Jump to content
Dogomania

Zosia4

Members
  • Posts

    2154
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Zosia4

  1. A nie jest to czasem tak, że wszystko co male - to zlośliwe ? :diabloti:
  2. No i wiernopoddańcza świta:
  3. Obiecane muchomorki : I dzisiejszy Michu:
  4. Akucha - wypatrzylam wczoraj i poczytalam o Twojej Pyni i warchlakach ;) - ale też masz wesolo :loveu: . Pynia to taka mini berneńczyko-collako-coś tam. Masz stadko nie do podrobienia. A Misiek zdobyl poważanie przez plot tak nic nie robiąc. Sama jego postura to wymusza. Byla u nas wczoraj pewna pani w sprawie urzędowej. Zanim ją wpuścilam na pokoje to poprosilam żeby poczekala - tylko pieska schowam. Schowalam Miśka w sypialni i wpuścilam ją. A ona spojrzala na jego miski w kuchni i rzecze - "ladny mi piesek" ;) . A co do malych, histerycznych suczydel - to mamy w sąsiedztwie jeszcze taką jedną - mniejszą od tej "yorczki". Nie wiem ile ona waży - ale jest taaaaka maleńka, że prawie jej nie widać. Ale za to jak slychać :crazyeye: . Ten jej szczek przypomina odglos jakby ktoś zardzewialą śrubę odkręcal. Jest stareńka, ma 14 lat i nadaje na Miśka aż jej się w gardziolku gotuje. Przekomicznie to wygląda, bo jest ciemno-siwawa i cala nastroszona jakby ją ktoś podlączyl do kontaktu :lol: . No - towarzystwo "zaplotowe" to my mamy też egzotyczne i nie do podrobienia.
  5. A wieści nie ma, bo i cóż to za wieści. Proza życia nas dopadła. Czyli żyjemy sobie pomalutku, harmonogram dnia ustalony, zaakceptowany i realizowany. Czyli tak: Zosia karmi, przewija, niunia, a Misiek je, śpi, spaceruje i kocha. A tak po prawdzie to chyba potwór zaczyna stróżować. Jeśli objawia się to spacerami wokół ogrodzenia naszego terenu, to pomału to następuje. Mamy w sąsiedztwie dość duży zwierzyniec, który pomału uznaje wyższość Miśka. Najgorszy w swoich reakcjach był duży golden od sąsiada, który wychodził z siebie jak go widział. Ale już jest podporządkowany. Podbiega do płotu, wywala się kołami do góry i popiskuje. Jak go nie ma, to Misiek daje znać o sobie dostojnym HAU, czeka na niego i łaskawie przyjmuje oznaki poddaństwa. Najgorsza teraz jest mała zmiksowana, półtorakilowa yorczka, która podnosi zawsze larum :diabloti: lecz z bardzo bezpiecznej odległości. Jak mniemam - małe toto nigdy się nie uspokoi :cool3: . A poza tym pogoda dziś prze-cud-na. Wyobraźcie sobie, że pod moimi brzózkami powyłaziły (o tej porze :crazyeye: ) prześliczne czerwoniutkie muchomory w białe kropki - jak w bajce, tylko krasnoludka przy nich brakuje. Jutro z rańca porobię zdjęcia i wstawię.
  6. Oj, jak biega, to te uszy są tak w polowie zgięte i te zgięte końcówki tak na dól i do góry, na dól i do góry - przy każdym ruchu lapskami. To tak pociesznie wygląda. Kiedyś jako dziecko oglądalam radziecką bajkę w kinie (co jak co ale bajki mieli prześwietne), w której występowalo cudo-ludo. To cudo-ludo mieszkalo w studni i pokazalo się dopiero pod koniec bajki. Tak czekalam z wypiekami kiedy to coś się ukaże. No i pokazalo się w końcu cudo-ludo, wychynąl z tej studni owlosiony leb z takimi wlaśnie uszami jak u Miśka :lol: . Łeb byl śmieszny ale uszy byly poza konkurencją.
  7. Odwiedzilam wątek . To jednak niezaprzeczalne, że "te psy u Ciebie mają udane jestestwo". Jestem pod wrażeniem :-o . A Misiek chrapie i na dodatek smrodzi, wiednie czy bezwiednie ale czuć jak diabli.
  8. O rany, mam nadzieję, że nie chrapią :evil_lol: . A, i już bylo o cieszeniu się psiaków z powrotu Pani ale muszę to napisać: one Cię mogą "zacieszyć" do granic możliwości.
  9. O jeja, Iza - odezwij się !!!!!!!!!!!!! Czekamy na wszelkie możliwe wieści. Toż to wydarzenie ponad miarę !!!!!!! Józek powinien opuszczać schron z fanfarami, tak jak mój Misiek. A to jakoś tak nagle się stalo. Nie wierzę jeszcze, jakoś tak szybko - miejmy nadzieję, że będzie mu dobrze. To jest pies marzenie i wymarzony domek musi mieć !!!!!!!! Czekamy na relację.
  10. Oj jurny byl, jurny. A, że już slabo widzial to mylil nieraz przód dziewczyny z tylem :evil_lol: . Ale zaprzestal, bo one kladly go jedną lapą :evil_lol: .
  11. I one wszystkie śpią w domu ?? :crazyeye:
  12. Już ????????????? Gdzie, co, jak ??????????
  13. Grożą, bo on już je ma. Tylko, że teraz się to ladnie zabliźnilo, rany się calkowicie zamknęly i nie grozi mu jedynie zakażenie. Widać też, że go chyba już nie boli, bo pozwala się tam dotykać.
  14. Jeszcze raz o tej ich "niewoli". Dopóki nie bylo żadnego psa w domu (wcześniej Lisek, teraz Misiek) byly wypuszczane bardzo często. Jak nastal Lisek, to pierwsze spotkanie na żywo odbylo się chyba po dwóch miesiącach. Bylam pelna obaw, bo dziadek Lisek od razu chcial je "balamucić" :crazyeye: . Zrobilam przerwę tydzień lub dwa i ponowilam spotkanie. Najpierw pojedynczo je wypuszczalam, później już obydwie. Warunkiem spotkania calej trójki bylo uprzednie wybieganie moich psic (chociaż na wybiegu caly czas szaleją). No i od tego czasu bylo ok. Razem w domu i razem na ogrodzie :placz: . Teraz nie wiem ile to potrwa - niech przynajmniej przestaną na siebie zlorzeczyć. A jeszcze trochę nadają. Wyobrażam to sobie tak, że chyba wezmę Miśka na smycz, a psice po kolei też na smyczy wyprowadzane przez TŻ-ta. A silę to one mają, zwlaszcza ta mlodsza. Kiedyś w pelnym galopie tak mnie podcięla, że fiknęlam koziola w powietrzu (tak gdzieś pól metra w górę) i zaliczylam glebę :cool3: .
  15. Modzele są to odciski w zaawansowanym stanie. Potrafią być bardzo bolesne. Mają je psy ras ciężkich na "lokciach". Im większa masa psa, tym one są większe i tym więcej z nimi problemów.
  16. Na razie konfrontacja tylko przez ogrodzenie. Jak one robią napad z wyszczerzonymi zębiskami to zaczyna się obopólne ganianie wkolo tegoż ogrodzenia. A jest przy czym biegać. Wybieg jest w ksztalcie kola i ma powierzchnię ponad 120 m kw. Tak więc mają gdzie biegać. Buda jest cala bo jest supersolidnaaaaa. Ogrodzenie z metalowych elementów wysokie na 2,50 i pól metra wkopane w ziemię. Mają tam posadzonego orzecha, a wlaściwie mialy, bo już nawet listków nie wypuścil tej wiosny :placz: . Co jakiś czas trzeba im też wyrównywać księżycowy krajobraz, bo kopią takie wielkie dziury, że cale się tam mieszczą. Na razie ich nie wypuszczam, bo chcę żeby przyzwyczaily się do obecności Miśka. Boję się po prostu tej konfrontacji w takim stadium zapoznania w jakim są teraz. Są wielkie a on jeszcze większy więc w razie czego nie dalabym sobie rady z tym towarzystwem. No i póki co mają kontakt ze mną tylko jak wchodzę do nich. Cieszą się wtedy nieprzytomnie, bo jak wchodzę to zawsze mam coś dla nich. Jak im daję np. po kości to tak grzecznie robią siad i czekają z niewinnymi oczkami. Jak tylko dostaną gnaty, to każda w swoją stroną i już mnie nie widzą i nie slyszą :cool3: .
  17. Z tymi suczynami to cala historia. Mieszkaly w domu ze dwa lata. I niestety od samego początku popelnialiśmy wszystkie możliwe blędy wychowawcze :cool3: (to pierwsze moje psy). Byly rozpieszczone do granic możliwości - co wcale nie znaczy, że przez to byly mniej kochane. Z malych suczydelek wyrosly ogromne psy, których pyski towarzyszyly nam przy stole - a już zwlaszcza jak byli goście (wyobrażam teraz sobie jakie musialo to być wkurzające dla obcych osób), niszczyly wszystko co tylko bylo do zniszczenia. "Przeczytaly" wiele książek, pogryzly nowy stól, nie zliczę kapci, butów, brudnych ścian, kwiatów, które zakończyly żywot itd. Decyzja o wybudowaniu wybiegu zapadla wtedy, gdy po powrocie z pracy zastaliśmy w domu demolkę niemożliwą: zerwany karnisz w "salunie", skoltunione i poszarpane nowiutkie firany i zaslony, a na tym wszystkim siedzące, uśmiechnięte dwa potwory :mad: .
  18. No wlaśnie dlatego nie skubalam tylko próbowalam przystrzyc. Jakoś tak intuicyjnie nie próbowalam skubać. Nie skubalam też przy przednich modzelach, bo nie dawal się tam dotknąć. Więc nożyczkami ciach, ciach i po wszystkim. A te modzele byly w takim stanie, że się przerazilam w pierwszym dniu. Krwawa, galaretowata miazga. Ano to przemywać, ani smarować. Postanowilam poczekać do wizyty u weta żeby obejrzal. No cóż, rany nie doczekaly do wizyty, bo przepięknie się zagoily. Widać na tych ostatnich zdjęciach, że są to już klasyczne odciski u psów ras dużych. W ciągu dwóch tygodni tak pięknie się wszystko pozamykalo, że po ranach ani śladu. Zagoilo się jak na psie :lol: .
  19. Irokezik zniknąl tak jakoś sam z siebie ;) , no ale jak się wczoraj zabralam za skubanko takie już bardziej szczególowe to w tym amoku pozbawilam go czupurki niejako nieświadomie. A broda byla caly czas i ta broda mnie denerwuje, bo jak je to ta broda później cala mokra i utytlana. Nie chcę mu tak bezpośrednio przy paszczy skubać ale już próbowalam mu tam trochę przystrzyc. Widać nie za bardzo skoro akucha dojrzala. Ale nic to - weźmiemy się i za brodę. A lózko mam przeogroooomne. Byly czasy gdy spaliśmy w nim wszyscy, czyli dwa dwunogi, moje dwie suki (też wielkie) i kot. I jeszcze by się cokolwiek zmieścilo. Tak więc Misiek spokojnie się rozklada. Oficjalnie niby mu nie wolno i zasypia na kocyku ale coż, rano budzę się przy cieplym miśkowym piecyku.
  20. Grzejemy łóżeczko Jak widać wyskubałam całą włochatość Miśkowi. Nie wiem tylko czy się cieszyć czy płakać. Och - gdzie się podział mój puchaty lew :placz:
  21. Jaki on jest piękny. Jak mu ślicznie sierść odrosla. No cudo nie pies. To jest niewiarygodne co z nim zrobilaś. Ale Was zasypalo :crazyeye: .
  22. I niech go leczy jakiś schroniskowy konowal bez serca :evil_lol: (nie ujmując nic tym wetom z sercem)
  23. Jak już wspomnialam - badala go ekipa dwóch wetów w tym jeden Liskowy. Zajrzal też trzeci (stary), zobaczyl mnie z Miśkiem i rzucil z przekąsem : "o widzę, że pani zaklada dom spokojnej starości". No to ja odparowalam, że za parę lat będzie się pan staral o przygarnięcie do takiego domu. Zrozumial widać niestosowność swojego wtrętu, bo odparl z uśmiechem: "a przyjmie mnie pani?" Na to ja, że jak najpierw odsiedzi swoje w schronisku - to pomyślę o tym :diabloti: .
  24. Byliśmy dziś u weta. Misiek zostal pooglądany i wymacany wzdluż i wszerz. Serducho zostalo osluchane (dlugo). Okazuje się, że po dolegliwościach sercowych nie ma śladu (cieply domek byl mu potrzebny). Badala go ekipa dwóch wetów, w tym jeden Liskowy. Pod lupę poszlo wszystko: uszy, skóra, lapska, nochal, oczy. Michol bardzo przestraszony byl i caly czas się we mnie wtulal. Wcale mu się nie dziwię, bo jakby mi tak wszędzie paluchy wtykali to też nie bylabym zadowolona :cool3: . Pokazalam calą dokumentację ze schronu gdzie byly opisane jego dolegliwości. Dla pewności zasugerowali rtg klatki piersiowej i EKG. No i krew do badania, bo trzeba zobaczyć jak tam jego nerki, wątroba itd. Ale to w przyszlym tygodniu, bo potrzeba na to więcej czasu (mojego). No i nie chcial stanąć na wadze, wsadzaliśmy go ale zawsze jakaś lapa byla na zewnątrz. Tak więc nie wiem ile waży ale nie sądzę żeby więcej niż 40, bo coś tam jednak ta waga wskazywala w czasie tej szamotaniny.
  25. Na szczęście tak wczesne wyjścia występują tylko incydentalnie :multi: ale rzeczywiście nie jest to ani trochę przyjemne. Jutro mam normalniej, bo o 7.30. Wcześniej będzie spacerek - a jakże.
×
×
  • Create New...