KingaW
Members-
Posts
1612 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by KingaW
-
Dziewczynki,sorrki, że się wtrącę (nie było mnie przez 5 dni, bo miałam urlopik 3-dniowy, no + weekend, a nie mam dostepu do netu w domu i taka się wyobowana czuję), ale ustalcie z Felą co z Myszką-Muffinką i jeśli jest odrobinę lepiej to może Monika J. by sie zgodziłą brać od Ronji tę szczeniorkę... No bo wiem, ze Monika jest cały czas w pogotowiu, że Muffinka może do niej wrócić, ale jeśli by nie wróciła, to może by się Monikę udało ubłagać? Ale tylko MOŻE, bo to nic pewnego.... :-( A w ogóle jakieś same 'dizastery' ście mi tu wyszykowały Ciotuchny.... :-( :-( :-(
-
Moja koleżanka pyta w imieniu swojej kolezanki:Czy mamy jakąś dużą sunię? Albo wyżłowatą albo labkowatą?No w każdym razie uszy mają być klapnięte, no i oczywiście ma być młoda (do roku)... Wrrrrr......No ale z drugiej strony jak ktoś dopiero co stracił psa trudno się dziwić, że następne takie przeżycia chce odłożyć na później... Np. na jakieś 12 lat później.Może być też szczeniak, ale koniecznie płci żeńskiej...No i jak zagwarantować, że szczeniak wyrośnie na labkowatą albo wyżlowatą sunię... To już dla mnie pozostanie tajemnicą niezgłębioną...W każdym razie jak tylko będę miała mail do tej kobitki wyślę jej wszystkie duże suki jakie mamy - niech sobie wybierze...Te 3 nowe: dobkę, dożycę i onkę (chociaż tylko onka młoda) wyślę na pewno. Ale jakieś jeszcze inne typy? Takie co to na bank jeszcze są w schronie. Oczywiście sprawa jak zwykle w takich przypadkach 'patykiem na wodzie pisana', ale spróbować zawsze warto.
-
Mam prośbę do wszystkich, którzy nigdy nie byli w tym konkretnym schronisku i się, z przeproszeniem, wymądrzają.Ja wiem, zaraz się pojawią głosy; 'jak bym tylko mogła to bym pojechała, jakbym nie mieszkała w Zadoopiskach Dolnych, to bym tam siedziała kołem' itp, itd...Nikt kto tam nie był nie ma prawa pouczać mentorskim tonem Moich Koleżanek. Większość z nich prawie dosłownie flaki sobie wypruwa, zeby pomóc psom, a ktoś (jest kilku takich 'ktosi') nudzi się i z braku lepszej roboty pisze tak oczywiste rzeczy (a wystarczy przejrzeć wątek, zeby zobaczyć że wszystko juz było rozpatrywane i rozważane ze 100 razy), że aż mi się słabo robi. Wszystko wiemy, że odrobaczać, że szczepić, że zaraz 'na wejściu', że 'trzeba by' to czy tamto.Ludzie, to schronisko jest ponad 80 km od Warszawy! Większość z nas nie jest zmotoryzowana, więc w praktyce do schroniska jeżdżą cały czas te same 3 osoby na krzyż, te które mają auta. Szczepionki i środki na odrobaczenie strach zostawić w schroniksu (akurat dostarczenie lodówki to najmniejszy problem), bo jeden z właścicieli ma lewą hodowlę psów... Czyli nigdy nie będzie pewnosci jakie psy zostały zaszczepione. Jest tam, na miejscu tylko jeden 'Pan Gospodarczy' . Jeden na 100 psów! To nie jest zły człowek ale ma full roboty i jest prostym gościem... Jak sie go nie przypilnuje to wielce pradwopodobne, ze nic nie zrobi...A weź i pilnuj z odległości 80 km.... Mam nadzieję, ze wystraczająco jasno się wyraziłam. I mam nadzieję, ze nikt nie poczuł się urażony i nie zniechęce nikogo do pomocy psom z 'naszego schroniska'......
-
Witokret, no i super!A te witaminy to z przeproszeniem (bo jak lajkonik jestem) w jakiej formie (w zastrzykach chyba, czy w tabletach, jak ludziom?) i co w aptece się kupuje, czy też od weta?..............................................................................Jakby kto pytał, to wczoraj poszło nam w INDEKSIE całkiem, całkiem...Dzięki zbiorowej walce (Feli, Esperanzy, Ronji, Moniki J. i mej skromnej osoby) udało się uzbierać, uhandlować, uskomlić, uprosić i użebrać całe 378 zeta.... A Monika J. przyniosła utargowane ze smyczek 204 zł + resztę smyczek. Całą kasę przekazałyśmy Esperanzy (mając nadzieję, że nie zwieje do Honolulu ;-)), żeby spłaciła część długu na SGGW. Esperanza albo Fela się pewnie skontaktują z Tobą w sprawie smyczek, czy i ile oddać Ci kasy za koszty produkcji, ale jakby co to bedziemy mieć jeszcze pieniądze ze sprzedaży biletów-cegiełek - pół na pół z 'Vivą!', która to nagrała i zorganizowała imprezę... Nie wiem ile, ale dzisiaj się dowiem. Nie będzie to jakaś duża kwota, bo nie każdy cegiełkę kupował, ale jedna cegiełka 'chodziła' po 7 zeta, wiec coś tam będzie...Czyli wniosek jeden: trzeba się wystawiać i dziadować po ludziach.... Jedna akcja w tygodniu i z 3-4 stówki do przodu.... Proponuję 'utarg' raz przeznaczać na spłatę długu, raz na inwestycje w schronisku.
-
Ja juz wczoraj sprawdzałam, bo też mi ta izba po głowie chodziła...Jest:Krajowa Izba Lekarsko Wetenaryjnahttp://www.vetpol.org.pl/Ale wiecie czego się obawiam (rozmawiałam na ten temat z Felą wczoraj i ona mi to uprzytomniła)? Jak jest kwestia sporna w sensie, że skarga to Izba powołuje biegłego. Kogo by powołali na speca głównego takiego od nosówki? Panią doktor ze szpitala zakaźnego na SGGW...I koło się zamyka.....
-
A Larunia, jeszcze a propos szczepienia psów na miejscu...W jakiej temperaturze trzeba pzrechowywać szczepionki (jak już wspominałąm mam 1 mała lodówkę, taka z przyczepy campingowej i ona mrozi troche bardziej niż zwykła lodówka) i czy sądzisz, że to zadanie można powierzyć Januszowi (szczepienie, a nie mrożenie ;-))?Mam też starą normalną lodówkę...Ruską jakąś...Ale czy sie na dużą zgodzą (że niby pobór prądu duży)? A moze nie pytać, wstawić i pogrozić, że jak będą fikać to na nich powiatowego naślemy czy inny TOZ .....................No w każdym razie jakby co to jakąś lodówę udostępniam.
-
Lara, ja nie rozumiem jak Ty czytasz moje posty.:-(Nikt nikomu nie każe za nic płacić!!! Chcę być i teraz i na przyszłość informowana o czymś w czym uczestniczę. I tyle. Oba psy były na SGGW przyjmowane na moje nazwisko, to też chyba trudno się dziwić, że chcę wiedzieć ile i za co było zapłacone.O Indeksie nikt nie musi mi przypominać. A do schroniska jechać nie mogę, bo jak większość ludzi pracuję. A energię będę tracić na co chce bo to moja energia (pozytywna czy nie) i tyle! O! A jak się chcesz bić na gołe klaty do dalej, dawaj!!! Na udeptanej!;-)
-
Ronja, ja nikogo (oprócz siebie samej) nie oskarżam. Przecież wyrażnie to napisałam. Nie znam Gosi, ale uważam, że to wspaniałą osoba, bo chyba trzeba być na prawdę wielkim miłośnikiem zwierząt, żeby brać chorego psa i ponosić raz, że koszty finansowe, dwa, że psychiczne (przecież nie było wiadomo czy leczenie zakończy sie sukcesem...).Chodzi mi o to, ze nieświadomie przyczyniłyśmy sie do jeszcze większego bałaganu i chaosu oragnizacyjnego (a i tak na SGGW jest bałągan tragiczny, bo maja tam chory zwyczaj dyżurów wetów np. raz w tygodniu i kompletny brak 'instytucji' lekarza prowadzącego...).Esperanza świadkiem, ze jak byłyśmy na SGGW, to Dok. Łobaczewski był zdzwiony że sie dopytujemy o Czarusia... Sądził, ze o wszystkim decyduje Małgosia... Tam trzeba na prawdę trzymać ręke na pulsie. I oskarżam siebie, ze tego nie robiłam. Owszem dzwoniłam tam codziennie, ale powinnam była częściej jeździć i tyle. I domagać sie tych rtg i analizy krwi... A ja tylko powiedziałąm, ze robić wszystko co trzeba... W tym tą krew zbadać i rtg.... Ale powinnam była dzwonić i sie domagać...A co do SGGW, to chciałam przypomnieć, ze już mamy wcześneijsze doświadczenia 'wspaniałej' opieki i zdania mojego nie zmienie... O ile Żytnia to jednorazowy 'niewypał, o tyle na SGGW byliśmy już kilkarotnie 'wydy....i"...Ronja, nie obraź się, b. Cię proszę, i nie zrozum mnie źle, ale dopytaj Gosi dokładnie za co i ile płaciła... I wyślij do mnie albo do Eli mailem. Bardzo bym nie chciała, zeby obciążyli nas (a i tak mamy dług jak stąd do Koluszek) dwa razy tymi samymi kosztami...
-
Bo to stado matołów jest. Ci weci....Na SGGW popełniłyśmy 1 błąd - mianowicie była kompletna dezinformacja, kilka osób odwiedzało i mówiło co robić, a czego nie... A tam weci palcem nie tkną jak się im nie powie co należy zrobić... A tu były różne sprzeczne wypowiedzi. W tym moja, żeby robić wszystko co sie da, żeby psa ratować. Ale bałagan lekki był, trzeba przyznać. No i w zasadzie do tej pory nie wiemy co z Rudym, jak został wypisany, czy nowa Pani pokryła koszty jego leczenia itp. Jak podjechałam na SGGW z Esperanzą to nam Pan Doktor Łobaczewski (jeden jedyny normalny z tego towarzystwa na SGGW) wielce zdzwiony powiedział, ze przecież o wszystkim informuje na bieząco panią jakąś tam... Wymienił z nazwiska, które nam nic a nic nie mówiło. Tylko się domyśliłyśmy, że chodzi o nową Pania Rudego...Jestem oczywiście b. wdzięczna, że ta 'siostra koleżanki naszej koleżanki' (tak to tłumaczyłyśmy wetom ;-)), tak sie nim zajęła, wielka jej za to chwała, ale wolałabym wiedzieć coś więcej.... Na pzryszłość, wielka prośba, informujemy się o wszystkim i decyzje podejmuje 1 osoba, a nie każdy kto ma ochotę... Jestem zła, że nie pogoniłam tych jołopów. Tak było z testem na nosówkę, najpierw nie zrobili ('bo nie było zlecenia' - g.... prawda, poprostu jeden jołop drugiemu nie przekazał), potem sama uznałam, że bardziej pilne jest badanie krwi i rtg klatki piersiowej. I co? I nic. Nic nie zostało zrobione.I co to był za pomysł z tą Żytnią? Że niby kto powiedział, że tam lepiej???? Sorry, jestem zła nie na Was, a na siebie i musze trochę dać ujście tym emocjom. :-( :-( :-(
-
Witokret, jeśli chcecie mogę jechać z Wami na SGGW.Wiem, mamy tam długi jak cholera i mozemy zaryzykować, że się na nas "obrażą", ale sprawy zostawić od tak sobie nie można. Kiedy przywiozłam oba psy na SGGW miałam przy sobie dawkę surowicy (tak przy okazji trzeba zabrać, jest zostawiona w kopercie, na moje nazwisko, w szpitalu na dole) miałąm pzry sobie dawkę surowicy dla jednego dużego psa. Baba (mam nazwisko, ale nie przy sobie), która nas przyjmowała była opryskliwa i obrzydliwa (powinnam złozyć na nią skargę, tylko nie wiem czy na nia jedną czy na każdego z osobna), spytałą po co przywiozłam psy... I co na chorobę psów weterynarz w schronisku. Ja jej na to, że tam nie ma weta, a ona się ze mną zaczęła sprzeczać, że na pewno jest.... Później na moje pytanie o podanie surowicy powiedziała, że przy tak wysokiej temperaturze nie można, trzeba poczekać aż spadnie! (ale czy tak czy siak jakbym wtedy miała podjąć decyzję o tym któremu podać to bym kazała podac Rudemu, który był w gorszym stanie). A juz przy mojej kolejnej wizycie weci powiedzieli, że na podanie surowicy jest juz za póxno i że mija się to z celem....
-
A! I to jest jeszcze jedna nauczka dla mnie (w ogóle dla nas wszystkich chyba), żeby 1 osoba była odpowiedzialna za dany 'przypadek'. Tzn. odwiedzają wszyscy, ale 1 podejmuje decyzje i nadzoruje sposób leczenia. Pluję sobie w brodę, że nie pojechałąm na tą Żytnią. Widziałam psa od samego począteku, więc bym mogła w lepszym stopniu ocenić jego stan i postępy choroby, niż osoby, które zetknęły się z nim już po przenosinach na Żytnią.Czuję się winna jak cholera. :-(
-
A wiecie co jest NAJGORSZE???Że surowica cały czas była! Dałam ją na SGGW z przykazaniem, żeby dali jak będzie taka potrzeba!I co? Czuję się winna, że nie zadecydowałam, żeby ją dać na samym początku. Ale była tylko 1 dawka (tzn. 2 małe czyli jak na jednego dużego psa) i się ostro w głowę skrobałam czy dać Rudemu czy Czarusiowi... No i sobie pomyślałam (ja kretynka!!!!), że od tego są weci, zeby zdecydować któremu i kiedy dać. Jezu, jeśli będę miała tego psiaka na sumieniu, to nie wiem co............. :-( A jak te 2 psy (Rudego i Czarusia) zobaczyłam, to byłam na 100% pewna, że z Czarusiem będzie O.K., to co do Rudego miałam wątpliowści... A teraz Czaruś wygląda 2x gorzej niż jak go brałyśmy z Ostrowi (no może pomijając oczka, które były fatalne, a teraz nie są).:-( :-( :-( :-( :-(
-
Jezu, co oni wszyscy z tą surowicą??? Przecież surowicę mieliśmy od początku i tamci na SGGW nie kazali podawać (a propos, czy ktoś wziął tę surowicę z SGGW? Bo z tego co wiem nie została wykorzystana.Czy może to ta którą dostał teraz Czaruś?). Że niby jak choroba w toku to już po ptokach.... A teraz sie okazuje, ze to jakieś czarodziejskie panaceum na wszystkie wirusówki, bo jak rozumiem, nadal nie wiemy czy to nosówka na 100%... JEŚLI NIE DAJ PANIE BOŻE, BĘDZIE JAKIŚ NASTEPNY RAZ, TO PIERWSZYM DZIAŁANIEM POWINNO BYĆ WYMUSZENIE NA 'GENIUSZACH' Z SGGW ZROBIENIA TESTU NOSÓWKOWEGO. Jakby co, to upoważniam wszystkich do przypomnienia mi o tym!!!
-
Mam info na temat INDEKSU: -nie można z psami :-(,- najprawdopodobniej nie będzie możliwości odpalenia prezentacji... :-(Będzie można zrobić aukcję gadżetów (!), a później nasz stały 'kramik' wystawić i trzeba będzie też posprzedawać 'cegiełki' jakieś. Utargiem z cegiełek dzielimy sie pół na pół z Vivą!. Cegiełkami mogłyby być te nasze znaczki takie przypinane, ale pytanie ile ich mamy, u kogo są i po ile 'chodzą'???