-
Posts
2030 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Eruane
-
Dlaczego nie wypaliło? U nas to wszystko na głowie postawione. W innych miastach takie działy w Gazecie jakoś działają. Ale to Kielce... :angryy: Jeszcze raz oglądałam ten materiał z tv o Frani i Circe. I jeśli mnie oczy nie mylą, to zaraz na początku do pana, który u siebie w Jędrzejowie trzyma psiaki, łasi się moja kochana Szarotka :loveu:
-
No to zaczynam się solidnie niepokoić. Jeśli ktoś może sprawdzić domek, to bardzo proszę. Boję się bo to daleka droga z Kielc, w razie jakichs problemów, nie byłoby jak psa zabrać. Miałam nadzieję, że z Muratem to już sprawa pewna. Nie jest to typwa sprawa, pies przechodzi przez wiele osób, żeby był bezpieczny, to utrudnia robienie nowych zdjęć i "reklamowanie" go nowej pani. Ta pani musi być pewna ,że go chce, bo mieszka naprawdę daleko stąd. Los Bazyla i tak jest mocno niepewny, więc już mi ciarki chodzą po plecach, jak pomyślę, że Murata może też.
-
No właśnie z tym będzie problem. :shake: To nie jest taka sytuacja jak inne. Murat, z tego, co mi wiadomo, miał zostać wczoraj przewieziony do Suchedniowa na tymczas. Jeśli juz go nie ma w Kielcach, to nie wiem, czy ktoś w Suchedniowie może mu cyknąć fotkę. Wszystko robione jest na szybko i czasem cichaczem, żeby nie rzucać się w oczy, komu nie trzeba. Teraz mogą być ciężkie dni, bo wróciła ta mecenas Gosi. Stad szybka ewakuacja Murata. Nie wiem, co z Bazylem zrobimy. jeśli będzie konieczne przeniesienie go do hotelu, będzie trzeba chyba zrobić zrzute na jego utrzymanie (karma, opieka wet.). Co do miłości Murata do Pani Mrioli to , moim zdaniem, jest to rzecz pewna :p Murat przez dużą częśc życia był wśród kobiet i do ich opieki przywykł. Teraz bardzo xle znosi samotność , z tego, co mi wiadomo. dlatego Sucheniów to może dobre wyjście na jakiś czas. Murat zaczął solidnie przeżywaćsytuację, gdy zabrano mu Oskę, a potem drugą kotkę. Pamiętam, że robił wszystko, żeby kotkę z nim zostawić. kiedy tam byłyśmy. Murata nie znam za dobrze. Kiedy mnie zobaczył, była wielka radość. Szczekał z rzejęcia wręcz. Ale nie ma sieco dziwić, pies całymi dniami siedzi sam w domu. To samo Bazyl. Rz nawet na mnie skoczył z radością i mało nie wylądowałam na ścianie :p Potem już był grzeczny. To miły, przytulaśny, wielki pies. Widać po nim, że jest z deczka rozpuszczony, ale to juz kwestia ustawienia go sobie w nowym domu. Jeśli od razu trafi na kanapę i będzie mu wszystk owolno, to będzie rozpuszczony dalej. Wiem, że czase modstawiał na spacerze numer typu - nie mam ochoty dalej iść. Stawał w miejscu i nie dało się go ruszyć.Ale zapewniam, że Gosia mu pobłażała. Często bywało, że nie szukała sposobu korygowania negatywnego zachowania psa, tylko stwierdzała, że taki ma charakter i kochała bezkrytycznie. :p Nie sądzę, żeby Pani mariola miała z Muratem jakiś problem. Gosia kiedys wzięła go z ulicy i podołała jego wychowaniu sama. Teraz trudniej nie może być, co najwyżej łatwiej. A Murat to pies pełen dobrych emocji. :loveu: Bazyl też...
-
Właśnie o to mi chodziło, Potter. A może jednocześnie uderzyc do gazet? Radio TAK kiedyś chetnie współpracowało w takich sprawach - nawet jak szukałam domu zgubionej na Al. IX Wieków Alince, to ta stacja z bez problemu puszczała informacje w wiadomościach, że taki peis jest znaleziony. Z tym, żę z tego, co już zauważyłam, na ludzi działa tylko info z obrazem w przypadku adopcji. Musi być przynajmniej zdjęcie. Więc może spróbować jeszcze udertzyć do Gazety? W Echu bywały krótkie testy o psiakach z ich zdjęciami, ale bez odzewu.
-
Może jest szansa, żeby wykorzystać to, że niedawno Frania i Cirka były w TV i popłynąć z prądem. Może inne media zainteresują się sprawą i przy okazji rozreklamują zwierzaki z Jędrzejowa i Kielc? Historia Frani i Cirki jest tak starszna ,że ludzie nie mogą jej nie zauważyć.
-
Gem ma rację, teraz pora na Bazyla.
-
Dobrze byłoby dawać Ince wcześniej jakiś sygnał, żę oto teraz pora na zajmowanie się sobą. Niech to będzie wyrzucenie jej zabawek (takich nie na codzień, tylko do zabawy w samotności) na podłogę w jakimś miejscu. U mnie to działało. Narazie widzę, że wszystko idzie dobrze. Mogę chwalić dzień, bo już po zachodzie słońca ;)
-
Zgadzam się z BorsukiemWiosennym. Chodzi przecież o to, żeby pies nie reagował (nie odczuwał potrzeby reagowania) przy misce lub jakiejś swojej zdobyczy nerwowo i agresywnie, a nie żeby wygrać z nim walkę o tą zdobycz. To nie rozwiązuje problemu.
-
Tyle, że efekt takich ćwiczeń może być różny. Psiak broni swojej własności. W stadzie wcale nie musiałby oddawać tej kości bez walki silniejszemu osobnikowi. Musi wiedzieć, że opłaca mu się oddać ta kość opiekunowi, a w tym wypadku nie oddaje jej z własnej woli. Nie jestem pewna, jaka będzie reakcja, gdy nie będzie rękawicy lub gdy to samo zrobi ktoś inny. Może być źle.
-
Od-Nowa, ta ksie domyśliłam, że maluch pewnie już siezałapie na transport załatwiony przez Erkę. Ludek, hotelik w okolicach Warszawy, co niezbyt dobre o tyle, że nie możemy sie zająć psiakiem osobiście. Bardzo martwiesie o Bazyla...jakie on ma szanse... :-(
-
Miałam rottweilerkę, która uwielbiała kraść różne rzeczy - poduszke, kapcia - i trzymała. nie wykazywała przy tym żadnej agresji, ale nie dało jej siętego odebrać za nic. Na początku stosowaliśmy wymianę, ale nie uważałam tego za dobry pomysł, poza tym suka często wcale na wymianę nie miała chęci. Wyjście się znalazło. Po pierwsze, trzeba poćwiczyć posłuszeństwo przy innych okazjach. Pies mus zostać nieco zdyscyplinowany w łagodny i rozsądny sposób. Po drugie - zamiast tradycyjnej wymiany, można zaproponować wymianę nieco inną. U mnie była to zabawka na sznurku. Jak pies coś ukradł i nie chciał puścić, chwytałam za sznurek i ciągnęłam zabawkę po ziemi, bawiłam się nią. Suka była wcześniej nauczona ganiania za ta zabawką i rzadko wytrzymywała zbyt długo bez puszczenia swojej "ofiary" i pogoni za zabawką. Zawsze starałam się to robić tak, żeby suka zabawki nie złapała. A potem mogłam jej wydać kilka komend i nagrodzić jedzonkiem (na początku dawałam zabawkę, ale znowu jej nie chciała oddać :p ). Po jakimś czasie na komendę "puść" normalnie puszczała każdą rzecz. Tylko to troche trwa, jeśli pies już ma zakorzenione takie negatywne zachowanie. Tak samo ćwiczyłam potem z psem agresywnym, którego miałam na przechowaniu. Był mały, ale jak ugryzł to bolało, więc nie polecam się szarpać nawet z małym psem. Stosowałam odwracanie uwagi itd. , skupanie jego uwagi na innych rzeczach i nagradzanie następnie za wykonane komendy.
-
[quote name='Milkat']Piłeczka pięknie sie zaczęła sprawdzać! Przez ostatni tydzień ćwiczyłam intensywnie i dzis nawet gdy za późno zuważyłam psa to dała sie odwołać na piłeczkę! Druga sytuacja byla troche ryzykowna bo rozmawialam z sąsiadem który przywiózł ze sobą suczkę z którą się dawno bardzo nie widziały, i po przywitaniu Tajga zaczęła na nia z wielką pasją szczekać, trochę się wahałam czy użyc pileczki, ale spróbowałam i Tajga momentalnie zostawiła plot i pobiegła za piłką....:multi:[/quote] Piłeczka to świetny sposób na odwracanie uwagi u agresywnych psów. Przerobiłam to na mojej suce, która wróciła do mnie z adopcji z powodu agresji właśnie. Przejawiała agresje w stosunku do ludzi i psów. Praca z nią przebiegała na wielu płaszczyznach, ale praca z piłeczką w pobliżu ćwiczących psów, w parku itd. przyniosła niesamowite rezultaty. Polecam:) Natomiast co do obszczekiwaczy furtkowych - z piłeczką też można zdziałać bardzo dużo. Miałam następujacy problem - kilka psow na podwórku, które namiętnie obszczekiwały nie tylko przechodzące pod ogrodzeniem psy, ale i ludzi. Kłopot był z tym, że na terenie działki znajduje się firma i czasem popołudniu, gdy psy biegały luzem, podjeżdzała jakaś dostawa. Psy oczywiście szalały. Najpierw konieczne było ich wyłapanie, potem zamknięcie, potem dopiero dana osoba mogła otworzyć bramę. Starsznie to niewygodne. Próbowałam pracy z piłeczką, ale niestety jeden z psów nie był zainteresowany i nakręcał całą resztę na szczekanie. Podjęłam więc próby z jedzonkiem. Rarytasy zawsze leżały na spodeczku i czekały na okazję. najpierw psy były ćwiczone na reakcję na dane słowo - miały przybiec z podwórka (bez bodźców z zewnątrz odwracających ich uwagę), a potem dostawały jedzonko. I musiało to być coś wyjątkowego, nie byle co :p Potem, kiedy wiedziały już o co chodzi i reagowały zawsze, zaczynało się odwoływanie przy delikatnym odwróceniu uwagi. I krok po kroku zachodziliśmy coraz dalej. Kiedy pojawił się samochód przed bramą, musiałam sie namęczyć, żeby zagonić stadko do domu. Ale robiłam to konsekwetnie, szybko i nagradzałam. Po dość krótkim czasie, kiedy pojawiały się pod bramą samochód, obce osoby lub nawet czasem pies, moje psy zaczynały szczekać i za sekundę na wyścigi biegły do domu i do kuchi, gdzie czeka jedzonko :p Zaznaczam ,że nie zawsze byłam w stanie zająć się w ten sposób psami, gdy pojawiał siektoś pod bramą, a jednak zmiana w zachowaniu zwierząt pojawiła się bardzo szybko. Z efektów jestem bardzo zadowolona, bo nie dość, żę psy nie ujadaja pod bramą, pracownaik sam może sobie bramę otworzyć, jak tylko za psami zamykają się drzwi w domu, to w dodatku zawsze wiem, kiedy ktoś pod tą bramą jest, bo psy biegną ze szczekaniem, żeby im otworzyć drzwi i potem siadają przed szafka w kuchni. I wszystko jasne :p
-
Jest szansa na hotelik dla Bazyla. Udało się coś załatwić Izie Szumielewicz. Do momentu jego adopcji (oby nastąpiła szybko :-( ). Ale będzie trzeba opłacać jego wyżywienie. Nie wiem za bardzo, jak to zorganizować. Murata kazali już zabieraćz mieszkania. Dziś lub jutro pojedzie na tymczas do Suchedniowa. Ponoć chcą opróżniać mieszkanie. nadal to wielka tajemnica, kto jest właścicielem. W poniedziałek wraca pani mecenas. Sprawę może postawić na ostrzu noża.
-
Bardzo podoba mi się to podejście - że na to wszystko potrzeba czasu. To gwarantuje sukces :p Ucząc Inkę chodzenia bez smyczy i zarazem testując jej płochliwość, doradzałabym nie smycz wyciąganą, ale zwykła, leciuteńką i bardzo długa linkę z bardzo lekkim zapięciem. Na smyczy wyciąganej jest dużo trudniej, bo pies czuje smycz i inaczej reaguje. Pisząc "dzikus", miałam na myśli psiaka z dziczy, żyjącego wcześniej na dziko, bez odpowiendiej socjalizacji :p , nie koniecznie schroniskowego czy znajdę. Bo zachowania ich się znacznie różnią. Psy schroniskowe czy te z ulicy to często, wbrew pozorom, doskonale socjalizowane zwierzaczki. Życzę z całego serca powodzenia i jakby co służę pomocą. Inka długo czekała na szansę na nowe życie i teraz bardzo się cieszę, że tą szansę otrzymała. :multi:
-
[quote name='Gem']Eruane, to tylko propozycja przetrzymania psa w awaryjnej sytuacji. Np. wtedy, gdy na działce nie ma miejsca. Niestety, moi rodzice mają już swoje lata, mają własne zwierzaki, więc mogę jedynie poprosić o takie awaryjne kilka dni. Jeśli to nie jest potrzebne, to ok, zapomnij.[/quote] Rozumiem i dziękuję za chęć pomocy. Ale tak, jak powiedziałam - byłby potem problem, co zrobić z Bayzlem, jak minie tych kilka dni. A chętnych na niego nie ma. Potrzebny jest tymczas na długo. Dodam, że Bazyl nie dogaduje się za dobrze z innymi psami.
-
Dodam jeszcze jedną rzecz. Bri -bri ma teraz prawo ustawiać Inkę i lepiej, żeby w domu dyrygował ten bardziej cywilizowany psiak :p Warkot w stadzie psów nie jest czymś złym dopóki nie dochodzi do walk. Proszę zbytnio nie ingerować w relacje między psami (oprócz powstrzymywania jakichś bardziej zdecydowanych akcji Bri-bri), bo można tylko niechcący coś popsuć. Z tego, co tu przeczytałam, psiaki są na dobrej drodze do stworzenia fajnego stadka :p
-
Betel, podeślę Ci na priva link do informacji, jak można postępować w przypadku, gdy psiak niszczy różne rzeczy w domu. W razie potrzeby wyjaśnię o co dokładnie chodzi. Tak się składa, że psy, które kiedyś były dzikie, zachowują się nieco inaczej niż domowe pupile, które od początku żyły wśród ludzi. Taka Inka to mały wilczek. A takie istotki mają tendencję do niszczenia, rozpracowywania rożncyh nowych przedmiotów, przenoszenia rzeczy na swoje legowisko. Rozwiązanie problemu nie jest proste i zajmuje dużo czasu. Dlatego pierwsze, co trzeba zrobić to zabezpieczyć drogocenne i niebezpieczne przedmioty w domu. u mnie na przykład były to między innymi kontakty, które są nisko nad ziemią, a które podczas mojej nieobecności zostały rozbrojone, a kable powyciągane. Cud, że nic sie nie stało. Oduczanie psa niszczenia polega na działaniu na wielu płaszczyznach. Po pierwsze, należy psa nauczyć pozostawania z samym sobą i w tym pomogą informacje, które prześlę (link). Po drugie, wejdź sobie na strony o wilczakach - tak, tak - tam jest sporo o niszczeniu :cool3: Z tych stron czerpałam nieco informacji do pracy z moimi dzikusami. :p Psu należy zapewnić maksymalną dawkę ruchu. Zabawki - nie wszystkie, tylko te rewelacyjne dla psa (niech to będą bardzo różne rzeczy z różnych materiałów, ale niegroźne dla psa) pies powinien dostawać tylko w momencie, kiedy zostaje sam (w niedosłownym znaczeniu tego słowa, bo może to być kwestia tego, że w danym czasie nikt nie będzie sie nim zajmował). Moje psy miały pudło różnych zabawek, skarpetek, poduszeczek, piłek napełnianych jedzeniem itd. i gdy wychodziłam, wszystko lądowało na środku pokoju. Wcześniej usuwałam wszystkei zrcezy, które mogłyby zainteresować psy, szczególnie moje ubrania. Wszystkei moje dzikusy kradły moje ubrania i jeśli ich nie darły, to na nich spały. Co mogę dodać jeszcze to to, że nie pozwalam już dzikusom spaćna łóżkach do momentu, kiedy zachowują sie już jak cywilizowany pies. Robię tak dlatego, że próbowały znaczyć łóżko. Na pocieszenie powiem, że moje dzikuski w liczbie 3, bo czwarty to cylwilizowany niby, nie niszczą, nie siusiaja już w domu, zostaja same na wiele godzin, ale...nie od razu Rzym zbudowano :p
-
[quote name='monita']To szkoda :shake: bo to zawsze jakaś szansa dla psa :razz: W regionalnej Telewizji Kraków jest program "Kundel Bury I Kocury", który cieszy się dużą oglądalnością, może tam go zgłosić ??[/quote] MOże to i jest jakieś wyjście. Gem, pobyt w domu tymczasowym dla Bazyla to nie jest kwestia kilku dni - taka prawda. To pies, który ma 12 lat. Szukanie mu domu zajmuje dużo czasu, a w tej chwili nie ma chętnych na Szarotkę półroczną. Co po tych kilku dniach na tymczasie? Co wtedy zrobimy z Bazylem? To wszystko nie jest proste.
-
Nie taki duży. Ale nie mogę obiecać nic z transportem, bo to nie zależy ode mnie. Narazie nie wiem nawet do końca, kto będzie jechał z Muratem i kiedy. Ale jakby co, szczeniorka mam na względzie. :p Pilnie potrzebny dom choćby tymczasowy dla Bazyla!
-
Zobaczymy, co da się zrobić. A szczeniorek duży? Jest szansa na transporterek? Wiesz, znam takich, co i 5 psów wozili w maluchu (pozdrawiam serdecznie ;) ), ale nie każdy daje sobie radę. Tak czy inaczej, transport byłby dopiero za 2 tygodnie.
-
Franka i Cirka bardzo mnie ujęły. Po przykrych przejściach zasługują na lepsze życie. Szarotka z pewnością zapewni im rozrywkę i może nieco zapomną o przeszłości. A teraz wszyscy lokatorzy kojca Szarotki koniecznie muszą znaleźć dobre domy. Potter, masz teraz sporo na głowie :shake: Ogłaszajmy te psiaki, gdzie się da!
-
[quote name='monita']A czy nie ma u Was, jakiegoś lokalnego programu w telewizji o psich adopcjach ?? Może to będzie szansą dla Bazyla ??[/quote] Niestety nie mamy takich programów. Były próby organizowania czegoś takiego w radiu i ogłaszania w gazetach, ale niestety bez jakiegokolwiek odzewu.
-
[quote name='Od-Nowa']witam, wątek osbserwuje ale pisze dopiero teraz. może udało by się połączyć transport Murata z Bernisiem (szczeniakiem od andzi69)na którego też czeka dom w Poznaniu??[/quote] Jeżeli Murata będzie wiozła koleżanka Gosi, to raczej będzie ciężko, bo ma sportowy, ciasny samochód, w który ledwo Murat się zmieści, ale można pomyśleć, jak to zrobić. Ale Murat mógłby jechać do nowego domu dopiero za 2 tygodnie, bo wtedy wraca z wyjazdu jego przyszła pani.
-
Oby Murat jak najszybciej trafił do nowego domu. Tak będzie bezpieczniej. Potrzebny jest też pilnie dobry domek, choćby tymczasowy dla Bazyla. Bayzl ma najmnioejsze szanse na adopcje, więc jest najbardziej narażony na uśpienie ze strony osób, które przejmą mieszkanie. Pilnie potrzebna pomoc!
-
Naprawdę nie sądziłam, że będzie taki problem ze znalezieniem Szarotce domu. :-( Przecież to cudne stworzonko! :loveu: