-
Posts
15551 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Neris
-
Pamiętam, że kiedy ją odbierałam od hodowcy wtarabaniła się jeszcze na stół i z wielkiej filiżanki siorbała kawę z mlekiem. Zrobił jej wtedy zdjęcie, spotkałam go przypadkiem 2 tygodnie temu i obiecał go poszukać, może je jeszcze gdzieś ma... Nie była bardzo grzecznym psem, ot taki prawdziwy rozpuszczony jedynak mamusi... patrzyła łobuzersko w oczy i robiła swoje. "Ofka, przestań" ją tylko rozbawiało. Wystarczyło że Ania - moja ówczesna współlokatorka - powiedziała poważnym tonem "PARANOIO!" i zaraz był spokój...
-
Dostałam dzisiaj maila od właścicieli jamniczka: Wpadek zdarzył się w Wa-wie 22 grudnia ok.20-tej na rogu ul.Anielewicza i Smoczej (między przystankiem autobusowym linii 111 i 180 w kierunku ul.Okopowej a pawilonem handlowym "U Doroty". Córka szła z Bursztynkiem (tak nazywaliśmy go) na smyczy ul Smoczą, skręciła w ul.Anielewicza i na poziomie pawilonu handlowego wyskoczył z boku (z przerwy między pawilonem a budą spożywczo-alkoholową "U Sąsia...da", wielki pies i bez ostrzeżenia(szczeknięcia) przewrócił na ziemię Bursztynka pleckami do dołu i zaczął go rwać zębami (jak lwy ludzi na qvo-vadis) Stało sie to tak nagle że Bursztynek nawet nie zaszczekał. Pies był ogromny ,biały z wielkim pyskiem.Według ludzi był to amstaf-ale było ciemno można się co do rasy pomylić.Córka próbowała wydobyć Bursztynka ciągnąc do góry smycz - zebrali się ludzie ale wszyscy bali się zbliżyć do psa.Dzwonili do straży, na policję ale nie zjawił się nikt. Właściciel starszy siwy człowiek pojawił się jak było po wszystkim. Położył się na ziemi z tyłu psa i zaczął go ciągnąć do siebie i krzyczał żeby puścił zdobycz ale pies ani myślał go słuchać. Po pewnym czasie zaczął na właściciela szczekać i wtedy wypuścił Bursztynka. Miał mimo że był w sweterku miał rozerwaną skórę i tchawicę.Nie dawał znaku życia.Ktoś zawiózł córkę do lecznicy weterynaryjnej na ul.Zytnią 15 ale nie było szans ratunku bo Bursztynek nie żył. Jak córka odjeżdżała to już właściciela nie było. Prosimy o pomoc w namierzeniu i UKARANIU właściciela agresywnego psa.
-
Nic mu nie wciskałam, sam żebrał. Wczoraj na kolację jadł dorsza duszonego, uwielbia ryby, skakał przy karmieniu jak napompowana piłeczka. Do Gagaty zgłosiła się pani szukająca małego pieska do adopcji. Poprosiłam, żeby zaproponowała Maksia. Przecież on może spokojnie już iść do domu, jest zdrowy. Tylko musiałaby to być osoba, która się zgodzi miksować jedzenie i kontrolować wagę psa.
-
Alegratkę ma taką, ale to żadna poezja, nie bardzo wiedziałam co napisać... [url]http://ale.gratka.pl/ogloszenie/2368223_piekny_czarny_jak_noc_poker_szuka_domu.html[/url]
-
Dziękuję kochane :lol: A ja się właśnie dzisiaj zastanawiałam, gdzie jest Odi ;) Maksio wczoraj się okropnie nabrał, bo kroiłam gotowane warzywa a on - jak to on - żebrał. Dałam mu na próbę kawałek marchewki i nawet wydawało mi się że zjadł, ale po 5 minutach znalazłam to na podłodze. Ale już gotowany seler go oburzył :evil_lol:
-
A ja ciągle nie wierzę że Jej nie ma, czytam od niej maile, nie wykasowałam sms-ów. Na urodziny przysłała mi trapery, pisała że na pewno ciągle przemaczam nogi a teraz będę mogła z psami nawet w rzece brodzić... za każdym razem kiedy je zakładam myślę o niej. Dręczy mnie ciągle myśl, czy wiedziała że odchodzi czy raczej choroba pokonała ją nagle?
-
Pamiętam że kiedyś wynajmowałam mieszkanie na Żoliborzu, pan zastrzegł że będzie taniej ale mam się za to zajmować suką która została po jego zmarłym ojcu. Pan miał niestety koty które ta suka usiłowała pożreć. Można, tylko trzeba chcieć, a temu panu od Amika się nie chciało... Czy to możliwe że on ma te 14 lat, tak jak pan mówił?
-
[quote name='Isadora7'] Może podeślę Rudą :):) [/QUOTE] Ja podeślę moją Rudą Pindę, ona uwielbia takie zabawy... [quote name='Isadora7'] Wszystkie byłyśmy w emocjach. Ja w kolejce w sklepie, Ty do mnie telefonik, ja wpadam do domu telefonik do Nerisowej, Nerisowa równolegle do mnie, poza tym privy.... najważniejsze ze jamniś bezpieczny ufffffffffffffff[/QUOTE] A ja jeszcze do Ani, która po czterdziestym telefonie oznajmiła, że jak jeszcze raz jej przerwę mycie głowy będzie źle między nami. Powiedziała mi jakieś nazwisko, które mi nijak nie pasowało do Jamniczej Rodziny, a intuicja mi przecież mówiła że to ONI :)
-
Opcja klatki kennelowej w pokoju z kotami była i u mnie, ale to już jako ostateczna, najostateczniejsza ostateczność. Cieszę się że nie musiało do tego dojść i Amik ma święta na wolności :) A książeczki zdrowia pan nie dał, nie wiem czy się bał że go zaciukamy bejsbolem czy co? No chyba że przyniósł później...
-
Poker ma alegratkę, gumtree, skończyło mu się allegro, odnowię po Świętach. Za inne ogłoszenia będę bardzo wdzięczna. Nie mogę przekleić tekstu z alegratki bo pokazuje mi się ciągle poprzednia wersja ogłoszenia, spróbuję jeszcze później.
-
Spróbuję, ale to chyba musiałoby być jakoś od dołu, bo ani z przodu ani z góry tego praktycznie nie widać. Na razie Maksiula dzisiaj: [IMG]http://images47.fotosik.pl/483/5abddb2913b5cc4dmed.jpg[/IMG]
-
Dziękuję Selengo. Mam wrażenie, że trzeba zmienić ten tekst bo już jest po leczeniu i same "okropne zdjęcia" dać obrazujące jaką drogę przeszedł Maksio. Wesołe zdjęcia chyba ludzi przekonują do tego, że pies nic nie potrzebuje...