert odmówi :eviltong: Damy radę, nie ma biedy. Ale zdrowie to ma takie sobie. Chyba tej zimy w schronisku by nie przeżyła. Dlatego u nas niech sobie żyje jak najdłużej. I mam nadzieję, że kilka lat jeszcze przed nią. A skoro ma siły żreć się z Marleyem, to znaczy że nie jest źle. Wczoraj malowalismy deski na ogrodzenie w pokoju (już mi się śnią te deski bo od trzech tygodni nic innego nie robimy, tylko malujemy). W pewnym momencie słyszymy jazgot - warczenie, szczekanie, ogólny łomot. Wybiegamy z pokoju. A w korytarzu..... leży Pytia, a w nią wbity Marley. Nie wiem o co poszło, pewnie o jakiś znaleziony chrupek, bo Pytia walczy o chrupki jak o życie. Marley podszedł, ta warknęła, temu się nie spodobało i ją zaczął ustawiac do pionu. A że Pytia, może i chore serce ma, ale nie pozwoli sobie, żeby byle jaki gówniarz jej tu rozkazywał, to się nie usunęła, tylko dawaaaj do boju. Zapomniała, że nie ma zębów ?? :cool3: Marley został zamknięty na 5 minut w gabinecie celem uspokojenia, Pytia odprowadzona na posłanie. Dziur nie znalazłam.
  24. Kciuki trzymac widocznie za słabo, bo wyniki są nieciekawe. Więc serducho Pytii też jest beeee. Mądre głowy na to mówią, że komory serca się nie domykają - zamykają. To oczywiście sie jakoś mądrze nazywa, ale ja juz przy tej ilości chorób nawet nie próbuję zapamniętywać. Lepiej nię będzie, lekami możemy spowolnić rozwój choroby. Tak więc Pytia od dziś dostawać zaczyna leki na serce - dożywotnio. Robert jak zobaczył ceny leków, to tylko powiedział do Pytii (a on nie wie, że jak sie pogorszy to będzie dostawać droższe :diabloti:) : - Czy ty wiesz ile za to piwa można kupić ???? Bez komentarza. Oczywiście w samochodzie zwróciła kilka bubek, które dostała na śniadanie, dwa żwacze i ciasteczko, które dostała u weterynarza za dobre zachowanie i kawałek bułki, która dostała u mnie w pracy, bo pojechałam ją pokazać kolezankom :p. A jak przypomnę sobie podróż z Malborka, to ona nic wtedy nie zwracała.:crazyeye:
  25. wiesz to może byc wszystko Może być również dysplazja. Jak ma w powaznym stanie, to każdy ruch go boli, a leki mogą być za słabe. koleżanka Jonatana - Brita ma dysplazję i jęczała przy chodzeniu. najpierw leczona była na nerki, potem (po zmianie weterynarza) się dopiero okazało, że to dysplazja. Zmiany kostne, spondyloza (zmiany kręgosłupa) też może boleć. Bez zdjęć nic nie będziesz wiedziała. Powoli musisz eliminowac kolejne choroby.
×
×
  • Create New...