KingaW
Members-
Posts
1612 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by KingaW
-
Trzymam kciuki za to małe, słodkie, psie słoneczko...Oby bidulek mógł zaznać życia jako zdrowy psiaczek!
-
A ja mam same dobre niusy! Hoveczka już nie dyszy cięzko i ma normalne oczka (wczesniej właśnie w tych oczach taka jakaś była kaprawa). Odwiedziłam ją wczoraj przy okazji wizyty kontrolnej Brave'a. Była już taka żywa, że nawet sobie cichutko warknęła na inną sunię-pacjentkę. I wyciągnęła głowę z obroży (chwila grozy dla mnie!) na spacerze ciągnąc mnie do wcześniej upatrzonego suchego chleba leżącego na trawniku.... Zostawiłam dla Hovki gar jedzenia na dzisiaj (wczoraj dostała jeszcze to co jej Potencjalna Pani nagotowała przedwczoraj). W sobotę jadę z Bravem na zmianę opatrunku, to zawiozę nastepny gar na sobotę i niedzielę...
-
Fakstrycznie, żem o tej małej-czarnej zabyła... Ale to niebezpiecznie jechać takim tłumem! Znaczy się, nie to, że się boję, że się po drodze pobijemy ;-)Miejsca dla psin w aucie mało... Bo, tą mała czarną bym brała od razu za fraki i na Tatarkiewicza. Mają już doświadczenia z Hovką, i nie podejmą pochopnej decyzji o sterylce przed drobną obserwacją... A jak się zdarzy, że jeszcze jakaś ofiara losu będzie do zabrania na cito? To jak my je pomieścimy? Kurcze... Może namawiać Monikę J. na wycieczkę autem? Hę?
-
Halo, no to kto jedzie? Rozumiem, że Fela i Aśka? Tak? Ktoś jeszcze? Bo ja mogę jechać. Tzn, jeśli komuś miejsca nie będę zajmować... Rozumiem, że jedziemy niezależnie od tego czy będziemy miały czym odrobaczyć, czy nie?Moje typy to: na tymczasik do P. Łukasza ta piękna długowłosa owczarkowata sunia co to tam gdzieś na fotkach mi zamajaczyła (super miła i łagodna i przytulajna, czyli dla dzieci jak w sam raz), a drobna dla Laruni ta charcikowata milutka, łagodniutka, chudziutka z kojca małych suczek - mam podejrzenia, że też skrajnie wyniszczona przez robale albo i tasiemca (wiecie, że Brave nie dość, że kulawy na 2 łapki, bez jajek i z nadgryzionym uchem to jeszcze miał tasiemca???, że już o Hovce wymiotującej samymi robalami, nie wspomnę). Albo jakaś inna bardziej potrzebująca (np. ciężarna). A ja nie rozumiem Asiu dlaczego tak się przy tej Małej Mi upierasz. To typowy mały ujadający wiejski kundelek o mentalnośći ujadającego wiejskiego kundelka... Moim zdaniem ma małe szanse na adpocje. No przepraszam za szczerość, mam nadzieje, że się na mnie nie obrazisz, co??? :-) Buziaczki dla wszystkich Pań Wolontariuszek ( Panowie Wolontariusze, jeśli takowi w ogóle kiedyś byli, pewnie wymarli..........). A tak swoją drogą, to nie uważacie, że się powinnyśmy w końcu wszystkie razem spotkać? W sensie, że w realu? Dajcie znać kiedy... Zapraszam do mnie (Grochów, dojazd A 102, albo T 24,9). Ja jestem czasowa w weekendy całe dzionki i w piątki od 16.30. W tygodniu raczej średnio, chyba, że od 19.00
-
Lara, a o której będziesz jutro na Tatarkiewicza?Bo ja będę około 20-tej na zmianę opatrunku z Brave'm... I z pasionką dla chorej Hovki. Trzeba by z Panią Właścielką Lecznicy pogadać o kasiorce i z młodymi sympatycznymi wetami o tym co by polecili na takie masowe odrobaczenie..... Hmmm... I ile ta przyjemność by nas kosztowała...
-
Cholewka, nie wiem! W sumie wsio ryba... Ale chodziło nam (mnie i Feli) o to, żeby z góry można było podzielić na dawki odpowiednie dla całej ferajny, bo na miejscu, w tym błocku i praktycznie bez żadnego zaplecza i przy takiej ilości psów i przy małej ilości osób i w ogóle... A taką pastę to jak się daje? Prosto do dzioba?
-
No i jak się Dziewczyny zapatrujecie na to, żeby jakoś jednak zwierzaki poodrobaczać? Gadałam z Felą wczoraj z wieczora i wpadłyśmy na pomysł, żeby prochy na robaki poupychać w kulki z mięsa mielonego, powiedzmy jedna kulka na psa 7-10 kg, a jak cięższy to odpowiednio więcej kulek mu damy. Kulki o tyle dobra idea, że można to ładnie w W-wie przygotować i na miejscu już nic innego nie robimy tylko lecimy z tym chrustem.Pytanie do Pań bardziej doświadczonych, co gdzie i za ile? Czyli co najlepsze na robale i czy mamy jakiś dostęp do taniego źródła? Bo jak nie to szukam, pytam...Pytanie do Wszystkich: kiedy mozemy udać sie do Ostr. Maz. większą grupą? Tak w 5-6 osób w 2 samochody???I jeszcze jedno, po doświadczeniach z Hovką i z tego co wiem z nasłuchu z Charlinką, trzeba bacznie przyglądać się każdej suni, którą przywozimy na sterylkę... Chociaż ze 3 dni przed sterylką pooglądać taką delikwentkę na "tymczasie".... Hovka na prawdę marnie wygląda... :-(. A obawiam się, że to zbieg kilku czynników (wyniszczenie, niedożywienie, roable), ale ta sterylka i narkoza też nie pomogły.... :-( . Kurna! No i pytanie numer 3 kto odwiedzi Hovkę? Czy jest chętny na odwiedziny dzisiaj? Koniecznie z jakimś pożywnym dankiem domowym! Ja będę jutro! Ale Brave jest teraz u mnie i nie mogę tam już tak często jeździć....
-
U Hovki jest podejrzenie nosówki!!!! Wet oznajmił tonem pouczjącym, że powinnyśmy koniecznie coś zrobić z tym schroniskiem, żeby psy były zaszczepione i odrobaczone (druga, moim zdaniem, bardziej prawdopodobna wersja, jest taka, że za chorobę Hovki odpowiedzialne są zdechłe robale rozkladające się w brzuchu Hovki po jej odrobaczeniu). Oczywiście powiedziałam wetowi jak wygląda sytuacja!!!
-
Boże! Dopiero trafiłam na ten wątek! Nie mogę tego czytać... Bidulka, miała mnóstwo szczęścia, że trafiła na takie cudowne kobity! Mam nadzieję, że kogoś w końcu ruszy serducho - sama bym wzięła, ale oprócz stałego zwierzyńca będę miała dużego kundelka na tymczasie (wątek: Ratujmy łapę Ciapka z Ostrowi Maz, grozi amputacja! ) i ..... no cóż, zainteresowanie kundelkowatym kundelkiem jest ... żadne... :-(
-
Napisałam już w wątku Brave'usiowym, ale napiszę i tu...Byłąm w piątek i wczoraj u Brave'a i Hovki...Z wetami gadałam, ale ich jest tam kilka osób i w zależności na którą sie zmiane trafi różnie mówią o odbiorze obu psiaków! Brave zupełnie sprawny i z apetytem, ale nie wiadomo co z raną, czy ją zaszyć, czy nie, sami weci nie są zgodni! Dodatkowo Brave ma wieeeelikego i obrzydliwego tasiemca. Ustaliłam, że do końca odrobaczenia (środa?) zostanie w lecznicy. Hovka osowiała nie chciała spacerować.... Sama skóra i kości - to przez te robale, które podobno są w ilościach dramatycznych. Ja bym tam jej jeszzce nie zabierała. UWAGA, CZY MY MAMY DOCELOWY DOM DLA HOVKI? BO JEŚLI NIE, TO JEDEN Z WETÓW Z TATARKIEWICZA WYRAZIŁ CHĘĆ WZIĘCIA HOVKI! (ten taki z kucykiem, P. Maciek bodajże).
-
Nie wiem skąd się to wzięło z tą rzekomą głupotą pudli...We wszystkich książkach kynologicznych, które miałam w ręku, zawsze są w pierwszej trójce ras pod względem inteligencji...Teraz mam Yorczycę i kocham ją bardzo, ale moja Ś.P. Pudlica, była jak człowiek... Słowo honoru!Zresztą wystarczy zobaczyć pudla z panem na ulicy, co chwila odwraca się, żeby spojrzeć panu w oczy i wyczytać co robić dalej, gdzie iść... Czyta w myślach!
-
Ja w tej ON-ce jestem zakochana... I w tej suczce małej charcikowatej..... I Laruniu, jak zobaczysz jakąś ofiarę poszkodowaną, to też bierz! (Brav'a za niedługo pewnie wypiszą z Tatarkiewicza, to się jakąś następną sztukę tam usadzi, chociaż jakąś sunie do sterylki). Obejrzyj, czy tam żadne nie kuleje.... Nie oślepło... Może Negrze te ranę można chociaż opatrzeć.... Podzwiam Was - nie wiem, jak Wy Dziewczyny w ogóle możecie normalnie funcjonować tyle czasu mając te psie bidy po opieką... Ja się ledwo podłączyłam i już w piętkę gonię psychicznie.... Skończę jak Viola Villas, jak nic......
-
Łeeee! Walka z wiatrakami! Co jednego zabierzemy, to trzy nowe się pojawią! Do faceta to może Negrę (to ona miała rane na dziobie?) tuż po porodzie, jak sie będzie coś w jej zyciu działo, to może zapomni o uśpionych maluchach... Ile trzeba czasu, żeby po porodzie zrobic sterylkę?JA TO SIĘ CAŁY CZAS ZAMARTWIAM O TE NIEDUŻĄ Z WYBIEGU DLA MAŁYCH SUCZEK, CO TO JĄ SABAR POKRYŁ... :-( JAK ONA URODZI TAKIE DUŻE SZCZENIAKI PO NIM?????????????????????????
-
I jeszcze Bubu u Moniki J. (ten dziki szczeniaczek, którego dzięki czujności Esperanzy "odłowiłyśmy" w Trzciance koło stacji benzynowej).W prawdzie nie był w schronisku ani chwilki (czekał na nas grzecznie, no prawie grzecznie, w samochodzie), ale... no... chyba to go nie dyskwalifikuje? A jeszcze, jak Bubu już u Moniki będąc, nawiał i Monika z Felą go szukały, to znalazły....umierającą kotkę-trikolor, która obecnie leczy się u Moniki z kociego kataru i będzie a.s.a.p. sterylizowana (bo jeszcze na dodatek jest ciężarna, znaczy kotka, nie Monika)... To taki kot, co to prawie psem jest, to też się łapie? Please, please.... I gdzie te opisy i fotki wysyłać? Dasz jakiś adres mailowy na pw?
-
A czy to jest pewne, że wszystkie w równym stopniu nie lubią kotów? Czy coś wiemy czym się ten ich brak tolerancji objawia, oprócz tego, że za kotami gonią?To raczej mało możliwe, żeby średnie pudle stanowiły zagrożenie dla życia dorosłego kota...Może chociaż sunie by się jakoś z kotami dogadały... Co? Przecież to pasterska ras. Moje Ś.P. pudle nie chowały się z kotami, a miały b. do nich b. pozytywny stosunek. Z tego co obserwuję wielu miłośników zwierząt ma i psy i koty, i szkoda skreślać takie domy już na wstępie...Starsznie mi żal tych piesków! Pudle, to chyba ostatnia rasa, która nadaje się do warunków schroniskowych...I te loczki, wbrew pozorom, wcale nie stanowią dobrej ochrony przed zimnem... Buuuu!
-
No, a teraz o psim nieszczęściu (robocze imię: Ciapek) umieszczonym w Lecznicy na Tatarkiewicza (chętnych zapraszam do odwiedzenia bidulka). Byłyśmy tam wczoraj z Felą i stan pieska jest B.Z.Jest bardzo dzielny. Znosi ze stoickim spokojem 2 x dziennie płukanie rany na udzie (okazuje się, że nie została z powrotem zaszyta tylko ją czyszczą do upadłego), zastrzyki i kołnierz…Mam dla niego przygotowane miejsce u mnie w domu w komórce pod schodami (wiem, wiem, brzmi okropnie, ale na prawdę dla tego psa to jest standard luskusowy, on się męczy w tej lecznicy, bo jest mu za gorąco, a oprócz tego nie powinien chodzić po schodach, a ta komórka, to jedyne miejsce „równe z gruntem” jakim dysponuję), ale opinia wetów była jednoznaczna – Ciapek musi zostać w lecznicy minimum tydzień. Musimy zbierać kaskę na leczenie bidaka – przemiła i ładna Pani Wetka powiedziała, że można zawalczyć jeszcze z jakimiś specjalistycznymi lekami ułatwiającymi gojenie, sprawdzi ile to kosztuje, ale podobno krocie… Ja uważam, że walczyć trzeba o nogę wszelkimi sposobam, bo to spory pies, a noga jest tylna, więc nie jest to takie hop-siup opiekować się takim kaleką… Co innego kulawy jamnik, co innego pies 25 kilogramowy… Ciapkowi babrze się też moszna (jądra, których i tak już prawie nie było, zostały usunięte). Dostaje najsilniejszy z możliwych antybiotyk. Jeśli chodzi o finanse, to z Panią Główna nam się nie udało pogadać, ale Fela twierdzi, że skoro za 21 dniowy pobyt Bąbelka chcieli mało to i z Ciapkiem finansowej tragedii nie będzie, chyba, że szarpniemy się na te super leki na przyspieszenie gojenia… Asiu, będziesz tak miła i zamieścisz sesję zdjęciową Ciapka? Please!!!
-
Tak Asiu, to ta charcikowata (o której pisze Esperanza, że taka wychudzona) zapadła mi w pamięci, bo jest b. sympatyczna, chce się miziać, dawać buzi i w ogóle jest słodka... Nie wygląda na chorą - jest radosna i energiczna (widać to na dalszych zdjęciach gdzie wyczynia ekwilibrystyczne sztuczki na zielonej budzie). Tak Laro, słusznie się domyślasz, że to czarno-białe cudo to suczka - otóż wszystkie pieski na nowych zdjęciach od zdjęcia 5 do 15 to suczki... Małe gabarytowo (5-10 kg).KONIECZNIE trzeba zabrać tą czarną widoczną na zdjęciu 9 (i trochę na 10 sunię) – pokrył ją dwukrotnie większy Sabar – może nie przeżyć porodu! Ciąża nie jest tak gdzieś w połowie, może nie jest za późno na sterylkę aborcyjną! Martwię się też o dużą czarną sunię, która będzie lada moment rodzić (z tych psów latających luzem, to chyba Negra własnie)– ma paskudną ranę na pysku… Podobnie jak ta płowa z powieką naderwaną… Też jest w ciąży!!! :-(Rozmawaiłam wczoraj z Felą i zastanawiamy się nad tym, czy nie zacząć powoli wywozić ze schroniska suk na sterylki do W-wy. Jak się nie uda znaleźć im domu w ciągu czasu rekonwalescencji – trudno, odwozić do schroniska….. W ten sposób chociaż odrobinę wpłyniemy na zmniejszenie populacji psów miejscowych…. Czy ktoś się wybiera do schroniska w tym tygodniu? >
-
Tak jak pisała Esperanza sprawa z ON-kowatym pieskiem z Ostrowii nie przedstawia się zbyt dobrze. Jeden z 3 ostrowskich wetów (młody i na oko sensowny) zoperował gigantyczną ranę (prawie pięść wchodziła) po wewnętrznej stronie uda psiaka. Oczyścił, upchnął antybiotyk, zaszył i .... stwierdził, że możemy psa odstawić z powrotem do schroniska. Coś mnie jednak tknęło i zabrałam psiaka do domu. W pewnym momencie z rany zaczęła sie sączyć krew, pies zrobił sie jakiś taki osowiały (w ogóle to złoto nie psiak, spokojny, cierpliwy, łagodny) i zabrałam go do Lecznicy na Tatarkiewicza. Tamtejsi weci za głowy się złapali... Nie dość, że okazało sie, że piesek ma też pogryzione na wylot (łeeee, widziałam na własne oczy!) i babrzące się jądra, które trzeba było usunąć (2-ga narkoza w ciągu kilku godzin, dobrze, że pies ma tak max 6-7 lat, starszy by orła wywinął !!!), to jeszcze poprawili mu tamtą operowaną ranę, nie wiem dokładnie, ale jak odwiedziłam bidulka wczoraj to miał i sączek w ranie, i welfron w łapce, no i oczywiście estetyczny plastikowy kołnierz.....Padło, niestety, słowo: amputacja... Strasznie dużo martwicy w mięśniu (przywodzicielu uda), stara rana i w ogóle, PADAKA! Ale to tak na dwoje babka wróżyła! Może będzie tylko kułał. Pierwsza wersja była taka, że miałam dzisiaj psinkę (a propos, piesek nie ma imienia, ale boję się mu jakieś dać, żeby nie zapeszyć!!!) brać do domu, ale wczoraj weci zasugerowali, że powinien zostać na 10 dni w lecznicy. No i jedziemy dzisiaj z Felą po robocie ustalić sprawy finansowe - trzymajcie mocno kciuki!!!
-
Jakby kto pytał, to byłam u psów zza barmy w weekend. Karmę (suchą) jadł tym razem tylko pies, ale też jednym zębem.Jest za to w okolicy inna naprawdę biedna psina.Ma właścicieli, ale rzuca się nawet na suche buły. Niby na wychudzonego nie wygląda, ale że to kundel, to trudno stwierdzić jaką powinien mieć optymalną figurę.Mieszka pod adresem Żółkiewskiego 68 a, ale to jest tak naprawdę od Makowskiej (ulica wzdłuż torów). Jakby ktoś tam kiedyś przechodził, to, please o zwrócenie uwagi.... Bo może ja jakaś przewrażliwiona jestem... To jest posesja na której jest wypożyczalnia kostiumów karnawałowych... Na dodatek pies przeważnie jest zamknięty w maleńkim boksie, buda oczywiście niezaciekawa... Taki wiejski standard (tyle, że bez łańcucha), w mieście. Nie wiem. Może temu psu by było lepiej w schronisku...
-
Dziewczyny, żeby uspokoić Wasze sumienia, odwiedzę pieski dzisiaj, ale uwierzcie mi, że te psy nie chodzą głodne.Owszem, kosteczki, jak im się daje, to zawsze chrupią, że aż miło, ale Chappi, czy tam Friski, które specjalnie im kupiłam je tylko suka i to tak jednym zębem (a moja wybredna yorczyca uwielbia te chrupki, woli je od swojego Royala). Ciepłą wodę, którą im zaniosłam, też olały....Suka, moim zdaniem, zawsze ma taki jakiś rozciągnięty brzuch. Nie zaobserwowałam żeby był raz większy, raz mniejszy. To są bardzo wiekowe psy. Być może suka jest wysterylizowana (ten brzuch wiszący by to mógł sugerować) a te cycki rozciągnięte, to może po licznych porodach w przeszłości. Niestety moje źródło inforamcji (sasiadka z vis a vis piesków) chyba wyjechło na ferie z dzieckiem.Babę-właścicielkę niby można spytać czy suka wysterylizowana, ale jaka gwarancja czy powe prawdę.I jeszcze jedno, właścicielka ma męża i dwóch synów - przy takiej ilości domowników zawsze znajadą się resztki dla psów... Nie martwcie się!Ale b. bym chciała, żeby któraś z Was mogła kiedyś się ze mną spotkać i pokazać to miejsce w lasku, z którego uratowałyście psy. Bardzo możliwe (choć oby nie!), że jakieś menelstwo znowu tam zrobi hodowlę. Jak będę wiedziałą dokładnie gdzie to jest, to raz na jakiś czas bym patrolowała okolicę...
-
Eeeee! Przegapiłam wywiadw radiu!Cholewa! Czy ktoś może nagrywał???Strasznie fajnie było wczoraj niektóre z Was poznać, niektóre zobaczyć ponownie!Nie poznałam tylko Aśki, a szkoda, bo to od Niej wszystko się zaczęło i dla mnie i Moniki (tymczasowa pańcia Moriska). Obie z Moniką dostałyśmy maila, w którym Asia pisała o dramtycznej sytuacji w Schronisku w Ostr. Maz.Obie całkiem niezależnie zrobiłyśmy zbiórki w naszych robotach. A potem skontaktowała nas ze sobą nasza wspólna znajoma. Monika wyczaiła taniego stolarza i materiał na budy i zorganizowała wycieczkę psoznawczą do Ostr. Maz.... No i stąd Morisek,( który wczoraj znalazł nowy dom na Zaciszu) wylądował u Moniki... A wszystko dzieki mailowi Aśki! W każdym razie b. Wam Wszystkim dziękuję za wczoraj i w ogóle za wszystko! Wracacie mi wiarę w ludzi....
-
Prześledziłam ten wątek.......i wygląda na to, że jako jedyna jestem "pańcią" Yorczycy-gigantki.Moja Fergie waży ponad 5 kg!Owszem jest taka...hmm... "przy kości", ale nie grubaśna. Ma też straaaasznie długie nóżki (niektóre inne yorki wyglądają przy niej jak jamniki).I wszystko fajnie, ale najgorzsze jest to, że Fergie jest przyzwyczajona do tego, że wszędzie ja zabieramy... I muszę taszczyć takiego "klopsa"!!!Ale to najsłodsze 5 kg na świecie..............