Jump to content
Dogomania

gallegro

Members
  • Posts

    6014
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by gallegro

  1. Mam nadzieję, ze jutrzejszy domek Bisia spełni nasze wymagania... Inaczej będzie bardzo niewesoło. Jeszcze dziś wieczorem przywieziemy psiaka, którego spotkałem leżącego przy drodze, w czasie wycieczki rowerowej. Psiak jest starszy, bardzo wychudzony i osłabiony. Ma nieznaczne problemy z poruszaniem. Na pyszczku ślady pogryzienia. Wróciłem do domu po jedzenie, a od gospodarza zza płota wziąłem wodę. Niestety, nie chciał jeść, ani pić. Oby nie babeszja (tfu, tfu !!!). Nie miałem sumienia go zostawić. Poprosiłem gościa, zeby go przetrzymał do wieczora i pojedziemy po niego. Wieczorem Ania założy mu osobny wątek. [URL=www.fotosik.pl][IMG]http://images31.fotosik.pl/333/a04038e0bb4a13e6.jpg[/IMG][/URL] [URL=www.fotosik.pl][IMG]http://images33.fotosik.pl/334/bda6b33f41d6ba5c.jpg[/IMG][/URL] [URL=www.fotosik.pl][IMG]http://images28.fotosik.pl/256/c144979a3d9fbd93.jpg[/IMG][/URL]
  2. Poniżej fotki Kamy, na potwierdzenie, że zaokrągliła się tu i ówdzie :razz: Na trzeciej fotce widać charakterystyczną czarną plamkę na języku ;-) Na ostatnim zdjęciu całuje Dorkę, co nie zdarza się zbyt często...
  3. Dziadunio, to wypisz wymaluj mój Jurand, tylko sierść ma innego koloru. Obaj staruszkowie... Jurand nie widzi, dziadunio utyka. Jeśli znajdzie dom (mocno w to wierzę), odmieni to go nie do poznania, jak było w przypadku Juranda... Trzymam kciuki za tego biednego psiurka...
  4. Spoko, zdaję sobie sprawę, ze nie było możliwości pokazania fotek Sary zainteresowanym. Sam nalegałem, że do adopcji musi dojść w piątek, inaczej sunia trafi do DT. Domyślam się, że państwo nie dysponowali netem, więc to dodatkowo skomplikowało sytuację. Ważne, ze wszystko dobrze się skończyło ;) Wyszło na to, że gallegro jest przewrażliwiony i upierdliwy :razz: Po prostu pierwsze, nienajlepsze wrażenie, zdecydowało o nieufności. Lepiej dmuchać na zimne...
  5. W takim razie jestem spokojny. Już na koniec mojej wizyty, nasze stosunki, a co najważniejsze stosunki między panią a Sarą, zdały się ocieplić. Myślę, ze po trosze była to swoista "maska", pod którą kryje się wrażliwy człowiek. Oby tak było w istocie... Nie mogę się napatrzeć na Sarę, na ostatnich fotkach jest prześliczna :loveu: Tobie Cekinko należą się szczególne podziękowania. Gdyby nie Ty, sunia błąkałaby sie głodna po okolicy...
  6. Uff... kamień z serca... >Cekinka, z którą panią rozmawiałać? Z seniorką rodu, czy jej córką? Córka również w stosunku do mnie była bardzo uprzejma. A Sarunia jest cudna !!!
  7. [quote name='Agata69']Przeczytałam relację Gallegro ze zjeżonymi włosami. Znam ja takie pańcie. No ale moze sie mylę. To trzeba nadzorować i natychmiast reagować. W innym przypadku pies "zginie" albo "ucieknie" i tyle będziemy wiedzieli.[/quote] Masz rację. Sam mam coraz więcej wątpliwości. Zobaczymy, co wskóra Cekinka. Jeśli nie będzie pewności, że jest O.K. mam zamiar wybrać się do Mińska i z oddalenia obserwować poczynania suni i jej "panci". Jeśli zajdzie taka potrzeba, osobiście odbiorę sunię, choćby na siłę. Gdyby wczorajsze "nieporozumienie" rozegrało się w moim aucie, lub przynajmniej na postoju, pewnie Sara byłaby dziś u mnie, lub u Wandzi. Kto wie jak to się skończy...
  8. Bisiek będzie spać w domu, więc już sam ten fakt tłumaczy jego "obowiązki". Zakładam, że w pogodne letnie dni, będzie prawie cały czas na posesji, natomiast zwyczajowo będzie dzielić dom ze swoim panem i to bez żadnych ograniczeń (spanie w łóżku ;) ).
  9. Mam nadzieję, że nie muszę nikogo przekonywać o tym, że Bisio jest naszymoczkiem w głowie... Ja już przeżywam ew. rozstanie z nim. Niedawno, jak ma to w zwyczaju, podszedł do mnie i z właściwą sobie pieczołowitością, przeszkadzał mi w pracy. Normalnie to ganiłem go i "prosiłem", żeby zajął się czymś innym... Tym razem było inaczej... wytarmosiłem mu pychola, przytuliłem i powiedziałem, że już niedługo pojedzie do swojego prawdziwego domu. Jakże bym mógł go zostawić "byle gdzie" na pastwę losu. Już teraz wiem, że będę często dzwonić i pytać o Bisia. Z całą pewnością też wybierzemy się na wizytę poadopcyjną. P.S. Przyznaję, wcześniej trochę mnie poniosło (poniekąd sam nieświadomie włożyłem kij w mrowisko :roll: ), ale jednego nie zdzierżę... opinii, że mógłbym świadomie pójść na daleko idący kompromis, w kwestii wyboru domku dla Bisia.
  10. O.K. nie zatrzymuję Pani Elżbiety na siłę... Wydaje mi się też, że z opinią o mojej nieomylności to lekka przesada. Napisałem wyraźnie, że tę adopcję konsultowałem z kilkoma osobami. I co to znaczy "szkoda psa" ??? !!! WYPRASZAM sobie takie stwierdzenia !!! Czy to oznacza, że wydaję psa na poniewierkę, że nie dbam o jego przyszłość??? Rozumiem obawy i gotów byłem na merytoryczną dyskusję, czego zaczątkiem mogły stać się moje wcześniejsze wyjaśnienia. Do zainteresowanych... Uważam, ze wspomniany dom jest dla Bisia odpowiedni jeszcze pod jednym względem. Tam będzie mieć swojego człowieka na stałe, 24 godz. na dobę. U nas zostawał sam na wiele godzin i był bardzo "zajmujący" przez dłuższy czas, kiedy zobaczył domownika. Rano, po pracy, czy w ciągu dnia... za każdym razem euforia, trudna do opanowania. Czasem aż nie do zniesienia. Brudne, porwane ubrania to norma. Kiedy Bisiek się uspokajał, stawał się przymilny, żądnym pieszczot psiakiem. On zdecydowanie potrzebuje stałego kontaktu z człowiekiem... wprost łaknie go. My nie jesteśmy z stanie zapewnić mu tego. On jest pojętnym psiakiem, tylko trzeba mu poświęcić dużo czasu. Mam nadzieję, że w nowym domu tak właśnie będzie.
  11. Czy z ogłoszeń i wspomnianego, dużego zainteresowania Szarikiem, wynikło coś konkretnego? Czy pani, której mąż jest wetem, skontaktowała się w sprawie potencjalnej adopcji?
  12. [quote name='waldi481']No nie wiem czy to jest dobry dom..Nie boisz się,że skrzywdzą potencjalni wandale psa?[/quote] Pewnie, że się trochę boję, ale co mam zrobić w związku z tym??? Tam przynajmniej nie będzie narażony na realne (zapowiadane) niebezpieczeństwo otrucia przez sąsiada. Wspomniane akty wandalizmu nie zdarzają się co dzień, a z uzyskanych informacji wynika, że dopuszczają się ich dzieci. Złodzieje, którzy pojawiali się na posesji, zabierali rzeczy mało wartościowe (innych tam nie ma i nie było), więc teraz raczej będą omijać ten adres. To nie są złodzieje, którzy w przypadku wartościowego łupu, nie zawahają się przed skrzywdzeniem psa. Po kilka słoików z przetworami, czy stare wiadro, z całą pewnością nie przyjdą pod obecność Bisia. Przepraszam za sarkazm, ale jeśli masz lepszy pomysł, chętnie skorzystamy... Rozumiem Twoje obawy, ale weź tylko proszę pod uwagę, że obecnie mamy 5 dużych psów, że o kocie nie wspomnę ;) Zanosi się też na to, że kolejny pies (a może i dwa) zagoszczą u nas na stałe już niebawem... Nie twierdzę, że to miejsce jest idealne, ale konsultowałem tę potencjalną adopcję z kilkoma doświadczonymi osobami i za każdym razem usłyszałem coś w rodzaju: "Dom wygląda dobrze... zawsze jest jakieś ale i zawsze można szukać lepszego, ale w ten sposób, już niedługo nie wyadoptujemy żadnego psiaka..." I najważniejsze... W razie wątpliwości, wracamy z Biśkiem do domu...
  13. [quote name='Inez de Villaro']sory...nie widziałam co to jest "aukcja prywatna"[/quote] Przeprasza za kolejnego off'a, ale teraz to ode mnie należy się sprostowanie... W ostatnim czasie Allegro wycofało się z udostępniania tej opcji, która funkcjonowała przez kilka poprzednich lat. Obecnie jedyną metodą na powstrzymanie żartownisiów, jest wystawienie aukcji od 1pln (bez opcji Kup Teraz). Mamy wtedy możliwość zarówno odwołania oferty, jak i zakończenia aukcji przed czasem, z jednoczesnym odwołaniem ofert, lub pozostawieniem tej "prawdziwej". Osoby zorientowane w zasadach Allegro, przepraszam za wypisywanie oczywistych prawd :oops:
  14. Jeśli chodzi o kleszcze, właśnie mam zamiar zostawić pani Fiprex, przy okazji zakraplając w charakterze instruktarzu. Kupuję go na Allegro po 27pln (0 kosztów przesyłki) za największe opakowanie XXL Zawieziemy też z Anią po trochu różnej wyżerki, którą najbardziej lubi Bisio. Makaron bez gotowania, mięso mielone w kostkach, batony mięsne i suchą karmę. Krótko mówiąc, żeby Bisio miał coś na ząb, na początek ;) Qrcze, nie przypuszczałem, że będzie mi aż tak smutno na samą myśl, ze w poniedziałek będę go musiał zostawić :shake: Na szczęście zamieszka ok. 80 - 90 km od nas, więc kontrola poadopcyjna pewna ;) P.S. Kociak ma się dobrze. Mleczko (rozwodnione) dostał tylko w maleńkich ilościach. Ładnie zjadł mięsną karmę. Jest grzeczny. Wieczorem troszkę pokrzyczał i podrapał, ale dziś za to nie było go wcale słychać. Wystraszyłem się, ze coś mu się stało, ale kiedy wszedłem, spał na posłaniu zwinięty w kłębuszek. W "kuwecie" było widać świeże sioo i ślady zagrzebywania(???). Na podłodze nie znalazłem ani jednej niespodzianki. Kociak jest ufny i lgnie do człowieka. Jestem pewien, że ktoś się go pozbył. Obawiam się, ze to pokłosie faktu, że przygarniemy każdą bidę. Raczej nie przypadkowo siedział na moim ogrodzeniu :shake:
  15. Bisio ma szansę na dom... Miałbym go zawieźć w poniedziałek późnym popołudniem. Pani, która na dniach stanie się właścicielką posesji, opiekuje się niepełnosprawnym panem w wieku ok. 60 lat. Pan porusza się o kuli. Jest duża ogrodzona posesja. Niestety, jest zaniedbana, tak samo jak dom. Teraz ma się to zmienić. Pani, przyszła właścicielka nieruchomości, zamierza zrobić remont itp. Pan kocha zwierzęta. Dawniej miał psiaka, z którym spał w jednym łóżku. Podobnie będzie z Bisiem. Pies jest potrzebny, ponieważ dochodzi do aktów wandalizmu, typu wybijanie szyb itp. Oprócz tego szerzy się złodziejstwo. Biso miałby pełnić rolę przyjaciela i stróża. Nie ukrywam, ze do obu nadaje się idealnie. Pani, która podpisze umowę adopcyjną, ma świadomość odpowiedzialność za psiaka. Do pana jeździ praktycznie co tydzień (z Warszawy ok 70km), więc nie będzie problemu z zaopatrzeniem np. w odpowiednią karmę dla Bisia. Martwi mnie tylko okres zimowy, kiedy odwiedziny nie będą tak częste. Myślę jednak, że polegać to będzie na gromadzeniu większych zapasów. W końcu pan również potrzebuje różnych artykułów na bieżąco... Druga rzecz, która mnie niepokoi to zabezpieczenie Bisia przed kleszczami. Posesja jest zadrzewiona i zakrzaczona, dlatego ryzyko jest duże. O tym również poinformowałem panią, ale jak to będzie w praktyce, któż to wie... Co sądzicie o tym domku? Naprawdę, nie chcę robić niczego na siłę... Na samą myśl,ze musiałbym zawieźć psiaka w poniedziałek, robi mi się smutno...
  16. Uczulam Cię... jeśli uznasz, że nie wszystko jest O.K., zabieraj Sarę. Od ręki po nią pojadę i zawiozę do Wandzi na DT. Nie chcę zapeszać, ale mój Bisio znalazł domek i w poniedziałek osobiście go zawożę. Nie, żebym nie miał wątpliwości, więc to czy adopcja dojdzie do skutku, okaże się na miejscu. Jeśli tak, Sara mogłaby zostać u mnie przez kilka dni. Z Allegro jest duże zainteresowanie. Mam jednak nadzieję, ze zarówno Sara jak i mój Bisiek będą szczęśliwe i zadbane w swoich nowych domach, a moja powyższa pisanina zda się psu na budę :razz: Nie mam jednak zamiaru się oszukiwać... pewien niepokój jest. Wyrosłem już z czasów, kiedy każdy domek był dobry. Czasem są warunki, a brakuje serca, a czasem na odwrót...
  17. Na wszelki wypadek nie usuwam aukcji a Allegro. Jeśli będą najmniejsze wątpliwości, zabierzemy Sarę.
  18. [quote name='Inez de Villaro']kurka wodna....a nie można zaznaczyć w aukcji żeby nie licytować?[/quote] Przecież napisałem wyżej... jeśli zmieni się status aukcji na "prywatną" i nie wskaże nikogo kto jest upoważniony do licytowania, wtedy nikt nie może zalicytować.
  19. >betel, w przyszłości używaj opcji "aukcja prywatna", a nie będziesz mieć problemu z żartownisiami... Ja również mam nadzieję, ze w tym przypadku to nie żart. Jeśli jednak nie doszło do kontaktu z jej strony, natychmiast po zalicytowaniu, nie ma raczej na co liczyć...
  20. Już podczas podróży z Mińska do Hipolitowa, uderzyła mnie jedna rzecz... Pan zapytał mnie, czy sunia jest bardzo duża :crazyeye: Pomyślałem, ze ma na myśli to, czy jest taka jak widać na zdjęciach, czy może większa itp., ale nie... okazało się, ze ani pan, który się ze mną kontaktował, ani jego brat, ani (jak się okazało później) ich matka, nie widzieli suni fotek. Cekinka, z tego co pisałaś, p. Iwona dostała link do wątku. Czy umówiłyście się, że pokaże je zainteresowanym? W tym miejscu pragnę wyjaśnić, ze kontakt do pana otrzymałem w ostatniej chwili, kiedy okazało się, ze przez "głuchy telefon" mamy trudności ze zgraniem wszystkich w dogodnym czasie. Wynika z tego, ze p. Iwona poszła na żywioł i tylko ustnie przekazał o jaką sunię chodzi. Być może państwo nie mieli dostępu do netu... Cały czas byłem przekonany, że pełnię rolę kuriera, więc nawet się nie zagłębiałem w dyskusję o samej adopcji. Kiedy wyjaśniłem panom, że sunia nie jest ani wielka, ani maleńka, stwierdzili, że jest O.K. (nie jest źle - pomyślałem i zacząłem się zastanawiać co mnie jeszcze zaskoczy...) No i stało się... w drodze powrotnej dowiedziałem się, ze już od roku namawiają mamę, żeby wzięła psiaka, ale matka tłumaczyła, że boi się jego ew. agresji. Owszem, zgodziła się w końcu na to, żeby przygarnąć sunię, ale co jakiś czas podnosiła problem niebezpieczeństwa ze strony agresywnego psa. Ponieważ sunia podczas podróży była bardzo grzeczna i dawała się każdemu miziać, powiedzieli, ze są dobrej myśli :roll: Normalnie czułem się, jakbym wiózł sunię na casting... kupi, nie kupi... I teraz najlepsze... Przyszła pani suni podchodzi do samochodu, zagląda do środka i mówi cyt. "Przecież to nie taki pies miał być"... Ręce mi opadły, i resztkami woli powstrzymałem się przed wyrecytowaniem wierszyka, który każdy prawdziwy dogomaniak powinien mieć przygotowany na taką okazję... A jaki niby miał być? - zapytałem grzecznie, aczkolwiek chyba nie do końca, ponieważ pani spojrzała na mnie wzrokiem, który miał za zadanie przynajmniej okaleczyć :razz: Inny - odparła... Obaj synowie i córka dawali mi cały czas jakieś znaki, mrugali itp., ale ja byłem tak wkurzony, że powiedziałem stanowczo..."na dworzec proszę !!! - nie dostaniecie suni, tym bardziej, ze w międzyczasie odebrałem dwa telefony z zapytaniem o nią." Wtedy pani zamilkła, a jej dzieci prosiły mnie usilnie, żebym jednak pojechał do nich obejrzeć w jakich warunkach miałaby mieszkać Sara. Kiedy zajechaliśmy na miejsce, podczas oględzin ogrodzenia (bardzo solidne), syn pani wytłumaczył mi, że matka jest "nieswoja" z powodu niedawnej śmierci męża... Faktycznie, już na miejscu spuściła z tonu i zaczęła dopytywać o konkrety. Zauważyłem też, ze faktycznie boi się suni. Poprosiłem, żeby podeszła do niej i pogłaskała ją. Zrobiła to bez wahania i okazało się, ze wszystko jest O.K. Padły ciepłe słowa, a Sara zdawała się być zadowolona. Na koniec poprosiłem, żeby państwo jeszcze raz dobrze przemyśleli tę adopcję, a w razie jakichkolwiek wątpliwości, kontaktowali się ze mną. Za tą adopcją przemawia kilka faktów: 1. duża ogrodzona posesja 2. duży dom, gdzie sunia zawsze znajdzie miejsce tylko dla siebie 3. zamożna właścicielka, którą stać na poniesienie wszelkich wydatków związanych z suną 4. świadomość opieki weterynaryjnej, oraz decyzja o rychłej sterylizacji Należy sprawdzić: 1. czy sunia nie niszczy klombów, które są bardzo ładnie wypielęgnowane, a jeśli tak, jaki stosunek do tego ma pani? Wygląda na to, ze to jej "konik" 2. gdzie sunia będzie spać latem? W rozmowie padło pytanie, czy może spać na zadaszonym tarasie z tyłu domu. Powiedziałem, że latem w ciepłe i suche noce owszem, ale w pozostałym okresie powinna absolutnie spać w domu. Na posesji nie ma żadnego kojca, czy budy, więc nie ma alternatywy. 3. Należy bezwzględnie uświadomić jak powinno wyglądać karmienie suni teraz i w przyszłości. Wszystko powiedziałem, ale z braku czasu państwo nie zapisali. Poleciłem też, aby zasięgnęli porady weta w tym względzie. 4. Przypomnieć o zabezpieczeniu antykleszczowym. Sara ma prawdopodobnie pchły, więc i ten problem zniknie. 5. Sara linieje i plami (końcówka cieczki). Ciekawe, czy te dwa elementy nie będą mieć wpływu na stosunek do niej. Przed samym odjazdem usłyszałem, jak pani poleciła synowi, aby wytarł Sarze łapki, zanim wejdzie na pokoje ;) Co o tym myślicie?
  21. Saba (teraz Sara) została w nowym domku, ale o mały włos nie wróciłaby ze mną... Bez obawy, nie jest tak źle, ale pierwszy kontakt słowno-wzrokowy z jej nową opiekunką, nie zapowiadał niczego dobrego... Kontrola poadopcyjna jest niezbędna, a powinna mieć charakter uświadamiająco-wyjaśniający. Adrenalinka, o której wspomniała wcześniej Ania, skoczyła mi m.in. z powodu oryginalnych poczynań "kierowcy", który usiłował okiełznać kilkadziesiąt koni mechanicznych, przy pomocy niegramotnych rąk, nóg i ogólnym braku koordynacji ruchowej. Do tego doszła ślepota (chyba?) i brak znajomości przepisów ruchu drogowego. Gdyby mój Anioł stróż wyjechał na wczasy, nie byłoby komu napisać poniższej relacji. Pozwólcie jednak, ze ogarnę nieco swój zwierzyniec i nieco pózniej dokładnie opiszę kulisy dzisiejszej adopcji.
  22. Jeśli chodzi o kotka, to mleko dostał w niewielkich ilościach i do tego rozcieńczone. Dopiero pózniej mogłem nabyć odpowiednią karmę dla malucha. Jeśli chodzi o Kamę, od dłuższego czasu ma Allegro i trochę ogłoszeń w portalach ogłoszeniowych. Jej stan nie pozwala na adopcję "zwykłemu śmiertelnikowi". Albo najpierw zostanie całkowicie wyleczona, albo musi znaleźć taki domek, gdzie żmudne i kosztowne leczenie będzie prowadzone aż do szczęśliwego finału. Niestety, takie domki nie trafiają się nader często...
  23. Jest nawet na dogo. Sprawdz w mapie pomocy, albo kogoś podpytaj. Taką informację pan powinien dostać od ręki. Z Mińska jest EVITA, ale to chyba nie o nią chodzi. Jeśli nic nie znajdziesz, napisz do niej PW. Ja muszę już za moment wychodzić.
  24. [quote name='Gem']Może ktoś z tych ludzi, którzy dzwonili w sprawie Szarika, zdecyduje się pomóc mieleckiemu ON-kowi. Śliczny psiak, chory i w schronisku :([/quote] Koniecznie trzeba próbować... Serce się kraje... To może być dla niego jedyna szansa, żeby go "wypromować" przy okazji akcji Szarika... Przecież on z całą pewnością siedział tam od dłuższego czasu i pewnie siedziałby jeszcze bardzo długo... Nawet niewielu z nas dogomaniaków wiedziało o jego istnieniu, a cóż dopiero "zwykli" ludzi... Byłoby cudownie, gdyby obaj znaleźli dobre domy... bez względu na to, czy uda się ich przywrócić do pełnej sprawności (choć mocno w to wierzę). W swoim życiu widywałem i w dalszym ciągu widuję psy (na metrowych łańcuchach), które mam wrażenie, mimo tego że są w pełni zdrowe, z chęcią zamieniliby się z takimi psami, pod warunkiem, że mieliby kochającego opiekuna...
  25. Z Mińska wyjedziemy nieco przed 17-tą (jeśli mój pociąg się nie opóźni), więc jeśli nie zabłądzimy, będziemy przed 17:30 Uważaj na wiśniowego chevrolet'a :razz: Pan pytał mnie o namiary na weta w Mińsku, ponieważ chce sunię zaszczepić (dobry początek). Czy jesteś w stanie podać mi takowe?
×
×
  • Create New...