Sowa
Members-
Posts
5052 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
5
Everything posted by Sowa
-
Cziłki, które znałam, były "bezdotykowe". Nie życzyły sobie - co najwyżej tolerowały dotyk na podane hasło. "Polowanie" na ręce mogło być wzmacniane nieświadomie przez ludzi, którzy chcieli jej dotknąć. Próbujesz dotykać, człowieku, to dziabnę i cofasz rękę, potem ręka blisko - to dziabnę, żebyś nie próbował nawet. Są psy "bezdotykowe" - znałam ON-kę, która brzydziła się dotykiem i kontaktem z rękami ludzkimi, co ciekawe, lubiła czułości od dzieci, im mniejsze tym lepiej. Znałam samca malinois, który nienawidził dotyku obcego mężczyzny - kobiety mogły go głaskać. Ale każdy ktoś choć trochę z nim pracował, przestawał być obcy. Kolega zastosował doskonałą metodę - skoro odstraszanie zębami nie dawało skutku, to po co dziabać. A gdyby wprowadzić komendę na dotyk? Najpierw wypowiadana przy dotyku przez domowników, od których to toleruje, po dotyku nagroda, potem tak samo przez kolegę, potem ręka zabezpieczona rękawicą, i tak dalej.
-
Nie zakładałam osobnego wątku dla Tita ze schroniska w Zamościu, bo to pies od razu właścicielski, czyli mój (w azylu był niecałe pół roku), a tu dość wątków dla tych, które jeszcze nie mają domu, ale podaję kilka informacji dla Pań, które interesowały się losem Tita: 1. Absolutnie na pewno pies domowy, wyrzucony z auta przez mężczyznę, nadal ciągnie do każdego ciemnego auta, zwłaszcza gdy obok jest mężczyzna. W każdej chwili pies gotowy uciekać na oślep ze spaceru, by szukać dawnego domu - zawsze w kierunku parkingu lub jezdni, przy której stanie auto. W domu obecnym zachowuje się spokojnie, z sympatią do mnie i wszystkich ludzi. 2. Powody wyrzucenia - prawdopodobnie stan zdrowia. Problemy nie urosły w pół roku w azylu. Tito jest niemal całkowicie głuchy, reaguje wybiórczo na ostre metaliczne dźwięki. W ciągu miesiąca, od kiedy jest u mnie, mamy za sobą 9 wizyt u weta, w tym dwie operacje. Zapach z pyska wskazywał na chore zęby - podczas pierwszej operacji usunięto siedem, pięć ropiejących, dwa z gnijącymi korzeniami. Podczas robienia kupy wysuwał się odbyt, usg wykazało liczne guzy na śledzionie oraz guz - ogromny jak na takiego małego psa, bo 2,5x2,5 centymetra - w górnym sklepieniu odbytu. Podczas drugiej operacji najpierw usunięto śledzionę - groziła pęknięciem - potem guz z odbytu. 3. Tito jest po drugiej operacji - wyjęcie szwów 15 czerwca. Jednego dnia leci z rąk, drugiego jest wręcz dziarski i pełen chęci życia. Usuwanie szwów będzie wymagało kolejnej narkozy. Szanse normalnego funkcjonowania są duże. Napiszę, czy pies przeżyje.
-
Jeżeli 3-miesięczny szczeniak JRT nie chce się bawić, to albo nie jest zdrowy, albo został kupiony z bardzo złych warunków, albo właściciel nie umie bawić się z psem. Czwartej możliwości nie ma.
-
Wysyła, tylko taki maleńki pies wysyła trudno dostrzegalne sygnały - nie widzisz dokładnie - bo jesteś nad nią - - minimalnej zmiany wyrazu oczu, drgnięcia ciała. Podam Ci jeszcze namiar na trenerkę specjalizującą się w trudnym psach - skoro suczka czegoś nauczyła się w Psikursie, to jest szansa, że da się zrobić więcej. Hodowca nie uprzedzał, że te malizny są przekonane, że są panami świata? Warto by wiedzieć, dlaczego suka uznaje tego akurat kolegę - jak on przekonał ją do siebie?
-
Ona może mieć w sobie coś z ras północnych także. Znajomy mi malamut jadł w lecie chyba nie więcej niż dwa jamniki... Wolniejsza przemiana materii plus grube futerko i nie taka delikatna skóra mogą skutkować mniejszym zapotrzebowaniem na jedzenie - zwłaszcza gdy pies nie ma nic do roboty. Więc jeśli trawi ok, to może nie ma problemu.
-
Byle Państwo zgodzili się dać suni elementarne szkolenie- to ją zajmie, pozwoli rozładować energię w jakiś ukierunkowany sposób. Widzę przed blokiem, jak sąsiad bez przerwy rzuca piłeczkę foksopodobnemu zwierzątku - tak w kółko, na tym polega cały spacer. A potem narzeka, że pies w domu nadal jest pobudzony i nie da sobie przetłumaczyć - sąsiad, nie pies - że piłeczka jest doskonała do szukania, do rzutu aportowego w nagrodę, do naprowadzenia w czynność, do uczenia samokontroli, nie do nakręcania psa do histerii w ustawicznych emocjach - tylko "łap, gryź, łap, gryź"
-
A konkretnie? W jaki sposób przyzwyczajaliście do samotności, jak nagradzaliście ciszę, jak uczyliście klatki kennelowej?
-
Który wet. nie wiem, wiem tyle ile powiedział właściciel. Chodziło o agresję domową, która nie jest we Francji tolerowana tak bardzo jak u nas. Powodem wg weta francuskiego była dwubiegunowość; na miejscu w Polsce okazało się, że pies boi się zamykania w klatce. Długa historia, skończyła się dobrze dla właścicieli i dla psa - nauczyli się z psem bawić i pracować i znikły wszelkie problemy. Jeszcze jedno wiem na pewno - to historia sprzed 5-6 lat.
-
Nie wiem. Nie widziałam Marcela na oczy ani przez sekundę. Możemy tylko gdybać - gdybym była młodsza o 50 lat co najmniej, pewnie byłabym już czegoś absolutnie pewna, a tak nie wiem. Owszem, pies oddzielany od grupy i izolowany na noc MOŻE, nie musi odbierać to bardzo źle. Ale są psy, które bawią się razem, a noc spędzają osobno, bo tylko jeden ma wejście "na pokoje". I nie przejmują się tym. Owszem, Moli@ przeprowadziłaby Marcelka na smyczy. Ale potem musiałaby przejąc opiekę nad nim tak długo, póki smyczy nie stałaby się obojętnym tłem. Owszem, znam psa, u którego wet. (we Francji) stwierdził chorobę dwubiegunową. Ale po przyjeździe do polskiej trenerki okazało się, że były konkretne, "twarde" zewnętrzne powody do zmian w zachowaniu psa. Owszem, wiem, że niektóre lekarstwa uspokajające dla psa skutkują zniesieniem hamulców i agresją. Ale nie wiem, co spowodowało zmianę nastroju u psa. Nie wiem.
-
Pomysł z wożeniem jest niesamowity! Przepiękne wykorzystanie psiego uzależniania się od sytuacji... On w tej "lektyce" czuje się na tyle bezpiecznie, że ogląda otoczenie. Aż mam ochotę opisać ten pomysł w jednym z tekstów na nosem.pl/.. Lata temu obserwowałam, jak wykorzystując właśnie to uzależnienie nauczono psa w mieszkaniu, podczas jednej sesji, szukania określonego zapachu z pokładu łodzi na jeziorze. Dało się - bez treningu w łodzi, bez wielokrotnego pływania po jeziorze. WiosnaA, mogę Twój pomysł też dołączyć do tego opisu?
-
Moim zdaniem Lumi w tej chwili nie nadaje się do adopcji. Chyba że znajdzie się ktoś z domem z ogrodem, bezpiecznym wybiegiem, i dwiema godzinami codziennie na rehabilitację suki - plus duże doświadczenie w pracy z psami zniszczonymi psychicznie. ZPP, możesz jakoś posłać film Jolce i zapytać, czy ona by się podjęła? I czy starczy pieniędzy na to. I jeszcze przydałby się drugi pies, który dla Lumi byłby podporą, przewodnikiem wypowiadającym się w psim języku. Jest pytanie najważniejsze - czy kręcenie się w kółko to skutek zmian neurologicznych czy koszmarnie utrwalony nawyk po trzymaniu na łańcuchu czy wynik stresu, przerażenia. To może Murka wie - czy suka wypuszczona na wybieg luzem też wiruje? W jakiej sytuacji potrafi - i czy potrafi - poruszać się normalnie?
-
Matę zapachową to raczej nie - może ją poszarpać. Tzw mata zapachowa nie jest zagadka dla psa - pies sięga pyskiem, tam gdzie żarcie jest, nie musi szukać, czuje na odległość jak człowiek kotleta na talerzu przed sobą. Kongo - też pies czuje żarcie, ale kongiem trzeba ruszać, żeby żarcie wypadło, a nie szarpać wyciągając. Spróbujcie najpierw z kongiem.
-
No to przydałby się twardy, taki niemal niezniszczalny kong... Wypadałoby, aby Marcel widział wcześniej, że Ty masz tę zabawkę w rękach, podrzucasz, wyjmujesz smakol.. Zainteresowanie nowym przedmiotem, który człowiek przedtem miał w rękach, to też kroczek do przodu - dla jednych psów to centymetrowy kroczek, dla drugich milowy krok.
-
A gdyby jej dać szansę na jakąś aktywność - na przykład wydobywanie smakoli z ogromnego konga - gdybyś weszła na jej wybieg, pobawiła się tym kongiem i zostawiła - żeby wydobywała sama, to byłaby korzystna dla niej aktywność (jedzenie) połączona z Twoim zapachem, Twoją obecnością. Byłoby sukcesem, jakby bodaj podeszła. powąchała, sprawdziła co to jest. To tylko sugestia oczywiście, a na odleglość wszelkie sugestie mogą być do niczego, nie pasujące do rzeczywistości.