Jump to content
Dogomania

swan

Members
  • Posts

    1229
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by swan

  1. no w punkcie wyjścia to nie jesteśmy, ale jednak jest trochę spłoszona musi spokojnie oswoić swój nowy domek Jak do niej idę przez podwórko i nawołuję, to wygląda z budy (z racji wiatrów i deszczów ostatnich odwrócona tyłem do podwórka) ale zaraz się chowa... No to włażę do niej i z wyjątkiem dnia przeprowadzki twardo trzymam się zasady, że musi cała wyjść z budy, żeby dostać jedzonko. Boję się, żeby się nie zabunkrowała w tej budzie i nie bała otoczenia. Widać, że jest spłoszona, szybko ucieka do budy na ruch moją drugą ręką, więc w tej chwili jesteśmy kilka kroków do tyłu, ale i tak szybko podchodzi. Poćwiczymy i uspokoi się, to przejdziemy do kolejnej lekcji czyli trzymanie za drugi koniec łańcuszka przy karmieniu:p
  2. Hej, jak najbardziej mogę pomóc pogadać na miejscu z Panią, podpowiedzieć co robić z pieskiem, sprawdzić domek. W transporcie też mogę pomóc, choćby do Poznania po nią wyskoczyć. Choć nie ukrywam, że super by była pomoc w formie kaski na paliwo, bo ja w ciągu ostatniego miesiąca wysterylizowałam kotkę, wykastrowałam psa , wybudowałam 3 kojce i jeszcze jedna suka czeka na sterylkę, więc koszty miałam :crazyeye: ale czasu mogę trochę poświęcić , nie ma sprawy. to czekam na rozwój sytuacji:lol:
  3. Lusia odkryła że ma budę:multi: poszłam do niej z jedzonkiem jak byłam na spacerze z Darmą i Werą najpierw siedziała wystraszona, ale jak dwie czarne spore suki podbiegły się przywitać przez kraty, to spanikowała pobiegła w jeden kącik, potem w drugi kącik, a potem zrobiła HOP do budy:lol: tak więc uznała, że ma bezpieczne miejsce:multi: i przynajmniej wiem, że zimą jakby przyszły mrozy, nie zamarznie:lol: no i wcale nie była taka wystraszona, jak wyglądała suki zostawiłam oczywiście na zewnątrz, sama weszłam do kojca, wyciągnęłam jej jedzenie na dłoni w stronę drzwi budy i wyciągnęła mordkę i zjadła bez problemu tak więc panika, jaka była kiedyś, już nie ma miejsca i to baaaaardzo dobrze:lol: poza tym jak rozmawiałam z pracownikami na podwórku jakiś czas później dość daleko od kojca, to zobaczyłam,że podeszła z tylnego kącika kojca do frontowej ściany i wyciągała łepek jak żyrafa żeby zobaczyć, gdzie albo czy tam jestem normalnie się z niej zaczyna robić kontaktowy pies:evil_lol: a tak serio to jest rewelacja, że widać,że ona się interesuje otoczeniem a nie pamiętam czy pisałam, ale kilka dni przed przeprowadzką jak szłam do niej na górę i słyszała moje kroki i głos na schodach, to wybiegała naprzeciw drzwi na środek pokoju, czyli miałam jakieś działanie z jej inicjatywy, pierwszy raz, dotychczas to ja musiałam ją namawiać, kusić i wabić, żeby coś zrobiła, podeszła, spojrzała itp no i wygląda, że jej inicjatywa się nie skończyła tylko podchodzi, wypatruje itp, tak więc jakiś kontakt wreszcie jest:cool3:
  4. kinga, może się wydarzyć to , co przydarza się młodym mamom, które dokańczają słoiczki po swoich bobaskach:evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: chciałabym zobaczyć Drachmę po tym "wydarzeniu":diabloti: :evil_lol: :evil_lol: :evil_lol:
  5. [quote name='Camara']tak sobie dumam...:stupid: i wyszło mi, że jak swan robi tragedię z 3 zbędnych kilogramów Darmy i opracowuje jej kurację odchudzającą :evil_lol: to może sie do niej wybiorę na wczasy odchudzające :oops: będzie mnie karmić karmą light i zmuszać do intensywnych spacerów... a potem będę smukła jak łania... i sierść mi będzie błyszczeć... ech rozmarzyłam się :rolleyes: i przy okazji Darmie da spokój - bo jej to wcale nie jest konieczne - jest śliczna taka krąglutka i kobieca :loveu:[/quote] oj Camara, jesteś niekonsekwentna:lol: z jednej strony piszesz o chęci odchudzania, a z drugiej bardzo słodko zabrzmiało to "krąglutka i kobieca" :cool3: proszę nie kokietować:cool3: zgodnie z powiedzeniem - nigdy nie za wiele kochanego ciała:eviltong: no dobra, ale to nie dotyczy moich czarnulek:diabloti: Werze się już robią fałdy na bokach nawet Aga traci talię coś dziwnego się z wszystkimi dzieje, więc to jednak ta karma......
  6. odwracanie się bokiem weszło mi tak w nawyk, że niedługo będę chodzić bokiem po chodniku:evil_lol: tak więc nic nie przeoczyłaś joaaa:cool3: byłam wieczorkiem u Lusi, nie siedzi za budą, bo już nie może, ale tez nie siedzi w kącie kojca. Siedziała sobie na słomie u wejścia do budy. Na środku kojca, z budą za plecami. Całkiem zdrowe miejsce jak dla takiego wystraszonego pieska. :multi: Mogę mieć nadzieję, że jak jej będzie zimno, to się schroni w tej budzie:p
  7. zgadza się, zgadza się, sierść ma błyszczącą , że można się przejrzeć:loveu: ale się coraz okrąglejsza robi:evil_lol: przechodzimy na karmę light:diabloti: no i czesanko nas czeka, bo ogonek wyczesany, ale na boczkach ma pełno podszerstka, który jej nagle zaczął wyłazić. W weekend ją poczesałam, to pół wiadra wyszło, a końca nie widać. Ona ma niesamowite to futro:crazyeye:
  8. Uwaga uwaga, odbyła się przeprowadzka ponieważ Lusia musiała opuścić dotychczas zajmowaną przyszłą salę konferencyjną, a niedługo salę weselną mojego szwagra, zatem odbyła się eksmisja :cool3: i teraz Lusia mieszka w indywidualnej "klatce":evil_lol: tak to muszę nazwać, bo to bardziej zabezpieczone niż kojec:cool3: w ostatniej chwili dorobiliśmy dach z siatki , żeby gdyby się okazało, że jest Lusią alpinistką, nie zwiała w głuszę lasu naokoło nas:razz: Tak więc Lusia została nafaszerowana (delikatnie, bez przesady) środkiem uspokajającym używanym na sylwestra. Miałam nadzieję, że zaśnie, ale nie dała mi tej satysfakcji:eviltong: Jednak zostały jej ruchy i reakcje mocno spowolnione, co pozwoliło mi nie wypluć płuc przy łapaniu jej w tym wielkim pustym pokoju:evil_lol: W każdym razie po paru próbach z różnymi sposobami bez strat zębach Lusi oraz palcach i naskórku moim Lusia bezpiecznie została przetransportowana do nowego lokalu , doniosłam jej cały dobytek (kocyk, starą puchową kurtkę do leżenia, miskę z wodą) i teraz się oswaja oto nowy dom Lusi [img]http://img95.imageshack.us/img95/9518/img1395ji6.jpg[/img] wiem wiem, może robić wrażenie obskurnego, ale wykorzystałam starą stodołę bez jednej ściany, którą kiedyś tam będziemy rozbierać, ale jszcze nie póki co zależało mi na posadzce, żeby Lusia się nie podkopała, no i wykorzystaliśmy już istniejący mur i dach, do osłony przed deszczem i wiatrem. W tym wszystkim jest zespawana klatka z furtką, tak więc ja mogę swobodnie wchodzić i wychodzić, Lusia nie:eviltong: na podłodze palety, na nich płyty pilśniowe, żeby łapy w szpary nie wchodziły, na to słoma, jest buda ze świeżą słomą, w każdym kącie (no bo przecież Lusia uwielbia kąciki:razz: ) ułożyłam jej kocyki albo słomę. no i gdzie Lusia znalazła swoje bezpieczne miejsce ?? :razz: o tutaj [img]http://img179.imageshack.us/img179/1820/img1396pv6.jpg[/img] jedyny kawałek podłogi, gdzie pod tyłkiem ma beton już jej tam nawtykałam drwa, tak więc nie wejdzie tam, będzie musiała odkryć , ze ma własną prywatną bezpieczną jednopsiową budę:p aha, i co bardzo bardzo ważne zaraz po przeprowadzce wlazłam tam do niej i dosyć długo siedziałam i.... od razu wzięła mi chrupka z ręki co więcej, po chwili od zrobienia zdjęcia wyszła nawet do połowy zza tej budy podeszła do mnie i zajadała dalej:multi: czyli traumatyczne przeżycia przeprowadzkowe nie zaprzepaściły ośmiu miesięcy pracy:roll: a tutaj Lusia jak wcina pierwszego chrupka [img]http://img95.imageshack.us/img95/562/img1393xa3.jpg[/img] Aha, naprawiłam to co zmarnowałam pierwszego dnia jak miałam Lusię. Odpięłam jej wtedy łańcuszek, który dziewczyny jej przypięły do obroży. Oj to nie był mądry pomysł, zeby odpinać, korzystając z okazji, że Lusia była dzisiaj wyjątkowo spokojna i nie protestująca zbytnio :cool1: przypięłam jej nowy specjlanie dla niej kupiony łańcuszek:p i to tyle, zaraz idę zobaczyć, czy już znalazła budę:razz:
  9. [quote name='Dorothy'] Mojego meza sie przynajmniej bala. Mnie olewa i robi co chce.[/quote] ona nie musi się ciebie bać, ma skojarzyć, że tak samo jeślil zrobi coś dobrze, to będzie nagroda, to jeśli zrobi coś źle, to będzie kara, niekoniecznie od właściciela, dobrze nawet, jeśli nie od właściciela
  10. Dorothy,, ale przecież chyba wiesz, że taki krzyk z balkonu praktycznie nie miał szansy zadziałać?? Próbowałaś elektrycznego pastucha na ogrodzeniu? To jest dobra szkoła, zeby pies przestał chcieć forsować ogrodzenie, wypróbowałam. Agę zabolało parę razy, przykro było na to patrzeć, fakt, ale to lepsze niż łańcuch. Przestała się nawet zbliżać do ogrodzenia. fakt , ze wykombinowała , że nie trzeba dotykać ogrodzenia, żeby je przeskoczyć:angryy: :mad: , no ale Aga jest dwa razy większa od Hoski Poza tym na to też poradziliśmy, bo ogrodzenie do każdego słupka dostało listewkę przybitą ukosem do wewnątrz i na tym mamy dwa druty, to Agę musi zatrzymać. Na razie nie próbowaliśmy, bo Aga ma cieczkę i jest w izolatce, ale myślę, że to jest to. Poza tym na szczekanie non stop bardzo dobrze robi sprawienie za to przykrości. I lanie gazetą przez Ciebie nie da rady. Nie będzie szczekała jak wejdziesz, to wszystko. Trzeba znienacka i żeby nie kojarzyła tego z tobą. Moja Aga jak ją przywiozłam szczekała non stop 19 godzin chyba, kilkanaście na pewno. Nawet nie robiła przerwy na złapanie oddechu. W dzień trochę przerwy i od kolejnego popołudnia kolejne kilkanaście godzin. Znienacka uderzałam czymś w drzwi jej pomieszczenia albo okno, nagły bodziec ją straszył, jak pojawiał się hałas w momencie jak ona szczekała, skojarzyła, Że jak siedzi cicho, to ją nic nie straszy. Po tygodniu nawet przez 10 minut się już nie darła. Teraz ma cieczkę i nawołuje psy. Zamknięta jest w kojcu w budynku gospodarczym, żeby nie uciekła i żaden pies z zewnątrz jej nie dorwał. A ona siedziała w środku w nocy i nawoływała samców. Dwie nocki miałam z głowy. Uderzanie w drzwi i okna już nie działało. Zadziałało rzucenie kamieniem w dach, jedno bum, a potem kamień turlał się po dachu i jeszcze hałasował. Pierwszy raz musiałam powtórzyć po 10 minutach, bo znowu zaczęła, po drugim rzucie była cicho całą noc. Kolejnej nocy znowu zaczłęa o 5 rano. Wyleciałam od tyłu (żeby nie słyszała otwierania drzwi frontowych żeby nie kojarzyła hałasu z moją osobą) i rzuciłam kolejny kamień w dach. Cisza. Dodam, że cała wieś za lasem wyła o tej piątej rano nawołując Agi, a ona cisza..... i tak do dzisiaj czyli kolejne 5 dni.
  11. e wiewióra, a mówiłaś, że parę kilo wte czy wewte nie robi różnicy:cool3: ha, a to jest naprawdę 27 kg, już po mojej pierwszej pomyłce kilka razy sprawdzam:oops: 3 kg w dół co najmniej konieczne:mad: ale spoko, mamu nowego Korala, który obecnie po cięciu jajek jest ukrócony na długość smyczy, ale zaraz będzie spuszczony znowu, to sobie pobiegają:cool3: specjalnie będę chodziła tam bez Wery, bo wtedy Koral biega z Darmą i mała ma sporo intensywnego ruchu:p
  12. ok, jednak odchudzanie będzie co kto widzi moje psy, to mówi, że je spasłam:mad: nawet wczoraj sprawdziłam,czy ja się przypadkiem w dawce karmy nie pomyliłam i może im za dużo daję ale nie, daję dolną normę na ich przedział wagowy 40 kg zapasu karmy się kończy, czas kupić nową, kupię inną i do tego light:diabloti: a chyba rzeczywiście mają mniej ruchu, niż wcześniej to pewnie przypadłość "psa ogrodnika":evil_lol: póki sezon ogrodniczy w pełni, to zasuwałam w te i wewte między jedną grupą pracowników a drugą, między jedną szkółką a drugą, no a psy ze mną a teraz to ja siedzę przy komputerze, telefonie i faksie i w książkach,a spacery są zdecydowanie symboliczne, tym bardziej, że wieczorem u mnie jak jest zachmurzone i księżyc nie świeci, to ciemno że oko wykol, no i nawet z latarką nie będę za dużo ani za daleko od domu chodzić:shake: Darma nawet tuż po schronisku wyglądała na, hmmm, korpulentną:evil_lol: , a wtedy ważyła 23 kg, terez waży 27:crazyeye: :oops: A poza tym babsko się zrobiło zasiedziałe w domowych pieleszach. Teraz jestem w Poznaniu u rodziców, rano wyjechaliśmy z domu z Gorzowa, otworzyłam bagażnik, wrzuciłam tam legowisko Darmy i Wery, na takie coś obydwie zwykle już były w bagażniku razem albo nawet przed legowiskami a dzisiaj - Wera hop do samochodu, a Darma - zwiała do domu i drapała w drzwi że ona chce do środka:-o Na spacerach jak kogoś spotkam albo jak gadam z pracownikami i dłużej stoję w miejscu to siedzi i piszczy że ona już chce iść do domu, hmmmm
  13. :lol: :lol: :lol: jakie fajne perspektywy... już się miałam deklarować, że pomogę z transportem, trasa Szczecin-Poznań na przykład, ale spojrzałam na mapę i okazało się to totalnie bezsensowne..... z mojego Gorzowa to tylko do Berlina blisko:angryy: a nawet jakbym podrzuciła Pytię do Poznania, to zaoszczędza to Karinie tylko 60 km w jedną stronę:shake:
  14. Na razie nasza nieświadoma niczego Aga mieszka w izolatce a swojego kolegę zna tylko po głosie. Spotkają się dopiero za 2 miesiące, do tej pory Koral robi za "bawidamka spacerowego" dla Darmy i Wery:evil_lol: A Aga chodzi ze mną na indywidualne spacery w drugą stronę niż reszta zwierzyny, żeby Koral czując jej zapachy nie postanowił nawet tych stalowych krat przegryźć i tak poszłyśmy sobie w wąwóz za polem, a tam tak pięknie, o: [img]http://img147.imageshack.us/img147/8648/img1309ks6.jpg[/img] potem szłyśmy starą zarośniętą drogą, a Aga mnie zaczepiała, żeby się z nią pobawić..... [img]http://img182.imageshack.us/img182/5025/img1315hg6.jpg[/img] tylko jak tu się z takim gigantem pobawić??:shake: a tutaj Aga miała nadzieję, że dostanie coś z tej szeleszczącej torebki, którą pani ma w kieszeni kurtki [img]http://img152.imageshack.us/img152/1148/img1317rw0.jpg[/img] ale paskudna pani się zatrzymała nie po to, by dokarmić Agunię:mad: tylko żeby zrobić fotkę takiemu czemuś czerwonemu:angryy: ;) [img]http://img329.imageshack.us/img329/5797/img1319fm1.jpg[/img]
  15. więcej zdjęć z pięknej prześwietlonej i oświetlonej dolinki w wątku Agi Wilczarzowatej a tutaj Darma moja kochana, w sobotę na spacerku w dolince biegnie szybciutko zobaczyć, co też jej koleżanka Wera fajnego tam znalazła, że tak wącha.... [IMG]http://img153.imageshack.us/img153/3008/img1285ej0.jpg[/IMG] a tutaj już spokojniejsza, blisko pani więc wszystko ok i nie trzeba się nigdzie spieszyć:loveu: [IMG]http://img139.imageshack.us/img139/5215/img1287ab9.jpg[/IMG] [IMG]http://img299.imageshack.us/img299/1706/img1298pz4.jpg[/IMG] a tutaj sobotnie zapoznanie się z nowym kolegą, który się Darmie bardzo podoba i z którym się bardzo fajnie gonią i bawią:lol: [IMG]http://img145.imageshack.us/img145/9118/img1301ot8.jpg[/IMG] [img]http://img145.imageshack.us/img145/6997/img1300zm0.jpg[/img] Wreszcie Darma ma z kim pobiegać, bo z psami to jest fajnie, a z sukami to jej się już nie podoba:diabloti: Z apetytem Darmy to prawda, niejadek jest. TO znaczy, jak ma pod bokiem konkurencję w postaci Wery "odkurzacza", to bardzo pilnuje swojej miski, ale nie zjada wszystkiego co znajdzie. Ruchu też ma ciągle tyle samo. Fakt, że jej futerko jest bardzo gęste i bardzo puszyste i nastroszone, więc na oko wygląda na "szerszą" niż jest w rzeczywistości, ale waga nie kłamie mimo wszystko. Podejrzewam,że to sprawka nowej karmy, którą jedzą od paru miesięcy.Hm, nieważne, ważne, że teraz jest nowy fajny kolega i jak wychodzę z domu z Darmą i Werą na spacerek, to się czuję, jakbym codziennie dzieci zabierała do lunaparku, bo cieszą się jak dzieci, że idziemy się pobawić z nowym kolegą:cool3:
  16. a pieńków tutaj u mnie się trochę znajdzie:cool3: przyjeżdżaj, sama sobie wybierzesz:evil_lol: za miedzą leśnicy mi wcinkę robią, więc sama zobacz, taki może być?:evil_lol: [img]http://img98.imageshack.us/img98/4787/img1312kb4.jpg[/img]
  17. chyba to była cioteczka Supergoga:evil_lol: zdaje się, że również ona podesłała mi link do Agi Wilczarzowatej:evil_lol: chyba już wiem, kogo unikać:evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: A tak w ogóle to zobaczcie, jak to się plecie.Przecież to nie takie hop siup jechać z Gorzowa do Sopotu po psa do schroniska, kłopoty i z kasą i z czasem. To kilkaset km w jedną stronę. A mi z dnia na dzień wyszła konieczność jechania do Gdańska na lotnisko, no a z Gdańska do Sopotu to już jest "hop siup":lol: PaulinaT, czytam wątek o Szariku, jestem w połowie.. tam są dywagacje na temat koloru zwierzaków. No i sama zobacz, gdzie tutaj mój wybór i decyzja..... Ja nawet nie mogę powiedzieć, że najbardziej lubię czarne psy, bo to nieprawda. To znaczy, ja po prostu nie mam ulubionej maści, u kotów też. A Czarną i Agę podesłała mi Supergoga, koty Kacper i Pusia wzięłam na odległość za pośrednictwem mojej mamy, nie wiedząc jaki mają kolor, Puma, nowa kotka, sama się do nas wprowadziła, a Wera przyszła do nas od pani, która ją znalazła w lesie i szukała docelowego domu na stałe...... No i gdzie tutaj miejsce na dobór kolorystyczny :-) ? ....
  18. a tutaj przedstawiam przyszłego współlokatora Agi - oto Koral [IMG]http://img144.imageshack.us/img144/217/img1275ep9.jpg[/IMG] [IMG]http://img133.imageshack.us/img133/7276/img1281tb2.jpg[/IMG] [IMG]http://img487.imageshack.us/img487/1162/img1284uq8.jpg[/IMG] nie powiem, co dzisiaj przez niego przeszłam, bo tego się nie da opisać tylko tyle, że właśnie jestem w domu, przed chwilą byłam sprawdzić, czy znowu po raz ...sty nie rozpruł siatki teraz na siatce jest na wierzchu nałożona sztywna stalowa krata i wreszcie się poddał:cool1: przystojny kawaler, prawda?:razz: Ogon ma niesamowity, taką kitę jak u lisa, z końcówką białą z czarnym obrzeżeniem i mięciutką że hej....:loveu:
  19. ano piszę:evil_lol: to najlepsza oznaka nadejścia fenologicznej zimy:evil_lol: już ogrodnik powoli nic nie może zrobić na dworze, to siada do kompa i pisze:cool1: powiem więcej, poszłam dalej i wyrwałam TZtowi z zachłannych szponów aparat, jak się kiedyś tam mgła rozejdzie, to może nawet macie szansę na jakieś zdjęcia:cool3: Póki co wielgachna Aga chodzi grzecznie na smyczy, żeby ten wielki czarny potfur, którego kiedyś widziałam jak luzem biegał za dolinką, nie postanowił jej rozmnożyć:angryy: i powiem tyle, że wielgachna Aga chodzi na smyczy jak złoto, jednym paluszkiem ją trzymam:loveu: mam tylko nadzieję, że koty są na tyle mądre, że nie pokażą się Adze na spacerku na oczy, bo wtedy mogę stracić ten paluszek:evil_lol: A jak byliśmy u weta, to ją zważyliśmy. Czy już pisałam, że Aga waży 45 kg? Jak sobie o tym pomyślę, to już naprawdę nie mam pojęcia, jak ja oddzieliłam 45 kg sukę na czterech łapach atakującą inną z furią:shake: Po drugiej stronie byłam ja, czyli skromne 50 kg i to na dwóch łapach. Wychodzi mi na to , że moja furia musiała być większa od jej :roll: :evil_lol:
  20. uff, ależ dyskusja rozgorzała:evil_lol: To ja się też wypowiem. Jestem pewnie przeczulona na punkcie nadwagi u czworonogów, bo mam przykład z własnego domu rodzinnego, naszego Porcia trzeba było podnosić na szaliku żeby wstał.... I on nie był tuczony, tak deko po deku, uzbierało się przez całe lata. A jeśli chodzi konkretnie o Darmę, to ona nigdy zachudzona ani o bardzo sportowej sylwetce nie była:eviltong: Od początku jak ją miałam, ludzie się pytali, czy ona jest w ciąży:diabloti: a jak nie, to podejrzewali mnie o jej zatuczanie:diabloti: się przejęłam i nawet weta pytałam, czy trzeba ją odchudzać.... po schronisku:evil_lol: Ale wet stwierdził, że warstewkę tłuszczu to ona ma optymalną i tak wygląda bo ma taką sylwetkę:cool1: No to dałam spokój, tylko jeszcze dostała ode mnie drugie imię "boberek", bo taka... szersza w tułowiu była:evil_lol: Ale teraz te 3 kg ekstra przy jej wieku to ja bym chciała jednak zrzucić, póki jeszcze ma energię i chce jej się biegać. Bo z autopsji wiem, że potem jeśli nawet dla stawów byłoby konieczne odciążenie ich trochę, to psiak nie może zrzucić nadmiaru, bo się nie chce ruszać.... i to tyle :lol:
  21. Ja mieszkam na oddalonym od innych gospodarstwie i mam już trzy spore psy zaadoptowane , wszystkie czarne... No i codziennie popołudniu idziemy razem na dłuższy spacerek, najczęściej drogą przez pola, na której poza mną co jakiś czas tylko spotykam jednego z sąsiadów ze wsi na rowerze. Najczęściej psiaki biegają luzem, bo teren oddalony od zabudowań i innych ludzi i nie boję się, że kogoś wystraszymy:cool3: Ale kiedyś tylko Darma szła luzem, a Agę w czasie cieczki i Werę po sterylce prowadziłam na smyczach. Znowu spotkałam sąsiada na rowerze. Popatrzył na mnie , na psy, na smycze i powiedział coś takiego: "Ja to bardzo kocham psy. Ale smycz to nie jest miejsce dla psa" :crazyeye: :mdleje: :confused: ...... no i co tu powiedzieć na taki tekst???;) Trzymam kciuki za Emi
  22. Ano to słychać, że wczoraj był termin wielkiej Agi na sterylkę, jeszcze rano na spacerku ją podglądałam pod ogonem, czy jeszcze się nie zaczęło. Z ulgą stwierdziłam, że nie. W południe zapakowaliśmy potffora do auta, dojechaliśmy do weta, wet obejrzał, poszedł po "głupiego jasia", a jak wrócił ze strzykawką w ręce, to na podłodze pojawiły się pierwsze czerwone kropki:angryy: :cool1: Tak więc przenosiny Agi z "izolatki" odłożone na za jakieś 2 miesiące.... A dla Luśki muszę nowy kojec gdzieś umieścić, bo już naprawdę musi opuścić naszą "salę balową" A na tej sali Lusia upodobała sobie postument z cegieł. Wszędzie naokoło na podłodze na drewnianych płytach leży wykładzina,a ona siedzi na zimnym. Podkładam jej co jakiś czas kocyk, ale ona go ciągle odpycha i znowu na cegłach siedzi. Do tej pory było ok, bo nie było zimno, ale ostatnio sama poczułam jakie te cegły są zimne.... Kiedyś Lusia oprócz kocyka miała taką budkę legowisko z daszkiem, ale coś jej się nie podobało i zjadła daszek:-o Więc teraz jej przytargałam taki wielki karton, zgniotłam na pół, żeby było grubsze pod siedzeniem, a żeby jeszcze powstały burty, w to włożyłam ten kocyk i siedzi tam. Ale od kiedy znowu ma jakieś takie bardziej konkretne schronienie, albo może dlatego, że coś się zmieniło w jej otoczeniu, znowu od paru dni jest bardziej nieufna, taka bardziej nerwowa i w ogóle .... Strach się bać co będzie po przeprowadzce:cool1:
  23. ciekawostek ciąg dalszy:cool1: dzisiaj na 12, w samo południe mamy termin na sterylkę Agi w zeszłym tygodniu byliśmy u weta na kontroli, żeby upewnić się, że wszystko z nią ok przed zabiegiem widać już było, że może być niedługo początek cieczki, ale póki wydzielina przezroczysta, to jeszcze zdążymy no to ją obserwowałam i trzymałam kciuki Dzisiaj rano na spacerku obserwuję, jeszcze cieczki nie widać. Odetchnęłam z ulgą. Zamknęłam babsko jeszcze na parę godzin w kojcu. Przed 12:00 wyprawa, składamy siedzienia w samochodzie, Aga zapakowana, ja prowadzę, TZ trzyma, żeby mi nie wlazła na kolana ani na głowę. Samochód cały zachuchany. Dojechaliśmy. Poczekalnia pusta. Wchodzimy do gabinetu. Wszystko OK. pani doktor ją ogląda. Upewnia się że na czczo. Wychodzi do gabinetu obok. Wraca z "głupim jasiem" A tutaj czerwone kropki na podłodze:angryy: :watpliwy::mdleje: Zapakowaliśmy Agę z powrotem do samochodu i przywieźliśmy do domu:cool1: Następne podejście za jakieś 1,5-2 miesiąca:roll: I nic dziwnego, że Aga jest taka wyeksploatowana na szczeniaki:mad: skoro to jej trzecia cieczka w przeciągu pół roku:crazyeye: Nie lubi dziewczyna przeprowadzek. Pewnie sama sprowokowałam tą cieczkę przenosinami do izolatki. A chciałam, żeby się najpierw oswoiła z nowym miejscem, żeby jej się po operacji lepiej wracało do znanego już miejsca.... A ona miała cieczkę, jak wprowadziła się do schroniska, potem dwa tygodnie po tym, jak wprowadziła się do mnie, i teraz tydzień po tym, jak przeniosła się do nowego pomieszczenia:evil_lol:
  24. ależ to oczywiste, że Czarna nie zapomniała:lol: na swoje imię na pewno też zareaguje:lol: muszę ją szybko odchudzić, żeby nie dostała za dużej zadyszki, jak będzie skakać na Was z radości, jak się wreszcie spotkacie:lol:
  25. ależ miałam dzisiaj wydarzenie:crazyeye: w południe wyjeżdżałam do miasta, wyszłam z domu, a tutaj patrzę, a po drugiej stronie dolinki po polu galopuje Aga:crazyeye: Ja oczy w słup (patrz wyżej) - przecież Agę zamknęłam w kojcu i w budynku dwie godziny wcześniej. Jakim cudem się wydostała???? Patrzę na budynek, drzwi zamknięte, zasuwka chyba też. No to ja już w ogóle:crazyeye: :crazyeye: :crazyeye: Ale sobie pomyślałam,że pracownicy mimo moich próśb i nacisków pewnie wypuścilli Agę bez mojej wiedzy. Serducho mi zamarło, jak sobie pomyślałam, że może być kolejna walka dwóch suk.:shake: Lecę galopem, szarpię zasuwkę, prawie nogi połamałam na śliskim błocie, wparowałam do środka, patrzę.... Aga siedzi w kojcu, zamknięta, totalnie wygłupiona,bo ją właśnie obudziłąm z południowej drzemki i ledwo co się wygramoliła z budy:roll: No to się wycofałam, zamykam drzwi, lecę z powrotem pod dom patrzeć, czy ten pies jeszcze tam jest. Nie widać nic. Jechałam po chwili do miasta, przejeżdżałam obok tego pola, całą drogę do miasta rozglądałam sie na boki. Ale nie zobaczyłam. Normalnie gdyby nie to,ze Aga była w kojcu, rękę sobie bym dała obciąć że to ona tam biegała:-o nie, obie ręce :p (ale bym teraz głupio wyglądała:diabloti: ) Taka sama sylwetka, tam samo wygięty ogon, ten sam wydłużony kłus, taki sam łeb i uszy. Dosyć daleko było, ale ja wzrok mam dobry. chyba że to była fatamorgana:cool1:
×
×
  • Create New...