Jump to content
Dogomania

eloise

Members
  • Posts

    7795
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by eloise

  1. Kiedyś, w czerwcu może przydarzyło nam sie coś takiego... E: Ania, nie grzeb w majtkach!!! I nie wachaj palców! A: Lubię zapach cipci. Zatkało mnie. A: Adaś też lubi. ZAMUROWAŁO mnie. E: Jaki Adaś??? A: Z motylków. E: A skad o tym wiesz??? A: Bo jak wczoraj kolorowaliśmy, to Zuzia zapytała Adasia, czy lubi zapach z cipci i on powiedział, ze lubi i ja tez lubię... Historyjka zostałą opowiedziana wiele razy,w wielu miejscach, wielu osobom. Nie byłam pewna, czy nadaje sie do druku, dlatego tyle czasu zajeło mi, zanim ją opisałam ;) ALE okazało się, ze seksualnosć u dzieci jest wszechobenca i moja rozmowa z Anią to pikuś!! ;) A ta historia jest tylko poczatkiem tego, co mam do opisania ;)
  2. Przez rok, albo dłuzej, jakaże wypróżnienie sie Jonatana było wydarzeniem obwieszczanym całej rodzinie, bo każde było przez całą rodzinę wyczekiwane. Zawsze było pytanie: no i jaka ta kupa??? Był to też główny temat rozmów z lekarzami, czasem koleżankami... Ania chcąc czy nie, uczestniczyła w tym procederze ;) Dlatego ostatnio zdarzyło się: A: Mamo!! Zrobiłam kupę!!! E: Dobrze. A: Ale chodź zobacz! E: Mam ja ogladać?? A: Tak, bo jest posrana!!! E:JAKA???? A: Posrana!!! E: Co twoim zdaniem znaczy, że kupa jest posrana? A: No ma inny kolor, żółty. E: Kupa moze mieć różne kolory. A: TO żółta nie jest posrana??? E: NIe, jest zrobiona. I zapomnijmy o niej... Dziś znowu trafiła nam się posrana... ;) Jonuś już 2 razy powiedział mi, ze jego kupa ma taki kolor jak moje oczy. Spostrzegawczy typ prawda??? Ostatnio musiałam tłumaczyć im, dlaczego Ofik nie ma jaj ;) Jonuś na widok wywalonego kołami do góry Ofika: Jaja ma! E: Nie ma. a poza tym nie mówimy jaja tylko jądra. J: Jądra ma. E: Nie ma. J:Nie ma??? A co ma??? E: Penisa. A: Siusiaka? E: Tak penisa. A: A jądra? E: Jest wykastrowany. A: Co to znaczy? E: Że nie ma jąder. A i J: Aha.
  3. ale żaba! :) uwielbiam takie kocie łobuzy :) ale wolę u kogoś niż u siebie ;)
  4. nie dojdzie człowiek z tymi dzieciorami ładu ni składu! o 12 odebrałam Jonka z przedszkola, bo musiałam go zabrać, a jakże, do lekarza. Ania wielce chciała jechac z nami, ale podziękowałam jej za propozycję i nie skorzystałam. Obeicałam za to, ze odbiorę o 16. Jonek mnie nei chciał puścić, wiec po Anię poszedł dziadek. Ja od 12 walczę z wyrzutami, ze jej nei zabrałam, ze co ze mnie za matka, że zostawiłam ją dla własnej wygody w przedszkolu... Głupia jestem ;) Ania wyjsć nie chce!!!! Dziadek wściekły i ugotowany ;) a Ania w środku zabawy ani myśli wracać!!! Plastykę miała dzisiaj, gimnastykę, nie chciałam, żeby jej przepadło... Dlatego została! W domu zaraz by się pokłócili, pobili, poszarpali i pogryźli.
  5. Strasznie nabałaganili z tym podziałem rocznika na pół... strasznie! A z tą osiedlową podstawówką to było tak, że zaczęlismy sie zastanawiać, czy chcemy, żeby Ania poszła w tłum, do klasy prawie 30-osobowej. Do tego- kto ją odbierze jak skończy zajecia o 12? Czy ma siedzieć na swietlicy po lekacjach? Czy mamy coś kombinować? Dlatego zaczęliśmy myśleć o prywatnej szkole, o mniejszej szkole, za to takiej, gdzie dzieci mają dodatkowe zajecia, więcej jezyków obcych. Żebyśmy sie dobrze zrozumieli :) Nie mamy ambicji wciskać w nasze dzieci nie wiadomo ile i jakiej wiedzy :) na już, na teraz, od razu :) Chodzi głównie o logistyczne względy. I o mniejszą grupę. Rozważania wzięły sie stąd, ze ja przeszłąm i przez edukacje państwową i przez prywatną, obie mają wady i zalety, za żadna się stanowczo nie opowiadam, ale wiem, że mniejsza grupa to wieksze mozliwości, inne relacje z nauczycielem i własciwie neimożliwa anonimowość. No i pamiętam jak moim rodzicom było wygodnie zawieźć nas na 8 godzin do szkoły, odebrać w jednym czasie i nei wozić na dodatkowe lekcje, bo my mielismy tego tak dużo w szkole, ze naprawdę starczało. Z tego całego myślenia i zastanawiania sie wyszło, że przede wszystkim Ania zostaje jeszcze rok w przedszkolu a my...dodatkowo zgłębimy jeszcze temat edukacji pozaszkolnej oraz nowości na "naszym rynku" czyli szkoły demokratyczne, wolne, czy zwał jak zwał- szkoły bez tradycyjnych dzwonków, lekcji, bez podziału na klasy. Temat nowy, może kontrowersyjny, ale na pewno interesujacy. Dzisiaj stała się rzecz niezwykła- Jonek wstał o 5.17, obudził Anie, wycałowałs iez Ofikiem, pokłócił się z Anią o Ofika, po czym stwierdził, ze pójdzie spac do naszej sypialni, ale ze swoja poduszką i Ofikiem. Ania zgodziął sie iść do swojego łóżka, też spać. Nie wierzyłam im ani trochę, ale, i tu następuje ta niezwykłosć, oboje zasnęli!! O 5.59 ANia przyszłą, mówiąc, ze jak masuje sobiebiodro, to boli ją brzuszek ( co????) ale pominucie doszła do wniosku, ze jak nie masuje to nie boli i że pójdzie jeszcze do łóżka. O dziwo ( znowu!!) oboje zasnęli!! Nie było mi za wygodnie z Jonkiem przygwożdżającym do mnie Ofika, z Ofikiem wbijającym mi wszystkie 3 łapy oraz kikut w żebra i biodro, a jeszcze musiałam walczyc o kołdrę z Pawłem, ale... Ania obudziła nas dopiero o 7.30!!!!!!!!!!!!! HURRA!!! NIe wiem jak to mozliwe, ze Ofik sie nie udusił miedzy nami w tym futrze, pod kołdrą!!!!!!
  6. Cześć i czołem!!! U nas wszystko po staremu: Ofik się drze z powodu i bez powodu, Amelia głośnym miauczeniem, a nawet powiedziałabym zawodzeniem oznajmia nam każdorazowo, ze tatuś wrócił do domu ;) Fox nadal jest najnieszczęśliwszym psem na świecie- ktoś musi cierpieć, żeby cieszyć się mógł ktoś... Ania złagodniała, serio! trochę się ugrzeczniła. Jonek jest strasznie pocieszny, coraz mniej płacze, coraz więcej mówi i wszystko chce robić SAM!!! Ania urodziła się w lipcu, a to daje nam możliwość wyboru, czy od września ma iść do szkoły, czy zostaje jeszcze rok w przedszkolnej zerówce. Decyzja już zapadła- Ania zostaje w przedszkolu. Ona się cieszy, my się cieszymy. I zastanawiamy się jaką szkołę dla niej wybrać. Do tej pory myśleliśmy, ze pójdzie do osiedlowej podstawówki, za rogiem, ale teraz jesteśmy już prawie pewni, że nie. Przyszły rok szykuje nam się jeszcze bardziej intensywny niż ostatnie 5 lat, więc doszliśmy do wniosku, że dzieci razem, w znanym sobie i nam miejscu, ułatwi mocno życie i nam i im :)
  7. Ulka! Wasza kociczka-tymczasowicz stała się jednak pełnoprawnym członkiem stada? :)
  8. niesamowite chłopaki :) taka męska przyjaźń... fantastycznie!
  9. A ja mam dużo wątpliwości, czy delikatnosć Stasia, i innych podobnych mu dzieci to zasługa rodziców, czy po prostu cecha charakteru... :( Bo: sama siebie uważam za dosć rozsądnego rodzica, który stara sie dzieciom tłumaczyć, tłumaczyć i tłumaczyc, gęba mi sie nie zamyka, a moje dzieci, które mają w domu 4 skrajnie różne psy i kota-ciamajdę, co wszystko sobie da zrobić i dziś pierwszy raz od 5 lat i 3 miesiecy użyła wobec dziecka pazurów ( słusznie zresztą!!!), zachowują sie tak, jakby, po pierwsze rozumu nie miały, psa ani kota na oczy wcześniej nie widziały a po drugie jakby im nikt nigdy nic nie tłumaczył i możliwych konsekwencji nie przedstawiał,a po trzecie, jakby nigdy im żadne zwierzę nic nie zrobiło, a każdy z naszych psów nie raz dał im popalić!!! I nie wiem- czy ja jestem głupia, czy dzieci mam nierozumne :(
  10. Dopóki sterylizacje będą uważana za fanaberie, to się nie obrobimy :( W Mielcu zatrzęsienie szczeniaków :( które się nie rozeszły-won do schronu :( a wolontariusze żyły sobie wypruwają, żeby maluchy przeżyły i domy znalazły :(
  11. Murka, współczuję... Biedna Hanusia. Musi być wykończona tak wysoką temperaturą. Ja zawsze widzę 4 opcje: wirus, zapalenie ucha, zapalenie pęcherza lub trzydniówka. Jeśli Hania nie przechodziła trzydniówki, to weźcie to pod uwagę.
  12. Liza dostaje leki regularnie, Relanium lub Relsed dochodza dodatkowo, kiedy pojawiają sie ataki.
  13. to mnie najbardziej zdumiewa-brak zapachu :) bo kot jednak zapach zostawia mocny i niezbyt atrakcyjny ;) kocica-magik :)
  14. moja siostra, gwiazda tv ;) [URL]http://www.tvn.pl/showbiz/zobacz-jak-zrobic-halloweenowe-wzorki-na-paznokciach-tutorial,104106,934,0,0.html[/URL]
  15. Jonek zakrztusił się wczoraj syropem. Aż zczerwieniał jak burak. Rano to samo- tak się rozkaszlał, ze aż zaczął chrzakać. A dzisiaj akurat mieliśmy wizytę u alergologa, opowiadałam o tym jak sie zakrztusił, a Jonek złapał butelkę z wodą i tak sobie chlapnął, ze się prawie udusił... Chrząka jak szalony! Ja osiwieję przy tych dzieciach... A do alergologa na dziś (30.10) termin dostalismy w lipcu. Na 8.50. Pojechalismy wcześniej, bo do tej pory przed wizytą u lekarza trzeba było odhaczyć się w sekretariacie i w zabiegowym- gdzie meirza i ważą. A dzis dowiedziałams ie, ze nie, nie tzreba do zabiegowego, nie ma pielęgniarek, które by to mogły robić... Troche zdębiałam, bo widziałam kilka pań w zabiegowym i nie wyglądały na przepracowane. A wizytę mieliśmy na 8.50, przed nami byął dziewczynka na 8.30, a przed nią 4 osoby do odczulania- przyjmowane bez kolejki. Więc: Pani doktor przyszła do gabinetu po 8.30, 15 minut zeszło jej z tymi pacjentami do odczulania, wiec dziewczynka z 8.30 weszła do gabinetu o 8.45 a my o 9. Byłam w szoku, bo zwykle nikt nie wychodziz gabinetu przed upływem 3-=40 minut. My weszlismy o 9 i wyszliśmy o...10. Świetne opóźnienie, co??? Z dziećmi, w ciemnym koryutarzu w podziemiach, bez okien. Mówię Wam- za każdym razem jak jadę do CZD to mnie trzęsie juz tydzień przed planowaną wizytą...
  16. Ania: Mamo! Ofik mnie gryzie bez potrzeby. E: Może i bez potrzeby, ale nei bez powodu! A: Bez powodu! E: Na pewno!!! J: Mamo, możesz mnie pocałuść? E: Pocałować??? J: Tak. Ania zostałą wczoraj w domu, bo jest chora, czym nas wszystkich zaskoczyła, bo zwykle na kaszel pomaga jej syrop,a do lekarza zabrałam ją tak na doczepkę, bo szłamz Jonatanem... A tu taki zonk... Załamała się, ze nie poszła do przedszkola, cały dzień jeczała, ze się potwornie nudzi, a jak powiedziałam, że przecież ma mnie, rzekła: ALe mamo, wolę spędzać czas z koleżankami,a nie z tobą!! Podziękowałam jej za szczerość i powiedziałam, ze ja również wolę spędzać czas z koleżankami... W niedzielę Paweł miał na 8 do pracy, wiec obudził mnie o... 6.30 mówiąc, ze za 10 minut wychodzi. Tak, tak- macie racje, Pawła ominęła wiadomosć o zmianie czasu na zimowy ;)
  17. biedna Margolcia! :( oby środek przeciwzapalny pomógł i niech ból i dolegliwość idą precz!
  18. ja żadnego... :( mam nadzieję, ze Dziewczyny mają pomysły, co robic w takich przypadkach
  19. nic mi nie wysyłaj! nie ma sprawy :)
  20. Gusiaczku ostrzegam- wpadłaś na całego ;) Widzę, że obracamy się w tych samych dogo-kręgach ;) Wątki Nutusiowe i Murkowe wciągają na dobre! :)
  21. Komputer mi zgłupiał na chwilę i nie pozwolił napisać jeszcze kilku słów :) Tak w samatoryjnym klimacie... Kiedys dawno temu, bo lat 9, weszłam do pokoju mojego brata, który to podskakiwał i porykiwał w rytm muzyki zespołu Korn. Nie wiem, co mnie strzeliło, ale też zaczęłam podskakiwać, bez porykiwania. I nagle coś mie strzeliło w krzyżu, zgięło mnie i nastąpił mój koniec, za to początek drogi przez polską służbę zdrowia. Bolało jak nie wiem co, szybko trafiłam do ortopedy, na badania, szybko zdiagnozowali dyskopatię w obrębie L4,L5 ale co mi po tym było, jak mnie miesiącami bolało! Dzielnie zniosłam serię zastrzyków z witaminką B12- kto miał, ten wie!!! Mój brat, który mnie na te zastrzyki woził miał ubaw nieziemski z mojego utykania i niemożności posadzenia czterech liter w samochodzie po tych zastrzykach... Ja akurat byłam na dziekance i pracowałam, a pani doktor-ortopeda musiała mieć baaaardzo napięte stosunki z zusem, bo co do niej poszłam, a bolało mnie niestety stale, to mi dawała zwolneinie, nie byle jakie, co i raz na 4 tygodnie :) Po czwartym chyba, ZUS zaprosił mnie na spotkanie, gdzie natychmiast stwierdzili, że ja zdrowa jestem, ale skoro twierdzę, ze boli, to oni mnie do sanatorium wyślą i tam mnie ozdrowią zupełnie. Jak obiecali tak zrobili- już 3 tygodnie później byłam w Lądku Zdroju, gdzie... okazałam się atrakcją turnusu!!! Na to nie byłam przygotowana. Ani trochę!!! Ktoś miał jeszcze chyba dodatkową radość zmojego pobytu tam, bo na stołówce posadzili mnie przy stole z 4 chłopami!!! W tym jednym ze Śląska, chłopem jak stodoła, który po każdym posiłu leciał do lokalnych restautacji najeść sie po ludzku, bo racje żywnościowe to nawet mnie nie starczały ;) Dwie największe imprezowiczki turnusu co rano wyglądały tak, jakby własnie wróciły z ciezkiej libacji, a tuszu na rzesach miały tyle, ze dziwiłam sie, ze głowy mogą trzymać w pionie :) W pokoju trafiły mi się super dziewczyny- fakt, w wieku mojej mamy, ale na zadne potańcówki nie chodziłyśmy :) wesoło było nam w swoim towarzystwie :) Mój wtedy jeszcze nie-mąż przyjeżdżał do mnie często, bo piętro wyżej niż nasz pokój były tanie pokoje hotelowe, więc nie powiem, żebym sie tam nudziła, on pracował na laptopie, ja opracowywałam jakieś maturalne pytania z angielskiego dla Pawła siostry i mojego brata... duzo chodziliśmy po okolicy, no i te wszystkie zabiegi, gimnastyki i masaże zajmowały całkiem sporo czasu! Swoja drogą, co za idiota zaprojektował 2-wannowe pomieszczenia do kąpieli w tych śmierdzących wodach- zdarzało mi sie leżeć w wannie, a za kotarą leżał pan którego znałam ze stołówki, ze stolika obok!!!! Bardzo dziwne to było uczucie... :D Ale jedno uczciwie muszę przyznać- te 3 tygodnie trochę mnie ozdowiły, bo przestało mnie boleć permanentnie, teraz boli mnie raz na jakiś czas, dołączyło się kolano, jakiś nadgarstek... :) Podsumowując: po pobycie w sanatorium z ludźmi starszymi ode mnie czasem o dużo więcej niz jedno pokolenie doszłam do wniosku, ze do kosza mozna wywalić powiedzenie: ta dzisiejsza młodzież!! Kiedys to było inaczej... A guzik!!! Niejedną młodzież by zawsztydzili kuracjusze!!! Ja byłam w szoku absolutnym :)
  22. Wow, cóż za rozwój akcji!!! Kciuki trzymam i nie puszczam!
  23. Nie wiem, jak u Was, ale w stolycy była wczoraj piękna pogoda- prawie lato :) O 14 wyszłam z pracy i nie wiedziałam, co począć z resztą dnia- wrócić do domu i prasować ( bo taki miałam pierwotnie plan). Zastanawiałam się, czy iść po dzieci, zabrać je na spacer, czy iść do parku i poczytać książkę... Wróciłam do domu, nadal nie wiedziałam, co ze sobą począć, jak otworzyłam drzwi do wyskoczył jak z procy Dżek, a to mu się nigdy nie zdarzai rzucił się żreć trawę. Weszłam do domu, zdążyłam umyć ręce i wstawić wodę na kawę i w tym momencie odebrałam telefon- Jonuś znowu ma biegunkę. Poszłam po dzieciaki, wróciliśmy do domu, wzięłiśmy psy rodziców i poszliśmy na spacer, an spotkanie z babcią i dziadkiem. Dżek dalej żarł trawę, dołączył się Kapsel i Kapsel tak sie nażarł, że się porzygał. Do kompletu, bo co mi po samej biegunce Jonka!! W domu brzuch Jonka ozdrowiał. Nic mu już wczoraj nie dolegało. Za to rano zaczęło się... Ania była w takim nastroju, ze myślałam, ze uduszę małpę, Jonek jeczał dla samego jęczenia a na dodatek dostał ataku kaszlu. I tak kaszlał i kaszlał i kaszlał, aż wysłałam Pawła do przychodni, żeby zapisał Jonka na wizytę do lekarza. A u nas jest tak- na wizytę można się zapisaćz 2-tygodniowym wyprzedzeniem, co sprawia, ze z dnia na dzień trudno jest złowić wolny termin, ALE zostawiają 5 wolnych miejsc dla nagłych przypadkó, ALE żeby złowić jednoz tych miejsc trzeba byc przed 8 w przychodni i czekac do 8 aż pani w recepcji rozpocznie oficjalne zapisy... żeby tam zdążyć, Paweł musiał natychmiast wyjść z domu i nie mógł odprowadzić Ania do przedszkola- Jonek oczywiście musiał zostać w domu. Paweł pożegnał sie z dziecmi, które słabo to odnotowały, bo skutecznie sie prały w owym czasie. Ja poszłam do łazienki, i kiedy zaczęłam myć zęby ich krzyki przeszły w dzikie wrzaski, więc wyskoczyłam do nich, Ania otwierała drzwi od ich pokoju a Jonek je zamykał i chciał się przed nią ukryć, za 3 razem walnął się drzwiami w kciuka, strasznie zaczłą wyć, kciuk z krwiakiem, ale paznokiec nie odszeł, więc chyba nie będzie tak źle ;) Ja ze szczoteczką w ustach, Jonek wył, moczyłam mu palca w zimnej wodzie, a Ania nagle oprzytomniala, ze tatusia nie ma... i też zaczęłą wyć. W miedzyczasie Jonek... przestał kasłać!!! Paweł zadzwonił z godziną wizyty, ale gopoprosiłam, zeby przełożył na jutro rano, bo musze gada przez dzień poobserwować i jutro pójdziemy się badać... Ania uspokoiła się dopiero po dłuższej chwili, udobruchałam ich plasteliną, cały stół mi wyświnili, ale się nie bili, nie szarpali i nie wyli! Przyszła babcia, zabrała Anię do przedszkola, a ja powoluutku zaczęłam się szykowac do wycieczkiz Jonatanem... Mój plan zakładał, że pogoda bedzie taka jak wczoraj a tu... lało jak z cebra!!! Musiałam na chwilę jechac do pracy, ale naszykować musiałam sie na wszelkie okoliczności, więc chwilę mi to szykowanie zajęło. Jonuś zawołał siusiu i troche się posisiał, wiec go rozebrałam i on mi na golasa uciekł. Zostawiłam go, bo ciepło u nas, a on za kilka minut przybiega, że kupka... Usiadł, ja patrzę, a on ma... kupkę na łydkach z tyłu!!! i nigdzie indziej! Poszłam szukać zguby w mieszkaniu :) i po drodze wydedukowałam, ze JOnek siedział jak zawsze pupa na nogach, popuscił i przybiegł, stad te łydki... :D Powiedzcie-normalnym ludziom też się takie rzeczy zdarzają????? Wsadziłam gada do kąpieli, z której potem wyjśc nie chciał, a jak go w końcu wyjęłam i oporzadziłam, to było już po 10! Udało nam się wyjść z domu, w końcu, pojechaliśmy do tej pracy i wyjść nie mogliśmy, bo zastepowała mnie dziś Ula, która przyszła ze swoim synkiem, w wieku Jonka i chłopaki tak szaleli, ze nie wiadomo kiedy 2,5 godziny minęły!!! :) było super :) Z niewiadomych powodów Michał nazywał Jonka Antkiem :) Jak wracaliśmy, powiedziałam Jonkowi, zeby zasnął, a on na to: nie moge, auto jest za głośne. Za minutę spojrzałam na niego, żeby zagadc a on... spał :) Oczywiście obudził się, jak go kładłam do łóżka ;) siedzieliśmy, ziewnęło mi się, a Jonek na to: śpij mama, mozesz, ja bedę siedział i kazał mi sie położyć i sprawdzał, czy leżę z zamknietymi oczami i rzeczywiście zdrezmnęłam sie kilka minut ;) z bajkami w tle ;)
  24. ten czarny dostojny to Gacek :) z tego tu oto wątku :) [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/220372-GACU%C5%9A-potraktowany-jak-%C5%9Bmie%C4%87-Przykuty-%C5%82a%C5%84cuchem-do-beczki-bez-wody-i-jedzenia[/url]
×
×
  • Create New...