-
Posts
2030 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Eruane
-
Mimo, że się tego spodziewałam, to teraz jestem w szoku i ...poprostu nie wiem, co zrobić. Nie damy rady utrzymać dwóch psów w hotelu. DT jak tylko się dowie o tym, że nie mamy miejsca dla Murata , będzie chciał się go pozbyć. Zaczynam myśleć pesymistycznie, że uśpienie w takiej sytuacji jest dobrym wyjściem. Erko, jakby co, to pamiętaj, że jeszcze ja jestem i Twoim psom krzywdy nie dam zrobić. Gabie nie nadaje sie do adopcji, ale stanęłabym na głowie, żeby jej znaleźć dom, a jak nie, to wylądowałaby u mnie jak znam świat. Nie wiem tylko, co by było, gdyby i mnie nie było - to fakt. W każdym razie uwgzlędnij moje prawa do Twoich psów w testamencie ;) Piszę w żartobliwym tonie, ale prawda jest taka, że to starsza sprawa i każdemu może sie przytrafić. Moje psy, w razie, gdyby coś mi się stało, mają dom i kilka osób, które wyłożą na nie kasę. Ale wiem, że nie każdy ma takie pole manewru, jak ja. W każdym razie teraz nie wiem, co zrobić z Muratem. Owszem, jest rasowy, ale ... NIestety kontaktów do osób, które pytały o Murata nie ma, ponieważ p. marioal wtedy deklarowała, że weźmie Murata na 100%, a koleżanka Gosi poprostu nie pomyślała, że może być z tym jakiś problem. Jej błąd. Tak więc, Weszko, proszę nadal reklamuj Murata. Fusica, dziękuję Ci za szybkie poinformowanie o zmianie decyzji tej pani. Żałuję, że ta pani od razu nie powiedziała, że nie jest pewna. Nawet, kiedy prosiła koleżankę Gosi o szukanie domu dla psa, uzasadniała to tym, że byłoby łatwiej, gdyby ktoś wziął psa wcześniej niż ona. Dlatego też nie szukaliśmy nowego domu zbyt intensywnie. No i Zupełnienei wiem, co robić. Boję się zadzwonić do koleżanki Gosi. Czy ta pani choć w przybliżeniu podała przyczynę rezygnacji z Murata?
-
[quote name='Majaa']Ja z Eruane napewno dalej będziemy miały o czym debatować, jeśli tylko Eruane będzie dostępna w necie, bo teraz nawet na te maile ciężko nam podyskutowoć, choć kwestia obory dla kóz wciąż mnie intryguje ;) [/quote] :megagrin: Oczywiście, podyskutujemy. Myślę, że taraz będę miałą wiecej czasu na takie dyskusje :lol: Póki co, myślmy o psiaku.
-
Trzymam kciuki, żeby walka była wygrana przez psa. Bardzo współczuję. Nie wiem, co się dzieje, ale z tą babeszjozą to jakaś epidemia.
-
Opisałam się i mnie rozłączyło, więc ta kw skrócie raz jeszcze. Ja też mam taka nadzieję, że pani z Murata nie zrezygnuje i że zaproponowała dalsze ogłaszanie go, bo nie wiedziała, co można zrobić innego. Nie powinna obawiać sie, że Murat przywiąże sie do kogoś po drodze, bo on od miesiecy jest ciągle pod opieką obcych ludzi. Nie ma innego wyjścia niestety i teraz też musi na nią czekać u obcych. To, czy się przywiąże niestety nie ma większego znaczenia :shake: :-( KaLOlina, nie umawiam się z tą panią, żeby zbyt wiele osób nie zawracało jej głowy. Koleżanka Gosi pytała o termin odbioru psa i p. Mariola nie podała żadnego konkretnego (1,5 - 3 tygodnie). W obecnej sytuacji bardzo nam zależy na ustaleniu terminu, więc kiedy będziesz umawiać się na spotkanie, jeśli to nie sprawi Ci kłopotu, proszę ustal z ta panią przybliżony termin, w jakim będzie w stanie odebrać Murata. Koleżanka Gosi na wszelki wypadek nie dzwoni, jak prosiła Fusica, choć nie sądzę, żeby w jakiś sposób zniechęciła panią Mariolę. Ogłoszenia o Bazylu poszły do Arki, VIVA! rozesłała je w newsletterze do ponoć 30 tys. osób, Karina ma załatwić miejsce dla Bazyla w Moim Psie. Allegro chyba mają, ale można założyć nowe tylko z Bazylem. W razie potrzeby napiszę jakiś tekst, choć jestem w tym kiepska. efekt przyniosły jednak tylko ogłoszenia Murata zamieszczone przez Weszkę w krakowskich mediach. Myslimy nad szukaniem opiekuna wirtualnego dla Bazyla z racji, że nikt o niego nie pyta. Ludek, pamiętam o Twojej propozycji, ale narazie Bazyl wciąż jest w domu. Pieniążki na niego w zasadzie juz możemy zbierać. Martwię się, jak Bazyl zniesie nowe warunki, wcześniej w ciepłym mieszkaniu - teraz w kojcu. To staruszek i obawiam się o jego zdrowie i psychikę. Czy ktoś się orientuje, czy TOZ może załatwić sobie wgląd w testament Gosi, jeśli Gosia twierdziła, że powierzyła komuś opiekę nad psami w zamian za mieszkanie? czy jest tu jakiś prawnik? Może udałoby sie wyciągnąć choć kasę na utrzymanie Bazyla?
-
Oby, oby. Cały czas o niej myślę... Oby się udało.
-
Tak sobie myślę, że chyba trzeba też Bazyla ogłaszać do adopcji wirtualnej, bo będzie ciężko z utrzymaniem go na dłuższą metę, jeśli nikt nie będzie chciał go adoptować. :-(
-
Bardzo Ci dziękuję, Weszka :loveu: Naprawdę to były jedyne ogłoszenia, które przyniosły taki odzew, więc jestem bardzo wdzięczna.
-
Myślę, że zrobiło się niepotrzebne zamieszanie, które psom służy najmniej. Skoro tak, proszę bardzo - podaję odpowiedzi na pytania. Ludzie w sprawie Murata dzwonili z Krakowa z ogłoszenia w telegazecie chyba. Przypuszczam, że to może sprawka Weszki - jeśli tak głęboki ukłon w jej stronę :p Jednak wszyscy ci ludzie dzwonili przed rozmową z panią Mariolą i przed wycofaniem się osób trzymających Murata u siebie w domu. Ludzie ci dostali odpowiedź, że pies już ma zaklepany dom. Większość z nich nie dzwoniło w sprawie wzięcia Murata do siebie, ale chciało pomóc szukać mu domu. Koleżanka Gosi była przekonana, że nie ma już potrzeby szukać domu psu, mówiła jeszcze tylko o Bazylu. W każdym razie, gdyby coś nie wypaliło z domkiem u p. Marioli, to proszę osobę, która dawała te ogłoszenia o kontynuację i o uwzględnienie w nich Bazyla, bo to jedyne medium, w którym ogłoszenia dały taki odzew. Ogólnie najwięcej telefonów było z Krakowa. I naprawdę bardzo, ale to bardzo dziękuję osobie/osobom, które tam ogłaszają te zwierzaki. W ogóle dziękuję w imieniu psiaków wszyskim, którzy zamieszczają jakiekolwiek ogłoszenia. :p Dlaczego Murat nie może pozostać tam, gdzie jest na tymczasie... Otóż powody są trzy. Po pierwsze, zniszczył ponoć folię w ogródku. Po drugie, ludzie , którzy go przetrzymują po przemyśleniu sprawy odnośnie jego amputowanego palca, stwierdzili, że nikt go jednak nie będzie chciał i zaczęli się obawiać, że pies u nich zostanie. Po trzecie, zaczęli się też obawiać, że wcale nie mamy domu dla niego, bo nie podajemy konkretnej daty odbioru psa (tydzień temu powiedzieliśmy, że za 2 tygodnie, a teraz okazuje się, że znów za 2). Mam nadzieję, że ciekawość zaspokoiłam. ;) Rozmawiałam z koleżanką Gosi odnośnie rozmowy z p. Mariolą. Do p. Marioli od nas dzwoniła tylko ona, na pewno kontaktowały się też dziewczyny sprawdzające domek. I tyle. Z Toba Fusica, też nie wiem, kto się kontaktował. O Twojej rozmowie z koleżanka Gosi wiem, ale ani ja (oprócz prośby na priva o namiary na p. Mariolę), ani Erka,a nie nikt inny nie dzwonił. Dodam, że koleżanka Gosi nie jest osobą ,która o adopcji psa rozmawia pierwszy raz. Pamiętam sytuację, gdy próbowała wyciągnąć pewnego ślepego i połamanego biedaka ze schroniska. Przekazałam jej kontakt na panią spod Kalisza i wtedy nie było mowy o wątpliwościach tej pani. Psiak jest w domku, po operacjach i koleżanka Gosi ma stały i bardzo dobry kontakt z jego właścicielką. Po rozmowie z p. Mariolą powiedziała, że to szalenie miła i wrażliwa osoba. Ale nie była przekonana, czy jest zdecydowana na Murata, ponieważ sama zasugerowała dalsze szukanie mu domku. Nie podała też konkretnej daty odbioru psiaka. Pytała raz jeszcze o problemy zdrowotne Murata - oczywiście słusznie, ale możliwe, że właśnie to mogło być powodem jej wątpliwości. Nie mamy pewności co do tego, ale człowiek ma prawo przemyśleć sobie pewne sprawy i zmienić zdanie, nawet jeśli deklarował wcześniej, że jest pewien co do adopcji. Różnie bywa. W każdym razie koleżanka Gosi odpowiedziała na pytania, wytłumaczyła, jak w tej chwili wygląda sprawa ze zdrowiem Murata. Powiedziała, że wystąpił problem z DT. P. Mariola była przekonana (jak powiedziała - zapewniano ja wcześniej, że takich problemów nie ma), że nie ma trudności w przetrzymaniu Murata. My wcześniej też tak sądziliśmy, choć sytuacja tych psów ogólnie jest bardzo niepewna, a zaraz potem Gosia umarła i zaczęły się schody. A pieniędzy na hotel nie ma wystarczająco nawet dla Bazyla. Była nawet rozmowa na temat możliwego przetrzymania Murata u kogoś w Poznaniu do czasu powrotu p. Marioli, ale obawiała się, że jeśli pies pójdzie do kogoś, to się do niego przywiąże. Tak czy inaczej jest u kogoś, więc tego akurat nie rozumiem i w sumie nikt nie zastanawia się, czy pies się przywiąże, bo nie ma innego wyjścia. Nie ma takiej możliwości, żeby psy zostawiać w DT, bo się przywiązały - sami wiecie, że taka możliwość zdarza się niezwykle rzadko. :shake: Tak więc, wszystko się pewnie uspokoi, jak będzie wiadomo, kiedy Murat może jechać do nowego domu. Wtedy możliwe, że też znikną problemy z DT. Poprostu potrzebne jest dogranie terminów. Jednak w tym wszystkim nie zapominajcie proszę o Bazylu! Jego spojrzenie złamało mi serce. Wszyscy teraz skupili się na Muracie, a Bazyl nie ma szans. To dobry pies i życie go nie oszczędzało. :help1:
-
Sądzę, żę tak. Jak myślisz Potter? Zdjęcia zawsze można pokazać. Niestety panuje babeszjoza i psy są teraz bardzo zagrożone. Bardzo wspóczuję temu panu :-(
-
[quote name='elainfo'] i niech z pania mariola rozmawia jedna osoba.. aby nie wprowadzac zamieszania niepotrzebnego.. to potrafi odstraszyc potencjalnego chetnego..[/quote] Też tak uważam, jeśli oczywiście p. Mariola jest w ogóle zdecydowana. Paluszek Murata amputowny był chyba dawno, ale nie wiem, kiedy dokładnie. Jednak wiadomo, że takie coś może mimo wszystko odstraszyć chętnych. W Kielcach chętnych na psa po amputacji łapy czy choćby palca niestety brak. Defektu urody to nie stanowi, bo sierść maskuje wszystko ładnie, ale ludzie obawiają się, że znowu coś się może z tym palcem dziać.
-
Czy wszyscy już o niej zapomnieli?:-(
-
Fusica, to chyba naturalne, że osoba, która ma na głowie psy i nie ma pojęcia, co z nimi zrobić, chciałaby wiedzieć, kiedy pies zostanie zabrany. Ja rozumiem, że za 2 tygodnie, ale tydzień temu też byłyśmy informowane, że za 2 tygodnie, dlatego prosiłam o konkretną datę, czy to źle?? Sądzę, że problemy wynikają z tego, że zbyt dużo było pośredników, aczkolwiek i może koleżanka Gosi sie nie spisała, nie wiem, jak rozmawiała. Nie wiem, co masz na myśli, że dużo osób wydzwania do p. Marioli, bo oprócz Ciebie, kaLOliny i koleżanki Gosi, to nikt inny nie dzwonił. Na tymczas Murata wzięła osoba z TOZ z własnej woli i niczyja to wina, że nagle zmieniła zdanie. Natomiast problem spada na koleżanke Gosi, więc rozumiem, że się niepokoi w takiej sytuacji, bo ma swoje psy i jeszcze jednego na tymczasie, w związku z czym nie ma żadnych możliwości wybrnięcia z sytuacji. Pieniędzy na hotel nie ma. Bazyl będzie musiał z braku innych opcji mieszkać w hotelu, a nie za dużo chętnych do pomocy finansowej, więc skąd wziąć pieniądze na to wszystko. Ja juz się martwię, co będzie, gdy Bazyl trafi do hotelu i okaże się, że nie ma pieniędzy na jego utrzymanie. Pies do uśpienia? Czy wtedy też usłyszymy, że to nasz sprawa? To wszystko nie jest takie proste. Nie bronię koleżanki Gosi, ale wiem, w jakiej się znalazła sytuacji. Ja ją już prosiłam o nie telefonowanie do p. Marioli. Mam tylko nadzieję, że Murat faktycznie ma ten dom, bo jeśli nie, to nie wiem, co będzie. Co do transportu, to ta koleżanka Gosi powiedziała, że psa zawiezie, więc o co chodzi? Tutaj też o tym pisałam. Nie stać jej na to, ale nie ma wyjścia. Dlatego ujęła to w sposób, w jaki ujęła. Ale o transporcie do Poznania było wiadomo od dawna. Jest potrzebna tylko jedna rzecz - data odbioru psa. Jeśli za dwa tygodnie, to licząc od którego dnia? Bo osoba, która przetrzymuje Murata, a wcale nie ma na to ochpoty, chce wiedzieć, kiedy pies zostanie zabrany i nei wiadomo nawet, co jej powiedzieć. Jeśli przyszłoby do płacenia za hotel, to też trzeba sie liczyć z ilością dni spędzonych przez Murata w tymże hotelu. Na to potrzebne są pieniądze. Żeby to wszystko jakoś ogarnąć, potrzebne są informacje. Więc bez względu na to, kto ma dzwonić do p. Marioli - bardzo prosiłabym o omówienie tego i w miarę możliwości o ustalenie terminu, żeby nie było kłopotów...które pewnie i tak będą. Konieczne jest zbieranie pięniędzy na Bazyla, bo jeśli pozbędą się go, natychmiast musi zostać przewieziony do hotelu, gdzie trzeba zapłacić za karmę i weta.
-
[quote name='Majaa']Żarełko miodzio, z tego co dzisiaj widziałam ! Część wybiegów ma ogromne połacie wąwozów i lasów do dyspozycji Daniele na pewno schronienia nie potrzebują mając ogromny teren zalesiony do dyspozycji ! Kozy tu można dyskutować ... Część kóz faktycznie jest na otwartej przestrzeni , ale część jest na ogromnym wydzielonym terenie z lasem w tle ! Jak na moje oko, zaczynają się do tego zabierać w miarę profesjonalnie i obym się nie myliła .... (to naprawdę wygląda na przemyślane) Ale tak czy siak, będziemy tam bywalcami napewno ;)[/quote] Kozy muszą mieć ciepłą obórkę. Nie wyobrażam sobie inaczej. W Norwegii były to jedyne zwierzęta, które musiały mieć dach nad głową i były umieszczane raczej w ciepłym pomieszczeniu. Jesienią były nawet przenoszone z gór na fiordy do ciepłej obory, bo na górze nie dawały rady - mokro i zimno. To nie są zwierzęta, którym wystarczy las. Koniom powiedzmy, że wystarczył, ale to były fiordingi. Kozy musiały mieć ciepłe lokum, nie tylko zadaszenie. Tak więc sam las wystarczy im na deszcz letnią porą. :shake: Może trzeba podpytywać obsługę, kiedy im coś wybudują, to może przemyślą sprawę. Bo jak zima przyjdzie, będzie za późno.
-
[quote name='Majaa'] Dokładnie tak jak piszesz ..... A konie są tylko się nie można do nich dostać, ale podobno źle nie wyglądają ! I jest podobno nowy koń do hipoterapii ! A co do miejsca dla oka turysty Jestem pod pozytywnym wrażeniem przynajmniej na dziś, pięknych ogromnych i naturalnych wybiegów, jakie są zorganizowane w Bałtowie (przy Parku Jurajskim) Jechałam tam dzisiaj z dusza na ramieniu, co zobaczę ... i byłam pozytywnie zaskoczona, także menu zwierzętom oferowanym ! Moje wątpliwości tylko wzbudza zima .... bo schronień nie ma żadnych, ale w sumie w naturze też nie ma, ale niektóre z tych zwierząt tam zgromadzonych zimą wymagać ich będą Choćby wielbłąd czy alpaki Ale nie wiemy jak to jest zorganizowane bo to dopiero otwarty "zwierzyniec"[/quote] Co do tej hipoterapii i koni...hmm, może jednak ten znajomy coś zdziałał. Mam taką cichą nadzieję. A co do Bałtowa - schronienie ważna rzecz. Poza tym, z tego, co się orientuję, ustawa narzuca budowanie takich schronień. Każe zwierzę hodowane przez człowieka musi mieć chyba dach nad głową w razie potrzeby. To trzeba sprawdzić. Karina powinna znać ten przepis. W każdym razie dobre schronienie jest nieodzowne. I to niezależnie od gatunku. W Norwegii mieszkałam wśród zwierząt, które miały wytrzymywać skrajne warunki na dziko, bez jakiegokolwiek schronienia, a jednak, jak zaczęło padać jesienią, większość zwierząt tuliło się do siebie i drżało, niektóre,szczegónie młode chorowały. Skończyło się tym, że komórkę na drewno mieliśmy pełną owiec i innych stworzonek. Krowy się nie zmieściły :roll: Schronienie powinno być, no już szczególnie chyba w przypadku wielbłąda itp., a na pewno w przypadku kóz, które nie znoszą deszczu i sierść im namaka okrutnie. Co innego na dziko, szczególnie, jak zwierzak ma las do dyspozycji i ma możliwość znalezienia schronienia.
-
Szczenięta z Kielc - proszą o domy. NOWE - PILNIE DT! - str. 1
Eruane replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
Na zdjęciach Rudzia wygląda na dość zrelaksowaną, jak na nią. Widać Rudzia, a raczej już Bianca chyba odnalazła swoje przeznacznie :loveu: -
Pewnie - miłość i bezpieczeństwo robi swoje :loveu:
-
Acha, ja też bardzo nie lubię klatki kennelowej i nie stosuję jej u mnie w domu, choć nie będę podważać opinii speców w tej dziedzinie. Jednak ja mam taką możliwość, żeby jej unikać. Natomiast w przypadku, gdy pies demoluje dom, a właściciel nie ma na to wpływu będąc poza domem (chodzi o to, że pies juz wyrabia w sobie określone zachowanie) i pojawia się wybór - pies czy dom, to wtedy klatka jest dobrym wyjściem, szczególnie, gdy pies traktuje ją jak norkę. Ale Inka chyba jest tak kochana, że boazeria z nią nie wygra, więc klatka nie jest konieczna. ;) Aczkolwiek bez klatki później opanowuje się niszczenie domu. Chyba, że ma się dostosowany do psa pokój, gdzie nie ma jak i czego zniszczyć. Moment, kiedy zaczęłam poważnie myśleć o klatce nastąpił wtedy, gdy moje psy wyciągnęły ze ścian gniazdka elektryczne. Gołe kable wystawały ze ścian. Na szczęście udało się w pokoju zamontować specjalne zabezpieczenia metalowe, nie do zniszczenia. Inaczej zdecydowałabym się na klatkę - nie w ramach zemsty (zemsta to też częśc ludzkiej natury, nie psiej :p ), tylko w ramach zapewnienia bezpieczeństwa psa i oduczania niszczenia domu. Udało się jednak rozwiązać problem inaczej. I dobrze.
-
Czyli innymi słowy przyznaliście Państwo rację :p Karanie tylko w trakcie popełniania przestępstwa przez psa. Bo psiak nie karałby po fakcie, nikt też nie zrozumiałby jego tłumaczenia, jeśliby ukarał, więc dlaczego jako pies jako mniej inteligentne stworzonko miałoby zrozumieć więcej niż my. Natomiast co do moich metod - to nie są moje metody, tylko metody wypracowane przez lata przez specjalistów, których nie nazywa się specjalistami bez powodu :p Natomiast moich metod nigdy nie ustalam bez oparcia ich na wiedzy nie tylko mojej, ale na i wiedzy zgromadzonej przez psich psychologów, inaczej mogłabym zrobić niechcący krzywdę psu. I to działa. :p W pełni się zgadzam, że każdy pies jest inny, z tym, że mają wspólny język i system sygnałów, jak my - ludzie, no i oczywiście mają swoje zasady postępowania i odczuwania charakterystyczne dla gatunku. Ineczka nie jest wyjątkiem pod tym względem. Ech, ona wygląda na tych zdjęciach jak prawdziwy rasowiec :p
-
W Moim Psie ma się ponocukazać wzmianka o Bazylu i jego sytuaci. Tyle udało się ostatnio załatwić. Murat ma niby dom zaklepany, więc chyba nie ma sensu go ogłaszać. Już sama nie wiem.
-
Tak, tylko to klapsy po fakcie to nie metoda, a najczęściej popełniany błąd, podobnie antropomorfizowanie psa. Dlatego o tym napisałam. W internecie jest wiele publikacji na ten temat, więc nie ma problemu, żeby się z nimi zapoznać w łatwy sposób i stworzyć swoją własną metodę, ale opierającą się faktycznie na znajomości psiej psychiki i sygnałów przez psa wysyłanych. Szczególnie polecam informacje na temat sygnałów, bo to ułatwia porozumienie z psem w sposób niesamowity wręcz. Wtedy wszystko będzie jasne. Bez względu na sposób szkolenia, wychowania, na metody prezentowane przez specjalistów o bardzo dużej renomie i doświadczeniu, klapsy po fakcie w każdej szkole uznawane są za błąd prowadzący do problemów.
-
Murat nadal jest tymczasowo w tym samym domu. Ale nie wiem, jak długo uda się go tam pozostawić. kaLOlina, jak bedziecie rozmawiać z panią Mariolą, proszę ustalcie konkretny termin odbioru psiaka, bo nie chcę, żeby zbyt wiele osób zamęczało tą panią telefonami. Problem będzie z pieniędzmi. Licząc na cud, że Murat nie zaliczy hotelu, Bazyl zaliczy go na pewno. Wierzę, że początkowo znajdą się osoby, które będą go sponsorować, ale co będzie później? Szczególnie obawiam sie, co będzie, jeśli będę zmuszona wyjechać (jutro mam dostać odpowiedź od szefa). Ktoś musi koordynować i napędzać to zbieranie pieniążków. nie wiadomo, jak długo Bazyl zostanie w hotelu. Co jeśli na bardzo długo? Nie wiem, czy ne powinien go zobaczyć wet, bo nie mam pojęcia, jaką ma teraz opiekę. Nie wiem nawet, czy go zaszczepiono. Nie ma już stałego konaktu z osobami, które przejmują mieszkanie. Póki co, Bazyl jeszcze tam jest, ale jak się go zabierze, nie ma odwrotu.
-
Szczenięta z Kielc - proszą o domy. NOWE - PILNIE DT! - str. 1
Eruane replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
Pani Ania zawsze tak miała jak oddawała szczenięta do nowych domów :p Ale tym razem udało się oddać Fafika w cudowne miejsce i powinna się cieszyć, nie płakać. A szczenięta z marzysza są takie urocze, że nie mogę się na nie napatrzeć. Będą z nich śliczne pieski. Kto jest na nie chętny? Proszę oglądać zdjęcia. :p -
[quote name='betel']Nie zgadzam sie z tym ,że pies" nie czuje zawstydzenia" i że Inka[I]"...przejęła się i nieco przestraszyła niezrozumiałą agresją ze strony opiekuna.." . M[/I]arcin nigdy nie zachowywał się w stosunku do niej agresywnie , klapsy były symboliczne , a surowy choć nie podniesiony ton sugerował,ze pies zrobił coś nie tak. Inka doskonale rozumie, kiedy robi źle , a nawet czasem droczy się z nami i celowo psoci. [...] Na pewno są różne drogi , by osiagnać podobne efekty, my wybralismy sposób , o którym piszemy przedstawiajac historię Inki. Pozdrowienia Marcin i Beata:lol:[/quote] Oczywiście, że nie obwiniam tu nikogo o zachowanie agresywne wobec psa. Piszę tylko, jak to odbiera pies. Pies to nie człowiek i nie myśli w ten sam sposób. Psa należy kochać, co robicie w sposób idealny wręcz, ale antropomorfizowanie go doprowadza bardzo często do problemów. Zapewniam na 100%, że Inka nie odczuła "zawstydzenia". Inna sytuacja (ale też nie występuje tu coś takiego jak zawstydzenie) to skarcenie (ale nie klapsem) w momencie, gdy pies popełnia właśnie "przestępstwo" ;) , a inna, gdy już jest po wszystkim. Nie wątpię oczywiście, że potraficie świetnie wychować psiaka :p Ale jeśli uważacie, że się mylę w tej kwestii, zapytajcie behawiorysty, psiego psychologa lub tresera. Odpowiedź będzie ta sama. Sposób karcenia psa po fakcie i klapsami był znany wśród speców psich jako działający negatywnie i niezrozumiały dla psów już wiele lat temu. Podam taki przykład, który zobrazuje jak pies działa w takiej sytuacji. Przykładowo moja suka miała tendencje do robienia kupy w pokoju. Oczywiście była karcona za to, ale po fakcie, bo nigdy nie robiła tego w mojej obecności. Potem była smutna i wyglądała na "zawstydzoną", a ja uważałam, żę osiągnęłam zamierzony efekt. Sęk w tym, że w ten sam sposób reaguje na kupę każdego innego psa, jeśli takowa pojawi się w domu. Bo ona nie rozumie, że została skarcona za załatwienie się w domu, tylko wie, że kupa w pokoju plus pani równa się kłopoty. Tak działa pies :p Stąd po częstym karceniu po fakcie, szczególnie w sposób fizyczny (który pies źle odbiera jako atak na niego), bardzo wiele psów ma potem problemy natury behawioralnej bardzo trudne do zdiagnozowania dla właścicieli. Staram się napisać to w miaręzrozumiale, żeby łatwiej było pojąć, o co chodzi w zachowaniu Inki i prezentowanych przez nią gestach. Pokaz tzw. "zawstydzenia", to nic innego jak prezentowanie całej gamy sygnałów wysyłanych do właściciela przez psa, mających na celu jego uspokojenie. Taki właśnie jest język tych naszych czworonogów :p Nieco inny niż nasz. Dlatego polecam karcenie jej, ale dźwiękowe lub słowne (dużo matreriałów na ten temat można znaleźć w internecie), ale w momencie, kiedy Inka broi. wiem, że to trudne, bo trzeba chodzic za psem, jak cień i to w sposób taki, żeby pies nie myślał, że jest obserwowany. Ale efekty są bardzo dobre i pojawiąją się szybko. A Inkai Bri-Bri wyglądają przesłodko spiąc na grzbiecikach.:loveu:
-
[quote name='betel']Na zlewozmywaku były tylko poprzewracane szklanki i ślady jakby coś (ciekawe co) spacerowało tam sobie. A pomiędzy drzwiami i lodówką została napoczęta listwa wykańczająca boazerię. „Porozmawialiśmy” sobie poważnie przez chwilę tzn dostała dwa klapsy(lekkie) i przemowę:shake: (chodzi głównie o ton a nie o to co się mówi), a potem nie zauważałem Inki przez jakieś pół godziny, była bardzo nieszczęśliwa i zawstydzona:oops: . [/quote] Bardzo ostrożnie z tym karaniem po takich ekscesach. Pies nie rozumie, że to kara za zniszczenia. Bardziej odbiera to w ten sposób, że po powrocie właściciela z jakichś względów obrywa, co może wzmagać jego nerwowość w czasie tego "oczekiwania" na oberwanie i niszczy ze zdwojoną siłą. Nie ma też czegoś takiego, jak "zawstydzenie" po klapsach za zniszczenia. Ona po prostu się przejęła, nieco przestraszyła niezrozumiałą agresją ze strony opiekuna. Tak to niestety działa. Lepszym sposobem jest zabezpieczanie mieszkania przed zniszczeniami - jak nie będzie wyjścia klatką kennelową. Karcenie powoduje z czasem narastanie problemu. Wcześniej uczy się psiaka, że taka klatka to jego norka. Można też wydzielić jakieś miejsce, zabezpieczyć przed zniszczeniami - jeśli oczywiście jest taka możliwość. Z czasem często takie zachowania same znikają. Moje psy nie były wyjątkiem - przeszło im. Chociaż... czasami jedna sunia potrafi wejsć na stół, ale tam poprostu nic nie ma dla niej, a stół jest ustawiony tak, żeby z niego już nigdzie nie dostała. Zabezpieczyć boazerię i inne wartościowe rzeczy, których nie można usunąć, można smarując na przykład substancją, która nie wiem, jak teraz, ale kiedyś była dostępna w aptekach jako środek, którym smarowało się paluszki dzieciom obgryzającym paznokcie. Gorzkie paskudztwo. Na psy działa. jakby tego nie było w aptece, to poszukam czegoś innego. Pieprz nie działa :p Przynajmniej u mnie psy go zjadały razem z noga od stołu. Powodzenia w wychowywaniu dzikuski :p
-
Na zdjęciach wszystko wygląda w miarę dobrze. Kopyta zaniedbane, to fakt. Altanki dla zwierząt ażurowe. Zwierzęta nie mają trawki (tym bardziej mnie to rusza, że pracowalam przy kozach i wiem, że trawkę i to dobrej jakości to mieć muszą). Ale takie rzeczy plus problemy skórne widziałam już w kiku miejscach w Kielcach. Człowiek, który widział konie, mówił o dużo gorszych rzeczach. Możliwe, że to zmieniono albo wymieniono...konie. Oby to pierwsze. Takie miejsca zwykle są robione, żeby na oko turysty wyglądały ładnie, ale nie uwzględnia się potrzeb zwierząt. W każdym razie na zdjęciach nie jest źle. Oprócz koni z przerośniętyi kopytami wykrzywiającycmi nogi, są inne zwierzaki, które nie mają na czym tam sobie ścierać racic i wiem, że nie jest rzeczą prostą im te racice obciąć, jeśli są większe od kozy. Ale ogólnie zdjęcia nie robią złego wrażenia.