-
Posts
8714 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Dorothy
-
Kochany Filipek odszedł za TM :( [*]
Dorothy replied to anouk92's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
dzis doszedl bonahren, jutro pierwszy zastrzyk, dzis nie ma mojego weta, no wiec dzis Filipek dostanie ode mnie zastrzyki ktore mam przygotowane. Jutro - kwas. Filip znow dzis gorzej chodzi.... Anouk co w sprawie tej maty jakiejs od Joasi, temat ucichl.... ps. Ania a moge troche poprawic tekst? mozna tam wprowadzac zmiany? czy nie? -
Kochany Filipek odszedł za TM :( [*]
Dorothy replied to anouk92's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dzieki Anouk :calus: wpisalam sie tam.... -
Kochany Filipek odszedł za TM :( [*]
Dorothy replied to anouk92's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
i pomyslec ze ja dotad o tej chorobie nie mialam pojecia.... nie wiem, napewno mam miekkie serce... faktem jest, ze jestem zmeczona. Wiekszosc swojego czasu poswiecam psom. Ale nie wyobrazam sobie, ze moglabym zostawic Filipa....:shake: to jest wlasnie problem, poniewaz konczyny sa wtedy bez czucia, ale ruchy usztywnionego kregoslupa nie sa bez czucia, one naciskaja przy kazdym ruchu nerwy z kregoslupa wychodzace.... :-( Joanna, czy mozesz prosze podac mi link do tego topiku na owczarku? Moze tez sie tam pokaze, chyba powinnam nawet... Dzis Filipek tak sie cieszyl na spacerze ze przesadzil, w tamta strone podskakiwal jak zajac, spowrotem nie mogl uniesc zadu, ostatnie metry go nioslam...:-( Na pozostale spacery biore go samego i wtedy mniej szaleje, natomiast rano budzi mnie ogolne piszczenie i domaganie sie, wiec nie moge isc z reszta a jego zostawic ani odwrotnie, bo chyba by zwariowala ta czesc pozostawiona i zasikala oraz zakoopala mi dom :-) -
Kochany Filipek odszedł za TM :( [*]
Dorothy replied to anouk92's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
[quote name='przyjaciel_koni']Dorothy - tak zapowiadana kwota od miłej Osoby to 230zł. Już wpłynęło na AFN. Bardzo dziękuję Kaas1 za pomoc dla Faraona (Filipa) !!!!!! Już kolejny raz Pani Kasia pomaga psiakom !!!! Jestem niezmiernie wdzięczna !!! I ja ogromnie dziekuje, naprawde. To bardzo wiele, i bardzo wazne. Prosze ode mnie przekazac tej pani podziekowania. -
Kochany Filipek odszedł za TM :( [*]
Dorothy replied to anouk92's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
o, czy masz na mysli temat Filipa?? On jest na ONkowym forum? czy cos zle zajarzylam? -
Kochany Filipek odszedł za TM :( [*]
Dorothy replied to anouk92's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
w poludnie sprawdzalam konto nie bylo jeszcze, jutro rano zaraz zajrze i zamelduje !! Dziekuje Ci!! -
Kochany Filipek odszedł za TM :( [*]
Dorothy replied to anouk92's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
ps. za zastrzyki dzisiejsze i jutrzejsze ktore dostalam do zrobienia zaplacilam dzis 89 zl -
Kochany Filipek odszedł za TM :( [*]
Dorothy replied to anouk92's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ogromnie dziekuje Wam wszystkim. JoannaLN, przyjaciel_koni - bardzo dziekuje za pamiec o finansowaniu walczacego Filipka Anouk - dzieki za aukcje z maszynka Jola_K - zadowolenia z maszynki i dziekuje za wplate mama_Dorota nie martw sie wazne ze z nami jestes! i wszyscy inni... dziekuje Wam. Przyznam szczerze balam sie, ze zostane sama... stary, nikomu niepotrzebny pies, bez przyszlosci, chory, i ja, bez kasy mimo dobrych checi bezradna. Ale jestescie ze mna i to jest wazne Na poczatku uwazalam ze mnie to przerosnie, ze niepotrzebnie.... zreszta wszyscy znajomi mnie opieprzyli PO CO CI TO???ZGLUPIALAS??? A co ja mialam zrobic, tak poprostu?? Nie wiem, czym skonczy sie nasza walka z choroba. Napewno nie jest wyrownana... Zdjecia Filipa (stare i jedno nowe z dzis) obejrzal wizytujacy prywatnie lecznice profesor weterynarii. Jego zdaniem Filip choruje na spondyloze juz dobre dwa lata. Zmiany musialy byc zauwazalne dla lekarzy w klinice, w ktorej przebywal Filip w pazdzierniku, tylko z niejasnych przyczyn nie zostalo to dobitnie powiedziane osobom, ktore sie nim zajmowaly,a poniewaz nie zostaly one dokladnie poinformowane o stanie psa nie wiedzialy tez, ze umieszczenie psa w zimnej stajni spowoduje gwaltowny postep choroby. Zmiany w kregoslupie polegaja na powstawaniu na obrzezach kregow wyroskow kostnych tzw osteofitow, ktore zrastaja sie powoli ze soba usztywniajac kregoslup, zas wewnatrz kanalu kregowego powoduja one narastajacy ucisk na rdzen kregowy i nerwy obwodowe, bol i powolny zanik czucia w lapach, odcinku krzyzowym ogonie itd. Z czasem ucisk ten powoduje calkowity paraliz zwierzecia. Zmiany u Filipa zaszly tak daleko, ze osteofity uciskaja juz rdzen kregowy, co powoduje ze ma problemy z chodzeniem. Mimo ogromnej dawki lekow przeciwbolowych nadal wywraca sie i zatacza. I tak juz prawdopodobnie zostanie. Kwas hialuronowy to ostatnia deska ratunku, ale szanse ze zadziala w tym stadium ocenia sie na 20%. Filipku oby to bylo TWOJE 20%....:-( Filip moze zyc i porusza sie w takim stanie w jakim jest, choc przychodzi mu to z trudem, jednak ma taka wole zycia, ze nie mozna mu tego odebrac. Nie jest mi latwo, Filip odkad sie podniosl napada na mojego Berta i z uporem maniaka, mimo ze nogi nie te :-) rozdzielam je, upominam, i wale Filipa gazeta wyborcza przez leb, zeby wybral zgode i swiety spokoj :-) Ale jeszcze trudniej jest mi z innego powodu, i napisze tu o nim. Nadejdzie taki moment, a nikt nie ma odwagi wyrokowac kiedy, gdy leki przestana dzialac... Filip bedzie zyl, ale nie bedzie chodzil. A ja nie dam rady nosic owczarka niemieckiego, wierzcie mi, sama waze zaledwie 54 kg.:-( wozeczek dla psa - na mojej dzialce tez odpada, tu jest oranka a i kolo domu nie mam nawet asfaltowej drogi, tylko tluczen. Anouk widziala... Co wtedy zrobie? Kto pomoze mi podjac jakas decyzje? Kto bedzie ze mna? I jak ja to przezyje... zabardzo sie angazuje, zeby tak poprostu powiedziec - dobra dosc. Bo kiedy jest ten moment, gdy dosc? Nie umiem bawic sie w Pana Boga...:-(:-( Nie wiem, jak sobie wtedy dam rade...:-( wiem, to nie sa rzeczy o ktorych powinno sie pisac, ale ja... boje sie. Mozna powiedziec - pomysle o tym jutro. Ale ja nie umiem JUTRO. Ta mysl wciaz wraca.... Narazie wet mowi- za wczesnie o tym mowic, uwierzmy z calych sil w bonahren. Uwierzmy i uczepmy sie mysli ze bedzie ok. Wtedy kochani i tak musze liczyc na Was, zeby podawac mu leki, bez ktorych bedzie cierpial.... Moze jutro dojdzie ten bonahren, poczta nosi swiateczne paczki, pewnie jest zawalona robota.... -
Kochany Filipek odszedł za TM :( [*]
Dorothy replied to anouk92's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Filipku staruszku nikt do Ciebie nie zaglada....:-( ale na co komu sa potrzebne stare chore psy....:-( bonahren nie przyszedl dzis niestety... -
Kochany Filipek odszedł za TM :( [*]
Dorothy replied to anouk92's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Filipku staruszku nikt do Ciebie nie zaglada....:-( ale na co komu sa potrzebne stare chore psy....:-( -
Kochany Filipek odszedł za TM :( [*]
Dorothy replied to anouk92's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
dzis kolejna wizyta i zastrzyki, no i czekamy na bonahren! Anouk dzieki za wplate!!! -
Kochany Filipek odszedł za TM :( [*]
Dorothy replied to anouk92's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dziekuje Peter, dziekuje Andzia, dziekuje WAM WSZYSTKIM. Kazdy gest z Waszej strony to dla Filipa promyk nadzieji.... dzis troszke gorzej szlo z chodzeniem, czesto "siadal na pupie" i moczyl ja w blocie, pogoda jest paskudna, zimno i deszczowo, to nie jest dobra pogoda dla takich stworzen jak Filip... Jednak naprawde dzielnie znosi cierpienie i trudnosci w chodzeniu, czasem mam wrazenie ze podnosi bezwladny zad sila woli... Tak sie cieszy ze moze wyjsc, powachac tu i tam, pooddychac swiezym powietrzem, to z widac, wychodzi i sobie poszczekuje, on jeszcze chce pozyc.... Ale dzis, gdy robilam mu zastrzyki, i plakal przy nich (sa bolesne, szczypia) bylo mi go strasznie zal.Na poczatku probowal gryzc przy zastrzykach, zawsze zakladalam mu kaganiec i u weta, i jak ja robilam, bo on juz jak lezy w kagancu, i masuje mu skore i szukam miejsca, on juz warczy i skuczy...:-( a dzis, dzis nie probowal juz ugryuzc, tylko cichutko poplakiwal. Chyba wie, ze ja probuje mu pomoc.... Czekam niecierpliwie na Bonahren, Andziu dziekuje raz jeszcze, od razu jedziemy z nim do weta, modlmy sie wszyscy zeby to bylo skuteczne, zeby to bylo TO. Powinnam miec aparat pod koniec tygodnia, postaram sie zrobic jakies nowe zdjecia. Dziekuje wszystkim, Anouk prosze zrob ta aukcje jesli dasz rady :modla: -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
Dorothy replied to kinga's topic in Już w nowym domu
[quote name='supergoga']A może dla sprawiedliwości drugi kennel dla Hoski ustawić, żeby sunia widziała że i ta druga w klatce siedzi. I żeby Hoska tam siedziała, jak masz coś do zrobienia lub wychodzisz.[/quote] tez o tym myslalam, i to byloby sprawiedliwe. zalatwiloby problemy w domu. Z tym ze nie zalatwiloby poblemow z uciekaniem. -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
Dorothy replied to kinga's topic in Już w nowym domu
rzeczywiscie, slyszalam o tym, ja myslalam ze to po prostu obroza elektryczna. Urzadzenie swietne, i na Hoske byloby znakomite. Moglabym zaczaic sie za rogiem jak kradnie, albo jak ucieka, i zadzialac z odleglosci. Niestety kwota rzedu 700-1000 zl pozostaje dla mnie w swiecie marzen, i to jeszcze na dlugo. Mam aktualnie miesiecznie ok 1000 zl na zycie dla siebie Juli i psow.I nie wiem kiedy to sie zmieni.... :-( gdybym miala kase - kupilabym obroze. Gdybym miala kase - ppostawilabym moze ten kojec. A najchetniej - gdybym miala kase poszlabym z Hoska na szkolenie, mamy tu w BB taka szkole dla psow gdzie ucza tych wszystkich agility, obedience itd. Hoska pewnie zostalaby mistrzem. Ale nie mam tej kasy. I trudno.:-( -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
Dorothy replied to kinga's topic in Już w nowym domu
co to jest teletakt? -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
Dorothy replied to kinga's topic in Już w nowym domu
[quote name='Katcherine']Dorota- czytam Twoje wypowiedzi i co mnie osobiscie niepokoi- ze nie ma w nich nic co by wskazywalo ze Ty bys chciala jeszcze cos naprawic, powalczyc o Hoske. S[/quote] Bo ja za malo o nia walczylam... wiesz, gdybym nie walczyla, Tuxman wyp... by ja z domu juz wtedy, gdy zalala kuchnie i zniszczyla zmywarke i piec swoimi wystepami. I za kazdym nastepnym razem. Ale choc meska cierpliwosc jest dosc ograniczona to tuxman ma miekkie serce wobec mnie i dlatego Hoska wciaz tu jest. Poprosze o liste dobrych pomyslow co mam zrobic zeby przestala. I zeby przestrzegala zasad takze wtedy gdy ja NIE PATRZE. ps. tak, przyznaje sie, jestem nieodpowiedzialnym wlascicielem, i nie radze sobie z psem. Jestem do niczego, i teraz bede winna, winna wszystkiemu, co ewentualnie stanie sie z biedna nieszczesliwa Hosia. Ale Katcherine nie wiem czy Ty bys sobie poradzila, i ile osob z dogo by sobie poradzilo. Czy to normalne zeby pies wyczynial takie rzeczy, ustawial mi moj plan dnia, moje poczynania, powodowal walke i klopoty z sasiadami, tylko dlatego ze sobie robi na co ma ochote a ja nie umiem sobie z tym poradzic? Kto i jak dlugo znosilby cos takiego? Nastepne 10 lat? Hosia wszak jest mloda, wszystko przed nia. Tyle ze za 10 lat ja bede stara, i chyba sie powiesze jak spedze zycie na uzeraniu sie z Hosia i jej pomyslami. A z pomocy jesli chodzi o konkrety to tylko wciaz slysze sporobuj postaraj sie daj jej szanse. Pierdu pierdu. A konkretnie?? Co mam robic?? Liczylam raczej na konkretne rady a nie opierdalanie mnie jaka jestem nieodpowiedzialna. Jak tak ma byc to nie bede pisac o Hosi, bo i po co. Dosc mam przykrosci i bez tego. ps2. smutne tez ze nie bierzecie pod uwage tego jak mi z tym fatalnie, bo Hoska dlugo byla moim ukochanym psem, kochanszym od Suni, bardziej nianczonym od Berta. Zamykac ukochanego psa w kojcu? Na lancuchu? Oddawac komus? To ciezkie decyzje, strasznie. Z drugiej strony powoli wysiadam, jak wychodze zawsze sie modle Boze zebym tylko zastala wszystko w porzadku. Szkoda Ci Katcherine Hosi? Szkoda, ze nie szkoda Ci mnie..... -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
Dorothy replied to kinga's topic in Już w nowym domu
nie uwazam ze Hosska jest zlosliwa, mam jednak wrazenie ze jest w jakis nie psi sposob obludna, taka milusia i grzeczniusia jak ja jestem, taka czolgajaca sie, unizona, a jak wychodze kradnaca lazaca po stolach i rzadzaca na calego, nie ma tabu, nie ma swietosci. Poza tym uwazam ze hierarchia stadna i jakies jej niejasnosci nie robia tu na Hosce wrazenia, porzadek juz w domu jest, Sunia ma traumatyczne wydarzenia za soba i zawsze bedzie zle reagowac na wszystkie suki a na Hoske w szczegolnosci, i chocbym sie skichala nie zmienie tego. Mam wywalic z domu Sunie zeby sytuacja byla jasna? Sunia zawsze bedzie probowac, zaczepiac, posikiwac, tak juz ma, i nawet Zofia stwierdzila, ze albo to trzeba zaakceptowac albo ja uspic. Ja zaakceptowalam, byla w tym domu pierwsza, ma w nim miejsce ze wzgledu na to, co przeszla. Poprawic stosunkow w hierarchii stadnej bardziej sie juz prawdopodobnie nie da, Sunia nigdy nie bedzie "normalna". Beda na siebie z Hoska powarkiwac, Hoska bedzie ja ustawiac jako ta silniejsza, Sunia zawsze jednak bedzie "zaczynac". Tak juz ma. Co do reszty stada tez jakos dajemy rade i moje Hoskowe problemy nie wynikaja z klopotow z hierarchia, no chyba ze wezmiemy pod uwage ze Hoska uwaza sie za szefa jak mnie nie ma, i uwaza ze wszystko jej wolno. Ja ja nauczylam nieposluszenstwa? A jak niby? To ja nauczylam ja co to jest noga, rownaj, siad, lapa, lezec, oddaj, itd. A ze nie umiem nauczyc ja zostan - nic nie poradze. Widocznie jestem do dupy nauczycielem. Probowalam ja tego uczyc - efekt - zostaje poki jest w zasiegu mojego wzroku. JAK ZE WSZYSTKIM. To co mam zrobic? Pomysly mi sie jakby skonczyly,. Przywiazywac za noge do kaloryfera? Zalozyc obroze z piorunkiem? W momencie gdy znikam za drzwiami, za rogiem, Hosia podrywa sie i to jest koniec zostan. Podobnie jak z wlazeniem na stoly i blaty podczas gdy mnie nie ma w poblizu. Przy mnie nigdy tego nie zrobi. Ona wszystko UMIE i wszystko ZROBI - dopoki JA PATRZE. Jak odwracam wzrok ona pedzi robic swoje. Sorry, nie mam pomyslu na dalsze szkolenie.:shake: -
Kochany Filipek odszedł za TM :( [*]
Dorothy replied to anouk92's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Filip prosi o pomoc!!!! -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
Dorothy replied to kinga's topic in Już w nowym domu
praktykowalam chodzenie na spacery i trening, jak juz pisalam. Hoska znakomicie podlega szkoleniu z wyjatkiem wracania na zadanie gdy zobaczy innego psa. Wtedy chyba jedynie obroza elektryczna by pomogla... Lecz poza spacerami i treningiem pozostaje kilkanascie godzin czasu ktore trzeba jakos spedzic. I Hosia spedza:diabloti: Dol domu mam otwarty - kuchnia salon i salonik tv razem, zero drzwi. Nie dam rady zamykac kuchni bo nie jest osobnym pomieszczeniem, nalezy do salonu. Na dole nie mam ZADNEGO osobno zamykanego pomieszczenia. Zostawianie Hoski tamze oznacza stale kradzieze, no nie przesadzajmy ze mam kontrolowac za kazdym razem gdy ide na pietro (tam mam wc na przyklad, i pokoj Juli, i komputer) stan kuchni, sprzatac gotujacy sie wlasnie obiad (niby jak) itd. Zamykanie Hoski w garazu zaskutkowalo zniszczeniem bramy po raz ktorys. Moglabym ja zamykac w kennelu, ale kennel zajety przez Sunie, bo jak Hoska w domu, Sunia sika po wszystkim i zaznacza. Moge tez dac Sunie do garazu ale wlasciwie dlaczego Sunia ma pokutowac za to ze Hoska jest niegrzeczna i demoluje garaz?? A Hoska ma se kwitnaco przebywac w mieszkanku w tym czasie? Badzmy sprawiedliwi, moze, co? A moze w nagrode za dobre sprawowanie wziac Hosie do sypialni?:diabloti: Bo ona osobiscie do tego zmierza. Jak jest na dole tez piszczy pod barierka na schodach, wszak jej miejsce jest PRZY MNIE oraz NA GORZE. Jakies rozwiazanie to kojec caly czas i spacery 3 razy dziennie. Nie bede z tym szczesliwa i Hoska tez nie. Poza tym chyba bede musiala zoperowac jej te struny glosowe? -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
Dorothy replied to kinga's topic in Już w nowym domu
zasadniczo masz racje. Problem w tym, ze nigdy nie mialam psa w kojcu przy budzie, i nigdy sie na takie trzymanie psa nie godzilam. A teraz mam to zrobic? I do konca zycia trzymac Hoske w kojcu? czuje sie z ta mysla bardzo zle i dlatego Hoska wciaz wchodzi mi na glowe latajac luzem. -
Kochany Filipek odszedł za TM :( [*]
Dorothy replied to anouk92's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
moze ktos umialby zrobic aukcje na allegro?? dziewczyny zbieraja na leczenie Krecika i Emi i idzie calkiem dobrze.... -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
Dorothy replied to kinga's topic in Już w nowym domu
masz calkowita racje, z tym ze ja tez chcialabym zaznac w zyciu odrobiny spokoju, i myslalam ze stanie sie to wlasnie we wlasnym domu....:-( Nie wiem czy pastuch pomoze bo ona znajduje inne rozwiazania, wczoraj poniewaz pilnowalam strumyka, ujrzalam jak w drugim koncu ogrodu przeciska sie pod plotem pod drutem kolczastym!!!:-o Przez szpare 20 cm. Uwalona blotem i radosna zostawiwszy kepy siersci na drucie biegnie sobie na spacer. Trudno jest rozciagnac pastucha na takiej wysokosci nad woda zeby nie bylo spiecia i szlag go nie trafil a zeby Hoska nie przeszla.:-( Dzis budowlancy rano otwarli brame kiedy psy byly na dworze, i Hoska pooooszla, prowadzac za soba Berta. Poszly na wies, daleko, na ulice gdzie jezdza autobusy, a ja wolalam, bieglam, a przeciez Jula czeka, bo dzis jechali do teatru i nie moglysmy sie spoznic, a psow nie ma! W koncu pojechalam zostawiwszy otwarta brame. Wrocilam i w koncu na wolanie (darlam sie na cala wies) wrocily, radosne, szczesliwe, wesole, szczegolnie Hoska. Za nimi mniej szczesliwa draca morde sasiadka wrzeszczaca o biegajacych luzem psach, wojcie, gminie i policji. Kiedy mylam Bertwi lapy Hoska ujrzala na horyzoncie majaczacego sasiada z pieskiem w polach. Jeden skok - i juz byla za brama i pedzila pokonac wroga. A ja weszlam do domu z Bertem, i ona w polowie drogi zorientowala sie ze biegnie sama. Jakies bylo jej zaskoczenie gdy sie obejrzala i ujrzala Berta i mnie znikajacych w domu. Nasz wzrok sie spotkal, zawrocila, biega teraz wokol domu, a ja nie zamierzam jej wpuscic. Narazam tym samym moj tynk na liczne uszkodzenia, bo wspina sie na okna z kazdej strony domu i drapie, o drzwiach juz nie wspomne bo podrapala je juz dawno temu. I powiedzcie mi, przy calej milosci do Hoski, i trosce ze lepszego domu nie znajdzie, nie mam prawa do odrobiny zmeczenia? Moze o mnie tez ktos by zadbal, bo jak narazie ja dbam o wszystkie stworzenia duze male cztero i dwunozne w tym domu. A o mnie nikt. A ja powoli wysiadam.:-( ps.zapomnialam dodac, ze wczoraj Hosia podczas mojego 10 minutowego pobytu w toalecie sciagnela z pieca rondelek z przykrywka i zjadla moj obiad, pare kawalkow uduszonej poledwicy w sosie. Zastalam wylizany garnuszek na podlodze. Ale wlasciwie po co ja mam jesc... -
Kochany Filipek odszedł za TM :( [*]
Dorothy replied to anouk92's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Martynko Bonahren to 6 zastrzykow podawanych co tydzien, a wiec zaledwie 1,5 miesiaca.... za wszelkie wplaty dziekuje :modla: spanie w domu chyba mu sluzy, dzis jakby ciut ciut lepiej z wychodzeniem czekam na Bonahren jutro kolejna wizyta, kolejne zastrzyki, kolejne 50 zl.... oby pomagalo.... -
Kochany Filipek odszedł za TM :( [*]
Dorothy replied to anouk92's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Oczywiscie ze moze, co za pytanie!!!!!! Dziekuje w imieniu dziadzia Filipa, ktory procz zdziadzialych nog naprawde jest mlodzieniaszkiem, pieknym owczarkiem teskniacym za ruchem, powietrzem, sloncem, zyciem.... dziekuje za kazda zlotowke :modla: adres posylam pw -
Kochany Filipek odszedł za TM :( [*]
Dorothy replied to anouk92's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
nie jest dobrze....:-( wrocilam od weta. Pogorszylo sie, tylko nie wiadomo, co jest przyczyna, czy ochlodzenie, czy na przyklad poglebienie choroby. Zabieram Filipa do domu, nie moze dluzej spac w garazu, mimo ogrzewania :shake: Bedzie to troche trudne bo dziadzio Filip obszczekuje i prowokuje mojego Berta. Bert sie wkurza i jest awantura. Bede wiec musiala lawirowac jakos z Bertem. A przeciez to Bert tu rzadzi. Ale nic. Opinia lekarza: " nie wiem, czy nie doszlismy do maksimum efektu w leczneiu. Moze sie okazac, ze lepiej juz nie bedzie. (Pies chodzi z trudem po kilka krokow, siada mimowolnie albo wywraca sie mu tyl) Moze sie okazac, ze mimo podawanych coraz silniejszych lekow poprawy nie bedzie.:-( Na leki typu Arthoflex, Caniviton czy Cortaflex, albo tez inne preparaty Glukozaminy chondroityny itd- to w tej chwili wlasciwie moze byc juz za pozno. Trudno poprawiac smarowanie stawow i produkcje mazi stawowej kiedy owe stawy ulegly juz zrosnieciu czy usztywnieniu i nie zachodzi w ich obrebie ruch. Oczywiscie podac mozna - jesli tylko ma sie na to kase i dobre checi. Leki ktore podajemy dostaje w naprawde duzych stezeniach. Jednak zdecydowanej poprawy nie widac, odkad Filip sie podniosl. Ostatnia nadzieja w kwasie hialuronowym, choc doswiadczen z podawaniem go psom w TAKIM STANIE nie mam. Podaje go psom w duzo lepszym stanie. Takich psow wlasciwie nikt nie leczy, takie psy ludzie chca uspic ze wzgledu na koszty, dlatego nie wiem, jaki bedzie efekt terapii i nie moge zagwarantowac, ze cudowny. Oczywiscie lek podamy i zobaczymy skutki. " nie wiem co z tym Bonahrenem Andzia? Lekarz mowi ze tu czas gra kluczowa role...:-( Filip walczy i chce chodzic, ale jego kregoslup nie chce walczyc:-( pomocy....:-( Uprzedzil mnie tez, ze nawet jesli sie poprawi pies do konca zycia bedzie na lekach (kosztownych) zeby moc utrzymac sie na nogach. Odstawienie lekow = rownia pochyla. Dzis zaplacilam 145 zł (zastrzyki za 3 dni sobota, niedziela, dzis), co razem z poprzednim rachunkiem 185 zl daje wydane 330 zl. Bonahren kosztuje 260 zl? nie moge narazie dostac sie na konto ale wczoraj bylo 280 wplat z dogo. Jesli mamy kupic Benahren blagam o dalsze wplaty, ja tez cos musze jesc wraz z psami i Jula.... :modla: :modla: :modla: