Jump to content
Dogomania

*Monia*

Members
  • Posts

    6689
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by *Monia*

  1. Ucałuj Ariulę ode mnie i Hexoliny :loveu::loveu::loveu:. Wcale taka stara nie jest :eviltong::eviltong:. [SIZE=1]Mi dzisiaj nikt nie wierzył że ja stara jestem :roll:[/SIZE]
  2. [QUOTE]Monia, bo to żadna filozofia pociąć pasek i ponownie zszyć :eviltong:[/QUOTE] Niektórym zbyt ciężko to przychodzi :eviltong:. Ja swojej obróżki cudownej od pół roku skończyć nie mogę :shake:. Trzeba nie być leniem i znaleźć czas żeby w łapki wziąć igłę i nitkę [SIZE=1](daawno tego w łapkach nie miałam :oops:) [SIZE=3]http://img267.imageshack.us/img267/2236/obraz3427pu0.jpg nietoperzowi się skrzydeko przekręciło :evil_lol: [url]http://img389.imageshack.us/img389/5964/obraz3430kw2.jpg[/url] lecący nietoperz i suuper tło :loveu: Hexa ostatnio konie widziała i nie chciała gonić :multi: [/SIZE][/SIZE]
  3. Ładna ta obróżka :loveu:. Ariula ma utalentowaną pańcię :cool3: [QUOTE]A przeważnie jak ją ktoś obcy chce pogłaskać, to ogonek pod siebie i czeka sierotka jak na ścięcie... Poza tym merdała do mamy i Olki.[/QUOTE] Na tej wystawie wiele osób ją głaskało i nie narzekała ;). Ogonek w górze przez większość czasu był. A jak kiełbaski dawali to już wogóle radość była :lol:. A w porównaniu do Hexy to wogóle bardzo odważny psiul wtedy z niej był (ktoś Hexi musiał bronić przed niebezpieczeństwami ;)). [QUOTE]Pewnie jak psica ryła w mysiej norze... Dzień wcześniej była prana :evil_lol:[/QUOTE] Już wracałyście a mnie Ares wyprowadzał właśnie na spacer na pole :roll:. Brudzenie się niedługo po praniu jest suuper. Jak ja Hexy za długo nie myję to mnie świnia wtedy zmusza tarzając się w jakimś świństwie :mad:.
  4. Z tym wyrastaniem to ja czekam, czekam i się doczekać nie mogę :roll:. Noże też są kradzione jak akurat mojej psince coś do główki strzeli. Nie pozwala proszenie ani grożenie. Ona jest zaprogramowana tak a nie inaczej i koniec (tak jak pogoń na ślepo za tropem, ale to smycz jest w stanie opanować :roll:). Dla Hexy im trudniej jest zdobyć jedzenie tym lepsza zabawa. Smaki po kątach też rozrzucałam, ale i tak blaty i stoły były przeglądane. Kiedyś niespodziewanie po dwóch minutach wróciłam do domu i przyłapałam tego wyżeracza z moim pączkiem którego zapomniałam :mad:. Była w szoku że mnie widzi.. Ostatnio zjadła pół chleba, bo akurat jej się tak zachciało. Dobrze że nie ma dużych tendencji do tycia bo by się toczyła ledwo po ilości pochłanianego jedzenia. Nie głodzę jej, nawet marchewkę zaczęłam na zapchanie jej bezdennego żołądka gotować, i nic z tego sobie królewna nie robi :shake:. Przez tą żarłoczność weekend u babci spędziła miło przywiązana do łóżka/fotela przy pańci :cool1:.
  5. Moja Hexi się jeży przy jakichkolwiek silniejszych emocjach. Wielu to odstrasza, bo przecież to agresja. Jak dojdzie jeszcze poszczekiwanie to już wogóle. Ja nie tłumaczę, że to zaproszenie do zabawy, bo po co mam piruety wyczyniać jak się pieski witać będą.. Jestem po dwóch stronach: mam psa łagodnego kochającego inne pieski (jak nie ma zabawek i żarcia, no i jak ten pies nie jest akurat wielkim wyżłem ;)) i Aresa który by większość piesków sprał. Hexi dopuki pies samiec jej nie chciał zeżreć (na poważnie) miała kontakt z bardzo wieloma psami, teraz się poprostu obawiam i nie zawsze chce mi się szarpać bo się pieski witają. Bez smyczy jest tylko na polach, gdzie ze 3 czy 4 osoby z psami chodzą. Znamy się i mijamy bez problemów. Jak widzę wyżła to Hexę zajmuję piłką lub na smycz biorę jak pies na nas leci. Pomaga mi ćwiczyć jego olewkę z Hexą. Właścicielce nie zwracam uwagi, pies gania od zawsze bez smyczy i mi to nie przeszkadza nawet. Na początku trochę mnie to wkurzało, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło ;). Dzięki temu że kiedyś podszedł mogłam Hexolinę maxymalnie skupić na sobie i jak jej tyłek wąchał to ta stała :loveu:. Zwykle z mordą (nie z zębami) na niego leci. Z Aresem zawsze zwiewam przed kontaktem z innymi psami. Nie zawsze uda mi się dojrzeć co pies ma pod brzuchem :roll:. Dzisiaj poprosiłam pana o odwołanie westa i pana odrazu na smycz go złapał. Ares się bulwersował, ale go do porządku doprowadziłam. Pan był miły, ja też i bez problemu. Powiedziałam że Resiak jada pieski, pan się troszkę przestraszył, to sprostowałam, że nawet żadnego nie nadgryzł, ale ja nie chcę wcale żeby próbował. Tylko nie każdy to rozumie :roll:. Westik piłkę Aresową nawet powąchał, ale temu głupolowi siedzieć przykazałam. Pan z weściakiem pospacerował i jak koło nas przechodzili to brałam Resiakowatego na smycz ćwicząc patrzenie na mnie (nie na piłkę :razz:). Dzisiaj zdałam sobie sprawę, że będę za tym wariatem tęsknić :-(.
  6. Mój znajomy się kiedyś pobił z kolesiem za to że tamten jego psa kopnął :roll:. Wina leżała po obu stronach, bo obydwa psy bez smyczy były, a właściciele obydwaj waleczni i tak to się skończyło :shake:. Chłopy właśnie najczęściej pięściami sprawy chcą załatwiać jak w inny sposób nie potrafią..
  7. [QUOTE]Od tego czasu zamykam kuchnię, gdy wychodzę ;-)[/QUOTE] Mam dwie kuchnie i drzwi w nich brak niestety :shake:. Do tego jedzenie na stole też jest zjadane jak nikt nie widzi. Moja mama się aż kiedyś zastanawiała czy zostawiła rybę na stole i zniknęła czy wcale tam tej ryby nie było. Już nawet obrusa prosiakowa sucz ma nie ściąga, więc nie widać że działała :mad:.
  8. Mi już został tylko środek odstraszający :placz::placz:. Z puszką próbowałam i nic z tego :placz:. Zostawiłam kawałek kiełbasy przywiązany nitką do puszki z monetami. Hexa wzięła kiełbasę po 15 minutach sprawdzania czy aby się do kuchni nie wybieram. Słyszałam głośny brzęk, a później mój kochany pieseczek jedząc kiełbaskę jeździł puszką po całej kuchni robiąc straszliwie dużo hałasu :angryy:. Mój strachliwy psiaczek, taki biedniutki przy byle huku, tym razem miał wszystko gdzieś i jeden cel- pożreć :mad:. Przestraszyła się dopiero jak mnie ujrzała dopadającą jej mordę. Ona z nitką by to wszystko połknęła :shake:. Z tym środkiem odstraszającym też wątpię w powodzenie. Do tej pory cytryna była odstraszaczem, ale po kotlecie i cytrynę "straciłam". Pewnie mi zostanie tylko pogodzić się z losem :roll:...
  9. Też miałam kiedyś pomysł wzięcia Hexy na wykłady, ale stwierdziłam, że oszczędzę jej tego przynudzania ;). Fajne fotki :loveu:. A ja oczywiście chyba zapomniałam wrzucić zdjęcia Ariuli z tej wystawy :oops:. Tak wogóle to widziałam was dzisiaj na spacerku, ale Ares był tak nieznośny że nawet nie mialam możliwości podejść :roll:. Temu głupolowi wogóle ostatnio odbija :shake:.
  10. My już 4 lata się męczymy :shake:. Dzisiaj pół chleba padło ofiarą żarłoka :roll:. Próbowałam wszelkich metod już i niestety nic nie wypaliło. W sumie staramy się wszystko chować, ale ta małpa zawsze znajdzie jakąś możliwość kradzieży. Zaczęło się od kilograma (czy 1,5kg :roll:) karkówki.. Ostatnio zjadła kotleta nafaszerowanego cytryną (której nie znosi) i pieprzem. Ale nie pomyślałam, że pieprz to ona normalnie z torebki wyjada :cool1:. Chciałam z tabasco spróbować, ale mama zaczęła panikować, że woli Hexi kradzieże niż znęcanie się nad psem...
  11. Ja z Aresem miałam tylko raz okazję spotkania suczki z cieczką z bliska. Byłam kompletnie nieświadoma tego faktu, psiaki na smyczach się do siebie wdzięczyły, ja i pan sobie staliśmy. Po chwili jak psiaki chciały się zbliżyć bardziej (na max. długość smyczy, tak że by się dotknęły mordkami) pan mi powiedział że suńka ma cieczkę :roll:. Dobrze że mi powiedział, to zwinęłam Aresa i poszłam w przeciwnym kierunku. Jak już się oddalałam pan powiedział, że nie chce raczej szczeniaków, ja stwierdziłam, że absolutnie bym do tego nie dopuściła i zajęłam Resiaka kijem. Suką się nie interesował więc odpięłam smycz i zaczęliśmy aportować. Pan się kilkakrotnie odwracał, a Ares miał wszystko gdzieś :loveu:.
  12. Mi ludzie na siłę socjalizowali Hexę i przez to że "dorosły nic szczeniaczkowi nie zrobi" Hexi była non stop tłamszona :shake:. od zawsze z niej taka ofiara losu jest. Myślałam że się kiedyś odgryzie, ale ona na agresję tylko w określonych przypadkach odpowie agresją (jedzenie, zabawki) i rzuca się też tylko w takich wypadkach do psów. Z Hexą socjalizować szczeniaków maleńkich się nie da bo ona się poprostu ich boi :roll:. Ostatnia próba się skończyła tym że spanikowana zwiewała :roll:.
  13. [QUOTE]nie wytrzymuję tego że obcy pies po mnie skacze i kryje moją nogę:angryy: przy braku zainteresowania ze strony właściciela. [/QUOTE] Ja kilka razy walczyłam z próbującym mnie pokryć labem :oops::shake:. Znajomi ubaw mieli po pachy, ja niezbyt bo lab ważył z 5 kilo mniej niż ja i do tego był niesamowicie napalony na Hexę (wyżywał się na mnie :roll:). Na spacery często wychodził z nim 8-9 letni chłopczyk i szkoda mi dzieciaka było jak na twarzy czy kolanach jechał za psem żeby go za wszelką cenę utrzymać. Nie udawało mu się to, jego mamie również bardzo często zdarzyło się puszczać smycz. W pewnym momencie na jego widok zaczęłam zwiewać do domu i czekać aż on sobie pójdzie, bo nie miałam zamiaru znosić używania sobie na mnie jakiegoś obcego napalonego faceta :mad::roll:. Dodam jeszcze że nawet mi przez myśl nie przeszło żeby go próbować skrzywdzić/powalić. Chociaż facetów ładnie załatwić się da z kolanka ;). Mi się dopiero po pewnym czasie poziom wnerwienia na otaczającą agresję i upierdliwość podniósł :cool1:.
  14. [QUOTE]A ja uważam, że dopóki właściciel psa i suki starają się nie utrudniać życia innym to jest dobrze [czyli pies jest pilnowany, suka dostaje coś przeciw zapachowi itp ;-)] [/QUOTE] Dokładnie. Ja robiłam co mogłam, łącznie z bieganiem na głupie siusiu dalej od bloku. Niestety moja mama w czasie cieczki z Hexą wychodzić się bała, bo na widok większego nieznajomego psa poprostu zaczyna panikować. Moje wybiegnięcie rano w zimę, w piżamie i skarpetkach, bo pan zapomniał że od dwóch dni (czy więcej) mu mówiłam że Hexa ma cieczkę :mad:, przebrało miarkę. Wtedy zaczęłam być mało przyjemna dla właścicieli podbiegaczy i jak to nie pomagało to i dla podbiegaczy. Ja ostrzegałam ludzi że Hexa ma cieczkę i trzeba uważać i robiłam wszystko żeby innym nie utrudniać życia dlatego tego samego od nich wymagałam. W Ostrołęce bym Hexy nie wysterylizowała, chciałam, ale nie mogłabym oddać mojej suńki komuś kto sterylizował tylko kotki :roll:. Z Wawy ponad 120 km też bym jej po sterylce nie ciągnęła, wtedy jedyne rozwiązanie to było pilnowanie i neutralizowanie zapachu. Właściciele psów nie mieliby problemu gdyby te psy w doopsko Hexi nosów nie wsadzały mimo że ostrzegałam :angryy:. Z daleka psy nie czuły, z bliska owszem :shake:.
  15. [QUOTE]Ale kto tu napisał ze suka w cieczce sie słucha w 100% ? wiadomo, ma dni płodne, mozna obliczyc i bardziej uwazac na samców. Ale po mimo tego suka jest pilnowana, szkoda ze tylko suka a nie samce ( puszczane samopas) :angryy:[/QUOTE] U niej akurat to był początek cieczki, do dni płodnych trochę czasu zostało :roll:. Hormony poszalały trochę i suka zgłupiała. Wcześniej nawet na psy nie patrzyła, cieczka się zaczęła i zaczęło się poszukiwanie partnera :shake:. Właściciele psów mają bardzo często pretensje o cieczki do właścicieli suczek :mad:. Nie potrafią zrozumieć, że to ich sprawa żeby psa dopilnować w tym czasie, a nie właściciela suczki żeby tego psa utrzymać na dystans :angryy:. Moja sąsiadka chodziła zła przez trzy tygodnie bo jej pies przy cieczce Hexi dostawał głupawki, piszczał w domu i cyrki odstawiał, nawet moją mamę napastował (na szczęście akurat tego psa się nie bała, bo jak by to był inny to by na zawał ze strachu zeszła- ten typ tak ma ;)). Ja i tak się starałam, bo dawałam tabletki chlorofilowe, pryskałam znienawidzonym przez suńkę płynem neutralizującym zapach, ale lab i tak czuł. Mieszkał dwa piętra wyżej i i tak z nosem pod drzwiami u nas lądował w drodze na i ze spaceru i się ruszyć nie chciał.
  16. U nas na osiedlu był przybłęda, którego potrafiłam odwołać od suczki z cieczką. Nie szkoliłam go, kontakt mieliśmy całkiem całkiem, ale jak w obrazek to we mnie wpatrzony nie był ;). Kilka razy ludzie z suczką w panice zwiewali krzycząc że ma cieczkę, to wtedy ja tylko grzecznie pieska wołałam a ten wybierał moje towarzystwo :loveu:. Był kochany, ale nie dał się oddać nikomu :shake:. Jego miejsce było u mnie przed blokiem i oddawany gdzieś strasznie cierpiał i przy nadarzającej się okazji zwiewał 'do siebie'. Biedulek zginął tragicznie, bo ktoś go nie lubił i wjechał na niego samochodem :-(:-( (opowiadali mi znajomi jak to się stało). Minęło już 11 lat, a ja nadal psiaka wspominam.. Z Hexy cieczkowaniem było tak, że początek pierwszej cieczki przegapiłam :oops: i gdyby nie okoliczny psi amant to bym nawet nie wiedziała że to już. Hexi sobie biegała za kulkami ze śniegu, a tamten podleciał i skakać na nią zaczął. Na początku nie zajarzyłam powagi sytuacji i dalej rzucałam. Po jakimś czasie, gdy pies się odczepić nie chciał, wzięłam Hexi do domu. Zorientowałam się wtedy że męczarnia dla nas się zaczęła. Wyspacerowywałam ją na rowerze, dopiero przy drugiej cieczce (chyba) sprawiłam jej linkę. To nie było super rozwiązanie bo 5 m czy 10m ode mnie psy na nią wskakiwały z mniejszą obawą, że ja je potraktuję czymś lub odgonię :shake:. Jednego ledwo ściągnęłam dwoma rękoma, tak się cwaniak trzymał :mad: (Hexa była przy nodze wtedy). A co do super posłusznej suczki, to ja bym nie ryzykowała. Znajomi zaryzykowali (nie do końca świadomie) i suńka uciekła za psem którego ujrzała na horyzoncie :shake:. A była po szkoleniach i oczu od właścicieli nie odrywała. Zew natury był silniejszy i dopiero następnego dnia udało się ją znaleźć. Każdy pies inaczej reaguje.
  17. Ja kupowałam w zooAnnie hiltony. Ale szczerze mówiąc tej panterki nie polecam, bo taśma jest taka śliska i słaba. Zdjęcie panterki na Hexi: [IMG]http://www.photoape.com/album/photo/getPhoto.cfm?albumID=14650&photoID=825559[/IMG] [IMG]http://www.photoape.com/album/photo/getPhoto.cfm?albumID=14650&photoID=825558[/IMG] Nie chwaliłam się jeszcze kompletem od taks :roll:. Jak zrzucę fotki z aparatu to wrzucę Hexi w obroży nowej :loveu:. Zdjęć w szelach nie mam jeszcze.
  18. [QUOTE]Siłą by mnie nie wyrzucili...:mad: byłam gotowa na wszystko, na widowiskowe darcie koszulki w drzwiach również;-)[/QUOTE] Ja sobie pobeczeć wolałam bez świadków :oops:. Dobrze, że wyglądam na dużo młodszą niż jestem, bo by mnie wielu wyśmiało :roll:. Przy okazji spaliłam pół paczki fajków i przy odbiorze Hexi śmierdziałam jak popielniczka :evil_lol:. Wtedy w parku baaardzo nieoceniona była pomoc puchu, którą spotkałam i która mnie wspierała psychicznie i Ariuli która była żywym przykładem że będzie ok :loveu:.
  19. Hexi się przytyło trochę :roll:. Po babeszji miała już super wcięcie, ale parę weekendów sam na sam z rodzicami, karmienie przez tatę i psisko wygląda jak wygląda :shake:. Nawet w bieganiu już jej nie zaniedbuję, bo staram się dwa razy dziennie porzucać piłki, ale wstawać przed 7 nie będę w stanie żeby walczyć o prawo do dania śniadania własnemu psu :mad:. Mimo że wrzeszczę najgłośniej z domowników to również najdłużej śpię, za to w nocy sobie siedzę dłużej i kolacje raczej ja daję (jak akurat gdzieś nie baluję). Niestety jutro wyjazd o 8 będzie dla mnie zabójstwem :shake:. Dobrze, że mi prowadzić nie każą ;). Trzeba do paskudnego psa dołączyć i przytulić się do skrawka poduszki na którym akurat jego doopsko nie leży :p.
  20. Bo tu nie zaglądam :eviltong:. Jak sobie aparat za miesiąc nowy sprawię to zdjęć trochę popstrykam, bo ten aparat coś mnie nie lubi :shake:. A tak serio to nie mam nawet co tu pisać, bo za dużo się dzieje ;).
  21. Przez Hexy sterylkę to ja dziurę w chodniku w parku wydeptałam ;). Wcale nie żałuję decyzji, mimo małych komplikacji. Teraz jest wszystko ok, bez cieczek, adoratorów pod ogrodzeniem albo nawet pod drzwiami (ci sprytniejsi), brak latających przez krzaki pań ze swoimi zakochanymi psami :evil_lol:, brak dzieci wylatujących na twarzy z klatki bo psu się spieszy :shake:, żadnych psich awantur pod oknami, ogólnie luzik ;).
  22. Karmy, ciasteczek, i wszystkiego co uda jej się ukraść ze stołu :diabloti::evil_lol: Kiedyś każdy mógł podlecieć, ale można mieć naprawdę dosyć po niektórych sytuacjach. Po tamtym psie mam poprostu uraz :shake:. Hexa nauczyła się brutalnego zapraszania do zabawy i z małymi podbiegaczami mamy spokój :razz:. U nas mało psów się szwenda bez opieki (z tych nieznajomych), więc o tyle dobrze. Ostatnio łapkę włożyłam między Aresa i Hexę jak się ścięły to mi któreś dziurkę zrobiło :roll:. Kłem dostałam i odrazu cisza nastała, pieski od tamtej pory zaczęły się grzecznie mijać :diabloti:.
  23. Na moją suńkę się kiedyś pies (samiec) rzucił bez ostrzeżenia. Pies urwał się ze sznurka i do tego właścicielka zaczęła się dziwnie tłumaczyć, mieszając w to m.in. rottka zza płotu sąsiadów, bo to agresywna rasa, a rottek był zabezpieczony. Hexi nic się na szczęście poważnego nie stało. Pies był na drodze, nie jego teren, Hexa na smyczy między mną i moim bratem, z ogonem wciśniętym między nogi (przez takie ataki ma uraz), powodów do ataku pies nie miał. A jednak rysy na brzuchu Hexi zostawił :mad:. Na psa ja ruszyłam ze złości, jak by mnie pogryzł to przynajmniej by za to ktoś odpowiedział. Ja w takich sytuacjach bronię Hexoliny bo ta pierdoła wtedy nie wie po co zęby dostała od natury :roll:. Ja już stwierdziłam, że miarka się przebrała, bo ile to można patrzeć na psa poniewieranego przez inne "łagodne i chcące się przywitać/pobawić/nie ruszające suk" psy. Teraz ja się pierwsza witam (w różny sposób, zależy jak pies reaguje na Hexę) z innymi nieznajomymi psami, przy ogrodzeniach też idę ja w razie czego. Się trochę nauczyłam przez wiele sytuacji, które miały miejsce nie tylko na spacerach z Hexoliną..
  24. Mój prawie dwu letni braciszek cioteczny przez spacery ze mną nauczył się nowego słowa- 'kijek'. A jaki dumny z tego był :lol:. Tylko biegał i pokazywał Hexi kijki a ta skakała jak głupia :evil_lol:. Jeszcze tylko siad się nauczy mówić i będzie ok, bo 'do mnie' i 'daj' już wcześniej umiał ;). Komentarz malucha jak Hexa kupę robiła "O, fu", ja myślałam że padnę, bo jego mina była poprostu zabójcza. Do tego nos jeszcze zatkał :evil_lol:. Dzieciaczki to inteligentne bestie są ;).
  25. Ja kiedyś zasnęłam wtulona w TZa i jak się przebudziłam to mnie jakieś zbyt obfite owłosienie zadziwiło. Otworzyłam oczy, a tam moja czarnucha rozwalona na pół łóżka a TZ wciśnięty w ścianę za moimi plecami :evil_lol::evil_lol: (to już czasy większego łóżka ;)). Tak się zaczęłam śmiać że się oboje pobudzili :lol:
×
×
  • Create New...