Jump to content
Dogomania

Kasie

Members
  • Posts

    2233
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Kasie

  1. Od weta dowiedziałam się ze jak przyjadę to on usiądzie i poszuka i może mi wypisać poswiadczenie. Czyli mam jutro zwolnić sie z pracy, jechac godzinę przez Kraków, u weta pół godziny do godziny i kolejną godzinę wracać przez cały Kraków po czym donosic do swojego lekarza który przekaże to do sanepidu albo co bardziej prawdopodobne każe mi to samej dowieźć. Dlaczego? Jeśli mój pies kogoś pogryzie to ja dostarczam zaświadczenie. A nie poszkodowany jeździ żeby sie upwenić czy oby pies był szczepiony...
  2. Rudy, czy to, ze nie mogłaś utrzymać albo rozdzielić psa który gryzł sie z innym psem świadczy o tym ze jesteś nieodpowiedzialna, ze prowokujesz sytuacje niebezpieczne? Że Twój pies był agresywny?
  3. Kinga, zauważ że my przeważnie z cudzymi psami jeździmy do weta :p Odkąd Linki został u mnie to już rzadko jeździ do weta...
  4. Albo z innej bajki: pies mi zrobił na złość... Tak, przez 3 dni kombinował jakby tutaj dokuczyć aż w końcu wpadł na pomysł! Mam w domu 3 psy. Każdy z nich jest osobno największym miśkiem i przytulanką. Po dopuszczeniu do siebie nie tolerują się. I wiem o tym. I absolutnie nie uwazam, ze są agresywne. Mają swoje rewiry, jak to zwierzęta, i nie tolerują innych samców na tym terenie. Poniewaz mam duże psy więc ostrzegam wchodzących do mnie do domu ze są psy. Po gości wychodzę do bramki. Albo zamykam psy. Jeśli pies zaatakuje człowieka bez powodu (np na spacerze przechodnia) to zastanowiem się nad jego uśpieniem. Jeśli zaatakuje jak ktoś wejdzie do mnie do domu pomimo wiszącej tabliczki i pies go pogryzie, to psa pochwalę. Bo wykonał swoje zadanie: pilnował swojego terenu. Jesli pies zaatakuje innego psa na spacerze to też nie uważam zeby było z nim coś nie tak. To nie jest przejaw agresji, to jest zachowanie zwierzęcia. Pech chciał że Linki trafił na maliznę... I tak na prawdę to on go przytrzymał w pysku. Jeśliby to był jakis kaukaz np to by sie skończyło na oślinionej sierści. To juz sprawdziłam. ;)
  5. Powiedzieli że był i nie mam podstaw im nie wierzyć. Tak, sprawdzę to. Do lekarza i tak powinnam iść po pogryzienia nie są oczywiscie w żaden sposób dotkliwe ale zapuchły mi palce, nie moge ich zginać i nie moge trenować wiec muszę jak najszybciej sie z tym rozprawić. Wiem, że moge zgłosic pogryzienie. Na razie nie chciałabym tego robić. Bo to kolejna nagona na psy. Co zreszta absolutnie nie było ich winą. A do logicznego myślenia niestety, chyba nie da sie wszystkich zmusic...
  6. Dziękuje Wam za rady. Jeśli macie psy (:eviltong: ) to po prostu uważajcie. Ktos zawsze musi być rozsądny. Irytuje mnie to, że mój pies został nazwany winnym tylko dlatego że jest duży. Macie rację, wet powiedział ze jeśli Linki by chciał to po prostu przegryzł by go na połowe. Wystarczyło nawet jedno mocniejsze szarpnięcie. A on go przytrzymał. Inna sprawa jak mały pies snalazł się w pobliżu duzego psa. Bo to juz jest tylko i wyłącznie nieodpowiedzialność ludzi. I za toja nie ponoszę absolutnie winy. Jak to starają mi się wmówić właściciele Batmana. Zwróciłam jeszcze uwagę na jedno: uosabianie psów: pies chciał go zagryźć, zrobić mu krzywdę, pies nie słuchał mamusi, mały piesek chciał sie zaprzyjaźnić z duzym pieskiem. To sa tylko psy, to są zwierzęta i maja instynkt zwierzęcia. I nic na to nie poradzimy a tak na prawdę to właśnie w nich cenimy. To był mój pies który zaatakował. Był pod kontrolą. Ale jeśli ktoś wymaga ode mnie że wyciągnę z pyska własnego psa innego psa to może mi sie to uda a może nie. A to, ze mu powiem póść a on nie póści gryząc innego psa to wcale nie znaczy ze nie sprawuję nad nim kontroli. Czy jeśli wasze psy sie gryzą a wy krzykniecie to sie same rozdzielają? Czy to ja mam nieposłuszne psy?
  7. Oni nie odmawiają mi. Tylko nie przynieśli do lecznicy w niedziele i teraz wymagają abym dostosowała sie do ich terminu, zadzwoniła, umówiła sie z nimi w dogodnym dla nich terminie, przyjechała do nich i odebrała sobie. A to oni są zobowiązani dostarczyc mi taki dokument. Ale tego nawet nie wysłuchali. Poprosiłam o przesłanie faxem to pan mnie poinformował ze absolutnie nie zamierza. Poprosiłam o adres lecznicy w której pies był szczepiony. Przesłał mi ale oczekuje ze to ja bedę chodziła i załatwiała ze nich formalności.
  8. Ja nie twierdzę ze ten psiak zaatakował mojego. I nie wdrazam sie w charakter ratlerków. Po porstu przeraziła mnie cała ta sytuacja, niewiedza ludzi i ich ignorancja a później pretensje wobec wszystkich na około tylko nie wobec siebie. Bo to moja wina, ze mój pies pogryzł jej psa. :angryy: Podstawcie swojemu w obecności suki innego psa i sprawdźcie reakcje.
  9. Kingo, nie wiem jak pomóc na odległość. Więc znowu podnoszę tylko.
  10. Wg.prawa gminy Kraków pies a być albo w kagańcu albo na smyczy. Linki był na smyczy, ich bez smyczy i kagańca. Oni podeszli, mam na to swiadków. Na dodatek mam ich smycz i szelki ratlerka które pani rzuciła (pies nie miał ich założonych). Po naszym odjeździe koleżanka je zauważyła leżące gdzie ta pani stała. Ale i tak "moja wina" bo ja mam duzego psa. Czy ludzi nie stać na tyle rozsądku żeby zrozumieć ze jesli jest pies i suka i doda się psa to będzie kiepsko? Całe szczęście ze mają ratlerka. Az strach pomyśleć co by było gdyby mieli psa np. 40 kg.
  11. Postanowiłam opisać zdarzenia z minionej niedzieli ku przestrodze innych. Pojechaliśmy ze znajomymi w niedziele rano na skałki powspinać sie troche. Zabrałam Lincolna. Nigdy nie spuszczam go ze smyczy (oprócz naszego ogrodu). Więc i tym razem cały czas był na uwięzi. Założyliśmy mu stanowisko w skale i cały czas był przy nas. Wzięłam go na spacer, przybiegła do nas mała biała suczka. Obserwowałam zachowanie Linkiego: zaczął medrac ogonem, wykonał jednego baranka. pozwoliłam aby powąchał suczke. Zaczęli sie bawić, ona podskakiwała mu do pyska, zachecała do zabawy. Wszystko było ok. Właścicieli suczki widzieli tą zabawe, nawet komentowali że tak śmiesznie to wygląda, bo ona taka mała a on taki duży. Mój pies był cały czas na smyczy. Poszliśmy. Lincoln znowu został przypięty do skałki. Około 15 zaczęliśmy sie zbierać. Odpięłam Lincolna, zlikwidowałam stanowisko, pakowałam plecak mając zarzuconą smycz na przedramie. Dzieci naszych zanomych (3) zaczęły bawić sie z Lincolnem> Ten siedział i pozwalał sie tarmosic. Dzieciaki trzymały za smycz i wowały wio a Linki merdał ogonem (koniec smyczy był cały czas w moich rękach). Przyznam, że skupiłam sie na małej Sarze. Obawiałam się że Linki może ją trącić i ta się przewróci wiec na nią zwracałam uwagę. W międzyczasie podeszła jakaś dziewczynka i stała obok. Byliśmy jakieś 20 metrów od drogi którą spacerowali ludzie czyli jesli ktoś chcial podejść to musiał zboczyc z drogi. I przeskoczyć przez strumień. Zauważyłam że prze ten strumyk przeszła też ta mała biała suczka i biegnie do nas. Poniewaz wiedziała juz jak Linki na nią reaguje wiec jej nie odganiałam. Podbiegła. Linki zaczał merdac ogonem więc znowu skupiłam sie na Sarze żeby jej nie przewrócił. W tym samym czasie podeszła do nas pani z małym ratlerkiem na rękach bądź biegnącym luzem obok niej. Nie wiem, nie zauważyła tej kobiety. Postawiła psa przed Lincolnem bądź ten psaik sam podbiegł. Lincoln go złapał. Pies ważył może 4 kg, Linki waży z 60. Przy takiej dysproporcji pies nie miał szans. Lincoln go nie szarpał tylko trzymał za tylną łape i podbrzusze. Nie gryzł, nie kłapał pyskiem. To go właściwie uratowało. Wszyscy wpadli w panike, podniósł sie wrzask, zwłaszcza dzieci i właścicielka ratlerka co jest zresztą zrozumiałe. Rzuciłam się na Lincolna z próbą otwarcia mu pyska. W tym czasie Batman (ten ratlerek) gryzł mnie po rękach. Krzyknełam zeby polali psa wodą. Ktoś zaczął lać i Linki go póścił. Batman stanął zdezorientowany, i strasznie szczekał, trzymałam Linkiego ale ponieważ teren był nierówny straciłam równowage. Właścicielka Batmana nie odciągnęła go bo nie miała za co. Lincoln znowu go złapał. Zaczęliśmy staczać sie z psami w stronę strumienia bo pociągnęłam za sobą Lincolna. Przy stumieniu podbiegł do nas kolega i wrzuciliśmy psy do wody. Lincoln ponownie póścił psa. Tym razem krzyknełam do kobiety: zabieraj go. Udało się. Batman miał rozerwany brzuch i wychodziły jelita, wyglądało to makabrycznie. Kobieta krzyczała że jej za to odpowiem, że porzałuje itp. Że chce moje dane. Ponieważ nie mieli samochodu a pies wymagał dowiezienia do weta, zostawiłam Lincolna pod opieka znajomych i pobiegłam do samochodu zeby zawieżć Pania z psem do weta. Całą droge wysłuchiwałam od niej i od siostrzenicy ze to moja wina, pies nie miał kagańca, mógł pogryźć jej córke która podeszła. Tylko kobieta mówiła a właściwie krzyczała, cokolwiek próbowałam powiedzieć, jeszcze głośniej wyrażała swoje zdanie. Przyjechaliśmy do kliniki, zoperowali psa. Czekałam bo chciałam ich zawieźć do domu. Batman wyglądał fatalnie. Ale okazało się że jelita nie są przerwane i przerwana została powięź mięśniowa brzucha. Zaszyto go. Ma krwiaka który prawdopodobnie się zresorbuje. Wczoraj, 24 godziny po zdazeniu wysikał się normalnie. Weterynarze mówią że rokowania nadal są ostrożne ale na razie wygląda ok. Pani nieco sie uspokoiła do czasu gdy dowiedziała się że nie zamierzam pokryć kosztów leczenia jej psa. Powiedziała, że zgłasza sprawe na policje i że popamiętam. Jeszcze dużo różnych rzeczy mówiła. Poprosiłam, żeby zgłosiła, nareszcie bedę mogła komuś spokojnie powiedzieć co się stało. I odjechałam. Po Lincolna i po znajomych których zostawiłam na ponad 2 godziny aby pomóc psu i jego pani. Teraz odbieram od nich nieprzyjemne telefony (od pani i jej męża) że pożałuję. Poprosiłam o świadectwo szczepienia psa. Nie zostawili go w lecznicy jak sie umówiłam z tą panią w niedziele wieczorem. Wczoraj sie dowiedziałam że mam sie do nich zgłosić osobiście jak chcę świadectwo a wcześniej mam sie umówić. Bo to moja wina. Jestem mocno zdegustowana całą tą sytuacją. Właściwie nie wiem jak apowinna być przestroga. Jeśli macie duże psy to wychodząc z nimi na spacer należy wołać: mam dużego psa, nei podchodźcie bo zaatakuje. Jak biegnie mały psiak w waszą strone to krzyczcie od razu zeby uciekał. Nie pozwólcie nikomu podchodzić do Waszego psa pod żadnym pozorem. W końcu chodzicie z bestią.
  12. Kinga, z tą chochlą i moczem to jako dowcip dla psiarzy :evil_lol: Ja używam chochli jako profesjonalnego czerpaka protozoologicznego :cool1: Karina, ale Ci sie pies trafił: tabletki zlizuje! ten ALAT kiepsko wygląda...
  13. Gosiu, tak patrzę na te namordniki, tak patrzę na date i godzine i... moje przykre doświadczenie nauczyło Cię namordowników? ;) Zdjęcia nie oddają urody Bruna. Ja nie jestem gołosłowna jak Ci co sie wybieraja i dotrzeć do Camary nei mogą :cool1: No i już go widziałam. Borci ładny, Belka ładna ale Bruno najładniejszy :evil_lol:
  14. Olqa, witaj! Co to jest w Twoim avaterku? Dla niewtajemniczonych Olqa to taka tajemnicza dusza która mi pomaga przy psach i nie tylko :loveu: Hefren jest pięknie pachnący. Szkoda ze nei możecie tego poczuc. Został wyszorowany, woda była baaardzo brudna. Zniósł to dzielnie, jego rozkołatane psie nerwy mama koiła smakusiami. Mamy nawet zdjęcia, tylko muszę akumlatorki podładować bo ich nie zgram. Ale wszystko ok.
  15. Witam, miałam małe perypetie :angryy: ale pomimo opuchniętych palcy piszę ;) lamia2, tzymać kojec, bardzo proszę dla Kazia Co do wykupu. Allcia, jeśli facet zadzwoni, to spokojnie zapytaj gdzie pies bo chcesz przyjechać. Jeśli go nie złapał to sprawa zamknięta i nie masz o czym, rozmawiać. Po prostu sie rozłącz. Jeśli go ma, zapytaj o adres. Wizyta z policjantem uważam że to dobry pomysł. 100 zł to jest nagrda a nie cena do negocjacji. Albo tyle dostanie albo nic. Jego wybór. Pomyslałam jeszcze że facet zadzwonił żeby jedynei nas podpóścic. Zrobiło sie we wsi zamieszanie bo przyjechaliście. Pod sklepem zaczęli gadać o tym, zaczęli się zastanawiać ile tej nagrody. Psa zanją i uważają że łatwo go złapać. No i facet zadzwonił zeby mieć o czym z kolegami przy tanim jabolu rozmawiać. Niech poda konkrety, gdzie jest pies, umaszczenie, czy ma ciete uszy. Mało to dużych psów w okolicy? A Wy chcecie swojego. Więc najpierw pies a później gadka. Powiedz mu że masz ciągle telefony z zapytaniem ile tej nagrody. I że facet twierdził ze ma psa na podwórku, chyba pana sąsiad ze wsi. Facet cos za pewnie sie czuje.
  16. Tak KWL, Linki z Atamanem. One nawet nie powydzierały sobie kłaków a ja u chirurga... :cool1: To dlatego że ja kłaków nie miałam. A najlepsze w moim stadzie jest to, że Hefren prawie niechodzący atakuje Lincolna przy którym nie ma szans. Psa na kocu nosiłam, 75 kg, dog, mój Aresik jak już nie mógł chodzić. Z pierwszego piętra na pole dwa razy dziennie. Dlaczego zakładamy ze on jest zdziczały i agresywny? Nie ma ku temu przesłanek. Spokojnie, dobrze bedzie. Może sie wystraszyc tłumu ludzi i prób założenia obroży. Moze sie szarpnąć i to mocno. Ale to wszystko. Kaganiec dosć dobrze sie zakłada jak do środka włożycie pasztet. Najpierw pozwólcie mu z 2 kawałki wyciągnąć. A później zapnijcie. KWL sprawdź czy masz gdzie przywiązać w samochodzie na bokach smycze.
  17. No to ja sie pochwalę: rodzielałam w nocy 2 gryzące sie kaukazowate. To była jazda. One nie ucierpiały, ja trochę ale sie udało. Psa w samochodzie można przywiązać żeby nie wskakiwał do przodu. Jak jest bardzo ruchliwy to na dwie smycze do boku, np do drzwi lub górnego uchwytu. Kazek to nie dzika bestia zagryzająca wszystkie okoliczne psy, koni eludzi itd. To błąkający się pies i nie popadajmy w paranoje. Jeśliby był zdziczały to nie podchodziłby w środku dnia do nikogo na podwórko, nie sypiał na podwórku. Kaukazy są duże ale niezbyt ruchliwe. Kaziu z Żyrardowa był baaardzo ruchliwy poza kojcem. wsiadł do samochodu i poszedł spać. Żeby tylko udało sie go złapać bo moze uciekać. A reszt ajuz pójdzie dobrze.
  18. Dlaczego samochód kombi? Oczysiście byłby wygodniejszy ale nie niezbędny. Najlepiej byłoby z kratą ale to też nie konieczne. Żeby tylko jakikolwiek transport był.
  19. Dokładnie. Ale poproszę dopisek Kazio. Napiszę do Aga_Mazury zeby jakoś to usystematyzowała. Jeśli bedzie dopisek kaukaz to jakoś to się rozdzieli. Zrobię rozpiski co który ma. Proszę tez Wa abyscie po niedzieli podali kto jakie poniósł wydatki.
  20. KWL, wytłumacz im proszę że jedziesz łapać dzikiego kaukaza na jakiejś wsi :cool1: Że to priorytet, to oczywiste. Może zdążycie do 11. Jak nie to allcia, co Ty na przewóz misia?
  21. Kazio jedzie do Beaty, ma juz zarezerwowany kojec. :loveu: U Emir tez kiepsko z miejscem, przepełnienia jak wszędzie. Co do dalszego działania. Oczywiście ze pies musi byc przebadany. Wiec tak czy inaczej pieniądze są nam potrzebne. Jeśli ktoś moze pomóc w finansowaniu Kazia, to bardzo proszę. Najważniejsze teraz go odłowić. I to juz jest na głowie tych, co bedą na miejscu. Wiem, że zrobią wszystko aby go złapać.
  22. Na te 10 dni z badaniami (morfologia i biochemia) potrzeba około 300 zł. To bardzo wstępny szacunek i na pewno nie zawyżony... Powiedzmy że 1 dzień to 20 zł.
  23. Olga, to już całkiem nieźle :loveu: Dziękuje, jasne ze się przyda taka pomoc. KWL, to może rzeczywiście działać. Bo i tak już nie bardzo wiem za którego z czego płacę. a jak raz mi zginął notes to... Zobowiązałam się że odpowiedzialność finansową biorę za tego psa na siebie. Ale sama nie jestem w stanie za niego płacić: sggw, badania, i utrzymanie. Nie zostanie tam (oby sie udało go tylko złapać) a jeśli mozecie pomóc, to bardzo Was proszę.
  24. No to mamy problem. beka jest w szpitalu i niemoże przyjąć psa. Załatwiłam w Fundacji Emir, ze przyjmą go ale... Nie mają miejsca. Rozbudowywują kojce. Pies może trafić na sggw na jakieś 10 dni a później do Fundacji. Trzeba zapłacić za pobyt w klinice i za badania. Czy mogę prosić Was o pomoc finansową? Czy ktoś może wpłacić na kaukaza z Węgrowa?
×
×
  • Create New...