Jump to content
Dogomania

szajbus

Members
  • Posts

    28366
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by szajbus

  1. Zuzia domaga się wychodzenia na spacery i to nas cieszy. Śpi już na swoim miejscu w łóżku, nie życzy sobie żadnej pomocy w zeskakiwaniu. Chce już być całkowicie samodzielna. Widać, że jeszcze ma zawroty główki, bo chodzi wolniutko i zdarza jej się tracić równowagę przy krawężnikach, czy na nierównym podłożu. Chyba, że widzi na horyzoncie jakiegoś psa. Wtedy z dziewczyny robi się młódka, zapitala za nim jak strzała i nie ma znaczenia jakie to podłoże. Wtedy wygląda na zupełnie zdrowego psa. Ze schodów jak i na schody jest noszona na rękach. Zuzka nigdy nie pila dużych ilości wody. Teraz pije sporo. Może nie aż tak bardzo dużo, ale więcej nić zwykle co zdaniem wetki jest normalne. Tak się wystraszyłam tego picia, że postanowiłam zadzwonić do wetki w tej sprawie. Jednak zanim to zrobiłam zmierzyłam jej cukier, bo pamiętam Psoni objawy. Dobrze, że w domu mam gleukometr i to dobrej jakości. Wczoraj się popłakałam ze szczęścia, bo Zuzia zjadła 3/4 swojej dobowej porcji gotowanego jedzona + kawałek samej wołowiny jakieś 5 cm/5 cm i całe gotowane żółtko. Nie wiem ile bym dała, żeby zaczęła normalnie jeść, bo wygląda jak szkieletor i ktoś patrząc na nią może sobie pomyśleć, że znęcam się nad psem. Zawsze była bardzo szczupła, a teraz.......skora i kości. Od dziś zastrzyki idą tak. Antybiotyk codziennie, kolejne zastrzyki tylko jutro i w poniedziałek, a kolejne od jutra co drugi dzień i będą szły tak długo jak antybiotyk.
  2. Zuzia też pod warunkiem, że nie jest to wet
  3. Dzięki Radku.
  4. No to z Gajuni jest dama. Nasza jest bezwzględna. Każdy kto chce ją dotknąć to wróg.
  5. A ja się dziś popłakałam. Co prawda Zuzka wieczorem się do mnie przytuliła, dała się cmokać po pycholku, potrzymać tradycyjnie za łapkę podczas zasypiania, ale dziś trzy razy się trzęsła na mój widok. Matka jest teraz kojarzona z kłuciem i wtykaniem wszystkiego do dzioba. Nie wyrobiłam i się poryczałam.
  6. Wiem, że czas się dłuży, że więcej nerwów, ale tego nie przeskoczymy. Najgorsze jest zawsze czekanie. Boje się np. pobierania krwi, żeby to zrozumieć trzeba widzieć Zuzkę w akcji. Trzęsawka na całym ciele, wyrywa się , gryzie, kopie, w końcu robi się z niej gumowy wąż i potrafi się wyśliznąć z szelek pomimo trzymania. Potem czekanie na wyniki. O niczym innym się nie myśli, na niczym nie można się skupić. Wkurza mnie jak ktoś wtedy przyjdzie bo myślami jestem gdzie indziej, czy zadzwoni blokując mi linię. Nasza wetka wie, że dostaje z tego tytułu palpitacji serca więc dzwoni do mnie tego samego dnia i przez telefon mi podaje jak wyszły badania. Nigdy się nie wyleczę z tego niepokoju. To we mnie siedzi od zawsze. Widzę jednak, że nie jestem sama. Wiesz... wszyscy weci boją się Zuzi, bo nie dość , że sercowa to histeryczka i tak ją właśnie nazywają. Nie wiem czy to jakiś termin oklepany wśród wetów, bo który by jej nie prowadził tak ją określa. Dzwonią do siebie czy jak? Ciekawa jestem jak mnie określają? Panikara?
  7. Wiem, że się boisz. Ja też, ale mała mordka tyle razy udowodniła nam wszystkim, że w tym malutkim ciałku skrywa się prawdziwy terminator, że i tym razem da radę.
  8. We środę trzymam kciuki ze zdwojoną siłą.
  9. Zaciskają. Jestem tego pewna, że robią wszystko co w ich mocy podobnie jak Psonia i Balbisia i będą zaciskać za Gajunię.
  10. Dziękuję ci Radku z całego serca. A jak Gajunia? Zuzia chora, ale nie jest tak, że zapomniałam o Gajuni. Co to, to nie. Cały czas o niej pamiętam i tez się o nią martwię.
  11. Małymi kroczkami idziemy do przodu. Dziś o 9:00 była konsultacja z wetem. Zuzia będzie dostawała nadal zastrzyki, żeby oszczędzać przewód pokarmowy. Leczenie będzie bardzo długie i kosztowne, a to akurat nas najmniej obchodzi. Jest poprawa, ale mamy się nie cieszyć się za wcześnie. Dostawała tyle preparatów do uszu z antybiotykami włącznie i sytuacja wydawała się już opanowana. Tymczasem było to złudne, bo zapalenie uszu poszło podstępnie bez objawów bardzo głęboko do móżdżku i stąd takie, a nie inne objawy. O mały włos jej nie straciliśmy. Powiedziała wprost, że tylko nasza natychmiastowa reakcja i szybkie wdrożenie intensywnego leczenia sprawiło, że jeszcze jest z nami na świecie. Kilka godzin opóźnienia mogłoby doprowadzić do najgorszego. Ale to nie koniec i musimy być tego świadomi. Zuzia wczoraj zjadła 1/3 porcji naszykowanego mięska i 1 cale ciacho podzielone na kawałeczki, a to już coś. Sama dozuje sobie wodę. W dniu wczorajszym samodzielnie wychodziła kilka razy na balkon, gdzie spędzała sporo czasu i zrobiła sobie z niego też toaletę, co jej się nigdy nie zdarzało. Wczoraj też była wyniesiona na życzenie na 2 spacery i uwaga wysiusiała się na trzech nogach, bo zawsze sika jak pies. W niedzielę na wieczornym spacerze kucała. Do niedzieli siusiała pod siebie. Choć idzie jej to nieporadnie, bo jest słabiutka i ma zaburzenia równowagi, to stara się być samodzielna i już daje nam do zrozumienie, że nie życzy sobie naszej pomocy. Boimy się o nią bardzo , ale widzimy, że walczy jak tygrys i mamy w sercach nadzieję, że jej się uda. Tak jak napisałam wcześniej. Dla nas ma znaczenie jedno, byleby jej nic nie bolało i byleby była.
  12. Relacja z wieczora. Po tym co opisałam wyżej była jeszcze 2 razy na balkonie i warczała na ludzi. Potem się zmęczyła i spała jak kamień. Wieczorem wstała, poleżała z podniesioną głową, wzięłam ją na ręce i zjadła mi na rękach 1,5 łyżki gotowanej i mocno rozdrobnionej wołowiny. Bulionu nawet nie ruszyła. Potem obeszła całe mieszkanie, poszła do wodopoju, solidnie się nawodniła i...... uwaga...zaczęła się domagać spaceru. Nie było mowy żeby ją zabrać z przedpokoju. Patrzyła się na drzwi, a przy próbie wzięcia ją na ręce zapierała się nóziami pomimo, że jest słaba. Chłopaki ją wzięli na ręce i zanieśli ją na trawnik. Tam zrobiła siusiu i nie pozwoliła się wziąć im na ręce, tylko pociągnęła ich dalej. Samodzielnie pokonała ok 100 metrów. Ku zdziwieniu moich chłopaków pionowała się pięknie, tylko dwa razy ją zachwiało . Po powrocie do domu dziewczynka odpoczęła, poszła do Szymona pokoju, na wieczorną dawkę mizianka i wyszła znowu na balkon polować. Przez 10 min nikt się nie pojawił więc weszła do domu i się wniesiona na łózio się ululała. Zobaczymy jak będzie jutro, ale jej dzisiejsze postępy tak bardzo nas ucieszyły, że cała nasza trójka popłakała się z radości. Radku dziękuję ci z całego serca. Psoniu, Balbisiu opiekujcie się nią i pomóżcie wyzdrowieć.
  13. Oj tak. Przez 7 minut była na balkonie i powolutku, samodzielnie przemierzała go z jednej strony na drugą jak zwykle. Na balkonie się nie zachwiała ani razu, ale widać, że jest słaba. Chcąc jej dać trochę samodzielności Janusz ją obserwował z ukrycia, a ja pisząc ten post słyszałam jak raz zaszczekała. Znaczy, że ktoś przechodził JEJ chodnikiem. Szymon wybiegł ze swojego pokoju i zapytał z wielką radością czy dobrze słyszał? Potem poszła do swojej miseczki i po raz pierwszy samodzielnie się napiła wody. Oby jeszcze coś zjadała. Skoro zupka nie, to może sama ugotowana wołowina, która na nią czeka? Jak na razie nie jest nią zainteresowana. W drugiej miseczce postawiłam jej bulion warzywno mięsny, w którym się gotowała wołowina. Może tego coś chlipnie?
  14. Dziękuję Radku. W tej chwili mamy drugi samodzielny spacerek po mieszkaniu. Wolniutki, na odpoczynki, ale jednak. Przy pierwszym zaliczyła nawet balkon.
  15. Dzięki Radku za wsparcie.
  16. Noc minęła spokojnie. Tak się wywaliła w łóżku, że nie mieliśmy sumienia jej przenosić na podłogę. Nie chodziło o naszą wygodę, ale o jej. Kombinowaliśmy jak zabezpieczyć łóżko i wykombinowaliśmy. Zrobiliśmy z niego fortecę obłożoną wszelkimi poduchami z kanapowymi włącznie. W nocy zrobiła dwa razy siusiu i była niezadowolona z wymiany podkładów, bo przerywaliśmy jej sen. Coś jej się śniło, bo mruczała, warczała, przebierała nogami. Ciekawe kogo goniła? Po przebudzeniu ładnie się napiła i uwaga....sama przeprowadzała poranną toaletę. Chyba była niezadowolona z mojego mycia. Była poprawka tego co zrobiła matka. Choć odmówiła jedzenia, to skusiła się na 0,5 cm swojego kochanego ciacha. A my.... jakby ktoś nas widział, to by powiedział rodzina głupków, bo zatańczyliśmy taniec radości. Ona sama wywaliła na nas oczy i nie wiedziała o co nam chodzi. Od 1,5 godziny leży, ale ma podniesioną na sztywno główkę i wszystko obserwuje. Az tak długo nie trzymała. Próbowała wstać, ale zakręciło jej się w główce. Zobaczymy co będzie dalej.
  17. Dziękuję Radku. Masz rację, to nie jest sen, a drzemanie. Jak mam być szczera , to stres powoduje, że żadne z nas nie śpi. Przeszliśmy na pojenie łyżką bo strzykawka jej się już źle kojarzy. Ugotowałam jej zupę krem ze zrazówki, marchewki i ryżu, to zjadła 2 łyżeczki i odwróciła głowę. To mnie strasznie martwi. Chciałabym, żeby jadła, ale to nie takie proste, bo przy błędniku pomimo podawanych leków p. wymiotnych świat wiruje i chce się rzygać. Dobrze, że wody nie zwraca. Mimo to sprawdzam skórę i ew. objawów odwodnienia. W dzień przenieśliśmy ją na łózko. Dziewczyna od razu odżyła bo co swoje wyrko, to swoje. Wywaliła się jak długa i przybiera swoje ulubione pozycje. Noc jednak spędzimy na podłodze. Dziś w ciągu dnia była bardziej zainteresowana tym co się wokół dzieje, obserwowała wszystko, częściej unosiła głowę. Podczas noszenia na rękach też już trzymała się sztywno dłużej jak wczoraj. Aktualnie zasnęła wyciągnięta w poprzek łóżka, czyli jak zwykle. Oddechy i tętno w normie. Obserwujemy też barwę moczu. Na podkładach widać, że jest słomkowy. Najbardziej nie lubi pielęgnacji po siusiu. Wkurza ją wycieranie na mokro i potem na sucho ręcznikiem. Trudno. Musi to wytrzymać. Najważniejsze, żeby przestało jej wirować w łepetynce i żeby zaczęła jeść.
  18. Dziękuję Radku. Wetka też się skłania ku takiej diagnozie, powiedziała, że stan zapalny poszedł głębiej i wlazł na błędnik. Leczenie będzie długie, ale tez nas uprzedziła , że wszystko może się zdarzyć i mamy być na to przygotowani. Dostaje leki, poimy strzykawką, żeby się nie odwodniła. Odmawia jedzenia i tym jestem najbardziej przerażona choć wetka powiedziała, że picie jest najważniejsze, że błędnik nie pozwala jeść. Rozłożyliśmy na podłodze materac, przenieśliśmy tam nasze spanie na wypadek, gdyby Zuzia chciała wstać, bo mogłaby spaść z łózka, a jeszcze tego by brakowało, żeby sobie coś zwichnęła, albo złamała. Wolimy spać na podłodze, bo ona bez nas i tak by sama nie zasnęła. Pod dupinkę ma położony podkład , a na nim ręcznik. Rozmawialiśmy dziś we trójkę i każde z nas doszło do wniosku, że nie przeraża nas fakt gdyby okazało się, że Zuzia już zawsze będzie się chwiała, czy była niepełnosprawna. Byle by jadła, piła i żeby nie cierpiała. Jest spokojna, idą leki, wiemy, że nic jej nie boli, prawie na okrągło śpi, ale poprawy też nie widzę, a czekam na to jak na zmiłowanie. Nie wiem już do kogo mam się modlić o poprawę, bo robię to nieustannie, ale chyba też nieskutecznie. Boże... na spacerze było ok, szalała jak zawsze, obszczekała każdego kto pojawił się na chodniku, inne psy. Po przyjściu ze spaceru z apetytem zjadła swoje ciacho , poszalała trochę, skakała radośnie jak koza i tradycyjnie poszła w kimono. Po przebudzeniu trzepanie uszami, tarcie nimi o dywan i nie ten sam pies. Zero jakichkolwiek wcześniejszych objawów. Kurde...... tak szybko? Tak nagle?
  19. Dzięki Radku za kciuki i modlitwę. Przydadzą się i to bardzo. Walczymy dalej , a czy damy radę? Pragniemy tego najbardziej na świecie. Ktoś powie stary 15 letni pies. Weci od dawna nas przygotowywali, że nadejdzie wkrótce moment pożegnania i żebyśmy wzięli to pod uwagę. Łatwo się mówi, jak to nie jego pies. Słabe serducho z wadą dyskwalifikuje ją do badań szczegółowych pod narkozą i przez to jesteśmy w czarnej dupie, a z reszty ciężko coś wyczytać. Zuzia miała silne zapalenie uszu, o czym pisałam wcześniej. Brała antybiotyk, który skończyliśmy tydzień temu. Już po pierwszym podaniu była super poprawa. Wszystko wróciło do normy do wczoraj. Przyszła z porannego spaceru, zjadła dziękczynne ciacho i poszła tradycyjnie w kimono. Wstała i zaczęła trzepać uszami, trzeć nimi o dywan i tracić równowagę. Zaczęła się zataczać. Wet, petarda leków, a z godziny na godzinę było gorzej. Prawdopodobnie poszedł błędnik po całości, ale nie można też wykluczyć, że ma guza w główce. Od wczoraj od południa cały czas leży. Wczoraj co godzinę zmienialiśmy jej pozycję, bo nie była w stanie sama tego zrobić, odmówiła jedzenia, a pojona była strzykawką. Jeśli chodzi o dziś to, rano wstała , chwiejnym krokiem obeszła całe mieszkanie, sama się napiła i zmienia sama pozycje. Próbuje też wstawać co jakiś czas i siadać. Od wczoraj mamy tak 11:30 jeden zastrzyk, 13:30 drugi zastrzyk, 14:30 leki kardio, 15:30 ostatni zastrzyk, 22:00 lek w saszetce rozpuszczony w wodzie i podany strzykawką do pysia. Nie spuszczamy jej z oczu 24 godziny na dobę i tak będzie dopóki nie wyzdrowieje i tak musi być. Atmosfera w domu? Zarówno ja, Janusz i Szymon jesteśmy załamani. Przy niej trzymamy fason, tulimy, robimy dobrą minę do złej gry, a tak naprawdę każdy ryczy w innym kącie.
  20. Błagam trzymajcie kciuki ze Zuzią jest bardzo źle. Walczymy z wetką z całych sił. Jestem załamana. Psoniu, Balbisiu pomóżcie. Nie zabierajcie mi jej błagam.
  21. Tak samo Dżekuś mojej siostry, niby jej... a jednak nasz. Smutne są te rocznice. Za 3 dni rocznica odejścia mojej mamci. To już 12 lat, a boli tak... jakby było tydzień temu. Mam paskudny charakter, bo pewnych zdarzeń nie potrafię zaakceptować - dlatego tak bolą. Nie ma dnia w kalendarzu. żebym nie zapłakała za tymi, którzy odeszli. Nie ma i nie będzie. .
  22. A ja kochałam, kocham i będę kochać.
×
×
  • Create New...