Akirka86
Members-
Posts
344 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Akirka86
-
Co to znaczy "po akcji odrobaczanie i krew w kupie"? Odrobaczanie spowodowało pojawienie się krwi w stolcu? Ile i w jakich odstępach zostały przeprowadzone odrobaczenia? Do poleconych przez Dcz badań ja bym jeszcze proponowała zbadać kał na obecność pasożytów i włókna mięsne. Może warto by było rozważyć wprowadzenie karmy dla psów o wrażliwym układzie pokarmowym? Ja skupiłabym się najpierw na badaniach a dopiero na ich podstawie dobierała karmę
-
Kwasy omega też mają wpływ na odporność, ostatnio coraz więcej właściwości się im przypisuje. Czy Twój pies przyjmuje jakieś leki w związku z tymi oczami? Takie leki potrafią osłabiać odporność. Zapalenie pęcherza mogło być po antybiotyku jeśli był wcześniej stosowany. W tym wypadku probiotyk też mógłby się przydać, może organizm jest wyjałowiony po tym wszystkim?
-
Miałam podobny problem z psicą rodziców (wtedy jeszcze z nimi mieszkałam). Miała 3 miesiące i kładła się pod samymi drzwiami klatki w bloku i dalej ani kroku. Na początku pies był niesiony jakiś kawałek od domu i wracał na piechotę, ale to tylko pogłębiało problem. Znalazłam inne rozwiązanie. Jak pies się położył, to ja odchodziłam dosłownie 5 metrów od niej, kucałam (albo przysiadałam jak już kolana zabolały) nie zwracając na nią uwagi i czekałam jak wariat. Bywało, że trwało to 10 minut, ale pies w końcu podchodził, a jak już szedł w moją stronę to zachęcałam słowami i gestem. Chwaliłam ją wtedy, głaskałam, dawałam smakołyka i robiłam kilka kroków. Jeśli pies znów się położył to znowu czekałam. Nie wołałam, nie cmokałam gdy leżała, bo bałam się, że jeśli będzie to ignorować, to w przyszłości będę miała problem z przywołaniem, założyłam, że tak młody pies powinien odruchowo za mną podążać i to w jego gestii jest trzymać się blisko, a nie odwrotnie. Pies chętniej podążał, gdy było nas więcej, więc często wychodziłam razem z mamą (ja miałam wtedy wakacje po maturze, a mama nie pracowała, więc czasu było dość nawet na spacerki co dwie godziny). Z czasem pies niechętnie ale podążał za nami, potem widać było, że zaczęło jej to sprawiać przyjemność, a prawdziwym sukcesem było aportowanie na dworze. Nie wiem czy moja metoda ma najmniejszy sens, może ktoś mądrzejszy się na ten temat wypowie. W każdym razie w ciągu około miesiąca nabrała odwagi do ganiania po pobliskich krzakach i problem był tylko podczas deszczu, którego nie lubi do dziś.
-
Kaj, smycz jest narzędziem. Stosowana prawidłowo jest przydatna. Stosowana nieprawidłowo jest koszmarem dla psa, właściciela i całego otoczenia. Jeśli pies reaguje na smycz w sposób jaki opisujesz, to należy z nim gruntownie przepracować większość zachowań. Nie rozumiem dlaczego zarzuca mi się podejście, że prowadzenie psa na smyczy polega na prowadzeniu go jak krowy na postronku. Na smyczy pies też może poruszać się bez zaciśniętej obroży, iść swobodnie przy nodze, nawet przywitać się z innym psem i obwąchać. A jeśli okoliczności pozwalają to odpinam smycz i pies chodzi swobodnie. I co ciekawe nadal jest opanowany i odwoływalny. Mój komfort jest taki, że łatwo mi opuścić teren zabudowany, niestety Spike mi uświadomił, że nadal jest to niezgodne z przepisami. Jeśli mam być zlinczowana za to, że uważam, że pies powinien mijać wejście do przedszkola czy wjazd na pogotowie na smyczy, to trudno, niech tak będzie. Po prostu wolę dmuchać na zimne i mieć w zapasie awaryjne rozwiązanie. Nie znaczy to jednak, że na widok idącego z naprzeciwka psa czy człowieka ściągam swoją siłą. Przywołuję ją, a jeśli sobie oboje wraz z osobą z naprzeciwka życzymy to zwalniam ją do drugiego psa. A smycz cały czas jest luźna. Nie komplikuje mi to życia, kto wie, być może mieszkając w innej okolicy, nie mając pod nosem rozległych nieużytków zmieniłabym zdanie. Nadal jestem zdania, że może się zdarzyć, że pies nas zaskoczy. Piszesz o tym, że Twój pies ma niekomfortową sytuację mijając wiszącego na smyczy, agresywnego psa. Ja w takiej sytuacji boję się, że mój pies da się takiemu psu sprowokować. I myślę, że spuszczenie takiego psa mogłoby się skończyć tragedią, to w dużej mierze zależałoby od postawy Twojego psa. Z takim psem trzeba by długo popracować zanim możnaby go ze smyczy puścić, ale z czasem nie byłoby z tym kłopotu. Może mam zbyt wybujałą wyobraźnię, pewnie jak mi się dziecko urodzi i chodzić zacznie to będę kanty mebli oklejać gąbką. Już tak mam. Spike, pytasz czy wyobrażamy sobie pobyt w kawiarni z psem. Owszem, mam dwie takie gdzie ze swoim psem nawet bywam (co prawda w ogródku, a tam jest więcej miejsca niż w środku więc to nie do końca to samo). Ja mam za to inne pytanie. Jak możemy mówić o psach w sklepie w momencie kiedy jadąc pociągiem (zanim ktoś mi wypomni, że przecież autem jeżdże to skąd pociąg, to od razu mówię, że jeśli jadę sama do rodziców to mam 10 godzin jazdy autem i to potwornie męczące na polskich drogach jeśli nie ma się drugiego kierowcy) muszę poprosić o zgodę na pobyt psa w przedziale innych podróżnych, a oni zgadzają się wyjątkowo niechętnie. Raz zdarzyło mi się, że tej zgody nie było, konduktor szukał mi miejsca w innym przedziale z informacją, że nie może mi tu zagwarantować rezerwacji miejsca siedzącego (za które zapłaciłam, podobnie jak za bilet psa). Do psa w sklepie niestety bardzo nam daleko...
-
W jakiejś tam odleglości, w sensie widzisz przed sobą plac to psa zapinasz mniejwięcej ileś tam wcześniej. Z reguły wiadomo gdzie w naszej okolicy znajdują się place zabaw, markety, szkoły czy przedszkola. Owszem, w obcej okolicy może się zdarzyć, że wychodząc zza rogu natkniemy się na takie miejsce. Lepsze to jednak niż miejsce publiczne, które okazuje się być właściwie całym terenem zabudowanym poza prywatnymi posesjami bądź wybiegiem. Konkretną odległość można też zastąpić określeniem w pobliżu, a potem kłócić się ze strażą czy miejsce, w którym stoimy to już pobliże czy jeszcze nie. Nie chodzi mi o centymetry, niech to będzie np. około 20 metrów (albo inna stosowna do miejsca odległość). W przepisach używa się konkretnych odległości i uważam, że to rozsądne, bo nie pozostawia wątpliwości.
-
Zmiana mentalności nie jest taka prosta. Część ludzi sama nawet potrafi zapytać jak pan/pani to robi, że pies jest taki grzeczny. A część uważa że to nie nasza sprawa bo to jego pies. Fakt, zdarzyło mi się kilka razy zrobić awanturę, na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że nie umiem patrzeć ze spokojem jak ktoś twardą ręką przyleje psu, aż ten przywiera do ziemii, bo nie przybiegł na zawołanie. Jak dla mnie najlepszy skutek odniosłoby wprowadzenie zajęć dla dzieci i młodzieży. Może nie mam w tym racji, ale jeśli dzieciom wpoi się pewne rzeczy to będą one owocowały w przyszłości większą świadomością. Zmian nie da się wprowadzić z roku na rok, to raczej perspektywa 10-20 lat. I zdję sobie sprawę, że są to póki co marzenia. Spike, zastanawiam się czy mamy prawo wtrącać się w wychowanie cudzych psów. Na ile jest to pomoc a na ile wtykanie nosa w nie swoje sprawy. Wielu ludzi sobie nie życzy, wielu wysłucha i nic sobie z tego nie zrobi, ale też część chętnie wysłucha i wyciągnie coś dla siebie. Ciężko to wyczuć. Z tą większością, to mnie zastanawia jak to w takim razie jest, że przepisów ta przyjazna większość jeszcze nie zmieniła? Konkretne przepisy prawne mogłyby być sformułowane na zasadzie: w promieniu iluś metrów od np. placu zabaw obowiązuje prowadzanie psa na smyczy. Konkretne wytyczne, żeby nie było miejsca na spór czy tu już można czy jeszcze nie. Jeśli chodzi o karanie. Psy uciążliwe powinny być kierowane na zajęcia. I chociaż wiem, że to drogie i staruszka też będzie musiała z czegoś zrezygnować to jednak uchroni ją to przed kolejnymi nieprzyjemnościami. Psu też wyjdzie na dobre i całej okolicy. Nieszkodliwe dreptacze powinno się za to zostawić w spokoju. W razie obrażeń z pogryzienia to już zupełnie co innego, tu kary powinny być z całą stanowczością. No ale to tylko takie moje pomysły.
-
Spike, masz rację - psy niebezpieczne rzeczywiście są w mniejszości, ale jak to zwykle bywa pojedyncze egzemplarze psują opinię całego stada. Traktowanie psa oczywiście powinno zależeć od wielkości i zachowania danego psa, od miejsca i okoliczności. Czego bym chciała? Chciałabym, przede wszystkim tego, żeby zmieniło się podejście naszego społeczeństwa do psów. Nie raz spotkałam się z sytuacją, gdzie na psa tupano, gdzie ktoś miał do mnie pretensje, że wsiadam z psem do windy, do pociągu. Widziałam jak jakiś idiota tupał i próbował straszyć psa, który szedł sobie spokojnie i miał na niego wywalone. I właśnie o takie sytuacje mi chodziło gdy pisałam o tym, że pies może nie wytrzymać presji. Widziałam jak pies był spokojny, ale jego właściciel wdał się w kłótnię z przechodniem, któremu coś nie pasowało i pies ze spokojnego nagle zawisł na smyczy, gdy jego właściciel podniósł głos (wiem - błąd właściciela i można było tego uniknąć). Nasze społeczeństwo potrafi być niestety agresywne. A cała wina i tak spadnie na nas. I tak nie powinno być. Znam sytuację, gdzie mały piesek bez smyczy zaatakował większego psa, gryzł go po łapach, aż w końcu duży się wkurzył i chapnął go wpół i odrzucił. Doszło do niewielkich obrażeń u małego (drobne skaleczenia, naprawdę nic groźnego). Policja (bo zrobiła się taka awantura, że w końcu zajęła się tym policja a nie straż miejska) całą winą chciała obarczyć dużego. Sytuację naprostowali świadkowie, którzy po prostu zakrzyczeli policję, dzięki czemu mandatu właścicielka nie dostała. Dużo łatwiej jest mieć pretensje do kogoś uczciwego, o kim wiadomo, że nie będzie agresywny. Dlatego straż miejska nigdy nie podejdzie do grupki agresywnej młodzieży z piwem, ale chętnie będzie ganiać za staruszkami i ich dreptaczami. I to jest wyjątkowe świństwo. Naotmiast jeśli chodzi o smycz, to chciałabym, żeby mijając plac zabaw, albo market, czy przechodząc przez ruchliwe przejście dla pieszych, albo idąc obok ruchliwej ulicy, na ryneczku z pietruszką właściciel zapiął jednak psa na smycz. Za to właśnie na takich mało uczęszczanych polach możemy dać naszym psom trochę swobody. I to jest do tego miejsce, a nie dwa metry od huśtawki. Miejsca, gdzie co chwilę mija się ludzi, wolę pozostawić na spokojny chód z psem w niewielkiej odległości ode mnie albo ćwiczenie w dużym rozproszeniu. W takich warunkach i tak pies musi być blisko nas. Harley, skądś to znam. Jakiś czas temu mój pies nie był taki spokojny na spacerach jak teraz. I mi też zdarzyło się, że właściciel psa luzem, który doskoczył do mojej, zadowolony liczył, że może jak większy pies, to wreszcie agresor dostanie jakąś nauczkę.
-
Spike uspokuj sie, bardzo Cię proszę, bo to faktycznie jest bezsensowny spór. To nie jest tak, że ja chcę zakratkowania wszystkich psów. Nasze społeczeństwo jeszcze długo nie będzie gotowe na to, co piszesz. Nie robię awantury jak ktoś idzie z psem luzem pod warunkiem, że pies jest wychowany i to pomimo tego, że dwa razy byłam przez psa ugryziona (małego, takiego który "spokojnie, on nic nie zrobi"). Takich spokojnych psów jest niestety mało, bo i mentalność w naszym społeczeństwie jest taka, że agresywny pies po prostu taki ma charakter i zamiast z nim pracować nad zmianą tego stanu, trzeba go trzymać w ryzach. Smutna prawda jest taka że to ludzie nie są gotowi na wolno poruszające się psy. A ta wąska garstka psów, które mogłyby się w ten sposób poruszać nie jest powszechnie akceptowana. A niestety to my jesteśmy mniejszością, która musi się dostosować. Absolutnie nie zaganiam Cię do domu, nie chcę zamknąć Twojego psa w klatce. Wręcz przeciwnie cieszę się, że Twój pies jest kolejnym przykładem tego, że pies nie jest właśnie bestią. Może dzięki właśnie takim ludziom jak Ty za parę lat coś się zacznie zmieniać. Ale jak na mój gust jeszcze nie dziś. Nie uważam też żeby obecność Twojego psa w jakiś sposób naruszała moją wolność. Hasło to miało na celu zaznaczyć, że oczekując poszanowania swojej wolności spotkasz się z takim samym oczekiwaniem z drugiej strony. Te oczekiwania często są sprzeczne i musimy się w tych sprzecznościach poruszać. To niestety nie jest łatwe dla żadnej ze stron. Co gorsza o złoty środek trudniej niż się pozornie może wydawać...
-
Twoja wolność kończy się tam, gdzie moja się zaczyna. Rozumiem, że anarchia, zapewniająca wszystkim wolność robienia tego co nam się rzewnie podoba, bo tak chcę jest dla Ciebie dużo cenniejsza niż wprowadzenie zasad regulujących współistnienie dziesiątek czy setek tysięcy ludzi na niewielkim skrawku ziemi jakim jest teren zabudowany. Dla jasności, psa puszczam poza terenem zabudowanym. Dla kolejnej jasności, w kwestiach prawa pies jest traktowany niczym rzecz - poczynając od kupna, kończąc na utylizacji zwłok. Czy jestem też hipokrytką nie zgadzając się z tym i traktując psa jak przyjaciela a nie narzędzie rozrywki? Moje chore urojenie to z reguły zapis w stylu w miejscu mało uczęszczanym psa można np. puścić ze smyczy ale w kagańcu itp. No ale to tylko moje urojenia. A tak swoją drogą to te wszystkie przepisy są uchwalane za pomocą demokratycznego głosowania odpowiednichtorganów władzy, którą też wybraliśmy w sposób demokratyczny. I co ciekawe większości te przepisy odpowiadają. Jeśli uważasz, że Twoja wolność jest ważniejsza niż cudza to nie mamy o czym dyskutować. Prewencyjne zakładanie że każdy jest bandytą jest śmieszne. To tak jakby zakaz kradzieży wszystkich czynił złodziejami.
-
Spike, widzę, że należysz do tych osób, które nie czytają ze zrozumieniem, a potem czepiają się ludzi za to, czego w ich wypowiedzi nie zrozumieli. Po pierwsze, nie boję się psów, moja praca ściśle się z nimi wiąże, mam z nimi kontakt codziennie i nie mam w związku z tym większych problemów. Po drugie, pokonuję rocznie od 15 do 20 tys. km (może nie jest to pieorunująca odległość, ale jakiś czas temu przekroczyłam już 100 tys.) więc mam jakieśtam rozeznanie w tym jak się w Polsce jeździ i jak nieprzepisowo poruszają się kierowcy i do czego to potrafi doprowadzić. Swoją drogą, podkreślenie, że moja wypowiedź dotyczy wyłącznie czysto teoretyczną sytuację najwyraźniej nie jest dostatecznym sygnałem, że teoria teorią, a życie życiem. Nie odróżniasz także karania za czyny (bądź pogryzienia) od działań prewencyjnych, które mają takim sytuacjom zapobiegać. Zgodnie z Twoim tokiem myślenia, powinnam zażądać swobodnego dostępu do broni palnej, bo przecież nie będę do ludzi strzelać, więc mogę ją mieć, prawda? Dodam, żeby przypadkiem nie zarzucono mi to za chwilę, że nie porównuję psa do broni i nie uważam, że pies jest niebezpieczny jak broń palna. Nie rozumiesz jeszcze jednej rzeczy. Nie jesteś sam na tym blokolwisku, jest Ciebie znacznie mniej niż wszystkich pozostałych, więc to Ty się musisz do nich dostosować, a nie oni do Ciebie. Jesteś jedną z tych, czasem spotykanych osób, które zawsze zaznaczają, że jakiekolwiek przepisy by nie były, to ich psa to nie dotyczy, bo: i tu kolejne powody. Wielokrotnie zaznaczałam, że najważniejsza jest nauka, praca, trening, współpraca i wiele innych. A smycz jest na samym końcu, co nie zmienia faktu, że powinna ona być. Dla jasności, ja też puszczam psa ze smyczy. Robię to w miejscu, gdzie widzę, że ludzi w dużej odległości nie ma, pies wita się z innym psem na smyczy, a jeśli nic nie stoi na przeszkodzie psy bawią się razem. Co nie zmienia faktu, że jeśli mijają nas ludzie to pies jest na smyczy. Większość gmin wyróżnia miejsce publiczne i miejsce mało uczęszczane. Nie widzę najmniejszego problemu, gdy widzę psa luzem w miejscu, gdzie nie ma za bardzo ruchu, ale blokowisko to nie miejsce na puszczanie psa luzem, no chyba, że o 5 rano, gdy ludzi nie ma zbyt wiele. Ja też nie mam domu z ogródkiem, mieszkam w blokowisku, muszę przejść pewien kawałek, żeby wyjść w obszar nadający się do puszczenia ze smyczy. Cały czas zaznaczam, że pies powinien być na smyczy w miejscu publicznym, nie jest to teren obejmujący całą planetę. W każdej okolicy znajdzie się miejsce, gdzie psa można puścić ze smyczy, ja tylko twierdzę, że między ludźmi powinien iść na smyczy. Dla ich bezpieczeństwa i swojego własnego. Spike, robisz ze mnie awanturującą się wariatkę, a ja odnoszę wrażenie, że w ogóle nie przeczytałeś żadnej mojej wypowiedzi ze zrozumieniem.
-
Spike, widzę, że należysz do tych osób, które nie czytają ze zrozumieniem, a potem czepiają się ludzi za to, czego w ich wypowiedzi nie zrozumieli. Po pierwsze, nie boję się psów, moja praca ściśle się z nimi wiąże, mam z nimi kontakt codziennie i nie mam w związku z tym większych problemów. Po drugie, pokonuję rocznie od 15 do 20 tys. km (może nie jest to pieorunująca odległość, ale jakiś czas temu przekroczyłam już 100 tys.) więc mam jakieśtam rozeznanie w tym jak się w Polsce jeździ i jak nieprzepisowo poruszają się kierowcy i do czego to potrafi doprowadzić. Swoją drogą, podkreślenie, że moja wypowiedź dotyczy wyłącznie czysto teoretyczną sytuację najwyraźniej nie jest dostatecznym sygnałem, że teoria teorią, a życie życiem. Nie odróżniasz także karania za czyny (bądź pogryzienia) od działań prewencyjnych, które mają takim sytuacjom zapobiegać. Zgodnie z Twoim tokiem myślenia, powinnam zażądać swobodnego dostępu do broni palnej, bo przecież nie będę do ludzi strzelać, więc mogę ją mieć, prawda? Dodam, żeby przypadkiem nie zarzucono mi to za chwilę, że nie porównuję psa do broni i nie uważam, że pies jest niebezpieczny jak broń palna. Nie rozumiesz jeszcze jednej rzeczy. Nie jesteś sam na tym blokolwisku, jest Ciebie znacznie mniej niż wszystkich pozostałych, więc to Ty się musisz do nich dostosować, a nie oni do Ciebie. Jesteś jedną z tych, czasem spotykanych osób, które zawsze zaznaczają, że jakiekolwiek przepisy by nie były, to ich psa to nie dotyczy, bo: i tu kolejne powody. Wielokrotnie zaznaczałam, że najważniejsza jest nauka, praca, trening, współpraca i wiele innych. A smycz jest na samym końcu, co nie zmienia faktu, że powinna ona być. Dla jasności, ja też puszczam psa ze smyczy. Robię to w miejscu, gdzie widzę, że ludzi w dużej odległości nie ma, pies wita się z innym psem na smyczy, a jeśli nic nie stoi na przeszkodzie psy bawią się razem. Co nie zmienia faktu, że jeśli mijają nas ludzie to pies jest na smyczy. Większość gmin wyróżnia miejsce publiczne i miejsce mało uczęszczane. Nie widzę najmniejszego problemu, gdy widzę psa luzem w miejscu, gdzie nie ma za bardzo ruchu, ale blokowisko to nie miejsce na puszczanie psa luzem, no chyba, że o 5 rano, gdy ludzi nie ma zbyt wiele. Ja też nie mam domu z ogródkiem, mieszkam w blokowisku, muszę przejść pewien kawałek, żeby wyjść w obszar nadający się do puszczenia ze smyczy. Cały czas zaznaczam, że pies powinien być na smyczy w miejscu publicznym, nie jest to teren obejmujący całą planetę. W każdej okolicy znajdzie się miejsce, gdzie psa można puścić ze smyczy, ja tylko twierdzę, że między ludźmi powinien iść na smyczy. Dla ich bezpieczeństwa i swojego własnego. Spike, robisz ze mnie awanturującą się wariatkę, a ja odnoszę wrażenie, że w ogóle nie przeczytałeś żadnej mojej wypowiedzi ze zrozumieniem.
-
Spike, widzę, że należysz do tych osób, które nie czytają ze zrozumieniem, a potem czepiają się ludzi za to, czego w ich wypowiedzi nie zrozumieli. Po pierwsze, nie boję się psów, moja praca ściśle się z nimi wiąże, mam z nimi kontakt codziennie i nie mam w związku z tym większych problemów. Po drugie, pokonuję rocznie od 15 do 20 tys. km (może nie jest to pieorunująca odległość, ale jakiś czas temu przekroczyłam już 100 tys.) więc mam jakieśtam rozeznanie w tym jak się w Polsce jeździ i jak nieprzepisowo poruszają się kierowcy i do czego to potrafi doprowadzić. Swoją drogą, podkreślenie, że moja wypowiedź dotyczy wyłącznie czysto teoretyczną sytuację najwyraźniej nie jest dostatecznym sygnałem, że teoria teorią, a życie życiem. Nie odróżniasz także karania za czyny (bądź pogryzienia) od działań prewencyjnych, które mają takim sytuacjom zapobiegać. Zgodnie z Twoim tokiem myślenia, powinnam zażądać swobodnego dostępu do broni palnej, bo przecież nie będę do ludzi strzelać, więc mogę ją mieć, prawda? Dodam, żeby przypadkiem nie zarzucono mi to za chwilę, że nie porównuję psa do broni i nie uważam, że pies jest niebezpieczny jak broń palna. Nie rozumiesz jeszcze jednej rzeczy. Nie jesteś sam na tym blokolwisku, jest Ciebie znacznie mniej niż wszystkich pozostałych, więc to Ty się musisz do nich dostosować, a nie oni do Ciebie. Jesteś jedną z tych, czasem spotykanych osób, które zawsze zaznaczają, że jakiekolwiek przepisy by nie były, to ich psa to nie dotyczy, bo: i tu kolejne powody. Wielokrotnie zaznaczałam, że najważniejsza jest nauka, praca, trening, współpraca i wiele innych. A smycz jest na samym końcu, co nie zmienia faktu, że powinna ona być. Dla jasności, ja też puszczam psa ze smyczy. Robię to w miejscu, gdzie widzę, że ludzi w dużej odległości nie ma, pies wita się z innym psem na smyczy, a jeśli nic nie stoi na przeszkodzie psy bawią się razem. Co nie zmienia faktu, że jeśli mijają nas ludzie to pies jest na smyczy. Większość gmin wyróżnia miejsce publiczne i miejsce mało uczęszczane. Nie widzę najmniejszego problemu, gdy widzę psa luzem w miejscu, gdzie nie ma za bardzo ruchu, ale blokowisko to nie miejsce na puszczanie psa luzem, no chyba, że o 5 rano, gdy ludzi nie ma zbyt wiele. Ja też nie mam domu z ogródkiem, mieszkam w blokowisku, muszę przejść pewien kawałek, żeby wyjść w obszar nadający się do puszczenia ze smyczy. Cały czas zaznaczam, że pies powinien być na smyczy w miejscu publicznym, nie jest to teren obejmujący całą planetę. W każdej okolicy znajdzie się miejsce, gdzie psa można puścić ze smyczy, ja tylko twierdzę, że między ludźmi powinien iść na smyczy. Dla ich bezpieczeństwa i swojego własnego. Spike, robisz ze mnie awanturującą się wariatkę, a ja odnoszę wrażenie, że w ogóle nie przeczytałeś żadnej mojej wypowiedzi ze zrozumieniem.
-
Nie napisałam, że smycz ma być rozwiązaniem zastępującym wychowanie i pracę z psem. Smycz jest na wypadek, gdyby nasz doskonale przepisowy kierowca kiedykolwiej postanowił nagle ruszyć na czerwonym. Tak jak w silnikach odcina się dopływ paliwa przy zbyt dużych obrotach (jak coś pokręciłam to przepraszam fanów motoryzacji), niby mechanizm nie jest używany, ale cały czas jest. Tak na wszelki wypadek. Chodzenia na smyczy też trzeba psa nauczyć, jeśli zrobi się to umiejętnie, to nie zrobi mu to różnicy, jeśli zrobi się to nieumiejętnie, pies będzie zachowywał się tak jak opisałaś. Szamoczący się na smyczy pies owszem utwierdza społeczeństwo w przekonaniu, że jest ona konieczna, ale idący spokojnym krokiem zapięty pies, który ma wywalone na wszystkich jest właśnie pierwszym krokiem, żeby coś w tym przekonaniu zmienić. I oczywiście zgodzę się z Tobą, że zawsze znajdzie się ktoś, komu po prostu przeszkadza, że pies oddycha tym samym powietrzem co on. Różnica między naszym myśleniem polega na tym, że ja widzę psa jako odrębny gatunek, który myśli w zupełnie inny sposób i którego nigdy nie uda nam się w pełni pojąć. Nasze światy (ludzki i psi) nie są absolutnie wrogie. Są po prostu inaczej przez nas postrzegane. I z uwagi na to wolę mijać psa na smyczy.
-
Kaj - pomijając wypadki spowodowane awarią auta i stanem dróg, do wypadków dochodzi właśnie w wyniku łamania przepisów. Zbyt szybka jazda, wymuszenie pierwszeństwa, wyprzedzanie w niedozwolonym miejscu i kluczowe według mnie nie zachowanie odpowiedniej do sytuacji ostrożności. Przepisy są tak skonstruowane, że teoretycznie (jest to najważniejsze słowo w tym zdaniu) wykluczają możliwość wypadku poza oczywiście awariami auta i dziurami w drodze. Tak jak nie brakuje niedzielnych kierowców, tak nie brakuje niedzielnych psiarzy, ale nadal jestem skłonna twierdzić, że taki niedzielny jest lepszy od takiego, który w ogóle nie ma o niczym pojęcia, a dla takiego, który od lat jeździ i zna przepisy, zdanie prawka będzie zwykłą formalnością. Uważam też, że biorąc pod uwagę świadomość społeczeństwa (zarówno tych co mają psy jak i tych co nie mają) i karygodny dobór hodowlany psów o którym pisze Sowa, nie możemy sobie jeszcze pozwolić na to co jest na zachodzie. Nasze psy są ciągle bombardowane czynnikami stresowymi, a dobór hodowlany zmniejsza ich naturalne predyspozycje do radzenia sobie z tym. To stwarza według mnie realne ryzyko, stąd moja opinia na temat smyczy.
-
A ma Twoja wetka kogoś do pomocy? O ile małe zwierze wet da radę (choć się namęczy) wysterylizować, to 30kg sama nie zoperuje, bo jej rąk zwyczajnie zabraknie. Może dlatego? Z tego co wiem nie wolno sterylizować suki w trakcie urojonej, bo łatwo o krwotok i podobno może nie być możliwe zatrzymanie laktacji, ale brzmi to co najmniej dziwacznie. Do jesieni masz czas się tym zająć. Proponuję odpuścić sobie okres upałów, pies się bardziej umęczy jak gorąco.
-
Sabunol jest już prawie nie do zdobycia, wycofali. Co do wrotyczu - podawany doustnie może okazać się toksyczny. Zawiera nie tylko substancje lecznicze, ale też trujące.
-
Jak go przyciśnie to i łapki wytrzymają. To jest w tej chwili najmniejsze zmartwienie. Wychodząc pies idzie pod pachę, niesiesz w miejsce, gdzie najczęściej się załatwia (o ile ma takie miejsce) i stawiasz już na trawie tak żeby nie chodził po chodniku. Oczywiście w opatrunku opisanym przez gryfa. Miska z wodą ląduje przy legowisku, żeby pies daleko nie miał, podobnie jedzenie. Tyle możesz psu życie ułatwić. Jutro prawdopodobnie się nie załatwi, może się wysiusia. Jak pojutrze nadal nic nie zrobi to zacznie być powód do zmartwień. W domu najlepiej żeby był bez opatrunku, żeby rana oddychała, ale musisz pilnować, żeby nie lizał bo może rozlizać i zakazić. Można jakąś skarpetke założyć, żeby nie męczyć biedaka kołnierzem. Dobrze by było jednak żeby wet łapki zobaczył. Z antybiotykiem bym się tak nie spieszyła - riwanol jest antyseptyczny, ale jak wet obejrzy to bedzie wiedział co potrzeba. O rowerze możecie zapomnieć na jakieś dwa tygodnie co najmniej. No i nie w takim wydaniu jak dzisiaj... Przepraszam za kierowniczy sposób wypowiedzi, ale tak mi było najłatwiej opisać.
-
Przeczytałam ten wątek, bo szukałam informacji właśnie o COAPE, polecono mi trenera właśnie po takim kursie (że niby cudotwórca), ale już słyszałam negatywne opinie o tych kursach. Po przeczytaniu całej wojny o linkę przychodzi mi jedna rzecz do głowy. Nie wszystko jest zawsze co do litery jak powinno, nawet linka może się zaplątać. Fotograf nie musiał być trenerem, więc nie musiał zwracać na to uwagę (w końcu skupił sie na robieniu fotek). Sami kursanci mogli nie zauważyć zaaferowani ćwiczeniem (choć jako przyszli trenerzy powinni być wyczuleni na błędy jakie będą popełniać ich kursanci). Zastanawia mnie jedna sprawa. Jak to się stało, że ktoś, kto jest instruktorem uczącym przyszłych trenerów bądź jert takim przyszłym trenerem, opublikował zdjęcie z błedem, który podważa profesjonalizm kursu. Jeśli na forum ludzie od razu to widzą to taki trener powinien to zauważyć i zdjęcie odrzucić. Albo się nie zna albo wolał przyglądać się malowniczemu tłu zamiast ocenić poziom przedstawionej na zdjęciu sceny, co z kolei nasuwa wrażenie braku pasji w tym co się robi. To są oczywiście rozważania laika bez żadnych kursów, ale jak ktoś doświadczony mógł zignorować coś takiego?
-
Jak moja miała zapalenie to oprócz antybiotyku brała jeszcze furagin. Wet twierdził, że w połączeniu działa lepiej niż sam antybiotyk. Tylko czy szczeniak może? Ten antybiotyk, którego nie wolno stosować u młodych psów to pewnie enrofloksacyna, oprócz tego, że uszkadza chrząstki (nie tylko stawy ale także może zaburzyć wzrost kości) to bardzo negatywnie wpływa na siatkówkę oka. Nie powinno się go stosować dopóki pies rośnie, a u kotów są opinie, że w ogóle nie powinno się go używać ze względu na wzrok (u kotów szkodzi bardziej). Z drugiej strony to bardzo skuteczny antybiotyk jeśli chodzi o pęcherz. Jakoś ciężko mi uwierzyć, że pierwsze lepsze zapalenie pęcherza i w antybiogramie tyle oporności wyszło, że wet nie ma wyjścia i musi podać właśnie ten antybiotyk, ale mamy obecnie tak zjadliwe bakterie, że może i tak faktycznie jest. Gryf słusznie zauważył więc zapytam, to był posiew z antybiogramem czy tylko stwierdził co to za bakteria? Bo jeśli był zrobiony antybiogram to powinnaś mieć całą tabelkę testowanych antybiotyków i zaznaczone te które działają bądź nie. My niestety nie powiemy Ci jaki antybiotyk będzie działał, bo to może określić wyłącznie antybiogram. Po opisie domyślam się że piesek jest płci męskiej, więc warto jeszcze obejrzeć worek napletkowy, a najlepiej go wypłukać. Może coś weszło i teraz drażni i wywołuje zapalenie cewki? Gdyby chodziło o mojego szczeniaka, nie zgodziłabym się na podanie szkodliwego antybiotyku bez antybiogramu a wyniki masz po góra dwóch dniach
-
Dcz ma rację. Jeśli wet każe Ci pompować poduszeczki to znaczy, że zakłada zastój chłonki. A to co opisujesz brzmi raczej jak poważny stan zapalny, kto wie czy nie zostalo zakażone wkłucie. Albo zrób awanturę swojemu wetowi i ma się wziąć za tą łapę albo zmień weta. Martwica w łapie to jedno, a bakterie mogące spowodować posocznicę to drugie. Nie chcę Cię straszyć, ale jeśli w grę wchodzą bakterie, to ta łapa może Ci zabić psa. Zapomnij o okładach i masażach, Twój pies potrzebuje solidnych leków.
-
A ja pozwolę sobie zadać może niezbyt stosowne pytanie. Masz współlokatorów, bo nie lubisz pustki w domu czy nie stać Cię na samodzielne utrzymanie mieszkania? Bo jeśli to drugie, to zastanowiłabym się w ogóle nad kwestią posiadania psa w aspekcie finansów. Szwajcary małe nie są, zjeść muszą, a w razie jakiegoś leczenia też zapłacisz więcej niż za yorka. Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć tyle, że przez ponad rok mieszkałam ze współlokatorami mając psa. Nikt nikomu drzwi nie otwierał, bo szanowaliśmy swoją prywatność. Nie obyło się jednak bez łamania zakazów i nakazów dotyczących psa. Jako właściciel alergika pokarmowego mogę Ci powiedzieć, że większość ludzi w nosie ma prośby o określone traktowanie psa. Przekonałam się o tym nie raz przyłapując kogoś na podkarmianiu mi psa, bo ona taka biedna - w domu nic jej zjeść nie wolna to chociaż tu sobie poje. Jeśli masz współlokatorów, którzy są odpowiedzialni i wiedzą jak postępować z psami, czyli generalnie mają podobne podejście do Twojego to nie rozbestwią Ci psa. Natomiast jeśli będą mieli typowe podejście do szczeniaczka, czyli pozwalamy mu na wszystko, bo jest taki słodki (a szwajcarki to rozkoszne białe kuleczki- sama słodycz), to potem będziesz się użerać z rozbestwionym podlotkiem.
-
Jeśli pies podnosi łapę, to znaczy, że boli, jeśli boli to najprawdopodobniej jest tam stan zapalny. Albo od mechanicznego podrażnienia wenflonem, albo wet podawał leki do podania wyłącznie dożylnego, a dostały się pod skórę (to się zdaża jeśli żyła była przekłuta przy wenflonowaniu) i podrażniły okoliczne tkanki. W takim wypadku dobrze podziała okład z kory dębu - działa przeciwzapalnie i łagodząco.
-
Spike, analogia jest jak najbardziej słuszna. Kierowcy bojąc się kar uczą się jeździć na kursach. Mało jest kierowców bez prawa jazdy (mało ale są), bo to też jest karalne. A psy? Nieliczni tylko je szkolą. Kar za bardzo nie ma, a jak zauważył Berek wyższą karę dostanie się za nieposprzątanie niż pogryzienie. Fakt, większość kierowców nie byłaby w stanie obejść się bez auta, bez psa nie obejdzie się tylko miłośnik. Ale z drugiej strony jeśli się zastanowić, to nie każdy posiadacz psa się do tego nadaje i byłoby lepiej gdyby część z nich nigdy się na psa nie zdecydowała
-
Jeśli stoi w gnoju i stoi na deszczu to się kwalifikuje na interwencję, tym bardziej jeśli ma pouszkadzane kopyta i wydostaje za ogrodzenie. Tylko nie dzwoń na policję bo oni nic nie zrobią. Lokalna organizacja bedzie lepsza, bo oni nie popuszczą
-
Klatka to przesada. A labki są przecież z natury takie łagodne i nie da się ich popsuć i generalnie ich nie trzeba niczego uczyć bo mają wrodzoną potrzebę sprawiania przyjemności właścicielowi więc same z siebie chcą być posłuszne. Każdy kto wie cokolwiek o psach musi to wiedzieć, to o co chodzi (na wszelki wypadek zaznaczę, że sobie kpię w tej chwili). Spike, to co piszesz, to oczywiście najwłaściwsze rozwiązanie. Karać tylko tych, co są nieodpowiedzialni. Tylko że równie dobrze można by pozwalać ludziom prowadzić samochód bez prawa jazdy, ale za to zwiększyć wymiar kar za spowodowanie wypadku. O ile sama idea jest słuszna, to jednak do jej realizacji niezbędna byłaby edukacja. Tak jak kurs prawa jazdy jest obowiązkowy, a potem jak coś narozrabiasz to już twoja odpowiedzialność. W przypadku auta każdy się zgodzi, że trzeba zostać przeszkolonym żeby bezpiecznie je użytkować. W przypadku psa przeciętny Kowalski uważa, że byle idiota potrafi ułożyć psa (pytanie czy ilość niewychowanych psów świadczy o braku słuszności tej teorii czy poziomie części właścicieli), więc on sam do poziomu szkolenia się nie zniży. Wyobraźmy sobie teraz ulice pełne nieprzeszkolonych kierowców i oczywiście przepełnione więzienia. Podobnie jak szpitale. Kurs prawa jazdy to prewencja chroniąca przed wypadkami drogowymi, dodatkowo mamy jeszcze ograniczenia prędkości i szereg innych przepisów. Podobnie jest w przypadku psów. Nałożone są pewne reguły. Spike słusznie zauważył, że w części miast nie ma obowiązku smyczy. Ale jest obowiązek kontroli. Tylko jak daleko sięga ta kontrola?