Jump to content
Dogomania

KingaW

Members
  • Posts

    1612
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by KingaW

  1. No to ja tylko tak króciutko...Byłam wczoraj około 21.00 u psiaków "zza bramy" z suchym Chappi. NAWET NIE CHCIAŁY SPOJRZEĆ!Powąchały i z godnością oddaliłi sie w głąb posesji......
  2. Dziewczyny. Ani ja, ani moja mama (która nie pracuje, więc ma więcej czasu na obserwacje) nie widziałyśmy tam nigdy żadnych szczeniaków - co oczywiście nie oznacza, że ich tam nigdy nie było... Wiadomo jak niektórzy "radzą sobie" z takim problemem. Problem z rdzenną ludnością "grochowińską" jest taki, że w większości to dzieci i wnuki wieśniaków, którzy przywędrowali na okoliczne tereny w okresie międzywojennym z całym wiejskim majdanem, krowami, kurami i ...wiejską mentalnością. Czyli podejście: pies je wszystko tylko nie mięso, jest jak najbardziej prawdopodobne. Babie, może nawet nie przyjść do głowy, że robi źle.Moja mama, która wymienia z tą kobitą "dzieńdobry" spróbuje z nią pogadać na temat sczeniaków, ewentualnie możliwości sterylizacji (ze względu na wiek psów i na to, że są zamknięte, czyba lepsza by była kastracja psa, jak sądzicie?). Oczywiście jakoś tak bardzo delikatnie. I jeszcze zagadam do sąsiadki, która mieszka dosłownie vis a vis tych psów - ona powinna wiedzieć wszsystko. Jesteśmy z nią w b. dobrej komitywie, i w ogóle to b. miła babeczka, więc info będą rzetelne. No i oczywiście pieski będą częściej przeze mnie dokarmiane...Mam nadzieję, że będziecie w najbliższy wtorek na imprezie w Le Madamme. Mogłybyśmy wtedy pogadać. Mam na Grochowie "upatrzonego" psa, który, moim zdaniem, jeszcze bardziej potrzebuje pomocy, niż te zza bramy...
  3. Piszę przede wszystkim odnośnie psów z ul. Hetmańskiej (zza bramy). Mieszkam w najbliższej okolicy od jakiś 7 lat. Kochani, tym psom nie dzieje się jakaś wielka krzywda. Sytuacja wygląda w ten sposób: ludzie, którzy są właścicielami tych psów mają 2 posesje oddalone od siebie o jakieś 300 m.Mieszkają w domu, który na moje oko zajmuje prawie cały jeden należący do nich plac (więc nie ma tam miejsca dla psów), natomiast wielkiego Kamaza (facet handluje cukrem i tym smrodliwym Kamazem cukier wozi) parkują na drugiej posesji (tam właśnie są psy). Właścicielka (żona faceta od cukru, podobno lekarka pracująca w przychodni) wraca do domu wieczorami. Bardzo często widuję ją jak dyga wielkie wiadro pełne żarcia. Czasami widzę jak siada z psami i je głaszcze i do nich gada. Nie wiem tylko jakie warunki lokalowe mają psiny... Ciężko się dopatrzeć. Ile razy mam coś do jedzenia czego nie tknie moja zwierzyna (kotka i Yorczyca) noszę tym psom, zawsze jedzą łapczywie, ale pamiętajmy, że to sa psy, które biegają po dworze i każda kaloria jest dla nich cenna. Ogólnie wyglądają na zadowolone. Nie wiem czy są ze schroniska, ale biorąc pod uwagę ile po Grochowie włóczy się psów, można sądzić, że zostały raczej przygarnięte niż specjalnie nabyte... Chociaż kto wie... Jeśli mogę Wam jakoś pomóc, to w granicach moich możliwości (jestem troszku zaangażowana w wątek Schroniska w Ostrowii Mazowieckiej) służę pomocą.Jeśli są jeszcze jakieś pieski w lesie (chodzę tam czasami ale nigdy się na nie nie natknęłam) i czegoś potrzebujecie - służę...Mam jakieś szmaty, jakieś kołdry i dużo miejsca do przechowania karmy etc. Jeśli sprawa jest aktualna podaję mój numer: 501 231 521. Jeśli coś gdzieś głupio napisałam, zamieściłam nie tam gdzie trzeba, albo co insze to z góry sorry, to moja pierwsza wiadomość na forum...
×
×
  • Create New...