Jump to content
Dogomania

Visenna

Members
  • Posts

    773
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Visenna

  1. [quote name='agitka16']nie wiem... co teraz robic.... :([/QUOTE] Nie rozumiem? Jak to NIE WIESZ co robić? Mam to odebrać w ten sposób, ze jeśli my czy doswiadczony kynolog powie Tobie że to nie jest York, to co, oddasz go? Jak to - co masz robić? Kochać go! Czy wyrośnie na yorka, czy na nowofunlanda! Podstaw do roszczen wobec sprzedawcy nie masz żadnych - nawet jeśli wyrośnie Ci jamnik. Co z tego ze sprzedawca mowił że to bedzie York, skoro nie dał metryki która stanowi tego dowód. Jeśli to w miarę uczciwy człowiek, to najwyżej może przyjąć od Ciebie pieska z powrotem, ale mnie się w głowie nie mieści, żeby oddać szczenię które było u nas dłużej niż tydzień :shake: Jakby to ująć - nie widzę tu powodu do paniki - kupiłaś kota w worku, to teraz kochaj tego kota w worku...czy to takie ważne jakiej rasy jest ten "kot"? Sama mam bezrasowca i rodowodowego w domu i żaden z nich nie jest przeze mnie wyrózniany, oba są kochane tak samo, mimo że jeden jest rasowym Yorkiem, a drugi pieskiem w typie.
  2. [quote name='agitka16'] wiecie moze gdzie mozna sprawdzic dokladnie rase psa? bardzo mi na tym zalezy, [/QUOTE] Ale jesli nie ma metryki, to nie ma rasy, co Ty chcesz sprawdzać? On jest w typie rasy - rasowe mają metryki!
  3. [quote name='Fioletowa']obroża ma 2miesiące a ja jeszcze jej nie przecierałam spirytusem/bo nie miałam gdzie kupic/ więc to pewnie dlatego:)[/QUOTE] Wybaczcie, nie czytałam całego wątku, bo za duzo tego - przecieranie spirytusem? Co to daje? Na preventica też działa?
  4. Jesli nie ma, to nie jest Yorkshirre terrierem, a tylko pieskiem w typie. Moze , gdy dorosnie, bardziej lub mniej przypominać te psy - w tej chwili jako szczeniak faktycznie wygląda jak szczenię Yorka, ale jako dorosły pies może sie znacznie od wzorca rasy różnić. edit: wrrr, posty skaczą :angryy:
  5. Przesadzasz - przecież są i tacy, co przychodzą las sprzątać!
  6. [quote]Nie jest to miłe, gdy po kilkunastu nieprzespanych nocach i morzu wylanych łez, [/quote] Z powodu straty pieniązków na własne życzenie, czy z powodu kundla w domu, zamiast snobistycznie wymarzonego Yorka? :roll: Ja mam w domu dwa Yorkshirre teriery, jeden kundel, drugi rodowodowy. Przy rodowodowym także mnie oszukano, kupiłam psa który miał być championem, a mam ledwie peta, w dodatku chorego peta. W zyciu mi nie przyszło wylewać morza łez z tego powodu, - pies jest jaki jest,czuję złosć ogromną na hodowce bo mnie oszukał, ale psa nie oddam nikomu, cieszę się że jest i nie chcę żadnego innego na jego miejsce! Nic z tych rzeczy u mnie "morza łez" nie powoduje. Mamy to, co chcielismy miec - ja płacę gapowe, bo trzeba było od razu psa w ZK pokazac i od razu weta wołac po kupnie, a nie ufac na słowo. Też uważam że bajkopisarka z Ciebie - skoro naoglądałaś się tyle zdjec, przeczytałas "niemal wszystko o rasie", to musiałas przeczytać również i to, że gwarancją rasowości jest tylko i wyłącznie rodowód (pomijam już prawidłową nazwę rasy..taka podstawa w dowiadywaniu się czegoś o [psie...), na stronie każdej szanującej się hodowli i w każdej mądrej książce to napisano! Wiec niestety, uznałaś że będziesz sprytniejsza jak inni i będziesz miala to samo, za mniejszą kase - miej odwagę się do tego przyznać, ja w przypadku swojego nierodowodowego psiaka mam taką odwagę! A za takie postępowanie trzeba niestety płacić, kiedy sprzedający okaże się sprytniejszy niż Ty. Wkurza mnie takie lamentowanie - macie co chciałyście ( i ja też!). [b]Trzeba to teraz kochać, a nie łzy wylewac!!! [/b]:angryy:
  7. Moja mama była całe zycie zdeklarowaną antypsiarą....mimo mojego sprowadzania psów na siłę, mimo moich protestacyjnych głodówek, mimo, płaczu, histerii, etc. Najdłużej zdołałyśmy z siostrą uchować psa w domu przez pol roku, a potem niestety mama wynalazła sposob by się go pozybyć - rozwinęła się u mnie alergia... Pogodziłam sie z tym, ze nie mogę mieć psa. Potem dorosłam i zachorowałam dość poważnie. Wtedy powiedziałam, że mam już swoje lata i nikt mi dyktował nie bedzie, co mi wolno a co nie, i sprowadziłam do domu pierwszego Yorka ( bo nie uczula niby -g..o prawda...) i to się okazało strzałem w dziesiątkę! :) Moja mama nie chciała w ogole psa, tylko nie chciała psów duzych - Yorki jej tak podpasowały, ze bez problemu łyknęła drugiego i mam dwa psy :) Okazało się ze problemem był rozmiar psów, które sprowadzałam do domu - mama z początku też krzywiła się że mnie z Yorkiem wyrzuci z domu i zebym nawet nie probowała, ale jak przyprowadziłam do domu szczeniaka, to zwariowała :D Robiła mu ubranko na drutach juz na drugi dzien, bo malenstwo marznie :evil_lol: I teraz kiedy mieszkam juz sama, to mama dzwoni i się dopytuje jak psiaki, a kiedy mieszkałam jeszcze w domu to nawet sama biegała z własnej woli z nimi na dwór, co wczesniej było nie do pomyslenia, przy kundelkach i bulterierze które gosciły u nas w domu. Wiec moze zastanów się nad jakąs małą, słodka, sliczną rasą. To jak widać na antypsiarzy dziala :evil_lol:
  8. [quote name='jamor'] cześc sama w to wlezie a druga sie zgubi. [/QUOTE] [img]http://www.qnwortal.com/modules/Forums/images/smiles/lol.gif[/img] więcej wiary w ludzi! :lol:
  9. Taaa, a jak sie nudzi to odkurza i robi pranie ;) :lol:
  10. Wstawiaj! Zibo jest tak pięknym byczkiem, że naprawdę dziwne że nie ustawiają się po niego w kolejce. Pewnie gdyby nie to, co media robią takim rasom....:( Alicja, problem w tym że nie ma chetnych mieszkających koło Bboryski, a i ona zamilkła tu, moze już odpuściła chęć posiadania Ziba?
  11. [quote name='agaga21']no to jak już się tak pięknie cytujemy to proszę: jak to bez odpowiedzi? przecież sama zacytowałaś moje pytania i odpowiedzi greven na nie... [/quote] Zapytałas, dlaczego w ogole ciagnę temat, zatem Ci napisałam, że ciągnęłam go, bo widziałam pytania bez odpowiedzi...zanim nie pociągnęłam tematu, nie było odpowiedzi, bo dopiero ja ich udzieliłam - Odpowiedz Greven była tylko jedna, pytań więcej. Proste? Całą resztę wątku pominę, tylko o jedno zapytam : skoro tak się bardzo nie lubisz "głupio uśmiechać" to moze dotrze do Ciebie również, ze o tym, ze być moze dostałaś od Sandry odpowiedzi na swoje pytania wiesz tylko Ty, i ona. Bo tu w wątku padła odpowiedz tylko na jedno z Twoich pytań, to o czarnych kwiatkach, zatem wnioskuję, że reszta- jeśli była - była prywatnie udzielona. I fajnie - Ty już wiesz jak było. Ale czytający ten wątek nie wiedzą, a Twoje pytania, dość niedelikatnie sugerujace Sandrze niekompetencję, pozostały. Nie raczyłaś ich zdementować, napisać "ok, Sandra wyjaśniła mi, że było inaczej niż sugerowałam pytaniami". Do tego jeszce skaczą posty, ktoś kto tego nie wie, moze pomyśleć że jednak zostały Twoje pytania bez odpowiedzi. Dla Ciebie wątek skonczony, ale każda nowa osoba czyta Twoje pytania i też zastanawia sie, dlaczego Sandra wydała psa do domu z dzieckiem, dlaczego umiesciła kogos na liscie zanim odebrała mu psa, itp - zadaje sobie dokladnie każde z Twoich pytan. I moze własnie dlatego potrzebna była moja odpowiedz. Żeby Sandra nie musiała każdemu, kto bedzie powielał Twoje pytania, odpowiadać poprzez priv. A ze wątek adopcji się nie skonczył -i ze nadal są ludzie nie do konca doinformowani - świadczy chociażby post Saint, będący echem Twoich pytań. I tyle, nie ma tu naprawdę żadnego powodu do takiej agresywnosci. Dopiero teraz wątek nieudanej adopcji może byc zakonczony.
  12. [quote]Natomiast ukryć w domu, na wizycie przedadopcyjnej dziecko już trudniej.. [/quote] Racja, ale wiesz, zawsze żona może wyjsć z dzieckiem na ten czas do dziadków :) A przecież nie ma obowiazku oprowadzania wizytującego po całym domu, zwłaszcza jeśli to np duży, piętrowy dom. Ludzie mający podejrzane zamiary, oszuści, potrafią być niestety cholernie pomysłowi :/ co to się dzieje z tą Dogo? Posty będą już zawsze tak skakac?
  13. [quote name='agaga21'][B]skoro nie chcesz się wypowiadać za sandrę to nie rób tego! dostałam odpowiedź od niej i nie muszę dostawać jej drugi raz od ciebie! wyobraź sobie że umiem czytać! i zastanawiam się tylko po jaką cholerę ciągniesz ten temat, który jest skończony????[/B]:angryy:[/QUOTE] Bo nie jestem wrózką i NIE WIEM ze jest wg Ciebie skonczony, a widzę pytania bez odpowiedzi? :) I nie wypowiadam się Za Sandrę, moja wypowiedz jest moimi przemyśleniami, do których zreszta mam świete prawo. Nota bene- mozesz mi powiedziec, po co ta agresja? Pominę milczeniem to, ze nie masz żadnego prawa mnie tutaj tak owrzaskiwac...:) Nie wiedziałam, że to wątek w którym mozesz pisać tylko Ty, oraz wyznaczone przez ciebie osoby, przepraszam stokrotnie :roll: A temat psa skonczony raczej nie jest...on nadal szuka nowego domu.
  14. [quote name='agaga21']piszesz że adopcja przebiegła normalnie, więc dlaczego 2 dni po adopcji umieszczasz faceta na czarnych kwiatkach?[/quote] [quote name='Greven']Dodałam go na 'czarne kwiatki' wiedząc, że będę odbierać psa.[/quote] Czy to nie jest wystarczajacy powód i odpowiedz na Twoje pytanie Agago? Wiedziała już, że psa trzeba odebrać, więc umieściła. Czy kolejność działania w tym wypadku ma jakieś znaczenie? [quote] nie było wizyty przedadopcyjnej,wywiadu itp? [/quote] A mało jest tu na dogomanii, "starych wyjadaczy", osób które zęby zjadły na adopcjach, a i tak dały się podejść, oszukać komus? Czy dopuszczasz do siebie myśl ze on po prostu nakłamał Sandrze? To wcale nie jest trudne - mogę wyadotować psa, pozgadzać się na wszystko, popodpisywać co tylko chcecie, a w domu i tak zrobię z nim co zechcę. I co zrobicie, możecie odebrać psa, jak sie dowiecie że kłamię...co własnie przecież zrobiła Sandra z Zibo -odebrała. [quote] dlaczego nie napisałaś że wydałaś mu zibo, że trzeba psa odebrać(bo przecież nie powierzyłabyś mu nawet kwiatka w doniczce)dlaczego on był lepszym kandydatem niż dziewczyna która tu się zalogowała(bboryska?)i odpowiadała na pytania. [/quote] teraz pisze przeciez? Goscia miała pod ręką, mogła sprawdzic, (oszukał, ale przecież nie mogła tego z góry wiedzieć, a on też na pewno odpowiadał na pytania) A Boryska jest daleko, nie było nikogo kto mógłby ją odwiedzić. Dopiero by była jazda, jakby Greven wydała psa dziewczynie i coś by się wtedy stało nie tak...czyz nie? :) Przepraszam Borysko, nie żebym uważała że bedziesz złym opiekunem dla psa, ale odsyłam akapit wyżej - opiekunom psa mozna wcisnąć kazdy kit, jak sie chce i sama widzisz dlaczego potrzebna jest gruntowna kontrola osoby chcącej adoptowac psiaka, wiec chyba mnie zrozumiesz. [quote] pies miał iść do domu BEZ DZIECI a facet ma małą córeczkę!!!!dlaczego na czarnych kwiatkach nie powiązałaś go z zibo a nam tutaj nie dałaś znać ze sprawa nie jest wesoła....[/QUOTE] Cóz, w aukcji z której jak sam gosć przyznał, dowiedział sie o psie stoi jak byk, że pies ugryzł dziecko i z jakiego powodu. To chyba nie Greven wina ze gosć wiedząc to był na tyle idiotą że jednak psa chciał wziać, no w koncu to jest dorosły mężczyzna .A co do "nie dania znac"- przecież dala- gosć jest na czarnych kwiatkach, pies jest odebrany, a coz by pomogło danie znać "ze sprawa nie jest wesoła"? Pomogłabyś w odebraniu psa, czy moze nie wiem, pojechała natrzeć facetowi uszu? ;) Nie chcę sie wypowiadać za Sandrę, ale moze nie miała na to po prostu czasu.
  15. o, post przeskoczył
  16. Darianna, moje Yorki tez czasem chwyciły "pączka" - nigdy nie zdażyło sie nic poza ewentualnymi wymiotami, które są dość własciwe w momencie kiedy pies naje się nie do konca strawionego owsa, siana, słomy, trawy ;) Generalnie psom to nie szkodzi, chyba żeby konie były silnie zarobaczone. Ale widok okropny :lol: Na marginesie- kiedy moje tak robiły, pomogło podawanie rumen tabs. Nie wiem, może też same z tego wyrosły, ale fakt zaprzestania tej czynnosci zbiegł sie z końcem podawanie owych tabletek :) Teraz głownie koński pączek słuzy jako zabawka, piłeczka - jak nie upilnuję, ale też już coraz rzadziej. Być moze też częste przebywanie z końmi wpłynęło na to, że ciepłe "pileczki" spadające "z nieba" przestały być już atrakcyjne :)
  17. [quote name='baller']Hehe, nie ma sie co unosic i mowic o hipokryzji. Ja nie lubie jak konie robia w lesie, a Ty tak. [/quote] NIe. Ja nie lubię jak konie robią w lesie - gdyby dało się wyhodować konia, który by w ogole nie potrzebował "robić", pewnie byłabym pierwsza, która by się za to wzięła. Ale koń potrzebuje, a z racji tego, że to nie pies, którego przywiazę, czy każę mu zostać i moge iść pozbierac, oraz z racji tego że rozmiar kupozbieracza dla koni przypomina rozmiarem szufle do odśnieżania + spore grabie, niestety musi zostawic za sobą produkt przemiany materii. [quote] Opinia jak kazda inna. Ze reszta sama mowisz, ze cos co przeszkadza innym (kupy konia na lesnych sciezkach) uwazasz za [B]wzglednie[/B] normalne/nieszkodliwe. Ja mam podobna opinie o kupach psa na trawniku, wiec tutaj jestesmy dosyc podobni :evil_lol: [/QUOTE] Względnie. Z tym, że jak napisałam wyżej - po psie jest bardzo latwo posprzątać. Po koniu już nie. No i raczej niewielu ludzi mieszka w lesie, gdzie ani konska, ani psia kupa nie jest całkowicie nie do przyjęcia. Co innego miejskie trawniki, nawet te, jak pisałeś- "nie uczęszczane" - tam jest nie do przyjęcia, czy to konska, czy ludzka, czy psia, czy jakakolwiek! Taka drobna różnica.. A unoszę się- może nie tyle na Ciebie, tylko ogólnie, bo już tacy mądrzy co to nienawidzą koni, próbują nas ze szczecinskich lasów wyrzucić. Sprawa świeża, także jeszcze odbija się u mnie echem. Ale sie nie damy ;)
  18. [quote]Powiem Wam za to, ze potrafie zrozumiec problem kup w miejscach, gdzie na prawde chodza ludzie. Niedaleko mojego osiedla jest stadnina i ludzie czesto jezdza na koniach do pobliskiego lasu. Koni nie lubie wcale, ale odkad tutaj mieszkam to ich na prawde nie nawidze. Praktycznie wszystkie sciezki w lesie sa obsrane i czasem musze isc przez trawe zeby ominac takie gory kupy, co leza na sciezce . Zeby bylo lepiej to moj pies uwielbia jesc ta kupe, wiec zawsze musze byc bardziej czujny niz on i wypatrywac ich na drodze A konie sa takie mile, ze czasem nawet zostawiaja swoje gory na chodniku wzdluz glownej ulicy osiedla Czasem mam ochote zebrac ta kupe i obrzucic nia te budynki przy stadninie, ale przechodzi mi w momencie jak sobie przypomne, ze nie mam juz kilkunastu lat zeby robic takie numery[/quote] Ot, hipokryta! A ja jezdzę konno i mnie kupy końskie w lesie nie przeszkadzają wcale, a wcale! Bo tam jest miejsce konskiej kupy- gdzie bardziej pasuje koń, niż do lasu? Konno jezdziliśmy po lesie od setek wieków i było dobrze ( a kup wtedy było wiecej na pewno, bo był to jedyny srodek lokomocji), a teraz nagle zaczęło przeszkadzać, ciekawe. Poza tym- konskie gówienko rozkłada sie bardzo szybko, przy suchej pogodzie na drugi dzień jest już tylko suchym wiórkiem, i na pewno wtedy nie śmierdzi - dodatkowo pożywią się nim żuczki gnojaki, użyźnia glebę, jak to nawóz roślinożerców. I dopóki żyje, zadne straże miejskie, żadne sprosąsiedzkie bojówki, żadni leśniczy- nikt mnie z koniem z lasu nie wygoni :lol: Do spacerowania matek z wózkami są parki- zreszta ci koniarze których ja znam, przy spotkaniu z jakimikolwiek ludzmi w lesie, stają i czekają az tamci ich miną, albo wręcz wjezdzają miedzy drzewa, zeby nie utrudniać...a dzieci mają ostatnimi czasy niepowtarzalną wręcz okazję zobaczenia, jak wygląda zwierzę gospodarskie pt koń... Sorry, za offtop, ale hipokryzji nie lubie - "kupa psa tak, niech sobie sra bo MAM bokserke i nie chce mi sie po niej sprzątać, ale koń fuj, nienawidzę, niech się wynoszą- bo nie mam i kij mnie obchodzą inni oraz to, co oni lubią" :angryy:
  19. [quote name='Agnes']ale ten kleszcz nie byl z tego spaceru tydzien wczesniej - to nie jest realne[/quote] No nie wiem czy takie nierealne...potem pies wychodził tylko w okolice domu i na smyczy, wiec gdzie by go zapłapał, jak mieszkam na osiedlu, po żadnych krzakach nie buszował, a trawa to tyle co zimowy trawnik... Myślę ze to całkiem realne - moze kleszczysko w domu pies strząsnął czy cos, a potem znów po jakimś czasie na niego wlazło po dywanie? No, nie jest to istotne- ważne że się wbił :/ [quote] a co Ci to da w zasadzie? przeciez wlasnie ten jeden jedyny moze byc zarazony, nie potrzeba do tego zatrzesienia[/QUOTE] Zgadza sie, ale jak jest całe zatrzesienie, to opcja zarażenia jest dwa razy bardziej prawdopodobna, niż trafienie na tego zakażonego, gdy jest ich mało ogólnie... [quote]przeciez tam napewno jest dawkowanie! to rowniez jest chemia i nie nalezy tego lac ile sie da na sprayu fiprex jest, wiec i tu jest - jak nie jestes pewna zabezpieczaj psa inaczej. No wlasnie - stosujesz cos na kleszcze? Czy psikasz jak znajdziesz?[/quote] Na moim niestety było, ale stało to na balkonie i zapomnielismy o tym- parę razy deszcz popadał i instrukcję papierową diabli wzieli. Ale rozmawiałam z panią weterynarz odnosnie dawkowania i powiedziała, ze owszem dawkowanie jest, ale na Yorka to i tak sprowadza się ono do do tego, ze trzeba nanieść tego tyle, żeby pies był praktycznie caly wilgotny - zwłaszcza że moje biegna sie zaraz wycierać wiec i tak czesci preparatu sie pozbywają w dywan. A weterynarz który w Szczecinie pierwszy raz nakładał preparat na moje psy, tez sie specjalnie nie przejmował dawką- po prostu spryskał je dokumentnie i tyle. Na kleszcze stosuję własnie ów preparat, wet mowila że chyba najlepszy jest i faktycznie jak go maja to kleszcze głownie po nich łażą, bez wbijania. Teraz przed tym kleszczem zwyczajnie zaspałam z zastosowaniem, wydawało mi sie ze skoro są jeszcze mrozy i sniegi, to jest bezpiecznie. Obroże się nie sprawdziły u obu psów. Psikam ZANIM znajdę. Jak znajdę to juz tylko wykręcam przy pomocy specjalnego przyrządziku.
  20. W ogóle w Warszawie już sie zaczęły :( Byłam z psami ponad tydzień temu w niedzielę w okolicach Czosnowa na wale p/pow. pospacerować i po tygodniu mniej wiecej psia fryzjerka znalazła opitego kleszcza na Lokim...obok stała pani weterynarz i już kazała psa obserwować dobrze :( Oby nic mu nie było! A wczoraj byliśmy w BoatHouse na Wale Miedzyszynskim i wyszliśmy przy okazji z psami pospacerować nad Wisłę na te piaskowe plaże...ze niby piach i kleszcze nie bradzo...i wracam do domu, głaskam sobie Goofiego i czuję że cos ma w sierści - patrzę, łazi cholerstwo! I to jakiś taki wielki, mimo że nie opity jeszcze bo nie zdążył się wczepić. Od razu frotline spray poszedł w ruch - tyle ze mam ten co się spryskuje całego psa i choroba nigdy nie wiem, czy dałam tego wystarczajaco duzo. Niby staram sie spryskiwać tak zeby praktycznie cały pies był wilgotny, ale zawsze wydaje mi się że dałam za mało... BTW. Ktoś wie, czy w tym parku w Forcie Bema jest bezpiecznie? Chodzi mi o ten pomiędzy Obrońców Tobruku a Księcia Bolesława, o te tereny zielone. Oczywisćie że kleszcz może się tam zdażyć, to wiadomo, ale czy trzeba się spodziewac takiego zatrzęsienia jak własnie w lesie Bemowskim?
  21. Musi się znaleźć dom dla obu tych psów.... :(
  22. [quote name='Mafi221']@up Wiesz nie traktuje tego na realnej walce lecz chociaż tak w zabawie :lol: @Refresh prosze o podpowiedzi :diabloti:[/QUOTE] W zabawie? :crazyeye: A ja sie bedziesz bawic z chlopakiem/ dziewczyna ( nie znam Twojej płci), bedziecie sie np łaskotac czy siłować na żarty, a psiak uzna że Cię biją i zacznie gryżć? Co wtedy, pewnie oberwie w tyłek, bo przecież nic złego Ci się nie działo? :shake: Masz niemądre pomysły...lepiej pomyśl jak sprawić zeby ten York był szczęśliwy u Ciebie, a nie jak uczyc go głupich sztuczek, nikomu do niczego niepotrzebnych.
  23. Ja z moimi psami robiłam tak : Jak gdzies nasiusiał, to wycierałam papierem toaletowym i zanosiłam ten papier i zostawiałam, w to miejsce, gdzie chciałam żeby psiak docelowo sie załatwiał. Chodzi o to że szczeniętom łatwiej zrozumieć że mają tu siusiać, jak czują tam zapach. Druga sprawa - jak szczenię się obudzi zaraz bierzesz go na ręce i niesiesz na podkład - nie pozwalasz mu zejsc dopóki nie zrobi tam siku. Najlepiej żeby to było po długim śnie, zebyś miał pewnosć że psiakowi sie bardzo chce - tylko nie każ mu siedzieć na siłę, bo mozesz go zestresować i nawet tam potem nie podejdzie. po prostu, spróbuj sie z nim bawić na tym podkładzie, czy głaskać - natura zrobi swoje i szczeniak nie wytrzyma i sie załatwi, a wtedy go nagrodz za to. Trzecia rzecz- łażenie za psiakiem po domu i jak tylko widzisz że się przymierza do siusiu to sru go na ręce i myk na podkład - nawet jak już zacznie siusiać. Powinien w miarę szybko skojarzyc :) Dobrze tez mówić do niego to samo słowo jak siusia - np "rób siusiu", czy samo "siusiu". Skojarzy słowo z czynnością i będzie mu wtedy jak powiedzieć, czego od niego na tym podkładzie wymagasz ;)
  24. Tez tak mam ze starszym psem- dotyczy to misek metalowych na stojaku. Owszem, je z nich jak są w nich jakieś smakołyki, ale niech tylko miska stuknie ( jest luzno wsadzona w to trzymadełko, wiec stuka często) to juz psa nie ma. Karmę też zje dopiero jak mu ją rozsypać na podłodze. Ba, potrafi siedzieć i mruczeć zeby mu karmę wyjąć z miski :roll: Woda na szczęście nie stanowi problemu, chyba dlatego ze przy piciu miska sie nie rusza
×
×
  • Create New...