-
Posts
13288 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by ulvhedinn
-
Gminy chca miec święty spokój, a kasa... no cóż to kasa gminy, czyli niczyja, a urzędasów nikt nie rozlicza. Tak jak nie rozlicza np z niegospodarności, z nakładanaych na gmine kar np za nielegalna wycinkę za zmarnowane pieniądze unijne itd. Vectra, widzisz ja poznałam troche osób które działały/działają w Stanach w nazwijmy to wolontariacie na rzecz psów. I wiesz co? Gówno prawda, wcale nie jest lepiej. Jest co najmniej tak samo źle jak u nas. A własciwie gorzej, bo psy czesto są usypiane bez ładu i składu, wg widzimisię, nawet omyłkowo (!!!). Boksy wcale nie sa komfortowe, owszem, częściej niż u nas pojedyncze (ale to raczej dla dużych psów, małe siedza na kupie nieraz). Za to skrajnie ciasne, czesto ciemne, bez jakiegokolwiek widoku na chociaż kawałek nieba. Boksy pojedyncze dla małych psów to kojce ze stali z drzwiami z kraty- łatwo się myje i dezynfekuje. Kojce rozmiaru często nie większego niż duży transporter, ciemne, po prostu pudło z blachy. Bywa, że otwarte kojce sąsiadują z wolnostojącą komorą gazową- psy widzą i słyszą jak umierają inne psy- a nie jest to śmierć "humanitarna", ani miła. Psy i koty sa wciskane razem do czegoś co wygląda jak kontener na śmieci, ciasno, zamyka się pokrywę i odkręca gaz. One zanim straca świadomość, wyją, piszczą, czasem w panice się gryzą. Często następne psy wrzuca się na trupy poprzedników.... aż komora będzie pełna. Jakiś czas temu była głośna sprawa psa, który przeżył w komorze gazowej ponad godzinę... no to skoro taki farciarz, to go ratowali ;) a powinni mieć sprawę o znęcanie. Niedawno były pod rząd dwie sprawy z zabiciem przez pomyłkę psa- jeden to był pies "zaklepany" przez fundację, drugi - pies właścicielski omyłkowo uśpiony w dniu złapania. To już pokazuje jak taśmowo się zabija psy i jak bardzo obojętnie do nich podchodzi. Oj, ja wiem, na Animal Planet pokazuja takie fajne sprawne interwencje i wogóle jak to oni kochają pieski. Siemiński też ma patrol interwencyjny, jakby kto nie wiedział ;) Nie, zabijanie i "selekcja" w najmniejszym stopniu nie ma szans poprawić sytuacji psów, ani zmniejszyć ich liczby, ani wpłynąć na poprawę bytu w schronie- po prostu ktoś na tym sporo zarobi (odłów, "opieka, a i można się szybko pozbyć, uśmiercanie też się wliczy w cenę i jeszcze utylizację.... )- po prostu będzie ginąć więcej psów, a nikt niczego nie poprawi, bo i po co, zarobek większy wydatek mniejszy, hurra! Realne działania które mają szansę wpłynąć na sytuację bezdomności w Polsce to sterylizacja, przede wszystkim obligatoryjna sterylizacja zwierzat bezdomnych- dla mnie skandalem jest to, że wiele schronisk wypuszcza płodne psy! Plus znakowanie, jedna baza chipów i ... porządny nadzór nad schroniskami i innymi tego typu placówkami, zarówno pod kątem warunków bytowania zwierzat, jak i rzetelności w rozliczaniu się z psów i z kasy bo na razie to przewały idą aż miło ;) P.S. Żeby nie było, ze ja jestem totalną przeciwniczką eutanazji- o nie, tylko powinna ona być zarezerwowana dla zwierzat cierpiących, nieuleczalnie chorych, lub patologicznie agresywnych (ale to po kompetentnej ocenie). I owszem, za absurd uważam także takie odchyły, jakie miały jakiś czas temu miejsce na Paluchu, kiedy to wolontariusze musieli błagac o ulżenie w cierpieniu niektórym psom na tzw geriatrii...
-
No tego tematu to już nawet nie chciałam podnosić, żeby nie było, ze foch ;) Vectra, nie wierz w to, ze śmierć w schronie jest humanitarna. Nie jest. Rzadko piesek jest uśpiony głaskany, spokojnie, ze znieczuleniem. Najczęściej jest wyciągany na chwytaku i dostaje z miejsca strzała (znieczulenie kosztuje). Czasem nawet nie w gabinecie tylko przytrzymany gdzieś na podłodze na siłę. Wbrew temu co pewnie myślicie, nawet jeśli pracownicy mają ok podejście to i tak psy wiedza co się dzieje, nie wiem skąd, ale wiedzą. One walczą, to nie jest ufający właścicielowi śmiertelnie chory piesek, tylko często desperacko walczący o życie zwierzak. Że zdarzają się jeszcze gorsze praktyki typu podawanie dziwnych specyfików, duszenie itd to nie mówię, bo jakbym miała dowody, a nie plotki, to bym siedziała z tym u prokuratury, a nie klepała na forum.... Niektóre schrony zarabiają ciężką kase, bo oszczędzają- na psach. Na opiece wet, na dobrej karmie, na budach, sprzęcie, szczepieniach itd. I oczywiście w zależności od tego, czy stawka jest dzienna czy jednorazowa, albo blokują adopcje, albo pozbywają się psów jak najszybciej - zabijając "oficjalnie", powodując wyższą śmiertelność, zabijając po cichu, albo... wywalając psy w innej gminie. Natomiast schronisko które "głoduje" jest po prostu słabo zarządzane- ma prawdopodobnie słabą umowę z gminą i niezbyt zdolnych zarządców. Czasem jest to kwestia konfliktów właśnie z gminą (najczęściej na bazie układów i układzików- patrz Dyminy) Przy normalnych umowach i skrupulatnej rachunkowości przeciętne schronisko jest w stanie zupełnie spoko funkcjonować. A jeśli chodzi o adopcję to tez tylko i wyłącznie kwestia organizacji!!!! Dobry wolontariat, przygotowanie adopcji, strona internetowa, i przede wszystkim współpraca z chętnymi na psa, praca z samymi psami i można uzyskać "adoptowalność" na poziomie powyżej 60-80% i więcej. Przy czym znacznie lepiej się sprawdzają małe schroniska z dobrą obsadą. BTW moim zdaniem takie coś jak Paluch nie powinno mieć racji bytu (nawet już nie mówię o Wojtyszkach, czy Mysłowicach itp). Ogromne, nie do ogarnięcia, źle zarządzane, utrudniające adopcję, ukrywające niewygodne (czytaj stare, chore i brzydkie) psy....
-
Kurcze popatrz ja mieszkam w centrum Wrocka, a kotów wolnożyjących mamy sporo. Wszędzie, bo ja przecież łapię nie tylko koło siebie. Z tym, że najmniej jest na osiedlach domków jednorodzinnych, najwięcej na blokowiskach i w "starych" dzielnicach z kamienicami. Nie mówię, że lisy nie polują w mieście, ale dużo częściej obserwowałam je grzebiące w śmieciach niż łapiące szczury. A kurcze od wielu lat z zainteresowaniem obserwuję dzikie zwierzęta osiedlające się w miastach. Świetnymi i zajadłymi łowcami są za to wszystkie kunowate- kuny, łasice, zdziczałę fretki.... W którym mieście i kto tak wnikliwie opisał statystyki (przyznam, ze nie wierzę gazetom, a i badaniom "naukowym" średnio)? Wredna jestem i o ile kot nie jest wyraźnie oznaczony, zgłoszony jako zaginiony, nie ma chipa lub obroży z adresówką, to kastruję :diabloti:
-
[quote name='Vectra']kij z kociarami , które dokarmiają. Te przynajmniej dają tym kotom jeść , to co koty jedzą. Większa udręka , to jest przez kowalskich , co wszystko z garów za okno wywalają. Spleśniały chleb , skwaśniałą zupkę , kości - same rarytasy dla kotów. Tylko czemu potem to domowe pieski , mają problemy z brzuszkami. Tu gdzie mieszkam , też była walka z kotami. Bo warszawianie byli wspaniałomyślni i wywalali koty do lasu. No niestety las nie jest środowiskiem naturalnym dla kotów i jest tu nie mile widziany. Bo zagraża niektórym gatunkom zwierząt. Nie znam się na lasach , ale no kot jest udręką w tym środowisku. Lisy też są i sarenki i dziki i zające ... Po tych wakacjach , widziałam tu u mnie kilka kotów .... nawet jeden włóczykij myślał że znalazł darmową agroturystykę. Ale nie pasowało mu towarzystwo piesków ;) i sobie poszedł w las. Nie wiem w jaki sposób , ale wiem że koty są eliminowane z lasu. Tak samo jak dziko żyjące psy. Dziko , duże słowo - porzucone , zdziczałe psy. Natomiast tam gdzie są ludzie , to koty i owszem są potrzebne. Tylko by nie w nadmiarze , bo będzie bród i głód. Ta nienawiść do kotów nie wzięła się znikąd ... pisałam wcześniej , że smród z nadmiaru kotów , nie jest czymś przyjemnym. Widok usmarkanego , zaropiałego kota ... też nienależny do fajnych. I świetnie że są akcje , gdzie pilnuje się populacji kociej. Wtedy i koty zadowolone i mieszkańcy również. Kot w lesie w naszych warunkach klimatycznych bez dostępu do wsparcia człowieka rzadko sobie poradzi ;) Koty trzymają się ludzkich siedlisk, bo są zbyt udomowione żeby przetrwać w całkowitej dziczy. A ludzi, którzy wywalają żarcie gdzie popadnie osobiście jestem w stanie wystrzelać!!!!!!!!! Zresztą u nas już było o to kilka karczemnych awantur, zapowiedziałam, że jak przydybię, to okna powybijam, a rączki połamię ;)
-
Nie, nie , nie ;) Większość kotów wolnożyjących to koty, które urodziły się dzikie, żyją dzikie i jako takie nie znają domu, nie są "oswajalne"!!!! Z konieczności miałam wiele takich kotów pod opieką, to nie jest tak, że pokażesz kotkowi że jesteś fajny, a kanapa miękka. Taki kot ucieka jak dzikie zwierzę, nie mozna go dotknąć, pogłaskać, próba przytrzymania, czy zabiegu bez osprzętu to jak walka z tygrysem- w zeszłym roku dzika, a i tak już przyćpana kotka przegryzła mi staw w dłoni.... Taki kot warczy, wyje, drapie i gryzie, skacze po ścianach w panice, lub zaszywa się w naciemniejsze kąty. Taki kot praktycznie niemal nigdy nie będzie szczęśliwy w domu, trzymany na siłę, a długotrwały stres potrafi się skończyć chorobą lub śmiercią. Czasem odmawia jedzenia, a karmienie na siłę jest niewykonalne. Kto nie zna takich kotów, to bardzo proszę o nie wymądrzanie się... Przykładów na oswojenie takiego naprawdę dzikiego kota znam zaledwie kilka, dobrze oswaja się maluszki, czasem podrostki, czasem stare koty, które już nie mają ochoty na szaleństwa. Ale to proces długotrwały, trudny i ryzykowny. I poza szczególnymi przypadkami - niepożądany. Coś jakbyśmy chcieli oswajać lisy, bo będą bezpieczniejsze w mieszkaniu ;)
-
To To może jak spotkasz takie koty to juz lepiej "zwal je na głowe" komuś kto się zna i ... komu się chce. Dla dobra zainteresowanych. Maron, a Ty to juz bredzisz, no przepraszam, ale bredzisz. Koty wolnożyjące to dość specyficzna grupa zwierząt, w zasadzie są dzikie, ale z racji wywodzenia się z udomowionego gatunku i "zasilania" kotami wywalonymi, tak naprawdę dzikie nie są. Najbliższe byłoby stwierdzenie że żyją zasymilowane? że są gatunkiem (odmianą gatunku?) synantropijnym? Ogólnie są dzikie, ale nie funkcjonują poza środowiskiem człowieka. Większa część to koty dzikie -dzikie. Niektóre są zupełnie bezdotykowe, inne sporadycznie dają się pogłaskać, ale jednako do człowieka są nieufne (zaufanie do zaprzyjaźnionych ludzi - karmicieli- to insza inszość). Kto nie rozumie różnicy zapraszam na łowy na dzikie kotki w celu sterylki- nie na darmo używamy klatek łapek, podbieraków i rękawic spawalniczych :diabloti: Czasem się trafi w grupie wtórnie zdziczały kot z domu, czasem wychodzące koty wchodza w relację z grupą. Bezpańskie to są właśnie te wywalone i takie zazwyczaj są odławiane (do schronisk fundacji i DT), chyba, że zgina bo zazwyczaj sobie nie radzą. Ogromna większość kotów wolnożyjących absolutnie nie nadaje się do zamknięcia w schronisku lub w domu, a w środowisku miejskim, wbrew temu co pisze Maron są bardzo potrzebne. I mam nadzieję że nikomu nie wpadnie do głowy pozbyć się kotów wolnożyjących "bo są bezdomne"..... Głupim i potwornie szkodliwym mitem jest to, ze najedzone koty nie są łowne!!!! Koty łowią bo.. mają instynkt. I są takie, które są sprawniejsze, albo sprawia im to większą frajdę i takie którym to idzie słabiej. Przy czym szczury rzadko są zjadane, są za to traktowane jak swoiste zagrożenie, stąd walka. Obecność kotów nie wyklucza obecności lisów, które zwabia do miasta nie obfitość szczurów, ale śmietniki ;) U mnie na podwórku żyje ok 20 kotów wolnożyjących, bytujących w piwnicach i w budkach, są regularnie dokarmiane, część wręcz tłuste. Mimo to zabijają sporo szczurów i innych gryzoni (ale to trzeba obserwować je raczej w nocy). Lisy też spotykam (centrum miasta). W tej chwili wszystkie koty są wysterylizowane, czasem widzę dosłownie dwa wypuszczane koty domowe (też sterylne). BTW. Zabijanie ślepych miotów bez sterylki kocicy jest okrutne i bezzasadne. Pominąwszy to, że zazwyczaj jest problem z podaniem leków przerywających laktację, to biologia kotki różni się zasadniczo od biologii suki. Suka ma cieczkę dwa razy do roku (lub raz) i koniec. Kotka ma ruję dowolnie często, a owulacja, a tym samym ciąża jest warunkowana nie określonym cyklem, ale pokryciem przez kocura. Technicznie rzecz biorąc, penis kocura jest wyposażony w takie jakby haczyki (co zresztą powoduje u kotki ból w trakcie krycia) i taka stymulacja wywołuje u kotki owulację. ;) Utrata świeżo narodzonych kociąt bardzo często wywołuje u kotki szybką rujkę i oczywiście kolejną ciążę. Więc zabijając maluchy bez zapobieżenia następnym ciążom przyczyniamy się tylko do zwiększenia ilości urodzonych (i zabitych ) kotów i do eksploatacji kocicy....... O tym, że kotki tak samo jak suki cierpią na ropomacicze, powikłania ciąży i guzy sutków, to chyba nie muszę mówić. Do tego w populacji kotów niekastrowanych dochodzi do przenoszenia drogą płciową wielu bardzo groźnych, a nawet śmiertelnych wirusów, np FIV i FeLV.
-
Vectra jak mądra kobita jesteś, tak na kotach się nie znasz ;) I mylisz się niestety co do tego, ze ludzi by zmądrzeli gdyby pieski dostawały czapę po np 2 tygodniach w schronie- przeciwnie, poczuli by się bardziej bezkarni i skończyłoby się jak w USA, minimalny czas na ratunek (albo i to nie) i komory gazowe... a i warunki wcale jakieś lepsze od naszych nie są (wbrew temu co pokazują na różnych ładnych programach). Może jedynie pojedyncze boksy, za to często rozmiaru uragającego wszelkiej przyzwoitości. A zabija się tak samo, albo i mniej humanitarnie... a_niusia, dzięki :lol: motyleqq pełna racja. --------------------------- Co do wydawania to akurat nie kumam, ja chętnie wydaję psy i koty do domów już ze zwierzakami, jeżeli tamte są ogarnięte i zadbane- to zwiększa szanse na dobre zadbanie o mojego, a i większość zwierzaków nie lubi być jedynakami ("jedynaki" to wiadomo szukamy domku samotnie)...... ale uważam że każdy DS (DT też) trzeba oceniać kompleksowo i indywidualnie ;)
-
Sory za post pod postem, ale nie mam jak edytować. To sa wg was kocięta do uśpienia? No to ja wysiadam. A tu jeszcze jedna mała z tej grupy, juz w DS: Vectra, następne sie nie urodzą, bo kociaki to tylko "efekt uboczny", głównie zajmuję się łapaniem na sterylki kotów wolnożyjących. I te kotki już nigdy nie będą mieć kociąt (jak większość kotów, które stają mi na drodze). Więc bądź uprzejma iść po lekki rozum do głowy ;) -"ulv uratowała 13" (tak naprawdę, to znacznie więcej wyadoptowanych, bo to przecież jest rotacja ;) ), a w tym czasie wysterylizowała o wiele, wiele więcej (nie tylko kotów, organizuję również sterylki dla psów nie-swoich podopiecznych).... a że o tym nie trąbię na prawo i lewo, no chyba powinnam.....
-
Na "wolności" nie przeżywa srednio 90 procent kociąt, nie dlatego, ze są "nie teges", tylko dlatego, że przeżywają te które ZDĄŻĄ się nauczyć przeżywać. Auta, ludzie, psy, trucizna, szczur- tu nie ma prawa silniejszego, raczej przypadek, szczęśliwy traf. Nie żadna tam selekcja, że mądrzejszy, silniejszy, zaradniejszy- jednemu się uda, nauczy się nieufności, przekona, że auta sa szybkie, a psy mają zęby, na tyle bezszkodowo, że przetrwa- inny po prostu będzie miał niefart. Choroby często nie wybierają- silny, słaby, przychodzi wirus i wsio diabli biorą. Te kocięta są normalne, nawet nie były bardzo chore, po prostu- mocno zarobaczone, kilka zimnych nocy, koci katar- bez leczenia zabójczy, ale w domu do wyleczenia bez problemu. Wyglądały np tak:
-
Karilka jak mam psa z obrębu Wrocka znalezionego, dorosłego, zdrowego- to ląduje w schronie w dwie minuty ;) to samo dorosły, zdrowy kot (tyle, że już wtedy bardziej monitoruję jego stan). Kocięta w szczycie sezonu, chore, maleńkie? Humanitarniej byłoby je ubić. Znaleźć w takim momencie DT? Niewykonalne, wszyscy zapchani po kokardki, koty w łazienkach, piwnicach, część domów t. "skażona" pp, albo innym świństwem- nie żebym nie próbowała.
-
[FONT=book antiqua]Rinuś to znaczy tylko tyle, że Twoja znajoma była d...a a nie opiekun. I to jest znakomity przykład na osobę, która nie powinna miec tego trzeciego psa. Co nie znaczy, że ktoś inny sobie nie poradzi. Na podobnej zasadzie nie wydałam Coli, pinminki do pani u której byłaby jej "oczkiem w głowie", aCola mieszka w domu z dwoma innymi psami i kilkoma kotami. Bo wiem,że ten dom sobie poradzi a tamta panie nie- i co z tego że byłaby jedynaczką. Rinuś, jakbym nie myślała ile fizycznie, czasowo mogę miec zwierzat to miałabym o lekko kilkanascie psów więcej, bo co i raz mam błagalne prośby o ratunek dla tego czy tamtego. I bywa że sterce boli. Ale wiem, że właśnie te 7-8 przy takich "porządkach" w stadzie, w moim życiu i przy tym typie psów to dobry układ. A inna sprawa że mylisz dwa pojęcia- swojego psa i psa na DT. Najprościej- Conan był mój, więc kasę wydałam swoją, dużą, owszem, ale nikogo nie proszę o wsparcie NA NIEGO. Borys jest na DT, więc owszem, będę jak to ujmujesz "żebrać" na pokrycie jego leczenia. Szelma jaet na DT, więz będę żebrać na pokrycie kosztu szczepienia. Proste i jasne? BTW agresja to troszkę inna bajka, ale leczenie za wszelka cenę to bardzo... pojemne stwierdzenie. Dla mnie granicą jest cierpienie zwierzęcia. Jeśli nie możemy go wyleczyć, lub w przypadku opieki paliatywnej- usunąć cierpienia, to zwierzę usypiamy. Niepełnosprawność, pampers, choroba uleczalna - nie jest dla mnie podstawą do zabicia. Rinuś po raz kolejny proszę o sprecyzowanie wyrażenia "srają pod siebie". [/FONT]
-
Rinuś bez urazy, ale czy Ty umiesz czytać ze zrozumieniem? Nie mam prawa zbierać na leczenie, karmę itd psa NA DT TYMCZASOWYM? Mam to bezwzględnie sama pokrywać? ?!!! To ja ***** *******ę, faktycznie następne (jak te rozdam, albo se poumierają) biore tylko na płatne. Koniec. I wtedy będę cudowna i fajna. Puknij się, nawet gdybym była milionerką, to chyba zbieranie na utrzymanie tymczasowicza nie jest niczym złym? Oczywiście chyba, że lepiej, zeby je szlag jasny trafił (a nie, te moje tymczasy własnie nie miałyby szans w schronie, poza najnowszym Albinem). Czemu biorę... no, Szelmę spotkałam na wycieczce, potrąconą, zakleszczoną (maiła na sobie ponad 70 kleszczy), zagłodzoną. Teren podpada docelowo pod Wojtyszki. Suka w dodatku nie dawała się nikomu złapać, tylko patrzeć jak miałaby cieczkę, potem szczeniaki- a dzikie psy w okolicy obfitującej w myśliwych..... Albin biegał po szosie przed autami, jak pojechałam z Szelmą na sterylkę. Koty... teraz to głównie kocięta. Dzieciaki z okolicy dały znać, że się okociły trzy kotki (wiedzą że ja sterylizuję kotki, więc jak któraś płodna to dają cynk). Jedne maluchy znalazłam w szparze takiego baraku, skacząc po płocie i kracie jak małpa- za późno, leżały trzy małe, zimne ciałka. Drugie były we wnęce tuż przy ruchliwym chodniku, przy jeszcze bardziej ruchliwej ulicy, trzecie- pod szmatami w krzakach z drugiej strony tej ulicy. Dwa potwornie chude, zaglistowane, z kk, trzy za to nie do końca umiały same jeść (ale niestety pora była najwyższa żeby je zabrać, było naprawdę niebezpiecznie). Mogłam je zostawić, po to, żeby za kilka dni wyciągnąć martwe i zakopać, albo przy większuym "szczęściu" zdrapywać z ulicy, mogłam je też oddać do schronu z pełną świadomością że to dla nich pewny wyrok. Następne dwa kocięta są z podwórka, gdzie ludzie zaczęli truć koty, z tegorocznych przeżyły tylko one. -------------edit. Vectra :) to jest dokładnie to, dzień się jakoś tak układa pod psy, dużo rzeczy robisz mimochodem, wiele przeciez robisz przy kilku psa naraz itd. Kto nie miał stada, nie zroumie. Rinuś, jeszcze jedno- nie rozumiem stwierdzenia "srają pod siebie"- Kra i Nóżkin srają do kibla, reszta kotów do kuwety (jednej z 8-9), psy na spacerze :p Jeż sra w ściółkę, regularnie wymienianą,a jak nasra na podłogę kiedy jest wypuszczony, to się bierze kawałek papieru i zbiera.....
-
Ja mam prostą odpowiedź- przyjedź, zobacz, a potem dopiero ewentualnie pi....l. Faktem jest że są osoby, które nie poradza sobie z trójką i takie co dadza radę z trzynastoma (z psami bym chyba nie dała rady, koty są.... łatwiejsze). Po drugie- pies psu nierówny. Inne potrzeby ma dorastający, nieogarniety pobudliwy szczeniak (o jezuojózefie, nie nie lubię szczeniątek!!!!!), inne staruszek przesypiający większość dnia i nie potrzebujący szkolenia i biegania- poza spokojnym spacerkiem i nauką podstaw (które z reguły i tak zna, bo gdzieś przez te lata był). Inaczej trochę brzmi "sześć cziłek" a inaczej "sześć owczarków", no nie? A niby jedno pies i drugie pies ;) A koty co ciekawe mając siebie w grupie mniej potrzebują człowieka niż jeden kot, który znudzony domaga się stałego zajmowania nim ;) Pieluchy? A co to kuźwa psu szkodzi? No mój dziadzio leje, znaczy sie tfu popuszcza mocz, pieluszka zapewnia mu komfort np podczas spania. Poza tym chodzi, cieszy się, je, nawet czasem bawi. Usypia to się psa jak cierpi w sposób nie do opanowania czy wyleczenia a nie bo ma pieluszki. Chyba, że dla naszej wygody, tylko wtedy nie gadajmy o "cierpieniu i to dla dobra psa". ŻEBRANIE. I tu dochodzimy do mojego ulubionego punktu kazdej dyskuusji Przecież DT powinien: -być stale w domu (bo musi się na okragło zajmowac psami) -mieć wielki dom -ale mieszkać w mieście żeby pies sie socjalizował -ale miec dostęp do wybiegu najlepiej zaraz pod domem -nie może pracować, bo co wtedy zrobia biedne pieski -ale nie może byc na rencie albo na emeryturze, bo to znaczy ze jes za stary albo za chory na psa -partner jest niezbyt pożądany, bo może nie polubi pieska -i oczywiście musi mieć mnóstwo pieniędzy, zeby nie musiał nigdy prosić o wsparcie bo to takie be fe i wogóle jak tak mozna żebrać (na nieswoje psy)!!!!! I już rozumiecie czemu ludzi wola być płatnym DT? Bo jak prosisz o wsparcie na karmę weta, czy inne takie dla psa na BDT to jesteś wstrętny żebrak, a jak z góry mówisz- sorry, dajecie 300 zł/miesiąc plus żarcie i pokrywacie wydatki, a jak nie to wypad- to jesteś ok :) I jeszcze śmiem zakładać bazarki na psy w DT u siebie, no jakże to tak (nieważne, że ze swoich prywatnych rzeczy)- za to jakbym te same psy wsadziła do hotelu i szukała deklaracji, to byłoby w porządku, prawda? Rinuś chcesz wiedzieć JAK żyją te psy i koty w domu żebraka? (żeby nie było- żebram tylko na tymczasy)- otóż tak, że wszystkie mają zawsze karmę i bynajmniej nie jest to marketówka (dokładnie to w tej chwili jedzą Arden Grange, Purinę PP, puszki butcher's i Animonda, koty odpowiednio Smilla, Josera, Purina i RC- niestety Nóżkin tylko to toleruje, a moje prywatne: Kra RC urinary, małe Purinę, koty Hillsa), mają popłaconego weta - na dziadka (tymczasowego), jeża i Szelmę wydałam- ZE SWOICH w tym miesiącu ok 400 zł, ratowanie mojego własnego Conana szarpnęło mnie na kolejne parę stów, Kra ma znów regularne badania moczu. Mają suplementy, czyste posłania, leki.... A że ja właśnie nie pojechałam na wymarzone zawody, bo na to już mi kasy zabrakło? Widać jestem słabym żebrakiem.........
-
Komornik juz sie zbliza,juz puka do Kseni drzwi...............
ulvhedinn replied to Marinka's topic in Już w nowym domu
Ja jestem zupełnie i całkowicie na anty jeśli chodzi o pomysł z tym hotelikiem ;( i to już nawet nie chodzi o sprawę z fundacją, ale o zupełnie inne rzeczy (trochę sobie dziś powęszyłam). Nie wiem, Moniko, ponieważ nie sądzę, żebyś celowo chciała zrobić krzywdę Kseni, to wydaje mi się, że zaufałaś niewłaściwej osobie. Ksenia jest ostatnim psem, jaki tam powinien pojechać, także ze względu na specyfikę swojego charakteru i naturę jej problemów. -
[quote name='Gosiapk']:crazyeye: skąd tak dobrze znasz realia mojego domu???[/QUOTE] Mam chihuahua ... :megagrin: (swoją drogą, zakochałam się w Twoim ogłoszeniu)....
-
No widzisz sam. Moje psy, to moje psy, ok, moje wydatki, sama chciałam- dwa mam barfujące, Pi ma ograniczony wybór karm (alergik), nowa na razie wybrzydza ;) Conan ['] z kolei był wybitnie drogim w utrzymaniu kotem, chora paszcza plus niejadek- czytaj: mięsko siekane świeże, puszeczki wysoko jakościowe, tylko w formie musu, albo malutkich kawałków. Fajnie. Ale np tymczasy- Szel musi dostawać karmę energetyczną, plus suplementy "stawowe", dziadek nie zje jeśli dobra sucha nie będzie wymieszane z mokrą (najlepiej badziewną ale pachnącą), Sabina musi mieć mokre, zeby przemycić luminal, a Nóżkin obsrywa się po wszystkim z wyjatkiem RC. A kociaki jak kociaki, karmę dla maluchów i to zdecydowanie nie "łiskas". Do tego leki, suplementy (ileś rodzajów, bo prawie każdy z tych moich niedoróbków czegos tam potrzebuje), pieluchy, podkłady, żwirek (liczony w tonach), środki na robale i pchły, leki awaryjne, sprzęt- smycze, obroże, kagańce, miski (a w tym roku juz kilka padło ofiarą zeżarcia), zabawki, akcesoria szkoleniowe, sprzęt rehabilitacyjny, ubranka posterylkowe, transportery, posłania, kennele (bywa, ze jakiegoś gościa trzeba izolować), klatki na ewentualnych "mniejszych" gości, hurtowo środki czystości, beznyna (dojazdy do weta i na spacery, szkolenie itd), prąd (dużo więcej mycia, prana, czasem np poduszka el itd), a jak komus zalezy na poszerzaniu wiedzy to np książki, kursy... ;) Vectra ja mam 8 psów i 13 kotów, w tym piekielne kocięta (jak mi ktoś jeszcze raz powie, ze takie małe to tanie w utrzymaniu, to pojadę i mu wręczę!!!!! one żrą i s......ą więcej niż duże!!!). I kolejnego chorego jeża, a to niestety bardzo drogie zwierzątko w utrzymaniu.
-
Widzisz ja wychodzę z identycznego założenia. I uważam za normalne, ze np ktoś dzwoni po kilku mieiącach, bo ma pytania, bo pies cośtam. I oczywiste jest, ze jeśli zwierzak z jakiegokolwiek powodu musi opuścić dom, to wraca do mnie. Natomiast owszem, zetknęłam się już z takim czymś, że pies wciśnięty do BDT i w tym momencie osoba która psa wcisnęła znika. Bo przecież piesek bezpieczny. Bezpieczny, bezpieczny, ale przyzwoitość nakazaywałaby wsparcie DT czy to bazarkiem, czy chociażby "reklamą" wątku, ogłoszeniami, no cokolwiek? Wydatki mozna ograniczyc, ale jak masz np lejki, to nie ma siły, musisz prać- a to prąd, proszek itp. Musisz myć podłogę częściej, duuuużo częściej. Smycze i obroże, miski, posłania- niestety na drzewach też nie rosną ;) W skali jednego - dwóch psów to nic, ale w skali np kilkunastu zwierzków- zaczyna robić różnicę.... A tymczasowicze bywają różni, część to np niszczyciele.....
-
Co do psów z różnych części Polski- no miałam psa z Warszawy, z Grudziądza, mam z Krotoszyna, swojego Żubcia z Torunia. Zbieg okoliczności, psa mi podesłał ktoś kogo znam, albo sama przypadkiem trafiłam- np Maniek przyznaję jest u mnie bo jest tak podobny do mojego śp Pałka. Nie widze w tym jakoś żądzy szumu i poklasku ;) Aha, pierwszy pies, dzięki któremu trafiłam na dogo, jechał z Rzeszowa do Wrocka przez Warszawę. Czemu? Bo wybrałam najbiedniejszego jakiego znalazłam w ogłoszeniach o mikrusach. Czasem pies jedzie do takiego a nie innego DT, bo akurat ta osoba zajmuje się danym typem psów (staruszki, brakuszki, psy trudne itd) Co do "rokowań"- można je sobie w dupę wsadzić (sorki za dosadność). Ocena behawioralna w warunkach schroniska jest mało miarodajna, pies może się okazać diabłem w owczej skórze, albo przeciwnie- aniołem, który szalał ze strachu. Do tego wiedza pracowników z reguły tez na ziemię nie powala swoją kompetentnością. Ocenę to można wydac po jakimś tam pobycie w sensownym DT, najlepiej pod okiem mądrego behawiorysty (podkreślam mądrego). A rokowania zdrowotne- po doświadczeniach jakie mam, poza naprawdę skrajnymi przypadkami nie ośmielę się "rokować". Że przypomnę spośród swoich- suczkę z pogruchotaną miednicą, bez czucia, bez kontroli fizjologi. Wystarczyło 3 tygodnie bezruchu i prosta domowa rehabilitacja. Pies obecnie w pełni sprawny. Kotka, która stanęła na nogi po kilku miesiącach bez czucia, w pełni sprawna (nie, nie wymagała drogiego leczenia). Szczeniak z wielką dziurą w głowie i podejrzeniem wodogłowia, po 4 miesiącach w pełni zdrowy (wydatek- TK, dobra karma). Moja obecna kotka, Sabina, która nie połowy mózgu..... Płatne DT. Już gdzieś rozwijałam ten wątek ;) i nie chce mi się powtarzać całości. Otóż przy większej liczbie zwierząt na DT wydatki przestają się ograniczać do "karmy i weta"- to osprzęt, nieraz drogi, prąd, środki czystości, benzyna, zniszczony dom i mnóstwo innych rzeczy. I naprawdę nie dziwię się że dużo osób woli brać kasę i mieć to zapewnione, a nie honorowo dawać się robić w jajco ;) Plus pewność, że ktos kto powierzył ci psa się nie wypnie tak łatwo, bo zawsze możesz powiedzieć "nie płacisz- zabieraj". A jak jesteś BDT to jak zażądasz zabrania psa, bo np od trzech miesięcy płacisz samemu za weta i żarcie, a "dostarczyciel" się wypiął, to wyjdziesz na najgorszego drania ....
-
[quote name='Gosiapk']Bordery to najinteligentniejsza rasa. Szkoda, ze nie mają rozmiaru chihuahua :)[/QUOTE] Jesteś pewna? Popatrz- bordery muszą ciężko pracować, paść, łapać frisbee, uczyć się sztuczek... a chihuahua zrobi te swoje maślane oczka i ma tragarza, pełną obsługę, dziesięć dań obiadowych do wyboru, szafę z własnymi rzeczami, kierowcę..... :cool3:
-
Nasze psy i inne zwierzęta, które odeszły w 2013 roku...
ulvhedinn replied to siekowa's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Conan Barbarzyńca, mój ukochany kocurro......