-
Posts
8714 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Dorothy
-
ja tez. U mnie plonie znicz dla wszystkich moich kochanych zwierzakow ktore odeszly. dziekuje za pamiec Agus :calus:
-
wstecznego absolutnie, wstecznego dziadek nie posiada :-D jak wlezie w waskie przejscie miedzy stolem i kanapa to sie zaklinuje i stoi, i wyciagac go trzeba na rekach delikatnie bo inaczej warczy i klapie zebami. Zreszta klapac mu sie zdarza w roznych sytuacjach, jak jest niezadowolony. To znaczy nie zebami, tymi resztkami co ma, wiec niegroznie. Taaak, starowinek nie dosc ze ma demencje niezla, to wiele uroczych cech z nia zwiazanych nieodwracalnych umila nam zycie :-) i sika ludzie, wezcie mi wyslijcie paczke pampersow, mam zasikane - siano, worki z trocinami, szafki, slupy, narozniki, bramy wewnetrzne w stajni, drzwi, framugi, derki ktore nieopatrznie lezaly na ziemi, wiaderka na pasze i wszystko co stoi po drodze :-) mysle ze on cieszy sie ze ma swoje miejsce osobiste i je oznacza, ale moglby sie wyluzowac...
-
Dziadeczek jest nieziemski, kradnie z plecakow kanapki dzieciakom co przyjezdzaja do koni, obrabia bezzebdnymi dziaslami kostke ukradziona kulawemu Brutusowi, ktory ja porzucil na chwile i popedzil sprawowac czynnosci strózujace, memle marchewki i suche pietki gwizdniete z paszarni, a wczoraj mi nawial!!! Wyobrazacie sobie??? Poszlismy pastwisko rozstawiac i Dzet oraz Brut z nami. Dlugo trzymaly sie nas i sciezki, ale w pewnym momencie sciezka prosto, my z Brutem w lewo, pastuch tez w lewo, ale dziadunio zwawo prosto, wiec ja mowie ee daleko nie odejdzie ledwo kustyka. Jednakze g.. prawda jak sie okazalo, dziadunio poczul na szczycie wzniesienia wiatr w zaglach, zadarl ogon w gore i rączym klusikiem zaczal oddalac sie w strone przeciwna od mojej!!! Ja za nim, wolajac Dzet, Dzeeet, po drodze chlopy na budowie usilowali gwizdac na niego ale minal ich bez mrugniecia okiem i nawet nie zwolnil, ja za nim przelecialam z wywieszonym ozorem na plecach i zlapalam dziadka ze dwa kilometry od stajni!! Pola sa otwarte i widac dobrze, ale jak zaczal dryfowac w strone lasu to mi sie zimno zrobilo.... zlapalam, i do domu wloklam na kawalku pastucha!! Wsciekla jak kurwosci!!! Chlopy na budowie ubaw po pachy, ja wsciekla mokra jak mysz po gonitwie, dziadek niezadowolony bo niestety planowany dalszy wypad nie wypalil... :mdleje: od wczoraj dziadunio jest pilnowany starannie, bo mam obawy ze powodu demencji nie powrocilby na swoje smieci. On chyba zapomina ze trzeba wrocic do domu, podobnie jak zapomina, gdzie sie sika i koopa! Nie zapomina jednakze, ze mozna pchac leb do glaskania kazdemu kto tylko zechce zwrocic uwage, i ze zyje sie po to, zeby jesc.... taki to jest dziadunio, niech go licho :-D
-
nie nie, jest w porzadku tylko po prostu nie wyrabiam, fizycznie, psychicznie i czasowo przez ostatnie dni, wszystko naraz to sie nie da a juz napewno nie pamietam ze mi bateria siada w telefonie i naturalnie nie pamietam zeby brac ladowarke, a jesli nawet to w biegu nic sie nie naladuje... :-) powiem Wam w sekrecie ze dziadeczek Dzet = Wielka Przylepa
-
nic sie nie stalo ja po prostu jestem przemeczona i zdrowie mi nawala. Bylam do późna w stajni i zdechl mi telefon :-) Dziadzio jest fajny, nieco przybral sobie, powoli sie zbieram aby go wykąpać i załadowac mu nalezne leczenie zastrzykami, nie chcialam od razu bo wygladal marnie i balam sie ze zle zniesie taki atak wspolczesnej medycyny weterynaryjnej :-) Poza tym dzis do stajni przybyl mu kolega, niewidomy na jedno oko roczny owczarkowaty psiak , kulejacy po operacji łączenia kosci udowej. Maja materacyki obok siebie i probuja sie poznawac, przy czym zaczelo sie od lania na wyscigi po wszystkich katach i naroznikach stajennych. Jedzą osobno, żeby nie bylo zgrzytów, młody mimo kulawej nogi jest zywiolowy i gania po stajni, dziadzio zaś dostojnie drepcze zarzucając zadem. Obiecuje zrobic zdjecia jak nie zapomne, ostatnio mam okropne urwanie glowy, prawie nie ogladam wlasnego domu :-(
-
taak, ten psi honor zaczyna mnie wkurzac :-D leje nadal, a jak sprytnie! Przeganiam go od siana to udaje ze poszedl.... zakreca za rogiem i cichutko sie zataczajac idzie oblac to siano z drugiej strony, myslac ze nie widze!! Dzis owarczal Berta ktory przyszedl do kuchni zobaczyc co robie do jedzenia. Jedzenie bylo dla Dżeta wiec warczal, a Bert spojrzal na niego jak na idiote. Ale jak zaczelo pachniec zrobilo sie nieswojo, musialam podac dwie porcje :-D Postaram sie jutro dotrzec do lecznicy, niestety mialam problemy czasowe, jeden stajenny wyjechal drugi nie dojechal i w sumie najwiecej jechalam ja, sprzatajac 20 boksów scieląc karmiac itd., nie moglam za bardzo stajni zostawic pustej, wiec bylam uwiazana. Jutro powinno byc lepiej. A jak nie to najpozniej w piatek. Z pania dr wet juz rozmawialam i przemysliwa kuracje dla dziaqdka na stawy, mowi ze wszedl jakis nowy ponoc swietny niesterydowy lek zapalny dla starych psow na stawy i kosci, drogi ale podaje sie najpierw co dw atyg a potem co miesiac zastrzyk, jeden zastrzyk chyba w granicach 70 zl wyjdzie, ale moze warto? Dziadek nadal powlóczy zadkiem, pani dr obejrzala i mowi ze tolfedine o wiele za slabe jest dla niego.
-
dziadzio to najbardziej nieustannie zakochany w czlowieku. Lazi za kazdym, krok w krok, kiwajac sie z boku na bok :-) Poki co Bert go nie dziabnal bo on dziabie tylko mlode psy, staruszki olewa, juz przywyklze stale cos do domu starego sciagam :-D ale jak sie wkurzy bedzie dym. :-) Poza tym Dziadzio Dżet dzis zazczekał :crazyeye:
-
zatacza sie jak po przyjezdzie, mimo tych lekow ktore dostal a ktore mialy zdzialac cuda. :-( sika na siano i na wszystko inne, malo tego zaczyna pbwarkiwac Berta i inne psy przyjezdzajace do stajni. Glupek jeden Bert by go przewrocil i przeszedl po nim i nawet nie dostrzegl, a jak sie wkurzy i go dziabnie to po dziadku. Narazie ich pilnuje.
-
nie ma sie co smiac, lejek z niego na calego, a najchetniej obsikuje swiezo dla koni przyniesione kostki siana!!!:angryy: poza tym pcha le do glaskania i lazi za mna krok w krok. Nogi sie rozjezdzaja, dupa zanosi, dreptu dreptu ale podaza za mna twardo, dzis na obchodzie przelazl z kilometr :-) Na pastwisko poszedl, potem do stodoly, na plac, przez cala stajnie na druga strone i spowrotem... kradnie notorycznie suchy chleb z paszarni oraz wynosi do memlania marchewki, zaleca sie do Kropki i obsikuje wszystko. Jest powszechnie lubiany, bo jest pocziwina niemozliwa, choc bardzo sie ludzie dziwia czemu tak sie zatacza. Nie kazdy czlowiek jest swiadomy ze pies moze miec klopoty z chodzeniem.
-
zapomnialam dodac ze dzis procz sraki (chyba puszki, wstrzymalam podawanie) Dżet zaskoczyl mnie nieslychanie bo.. zalecal sie do Kropy!!! Kropka uciekala w poplochu a on nie ustawał w swych awansach :jumpie: łaził za nia godzine :mdleje: czyzby druga młodośc? trzecia, ewentualnie któraśtam??:crazyeye:
-
[quote name='majqa'] Nie bardzo rozumiem, rozwiń ten wpis proszę. Z jakiego powodu uważasz, że zapominam/ zapominamy o Dżecie? Jestem przeszczęśliwa, że trafił w Twoje ręce. Wchodzę na wątek, z radością czytam Twoje wpisy, staram się do nich odnosić, może i kiepsko mi to wychodzi więc przepraszam. Czekam na info, kiedy ruszą badania. Drżę o ich wynik. Od tych badań zależeć będzie dalsze postępowanie, leczenie i żmudne szukanie psu domu docelowego (z czym do wyników badań, tak uważam, należy jeszcze poczekać). Co mogę jeszcze zrobić w kwestii Dżeta, co innego niż poczekanie na wspomniane wyniki badań i pomoc w ogłaszaniu? Finansowo nie jestem w stanie wspomóc z przyczyn, o jakich nie chcę pisać, a tymi, o których mogę jest utrzymywanie 18 zwierzaków. Tym, co mogłam było przeznaczenie fantów na bazarek (info o nich poszło na mail Jaszy), kolejnych szukam. PW (było ich od diabła i trochę) z prośbą o wejście na wątek, pomoc psom, porozsyłałam. Ci, co zechcieli weszli. Co przegapiłam w kwestii własnego zainteresowania Dżetem? Czekam na odpowiedź i postaram się zastosować do sugestii/ uwag.[/QUOTE] nic nie przegapilas i moja uwaga nie byla do Ciebie skierowana. Po prostu co tu zagladam wciaz czytam co z Omarem, jak Omar, gdzie Omar, zeby choc buda dla Omara, a nikt nie zapytal - jak u Ciebie miewa sie Dzet? czy cos mu dolega? czy jest fajny? cokolwiek. Jakos odbilo mi sie czkawka dawne sprawdzone na dogo doswiadczenie, ze jak sie juz wezmie psa na DT to entuzjazm i zanintersowanie nim gwaltownie spada- juz nie jest takim DRINGEND przypadkiem. :-) nie chodzilo mi o Ciebie tylko o ogolna atmosfere. Ten watek jest o trzech psach, i ostatnie strony jakos o dwa w DT nikt nie dopytuje jak sie maja. akladaniae ze maja sie swietnie tez jest mile, ale jakos mi cieplej na sercu gdy jednak ktos czasem o ojego tymczasowicza zapyta. I wcale nie chodzi o kase. Sama wiesz ze za DT nie biore ani grosza i nigdy nie bralam. A na weta sie nazbiera, rozmawialysmy z Viris o tym. Mnie chodzi o zwykle zainteresowanie :-(