Jump to content
Dogomania

ulvhedinn

Members
  • Posts

    13288
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by ulvhedinn

  1. Przyszłam ślicznie podziękować, i spytać czy szczepienie (wścielizna) może być z bazarku? Bo jest bazarek na którym "fantem" jest szczepienie na wciekliznę we Wrocławiu..
  2. [quote name='gameta']E tam, Ulv ma takie na żywo :D[/QUOTE] Nie da się ukryć ;) I żeby nie było, małpiszon wybiegany, wypracowany i wogóle...........
  3. Nie chce mówić, ze to taka sama sytuacja, ale wiecie ja też mam sukę która praktycznie zaraz po powrocie do domu leci do klatki... uznała ją za swój azyl i ukochane własne miejsce. Owszem, przylezie do pokoju, nawet czasem na łóżko, ale większość czasu leży uwalona w klatce.. A pazurów stada to ja się normalnie wstydzę, bo po mieście i betonie robimy tylko spacerki "socjalizacyjne", czyli kilka w tygodniu na psa, a zazwyczaj ładuję ekipę i jedziemy do parku, lasu czy na łąki- psy wybiegane do wypęku, a pazury muszę im ciąć a i tak mają szpony...
  4. Lisy w mieście to juz norma, jest nawet określenie "lisy miejskie"- cóż, zabieramy zwierzętom coraz więcej przestrzeni, więc muszą sobie jakoś radzić. Lisy szybko się uczą ze od ludzi w mieście niewiele im grozi to i się bardzo nie boją ;) we Wrocku spotykam je często, i to w samym centrum- łażą po śmietnikach, wyżerają kotom bezdomnym, polują na szczury... We Wrocławiu są też kuny- strasznie śmiesznie wygląda jak w czasie zalotów lataja za sobą z wrzaskiem :0 Poza tym bobry (Park Wschodni), wydry (Wyspa Słodowa), no dziki i sarny to na obrzeżach, jelenie w podwrocławskich lasach, wszelkie małe zwierzątka, całe mnóstwo ptaków...coraz częściej też można spotkać i na Dolnym Śląsku wilka. Przy czym naprawdę zdecydowana większość zwierząt jest jak najdalsza od atakowania ludzi, zdążyły się nauczyć, że nas trzeba raczej unikać ;) Ja się plączę po lasach od dziecka, spotkałam naprawdę dużo zwierząt i jak widać żadne nie miało w planach nic mi zrobić. Nawet sarna na którą nadepnęłam (taaa, spała twardo w paprociach, a ja na nią praktycznie wlazłam, nie wiem, kto się bardziej wystraszył ), ani wilk w Bieszczadach ;)
  5. Wiecie, ale jest jeszcze coś- większość osób długo zajmujących się adopcjami zaczyna mieć swoiste "wyczucie" ludzi. I często wcale nie potrzeba długiej rozmowy i szczegółowej ankiety, żeby stwierdzić, że ludzie są super, albo koszmarni, albo do przyjęcia, ale nie dla tego zwierzaka. Oczywiście pomyłki się zdarzają, le to i po najstaranniejszym wywiadzie się trafia. Nie miałabym pretensji do DT, który odmawia adopcji "bo nie"- czasem gdzieś piknie intuicja ;) przy czym mówię o DT, nie o schronie- schroniska odmawiają raczej tylko w ewidentnych przypadkach, co jest zresztą zrozumiałe. Wczoraj miałam obłędną rozmowę tak swoją drogą ;) Babeczka, starsza z głosu dzwoni o kotka. "czy są takie malutkie biało-czarno-RÓŻOWE" :evil_lol: Domyśliłam się że tri. Mówię, że nie, nie sezon na maluszki, mam tylko podrostki i dorosłe. Odp: standardowy tekst "ona chce sobie wychować i żeby się przyzwyczaił i był przytulakiem" :diabloti: Tłumaczę łagodnie, że paromiesięczny, czy paroletni kot przyzwyczaja się tak samo, a przynajmniej wiadomo jaki ma charakter. A jakie pani ma? Kocurki, czarne, bure- młodziki, dorosłe kotki, w tym tri, ale bez ogonka. Ee nie, taki wybrakowany kot to nie. Pytam z głupia frant, czy pani ma bibeloty i kwiatki.. Tak, ma dużo kwiatków na parapecie (o kurde....). Tłumaczę, że młody dorastający kot będzie szalał, bawił się i zazwyczaj to kwiatkom nie służy.... Aha no tak, a kiedy będą maluszki...? :mdleje: Aha i wie pani, czy kotek może mieszkać w jednym pokoju tylko, bo ja mieszkam z córką i małymi wnukami... O jeżu tupiący..... Aha i jak kotka nauczyć, żeby nie łapał szczurów, bo ona mieszka na parterze i poprzednia kotka to jej szczury przynosiła i wypuszczała i taki szczur biegał aż zdechł i można go było wynieść. Trzeba osiatkować okno (tu wyjaśniam o co kaman), bo kot nie powinien wychodzić w mieście (podała przybliżony adres, to jest bardzo ruchliwa okolica mnóstwo aut). aha, a da się może jednak? Potem jeszcze było straszne zdziwienie że wymagam kastracji kota, jesli bierze niekastrowanego malca i to na jej koszt (ojej!!) i szczepień (ojejej!!!).
  6. Samochodem to można przy odrobinie niefartu wylądować w kostnicy, a jednak dzik zazwyczaj niekoniecznie chce nam zrobić krzywdę, raczej pozbyć się ludzkiego nachała - co innego pies, faktycznie zaczepianie dzików może się dla psa mało wesoło skończyć. Ja dużo prowadzę, jeżdżę po drogach między lasami i już jestem mocno przeczulona na tle zwierzątek. Z zabawniejszych to kiedyś na drodze w okolicy Milicza we mgle w nocy spotkałam na krótkim odcinku dzika, sarny, chmarę jeleni i lisy. A w jelenie się omal nie władowałam w zadymce snieżnej na drodze do Częstochowy... Z mniej wesołych- widziałam jak wyglądał samochód jadącej przede mną babki która trafiła sarenkę- sarna poległa na miejscu, autko (jakieś nieduże) nie miało przodu. A z zupełnie komicznych rzeczy- forumowa BIANKA1, jak jeszcze mieszkała na wrocławskim Wojnowie, kiedyś obudziła mnie o pogańskiej porze (jakaś 7 rano!!!!) hasłem "znalazłam dzika!!!!". Jak doszłam do siebie, to udało się wyjaśnić, że na spacerze do jej sfory (chyba 8 sztuk wówczas) przyczepił się warchlak. Kiedy doszli do ulicy nie pozostało nic innego, jak zabrać smarkacza pod pachę i do domu.. Ściągnięty gość z ośrodka hodowli zwierząt leśnych najpierw nam nie wierzył, a potem się zdziwił, bo młody w domu najpierw wyżarł kocią karmę a potem uwalił się na psim posłaniu.... :diabloti: co się okazało- dziczek miał zapalenie spojówek i powiek takie, że nic nie widział, więc na czuja przyczepił się do psów zamiast do "swoich". Dalszy ciąg był taki, że chłopak dorósł, wyzdrowiał, zmężniał, robił przez jakiś czas za reproduktora, a pewnej nocy rozwalił ogrodzenie poszeeedł w długą.... :evil_lol:
  7. Albo cisza jest dlatego, że Ząbalek poszedł w ślady Kraksy i rozwalił komputer (tak, to najnowszy wybryk mojej psicy).....
  8. To raczej nic dziwnego, że koza jest odwoływalna, nie tylko psy są inteligentne ;) chyba za często postrzegamy zwierzęta gospodarskie jako takie "bezosobowe" stworzenia, bez indywidualności, inteligencji, uczuć. W sumie jasne, ze tak jest prościej - i mniej wyrzutów sumienia i po części wynika to z faktu, ze wielu z nas nigdy się bliżej nie zetknęło ze zwierzakami innymi niż psy koty, czy chomiki. Kozę, owcę, czy świnię można nauczyć podobnych rzeczy jak psa, nawet ptaki da się szkolić ;) Jest w Wielkiej Brytanii projekt szkolenia koników miniaturowych na przewodników osób niepełnosprawnych: [url]http://www.guidehorse.com/[/url] Te koniki (falabella) są wielkości umożliwiającej trzymanie ich w domu (co nie znaczy, że nie powinny mieć wybiegu), u nas na razie jest ich malutko, ale kto wie, może niedługo da się spotkać konika pod blokiem.... (ja się już zastanawiałam, co moi sąsiedzi by powiedzieli i czy metodą "e to niemożliwe" wmawialiby sobie że to taki nietypowy pies).
  9. No ja właśnie miałam (nie)szczęście mieć kilka naprawdę niebezpiecznych psów i to wcale a wcale nie jest zabawne. Szczególnie jak ty pilnujesz, oczy dookoła głowy, szkolisz, trzymasz na smyczy, a awantura wynika z winy innego właściciela..... A to "trzymanie" w ryju to norma u molosów, dużego "poważnego" agresora molos potraktuje zgoła odmiennie. Moja pierwsza benia, która miała na koncie m.in. spranie na kwaśnie jabłko pittbulla i prawie zagryzienie dobka (oba razy to tamten się rzucił, w tym dobek CELOWO poszczuty!!!!) jak złapała w ryj małego psiaka w typie bolończyka, który ją dziabnął (w mordzie jej się prawie cały zmieścił) to go tylko wyśliniła bezszkodowo... Tyle, że ja nie mówię o wrzeszczących podgryzaczach- wśród małych psów bywają takie wredne egzemplarze, które świetnie wiedzą JAK ugryźć i zwiać przed zębami. A chyba najśmieszniejsza poniekąd sytuacja dotycząca bójki jaka widziałam, to dawno temu widziałam jak się pobiły dwa niewielkie kundle, takie osiedlowe zakapiory, traktujące dobrą bijatykę chyba w kategoriach rozrywki. No, awantura na całego- za to na widok nadbiegających z wrzaskiem właścicieli psy się rozdzieliły, spojrzały po sobie w pełnym zrozumieniu i zwiały spory kawałek, po to, żeby spokojnie dokończyć porachunki.... :evil_lol:
  10. Czasem doświadczony "maluch" potrafi użreć dużego we wrażliwe miejsce- nos, "piętę", genitalia itd ;) widziałam już hasiora z rozchlastanym lusterkiem nosa, który wrzeszczał jak zarzynany po tym, jak chciał powąchać mikruska. A na dokładkę takie małe wredne stworzonko często jest szybkie jak czort i zajadłe i wiele dużych psów jet pokonanych własnie szybkością i nieuchwytnością kurdupla. Może akurat rzadko to dotyczy yorczków i cziłałek trzymanych typowo- flexi, torebeczka i "ojojoj mój malutki". Ale warto pamiętać ze małe pieski (pinminy, yorki, cziłki też częściowo) generalnie do niedawna miały za zadanie tępienie gryzoni, więc i temperament musiał być ostry i zęby ;) Bywają duże psy, które naprawdę się bija jak (przepraszam za wyrażenie) stare baby ;) fakt, że nie są to raczej molosy.... Takim przykładem na poważną bójkę małych psów miałam kiedy trafił mi się pod opiekę Bilbo- psiak który został poszarpany na boksie małych staruszków- wielkość tak do 6 kg, wiek przeciętnie 12+, Bilbon ta sama wielkość, ale młody- miał olbrzymiego krwiaka na barku, poszarpaną łapę, na wpół odgryziony ogon i cały tyłek w wielkich dziurach..... o mało go nie zagryzły :(
  11. Wiesz, ja mam cziłki i jak one chcą to potrafią naprawdę użyć zębów.... Część psich bójek, niezależnie od rozmiaru wygląda właśnie tak pozorowanie, dużo wrzasku, leci pierze, ale nikomu nic się nie dzieje, a bywają i poważne bijatyki - też niezależnie od rozmiaru. Widziałam efekty krwawej jatki w schronisku na wybiegu dla małych piesków, w dodatku staruszków...
  12. Ślicznie dziękujemy wszystkim, którzy pamiętają o Borysku :Rose: Rozi i Hope- Wasze pomysły bazarkowe to normalnie kosmos, ja bym w życiu nie wpadła na takie (co potwierdza fakt, że d..a jestem w kwestiach interesów ;) ) Borys niestety od kilku dni czuje się nieco gorzej- niby nic konkretnego, ale jakiś taki jest "sztywniejszy" sika z pewnym wysiłkiem, nie skacze... Daję mu Loxicom od piątku, wg zalecenia weta, trochę pomaga. Jak do jutra nie będzie ewidentnej poprawy, to lecimy na wizytę do doktora...
  13. Moje psy za to po prostu świetnie wiedzą od kogo można żebrać ;) mnie nie molestują, bo i po co, ale jak jest ktoś znajomy "miękki" no to potem ma przechlapane- trudno sam się prosił (bestyjki na szczęście są odporne żołądkowo na ludzkie żarcie)....
  14. Ostatnio się "dowiedziałam", że muszę Szelmę strasznie lać, skoro tak momentalnie da się odwołać od innego psa :diabloti:
  15. Mieliśmy podobną chociaż nie tak "masową" sytuację- w Żmigrodzie. Osiem lat walki z babsztylem (znacznie gorsza babora niż p. Antonina, agresywna, także do ludzi, lejąca psy bez opamiętania, totalna wariatka). Psów w sumie zabranych chyba ze trzydzieści? Jakoś dwa lata temu TOZ zabrał się za ostateczną likwidację - w listopadzie bodajże w odpowiedzi na pismo TOZu gmina Żmigród wystosowała pismo, że wszystko jest pod ich kontrolą, fajnie, psy zadbane, szczęśliwe, wesołe, najedzone, bywa pracownik gminy na kontrolach itp W styczniu interwencja- pies z ogromna zapapraną rana ciętą szyi, uwiązany za tą poranioną szyję do łańcucha na jakiejś brudnej szmacie, suka na łańcuchu z ranami łopatki i grzbietu (podejrzewam, że od haczki), trzy zaniedbane zagłodzone szczeniaki, martwy szczeniak i martwy kot. I to tyle na temat "kontroli" Gmina była ewidentnie niezadowolona ze zniknięcia tego miejsca, bo baba zgarniała bezdomniaki a i psy od ludzi...
  16. To jest niestety znęcanie, tyle, że raczej niezamierzone.... trochę skłonności do zbieractwa, plus sprzyjające warunki.... Bo tak jak piszecie- władzom jest to w cholerę na rękę, bo ktoś zabiera psy, za odstawienie których do "prawdziwego" schroniska musieliby zapłacić ciężką kasę. Pytanie, czy gmina zapewnia chociaż takie wsparcie, żeby starczyło na tanią karme i sterylki- bo raczej ciężko oczekiwać, że ktoś da radę takie stado z własnej kasy pokastrować? No i jeszcze jest niestety taka sprawa, że na bank sporo tych psów zostało radośnie podrzuconych- wystarczy mieć łatkę psiej mamy, żeby dostać taki "prezent". Wiecie ja mam kilka psów, wszyscy wiedzą, że zajmuje się bezdomniakami- już zaliczyłam psa przywiązanego do klamki, kota w transporterze i królika czy myszki na wycieraczce- w środku miasta, na drugim pietrze z domofonem. A co dopiero na wsi- to tak łatwo przerzucić przez płot, przywiązać do bramy i uciec z czystym sumieniem, bo przecież można było wywieźć do lasu, a ta pani na pewno się zajmie....
  17. Dzięki :) rozsyłajcie gdzie się da, mnie zawsze strasznie boli jak pies zaginie.....
  18. Przepraszam, że się wcinam, ale tu są ludki z Warszawy... Zaginłą psiak- Borys- zabrany z pola, uciekł pierwszej nocy z DT. ROZPACZLIWIE potrzebni ludzi do wieszania ogłoszeń!!!!! [IMG]http://images63.fotosik.pl/617/ead3ac3cafdf044a.jpg[/IMG] [url]http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=21&t=151922&start=1065[/url]
  19. No, amarylisy u mnie siedzą... w klatce :evil_lol: po tym, jak zostały ściachane do zera przez koty (zupełnie bezszkodowo)....
  20. On nawet jeszcze nie wie, jak "smakuje" miłość, czy przyjaźń.... :(
  21. W zeszłym tygodniu za TM pobiegła kicia mojej cioci - Bastet, podążyła za ukochaną Panią :-( I Wiórka, moja mikro cziłałeczka..... :placz: A w sobotę w nocy, wracając z Biegu Patrolowego na drodze napotkałam przejechanego pięknego, rudego psa..... :shake:
  22. Siatkę przegryzł :shake: A biedak wcześniej długo koczował na polu, potem go ktoś wziął na chwilę i... znowu wywalił na pole. I dziewczyny go po tajniacku zabrały na DT a gamoń pierwszej nocy rozpracował ogrodzenie... :(
  23. Bardzo często, niestety, wytłumienie sygnałów grożących - czyli właśnie strzał bez ostrzeżenia- jest efektem starannej chociaż niezamierzonej pracy właściciela. "Zawsze był karcony za warczenie i się oduczył"...... No pewnie- oduczył się- tyle, że zamiast nauczyć się, CO i JAK ma robić w danej sytuacji zamiast agresji, to sie nauczył, że ostrzeganie jest traktowane jako niepożądane. No ale ciągle się słyszy "o boże on taki agresywny jest, zawarczał na dziecko"- a pies po wyczerpaniu wszystkich dostępnych mu łagodniejszych sygnałów uspokajających i ostrzegawczych sięgnął po ostateczne ostrzeżenie- "zaraz się urąbię jak się nie odczepisz!!!!!". I chwała mu za to ;)
  24. Rzadko czuję potrzebę pisania o moich i nie moich zwierzakach które odeszły za Tęczowy Most, bo każdy z nich na swój sposób był wyjątkowy- ale ta historia jest naprawdę INNA. Może przemówi do tych, dla których zwierzak to "tylko pies czy kot", albo i do psiarzy którzy twierdzą, ze "kot nie jest tak wierny jak pies i przywiązuje się do miejsca".... Bastet była kicią mojej Cioci- Joli. Znalazłyśmy ją razem, gdzieś w maju, niemal 13 lat temu. Straszny koci płacz doprowadził nas do kącika w którym na pozór nic nie było- dopiero macanie ujawniło mikroskopijne czarne kocię wciśnięte w róg budynku. Bastet była fajną, nieco neurotyczna kicią o wiecznie zdumionych, żółtych oczach ("lokomotywa w tunelu"). Zawsze chuda, lekko wypłoszowata ;) Przed sterylką zdążyła się dochować dziecka, urodzonego zupełnie znienacka (mimo chudości kici NIC nie wskazywało na ciążę) w Mikołaja ;) Bastet- niestety- była kicią wychodzącą. W zeszłym roku w kwietniu nagle zaginęła......... Znikła na prawie pół roku- NA PEWNO nie było jej w okolicy. Podejrzewam, ze ktoś celowo lub przypadkiem ja wywiózł. Wróciła. Zmarnowana, przestraszona, ale wróciła. Niestety moja Ciocia była już poważnie chora. Bastet od swojego powrotu towarzyszyła Cioci cały czas, już nie chciała wychodzić, pilnowała Pani. Kiedy Ciocia była w szpitalu, Bastet popłakiwała, a Jej powrót do domu zamanifestowała takim krzykiem, że omal nie popłakałyśmy się my... Ostatnio Ciocia była coraz bardziej schorowana, Bastet jak cień była z Nią. Spała w łóżku, zaglądała do łazienki... W zeszłą niedzielę Ciocia odeszła. Spokojnie, w domu.. Nie będę pisać o tym co czuję, na razie nie umiem. Bastet chodziła po domu, płakała. Po raz pierwszy tak naprawdę szukała mojej bliskości, nie tylko chwilowego pogłaskania, ale wtulała się w ramię....... Nie wyglądała na chorą, chociaż martwiło mnie to, ze musiałam chodzić za nią z miseczką, żeby cokolwiek zjadła. W środę rano zajrzałam do kotów, Bast zjadła podsunięte frykasy, przytuliła się. Wieczorem zastałam ją nieżywą. Tak po prostu. Nie umiem tego wytłumaczyć w inny sposób, niż taki, że ona odeszła bo chciała pójść za Ciocią.
×
×
  • Create New...