Jump to content
Dogomania

gallegro

Members
  • Posts

    6014
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by gallegro

  1. [quote name='paros']Ta pani umawiała się z Gajową i to ona zauważyła Twój wpis o tej pani. [B]I nawet nie zadzwoniła do niej aby powiedzieć, że rezygnuje[/B]:cool3:[/quote] Według tego co pisała, nie zrezygnowała z tej adopcji, a Sara miała tylko pozostać w odwodzie, na wypadek gdyby Gajowa ją "olała". Sami jednak oceńcie, czy taka osoba jest wiarygodna...
  2. Byłem w wielkim błędzie, odnośnie intencji tej pani... W moim głębokim przekonaniu, ta pani nie powinna adoptować żadnego psa. Jest emocjonalnie niedojrzała, a na psa nie patrzy sercem, tylko oczami... Poniżej treść sms'a jakiego otrzymałem w odpowiedzi na moją uwagę odnośnie jej nieszczerości (pominę niezbyt miły wstęp i zakończenie :razz: ): "(...)Mogę oglądać tyle psów ile zechcę. To, że zdecydowałam się na psa, nie jest jednoznaczne z jego przygarnięciem. Może tamta Pani zdecyduje się na kogoś bliżej, wtedy ja zostanę na lodzie(...)" Brawo... pani miała zamiar zaczekać z odpowiedzią do jutra, kiedy to ktoś inny, po przejechaniu wielu kilometrów mógłby usłyszeć np. "Hmm... w rzeczywistości sunia wygląda inaczej jak na zdjęciach... jednak nie zdecyduję się na jej adopcję..." Po czym telefon do mnie i kolejny casting, aż do skutku... >Paros, daj znać tej osobie, że musi się liczyć z niespodzianką... nie wiadomo z iloma jeszcze osobami ta pani jest umówiona :mad:
  3. >Paros, miałaś chyba rację. Jeśli Pani oglądała sunię wczoraj, a dziś w rozmowie tel. o tym nie wspomniał, to należy jej się "miła" wiadomość, co za moment uczynię :cool3: W tym czasie mogłem zaproponować Sarę innemu domkowi...
  4. [quote name='paros'][B]Nie wiem co o tym myśleć ale pani z okolic Białobrzegów oglądała wczoraj inną sunię ONkowatą i wyraziła chęć jej adopcji i koleżanka ma ją zawieźć w niedzielę do tej pani. Nie wiem czy to czasem nie jest ta sama pani :cool3:[/B][/quote] A to bardzo ciekawe. Taki zbieg okoliczności??? Pani jeszcze nie odpowiedziała. Chyba poproszę ją o wyjaśnienia...
  5. Zadzwoniłem do zainteresowanej. Wstępnie otrzymałem potwierdzenie chęci adopcji suni. Za chwilę wysyłam zdjęcia z opisem z wątku. Szkoda, że nie ma ani słowa, gdzie sunia przebywa (a może nie doczytałem :roll: ). Domek jest w okolicy Białobrzegów. Ogrodzona posesja z ogrodem, a sunia zamieszkałby w domu. Pani często bywa w Warszawie, więc ew. pomoc w transporcie. Kiedy zapytałem o możliwość kontroli, przed ew. po adopcji, Pani zaznaczyłą, że prosi o kontrolę przed, ponieważ pózniej już suni nie odda (za bardzo kocha psiaki i do nich się przywiązuje ;) ) Myślę, że jest duża szansa na tę adopcję, a dom wygląda bardzo dobrze ( z rozmowy tel.)
  6. [quote name='paros']A sunia KWL-a Lucka? Jest młoda, śliczna i szuka pilnie domu:roll:[/quote] Wiem o tym i będę proponować jednym Państwu, którzy szukają podobnej suni. Niestety, w pierwowzorze miała mieć 6-7 miesięcy :roll: Trudno będzie ich przekonać, ale użyję wszelkich znanych mi sposobów, żeby jednak się zdecydowali...
  7. [quote name='paros']A sunia KWL-a Lucka? Jest młoda, śliczna i szuka pilnie domu:roll:[/quote] Wiem o tym i będę proponować jednym Państwu, którzy szukają podobnej suni. Niestety, w pierwowzorze miała mieć 6-7 miesięcy :roll: Trudno będzie ich przekonać, ale użyję wszelkich znanych mi sposobów, żeby jednak...
  8. Mało kto interesuje się psiaczkami :shake: Mimo to cały czas wierzę, że ich człowiek istnieje...
  9. Dziś doszło do poważnej awantury, między Dorką i Kamą. Najwięcej ucierpiałem ja (krwiak na łydce) i Kama (zadrapanie na pysku) Stało się to przy okazji gonitw Kamuli z Bonusem, który nieco odżył, po wydaniu dominującego Biśka. Zabawie przyglądała się Dorka i w pewnym momencie, zaczęła okazywać swoje niezadowolenie. Stanąłem nad nią w rozkroku, przytrzymując nogami, żeby nie mogła "interweniować". Robiłem to wielokrotnie, ale widocznie tym razem mało delikatnie, ponieważ Dorka głośno zapiszczała. Na ten "sygnał", Kama rzuciła się na nią bez pardonu. . Właśnie wtedy, prawdopodobnie Kama użarła mnie w łydkę. Jak to dobrze, że zęby ma "w odwrocie", bo tylko dzięki temu, nie musimy jechać do szpitala na ostry dyżur :cool3: W przyszłości musimy przedsięwziąć bardziej radykalne środki ostrożności. Myślimy o tym, żeby na czas spacerów Kamy (nie tak znowu częstych i długich), całkowicie izolować Dorkę. Dziewczyny mogą chodzić obok siebie cały dzień, ale wystarczy jeden impuls i może dojść do awantury... Z innej beczki... >KWL, czy koteczka ma swój wątek? Chciałbym co nieco zaczerpnąć do Allegro.
  10. Niedawno zadzwoniła do mnie pani Bisia i powiedziała, że psiak spokojnie przespał całą noc. Zanim sam wrócił do domu, ok. godziny biegał po posesji. Jeszcze dziś tam zadzwonię, żeby dowiedzieć się, jak aktualnie miewa się psiak. EDIT: Przed chwilą zadzwoniłem do Biśka ;-) Poza tym, że wczoraj trochę potęsknił, wszystko jest O.K. Od rana Bisio chodzi krok w krok za panem. Kiedy rozmawialiśmy przez telefon, z zaciekawieniem obserwował słuchawkę... może poznał mnie po głosie :-). Pan sprawiał wrażenie ożywionego i zadowolonego z psiaka. W domu pustka... Rano nikt nie zaczepia, nie plącze się pod nogami... nie podgryza delikatnie dłoni... Co ciekawe, brak Biśka zauważyły też pozostałe psiaki. Najbardziej jest to zauważalne w przypadku Dorki. Rano siedziała jak zamurowana, sprawiając wrażenie zaskoczonej faktem, że po schodach, razem ze mną, nie schodzi Bisio :-o Zwykle tak bywało, a kiedy Bisiek był już na dole, gonitwom nie było końca. Poniżej kilka fotek zdziwionej suni. Uwierzcie mi... na schodach nie było niczego, co mogłoby ją zainteresować... [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images33.fotosik.pl/335/0e76677b7c10fd76.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images34.fotosik.pl/328/b5be5ddb29d26a29.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images32.fotosik.pl/327/bb49c34a5e7652e1.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images24.fotosik.pl/257/12a036bdad2eec0d.jpg[/IMG][/URL]
  11. Zrobię co w mojej mocy, ale... wszyscy chcę młodziutką sunię :roll:
  12. Bisio zdawał się być z lekka otumaniony (wynik zmęczenia). Po wejściu na posesję, ożywił się nieco, żeby po chwili rzucić się z impetem do przodu tak, że ledwie utrzymałem go na smyczy. Byliśmy zaskoczeni... nowa pani chyba również... Po chwili okazało się, że psiak zareagował w ten sposób, na kulę ortopedyczną, którą przyszły pan trzymał w ręku. Kiedy ją odstawił (bez niej porusza się mniej sprawnie), Bisio od razu się uspokoił. Był wyraźnie ożywiony, podchodził do domowników, łasił się i dawał łapkę ;) Pan pogłaskał Bisia, który wyglądał na zadowolonego. Za dwoma paniami chodził krok w krok, nie zwracając zupełnie uwagi na nas :roll: Bez problemu też, sam wchodził do domu. W pewnym momencie, zza płota dobiegło głośne ujadanie. To dwa psiaki sąsiada (jedna sunia). Szczególnie piesek był namolny, dlatego Bisio odwzajemnił się tym samym. Jeszcze nigdy nie widziałem go tak wkurzonego... postawił sierść na grzbiecie i z impetem dopadał ogrodzenia. Właśnie... ogrodzenie. W sumie nie jest tak źle. Połowa posesji jest ogrodzona sztachetami z solidną podmurówka. Połowa siatką bez podmurówki, ale siatka opiera się o ziemię, w większości miejsc przerastając trawą. Znaleźliśmy trzy małe nieszczelności, ale od ręki zostały naprawione. Obecnie ogrodzenie jest raczej niemożliwe do sforsowania przez Bisia. Drewniany dom jest w nie najlepszym stanie, ale planowany jest jego gruntowny remont. To samo dotyczy ogrodzenia, które ma zostać wymienione w przyszłym roku. Na koniec zakropliliśmy Bisiowi Fiprex, pozostawiając jego nadmiar, w celu ponownego użycia. Zostawiliśmy też różne rodzaje karmy, którą Bisiek ze smakiem zwykł jadać. Pani wcześniej już zakupiła puszki i karmę suchą, więc głód psiakowi nie grozi ;) Umowę adopcyjną podpisała pani, która co prawda nie mieszka tam na stałe (na dniach stanie się właścicielką nieruchomości), ale wzięła na siebie pełną odpowiedzialność za Bisia. Na stałe mieszka w Warszawie, ale bywa raz lub nawet dwa razy w tygodniu. Bisio zostanie zaszczepiony i odrobaczony. Jeśli chodzi o kastrację, będziemy o tym rozmawiać w przyszłości. Obiecaliśmy pomoc w jej przeprowadzeniu. Na koniec pani "poświęciła" swój szyldzik do kluczy, z którego została wykonana tymczasowa adresówka. Teraz miało nastąpić najgorsze... Pożegnawszy się z Bisiem, poszliśmy do samochodu. Bisiek podbiegł do płotu, za którym stał samochód i popiskiwał. Odbiegał i wracał, przejawiając zakłopotanie. No cóż, przecież nie możemy zostać dłużej... zaczyna się ściemniać... Z bólem serca ruszyliśmy w drogę powrotną... Po kilkunastu minutach zadzwoniliśmy do państwa, którzy oznajmili, że Bisio jeszcze przez jakiś czas biegał niespokojnie po posesji, ale zawołany podbiegał do nich. Po pewnym czasie Bisio został zamknięty w domu, żeby nie ryzykować próby sforsowania ogrodzenia. Wiedzieliśmy, że będzie ciężko... i było... i jest nadal...:shake: Poniżej jedyna, w miarę nieporuszona fotka Bisia, zapoznającego się z nowym "gospodarstwem". Było zbyt ciemno na dobre ujęcia. Poproszę nowych opiekunów o kilka fotek w niedalekiej przyszłości... [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images23.fotosik.pl/256/ce21ea5eb7027dd3.jpg[/IMG][/URL]
  13. Ostatnie godziny poprzedzające wyjazd do nowego domu, były bardzo przygnębiające... Bisio jakby przeczuwał, że coś wisi w powietrzu. Był spokojniejszy i bardziej opanowany niż zwykle. Dla zabicia czasu, a raczej myśli kłębiących się w mojej głowie, poszedłem przed wyjazdem popracować w ogrodzie. Podczas prac ziemnych, Bisio zawsze z upodobaniem kładł się w miejscach, gdzie mi akurat przeszkadzał. Tym razem również położył się na górze ziemi, którą akurat miałem rozplantować, więc powiedziałem bardzo spokojnie (nie chciałem go stresować) cyt."Bisiu, przeszkadzasz mi". Po tych słowach, Bisiek wstał, przeszedł kilka metrów dalej, położył się i popatrzył na mnie pytającym wzrokiem "czy teraz dobrze...?" W tym momencie coś we mnie pękło...:-( Przed samym wyjazdem, obszedłem wspólnie z psiakami całą posesję. Bisio zażył jeszcze kąpieli w stawie i... pojechaliśmy... W początkowej fazie podróży Bisio był nieco niesforny. W kilka sekund sforsował tylne siedzenie i zamiast w bagażniku (w kombi), stał na kanapie, przeszkadzając co rusz w prowadzeniu auta. W wyniku fizycznej perswazji, położył się w końcu i nieco uspokoił. W czasie podróży, Bisio dostał torsji. Na szczęście zwymiotował tylko treścią żołądkową. Pod koniec był tak wyczerpany, że zaczął podsypiać. Kiedy zajechaliśmy na miejsce, w niczym nie przypominał energicznego psiaka. Nawet na smyczy szedł grzecznie, co bardzo mnie zaskoczyło. Za chwilę, po raz pierwszy miał przekroczyć próg swojego nowego domu...
  14. Ja mam również kilka zapytań z Allegro. Zapisuję każdy kontakt i będę szukać czegoś "podchodzącego" :razz: Każdemu dzwoniącemu sprzedaję niewinne kłamstewko, że na dniach powinna być inna sunia podobna nieco do Sary ;) Pozostaje tylko znaleźć jej sobowtóra, a to nie będzie łatwe... Sara jest bardzo ładną sunią. Tak na marginesie... właśnie wróciłem z DS, gdzie zawiozłem swojego zasiedziałego tymczasowicza Biśka, którego "wcisnąłem" zamiast Sary :lol:
  15. Wielkie dzięki dla Przyjaciel Koni, jej mamy i przede wszystkim Ciebie Krzysiu ;) Kamień z serca, tym bardziej, że i Bisio został w nowym domu...
  16. Przepraszam, że dopiero teraz, ale właśnie przed chwilą wróciliśmy... Dom wydaje się O.K., dlatego zdecydowaliśmy, że Bisio może w nim zamieszkać. Ze względu na późną porę, i skrajne wyczerpanie, szczegółowa relacja jutro... a właściwie dziś ;) Dobrej nocy.
  17. Właśnie wróciłem do domu. Szczerze mówiąc miałem nadzieję, że Bisio swoim sposobem, przywita mnie bezpardonowo już w furtce... ale gdzie tam... był bardzo spokojny i tylko kręcił w charakterystyczny sposób całym tułowiem... Pomyślałem... w drodze do domu, pewnie skoczy na mnie brudnymi łapami (świeżo po kąpieli w stawie) i wybrudzi, jak miał to w zwyczaju... Wtedy nieco mnie zezłości i nie będę mieć wyrzutów, że "drania" wywiozę w siną dal :razz: Nic podobnego... Bisiek szedł przy mojej nodze, a ja nie mogłem wyjść z podziwu, obserwując jego zachowanie... "Nie dobijaj mnie" - pomyślałem i wpuściłem Biśka do środka, żeby tutaj pokazał co potrafi... a on tylko położył się na grzbiecie i zastygł w zupełnym bezruchu, w oczekiwaniu na głaski i poklepywania... Po dłuższej chwili uniósł głowę i zaczął lizać mnie po twarzy... W tym momencie spociły mi się oczy, dlatego w geście "rozpaczy", wygoniłem drania na posesję... Wiem, że jego dzisiejsze, nietypowe zachowanie, to wynik wyczerpującego upału (Dorka nawet nie wylazła spod świerka), ale dlaczego akurat dziś... Muszę się czymś zająć, bo inaczej... echhh :shake: P.S. Dotarły do mnie sygnały, że ogrodzenie posesji, gdzie miałby zamieszkać Bisio, nie wszędzie jest wyposażone w podmurówkę. U nas nie zauważyłem, aby kiedykolwiek próbował się podkopywać, ale... Na miejscu ocenimy, czy ten problem jest poważny i czy ew.da się go jakoś rozwiązać, choćby na razie prowizorycznie. Jego przyszły opiekun jest non-stop w domu, więc w okresie przejściowym, mógłby go bacznie obserwować i nie wypuszczać samego na zewnątrz. Tak czy siak, przed 19-tą będziemy na miejscu. Trzymajcie kciuki...
  18. A ja nic, tylko spokojnie czekam i... sumuję minusy (jeden za każde ominięcie) :cool3: ____ ____ Kiedy osiągną prawą krawędź okienka, nie będzie pomiłuj :mad:
  19. [quote=zwierzus;10579288 To już dzisiaj :loveu:[/quote] Niestety :shake: Nie nadaję się na DT... Za bardzo przeżywam rozstania z psiakami, a w przypadku Biśka w szczególności... W końcu trochę się u nas zasiedział... Z nostalgią patrzyłem jak psiak bawi się z Kamą, jak prawdopodobnie ostatni raz wita mnie rano, jak odprowadza mnie wzdłuż ogrodzenia, do rogu posesji i poszczekuje, dopóki nie zginę z pola widzenia... Z jednej strony cieszę się, że psiak ma szansę na swój dom, z drugiej zaś żal mi rozstawać się z nim. Przy całej jego upierdliwości (szaleńcze powitania), jest psem wyjątkowo miłym i wesołym, bez przerwy okazującym radość, przywiązanie i bezwarunkowe oddanie opiekunowi. Mam nadzieję, że dzięki tym cechom, szybko zaskarbi sobie względy nowego opiekuna. Paradoksalnie, jadąc z nim w "nieznane", nie mam żadnych obaw... Dlaczego? A no dlatego, że... Jeśli dom będzie super extra, z czystym sumieniem zostawię w nim Bisia. Jeśli cokolwiek będzie nie tak, wróci do domu Bez względu na to, jak zakończy się dzisiejsza wycieczka, Bisio powinien być zadowolony... a to jest najważniejsze ;)
  20. Allegro macie jak w banku ;) Jak znam życie, Ania wrzuci ją na kilka portali ogłoszeniowych. Czekam tylko na lepsze fotki, bo te które udało mi się zrobić, nie są niestety rewelacyjne :razz:
  21. [quote name='KWL'](...) Ja też skupiony teraz na nim lepiej rozumiem jego zachowanie, widzę kiedy mówi idę spać, a kiedy oki poczekam ale jak skończysz proszę o głaski, naprawdę jest różnica !(...)[/quote] Widzisz Krzysiu, tutaj właśnie rodzi się problem... Mało kto chce, a jeszcze rzadziej potrafi, wsłuchiwać/wpatrywać się w swojego pupila. Vito ma to szczęście... Mam nadzieję, że już niedługo również pozostałe psiaki dołączą do Was. P.S. Jak dziś czuje się Vito ?
  22. Masz rację... to zadziwiające, ale mimo, że Fafik był z nami dosłownie godzinę, zapadł nam głęboko w serce... Jakie to szczęście, że zdążyliśmy jeszcze go wymiziać... Fafik na zawsze zostanie w naszej pamięci... <*>
  23. Kotek-dziewczynka jedzie jutro na tymczas do stolicy ;) Cały czas była odizolowana od reszty towarzystwa.
  24. [quote name='reksio50'](...)[FONT=Times New Roman][SIZE=3]A jak ma się psisko znalezione?? Coś wiadomo?? Udało się z jakimś wetem?? :-([/SIZE][/FONT][/quote] Niestety :-( Fafik ma już swój wątek, ale to wątek psiaków "Za Tęczowym Mostem"... [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=10578624#post10578624[/URL]
  25. Fafik, znaleziony dziś przeze mnie przy drodze, nie żyje... Pędziliśmy do weta po pomoc, ale Fafik odszedł w drodze... Chociaż na koniec miał swoich ludzi i umierał w ramionach, głaskany i tulony. Nic się nie dało zrobić... prawdopodobnie miał krwotok wewnętrzny po potrąceniu przez samochód. Przed chwilą pochowaliśmy Go w naszym ogrodzie, pod pięknymi świerkami... Faficzku (*)
×
×
  • Create New...