-
Posts
28366 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by szajbus
-
Będzie czuwała. Ja cały czas nieustannie zaciskam kciuki
-
Nie musiała znosić długiej rozłąki. Szymona na weselu dopadła migrena i wrócił do domu po 4 godzinach. Zuzia zatem była pod opieką trzech osób w tym Szymona. Nie musiałam non stop dzwonić, bo co godzinę mieliśmy relacje sms co słychać w domu, jak pannica się zachowuje. Wczoraj Szymon nie pojechał na poprawiny więc została z nim w domu. Narozrabiała mu trochę, potem zmęczona zasnęła na jego łóżku i jechała sypialnym aż miło. Przespała nawet godzinę swojego spaceru i wyszła na niego z 1,5 godzinnym opóźnieniem. Po nim zrobiła demolkę wszystkich łóżek i znowu zasnęła. Obudziła się jak wróciliśmy i radochy nie było końca. Psoniu, Balbisiu dziękuję i proszę o więcej dla Zuzi, Gajuni i dla nas.
-
Zaciskamy. Super, ze ze sercem nie dzieje się nic poważnego. Dla naszej Zuzi dla każde znieczulenie to duże ryzyko. Mam nadzieję, że wyniki krwi będą ok i zabieg tez zniesie bardzo dobrze.
-
Zuzka bardzo ładnie daje sobie zakrapiać antybiotyk do uszu co mnie cieszy. Mam czas aby go zakropić i wymasować uchole jak należy zgodnie z zaleceniami. Radku wszyscy z mojej najbliższej rodziny też idą na wesele (siostra wydaje córkę za mąż). Zuzia zostaje z moją kuzynką i jej narzeczonym ( oboje psiarze, a kuzynka dodatkowo jest wieloletnią wolontariuszką schroniskową). Zuzia zna ich, lubi i nie powinno być problemów z akceptacją. W zanadrzu ( na wszelki wypadek) mam jeszcze jedną osobę, którą też zna Zuzia, a ta osoba opiekowała się w lecznicy psiakami po zabiegach. Nie będą to osoby przypadkowe. O weselu wiedzieliśmy od dawna i dlatego szukaliśmy takiej opieki dla Zuzki, aby nie miała stresu i którym będziemy mogli zaufać. Są to osoby jej znane, przez nią lubiane i znające się na opiece nad psami. Na pewno z wesela jedno z nas będzie dojeżdżało do domu, żeby ją wyprowadzić na planowe spacery. Sala weselna jest 15 km od domu więc nie będzie z tym problemów. Nie planujemy też tam hulać do białego rana.
-
No i wszedł antybiotyk do uszu. Inny niż ten, o którym mówiła lekarka. Mamy przerwać dotychczasowe preparaty, które otrzymaliśmy na oczyszczenie uszu i zakrapiać antybiotykiem raz dziennie. Zdecydowanie mniej trzepie uszami. Zuzia nie ma typowych objawów zespołu przedsionkowego, ale od soboty raz dziennie na chwilę traciła równowagę i to mnie BARDZO martwi. Trwa to dosłownie kilka sekund, po czym idzie na balkon ujadać na tych, którzy idą JEJ chodnikiem, no bo niby jakim prawem to robią? Albo ciągnie nas do kuchennej szafki i uprawia zdecydowane żebractwo o ciacho. Wygląda na zupełnie zdrowego psa i tak się zachowuje. Ale te momenty mnie doprowadziły do palpitacji serca. Martwi mnie to tym bardziej, że w sobotę mamy wesele, na którym musimy być. Co mi z tego, że od miesiąca na ten czas mam zamówioną opiekę nad nią i to dwóch doświadczonych osób, które będą z nią w domu jak na weselu będę odchodziła od zmysłów i pewnie non stop wisiała na telefonie? Psoniu, Balbisiu zawsze nam pomagałyście pomóżcie i teraz. Weźcie w swoją opiekę Zuzię i Gajunię. Pomóżcie im wrócić do zdrówka. One bardzo potrzebują Waszej pomocy. Kocham Was moje psie aniołeczki.
-
Cholera! Miałam nadzieje, że obejdzie się bez operacji. Radku wiem, że się boisz, bo wiek robi swoje. Ja też obserwując Zuzie wiedze jak się suczyna starzeje. Za 2,5 miesiące stuknie jej 15 lat, do tego chore serducho, teraz uchole i błędnik. Wszedł antybiotyk do uszu. Martwię się niesamowicie.
-
Wierzę Radku , też tak mam. Caluśki czas zaciskam kciuki i myślę, ze moje dziewuszki też zaciskają łapinki.
-
W każdym razie kciuki zaciśnięte.
-
Płukania skończone. Teraz weszły krople do uszu od wetki, a jak to nie pomoże będzie antybiotyk, który działa ok 3 miesięcy. Powiem Ci, że przy bacznej obserwacji doszłam do wniosku, że ona nie odczuwa bólu. Moim zdaniem to jest swędzenie. Miałam nieprzespaną nockę, Zuzia wstała w nocy, ja leżałam, udawałam, że śpię i ją podglądałam. Ona położyła główkę na wykładzinie dywanowej i tarła o nią uszkami przez chwile po czym pomaszerowała radosnym krokiem z kitą w górze napić się wody. Potem wróciła, dała mi w łeb, żebym zrobiła jej więcej miejsca na podusi, bo chciała się na niej rozwalić. Potulnie się usunęłam i po godzinie zasnęłam zwinięta w kłębuszek na połowie łóżka. Wydzieliny jakiejkolwiek zero, skora w obu ucholach bez jakichkolwiek zmian. Jak to się zaczęło? Wstała po drzemce, trzepała uszami jak oszalała, potem kładła na przemian raz jedno, raz drugie ucho na szyi jakby chciała je o nią pocierać (bardziej lewe). To wywołało u nas w domu ALARM I STOPNIA i migiem do weta. Problem z tą histeryczką jest taki, że nie pozwala sobie pobrać wymazu. Słowo daję, wszyscy poprzedni weci nazywali ją histeryczką i doszłam do wniosku, że mieli rację, bo im jest starsza tym bardziej histeryzuje u wetów. Może ma już dość tych wizyt? Nie wiem. Głupia jestem, ale jest z nimi coraz gorzej. Z drugiej strony histeryzuje też podczas kąpieli, podczas suszenia, nie daje przy sobie nic zrobić. Wiesz jaki mamy problem z zakrapienim tych uszu, a wcześniej z płukaniem? Matko kochana, wymyślamy takie podchody, że szok. Janusz ją trzyma, Szymek trzyma jej ciastko przy pyszczku , a ja zakrapiam i masuje. Kurde, cała rodzina zaangażowana do zakrapiania uszu. Wczoraj i dziś trzepała uszami może dwa razy i to po drzemce, ale już nie kładła ich na szyję i nie pocierała też nimi o wykładzinę. Mój Janusz ma swoją teorię i twierdzi, że Zuzi zaszkodził wentylator i ją "zawiało", bo często się wręcz przy nim kładła i chłodziła.
-
Przyznam, że w głębi serca na to liczę
-
Przy tak rozległych zmianach, a mówmy sobie szczerz było ich sporo, psinka nie miała szans. Spędziła z Wami chyba najpiękniejsze dwa lata swojego życia i odeszła kochana. Moim zdaniem ta komora nic by nie dała. Współczuję Ci z całego serca.
-
U Zuzi odezwały się uszy. Zachodzimy w głowę skąd jej się to wzięło. Na razie dajemy środek p. bólowy, który działa też p. zapalnie i płukamy uszy zgodnie z zaleceniem weta przygotowując je do podania antybiotyku, który ma działać przez miesiąc. Poza tym apetyt i humor bez zmian, oszczekuje wszystkich z balkonu jak należy i na spacerach szuka leszcza, którego można oszczekać. Psoniu, Balbisiu proszę o trzymanie kciuków za Gajunie i Zuzolca.
-
Kciuki macie zapewnione, to masz jak w banku. Ciekawe czy ortopeda też wypowie się za koniecznością przeprowadzenia operacji.
-
No i jak Radku ?
-
-
Upał dał się wszystkim we znaki, a tym niskopodwoziowym w szczególności. Rozmawiałam z wetką. Miała kilka przypadków udarów wśród psów. Na szczęście mamy chwilę wytchnienia od tego żaru lejącego się z nieba. Teraz Zuzia na spacerach popitala jak młódka. Maluszki moje kochane zaciskajcie łapinki za Gajunię, Zuzie i nas wszystkich .
-
Kciuki zaciskam cały czas. Może jest szansa na to, żeby obyło się bez zabiegu? Rozumiem Twój niepokój szczególnie, że mała choć jest waleczna jak terminator, to jednak obciążona chorobami, a zabieg musiałby być przeprowadzony w narkozie. To samo jest u nas. Bardzo się boimy o Zuzkę i jej serducho.
-
Kiedy ten upał się skończy? Jak ja nie cierpię takiej pogody. To ma być klimat umiarkowany? Jak na razie wszelkie ulewy, oberwania chmur, silne porywy wiatru nas omijają z czego jestem zadowolona. Za to kilka kilometrów dalej wiatr porywał dachy, uszkadzał budynki, grad zniszczył uprawy, powyrywane drzewa z korzeniami leżały na drogach, kilka spadło na samochody. Cud, że nie było ofiar w ludziach. Zuzia w te upały dużo odpoczywa, ujadanie na balkonie odchodzi tylko do godz. 10 i po południu ok 19. Na wieczornym i wczesno porannym spacerze jest aktywna. Potem jej się nie chce. Moje maluszki opiekujcie się Zuzolcem.
-
-
Mieliśmy podobny problem z Balbisią. Kiedyś na lodzie rozjechały jej się tylne łapinki. Janusz musiał ją nieść do weta. Niby nic się nie stało, RTG nic nie wykazał, ale przez kilka lat raz na jakiś czas utykała na tą łapinkę. Potem Zuzia miała problem , tez z tylna łapinka, kulała. lizała sobie stopkę a ja nic nie wiedziałam. W końcu udaliśmy się do weta. Też nic nie widział, choć podusia była już spuchnięta. Kazał robić przymoczki z Rivanolu i dał jakąś maść. Po tygodniu spod podusi zaczęła wydobywać się ropka, a z nią wyleciało wbite między podusię a paznokieć uschnięte nasiono z trawy. Zuzia pomimo, że łapka się zagoiła na wszelki wypadek była ranna jeszcze dwa tygodnie. Ale ta to jest artystka. Na przykład po pobraniu krwi nie pozwala sobie zdjąć opatrunku co najmniej dobę i tak jest za każdym razem.
-
Radku w porządku. Nie było mnie na łączach, bo wymienialiśmy wykładzinę dywanową, musieliśmy wynieść wszystkie meble i rozłączyć kompa stąd moje milczenie. Oczywiście jak zaczyna się coś robić w starym budownictwie, to wychodzi po drodze masa niespodzianek i wszystko przedłuża się w czasie. Tym razem okazało się, że nam ugina się podłoga w kilku miejscach i była potrzebna pilna naprawa. Kamienica po tylu zalaniach zaczyna trzeszczeć. U nas podłoga, a wyżej zaczynają pękać ściany. Nie jest ciekawie. Z przykrością stwierdzam, że pisanie postów przez tel. komórkowy to dla mnie męka, bo guzik widzę. Nie ma to jak niezawodny PC.
-
To prawda. Ale i tak jesteście szczęściarzami mając trawnik obok. Dziś zapowiadają przejście frontu i ochłodzenie. No to nasze psinki sobie pohasają do woli. :) .