Jump to content
Dogomania

Akirka86

Members
  • Posts

    344
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Akirka86

  1. Smaruj maścią bez względu na to czy jest zmiana czy nie przez jakieś 10 dni. Jeśli po tym czasie odstawisz maść a to znów się pojawi, usuwaj w maju i poślij na histopatologię - niech ustalą co to jest. Jeśli zmiana jest nawracająca to powinno się usunąć coś takiego. Teraz jestmałe i łatwo będzie wyciąć, jak urośnie będzie trudniej bo będzie duży ubytek skóry a tej zbyt dużo na palcach nie ma. Jeśli zmiana bedzie zbyt duża to skóry może zabraknąć. Z palcami trzeba uważać
  2. Jeśli chodzi o wzwody to do sprawdzenia jest nie tylko układ moczowy ale cała miednica. Jak dokładnie było robione usg- tylko moczowy czy razem z przeglądem okolicy? Bardzo prawdopodobny jest przerzut nowotworu o którym piszesz w odniesieniu do tarczycy. Druga możliwość- w trakcie zabiegu usuwania guza uszkodzeniu uległy nerwy układu autonomicznego i są to zaburzenia neurologiczne. Podobnie z możliwością przerzutu w obrębie układu nerwowego. A jeśli chodzi o skórę- przyczyną może być substancja zawarta w lekach- może chcieli psa nawodnić jeszcze podskórnie i to spowodowało reakcję. Przyczyna obecnie jest nie do ustalenia. Strup należy usuwać bo to nie jest strup tylko skrzepła ropa i sprzyja rozwojowi bakterii pod spodem. Płukanie rany antybiotykiem to najlepszy sposób jego podania. Uzbroj się w cierpliwość- skórę leczy się powoli i mozolnie- nie nastawiaj sie na cudowna kurację bo takiej nie ma. Jeśli widzisz cień poprawy to tym tropem podążaj. Natomiast problemu wzwodów nie wiązałabym z alergiami
  3. Furie, jestem z Częstochowy. Jedyne szkoły jakie zdołałam tu odnaleźć to takie, które szkolą w stylu policyjnym i takie właśnie wesołe łapki. Może znasz kogoś, kto nie ogłasza się w internecie (niestety jest to moje główne źródło informacji, bo przyjechałam tu parę lat temu i nie znam niestety tutejszego psiego świata od kuchni)? Z tymi smakołykami to też nie poszaleję, bo pies jest alegrikiem. Jedyne co do tej pory znalazłam to suszona szprotka i co ciekawe eduki z royala (czyli czysta chemia, ale jej smakują i nie szkodzą). Niestety to, za co dałaby się pokroić powoduje alergię... Jeśli chodzi o uczenie zabawy - przypuszczam, że nikt jej tego nie uczył za szczeniaka. Wiem, że to moje błędy powodują, że do tej pory nic się w tej materii nie zmieniło. Ostatnio zauważyłam, że gdy kot zaczyna bawić się czymś w domu, pies potrafi jej to zabrać. Wypluwa co prawda po chwili, ale może dałoby się to jakoś wykorzystać? Dodatkowym problemem jest to, że Frida jest psem o charakterze raczej histerycznym, nowości przyjmuje z dystansem. Do klikera (jak dotąd najlepiej się sprawdził do nauki siadania i warowania) przyzwyczajałam ją kilka dni bo się go po prostu bała. Jeśli chodzi o motywowanie to zastanawiam się cały czas co może przebić sarny? Piszesz, że wychodząc na pole niewiele zdziałam. Po tej zerwanej lince nie próbowałam pracować nad psem w polu, bo stwierdziłam, że więcej szkody wyrządzę nieudolną pracą niż pozostaniem na etapie miejskim. Powiedz mi tylko czy Twoim zdanie w ogóle nie powinnam wychodzić z psem na spacery poza miasto, czy nie próbować sił z sarnami, żeby nie zaprzepaszczać tego co wypracowałam w mieście? Bo już całkiem zgłupiałam. Jeśli chodzi o poradę, żeby siedzieć z psem na łące aż psu się znudzi otrzymałam właśnie od takiej wesołej łapki. Dziś odnoszę wrażenie, że to była porada na zbycie klienta, który przyszedł z bardziej skomplikowanym problemem niż uczenie siad i podaj łapę. Sama się z siebie śmieję, że byłam na tyle naiwna żeby z tego skorzystać. Próbowałam udowodnić psu, że nudne siedzenie z pancią w jednym miejscu jest ciekawsze niż pełne emocji i wolności polowanie ;D No ale człowiek niedoświadczony i zdesperowany chwyci się wszystkiego...
  4. 1. Wynik badanie zeskrobiny w kierunku świerzbowca i nużeńca jest 100%-owo pewny wyłącznie w przypadku wyniku pozytywnego. Chcesz mieć pewne wyniki - zrób badanie serologiczne albo podaj psu iwermektynę. Obszar choroby (tułów, głowa i szyja) są charakterystyczne dla świerzba i grzybicy. Wygląd samych ran przypomina świerzba, AZS i odczyny przy alergii na kleszcze. 2. Dobrą metodą diagnostyczną w tym wypadku jest też paradoksalnie podanie sterydu w dużej dawce. Zamiast encortonu podać deksametazon w iniekcji w dawce 0,25mg/kg. masy ciała. To dużo, ale mieści się w zakresach terapeutycznych (nie jest przedawkowane) i jest to jednorazowy zastrzyk (chyba że przyniesie rezultat to dawkę utrzymuje się przez tydzień). Jeśli pies przestaje się drapać (albo widzisz wyraźną choć nie całkowitą poprawę) to masz do czynienia z: alergią (pokarmowa lub ze środowiska czy pchły), chorobami autoimmunologicznymi, AZS, tłem zakaźnym (bakteria i grzyb). Jeśli nie ma poprawy to masz do czynienia z: pasożytami, tłem stresowym (wiem, to dziwne) lub przegrzewaniem się (pies ma solidną sierść). Zanim skomentujecie średniowieczną metodę "dajmy leki i obserwujmy co się stanie" dodam, że autorka tematu sama napisała, że lekarz nie ma za bardzo pomysłu co dalej, a metoda szkodliwa nie jest. 3. Nie każda Pseudomonas aeruginosa jest taka straszna. Jeśli w ranie jest ropa to antybiotyk powinien być podawany dwojako: ogólnie i miejscowo. Ogólnie czyli w tabletkach i miejscowo, czyli maści/kremie/spryskiwanie (to ostatnie najlepsze, bo nie będzie się do tego kleił brud i rana lepiej oddycha). Jeśli nie ma komercyjnego preparatu miejscowego, to niech Twój weterynarz wypisze receptę recepturową - są jeszcze apteki, które przygotowują takie leki. Już tłumaczę dlaczego - penetracja środowiska ropnego jest utrudniona, większość antybiotyków w takich warunkach działa słabiej - bywa, że w stopniu niewystarczającym. 4. Strupy, o któych piszesz powinny być usuwane, bo to nie są strupy tylko skrzepła ropa z martwymi bakteriami, która stwarza idealne warunki dla obecnych pod spodem żywych bakterii. Ranę należy utrzymywać w należytej higienie, ktoś tu wspominał o wycięciu sierści naokoło - zrób to koniecznie. 5. Ktoś już pisał o kąpielach w hexodermie - jest to niezastąpiony środek we wszelkiego rodzaju schorzeniach skórnych. Należy go najpierw rozcieńczyć jak koncentrat, bo jest zbyt gęsty, żeby go dobrze rozprowadzić. Polecam trzy kolejne kąpiele co drugi dzień, pamiętając o tym, żeby po namydleniu psa pozostawić szampon na 5-10 minut i dopiero wtedy spłukać. Jeśli musisz psa ostrzyc, żeby porządnie go wykąpać, trudno lepiej mu to zrobić jeśli ma to pomóc go wyleczyć. Później kąpiele 1-2 razy w tygodniu przez cały okres leczenia. 6. Piszesz, że pies był prowadzony na hypoallergenicu z royala. Dieta jest skuteczna wyłącznie wtedy, gdy pies jest karmiony tylko i wyłącznie tą karmą. Wliczając w to ciasteczko od dziecka, które będzie ich słodką tajemnicą, tylko plasterek kiełbasy od teściowej, która wie lepiej i tak dalej. W pysku psa ląduje tylko i wyłącznie karma, nic więcej nawet okruszek z obrusu. I tak przez 6 tygodni - jeśli było inaczej - dieta hipoalergiczna nigdy nie została przeprowadzona. To jak z rzucaniem papierosów, jeśli twierdzisz że rzuciłaś, ale przed snem wypalasz ćwiartkę papierosa bo to tylko ćwiartka i to się nie liczy, to oszukujesz sama siebie. Jeśłi chodzi o indyka z ryżem, to nie jest to dieta hipoalergiczna. Nic przygotowanego w domu nią nie jest dopóki nie zrobisz testów alergologicznych a te niestety potrafią dać zafałszowane wyniki. Poza tym, żeby je teraz zrobić musisz odstawić stetyd i odczekać 6 tygodni, a nawet 6 miesięcy jeśli pies dostawał sterydy długodziałające. W tym czasie równie dobrze możesz stosować dietę i przekonać się czy działa. To że sąsiad ją przeprowadził nie znaczy, że zrobił to w sposób prawidłowy. 7. Konieczne są kwasy omega - Efa-Olie, Omegatrin itp. Nie biotyna, metionina, selen i temu podobne. Kwasy omega, łagodzą reakcje alergiczne, działają regulująco na układ immunologiczny, przyspieszają regenerację skóry. 8. Jeśli steryd okaże się konieczny, proponuję zastąpić encorton encortolonem. Bardziej wkurzające dawkowanie (encortolon ma tylko 5mg tabletki), ale ma niższą dawkę skuteczną niż encorton, będziesz mniej truć psa. 9. Pies powinien chodzić w kloszu i skarpetach, żeby nie rozdrapywał ran. Zdjęcie ukazujące zmianę na głowie to w połowie robota samego psa. Wiem, że to głupie i niezwykle męczące dla psa, ale jeśli będzie drapał, to nigdy się nie wygoi. Tym bardziej jeśli chcesz odstawić steryd. Jeśli nie uda Ci się dostać rozmiaru klosza to można jeszcze zrobić samemu coś w rodzaju kołnierza ortopedycznego, który uniemożliwi sięgnięcie do zmian. I wreszcie 10. Czy lekarz szukał chorób typowych dla rasy (mieszaniec kaukaza z bernardynem)? Wyżły na przykład są obciążone pęcherzową defoliacją naskórka (czy jakoś tak to się nazywało), czyli oględnie mówiąc jest to śmiertelna wada genetyczna objawiająca się tym, że obłażą z naskórka. Może kaukazy albo bernardyny mają jakieś choroby genetyczne, które w ten sposób przebiegają? Uff. Mam nadzieję, że moja wypowiedź się przydała. Mam trochę do powiedzenia w tym temacie. Mam trzy psy. Jeden leczony za szczeniaka na nużycę. Drugi ze stwierdzoną alergią pokarmową na orzechy i w mniejszym stopniu na kurczaka, ponadto alergia na jad pchli i kleszcze, a żeby dodać smaczku AZS (dodam, że wszystko wychodziło w różnym terminie, "zabawy" było co nie miara). Trzeci pies alergik pokarmowy na kurczaka, wieprzowinę, wołowinę, ryż przenicę i owies. A ostatnio okazało się, że również roztocza. Pierwsze dwa psy obecnie przebywają u rodziców. AZS okresowo przyjmuje sterydy (mniejwięcej przez 4 miesiące w okresie ciepłym). Trzeci ze względu na roztocza prawdopodobnie pozostanie na sterydzie, ale nie wykluczone, że uda się go utrzymać na samych omega i hydroksyzynie. Jesteśmy jeszcze w fazie dobierania leków. Najważniejsze - uzbroić się w cierpliwość. W dermatologii o skuteczności leczenia można mówić po najwcześniej dwóch tygodniach leczenia
  5. Jowita. Jak mam to uświadomić psu? Pytam serio. Pies potrafi po mieście swobodnie chodzić - wącha sobie trawkę, kwiatki, rozejrzy się za szczekającym psem, uważnym wzrokiem odprowadzi kota albo jeża, gołębia może obdarzy nieco większym zaiteresowaniem, ale bez problemu ją odwołuję. Nie puszczam jej co prawda ze smyczy, bo uważam, że w mieście nie ma miejsca na idącego luzem psa, bo po pierwsze są tu też inni ludzie, którzy ie koniecznie mają ochotę takiego psa mijać, a po drugie nie ma czegoś takiego jak 100% gwarancji posłuszeństwa a pies życie ma jednak tylko jedno. Jeśli chodzi o zabawy w terenie. Masz jakiś pomysł na psa, którego nigdy nie zdołałam zachęcić do szarpaka, aportu (w zasadzie pies nie bierze do pyska niczego, co nie służy do jedzenia, nawet piszczące zabawki poniosły klęskę, bo tych się po prostu boi). Na placyku czy na skwerku w mieście chętnie tropi smakołyki z trawy albo krzaków, ale nie potrafię tego przenieść na pole. Poradzono mi, żebym usiadła z psem na łące i czekała tak długo aż się uspokoi i skupi na mnie (ktoś chyba nawet wspomniał o tym tu na forum), po prawie godzinie pies nadal pilnie się rozglądał i tylko czekał, aż go wreszcie uwolnię. Czasem odnoszę wrażenie, że o ile w mieście pies uwielbia ze mną spacerować, to w polu chyba bardziej jej przeszkadzam, czuję, że każda z nas idzie na spacer osobno. Próbowałam też zmęczyć psa przed wyjściem w plener, ale nic tym nie wskórałam. Praca na lince w mieście jak najbardziej. Miałam w zwyczaju przywiązywać końcówkę do szluwki w spodniach. W polu pies mi ją po prostu urwał z paska, bo wypruł do zwierzyny, a ja bałam się chwycić w rękę linkę, żeby mi nie pocięła skóry. Jedyny porzytek był taki, że linka zaplątała się w krzakach i pies nie miał jak biec dalej. Instynkt gonienia ma wręcz hipnotyczny. Będąc u rodziców (mieszkają na terenach łowisk koła łowieckiego - zwierzyny na pęczki) poszłam na spacer w łąki. Wiedziałam, że psa nie puszczę luzem więc pożyczyłam od nich smycz flexi 8m ich psa. Mój błąd - na prawie maksymalnie wyciągniętej taśmie pies zobaczył jelenia po drugiej stronie zalanego wodą pola uprawnego. Staw średnicy jakichś 20 metrów (wiosna po roztopach). Wyrwała mi smycz z ręki i w amoku nawet nie obiegła wody tylko poszła wpław. To był jedyny raz, gdy widziałam ją w wodzie, nigdy nie zdołałam jej zachęcić do pływania. Myślę o spróbowaniu ponownie aportu i szarpaka, ale zrobionych z niewyprawionej skóry - sąsiad rodziców jest myśliwym, więc załatwienie fragmentów świeżej skóry to żaden problem, ale boję się, że zamiast pomóc taki gadżet tylko pogorszy sprawę...
  6. Jowita. Jak mam to uświadomić psu? Pytam serio. Pies potrafi po mieście swobodnie chodzić - wącha sobie trawkę, kwiatki, rozejrzy się za szczekającym psem, uważnym wzrokiem odprowadzi kota albo jeża, gołębia może obdarzy nieco większym zaiteresowaniem, ale bez problemu ją odwołuję. Nie puszczam jej co prawda ze smyczy, bo uważam, że w mieście nie ma miejsca na idącego luzem psa, bo po pierwsze są tu też inni ludzie, którzy ie koniecznie mają ochotę takiego psa mijać, a po drugie nie ma czegoś takiego jak 100% gwarancji posłuszeństwa a pies życie ma jednak tylko jedno. Jeśli chodzi o zabawy w terenie. Masz jakiś pomysł na psa, którego nigdy nie zdołałam zachęcić do szarpaka, aportu (w zasadzie pies nie bierze do pyska niczego, co nie służy do jedzenia, nawet piszczące zabawki poniosły klęskę, bo tych się po prostu boi). Na placyku czy na skwerku w mieście chętnie tropi smakołyki z trawy albo krzaków, ale nie potrafię tego przenieść na pole. Poradzono mi, żebym usiadła z psem na łące i czekała tak długo aż się uspokoi i skupi na mnie (ktoś chyba nawet wspomniał o tym tu na forum), po prawie godzinie pies nadal pilnie się rozglądał i tylko czekał, aż go wreszcie uwolnię. Czasem odnoszę wrażenie, że o ile w mieście pies uwielbia ze mną spacerować, to w polu chyba bardziej jej przeszkadzam, czuję, że każda z nas idzie na spacer osobno. Próbowałam też zmęczyć psa przed wyjściem w plener, ale nic tym nie wskórałam. Praca na lince w mieście jak najbardziej. Miałam w zwyczaju przywiązywać końcówkę do szluwki w spodniach. W polu pies mi ją po prostu urwał z paska, bo wypruł do zwierzyny, a ja bałam się chwycić w rękę linkę, żeby mi nie pocięła skóry. Jedyny porzytek był taki, że linka zaplątała się w krzakach i pies nie miał jak biec dalej. Instynkt gonienia ma wręcz hipnotyczny. Będąc u rodziców (mieszkają na terenach łowisk koła łowieckiego - zwierzyny na pęczki) poszłam na spacer w łąki. Wiedziałam, że psa nie puszczę luzem więc pożyczyłam od nich smycz flexi 8m ich psa. Mój błąd - na prawie maksymalnie wyciągniętej taśmie pies zobaczył jelenia po drugiej stronie zalanego wodą pola uprawnego. Staw średnicy jakichś 20 metrów (wiosna po roztopach). Wyrwała mi smycz z ręki i w amoku nawet nie obiegła wody tylko poszła wpław. To był jedyny raz, gdy widziałam ją w wodzie, nigdy nie zdołałam jej zachęcić do pływania. Myślę o spróbowaniu ponownie aportu i szarpaka, ale zrobionych z niewyprawionej skóry - sąsiad rodziców jest myśliwym, więc załatwienie fragmentów świeżej skóry to żaden problem, ale boję się, że zamiast pomóc taki gadżet tylko pogorszy sprawę...
  7. Hmm. Teraz zauważyłam, że zeżarło moją wypowiedź i zostawiło pierwszą literę tylko... Jestem laikiem i mam psa ze wspomnianym przez autorkę tematu problemem. Nieco jednak podniosę poprzeczkę. Pies ma 6 lat. Wziety ze schroniska w wieku trzech. Do schroniska trafił z ulicy na peryferiach, więc istnieje ryzyko, że polowal dla pożywienia. Gdy zwietrzy zwierzynę wpada w amok, nawet gdy mam ją na smyczy muszę ściągnąć ją do siebie, złapać za pysk i zawołać ją z odległości parunastu cm - dopiero wtedy wraca do świadomości, a i tak muszę ją z tego miejsca odciągnąć, bo próbuje wrócić na trop. Moment pomiędzy złapaniem tropu a wpadnięciem w ten trans jest tak krótki, że często nie zdążę zareagować i odwrócić czymś uwagę. Rozwiązanie znalazłam połowiczne - poznałam teren i wiem w których miejscach siedzi zwierzyna, tam psa biorę na smycz. W nieznanym terenie chodzi na smyczy. Jest odwoływalna w zasadzie w każdej innej sytuacji, ale ze zwierzyną przegrywam na całej długości. Przez trzy lata wypracowałam z nią naprawdę dużo. Miała wiele "zwichnięć" wyniesionych ze schroniska, kilka dołożyłam ja (powtarzam laik), udało mi się wiele naprawić, ale zwierzyna jest ponad moje umiejętności. Ze szkoleniowcami dyskutowałam - słyszałam o zobojętnianiu bodźca poprzez kolejne etapy tyle że z nią nie ma etapów - trop albo jest albo go nie ma. A na placyku tego nijak nie poćwiczę, a w teren żaden trener iść ze mną nie chciał. Nie wiem, co robić. W mieście kochany bezproblematyczny psiak, w plenerze za miastem nie robi nic innego jak tylko szuka zdobyczy. Nie umiem jej tego oduczyć, wykorzystać też nie bardzo mam jak bo zapomina wtedy o bożym świecie. jakimś cudem przebrnęłam przez Wasze obrzucanie się błotem. Jedyne czego się dowiedziałam to jak nie dopuścić do powstania problemu. No więc w moim przypadku problem już jest, z takim psa dostałam i wydaje mi się, że w przypadku kurlindry ten problem też już się rozwinął, więc obie potrzebujemy rad nie jak do tego nie dopuścić tylko jak to naprawić. Jeśli chodzi zaś o wypowiedź, że jak się nie chce pracować z wyżłem w polu to się nie bierze wyżła, odpowiadam: z tego z czym właściwie wymieszany jest mój pies zdałam sobie sprawę dopiero w domu. Jeszcze jedno- może jestem laikiem, ale ciśnie mi się na usta pytanie: czy pies założycielki tematu goni ptaki i zwierzyne w celach łownych czy po prostu szuka towarzystwa do zabawy? Może instynkt łowiecki mylmy w tym wypadku z niepokorą młodego psa w okresie buntu?
×
×
  • Create New...