-
Posts
5249 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by joaaa
-
nie, dalej proszę! :eviltong:
-
Nie. :evil_lol: Kto następny?
-
No i część zdjęć już mamy, dzięki! :p A ja znalazłam kabelek do mojego aparatu. Więc mam nadzieję, że uda mi się nadrobić moje zaległości. Na początek zagadka: ILE PSÓW WIDZISZ NA ZDJĘCIU? :evil_lol: [IMG]http://images45.fotosik.pl/359/e6dfdb9d35e993c5.jpg[/IMG]
-
No na koniec, to mocno posłodziłaś. ;) Ale dzięki, chociaż z tą cudownością, to na prawdę przesadziłaś! Ja powiem jeszcze raz, że bardzo , bardzo się cieszę z naszego poznania. Mam nadzieję, że będą kolejne odwiedziny i lepiej się do nich przygotuję. :oops: Zapomniałam napisać, że dziewczyny przywiozły podarunki, kolejne koty :p (śliczne drewniane figurki, korci mnie, żeby zacząć zbierać, bo już mam cztery) i naleweczki własnej produkcji. Miałam się odwdzięczyć moją na wiśniach, ale oczywiście zapomniałam (obawiam się, że może nie doczekać do kolejnych odwiedzin, bo parę gąb systematycznie jej próbuje). Iv posłodziła też Maseczce, bo zachowała się jak Masakra, ale od soboty miała złe dni. Dzisiaj już było lepiej, chociaż trochę izolowałam ją od stada. Maseczka to trudny pies, byli właściciele zrobili jej krzywdę, bo prawdopodobnie pozwalali jej na wszystko, a jak chcieli czegoś zabronić, to ona startowała z zębami i oni chyba ustępowali. Szkoda, bo to bardzo piękny pies, a adopcja będzie bardzo trudna. Iv, czekam na zdjęcia i jeszcze raz dziękuję i liczę na kolejne odwiedziny. Jeżeli ktoś jeszcze ma ochotę, to zapraszam!
-
No i mieliśmy wspaniałe odwiedziny. :) Trochę na wariata, nie posprzątałam, nie kupiłam ciastek (kupili goście). Ale w następny weekend ma padać, więc poprosiłam Iv, żeby przyjechały teraz. I bardzo, bardzo się cieszę, że im się udało! Dziewczyny zrobiły trochę zdjęć, ale wzgardziły moimi jabłkami. ;) Chyba ich serce podbiła Pisia, bardzo rozmowna i gadatliwa. Maseczka dała mały popis swoich możliwości, ale jakoś udało się ją uspokoić. Za to Feniks zaprezentował się nieźle, tylko nie spodobało mu się pozowanie do zdjęć. Zresztą Iv pewnie napisze.
-
Bokser Floyd zasnął na zawsze w ramionach swojego przyjaciela..
joaaa replied to wykrywka's topic in Już w nowym domu
Dermosanem też smarowałam, ale szybsze efekty były po wazelinie. Wyglądało, że lepiej oblepia nochalek. ;) -
Bokser Floyd zasnął na zawsze w ramionach swojego przyjaciela..
joaaa replied to wykrywka's topic in Już w nowym domu
Nochalek można smarować grubo wazeliną, najlepiej kilka razy dziennie. Przerobiłam to z Igo i Ząbkiem(Kubą). Chyba, ze to jest grzybicowe, to wtedy nie wiem. A Floyd jest piękny, prowadzone są intensywne prace nad miejscem dla niego. -
Super! :) Wysyłam Ci pw z adresem. A zdjęcia mam nadzieję, że wreszcie zrobię.:cool3:
-
Przepraszam za milczenie, trochę się działo. Jakoś się pozbierałam z remontem i psami. Koniec inwestycji w tym roku, bo brak kasy. Musimy przeżyć zimę, zrobiłam nowe okna; ogrzewanie, dach, ocieplenie dachu i pokoje na strychu muszą poczekać. Muszę ruszyć z hotelem, mam pięć boksów na psy z zewnątrz, w tym tygodniu zrobię ogłoszenia. I oczywiście jeden pokój dla staruszków bokserów, zrobiłam tam dwa kojce, żeby w razie czego oddzielać kłótliwych. ;) W tej chwili stan pogłowia to 12 psów i 2 koty. Czyli: SOSboksery- staruszki: Igo, Kuba, Kefir, Pisia(czyli Livia), Babcia Krecik(Lala), Massi-na wychowaniu; psy z Brwinowa- Bajerek, Rufiki, Ali i Eni(w kojcu). Plus moje dogi Myszka i Feniks, i oczywiście koty, Misio i Rudy. Koty polują, upolowały żabę i nietoperza, o tym wiem, bo przyniosły resztki do domu, a ja nie wiedząc, co to jest wzięłam w rękę.:watpliwy: Feluś poszedł do adopcji do bardzo fajnych ludzi. Odszedł Hudini, zupełnie niespodziewanie, jeździłam z nim do Wwy do lekarza, wydawało się, że jest już ok, ale umarł - był i następnego dnia już go nie było, trudno mi się pozbierać.... Przybyła Pisia, czyli Livia, staruszeczka bokserka z charakterkiem Buni(wózkowiczki). Ustawia wszystkich, łącznie z Feniksem, chociaż nie ma zębów(wszystkie starte do dziąseł). Bardzo rozmowna i charakterek typowo bokserski. Nadrobię zdjęcia, bo reaktywowałam aparat. Iv, jak tam?! Zapraszam, mam pyszne jabłka, mam nadzieję, że uda Ci się mnie odwiedzić!
-
Tońcio jak zwykle okrąglutki. ;) A gdzie dożynka?
-
SOS bokserom - Hudini przeszedł za TM :(
joaaa replied to joaaa's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Bardzo mi przykro, wydawało się, że już jest zdrowy i nagle, z dnia na dzień go nie ma... Trudno mi się pozbierać. Ciągle go widzę tam , gdzie lubił leżeć i jak biegnie przez ogród, i tak śmiesznie podrygują mu uszy... Raz szukałam go wieczorem przez pół godziny z latarką. Wiedziałam, że musi być na działce, bo nie ma żadnej możliwości wyjścia. Ale nie mogłam go znaleźć. Denerwowałam się coraz bardziej. Aż w końcu usłyszałam, że szczeka w zamkniętej piwnicy. Wszedł tam przez okno, a mi nie przyszło do głowy, że może tam być. Mój Dudini... :( -
Bokserka Buba - już nie cierpi i szczęśliwa biega za TM
joaaa replied to Zu's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ja też pamiętam. [*] -
[quote name='halbina']siwiała już po pierwszych urodzinkach, ale faktycznie, starzeje się... a ma 4,5 roku... A ta sterta ciuchów to efekt zabawy: cebulki... Inka po prostu zawsze położy się na kocu, jak do wyboru ma trawę, nie przeszkadzały jej śmiechy i flesze... ludzie są fajni, bo miziają i częstują kiełbaskami...[/QUOTE] ... i skarpetkami ;)
-
[quote name='halbina']i śniadanka: [IMG]http://lh5.ggpht.com/_5h0kLg0CDdg/TH06k6Z43aI/AAAAAAAACuo/o6eRtkgoPHo/ZD3958~1.JPG[/IMG] [IMG]http://lh5.ggpht.com/_5h0kLg0CDdg/TH06l0gQcxI/AAAAAAAACus/rgvPsNbsukE/ZD3957~1.JPG[/IMG] [/QUOTE] Przepraszam, czy śniadanka Inki, to te skarpetki? :crazyeye: Biedna suczka.... No a na poważnie, to Inka pewnie zachwycona bo ma Panią tylko dla siebie.
-
No właśnie,zachciało mi się, to mam!...;) Ale jest coraz lepiej! Net już mam, to był tylko zasilacz. Ale podróże do Wwy to na razie masakra. I jeszcze towarzystwo mi się pochorowało. Maseczka przywlokła kaszel kenelowy(tak to wygląda) i sześcioro choruje. A weta wezwać byle jakiego, to chyba bez sensu. Ale jak nie dam rady, to trzeba będzie. Na razie kaszlą i smarkają, niektóre już mniej. Mam nadzieję, że reszta się nie pochoruje.
-
A co myślałaś?!:mad: One mają różne gusty, a poza tym, to dom na odpowiednim poziomie i trzeba się odpowiednio prezentować. Zdechł mi internet radiowy. :( Jutro pojadę do Grójca, może coś pomogą. Szlag mnie trafia...
-
Iv, myślę, że powinnaś zabrać kilka wersji stroju. ;) Bo one mają różne gusty.
-
Ło mamusiu, już się boję, bo paparazzi robią zdjęcia takie niechciane przez gwiazdy (to chyba w tym przypadku ja ;)) I może znowu wyniknie jakaś afera.... Hmmm, może w takim razie nie będzie mnie w domu.:diabloti: O nalewce ze śliwek nie słyszałam, ale podobno zawsze najważniejszy alkohol. :p Nie chce mi się wyjeżdżać z tej mojej wsi do wwy, ale muszę. Ten tydzień dał mi w kość, prawie codziennie. Musiałam do biura, albo do klienta, albo na jazdy. Bo kończę prawko. Bez samochodu tu żyć się nie da! Oczywiście ja zdałam za pierwszym razem, tylko jeszcze muszę pójść na egzamin. ;) Muszę napisać, że kocham jazdę samochodem, nawet w korkach warszawskich. Szkoda, że wcześniej nie wiedziałam tego, bo już dawno zrobiłabym prawko. Dzisiaj moja tymaczasowiczka Massi pokazała swój charakterek. Przyjechałyśmy wieczorem samochodem z moimi dwiema koleżankami(bo w soboty nie ma wieczorem pksu z Wwy) i Maseczka dała popis! Wypuściłam wszystkie, dziewczyny siedziały w samochodzie, potem schowałam Feniksa, bo miały dla niego respekt. Jak już było bezpiecznie, to otworzyły drzwi samochodu. Wszystkie psy pobiegły się witać, a Maseczka wskoczyła do środka i zwęszyła jedzeniowe zakupy. No i były już jej!:mad: Zaczęła zjadać maleńkie pączki z rozsypanego opakowania, chciałam ją wyciągnąć i okazało się, że ma bardzo rozbudowane poczucie własności (mam nadzieję, że tylko żarcia, bo jest na nie bardzo pazerna, ale nie jest gruba, więc może musiała o nie walczyć). Najpierw rzuciła się z zębami do mnie, potem do mojej koleżanki, która chciała ją odcignąć, a potem znowu do mnie, bo ja złapałam ją za wystający ogon, bo bałam się, że ugryzie Magdę. Potem już wszyscy byli wrogami, każdy pies, który podszedł do samochodu był zaatakowany. Żadne nęcenie kiełbasą nie dawało rezultatu. Więc zostawiłyśmy ją w środku i po chwili, widząc, że nikt nią się nie zajmuj, łaskawie wyszła i została zaaresztowana w domu. Dobrze się stało, jak się stało, bo wiem nad czym pracować. Tylko, ,kurcze, na razie nie mam czasu. Maseczka ma bardzo niski próg pobudliwości, szybko się nakręca, jest histeryczna i przyzwyczajona do przeprowadzania swojej woli. Poprzedni właściciel zrobił jej krzywdę, pozwalając chyba na wszystko, a potem nie dał sobie z nią rady. Poza tym jest to jeszcze mentalnie szczeniak (nie ma dwóch lat), rozpiera ją energia. Feniksa trochę jeszcze się boi, bo on by ją rozładował bieganiem, więc na razie zaczepia mnie i staruszki do zabawy. A ja nie mam czasu, a staruszki wigoru. No i na razie musimy jakoś się dogadać bez gryzienia. Ale poza tym to bardzo super fajna suczka, bardzo chętna do współpracy, tylko musi mieć konsekwentnego i umiejącego postępować właściciela. Mam nadzieję, że takiego znajdzie.
-
Fotki będą, obiecuję się zabrać za obróbkę, muszę tylko wgrać do laptopa program, bo stacjonarnego kompa nie mam na razie gdzie podłączyć. Wszędzie jeszcze pełno kartonów i mało miejsca. A dwa pokoje zajmują psy. Najgorszy jest ciągły kurz i piasek. Ale jak 11 psów ciągle wchodzi i wychodzi, to nie ma rady (o kotach nie wspominam już ;)) Jeszcze dodam w kwestii haniebnych wieści od Marlenki, że jej informacje pochodzą co najmniej z trzeciej ręki (w każdym razie o takim łańcuszku wiem od osoby, od której to wyszło)
-
[quote name='marlenka']Słuchaj ja Cie nie obrażam i wypraszam sobie obrażanie mnie , dodoam że zostałam poproszona o napisanie tego na tym wątku , a co do informacji to może Joaaa niech sobie przypomni do kogo to mówiła . Sama dokładnie w ten sposób [COLOR="#ff0000"][B]podobno [/B][/COLOR]opisała kastrację tego psa . Osoba której opowiadałaś o przeprowadzonym zabiegu sama była zdiwiona że Ty miłośniczka zwierząt zrobiłas cos tak potwornego . Tyle mam do powiedzenia . I wypraszam sobie jakiekolwiek obelgi .[/QUOTE] No właśnie: [COLOR="#ff0000"][B]PODOBNO [/B][/COLOR]... Marlenko, ja wiem od kogo to do Ciebie doszło, przez jeszcze inną panią. Jakoś w trakcie rozmowy ze mną reakcja tej osoby nie była taka ostra i histeryczna, stało się tak dopiero po rozmowie z drugą panią, bo potem do mnie dzwoniła. Mam nadzieję, że afera powstała z powodu nieporozumienia, pewnie źle się zrozumiałyśmy w czasie mojego opowiadania. Opowiadałam to kilku osobom, mówiąc to samo i jakoś nikt się nie bulwersował. Ale nie brzmiało to tak jak Ty tu napisałaś. Pardon, zostałaś poproszona o napisanie. ;) Powinnaś chyba napisać, że piszesz w imieniu takiej osoby (konkretnie) i jest to informacja od niej. Myślę, że szkoda czasu na dyskusje w tym temacie. Aha, kastracja odbyła się trzy tygodnie temu.
-
Menrzusiu, wiesz, że cieszę się, że tu zaglądasz. :loveu: Mam nadzieję, że może kiedyś odwiedzicie nas z Alfą i przychówkiem?! Tak jak pisałam już, dwa baniaczki wiśni robią się na nalewkę. :p Marlenka dostała niezupełnie prawdziwe info, szkoda tylko, że nie spytała o fakty, pewnie poniosły ją nerwy.
-
[quote name='Iv_']Joaaa, mam złą wiadomość ;), szykuj się na wrzesień na maleńki nalocik służb specjalnych :cool3::cool3:[/QUOTE] Ło matko, już się boję!:nerwy: Ale ja mam za to dobrą wiadomość! Chyba załapiesz się już na pełną infrastrukturę. Woda już na półmetku, nie ma tylko podpisu wójta, bo go nie ma (wszak sezon urlopowy!). Ale miły pan z gminy :loveu: obiecał, że zadzwoni, jak tylko będzie podpis władzy. Potem tyko projektant (też baaaaardzo miły, przyrzekł, że kilka kresek wyrysuje w dwa-trzy dni; inny mówił o dwóch miesiącach) i podłączenie do wodociągu, który jest ok.10m od domu ( na mojej działce). Trochę jabłek jeszcze jest (wczesnych, pysznych), chyba dotrwają. Są jeszcze późniejsze, ale będą dobre chyba dopiero pod koniec września. U sąsiadów są śliwki, na które mam zaproszenie bez ograniczeń. :p
-
[quote name='marlenka']W Jajkowicach doszło do haniebnego czynu , dokonana była kastracja ( tymczasa ) w bestialski sposób . Maleńki piesek został wykastrowany metodą która była stosowana w wiele lat temu przy kastacji knurów , ściśnięcie jąder kleszczami . Pies cierpiał , nie wyobrazamsobie co czuła Osoba która widziała cierpienie tego biednego malutkiego stworzenia , a uważa się za miłosniczkę naszych braci mniejszych . Nie mam pojęcia co to za konował wykonał tzw. "kastarację.[/QUOTE] Hmm... Witm Cię Marlenko na naszym wątku, cieszę się, że zajrzałaś, im więcej osób nas odwiedza, tym milej! ;) Nie wiem od kogo masz opis całego zabiegu. Widzę, że dotarł do Ciebie w formie niezbyt odpowiadającej prawdzie. Więc napiszę jaka była rzeczywistość. Przyjechał do mnie lekarz weterynarii, załatwiony przez dziewczyny, od których dostałam Bajerka. Lekarz był polecony im jeszcze przez kogoś innego, zajmującego się adopcjami. Bajerek dostał narkozę, zasnął; lekarz dodatkowo znieczulił miejscowo okolicę krocza, ponieważ narkoza była płytka, żeby nie było kłopotów z wybudzeniem, jak stwierdził wet. Jak znieczulenie zaczęło działać przeciął skórę na jądrach, wynicował je z worka mosznowego, załozył emaskulator, którym zacisnął powrózki nasienne (NIE JĄDRA!). Po chwili odciął jądra, po czym po odpowiednim czasie zdjął zacisk, wydezynfekował ranki i zapsikał je preparatem ze srebrem(nie pamiętam jak to się nazywa). Bajerek dostał antybiotyk o przedłużonym działaniu. Lekarz zaczekał aż pies się wybudzi, co nastapiło dosyć szybko. Zapytałam, czy założyć kołnierz, powiedział, że nie trzeba, bo jak trochę sobie poliże, to nawet lepiej. W razie czego miałam dzwonić. W czasie zabiegu był jeden moment, kiedy uważałam, że należy jeszcze chwilę poczekać, albo bardziej znieczulić. Przy zakładaniu emaskulatora Bajerek raz się szarpnął, zapytałam, czy nie można go bardziej znieczulić, lekarz stwierdził, że wg. niego nie trzeba. Potem było już ok. Lekarz odjechał, pies czuł się dobrze. Wieczorem rozlizał sobie ranki, zaczęła lecieć dosyć mocno krew. Dosyć długo nie mogłam sobie z tym poradzić, ale wreszcie zatamowałam. Założyłam mu prowizoryczny kołnierz, który przetrwał tylko do rana, ale spełnił swoją rolę, bo krwawienie już się nie powtórzyło. Bajcik spokojnie przespał noc. Rano ranki wyglądały ok, nie byłlo żadnego stanu zapalnego, krwiaka, żadnej reakcji bólowej. Ranki były dwie, każda po ok. 0,5 cm. Pies zachowywał się normalnie, co trwa do dziś. ;) Fakt, że zabieg był wykonany metodą, którą stosuje się do zwierząt gospodarkich (dzisiaj, nie tylko w zamierzchłej przeszłości!). Rozmawiałam z moim wetem, który stwierdził, że u psów dziś nie stosuje się raczej takiej metody i, że powinno się podwiązać naczynia i nasieniowody, wtedy nie wystąpiłoby krwawienie. Marlenko, myślę, że lepiej najpierw sprawdzić fakty u źródła, a potem komentować. :cool3: Aha, dziewczyny, które załatwiły weta miały info na bieżąco, bo dzwoniłam do nich tego samego dnia. Jeszcze gwoli ścisłości: "maleńki" piesek waży ok.20kg, a w dniu zabiegu ważył dobrze ponad 20. Czyli nawet w takim szczególe plotka minęła się z prawdą. :eviltong: Aha, nie uważam się za miłośniczkę naszych braci mniejszych. Lubię zwierzęta, szanuję je i stram się zrozumieć. Ich obecność jest mi niezbędna do życia. Dlatego skończyłam zootechnikę, pracuję z psami i to moja pasja. Ale nie używam słowa miłośniczka. :p
-
Zdjęć na razie nie ma, bo jeszcze nie podłączyłam stacjonarnego kompa. A na laptopie nie mam programu do zdjęć. Za to stado znowu się powiększyło. ;) Mam pierwszego hotelowicza, chociaż jeszcze nie skończyłam boksów. To suczka z SOS bokserom, Maseczka, czyli Massi. Jest tu od wczoraj, początki były trudne, ale dziś juz chodziła z Feniksem. Mam ją ułożyć, bo na razie dziczek i histeryczka. No i poluje trochę na koty, chociaż dziś wieczorem jest już dużo lepiej. Misio wczoraj przeżył burzę na dworze. Z winy Feniksa! :mad: Misio biegł już do domu, ale włączył się Feniks, bo jak kot biegnie, to trzeba go gonić!:mad::mad::mad: I biedny Misio gdzieś się schował, nie mogłam go dowołać. A potem była burza, chodziłam po ogrodzie i kiciałam, ale bez efektu. Przyszedł przez okno, jak trochę mniej padało, taki mokry, że można go było wyrzymać. Mam nadzieję, że się nie przeziebił, dziś jest na razie ok.