Akirka86
Members-
Posts
344 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Akirka86
-
Nie sądzę, żeby hodowca z przypadku wystawiał papiery eksportowe. Nie wiedziałby jak się za to zabrać.
-
Takie psy z reguły agresywne nie są, żyją swoim własnym trybem, kontakty między nimi są bardziej naturalne niż w osiedlowej ciasnocie. Sam piszesz, że warczenie było odpowiedzią na zachowanie suni. Niestety tamtego psa nikt nie kontroluje, nikt go nie odwoła, więc jedyne co może pomóc to próba stworzenia pozytywnej relacji między psami. To ważne dlatego, że te psy znów się spotkają i jeśli tamten źle sobie zapamięta sunię, jego zachowanie może ulec zmianie. Można podejrzewać, że po tym obwarczeniu następnym razem tamten pies po prostu ją minie albo oszczeka z odległości, ale to tylko przypuszczenie. To jest rozwiązanie na teraz - zakolegować sunię z tymi psami (i mieć nadzieję, że niczego nie roznoszą), a sprawę uporządkowania gminy rozciągnąć w czasie. Inaczej jedyne co koleżanka osiągnie, to niechęć innych ludzi, a w takich małych społecznościach to spory kłopot. Prawdę mówiąc wątpię, żeby cokolwiek wskórała, niby gmina jest ustawowo zobowiązana do stworzenia planu kontroli populacji zwierząt na jej obszarze, ale skoro skarg na bezdomne psy nie ma to znaczy, że nie ma bezdomnych psów. A to że psy biegają luzem bez nadzoru - jak tylko gmina ustali kto jest ich właścicielem, ten z pewnością zostanie ukarany. Tyle że do złapanego psa nikt się nie przyzna...
-
A ja bym dziecku na początek pokazała z daleka bawiące się szczeniaki (jakieś psie przedszkole w pobliżu?). Potem stopniowo zmniejszała odległość, ale zza jakiegoś płotka i tak, żeby szczeniaki zajęte były sobą. Potem faktycznie jakiś flegmatyczny opanowany pies, może taki co pracuje jako dogoterapeuta, może gdzieś jakieś przedszkole współpracuje, dziecko mogłoby najpierw z odległości popatrzeć jak dzieci kontaktują się z psem i potem coraz bliżej? Z czasem by się pewnie ośmieliło.
-
Dvl, w tym sęk. Stwierdzenie, że jeden z dwóch psów ma gorszy chód, to nie to samo co ma wadę w postaci wypadającej rzepki. Słysząc to pierwsze, uznałabym, że będę musiała popracować nad prezencją psiaka, a nie, że będę musiała go poddać operacji. Jak dla mnie to zatajenie informacji o wadzie. Kupując psa rodziców wiedzieliśmy, że ma krzywy zgryz i oligodoncję, w umowie zobowiązaliśmy się do niewykorzystywania psa do rozrodu ze względu na wadę. I to jest uczciwa informacja a nie, pies ma gorszy chód... Jak dla mnie to cała ta sytuacja podlega pod prawo handlowe, bo (tu przepraszam za sprowadzenie psa do poziomu towaru ale niestety takie mamy przepisy w kraju) została zatajona wada produktu już na etapie kupna. O ile oczywiście da się udowodnić, że rzepka była już wadliwa przy zakupie. Bo co do zębów nie ma wątpliwości. Hodowca zapewnił że pies rokuje wystawowo wprowadzając kupującego w błąd, bo wady dyskwalifikujące już istniały. O ile kupujący jest w stanie udowodnić takie zapewnienie. To wszystko zależy jak została spisana umowa.
-
Nie będę Wam radzić, jak pozbyć się problemu, bo za mało wiem, żeby się mądrzyć. Natomiast jedno wiem na pewno. Wiekszość z nas popełnia jeden i ten sam błąd przygarniając psa ze schroniska. Piszemy tragiczną historię ich życia. Były bite, maltretowane, głodzone. Zaszczekał na mężczyznę - pewnie był przez takiego bity. Nie lubił dzieci- pewnie mu wcześniej dokuczały. A co my robimy po adopcji? Chcemy uchylić psiakowi nieba. Wszystko mu wolno, bo jak mu powiemy twardo nie, to się kuli i myślimy że był bity więc nie zabraniamy mu niczego. Smakołyki za nic, rozpieszczanie przy misce i nagradzanie zachowań lękowych i agresywnych pocieszaniem pieska, bo już dobrze, u nas już nikt Cie nie skrzywdzi. Sama tak robiłam. Mnie otrząsnęło to, że pies wisiał na smyczy ujadając na wszystkie psy w promieniu 20metrów. Nawet na te, z którymi wcześniej chętnie się bawiła. Otrząsnęłam się i wzięłam psa w obroty, dzięki czemu nie pogryzła żadnego psa. Teraz otrząsnąć się musicie Wy. Wasz pies nie jest przede wszystkim ze schroniska, jest przede wszystkim psem. I potrzeba mu twardego gruntu zasad po którym może się poruszać. Odnoszę wrażenie, że Wasz pies nie boi się taty, raczej traktuje go jako intruza w jego stadzie i na jego terytorium. I to nad tym trzeba popracować a nie usprawiedliwiać psa opowieścią, że na pewno był bity przez podobnego mężczyznę.
- 7 replies
-
- schronisko
- problem
-
(and 4 more)
Tagged with:
-
A ja bym poszła do tego samego. Masz możliwość przekonać się czy jest uczciwy. Jeśli sunia ma "cieczkę" to znaczy, że coś z jajnika w niej zostało. Są trzy tego przyczyny: albo wet niechcący zostawił fragment jajnika, albo był odprysk w takiej odległości od głównej części, że lekarz nie miał możliwości go zobaczyć, albo jajnik był tak głęboko w narządach, że nie było możliwości się do niego dostać. Jeśli wet jest uczciwy to Ci przedstawi dwie pierwsze możliwości albo przyzna się, że miała miejsce trzecia (choć powinien zrobić to przy zabiegu). Jeśli nie jest uczciwy to będzie Ci wpierał, że tylko i wyłącznie druga możliwość wchodzi w rachubę, bo to nie możliwe, żeby coś zostawił. A wystarczy naprawdę malutki fragment, żeby była zachowana produkcja hormonów. Ja bym poszła z czystej ciekawości co powie. A czy u niego z tym fantem bym została to już zupełnie inna sprawa.
-
Hormony działają względem cieczki jak sterylizacja - znikają wszelkie objawy, suka nie wabi, nawet ten najgorszy sobie odpuści. Chirurgiczne usunięcie resztki jajnika będzie raczej niemożliwe, bo znalezienie takiego graniczy z cudem. Musisz sprawę przedyskutować z wetem.
-
Jeśli te"zgromadzenia" odbywają się w okresie kiedy sunia miałaby cieczkę, niewykluczone, że pozostał fragment jajnika po sterylizacji i suczka wydziela feromony tak jakby była w cieczce i wabi psy. Znalezienie tego fragmentu graniczy z cudem dlatego prawdopodobnie nie pozostanie nic innego jak tylko podawać suni hormony. Oczywiście aby taką opcję potwierdzić należałoby zrobić suni badania krwi na hormony produkowane przez jajniki. Jest też możliwość, że po sąsiedzku sunia ma cieczkę, ale nie sądzę żeby psy się myliły, węch do takich rzeczy mają doskonały. Sprawdź czy sunia ma powiększony srom w czasie gdy się psy gromadzą. Jeśli tak, zrób badania.
-
Tak jak sąsiadka wkurza Ciebie, tak Ty wkurzasz sąsiada. W sporze z sąsiadką rację masz Ty i możesz jej powiedzieć, że ma zrobić z tym porządek albo pójdziesz na policję - prawo będzie po Twojej stronie. Natomiast w sporze z sąsiadem rację ma on. Kwiatki kwiatkami ale wspominasz o elewacji a to już na podwórku jest - w dodatku ogrodzonym. Twoim obowiązkie jest zabezpieczenie posesji tak, żeby Twój pies się nie wydostał (podobnie w przypadku Twojej sąsiadki). Nikogo nie obchodzi czy on się wydostaje raz na tydzień czy pięć razy na dzień. I to nie jest tak, że sąsiadce wolno a Tobie nie. Obu Wam nie wolno. Tłumaczenie sąsiadki, że psy nie ugryzą jest równie bez sensu jak Twoje, że wszystkie psy obsikują tamte kwiatki. Ty powinnaś wymusić na sąsiadce zabezpieczenie ogrodzenia w sposób, który uniemożliwi wydostanie się jej psów do Ciebie, a sąsiad powinien to samo wymusić na Tobie. A jeśli Twój pies nie umie chodzić na smyczy to go naucz. Puszczanie go samemu skończy się tym że albo go ktoś skopie, albo wpadnie pod samochód...
-
Psu powinniście powtórzyć badania. Wątroba i elektrolity, w tym koniecznie wapń. Być może suka ma problem z przyswajaniem. Leki przeciwpadaczkowe dodatkowo czasem obniżają poziom wapnia więc dobrze byłoby sprawdzić to teraz. Sunia cały czas była suplementowana przez te dwa miesiące czy odstawiliście leki?
-
Są na pokarmówkę, sama u swojej robiłam. Ja zapłaciłam około takiej kwoty jak podajesz, ale to było badanie na alergie pokarmowe, zewnętrzne (pyłki różne i pchły, grzyby itd.), hormony tarczycy, poza tym biochemia (z trzustką, wątrobą, nerkami i całą resztą), morfologia, elektrolity i witamina D3. No i kał na pasożyty. Przy czym wetka proponowała mi, żeby zrobić biochemię i elektrolity plus kał. Na resztę uparłam się ja (wetka przekonywała mnie, że to pokarmówka i namawiała do diety eliminacyjnej - jak się okazało miała rację). Ja mówię o badaniach z krwi. Są jeszcze skórne testy - nie wiem jak się tam kształtują ceny, ale wetka mówiła mi, że z krwi są bardziej wiarygodne. Twierdzi też, że jeśli objawy są nasilone, to w badaniach alergicznych wychodzą fałszywie dodatnie wyniki. W przypadku pokarmówki ona robi testy prowokacji. W przypadku zewnętrznych pozostaje zdać się na testy, ale są to zwykle alergeny, których nie da się wyeliminować i konieczne są leki. Nie bada się alergii na środki chemiczne - domowe, kosmetyki nasze i psa - tutaj pozostaje tylko obserwacja. Mam wrażenie, że Twoja wetka rzuciła Ci cenę zaporową, żebyś dała spokój i zgodziła się wreszcie na sterydy...
-
Przemywaj rivanolem, posmaruj solcoserylem (koniecznie w żelu nie w maści) na to albo gazik albo wata zawinięta w bandaż i zawinąć bandażem. Zwykłym - nie elastycznym. Przydałby się też kołnierz żeby pies trzymał język z daleka. Jeśli pies jest na dworze to dobrze by było wziąć go do jakiegoś pomieszczenia, żeby chodził po suchym podłożu. Zmiana opatrunku dwa razy dziennie z przemywaniem i smarowaniem. Jeśli ta ciecz ma nieprzyjemny zapach to konieczny jest antybiotyk- najlepiej jednocześnie ogólny i miejscowy (wtedy zamiast solcoserylu). Najważniejsza jest higiena tej rany - jeśli będzie czysta i sucha to zagoi się choćby nawet bez leków. Na ból niewiele poradzisz, jak najbliżej miejsca gdzie leży postaw wodę i jedzenie żeby jak najmniej wstawał.
-
No i nawet wygrana w sądzie kuli nie cofnie...
-
A co z psami, których jedynym zajęciem jest szczekanie na balkonie w bloku. Pies ujada na wszystko co się rusza od ludzi zaczynając a na gołębiach kończąc. Właściciel nie reaguje, bo na balkonie mu to nie przeszkadza. Codziennie takie dwa mijam, słychać je jeszcze długo potem jak przestały nas widzieć a to przed 7 rano jest. I mój ulubiony typ, pan wychodzi do pracy a pies wyje i szczeka na balkonie cały jego pobyt w pracy. To co prawda stróżowanie nie jest ale to właśnie do takich psiaków sąsiedzi wzywają straż miejską albo policję. Mój pies oszczekuje z balkonu inne psy, ale ja wychodze na balkon i zerknę, mówię "dobra, skończ już" i sprawa się ucina po dwóch-trzech szczeknięciach. Jak mnie nie ma pies nie hałasuje (pytałam sąsiadów). To chyba dobrze jeśli pies sygnalizuje coś niepokojącego (o ile nie szczeka nawet na lecącą jaskółkę), pod warunkiem, że pozwala się z tego zwolnić a nie nakręca się?
-
U psa rodziców alergia na orzechy (pies kradł jabłka z sadu a w pestkach ta sama substancja) objawiała sie zapaleniem jednego ucha, dlatego napisałam, że nasuwa na myśl. Jeśli pies odczuwa jakiś dyskomfort w związku z objawami (a wylizywanie na to wskazuje) to pozostają tak naprawdę dwie możliwości. Terapia ogólna, czyli steryd lub testy i potencjalnie możliwa eliminacja alergenu. Jeśli jest to faktycznie sprawa alergiczna.
-
Mi to pierwsze wygląda jak Diprophos. To zawiesina zawierająca betametazon - czyli steryd. Drugiego nie mogę odczytać. Zaczerwienienie pod brzuchem i w okolicy intymnej nasuwa na myśl uczulenie na coś co jest pod psem - albo na dworze (bezpośredni kontakt z roślinnością przy chodzeniu po trawie, ale to nie musi być trawa, mogą być to także chwasty w niej rosnące), albo w domu (np. chemia do mycia podłóg czy proszek, w którym wyprałaś ręcznik, którym wycierasz psa po spacerze). Spojówki skłaniają ku czemuś z dworu, może zwróć uwagę czy zanim się nasilił problem nie kosili trawników (nie mam na myśli oprysków tylko soki puszczone przez ścięte łodygi roślin). My stosujemy na sierść naprzemiennie efa olie ze scanvetu i omegatrin na sierść.
-
A piesek nie ma jakichś niepokojących objawów poza tym? To co najmniej dziwne, że na porcji, na której tak szybko chudł, teraz tak samo szybko tyje. Jest sporo chorób, które objawiają się między innymi otyłością. Co na zmianę masy powiedział weterynarz (byliście ważyć w gabinecie czy w domu)?
-
Kwasy omega, dobry szampon dermatologiczny, wyprałabym też jej legowisko w szarym mydle (może ją drażni proszek, znam też przypadek, gdzie pies miał alergię na barwnik w dywanie). Czy te zastrzyki na alergię przyniosły jakiś efekt? Właściwie to dobrze by było takie badania zrobić. Badałaś jej kiedyś tarczycę? Może świąd jest spowodowany zaburzeniami hormonów?
-
No ja właśnie nie widzę niczego niepokojącego w jej zachowaniu. To raczej trzymanie "zwartego szyku" w przemieszczającym się stadzie niż zazdrosna przyzwoitka. Idzie spokojnie, rozluźniona, zadowolona, bo wie że będzie dłuższa wycieczka, więc nie szaleje tylko dysponuje siłami. Zaczęłam się martwić, bo mój partner, zanim wziełam psa, potwornie się ich bał (do tego stopnia, źe na widok dużego psa przechodził na drugą stronę ulicy). Odkąd mamy psa, zrobił ogromne postępy i bałam się, że znów zaczną się problemy, bo mu koleżanka głupot nakładła...
-
Ja tam ekspertem nie jestem i nie będę komentować technik szkoleniowych. Mnie zastanawia co innego. Kwiatuszek, piszesz, że to dziadek był pasjonatem rasy, Ty miałaś tylko jednego, który właściwie nie był takim ideałem, skoro był agresywny do samców i osób pijanych. Poza tym miałaś jeszcze dwa psy, które naprostowałaś (choć szczegółów nie znamy). To daje trzy psy, z których przynajmniej jeden nie był tak całkiem dobrze ułożony. A może po prostu rodzina nie uważa Cię, Kwiatuszek, za autorytet i nie ma zamiaru słuchać kogoś, kto w ich mniemaniu nie zna się na psach? O ile słowa krytyki (nawet nieproszone) z ust autorytetu są cenne, to wszystko się sprowadza do tego czy się tym autorytetem jest (naturalnie w cudzych oczach). Jest wiele metod wychowania psa i prawem właściciela jest jej wybór. Nie znam w pełni sytuacji, podobnie jak Ciebie, ale taki właśnie obraz wypływa mi przed oczy po przeczytaniu Twojego posta. Może jest to kwestia źle odebranych sformułowań, więc nie bierz zbytnio moich słów do siebie, bo może po prostu jest to efekt niezrozumienia. Co do żywiołowego skakania - to jest dorosły w tej chwili pies czy szczeniak? I czy naprawdę uważasz, że jeśli weźmiesz teraz psa, to ten drugi widując go sporadycznie, będzie brał z niego przykład?
-
Jeśli jesteście pewni, to nie pozostaje nic innego jak praca. W Krakowie Furie polecała mi Hitt Dog, a Furie naprawde zna się na rzeczy. Czy zajmują się podhalanami nie wiem, ale nie zawadzi zapytać. Pamiętajcie o kotach na początku, bo pies może się nimi nie przejąć (tym bardziej nie u siebie), ale koty z pewnością przejmą się nim. Ja udzielać Ci rad jak psa wychować nie będę, bo za małą główkę mam na to, ale na pewno mogę Wam poradzić, żebyście skorzystali z pomocy specjalisty i to nie jakieś Wesołe Łapki, tylko kogoś z prawdziwego zdarzenia, żebyście nie obudzili się z ręką w nocniku.
- 11 replies
-
- nowy właściciel
- owczarek podhalański
-
(and 3 more)
Tagged with:
-
Faktycznie mało czasu. Zawsze możecie przyjąć go jako dom tymczasowy i skontaktować się z jakąś fundacją, żeby go wyadoptować do domu z ogrodem jeśli nie czujecie się na siłach, żeby go zatrzymać. To bardzo poważna decyzja, tym bardziej jeśli planujecie dziecko, a jeśli go zatrzymacie do czasu znalezienia kogoś z odpowiednimi warunkami to i tak uchronicie go przed schroniskiem. Odpowiedzcie sobie na pytanie czy ma u Was zostać, bo chcecie mieć takiego psa, czy po prostu Wam go szkoda i nie chcecie, żeby fajny psiak wylądował w schronisku.
- 11 replies
-
- nowy właściciel
- owczarek podhalański
-
(and 3 more)
Tagged with:
-
Gdybym to ja miała przygarnąć takiego psa i planowała dziecko, od początku zabrałabym go na solidne szkolenie, to naprawdę duży pies i nie będzie miejsca na najdrobniejszą pomyłkę przy dziecku. Napisz skąd jesteś, na pewno ktoś Ci poleci porządnego trenera w okolicy. Jeśli chodzi o oswojenie krówki - najpierw częste wspólne spacery, potem wizyty u niego i u Was (ostrożnie z kotami, na początku powinny być w osobnym zamkniętym pomieszczeniu). Niech zostanie u Was na czas zakupów znajomego itd.
- 11 replies
-
- nowy właściciel
- owczarek podhalański
-
(and 3 more)
Tagged with:
-
Czyli nie tylko ja jestem zdania, że koleżanka z palca wyssała swoją teorię. Dla mnie to też było normalne, ale zasiała ziarno niepewności. Teraz muszę tylko przetłumaczyć to partnerowi ;)
-
Chciałabym Was prosić o wyjaśnienie czy faktycznie jest to jakiś problem. Gdy idziemy we dwoje z partnerem na spacer z psem, pies ma w zwyczaju iść między nami (nawet gdy idziemy za rękę). Nie pcha się, nie rozdziela nas, po prostu idzie z głową na wysokości nogi (między nami nigdy nie wysuwa się do przodu). Jak coś ją zainteresuje, to odbiegnie powąchać, w lesie z reguły idzie poboczem ścieżki i wącha, ale na chodniku idzie między nami. Jak próbuję ją prowadzić z boku to pójdzie tak chwilę, a potem przejdzie za mną na środek. Gdy idę sama, to z nią po drodze ćwiczę, chodzi zarówno prawą jak i lewą stroną, we dwoje spacer ma charakter czysto rekreacyjny. Nigdy mi to nie przeszkadzało, traktowałam to jako zachowanie stadne, ale ostatnio znajoma nagadała partnerowi, że pies próbuje go ode mnie odseparować i żeby uważał przy mnie, bo pies może się zachować wobec niego agresywnie. No i teraz partner psa się boi. Dodam, że psem zajmuję się głównie ja, ale partner sporo mi pomaga, pies go słucha i w domu i na spacerze (po południ u wychodzą beze mnie). Czy koleżanka ma choć odrobinę racji?