-
Posts
28366 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by szajbus
-
Będzie dobrze.
-
Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i z mamą i z małą mordką - i tak ma być.
-
-
Kciuki zaciskam cały czas i czekam na dobre wieści.
-
Masz bardzo trudną sytuacje, ale musisz się trzymać. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to wcale łatwe. Kciuki zaciśnięte calutki czas, ale Ty o tym wiesz.
-
To pełne serduszko ma 36 lat. Dostałam je od męża jak urodził się Szymon. To z łapkami jest nowym nabytkiem dostałam je w prezencie od męża i syna. Trzy łapki, trzech suniek. Oba są cenne i teraz oba nosze na sercu.
-
Kłopoty zawsze lubią chodzić parami zauważyłeś to? Lekarz ma rację. Moja mamcia była po rozległym udarze, którego efektem był paraliż. Też ją dopadło ją zapalenie płuc i to bez gorączki. Pierwszym objawem było właśnie splątanie. Nie miała nawet kaszlu. Kiedy wezwałam karetkę i zabrali mamcię do szpitala, postawili diagnozę i byłam w szoku, że ma zapalenie płuc. No bo jak to? Bez kataru, kaszlu, gorączki? Leżała 2 tygodnie na oddziale. W pierwszym tygodniu nie było widać za bardzo poprawy choć lekarze twierdzili, że jest. Ja jej nie widziałam. Mamcia nie jadła, była blada, miała sińce pod oczami i była bez kontaktu, wyglądała okropnie. Poprawę naocznie zauważyłam dopiero na początku drugiego tygodnia. Zaczęła jeść, wrócił kontakt i było coraz lepiej. Po pełnych 2 tygodniach wróciła do domku. Bałam się o nią okrutnie. Żeby było ciekawiej to targały mną wyrzuty sumienia, że nie dopilnowałam mamci. Szymona tydzień wcześniej potrącił na pasach samochód i leżał tydzień w szpitalu w innym mieście więc do mojej rodzicielki przychodziła siostra, a ja jechałam do niego do szpitala. Szymona ze szpitala przywiozła karetka o godz. 10:00 rano, zamontowali go na łóżku, a mamusię karetka zabrała tego samego dnia o godz.13:00 . Wyłam jak pies do księżyca z niemocy, bo mąż w pracy, mamcia w szpitalu i trzeba do niej lecieć, Szymon leżał w domu z nogą na wyciągu i nie był w stanie sam nic zrobić. Chodziłam dosłownie po ścianach padając na pysk ze zmęczenia. Kiedy wypisali mamcię miałam już lżej, bo biegałam między nimi od pokoju do pokoju. Cały czas zaciskam kciuki za mordeczkę i oczywiście za Twoją mamę. Mam głęboką nadzieję, że da radę i wszystko się dobrze skończy. Trzymajcie się i bądźcie silni w tych trudnych chwilach.
-
-
Przykro mi. Trzymam za nią kciuki. Daj znać jak się czuje.
-
To prawda. Szkoda tylko, że tak krótko żyją.
-
One wszystkie trzymają tam łapinki, tak jak my tutaj.
-
-
-
-
Dziś mijają 4 miesiące jak dołączyłaś do Psoni i Balbisi. Pewnie się razem nieźle bawicie na tych tęczowych łąkach, a my nadal liżemy rany, które za nic nie chcą się zabliźnić.
-
Po lekach, które dostała wygląda na to, że pojawiło się nadciśnienie, które trzeba zbić i robi to właśnie Enarenal, a Furososal w tym pomoże odprowadzając wodę z organizmu. Nie sadzę, żeby doszło do wodobrzusza i zalegania wody w płucach spowodowanych wadą serca, bo na pewno byś zauważył u suni objawy takie jak opuchlizna, męczliwość, zadyszkę i kaszel. My też na tego typu objawy mieliśmy zwracać uwagę. Na szczęście nigdy się nie pojawiły, ale między innymi Cardalis ją tez przed nimi chronił. Zapomniałam o tym wcześniej wspomnieć, że Zuzia też miala cały czas kontrolowane nerki, które są między innymi odpowiedzialne za odprowadzanie wody z organizmu. Z resztą sam wiesz, że tego typu psiaki mają wykonywany pełen pakiet badań. Nie denerwuj się. Myślę, że ta mała tygrysica da sobie rade i dobrze zareaguje na leczenie. Niezależnie od tego co myślę mam kciuki zaciśnięte calutki czas i bądź pewny, że nie popuszczę ani na chwilę.
-
Jaki lek teraz będzie brała na serduszko? Radku nie jest powiedziane, że ona będzie w grupie psów, które źle zareagują. Pamiętam pierwszą wizytę u kardiologa Zuzi. Weterynarz dał nam tabletki na 4 dni w gabinecie i receptę na całe opakowanie. Mieliśmy je wykupić jak się okaże, że będzie bobrze je tolerowała. Dostawała Cardalis. Tak się złożyło, że Zuzia zareagowała na nie idealnie i do końca życia nie było potrzeby zmiany na inny lek. Co poł roku kontrolne echo i zostawała na tych lekach. Kariolog zawsze nam dawał receptę na miesiąc. Na kolejne 5 miesięcy do następnej wizyty u kardiologa lek sprowadzała nam nasza wetka. Owszem trzeba było kontrolować krew, w tym potas. Jechaliśmy do niego zawsze z wynikami. On ją tylko ważył, osłuchiwał , wykonywał echo i decydował. Był zachwycony reakcją Zuzi na leczenie. Wada nie zniknęła, bo nie zniknie, ale się nie pogarszała , a leki pozwały Zuzi na zupełnie normalne życie. Choć wszyscy lekarze, łącznie z nami byliśmy pewni, że Zuzia zejdzie nam właśnie na serce, to tak się nie stało. Trzymam kciuki cały czas zaciśnięte na maksa.
-
U mnie też zaciśnięte
-
-