Sowa
Members-
Posts
5052 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
5
Everything posted by Sowa
-
Szczęściarz? nie, dom jak dom, zwyczajny bez krzywdzenia, z rozsądną opieką. Młody pies byłby szczęściarzem, bo miałby zajęcie dopasowane do potrzeb, nawet przez 4 godziny każdego dnia. Ale na młodego to ja siły już nie mam. Ani auta, żeby wywozić za miasto. Mój blok jest otoczony zielenią, o krok alejki spacerowe, więc dla staruszka Tita to dość - dla młodego psa byłoby za mało.
-
Obawiam się, że nie wszystkie organizacje działające dla zwierząt będą za tym.
-
Mój były "azylowicz" Tito zna kanapę, dom, windę, schody, zachowuje czystość, jeśli jest wyprowadzany co 5 godzin w dzień, co 6-7 w nocy. Do łóżka miałby ogromną ochotę... Problemy zdrowotne, które już widzę, na pewno nie zaczęły się w azylu. W azylu był od niespełna pół roku, a ma ok. 12 lat moim zdaniem. Albo ktoś zmarł, a rodzina lub znajomi nie chcieli starego psa, albo znudziła się zabawka. Horror z tym niekontrolowanym zupełnie rozrodem psów, pies powinien być trudniej dostępny, to byłby szanowany.
-
Młodych, pięknych i zdrowych na ogół nie wywala się na zbity pysk. Lepiej byłoby dać staremu i schorowanemu psu bezbolesną śmierć we własnym domu, na własnym legowisku, ale taniej wyrzucić na ulicę.
-
Rozi, próbowano eksperymentalnie dzikie zwierzęta odchowywać w izolacji od pobratymców i od ludzi w krytycznym okresie rozwoju. Próbowano z szympansami, był nawet eksperyment na ludzkim dziecku trzymanym w izolacji -ktos z władców świata chciał przekonać się jakim językiem odezwie się dziecko, które nie słyszy mowy człowieka i nie widzi ludzi, karmione bez kontaktu z człowiekiem. Dziecko zmarło zanim się odezwało, szympansy były niezdolne do wydawałoby się wrodzonych dla gatunku zachowań społecznych, nawet do normalnych zachowań wobec potomstwa. Mam mimo wszystko nadzieję, że Suvi jest tylko dzika - dlatego sugerowałam kliker, bo to jest przekaz dobry wobec dzikich zwierząt, bazujący na jedzeniu, żeby przetrwać. A że Suvi je, to być może da się nauczyć, że podejście do siatki oznacza jedzenie, założenie obroży oznacza jedzenie i tak dalej... może ktoś znajdzie lepszy sposób, oby.
-
No niestety tak jest. Brak kontaktu od urodzenia do 4 m-ca jest gorszy niż złe doświadczenia. Złe doświadczenia, stresy pourazowe można jakoś zaleczyć, odwrażliwić. Bez kontaktu pozostaje dzikie zwierzątko, trudniejsze do oswojenia niż to wychowane w rodzinie dzikich psów. Bo tamte miały jakieś doświadczenia bycia w grupie. Nikt w tej chwili nie powie, czy i jakie szanse na oswojenie i po jakim czasie ma Suvi.
-
Jak Panie chcecie w przyszlości coś o nim, to proszę Poker o założenie wątku pt Tito z Zamościa. Tylko nie wiem w którym dziale najlepiej, a poza tym ja jestem nieudolna komputerowo. Za to Tito miał dziś dwie lekcje ze mną pt "pozwalam się badać" i jedna lekcje potem ze znajomą, zaproszona w tym celu. Wytrzymał delikatne oględziny pyszczka, odsuwanie fafli, badanie łap.
-
Jest inteligentnym psem - komunikuje się spojrzeniem. Uczy się zostawania w domu i reagowania na przywołania. Na spacerze uczy się okolicy domu i stawania przed jezdnią, w planie cztery wyjścia dla fizjologii, dwa spacery po 20 minut, pierwszy taki długi już był, wyjścia dla fizjologii w nocy były co trzy godziny, w dzień co cztery. Myślę, że w nocy wytrzyma 6 godzin, w dzień 5. Jest bardzo fotogeniczny, Jeśli dojdzie fotka do Konfirm, proszę o zamieszczenie
-
Ludzie rzadko wyrzucają młode, zdrowe, piękne i bezproblemowe psy; częściej stare i chore...
-
Ot, pewnie była zabawka dla dzieci, aż się znudziła. Na tylnych lapach podwójne przystawne pazury, wiec nikt nie pomyślał, że to psu przeszkadza, teraz na operacje za późno, poza tym kły nie starte, ale w kolorze ciemnego brązu - to nie kamień, tylko świadectwo ubóstwa pokarmowego w pierwszych latach. Teraz przysypia, ale jeszcze w napięciu. No i tyle - reszta to już tylko zależy od tego, na ile nie posypie się ze zdrowiem.
-
On nie kocha tych szelek, ale na wyjścia musi mieć, w razie czego nadniosę przy wchodzeniu na 7 stopni do windy. Zachowuje czystość, sygnalizuje wpatrywaniem się potrzebę wyjścia. Je z ręki lub z miski, momentami zachęca do kontaktu większego, prosi o to. Jutro próba z zostawaniem w ciszy w domu. Wzrok ma doskonały - zauważył lustro w windzie. Nie chciałabym znać tego sk. ....., który wyrzucił go z domu - prawdopodobnie, sądząc po zachowaniu, wywieziony był autem i wyrzucony z auta.
-
Ja też - będę musiała trzy razy dziennie wychodzić na spacer bodaj na 15 minut za każdym razem, on więcej nie da rady.
-
Mam dla Was niespodziankę - jeszcze jeden staruszek opuścił schronisko w Zamościu. To Tito - można go znaleźć na facebookowej stronie schronu. Fotki i informacje dawniejsze, trafił tam pod koniec ub. r. znaleziony. Wg mnie ma ok, 12 lat, jest maleńki - gabaryt yorka, ale szorstkiego yorka. Ktoś go musiał wywalić - zna dom, schody, windę, nie boi się mieszkania ani ulicy ani jazdy samochodem. Nie wiem, jak długo pożyje - może jeszcze pół roku nawet. Nie zakładam mu osobnego wątku,bo to nie tymczasowicz, ale u mnie już właścicielski. Zawarłam umowę ze znajomą, że w razie, gdyby pies mnie przeżył - ona go przejmie.
-
Rottkom cięto wtedy ogony. Pies ogonem tańczył Jezioro łabędzie na śladzie - wiadomo było, czy jest pobudzony, czy niepewny. ON- pokazywał pracę ogonem, rotty nie mógł, bo ucięto... Tyle że teraz, na śladach tzw. sportowych, wymaga się nienaturalnego psa-automatu, karane przewietrzenie nosa, przyspieszenie niewielkie nawet - to wszystko kłóci się straszliwe z naturalnym zachowaniem, pozbawia radości pracy. Nie lubię wielkiego psiego sportu, coraz bardziej staje się dręczeniem zwierzęcia.
-
Hej, mam dla Ciebie zagadkę. Dlaczego jeszcze 40 lat temu łatwiej było na szkoleniu na śladzie "czytać" owczarka niemieckiego niż rottka?Teraz to już nie działa... Facet z nutrią był bez wyobrażni, buty mógł wysmarować, wsadzić resztki do butów... Ponoć ktoś na egzamin na śladzie buty wysmarował śledziami:-) Ktoś inny zamiast przedmiotów 10-centymetrowych o kolorze zbliżonym do podłoża położył poduszki-jaski w fioletowych błyszczących poszewkach - moje opowiastki konferansjera to male piwo w porównaniu z kantami ludzi zdających egzaminy, naprawdę:-). Gorzej, jak kanty szykuje organizator, sędzia, który to wyłapie, nie będzie więcej zaproszony...
-
I jeszcze jedno, bardzo udane łgarstwo mam w pamięci. Przyszedł ktoś z półroczną rottweilerką do krakowskiego oddziału, narzekał, że suka ma za drobną głowę - zaprosiłam na szkolenie, żartując z poważną miną, że będzie dużo myśleć i głowa jej urośnie. Gość to wziął na serio, zapisał się na szkolenie podstawowego posłuszeństwa - głowa suce urosła, była z linii o mocnych, pięknych głowach, znałam jej rodziców - ale on potem wszystkich do szkolenia zachęcał, że psy będą miały lepsze głowy....
-
Na pokazach szkolenia konferansjer zawsze musi być gotowy do łgania - najczęściej wtedy, gdy pies popełni naprawdę błąd, to trzeba tak komentować, jakby to było celowe, fantazjować, a często dla rozrywki nabierać widownię. Jakoś mi to wychodziło nienajgorzej. Kiedyś w Krakowie na pokazie na wystawie wmawialiśmy widzom, że pies rozróżnia kolory - leżały na boisku saszetki czerwona, niebieska i żółta. Psy przynosiły nazwany kolor - ale rozróżniały nie kolor, a zapach. Każda saszetka była innego przewodnika, każdy pies przynosił saszetkę swojego przewodnika. Ech, były czasy... I psy, i my mieliśmy świetną zabawę. I pomyśleć, że było to dawne, prawie pol wieku temu, ponoć "tradycyjne", takie paskudne brutalne szkolenie... A na pierwszym spotkaniu zgłaszających się na podstawowe szkolenie w ZKwP w Krakowie informowano, że za uderzenie psa wylatuje się z kursu natychmiast.
-
Jak nie strzelasz, to się przyznam bez bicia, że nigdy tak nie łgałam jak na pokazie szkolenia w Opolu. Prowadziłam konferansjerkę dla krakowskiej grupy pokazowej. Po pokazie obrony ktoś z widzów czepiał się, że psy atakują tylko pozoranta z rękawem, cywilnie ubranego nie, ze on wejdzie na boisku dokopie przewodnikowi, a pies nic mu nie zrobi. Tlumaczyłam gościowi, że pies go użre, że nie ma zgody na próbę. W końcu wykrzyczał, że wchodzi na własna odpowiedzialność, , wbiegł, zamachnął się na przewodnika ON-ki z pokazu. Suńka skoczyła, złapała go za ręke, facet skręcał się z bólu, widownia jeszcze mu dogadywała. Zabawa polegala na tym, że to był facet z naszego zespołu, doskonały aktor... Pod rękawem marynarki miał opaskę skórzaną grubą, ON-ka wiedziała, gdzie ma łapać. Macie pojęcie, jak się przed nią rozstępowali ludzie, kiedy schodziliśmy z pokazu????