Jump to content
Dogomania

*Monia*

Members
  • Posts

    6689
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by *Monia*

  1. [QUOTE]w czasie rozmowy ustalilam ze psa wezne przez ferie zimowe, wiec bede miala czas zeby go nauczyc najwazniejszych rzeczy(nauka czytosci, chodzenie na smyczy, zostawanie samego w domu). Ustalilysmy ze bede miala co miesieczne kieszonkowe w wysokosci 60 zl na jedzenie, weta itd. mam rowniez nowo zrobiony kojec w ktorym bedzie przebywac wtedy, kiedy bedzie owarta brama i bede cieple dni, bo przecierz 8-tygodniaka na zimno nie dam(tylko ttrzeba go poskladac) tz. zakupiony przezemnie i rodzicow... wspolnie. [/QUOTE] 2 tygodnie to kawałek czasu, w tym czasie może się psiak nauczy robić na gazety, a jak nie to absolutnie nie karćcie go za oblanie czy obkupkanie podłogi (u mnie było robienie na jeden dywan jak biedactwo nie wytrzymywało 5 czy 6 godzin ;)). Co do kasy, ok, ale trzeba wziąć pod uwagę: pierwsze szczepienia (x3 chyba, ok. 35-40 zł każde, wścieklizna ok.15), to niby tylko takie jednorazowe, ale musi być. No chyba że psiak już będzie po to spoko. wyprawkę: smycz i obrożę, miski, zabawki jakieś, gryzaki, miejsce do spania jedzenie, to wiadomo ;) jak ewentualnie psiak zachoruje (tfu tfu) to koszty leczenia; czasem bywa i kilkaset złotych i rodzice zanim psiak przybędzie do domu muszą sobie zdawać sprawę z takiej możliwości Ja też biorąc Hexolinę byłam na utrzymaniu rodziców. Nie wyliczali mi wydatków na nią, bo to się dokładnie przewidzieć nie dało nigdy. Raz było więcej, raz mniej, bo nawet rozwalona łapa to już wet i kilkanaście zł mniej w kieszeni. Tak się przyczepiłam finansów, ale to dlatego, że ostatnio znowu Hexi zdrówko szwankowało i wiem ile wet kosztuje :cool1:. Żeby jeszcze pomógł, a nie tylko pomaca i 30 zł zaśpiewa, bez podania diagnozy :mad:. A pies mi nadal ma problemy z oddechem w nocy :shake:...
  2. Hexa kiedyś 4 psy na spacerze potrafiła wymęczyć (po kolei), a później jeszcze mamie w domu kraść różne rzeczy :cool1:. Zmęczenie jej porządnie graniczyło z cudem i mi się tego cudu nie udało dokonać :shake:. Codziennie musiała poszaleć, bo inaczej energia ją dosłownie rozsadzała. Na szczęście z wiekiem jej przeszło i teraz w domu jest kochane wyciszone psiątko (jak nie pracuje i akurat komuś nie ma ochoty podokuczać), na spacerach szaleniec, ale już jako tako do opanowania ;). Kiedyś byłam chamką z suczem młodym bez smyczy i wszyscy na mój widok puszczali pieski, bo Hexa jest napewno i ich pieska zmęczy :razz:. Tylko u nas na osiedlu specyficzny psiarski klimat panował i psy się znały wszystkie. Spoza osiedla też psiarze przychodzili wybiegać psiaki i Hexa miała trochę znajomych do szaleństw :cool3:. Ja na aż takie szaleństwa siły nie miałam, po godzinie to ja zwłoki byłam, a Hexa nawet jęzora na wierzchu nie miała :shake:. Jedyne czego żałuję z tego okresu to to, że na smyczy małpy chodzić nie nauczyłam ładnie i 100% przywołania :roll:.
  3. [QUOTE]Dziś wyklikałam otwieranie szafki za sznureczek, a myślałam już że się nie uda.:multi: Pozostaje tylko mieć nadzieję, że nie obróci się to przeciwko mnie. :lol:[/QUOTE] Na pewno się obróci :evil_lol:. Ja się na początku śmiałam jak Hexa otwierała drzwi, a później musiałam klamkę wymontować w pokoju, bo robiła porządki z niektórymi rzeczami (czasy głupawki :shake:). Rozsuwane drzwi też zaczaiła jak się otwiera i rodzicom na łóżku się psisko zabawiało z kośćmi na przykład. Teraz już dokładnie analizuję zanim się czegoś zaczynamy uczyć ;). Zaczęłam klikać wynoszenie skarpetek do miski w łazience (do kosza na pranie za wysoko, metodą naprowadzania to było) i mam rzecz odwrotną :roll:. Hexi się to spodobało i skarpetki potrafi rozwlec po całym domu. Dobrze, że nie pamięta już jak się śmieci do śmietnika wyrzucało :diabloti:. Ogólnie suńka lubi po swojemu interpretować wszystko.. Ale w sumie jak by mi do prania rzeczy wynosiła to o ile prostsze życie bym miała. Śniadanie już przynosi (zaślinione, ale co tam), na spacer się potrafi sama wyprowadzić sucz wstrętna :mad:, pranie by zrobiła, pozmywać to żaden problem no i super życie bym miała z nią :evil_lol:. Tylko klikać :cool3:. Trzeba spać iść bo głupoty już mi do głowy przychodzą..
  4. Ja się ostatnio z łapskami rzuciłam do bullowatej suni na stacji benzynowej :oops::roll:. Byłam po imprezce, środek nocy no i pani weszła na stację. Powstrzymać się nie mogłam i na moje 'jaki ładny piesek' sunia tak się ucieszyła, że musiałam wymiziać, tym bardziej że po drodze do drzwi mi stała :loveu:. Na szczęście ochrzanu zero, mój TZ też pomacał sunię i pani do kasy poszła, a my do kumpeli dalej balować :evil_lol:. Ja Hexoliny nie zabraniałam nigdy głaskać jak sama tego chciała, a mnie nikt za głaskanie ewidentnie do tego chętnego psiaka też nikt nie opieprzył. Ależ ja szczęściara jestem :razz:, a psów się w życiu namacałam sporo odkąd pamiętam, i tych bezdomnych ku niezadowoleniu mamy, i tych domnych również ;) (biedne dziecko do 18-go roku życia na zgodę na psa się doczekać nie mogło :roll:, a jak się doczekało to i tak pier.olec na punkcie psów do końca nie przeszedł :evil_lol::evil_lol:).
  5. Ja Hexi zawsze pozwalałam biegać po krzakach, tropić i kopać, ale ona wtedy głuchnie, ślepnie i traci wyczucie jakiekolwiek. Takie akcje już wolę jak ja jestem na tym drugim końcu smyczy/linki, bo wtedy mam kontrolę i mi nie zwieje za czymś. Jak już zwietrzy trop to koniec, ja się zakrzyczę, a ona w amoku zero reakcji ma. Więc jeżeli nie na swoim podwórku i bez smyczy to tylko ze mną. Czasem zezwolenie na pokopanie, ale zero ganiania za tropem a później uciekającym ptaszkiem czy królikiem (ten był tylko raz i na moje 'cichutkie' siad sucz aż usiadła ;)). Spacery od jakiegoś czasu są na zabawy ze mną, ewentualnie z towarzyszącym psiakiem czy psiakami, wtedy jest czas na poganianie i zabawę. Zbyt długo miała samowolkę na spacerach i pańcia tego już dosyć zaczęła mieć :roll:. A odnośnie ciągnięcia, to mi się Hexoliny i przez 4 godziny nie udało zmęczyć na tyle, żeby mnie nie zaciągnęła do domu :shake:. Ona ciągnie i na spacer i do domu, staje tylko przed ulicą i dalej znowu pies pociągowy. Z Aresem przynajmniej ten komfort był, że po spacerze to ja go musiałam ciągnąć czasem :razz:. O dziwo gdy Hexi idzie z drugim psiakiem (jak sama idę) to idzie grzecznie i pierwsza do wykonywania komend jakichkolwiek jest. Z Resiakiem to się ścigali w windzie, które pierwsze usiądzie i pochwałę dostanie :cool3:. Mam teraz zastój klikerowy, bo mi pomysłów brak na tą szaloną paskudę. Jak ten wjazd zadkiem już umie, to nie wiem czego ja mogę od niej teraz chcieć ciekawego... No i oczywiście dosyć łatwego, żeby suńka się nie nakręcała zbytnio i potrafiła mózgownicę na chwilę skoncentrować (ona ma z tym wielki problem :shake:).
  6. Ja się przyłączam do marudzenia. Zostałam wygoniona na spacer, bo Hexi zrobiła powódź z herbaty w kuchni z głodu ( :mad:kradła kurczaka :angryy:) i ćwiczyłam z nią nie ciągnięcie (tysięczny raz, bez klikera). Ona szła cały czas wgapiona w rękę ze smakiem i wlazła prawie na słup. Jak nie wgapiona w smaka to ciągnie, albo pociągnięcie i domaganie się ciacha. Ja się łatwo zniechęcam w takim wypadku, bo sobie w końcu obie krzywdę zrobimy, np. się podepczemy, poplączemy i wylądujemy na chodniku/ulicy :shake:. W sumie tyle lat ciągnie mimo różnych sposobów i ja już nadzieję straciłam dawno temu :roll:. Potrafi iść przy nodze bez smyczy prowadzona tylko głosem, smycz = ciągnięcie :shake:. Wiele błędów swoich naprawiłam, a ten wydaje się nie do odkręcenia...
  7. [quote] Napisał [B]*Monia*[/B] [URL="http://www.dogomania.pl/forum/f30/kliker-7967/index168.html#post11373952"][IMG]http://www.dogomania.pl/forum/images_pb/buttons/viewpost.gif[/IMG][/URL] [I]...W końcu stwierdziłam, że zastosuję metodę albo zabawa ze mną albo smycz i do domu. Podziałało :multi:. Po kilku razach w końcu zaczaiła, że na pole chodzimy się razem bawić, a nie oddzielnie :smile: (jak było przez dłuższy czas). Jak widzę zmniejszone zainteresowanie mną to kończę spacer. Doszło do tego, że cały spacer rzucam piłki i kończymy jak się zmęczę. Czasem zdarzy się zawąchanie, ale już sporadycznie ;-)[/I] [quote name='Kinia']Ale skąd pies wie, że to dlatego że się nie interesuje Tobą? Chyba spróbuje. [/quote] [/quote]Wie, bo po odstawieniu cyrku ze zwróceniem jej uwagi na mnie wyciągałam ją z dołka (wykopuje myszki, krety :mad:) lub odciągałam od interesującej kępki trawki :mad:. Zawsze jak kopie mam ochotę przekopać jej ten czarny tyłek, a zabranie na smycz jakoś przynosi mi ulgę ;). Grunt to nie wybuchnąć, ale Hexa wie kiedy jestem zła na serio a kiedy tylko zniecierpliwiona. Inaczej sprawa się ma z polowaniem na kuropatwy, ale oczy dookoła głowy pomagają (no i zajęcie piłeczkami bo wtedy jej zmysły nie są tak wyostrzone :razz:). Tak wogóle jest rzecz, która Hexi zakłada klapki na oczy i jest celem jej życia. Koty, jedzenie, zabawki, psy i inne stworzenia nie istnieją. Liczy się tylko osoba rzucająca (ja :cool3:) i ŚNIEG. Hexi cała chodzi, żeby tylko dostać kulkę. Wtedy mam psa idealnego, przy nodze idzie, komendy migiem wykonuje i na słupy i ogrodzenia wpada :evil_lol:, bo tylko ta kuleczka się liczy, bo pańcia rzuci a ona musi ją dopaść. Chciałabym, żeby ona tak piłkę kochała, bo w lato trochę ciężko o śnieg :shake::shake:. Do tego pańcia zimy nie lubi i nieźle musi się zmuszać do długich spacerów :roll:.
  8. Hexi TZa mojego ma gdzieś najczęściej. Niby się go obawia, ale odkąd kiedyś mu zwiała na spacerze ten zaczął smyczy używać i ma ograniczone zaufanie do swojej pozycji lidera ;). A tłumaczyłam, żeby nie puszczał jej, bo ona się nie słucha (wtedy miała okres buntu) i mu ucieknie. Grał twardziela i później ganiał psa po ulicach :shake:. Teraz na spacerach raczej też nie przejmuje się tym co on ma do powiedzenia, za to w domu czasem go do głosu dopuści :evil_lol:. A ja właśnie wróciłam z miłego spacerku po mojej wsi. Zero psów, kilka osób i spokój, cisza (no nie licząc szczekaczy zapłotowych, ale to akurat mi tak strasznie nie przeszkadza, bo ich tylko kilka). Nie ma to jak zadoopie, choć i tu się czasem przygody nieprzyjemne zdarzają.
  9. No to bierz się i zalicz ten super ciekawy przedmiot ;). Widać piłeczka dobry motywator :cool3:. Mnie do napisania 3 wypracowań i 2 tłumaczeń nic nie jest w stanie zmusić/zmotywować/nakręcić. Mam dołek naukowy ostatnio. Za to Hexa umie już ładnie tyłkiem między nogi wskoczyć :multi:. Przed chwilą to jej zaczęło super wychodzić (jak na nią) i zaprezentowałam rodzicom. Tata strasznie jej współczuł że taką głupią pańcię ma, co z psa clowna robi :evil_lol::evil_lol:.
  10. Tak sobie czytam i widzę, że ciekawy temat się rozwinął. Wtrącę swoje 3 grosze na temat agresji do innych psów, bo miałam z tym styczność przez ponad 3 lata, nie codziennie, ale często (opieka nad ONkiem, 5 dni w tyg, czasem przerwa kilka tygodni). I powiem wam, że mimo że z psem nie pracowałam dzień w dzień, to udało mi się wyegzekwować nie zwracanie uwagi na psy przechodzące nawet w małej odległości. Właściciele nadal mają problem z jego wyskokami, a ja już na spacerach wyluzowałam. Resiak w łeb ode mnie nie zarobił nigdy, pociągnięcia rezultatu nie dały, zmiany trasy bo piesek mnie zaczęły wkurzać. Na niego podziałało ryknięcie parę razy (aż ludzie podskakiwali ze strachu :evil_lol:) i komenda noga jak psa mijaliśmy. Tyle. Piłka potęguje jego chęć obrony, ciastka ma gdzieś bo on nie lubi zbytnio jeść, więc sobie wyrobić autorytet trzeba było. Właścicielka cały czas twierdzi, że ona alfa i jak Ari się na psa rzuca to alfy broni. Ja mu "wytłumaczyłam" że mnie nie trzeba bronić (a jestem jak połowa jego pańci ;)) i przestł mnie bronić. Ostatnio miał odchył u weta, ale po moim "delikatnym" fuj aż przysiadł :roll:. Czyli da się, tylko metodę do psa dobrać i nie dać psu robić nic na własną łapę. Jak bym Aresowi dała decydować to bym sobie ryła trawniki na osiedlu i małe pieski przechlapane by miały :shake:. A ostatnio muszę powiedzieć, że w lekkim szoku byłam, bo rodzinka z maleńkim dzieckiem na ręku wsiadła do windy z nami :-o. Do tego pani z dzieciątkiem stanęła obok mnie i Aresa i Ari miał szansę zobaczenia cóż to takiego :loveu:. ([SIZE=1]Resiak ma opinię psa zabójcy na osiedlu przez jeden incydent jak był z panią swoją na spacerze :roll:)[/SIZE]
  11. Na cistka pewnie się nie da... To może na piłeczkę :diabloti::diabloti: [IMG]http://www.urwis.pl/sklep/zdjecia/2133/thumb.jpg.jpg[/IMG] Jak wszystko ładnie zaliczysz to ci mama taką da :razz:. A jak nie to rózga pod choinkę, albo i nawet nie, bo patyczkami też się bawić można :eviltong:. Ja Hexi ciacho pokazuję przed obcinaniem pazurków i wtedy grzecznie to znosi. Po wszystkim upomina się o nagrodę ;).
  12. Ja miałam z Hexą też problem na spacerach z brakiem zainteresowania mną (teraz nie jest idealnie, ale dużo lepiej). Hexi na podwórku i w domu kocha zabawki. Na spacerze było ok jak miała konkurencję- drugiego psa czy człowieka- wtedy koncentracja na zabawce/kijku i mnie czy osobie rzucającej. Sama ja i zabawka fajne tylko na kilka rzutów, później zapachy. Mając porównanie Hexi z Aresem poprostu mnie coś trafiało- Ari zakręcony kompletnie, Hexi minimum zainteresowania. W końcu stwierdziłam, że zastosuję metodę albo zabawa ze mną albo smycz i do domu. Podziałało :multi:. Po kilku razach w końcu zaczaiła, że na pole chodzimy się razem bawić, a nie oddzielnie :) (jak było przez dłuższy czas). Jak widzę zmniejszone zainteresowanie mną to kończę spacer. Doszło do tego, że cały spacer rzucam piłki i kończymy jak się zmęczę. Czasem zdarzy się zawąchanie, ale już sporadycznie ;). Mam nadzieję, że nie zapeszę i będzie coraz lepiej, to się w końcu wezmę za normalne chodzenie na smyczy, bo to wstrętne psisko nie rozumie, że mimo podniecenia spacerkiem ma nie ciągnąć :oops:. Napewno nie wyklikam jej tego, bo już próbowałam i działa tylko przy ciachach w ręku, te w kieszeni durnowata sucz ma gdzieś :roll:. Ja 3 rąk nie mam niestety.. A ta bestia do tego specjalnie ciągnie i przestaje za chwilę, bo za to ciacho.. Ona jest inteligentniejsza niż pańcia :shake:.
  13. Pies to musi być przemyślana decyzja przez CAŁĄ rodzinę. Ja 18 lat czekałam na zgodę i teraz Hexi jest oczkiem w głowie całej rodzinki. Na początku nastawienie było- twój pies twój obowiązek, ale już drugiego dnia mama z suńką pod pachą poleciała przed 6 rano na spacerek (co dla mnie było wieeelkim szokiem ;)). Ale wracając do sytuacji opisanej przez założycielkę tematu- może to był poprostu przypadek z tą otwartą bramą? U mnie się raz zdarzyło, że znalazłam Hexolinę paradującą po ulicy samą, a brama otwarta na całą szerokość. Nie wiem co dokładnie się stało, że nie była zamknięta :roll:. U nas możliwe, że ktoś otworzył (nie zamknięta na klucz była) lub tata skleroza jedna, nie zamknął. Nie było to napewno specjalne. Od tamtej pory brama zamykana na klucz+ sprawdzanie czy zamknięta, przez wszystkich. Wtedy tata taki objazd dostał za nie sprawdzenie ode mnie i od mamy, że się przejął mocno :diabloti:. [B]xxxzdzujkaxxx[/B], współczuję straty psiaczka :-(. Jeśli rodzinka jest zapominalska/gapowata to dla bezpieczeństwa lepiej kojec lub zamykanie w pokoju na czas nieobecności, ale nie za długo bo szczeniak potrzebuje też towarzystwa i będzie się o nie upominał- piszczenie może rodzince przeszkadzać :roll:
  14. Ja wczoraj zostałam otoczona przez jamniki jak szłam z Aresem. Zwykle nie chodzę z nim daleko, ale jeszcze tylko dwa dni i już pewnie go więcej nie zobaczę, więc chodzę z nim dalej. Szliśmy przez osiedle i zobaczyłam najpierw jedną panią z jamnikiem, ale zeszła na trawę, flexi zwinęła więc ok. Po przejśćiu za róg bloku na środku skrzyżowania chodników stały dwie panie i jamniczka, z prawej następny jamnik (oba bez smyczy). Jak jamniczka zaczęła szczekać i iść w naszą stronę ja zaczęłam się rozglądać gdzie uciekać. Ares był pobudzony bo już odpoczął po bieganiu, a panie zagadane. Po chwili pani zauważyła nas i zaczęła mówić suni, że nie wolno szczekać, że piesek duży i ją zje, itp. Sunia oczywiście się nie uspokoiła i musiałam mijać ich bokiem po błotnistym trawniku :mad:. Kółko dyskusyjne na środku sobie baby urządziły i albo przez nie skakać albo omijać po błocie :shake:.
  15. Hexi trochę ma problemy ze zdrowiem, ale znowu nietypowy przypadek i weci nie wiedzą co jest. Chyba muszę się nauczyć żyć z myślą że w każdej chwili coś się stać może.. Ale dzisiaj noc bez przygód i mam nadzieję, że jej problemy znikną ze strachu przed kolejnymi wizytami u wetów ;). Moje biedactwo dwa dni temu w nocy straciło oddech i pańcia usta-nos ćwiczyła :cool1:. Może to był chwilowy bezdech, ale nie miałam zamiaru sprawdzać :shake:. [COLOR=LightBlue][SIZE=1]Gdybyś mi nie przypomniała to bym nie wiedziała :roll:[/SIZE][/COLOR]. [COLOR=LightBlue][SIZE=1]Ja to już sklerozę mam...[/SIZE][/COLOR]
  16. [quote name='bonsai_88'][B]Monia[/B] prędzej pies... siedzi tyłem, więc nie widzimy tych sztucznych oczy, waty z pyska wystającej :evil_lol:[/QUOTE] No tak, pit by zjadł nawet sztucznego kotka :evil_lol:. Mnie dzisiaj u weta pokochał pewien na oko 60 paro kilogramowy piesek :loveu:. Wycałował mnie po sam czubek głowy, a panu doktorowi dał boksa między nogi :lol::evil_lol:. Ja zostałam silną babką, bo psiak nie zdołał mnie nawet z miejsca ruszyć jak oparł się łapkami o moje ramiona :loveu:. Moja Hexi przez innego weta (z trzema się konsultowałam już dzisiaj) została nazwana szczególnym przypadkiem :roll:. Ten mój psiul jak choruje, to nie wiadomo na co, bo badania tego nie wykazują jednoznacznie :shake:.
  17. [QUOTE][url]http://i434.photobucket.com/albums/qq61/corkatanga/IMG_0149_.jpg[/url][/QUOTE] To fotomontarz :eviltong::eviltong:. Albo ostatecznie wypchany kot/pies :diabloti:.
  18. Ja się ostatnio przy okazji spotkania rodzinnego dowiedziałam ciekawej rzeczy o astach (i ogólnie bullowatych) :razz:. Pewnie tego nie wiedzieliście, ale asty jak skończą dwa lata to zabijają wszystkie zwierzęta w domu, żeby zostać jedynakiem :diabloti:. Przykład Vectry podałam, ale i tak większości to nie przekonało, bo oni na własne patrzałki by się przekonać musieli :p. I to wszystko przez kogoś kto psa asta zamknął w kojcu z suką mix i ast tą sunię zagryzł. Teraz wszystkie bulle to mordercy niewinnych suczek :shake:. Tą historię z sunią moja mama opowiadała, a ona jako jedna z nielicznych zrozumiała, że to ten kojec był kluczową sprawą i do tego brak socjalizacji i wychowania (znałam podejście właścicieli psa- amstaf tylko do kojca)
  19. Birma wogóle wyjątkowa jest :loveu:. Z Jagą nie będziesz miała aż takiego problemu z przewiezieniem, bo ty z nią usiądziesz. Zresztą ona chyba raczej spokojniejsza niż Bi? Moje adhd na szczęście w domu zwykle zupełnie wyciszone, a na spacerze nawet z babeszją chciała szaleć, mimo że w domu takie biedactwo było. Po sterylce też na spacerach żwawsza niż w domu była. Drugiego dnia chyba do psa już ciągnęła. My już prawie dwa lata PO jesteśmy :lol:.
  20. A ja poudaję, że ci wierzę że ty jej nie chcesz :diabloti::eviltong::eviltong:. Tak się składa, że waszą galeryję systematycznie przeglądam (nie dając znaku życia :evil_lol:) i gdyby nie to jak o Jadze piszesz to może i bym naprawdę uwierzyła ;). Zresztą Birma lepiej niż Hexolina znosi obecność rywalki w domu :cool3:. Na sterylkę autobusem możesz jechać. Po napewno ktoś się znajdzie, użyj uroku osobistego :razz:. Na kontrole ja z Hexi chodziłam ponad 4 km w zimę :roll: (do tego mając weta pod nosem, ale wtedy miałyśmy do niego uraz :cool1:).
  21. Co do haltera/gentle leadera/obroży uzdowej i jeszcze jakoś tam zwanego, ja mam z tym trochę doczynienia na co dzień. Na każdego psa działa inaczej. Hexi (delikatne stworzonko) się trochę blokuje i nie ciągnie. Natomiast Ares (ON 40 kg) ciągnie tak jak na kolcach czy dławiku (wszelkich metod próbowaliśmy z właścicielami). Na początku było w miarę, ale jakiś czas temu na GL powalił właściciela bo Moniczka do autobusu wsiadła i Resiaka nie zabrała :evil_lol:. Karku przez ponad rok nie skręcił sobie, mimo że różne sytuacje miewaliśmy- rzucanie się na psy, ciągnięcie do drzewka czy na spacerek. Też na początku się trochę obawiałam o to żeby sobie krzywdy nie zrobił, ale on jest tak umięśniony że mu taki gentle leader nie przeszkadza :roll:. Tylko trzeba pamiętać żeby smycz była zawsze od strony właściciela ;). Off się zrobił drobny. Ale do tematu nie mam nic do dodania bo nie miałam ostatnio nawet chwilki na poklikanie :shake:.
  22. [QUOTE] Moja zrobiła kupkę trzeciego dnia po operacji, siemię lniane jest dobre, na pewno będzie dobrze.[/QUOTE] Hexolina wykupkała się odrazu po wyjściu z samochodu ;). Całą operację trzymała, żeby zrobić już u siebie na podwórku :evil_lol:. Co do skoków, to Hexa na łóżko nie chciała wchodzić i musiałam ją podnosić. Ze schodów ją też znosiłam. Leki przeciwbólowe u weta wyprosiłam, ale i tak Hexi wskakiwać nigdzie nie chciała przez pierwsze dni. Dopiero później skakanie po parapetach się zaczęło i ją ganiać trzeba było :shake:. [B]bonsai_88[/B] jedną sterylkę przetrwałaś to i drugą ci się uda. A Jaga wcale do nowego domku się nie spieszy :eviltong:
  23. Ja zaczęłam wczoraj wchodzenie tyłkiem na łóżko. Hexa lubi taką pozycję więc mam nadzieję że z czasem zajarzy że to trzeba wleźć tyłem jak pańcia chce :razz: (raz wyszło :cool3:). Narazie jesteśmy na podchodzeniu pod samo łóżko i dotykaniu tylnymi łapskami do boku łóżka. Jak mi się uda to wstawię filmik z naszych głupot, tzn nic konkretnego bo to Hexi wymyśliła nie ja :roll: (pies bardziej kreatywny niż pańcia, nawet na komendy pomysłów mi brak :oops:). Wjazd to nam chyba nigdy ładny nie wyjdzie :shake:.
  24. Ja niechcący z Hexą zrobilam chodzenie między moimi nogami i przez to popsułam przechodzenie tyłem przez nie :roll: (już nam prawie wychodziło). Wygląda to tak że suńka nie chce mi stamtąd wyjść i co ja krok zrobię to i ona, i do tyłu i do przodu. A zaczęłam od "akuku" i "tup tup" :evil_lol:. I tak sobie wędrujemy razem przez pokój, ja z psicą między moimi krótkimi nóżkami, za nic nie da się stamtąd wygonić :shake:, ja muszę kombinować żeby jakoś psa wydostać.. Od dłuższego czasu dół szkoleniowy mamy :oops:. [B]Bzikowa[/B] jestem pod wrażeniem, kilka razy filmik oglądałam :loveu::loveu:.
  25. Gdzie zdjęcia w tej pijakowo imprezowej galerii? :evil_lol::evil_lol::eviltong: Pańcia baluje a piesek próżnuje? I do tego pewnie tłuszczyk zbiera? Nieładnie...
×
×
  • Create New...