Jump to content
Dogomania

ulvhedinn

Members
  • Posts

    13288
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by ulvhedinn

  1. Tak sobie patrze po moich ostatnich tymczasach... Albin, pudel, ok rok, złapany na ulicy. Problemy- normalne dla młodego podrastającego samca (bzykam, udaję macho), zero poważnych, całość do nadzwyczaj prostego opanowania. Czysty, grzeczny, idealnie odwoływalny. Szelma, mix belg (?) "dziki pies z lasu", łapana na sedalin. Ok, 14 msc. Problemy- pewna lękliwość wobec ludzi, ale bez paniki, w tej chwili jeszcze okazuje uległość, ale nie ucieka. Łatwa w szkoleniu, pojętna, cicha, grzeczna w domu, karna, zgodna z innymi zwierzętami. Cziłki- patrz wyżej ;) Borys- przyprowadzony do uśpienia, 16 lat, pies idealny- poza niewielkimi dolegliwościami zdrowotnymi, jak na swoje lata i tak się trzyma super. ŻADNYCH problemów wychowawczo- emocjonalnych. Maniek- katowany przez własciciela, w schronie 2 lata "niewidzialny". Z połamana źle zrośniętą nogą. Lękowy. Obecnie został mu tylko pewien strach przed niespodziewanymi manewrami (czytaj- nie łapać znienacka na ręce, bo cię obsikam). No dobra, sporadycznie wypatroszy pluszaka ;) Poza tym- chodząca grzeczność, posłuszeństwo i mądrość. Czyli mam psy z pseudo, z lasu, z ulicy i wycofanego psa z budy ;) Mam aż taki fart? Bo one są naprawdę fajnymi psiakami, żadnej agresji, żadnych większych kłopotów..... Z fajnych przypadków to pamiętam Czestera, wielkopsa z parkingu. Pies całe 12 lat swojego Życia spędził pilnując parkingu. Znał tylko to i swoją budę. Do mnie trafił potwornie pogryziony (w schronisku). Nasikał RAZ. Po lekkiej reprymendzie nigdy nie załatwił sie w domu, nawet kiedy już nie mógł chodzić, musiałam go znosić na siusiu... Pies ważący ok 42 kg, prowadziłam go na cieniutkiej ringówce założonej za uszami- nic innego nie wchodziło w grę, bo wszędzie miał głębokie rany. Nigdy mnie nie pociągnął, mogłabym równie dobrze go prowadzić na wstążce. Nauczył się błyskawicznie żyć w mieście, jeździć komunikacją miejską, znosił cierpliwie bolesne zabiegi przy ranach, nigdy nie wykazał agresji wobec człowieka czy zwierzęcia..... Maciek, pies od meneli, w zasadzie taki... niczyj. Radzący sobie sam pierwsze lata życia. . Puszczany ze smyczy od czwartego dnia pobytu u mnie, idealnie posłuszny, nieprawdopodobnie pojętny i "łasy" na szkolenie. Majka, praktycznie obdarta ze skóry. Pies który nie sprawił nigdy najmniejszego kłopotu swoim zachowaniem (pominąwszy wysiłek włożony przez pierwszy tydzień w ratowanie psa- trzba ja było karmić ręcznie). Sikająca jedynie na trawniku, niezależnie jak źle by się nie czuła. Cicha, grzeczna, zgodna... .....
  2. Ano mam :) a jakie to fajowo wszechstronne psy :) i za termofor robią i za ozdóbkę i można się z nimi wybrać na długą wycieczkę... i szkolić można :) I przeczą w 100% teorii problemów z psami z odzysku- mam w tej chwili trzy panny z pseudo, ładnie się zgrały ze stadem, nie ma miesiąca, a one jakby całe życie z nami były. Uczą się błyskawicznie, nie drą paszczy, nie gryzą, są posłuszne, grzeczne i nie robią żadnych złych rzeczy (dobra, jeszcze się douczają czystości, ale w zasadzie już załapały całkiem o co chodzi, dużo szybciej niż szczeniaki) :)
  3. Żeby było zabawniej, to wcale ich nie szukam, same się trafiają :) Rami zaniedbała galerię, to ją zastępuję ;) ilość gremlinów się zgadza, no nie? ;)
  4. "Kochające mocniej" - owszem, w psach "z odzysku", jak już dotrzemy do ich wnętrza jest coś czego nie ma w psach które nie oberwały od zycia. Nie umiem do końca wytłumaczyć, jak to działa, ale jest.... 10 lat temu to możliwości diagnostyczne w porównaniu do dziś leżały i kwiczały, a zmian fizycznych w obrębie mózgu, czy to wrodzonych, czy chorobowych nie wyłapiesz inaczej niż MR czy TK. Falko poza zmianami w budowie mózgu był zdrowy- o dziwo wodogłowie nie było zewnętrznie widoczne, miał prawidłowe odruchy na bodźce fizyczne, normalne wyniki krwi, jedyne co było widać zewnętrznie to ślepota. I owszem, uważam, że psy patologicznie agresywne, o ile nie mają bardzo odpowiedzialnego i zdeterminowanego właściciela, powinny się kwalifikować do uśpienia- ale to naprawdę rzadkie przypadki. Mój Pałek nigdy nie tknął szczenięcia ani suki- inne samce traktował jak wrogów do utylizacji. Przed atakiem na poważnie nie pokazywał NIC- po prostu skakał z zębami (na szczęście nauczył się gości i ludzi zaprzyjaźnionych traktować uprzejmie, tzn ostrzegać). Na szczęście nie atakował bez powodu (tyle, że miał sporo powodów). Nie tolerował przymusu w najmniejszym stopniu. Zagrożony- sam stanowił śmiertelne niebezpieczeństwo, mały 8 kg pies... Ciekawe, że inne psy to wyczuwały i omijały padalca dużym łukiem. On nawet nie musiał się starać, wystarczyło, że patrzył - pod sam koniec życia Pałka trafił do mnie Eiko (o to był faktycznie agresor po przejściach!!!), gryzący dalmat. Pałek wyszedł z pokoju i ... popatrzył. Eiko dosłownie wtopił się w ścianę- na widok ledwo żywego staruszka....
  5. ulvhedinn

    Psy-karły...

    [quote name='sleepingbyday']spytałabym raczej, w jakim wieku jest ekoshelby ;-)[/QUOTE] Jeszcze jakiś czas temu bym spytała, ale teraz, wiesz.... parę razy "się zaskoczyłam", bo dorosłe osoby pisały, jakby nie dotrwały w szkole do końca podstawówki..... ;)
  6. Podejrzewam, ze były przyczyny natury medycznej. Jedyne dwa psy z jakimi miałam bezpośrednio do czynienia, a jakie wykazywały agresję "nieuzasadnioną"- tzn nie mozna jej było przypisać logicznie, ani zaklasyfikować, to był mój ukochany Pałek - u niego po prostu trzeba było wypracować dużo rzeczy szkoleniowo, mechanicznie (nie ostrzegał, nie hamował gryzienia, rzucał się na inne psy w celu zabicia itd) miał padaczkę, a drugi to szczeniak, Falko, w sumie żałuję, ze nie nagrałam filmiku, JAK się wściekał- kiedy doszły objawy neurologiczne miał zrobiony MR- wodogłowie i nieprawidłowy rozwój m.in kory- został uśpiony. Jeśli wet "nie widzi podłoża medycznego", przy agresji tak patologicznej, to nie oznacza ze go nie ma, tylko np ten wet nie ma wystarczająco dobrego sprzętu diagnostycznego, albo nie wie, czego szukać. Natomiast najczęściej nie warczą psy, które warczenia oduczono, zazwyczaj "trzepnięciem po łbie". Ale to widać, pies ostrzega, tyle, że inaczej, można wyłapać spinę. I wypracować normalniejsze zachowania. Martens, ja rozumiem, masz traumę, ale nie interpretuj tego, że akurat Tobie trafił się rąbnięty pies, jako uogólnionej reguły, ok? Naprawdę ja mam do czynienia głównie z psami z odzysku, od wielu lat intensywnie i absolutna większość z nich to normalne, fajne psy, często o niebo fajniejsze niż szczeniaki ;) A trafiają się i prawdziwe perełki... Odważylibyście się go wziąć? Dodam, ze fota nie oddaje wielkości (olbrzym), chudości, śladów lania haczką (blizny na pysku), praz rozmiaru i obrzydliwości guza na łapie.... Z koszmarnych, urągających warunków, z krótkiego łańcucha. To był najlepszy, najpiękniej wyszkolony, najłagodniejszy i najmądrzejszy pies jakiego mozna sobie wyobrazić. Taki Szarik, tyle, ze starszy, bardziej zrównoważony i ze stoickim usposobieniem..........
  7. Ja tam marzyłam o cziłce czarnej, albo tri..... :evil_lol: [IMG]https://scontent-b-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-frc3/p480x480/1476473_548859255203051_228823568_n.jpg[/IMG] ..a mam wiewiórki.... [IMG]https://scontent-a-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-prn2/p480x480/1426527_545823538839956_1283197721_n.jpg[/IMG]
  8. [IMG]https://scontent-a-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-ash3/p480x480/558627_555339227888387_1338456804_n.jpg[/IMG] ;) [IMG]https://scontent-b-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-ash3/p480x480/561631_549334025155574_1473655951_n.jpg[/IMG] Biała Lila urodziła się w kwietniu 2007 roku ;)
  9. Ona straciła szczeniaki, a nie wiem, czy jakiś nie przeżył i nie poszedł do wykarmienia do innej suni :( sterylizowana nie jest żadna (ale oczywiście będą). Domków na razie nie widać, Żubrówka oczywiście jest moja na zawsze. Lila uczy się nowych rzeczy błyskawicznie, mogę ją bez niczego puścić bez smyczy (a, wszystkie chodzą na smyczach pięknie), w dwa dni zakumała w którym mieszkaniu mieszkamy, która obróżka jest jej i na który trawnik idziemy siusiu- ale przede wszystkim widać jak ona cudnie kombinuje jak coś chce dostać, albo ukraść :) I bardzo sprytnie manewruje łapkami i pysiem (oraz zaskakująco zwinnie się wspina, wogóle wszystkie to niezłe akrobatki) ;) poza tym jak bardzo o coś prosi, to siada na tym swoim okrągłym zadku i robi słupek :)
  10. W samym środeczku Żubr, dookoła jego harem :) Gładkie rude z lewej najmłodsza- Sonia-Żubrówka, ok 4 lat, idealna dziewczyna dla diabelca :) waży ok 2,2 kg Biała -Lila (Lira pod Pigwą? )- najtłustsza, największa, waży ok 3 kg, niedawno po cesarce, jutro jedziemy do weta, bo ciągle plami i ma jeszcze szwy :( wesoła, tłuściutka, bardzo, bardzo inteligentna i odważna, wydaje mi się że była wystawiana, ustawia się w postawie.... Rude kudłate, maleństwo, ok 2 kg, delikatna, u mnie dostała imię Wiórka (od wiewiórka), subtelna, strasznie przytulaśna, nieśmiała, ale wesolutka. Zębów brak ;)
  11. Wszystkie są absolutnie cudowne, a myślisz że czemu JA, miłośniczka owczarów i molosów, mam ich stadko? Dwie z panienek mają tatoo..... pytanie czy ZKwP, czy pseudowe ;)
  12. Zdrowe, z dwóch pseudo....
  13. ulvhedinn

    Psy-karły...

    [quote name='ekoshelby2702']Moja córka chce pomagać kalekim zwierzętom.[/QUOTE] W jakim wieku jest Twoja córka? Bo generalnie jej się chwali to, że chce pomóc, ale trzeba pamiętać, że zwierzak kaleki zazwyczaj jest mocno wymagający pod względem opieki, zdrowia, bywa, że wymaga sporych wydatków na weta, ze trzeba się nim opiekować dzień po dniu- a to oznacza nie tylko głaskanie i karmienie, ale np mycie pupy, oczu, czyszczenie pysia, pilnowanie, znoszenie, wnoszenie. I czsto trzeba się z nim pożegnać wcześniej niż ze zdrowym stworzeniem.... Co ni znaczy, że nie daje to ogromnej radości, tyle, że mieszanej ze łzami (a naprawdę wiem, co mówię, ja mam przeciętnie kilka zwierząt kalekich).
  14. To tak na pociechę, INNE 4 gremliny: [IMG]https://scontent-b-cdg.xx.fbcdn.net/hphotos-frc3/p480x480/1518122_554533934635583_398325075_n.jpg[/IMG] Mam nadzieję że się Rami nie obrazi :)
  15. Ja mam sąsiadów, którzy mają już chyba trzeciego z kolei psa (mieszkam tu ponad 25 lat). WSZYSTKIE są w identyczny sposób potwornie agresywne, nieposłuszne i mimo, ze chodzą na smyczy, zawsze mam spore obawy co do tego, czy są pod kontrolą. Każdy pies od szczeniaka, psy zupełnie różne, z różnych źródeł. Z drugiej jak już pisałam, albo mam niebywały fart, albo co, ale przez tyle lat prowadzenia DT, dziesiątki psów, o większości NIC nie wiedziałam (albo właśnie słyszałam straszne rzeczy), ze schronu, z ulicy, z interwencji- i jakoś nie trafiają mi się potwory (no, nie liczę wybryków Kry, ale ona przecież nawet schronu na oczy nie widziała)....
  16. Problemem nie jest to, czy psy są "trenowane na konia", czy na kangura, tylko forma w jakiej się to działo. Gdyby chodziło o to, żeby pies "udawał" konia, o same skoki, gdyby owijki i "siodło" były wygodne,a wózek dopasowany do możliwości psa, to przecież nie byłoby w tym nic złego ;) "Złe" pojawia się, bo dochodzi do przemocy, bo wędzidło u psa jest okrucieństwem. Bo "szkolenie" jest prowadzone metodami brutalnymi (btw. pominąwszy kwestie okrucieństwa, lepsze efekty mozna by uzyskać szkoleniem pozytywnym). I widzę wątek poboczny- to już wspomniane wzorce stajenne. Niestety w wielu stajniach konie doznają przemocy, nie pracuje się z nimi, ale je łamie- a pożądane zachowanie wymusza bólem i przymusem. Owszem, przez ładnych parę lat jeździłam i zdążyłam się naoglądać... m.in. w jednej ze stajni, gdzie były prowadzony WF dla studentów, pod siodło dawana była stareńka, wyeksploatowana klacz- dla niej wysiłkiem było zagalopowanie wzdłuż jednej ściany ujeżdżalni - tekst trenerki: "no przywal jej batem, niech się ruszy!!". - a koń po takim krótkim galopie ledwo dyszał. Do dziś żałuję, że poza zrezygnowaniem z zajęć i wyrażeniem oburzenia, nie wpadłam na zrobienie czegoś więcej, zorganizowanie interwencji (to było na tyle dawno, że jeszcze nie znałam tych ludzi i organizacji co dziś i niestety nie miałam aparatu w komórce ). Ale i w dużo bardziej "profesjonalnych" stajniach używa się przemocy, strzał batem i kopniak to norma, używa się sprzętu, który powoduje u konia dyskomfort i cierpienie.... Jeśli dzieciak trafi do takiej stajni, to czego się nauczy?
  17. Ja mam 9 psów w dwupokojowym mieszkaniu, w tym dwa "prawie-owczarki". Pięć z nich to kurdupelki (cziłki i kundelek). Dwie wprowadzone bardzo niedawno. I zamiast korzystać z przestrzeni mieszkania, to gnieżdżą się z upodobaniem na moim łóżku.... ;) a zachowują, jakby całe życie były jednym stadem. Psy są istotami społecznymi.....
  18. Ja mam wrażenie ze najbardziej zależy od samej suki, jedne mają urojki, inne nie i tyle. A w trzypokojowym mieszkaniu to problemem byłyby może cztery bernardyny (chociaż z zapewnionym odpowiednim ruchem na dworze też nie ) a nie cztery maltany ;) Toz to kurduple są....
  19. No taki psychol jak u Sybel to jednak rzadkość ;) Większość ludków na przejścia zwala najprostsze kłopoty- a co gorsza, nieświadomie wzmacnia durne zachowania- i potem jest "oj bo to biedny piesek ze schroniska/po przejściach". klaki, no ale widzisz, Tobie nie odpowiada coś, co np dla mnie byłoby zaletą (ten pęd do "róbmycoś"). Czyli to jest wada dla Ciebie, ale nie ogólna. Dardamell, Piku jak do mnie trafiła to się "wyłączała" w stresie- pies w kąt, sztywny wzrok, sztywne ciało, zero kontaktu, no figurka nieżywa i koniec. Autyzm. Do tego u niej na problemy psychiczne nakładały się kłopoty zdrowotne, zwichnięte kręgi, niedorozwój móżdżku, ból, w pewnym momencie tetraplegia, dwie operacje, rehabilitacja... żeby było zabawniej, Pi jest upośledzona, ma poważny problem ze skupianiem (coś jak u ludzi ciężkie ADHD).... nie powiem, że jest idealnie, dalej walczę z różnymi odpałami (i ze szczekaniem), ale jednak Pi funkcjonuje na tyle sprawnie, żeby to nie przeszkadzało w normalnym zyciu z psem- jeździ ze mną w różne miejsca w Polsce, chodzi na grupowe spacery itd. Fakt, ja mniejszy nacisk w wychowaniu psów kładę na bezbłędne wykonanie komend (bez idealnie równego siadu, albo nogi z dostawieniem przeżyję), niż na to, żeby pies funkcjonował w różnych "środowiskach".
  20. Prawdę mówiąc mam lekkie wrażenie, że niektórzy po prostu poniekąd pozwalają psu na bycie nieznośnym, zwalając winę na "po przejściach". Ja mam psy po przejściach, często bardzo, bardzo poważnych i trudno, nie ma opcji, żeby mi psy "rządziły"- stopniowo, ale uparcie i stanowczo forsuję to co chcę. W tej chwili mam przynajmniej trzy-cztery psy, które były mocno lękowe- Maniek, katowany do połamania przez byłego właściciela, w schronie przez dwa lata nie wychodził z budy, kiedy pojawiał się człowiek; Żubr- chi ze zrypaną socjalką i Szelma, wywalona z auta, tak przerażona, że przez dwa miesiące nikt jej nie mógł złapać, łapałam ją na sedalin.... Owszem, Szelma jeszcze wykazuje bardzo dużo gestów podporządkowania wobec obcych, a Maniek ciągle boi się niektórych rzeczy (np łapania znienacka na ręce), ale oba zupełnie normalnie funkcjonują wśród ludzi, na spacerach, w mieście (chociaż oba miasta nie znały). Jaki jest Żubr, to wie, kto go spotkał- z lękliwego wypłosza, który uciekał od ręki, bał się nowych sytuacji, psów itd zrobił się bezczelny łobuz, pewny siebie, dający buziaki, biegający z psami wszelkiego pokroju.... Piku też jest po przejściach, do tego jest upośledzona i niezrównoważona emocjonalnie, lękowa i chwilami niemal autystyczna. Nauczyła się poprawnego funkcjonowania w niemal każdej sytuacji. Owszem, w psy po przejściach trzeba włożyć pracę (ale w rasowego szczyla też a błędy mszczą się podwójnie), ale i trzeba wymagać, nie tylko usprawiedliwiać sytaucję. Niekoniecznie mówię tu o uczestnikach forum, bardziej patrzę na swoje podwórko, gdzie się usprawiedliwia większość psich problemów tym "że on jest po przejściach"- a guzik, znam te psy i wiem, że większość z nich można bez żadnego trudu poustawiać na niemal ideały ;)
  21. [quote name='Fju']Czemu umiejętność kojarzenia konkretnych zapachów miałoby zaniknąć u udomowionych zwierząt? Udomowione nadal mają styczność z dzikimi zwierzętami, choć nie w takim samym stopniu jak przodkowie.[/QUOTE] Żubcio na bank zanim do mnie nie trafił nie miał styczności z wilkami, ani innymi drapieżnikami - wychował się w ogródku w dużym mieście; jego bezpośredni przodkowie w co najmniej kilku pokoleniach takoż ;) Jeśli już, to działa jakiś atawistyczny instynkt- zresztą to nie dotyczy tylko lęku przed potencjalnie groźnymi stworzeniami, mam ogólnie ogromną frajdę z obserwowania, jak w warunkach mniej cywilizowanych "wychodzi" z mikropsa "dziki" pies :) Co do futerek, to jeden z moich psów (Pałek) z ogromną pasją rozszarpał w strzępy kołnierz z lisa, taki ze szklanymi oczami i wypreparowaną głową.... nie wygladało to jak zabawa zabawką, raczej jak próba zabicia wroga. Na królicze futerka nie reagował, natomiast obwarczał futerko z kota (no niestety kiedyś nam takie wpadło w ręce).
  22. I odwrotnie, pies o małych możliwościach lub chęciach doprowadzi do rozpaczy aktywnego właściciela ;)
  23. Mój chihuahua, jakby nie patrzeć ozdóbka, wychowany w mieście, na tropy i kupy wilków i niedźwiedzia zareagował reagował pełną czujnością, zjeżeniem i i gulgotem..... fakt, że potem w wilczej kupie próbował się wytarzać ;) (ślady wilków spotał w Bieszczdach, w zasadzie jakieś 100 m od naszego namiotu, świezutkie ślady niedźwiedzia - w Magurskim P.N.).
  24. Jak już, to "bycie zwierzęciem", czy "bycie psem" nie ma nic wspólnego z farbowaniem, strzyżeniem, ubieraniem itd. To zaspokojenie psich potrzeb- ruchu, zajęcia, pracy.... zapewniam Cię, że szczęśliwszy będzie "wypracowany" owczar, który z włascicielem poganiał, porobił coś, powęszył, nawet jeśli byłby pofarbowany w tygryska i z kolczykiem w uchu, niż całe mnóstwo psów "normalnych", tzn całe życie chodzących na smyczy na nudne krótkie spacerki, albo śmiertelnie sfrustrowanych w ogródku wielkości chusteczki do nosa.....
  25. [quote name='Sybel']Dokładnie, ja bym się psa myśliwskiego, czy innego z silnym popędem w jakimś kierunku nie podjęła, żadnego pierwotniaka, żadnego beagle. Za nic, nawet za dopłatą, bo wiem, ze to nie mój charakter, nie moja bajka. Tylko wiesz, z drugiej strony ludzi dziwi wszystko, jak jakiś czas temu powiedziałam, że w marcu będę mieć drugie dziecko (pierwsze ma w tej chwili 18 miesięcy), usłyszałam "ale to odważna jesteś, nikt, kogo znam, a kto ma jedno, nie chce drugiego, bo to TAKI wysiłek", ewentualnie "a ty się nie boisz, jak sobie dasz radę z dwójką?" Zawsze na to drugie odpowiadam, ze już mam 10 metrów folii bąbelkowej w piwnicy, dzieci szczelnie owinę i spokój, nie uciekną, nie zabiją się. Ludzie w ogóle lubią komentować.[/QUOTE] Dla niektórych wszystko jest OKROPNYM wysiłkiem... Dziecko, pies... "a tobie to się tak chce biegać z tymi psami i jeszcze jeździć na jakieś zawody?"....
×
×
  • Create New...