Jump to content
Dogomania

Eruane

Members
  • Posts

    2030
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Eruane

  1. Sytuacja jest załamująca. Wieczorem będę miała zdjęcia bullki. Sunia zaczęła warczeć w lecznicy, dlatego zostaje skierowana na obserwację do Dymin, do instytutu wet. Pani od bullinki powiedziała, że będzie tam codziennie, że będzie dowozić jedzenie. Płakała w słuchawkę. Powiedziała, że nie da jej oddać do schroniska, woli ją uśpic i być przy niej do końca. Samej jest mi ciężko, gdy to piszę. Bo to nie wina psa, ten pies to kolejna ofiara ludzkiego okrucieństwa. Pewnie jest jakaś możliwość pracy z tym psem, ale w odpowiednich warunkach. A gdzie takie znajdziemy, kto da dom tymczasowy psu niepewnemu, po przejściach ,w dodatku bullkowi? :-( :-( :-( Tych ludzi jest mi też bardzo szkoda. To nie tak, że dali sunię do lecznicy i mają wszytsko gdzieś. Cały czas tam jeżdżą, dzwonią, szukają tymczasu, pomocy. A przede wszystkim chcą przy niej być, gdyby zaszła konieczność jej uśpienia. Ci ludzie naprawdę ją kochają, mimo że zabrali ją od tego faceta w piątek. :-( :-( :-( Sunia jest wycieńczona, więc chcą mieć nad nią cały czas pieczę, jak będzie na obserwacji. Bardzo zależy im na przeprowadzeniu interwencji u tego "hodowcy", bo tam są kolejne psy, może w jeszcze cięższym stanie. :-( :-( :-(
  2. Przeskoczyły posty, ale nie szkodzi.
  3. Sprawa wygląda nieciekawie. Ludzie bardzo chcą pomóc psu i jak twierdzą, mimo wszystko, bardzo go kochają. Sunię zabrali do siebie w piątek. "Hodowca" nie chciał się zgodzić, aby przyjchali do niego do domu, umówił się z nimi pod kościołem w Iłży. Ale są w stanie go odnaleźć i trzeba zaplanować interwencję, bo reszta psów nadal tam jest. Bulinka waży 15 kg, była karmiona jakimś syfem, bita. Sika tam gdzie stoi, więc prawdopodobnie trzymana była w klatce. Organizm wyeksploatowany ciążami. MIała mieć 4 lata, wet ocenił na 8 (ale może tylko tak wygląda przy tym wyniszczeniu). Facet przywiózł ją w bagażniku. :angryy: Sunia okazała się przekochana, lizała ich po rękach, tuliła się. Było idealnie. Na drugi dzień weszła na fotel i zaczęła warczeć. W końcu rozszczekała się ostro na wszystkich. Ale wystarczy powiedzieć "spokój" i się o dziwo uspokaja. Stwierdzili ,że to sporadyczny przypadek, że może będzie już ok, w końcu jest po przejściach. Ale potem kiedy pani szykowała jedzenie w kuchni, sunia weszła i nagle zaczęła na nią warczeć, uszy po sobie, grzbiet sztywny, ogon do dołu. wylądowała w lecznicy, gdzie jest nadal na obserwacji. Ci ludzie chcą jej pomóc, ale bojąc się nie są w stanie za dużo zdziałać. W drugim przypadku jej złego zachowania też pomogło słowo "spokój", a jak po chwili ktoś ją pogłaszcze sunia wycisza się zupełnie. Tak więc jej zachowanie jest prawdopodobnie efektem urazów lub jakichś lęków. Powinno być do skorygowania. Tylko pytanie - gdzie to zrobić? Bez dwóch zdań sunia zasługuje na pomoc po tylu latach koszmarnego życia. Może też tak być, że przy tak wyniszczonym organiźmie wygląda na starszą niż jest w rzeczywistości. Weci uważają sunię za oazę spokoju. Uśpić jej nie będą chcieli. A wylądowanie w schronisku to dla niej pewna śmierć w męczarni. Jeśli jest jeszcze jakaś szansa, trzeba jej pomóc. A przede wszystkim trzeba zorganizować interwencję, bo u tego faceta są jeszcze inne psy. Ludzie, którzy zabrali sunię od tego faceta nie mają już więcej pieniędzy na po leczeniu suni na opłacanie dłuższego tymczasu. Nie zabiorą jej do siebie, bo nie mają doświadczenia i boją się narażać. Chcą pomagać, chcą ją ratować, ale nie wiedzą jak. Tel. do pani od bulinki 0790232347. Pani bardzo chce, żeby znalazł się dla suni jakiś tymczas i ktoś ją uratował, bo obecnie grozi jej uśpienie. Schronisko kieleckie odpada - byłoby po suni. Tymczasów brak. [B][COLOR=Black]Aktualnie [/COLOR][/B][COLOR=Black]Dumka przebywa już w swoim domku[/COLOR] po powrocie z hotelu. Nadal sprawia problemy. Czeka ją jeszcze długa droga do spokojnego i bezstresowego życia. Jej właściciele starają się jej dać z siebie, ile potrafią.:loveu: Dumkę czeka jeszcze długotrwałe leczenie. A w pseudohodowli pewnie cierpią pozostałe psy. :-(
  4. [quote name='andzia69']Azor jest juz w nowym domku!:multi: za to ...dzisiaj na działkę do p. Ani trafiła chyba sunia ala czarny terier rosyjski:-( a w lecznicy na decyzję o uśpieniu czeka bulinka, którą właściciele kupili parę dni temu pewnie w pseudo w Iłzy jako 4-letnią sunie a ponoc ma 8...i pokazała zęby w nocy...:placz:[/quote] Mam kontakt z tymi ludźmi. Sprawa wygląda nieciekawie. Pani bardzo chce pomóc psu i jak twierdzi, mimo wszystko, bardzo go kocha. Sunię zabrali do siebie w piątek. "Hodowca" nie chciał się zgodzić, aby przyjchali do niego do domu, umówił się z nimi pod kościołem. Ale są w stanie go odnaleźć i trzeba zaplanować interwencję, bo reszta psów nadal tam jest. Bulinka waży 15 kg, była karmiona jakimś syfem, bita. Sika tam gdzie stoi, więc prawdopodobnie trzymana była w klatce. Organizm wyeksploatowany ciązami. Facet przywiózł ją w bagażniku. :angryy: Sunia okazała się przekochana, lizała ich po rękach, tuliła się. Było idealnie. Na drug idzień weszła na fotel i zaczęła warczeć. W końcu rozszczekała się ostro na wszystkich. Ale wystarczy powiedzieć "spokój" i się o dziwo uspokaja. Stwierdzili ,że to sporadyczny przypadek, że może będzie już ok, w końcu jets po przejściach. Ale potem kiedy pani szykowała jedzenie w kuchni, sunia weszła i nagle zaczęła na nią warczeć, uszy po sobie, grzbiet sztywny, ogon do dołu. wylądowała w Czterech Łapach, gdzie jest nadal niby na obserwacji. Ci ludzie chcą jej pomóc, ale bojąc się nie są w stanie za dużo zdziałać. W drugim przypadku je jzłego zachowania też pomogło "spokój", a jak po chwili ktoś ją pogłaszcze sunia wycisz się zupełnie. Tak więc jej zachowanie jest prawdopodobnie efektem urazów lub jakichś lęków. Powinno być do skorygowania. Tylko pytanie - gdzie to zrobić? Bez dwóch zdań sunia zasługuje na pomoc po tylu latach koszmarnego życia. Może też tak być, żę przy tak wyniszczonym organiźmie wygląda na starszą niż jest w rzeczywistości. Weci uważają sunię za oazę spokoju. Uśpić jej nie będą chcieli. A wylądowanie w schronisku to dla niej pewna śmierć w męczarni. Zaraz ogłoszę ją na bullkowatych, może ktoś ją zauważy. Jeśli jest jeszcze jakaś szansa, trzeba jej pomóc. A przede wszytskim trzeba zorganizować interwencję, bo u tego faceta są jeszcze inne psy. Ludzie, którzy zabrali sunię od tego faceta nie mają już więcej pieniędzy na po leczeniu suni na opłacanie dłuższego tymczasu. Chcą pomagać, chcą ja ratować, ale nie wiedzą jak. Tel. do pani od bulinki 0790232347. Pani bardzo chce, żeby znalazł się dla suni jakiś tymczas. Druga sprawa - moje psiaki lub jeden psiak z tych sfiksowanych i przerobionych pokażą się jutro ze mną w pewnej w szkole u gimnazjalistów, aby pokazać, że jak się chce to można z psem coś zrobić i że domek psiakowi zawsze warto dać. Mam nadzieję, że Ituśka machnięciem swojego bujnego ogona ujmie parę dzieciaków. ;)
  5. Wiadomo, że większość psów potrzebuje spokojnego, wyciszonego właściciela. Ale prawda jest też taka, że człowiek i pies muszą się odpowiednio dobrać temperamentami i wtedy wszystko gra. :cool3: Ja też nie jestem ani super spokojna, ani zorganizowana. :shake: A moim psom to odpowiada i są grzeczne...prawie. ;)
  6. [quote name='DorkaWD']Kilku nieodpowiedzialnych właścicieli i psów z wypaczoną psychiką i już pojawia się pomysł by całą rasę uśmiercić... Ciekawe dlaczego tak trudno jest dostrzec takich odpowiedzialnych właścicieli jak np. Vectra i jej wspaniałe psy? [/quote] No bo grzeczne psy nie wzbudzają zainteresowania. :shake: Mój znajomy ma świetną astkę, bardzo łagodną w stosunku do innych psów, świetnie wychowaną, ale też nigdy nie widziałam, żeby była bez opieki, kontroli itd. z racji swoich możliwości. Kiedyś pewna starsza pani z fretką na poczekali u weta patrząc złowrogim wzrokiem na moją rottkę, która w ogóle fretką się nie interesowała i siedziała do niej tyłem, powiedziała, że boi się, żeby ta bestia nie rzuciła się na nią i jej fretkę oraz że jak nie było rottweilerów, to nie było pogryzień, że jak tylko stworzono tą rasę, pogryzienia się zaczęły. :lol: Taka jest wiedza ludzi na ten temat.:roll: Jeśli ktoś teraz myśli, że jak nie będzie astków, to nie będzie pogryzień, jest w błędzie. :shake: To świadomość ludzi trzeba zmieniać przede wszystkim i to szybko.
  7. [quote name='Urwis']Co ciekawe w dużo gorszej sytuacji - (byłam na dróżce przy granicy posesji nieogrodzonej, był snieg a ja byłam zajęta mapami) nie wyskoczył do mnie podhalan, który leżał wcześniej cicho za stertą czegośtam. Tylko się podniósł znienacka (objawił się nagle :) ) i pokazał, że on tam jest - bez problemu się dogadaliśmy o co nam chodzi.[/QUOTE] Swojego czasu, dość dawno temu, pojawiały się przypadki z użyciem zębów prez podhalany, często dzieci obrywały. A było to wtedy, gdy podhalany stały się popularną rasą. Jak jest moda na rasę, to są problemy. No i pytanie - czy szłaś wtedy z psem czy sama, bo ja zaliczyłam z podhalanem niezły problem, gdy szłam z psem - dobrze, że dużym (z tyłu posesji nie było ogrodzenia), a jak mijałam go sama nigdy nie było większych kłopotów.:shake: [quote name='Urwis']No ale pech jak cholera, mur dziewuszek znowu suczkę zasłonił, no to może chociaż bordera norweskiej trenerki, nie szkodzi, że CSuje. Znowu nie wyszło, a poza tym mistrzyni też była szybka i zabrała psa no i tak stał biedny ttb i się rozglądał za czymkolwiek aż dopiero rzut pękiem kluczy w grzbiet zupełnie wybił go z rytmu - i jakoś się uspokoił wreszcie.[/QUOTE] Pytam z czystej ciekawości - gdzie ta szybka mistrzyni zabrała psa i jak? Bo ja nie mogę opanować właśnie tego, gdy pies typu astek atakuje mojego - skoczny, szybki, wie , czego chce i niespecjalnie się mnie boi. A mam psy wielkości bordera. Ani na ręce nie wezmę, bo za duże i dorwie, ani za nogi nie schowam, bo też dorwie. A że nie są wielkie, to często padają ofiarą ataku innych, większych psów, bo wrażenia to na nich nie robią, żeby trzymać na dystans. Jak nie ma w pobliżu ogrodzenia lub czegoś w tym stylu, to czuję się nieco jakby na przegranej pozycji. :-( Z ONkami jeszcze wojnę potrafię stoczyć, z mixem kaukaza miałam już ciężką przeprawę i uratował mnie chłopak, zasłaniając mojego psa rowerem. Ale co zrobić, jak taki na przykład astek atakuje i jest w takim nastroju, że rzutu kluczami nawet nie zauważy? [quote name='Urwis']Czy jesteście dziewczyny w stanie przyjąć taką myśl, że czasem jak najbardziej owszem, te psy atakują bez powodu? Czy zupełnie nie jesteście tego w stanie przyjąć? Czy tylko inne burki atakują bez powdu a ttb na pewno zawsze muszą mieć powód?[/quote] Zawsze jest jakiś powód (nawet jeśli jest totalnie pozbawiony sensu dla nas ludzi), bez względu na rasę psa. Tylko pytanie, co jest powodem - np. sprzyjająca atakowi sytuacja, złe wychowanie psa, nieprawidłowa socjalizacja, lęki itd i jak zapobiegać kłopotom, co jest obowiązkiem każdego właściciela (i hodowcy) psa. Jeśli mój pies zostanie pogryziony (nie ze swojej czy mojej winy), nie obchodzi mnie już powód, tylko żądam wyciągnięcia konsekwencji wobec właściciela agresora, który na myślenie miał czas wcześniej.
  8. [quote name='m@dzi@']Opisane tutaj historie chyba nie zdarzyły się z astem z rodowodem i kompetentnymi właścicielami, a jedynie z psem w typie i tzw. taboretem, ew. psem rodowodowym "cudnie wychowanym" przez taki stołek?[/quote] Astek, który biega samopas przed moim domem i przez którego nie mogę wyjść przed bramę z moimi psami, to jak najbardziej rodowodowa "sztuka" z medalami na koncie. Kiedyś rodowód miał większe znaczenie (choć absolutnie nie neguję, że pochodzenia psa ma duże znaczenie), teraz to w większym stopniu brak kompetencji ludzi wywołuje problemy. Tak więc to dobre ujęcie sprawy - astek wychowowany przez "stołek" i będący pod jego opieką = problemy.
  9. Ja też uważam, że najpierw posłuszeństwo, potem sport. Szczególnie, że nie chodzi nam o to, zeby się nauczył lepiej skakać zanim zupełnei się nie wyciszy. Inna sprawa, ze faktycznie jeśli znalazłby się ktoś, kto zdecydowałby się wziąć psa z myślą o jakimś psim sporcie, to może chciałby pracować swoją metodą. Łatwiej jest psa szkolić od podstaw niż zmieniać metodę szkolenia. Póki co skupiłabym się u Leo na komendach siad, waruj i zostań z naciskiem na tą ostatnią. ;) Leo ma fajną budowę ciała, jakby stworzoną do skoków i wyczynu. Szkoda jakby się zmarnował. Ale na pewno ze szkoleniem na posłuszeństwo trzeba powoli wchodzić w jego przypadku, nie ma na co czekać, bo w końcu nie wiemy, ile czasu zajmie zorganizowanie sensownej adopcji dla tak specyficznego psa. I obiema rękami podpisuję się pod tym, co napisała Władczyni. A odnośnie sportu na teraz dla Leo wybrałabym zdecydowanie frisbee, niekoniecznie agility (lepiej narazie unikać skoków przez przeszkody, co tak go kręci ;)).
  10. [quote name='CHI']Czy kiedyś tak było? [URL="http://new-arch.rp.pl/artykul/410368_Pies_zagryzl_dziecko.html"]Pies zagryzł dziecko - Archiwum Rzeczpospolitej[/URL] Informacja o dużo większej prawdziwej tragedii napisana bez "rozwścieczonych", "krwiożerczych"... I to - co najgorsze - popatrzcie zakończenie i na datę artykułu... Czy coś się zmieniło od tej pory???[/quote] Nic. :shake: Prawda jest taka, że na wsiach jest bardzo dużo pogryzień tego typu, kiedy dziecko wchodzi między gryzące się psy. Ale piszą o tym dopiero jak stanie się tragedia. Psy na wsiach biegają luzem. Ludzie często nie mają nawet ogrodzeń z tyłu posesji. A coraz częściej mają duże i groźne psy. Psy uznają, że ich teren jest tak daleko, jak okiem sięgnął. Właściciele nie mają wyobraźni i w sumie wisi im to, co ich psy robią cały dzień i całą noc. Przypadków zagryzień psów na łancuchach przez inne psy luzem biegające jest mnóstwo. Nagłośnili akurat ten z astkami, ale głównie gryzą ONkowate, bo ich jest najwięcej. Dzieci są też często gryzione. Często są puszczane z psami na spacery (ich psy też najczęśćiej bywają luzem) i dziwię się, że rodzicom nie przyjdzie do głowy, co się może stać. Kiedyś rozmawiałam z kuzynami, których pies ONkowaty chodził wszędzie z ich dziećmi. Bywał agresywny do psów, a jak nie on ,zawsze któryś pies go zaatakował. A dzieci były obok i rozdzielały. Na wsi to normalka. Rodzice nie dali sobie wytłumaczyć, jaką targedią to się może skończyć. A potem wszyscy wydają się zaskoczeni. I tego w tym wszystkim nie rozumiem. Bo jeśli nie dbałość o własne i cudze psy oraz odpowiedzialność, to strach o własne dziecko (bądź cudze dziecko, bo to też ważne) powinien zmusić ludzi do myślenia. A jak się coś stanie to wina bestii... Sama też oberwałam od psa, gdy broniłam swojego. :angryy: Na szczęście niegroźnie. Ale gdyby na moim miejscu było dziecko, nie skończyłoby się to dobrze. Ale fakt pozostaje faktem, że media nagłaśniały często sprawy w sposób niewłaściwy, podawały błędne lub tendencyjnie sformułowane informacje i nie było sprostowań, ani wyjaśnień. A to często działało nie tylo przeciwko psom, ale i ludziom, wzbudzając wśród nich niezdrowy strach i reklamując dane psy wśród nieodpowiednich ludzi, którzy zwierząt mieć nie powinni (a oni już się świetnie znają na tym, jak z psa zrobić wariata). :angryy:
  11. [quote name='filodendron']To ta znajoma chyba trochę poleciała po bandzie albo były jakieś okoliczności - nazwijmy je eufemistycznie - łagodzące, dla właściciela psa rzecz jasna. Przez towarzystwa ubezbieczeniowe mające w ofercie odszkodowanie za pogryzienie (jakiekolwiek, byle wymagające ambulatoryjnego opatrzenia) takie akcje wyceniane są na 10% uszczerbek na zdrowiu. [/quote] Teoretycznie wszystko wygląda nieco lepiej niż w praktyce. Okoliczności łagodzące...jeśli tak mozna powiedzieć, to niskie zarobki właścicielki psów. A od towarzystwa ubezpieczeniowego koleżanka dowiedziała się, że przecież nie ma trwałego uszczerbu na zdrowiu. Blizny, nawet spore się nie liczą. Mimo, że ambulatoryjne opatrzenie było, to grosze jej się należały. Jeśli się chce sądzić w sprawie zagryzionego psa, to nie ma co liczyć na zbyt wiele. Tyle samo pewnie zasądziliby za to, że pies obszczekał kogoś i był bez kagańca. Chyba, że pies zagryziony był rasowy i wartościowy. :angryy:
  12. Golliee nie ma dostępu do internetu, więc ja piszę, co się działo. ;) U weta było super, łatwo poszło, Czarny był grzeczny. Pierwsze spotkanie z kotem, z którym będzie w przyszłości mieszkał nie było idealne. To znaczy Czarny nic do niego nie miał, ale kot nafukał na Czarnego, wiec ten odwdzięczył mu się szczekaniem. Sądzę jednak, że jak tylko kot się oswoi z Czarnym, będzie dobrze. Problem jest innego typu. Czarny za swoją panią pójdzie w ogień. Szaleje, gdy ona wychodzi z domu, nawet jak w domu jest ktoś inny. Jednak z naszej rozmowy wynikło, że problem jest głównie w mieszkaniu babci ,a to wiele wyjaśnia. Czarny jeszcze nie czuje do końca, że ma dom ,że to faktycznie jego dom, więc trzyma się pani. A jak zostaje w obcym mieszkaniu (czyli u babci) bez pani, zaczyna się zachowywać nerwowo, boi się opuszczenia. Sądzę, że to minie sama z siebie. Mimo tego doradziłam poćwiczyć z nim parę rzeczy. Czarny widzi opiekunkę tylko w Oli i to trzeba zmienić. Druga sprawa - chodząc na smyczy, ciągle okrąża przewodnika i trzeba nad tym popracować. I tu prośba do Porta Nigra. ;) Staram się wyjaśnić Oli, jak trenować, ale na odległość nie mogę niczego pokazać. A tu ważne jest wyczucie i prawidłowe poruszanie się. Byłam przekonana, że spotkanie z Porta Nigra miało być wczoraj, ale pomyliłam się - ma być chyba za tydzień. Tak więc miałabym wielką prośbę o wyjaśnienie Oli, jak powinna wyglądać nauka chodzenia psa przy nodze. Czarny nie okrąża będąc bez smyczy, ale tylko wtedy, jak się stresuje szelkami, obroża i smyczą.
  13. Z tym towarzystem racja, pewnie szybko się znajdzie.:-( Niestety. A Lili fenomenalna.:loveu:
  14. Tzrymam kciuki! Musi się udać, bo innego wyjścia nie ma.
  15. [quote name='Vectra']Ja nie twierdzę , że taka sytuacja nie miała miejsca ... ale pismaki dodali ogromną ilość dramaturgii do tego artykułu.Nakręćcie sobie w głowie film , wstawiając krok po kroku wszystko co jest w artykule.[/quote] Media zawsze przekazują informację tak, aby wzbudziła sensację. To ich cel. Przecież kilka lat tem było głośno o tym, jak to rottek zagryzł starszą panią, potem okazało się, że to nie rottek, a nawet koło rottka nie stał. Czytałam artykuł pana, który tego psa sprawdzał i był zażenowany dezinformacją w mediach. Pies był "trenowany" do "obrony" na rękawicę do spawania przez syna tej pani. Zrobiono z niego wariata. Czy wyjaśniono dokładnie przyczynę pogryzień przez psy, żeby ludzie mieli większą świadomość? Nie. U mojej znajomej hodowczyni po którymś słynnym pogryzieniu przyszli z gazety zrobić wywiad i zdjęcia. Powiedziała, że wyprowadzi psa z kojca do zdjęć i poszła po smycz, a z kuchni zobaczyła jak jedna z osób kopie w kojec i robi zdjęcia "furiata". Z mediami to norma i nie ma co brać tego na poważnie. Gorzej, że czasem robią złą robotę strasząc ludzi i robiąc reklamę danej rasie wśród dresów. W dziale psy w potrzebie można znaleźć sporo pokaleczonych rottków i astków, które przeszły horror u swoich właścicieli, bo były i są nadal mimo przejść za łagodne. Dziś dostałam telefon od pani, która wiozła swojego asta do uśpienia. Podjęła już decyzję, więc nie wiem po co dzwoniła, żeby zwalić na kogoś swoje wyrzuty sumienia? Psa wzięła jakiś czas temu z ulicy. Ma kilka psów, są porozdzielane w kojcach. Nie miały styczności bez dzielącej je siatki. Jamnik uciekł i podbiegł do astka. Obydwa psy były nastawione na rywalizację. Pogryzły się i przy rozdzielaniu oberwał solidnie mąż tej pani...od jamnika. Powiedział, że amstaffy to taka i taka rasa, że nie powinna istnieć i pies właśnie jest w trakcie usypiania. I jamnik i astek są solidnie ranne. Ta pani ma jeszcze azjatkę i suka poluje na małego psa. Też musi być zamknięta. Ale wg. właścicielki, suka nie stanowi zagrożenia dla ludzi. A ast tak, bo jest astem. Dodała, że co będzie, jeśli w wakacje astek przedostanie się przez ogrodzenie i komuś coś zrobi. Dla mnie to szok, że w ogóle taki pies może mieć u niej możliwość ucieczki. Więc zapytałam, co z azjatką, czy ona też może uciec, na co otrzymałam odpowiedź, że ona nikomu nic nie zrobi. No tak - załóżmy, że tak, ale psu może jak najbardziej. Póki tacy ludzie będą sprawować opiekę nad silnymi i dużymi psami, zawsze będą problemy. Co do kar dla właścicieli psów za pogryzienia, to skoro moja znajoma dostała 500 zł z racji bycia pogryzioną koszmarnie przez ONka, a uraz i potężne blizny na udach i żebrach będzie miała do końca życia (nie było to pierwsze pogryzienie przez tego psa - jego właścicielka zostawiała otwartą bramę i jechała do pracy, a ONek biegał luzem z małym podpuszczającym go psem), to na co my liczymy? Jaka kara za zagryzienie psa? Szczególnie jeśli pies nie jest rasowy i wartościowy. Nie sądzę, żeby właściciel psa agresora tą karę odczuł. Kary są po prostu żadne.
  16. Przede wszystkim, co dla jednego człowiek może być problemem - czyli inteligencja Leo i jego zwinność, dla drugiego człowieka może być atutem psa. Ale człowiek ten musiałby dysponować odpowiednimi warunkami na początek. I właśnie tu pojawia się problem... Jak ktoś ma jakieś pomysły również odnośnie pracy z Leo, każda rada mile widziana.
  17. Spieszę donieść, iż Czarny jest po wizycie u weta i to, w co ciężko mi normalnie uwierzyć to fakt, że nawet do pani doktor się łasił. Jaka odmiana! :loveu: I chyba jest planowana wizyta u Porty Nigdy. :multi: Resztę napisze na pewno Golliee i Porta Nigra. :p Nie mogę się doczekać na relacje.
  18. [quote name='shin'] Nie do konca rozumiem - chodzi ci o przyklad psa, ktory spokojnie znosi x czasu jazgotanie na niego, a w momencie kiedy ma okazje zaatakowac - i tak olewa? No to moj.[/QUOTE] Moje rottki owszem miały ochotę wyskakiwać do agresorów, głowy nie spuszczały, ale były nauczone, że agresywne zachowanie nie jest odpowiednie i tyle. Nie uważam, że coś złego jest w tym, że pies spokojnie reaguje na obszczekujące go psy (poza przypadkami, gdy się musi bronić, co u nas też częste), to świadczy o zrównoważeniu psa. [quote name='shin'] Nikt z nas nie pochwala i nikt nie chce, zeby jego psy zostaly zaatakowane - ale cholera, zgodze sie z ayshe, ze nikt - ani pies, ani czlowiek - nie ma prawa mi sie wbic na posesje i zarznac mi psa, bo brama byla otwarta, czy przeskoczyl ogrodzenie, czy cokolwiek. I ze jeszcze to jest moja wina! Na takiej zasadzie to rozwale sasiadowi samochod - no przeciez mogl go w garazu trzymac, a nie na podjezdzie. Jego wina. Podwojna wina, bo nawet bramy nie zamknal :evil_lol:[/QUOTE] W pełni się z tym zgadzam. Nie o to chyba chodzi, żebym z mojego domu i podwórka zrobiła obronną warownię, ale żeby czuć się bezpiecznie, w tym też na ulicy, żebym mogła bezpiecznie iść na spacer z kilkoma psami (teraz się boję, że kilku nie zdołam obronić, więc chodzę z nimi pojedyczno lub z obstawą - to chore, moim zdaniem). Jeśli ktoś ma agresywne psy (mimo odpowiedniego wychowania i szkolenia), to niech je trzyma odpowiednio zapezpieczone, nie rozmnaża lub uśpi, jeśli nie potrafi zapewnić tego zabezpieczenia. Prawda jest jednak taka, że psy w stadzie chętniej zaatakują innego psa i jeśli nawieją z podwórka będą siały popłoch. U mnie tak sieją popłoch dwa niewielkei terrierki. Mojego psa też pogryzły na podwóku, kiedy ze mną spacerował. Uważam, że właściciel powinien za to ponieść karę bez wzgledu na wielkość psa. Dla właścicieli ONków zagrożeniem będzie astek. Dla astków kanaryjczyk dajmy na to. A dla moich psów ONki i wszystkie psy powyżej średnich. Każdy pies może stanowić zagrożenie dla innych psów. Sęk w tym, żeby wreszcie o tych innych psach właściciele silnych psów zaczęli myśleć, a nie tylko dbali o skórę swojego pupila.
  19. Założyłam wątek Leo w dziale Wychowanie. Może zauważy go ktoś zainteresowany szkoleniem z psem. [URL]http://www.dogomania.pl/forum/f30/odpowiedni-czlowiek-dla-specyficznego-psa-moze-jedyne-wyjscie-133873/#post11987658[/URL]
  20. Sprawa jest nietypowa. Chcę napisać o psiaku, ok. rocznym, który czeka na adopcję (po jednej już nieudanej). Niektórzy orzekliby, że pies jest trudny. My uważamy, że jest genialny i na tym polega jego "trudność". Jest na tymczasie pod opieką osób, które o psach i ich wychowaniu mają pojęcie. Sęk w tym jak znaleźć mu odpowiedniego opiekuna, najlepiej osobę, która chce z psem pracować, uprawiać z nim jakiś sport. Bo wydaje nam się, że tyllko ktoś taki będzie odpowiedni dla Leo. Może w tym dziale forum znajdzie się osoba zainteresowana pracą z takim towarzyszem. Aby przybliżyć historię Leo, wkleję tu tekst jego opiekunki z czasu,gdy przybył do jej domu: [I]"Psiak był widywany przez różne osoby już wcześniej przy drodze w środku lasu, z dala od zabudowań. Zabrany został w poniedziałek (3.11) rano. Leżał zakopany w liściach na skraju lasu. Prawie go nie było widać tylko ........ te jego wystraszone i wygłodniałe oczy zatrzymały mój samochód. Piesio bardzo się bał, ale był tak głodny (jest szkieletem okrytym skórą – musiał długo się włóczyć po lesie), że po kilkunastu minutach wskoczył do samochodu. [/I] [I]Wystarczył mu kwadrans, który spędziliśmy razem w drodze do domu,a byłam już jego najlepszą przyjaciółką. Dzisiaj jest czwartek i mam kłopot, żeby go utrzymać na oddzielonej części podwórka (ze względu na psie układy, a trochę tych psów u mnie jest), bo LEO żyć beze mnie nie może i chciałby być najlepiej przy mojej nodze. Żeby to osiągnąć pokonuje wszystkie przeszkody łącznie z 2 metrową, metalową bramą, którą przeskakuje w sekundzie. Niestety naraża się wtedy na agresje moich 4 pozostałych psów. Po drugiej stronie podwórka przebywa tylko z BRAXEM,z którym w miarę się dogaduje, o ile nie ma w pobliżu jedzenia lub piłki do zabawy i tam ma naprawdę dużo miejsca do biegania oraz zapewnione spanko w letniej kuchni, ale on tak bardzo lgnie do człowieka,że woli się narażać na kły Dolara – pitbulla, co może .... skończyć się tragicznie.[/I] [I]LEO jest psiakiem bardzo spontanicznym i chyba bardzo młodym (ma najprawdopodobniej ok 1 roku). Nie jest agresywny, ale na pewno potrzebuje ułożenia. Jest po trosze nieokiełznanym dzikuskiem, aczkolwiek raczej na pewno był wychowywany w mieszkaniu, bo bardzo pewnie się czuł, kiedy raz udało mu się wkraść do domu. Poza tym ma doskonale opanowaną technikę otwierania sobie drzwi zamkniętych tylko na klamkę.[/I] [I]Jeszcze nie przetestowałam, czy umie chodzić na smyczy, obroże bez problemu dał sobie założyć i ... bez problemu ją sobie ściągnął, jak go chciałam przywiązać na moment."[/I] A teraz dodam to, co już o Leo wiemy. Chce być ze swoim ulubionym człowiekiem. Po co? Żeby z nim przebywać i przynosić w kółko patyczki do rzucania. Nic nie jest ważniejsze niż patyczki i kontakt z człowiekiem. Czy jest coś, co może zatrzymać Leo w podążaniu za człowiekiem? Nie. Ogrodzenie to pestka, skacze wybijając się z miejsca. Okno do wyjścia też może być, nawet jak jest szyba. Coż za radość, gdy dogoni się pańcię. Nie ma nic fajniejszego. Drzwi na klamki otwiera z łatwością. Wspina się, skacze. Rozerwać siatkę w kojcu to też nie problem, jeśli trzeba podążać za człowiekiem. Znaleźć swojego człowieka w lesie na spacerze to chwila moment. Można mu wtedy od razu przynieść aporcik do rzucenia. A jeśli pitbull przyatakuje przy nogach pańci, można go położyć na łopatki i wrócić do swoich spraw. Jeśli obcy pies nie ma nic do Leo, Leo nie ma nic do niego. Ma ważniejsze sprawy - aport. Teraz Leo już wie, że ma nie przekraczać granicy na podwórku w postaci ogrodzenia i wie, gdzie jego wybieg. Choć przeskoczenie tego ogrodzenia to dla niego pestka. Co jednak zrobi, gdy pod bramką czeka suczka jego pańci, która wymknęła się na spacerek? Sam by przeskoczył, ale cóż - jej trzeba otworzyć bramę z zasuwki. Co też Leo robi, nie idąc za nią dalej, bo dalej ponoć mu nie wolno. Będąc w adopcji od razu zrozumiał, kto jest jego panem. Nie szalał za odchodzącą pańcią z DT. Za to za swoim panem wybił znów szybę i rozwalił siatkę w kojcu. I tak wrócił do DT. Pewnie by tam został, bo to genialny pies i wyjątkowy, ale tam już są psy, które go nie akceptują. Spacery z nimi są w tej chwili niemożliwe, bo Leo pokonując wszelkie przeszkody chce im towarzyszyć, a one sobie tego nie życzą. Nie zatrzymał go nawet łańcuch i kolczatka (wydawało się, że kolczatka utrzyma się na szyi, ale tak się nie stało- ściąga ją). Był moment, że miał zapędy niszczycielskie, teraz się wycisza. Dogaduje się świetnie z drugim psem na wybiegu. I co teraz? Może ktoś ma jakieś pomysły? Albo znacie kogoś, kto potrzebuje psa do treningów i Leo może sprawdziłby się w tej roli? [IMG]http://images43.fotosik.pl/27/3eadfa54eebb4dc1.jpg[/IMG] [URL="http://www.fotosik.pl/"][IMG]http://images24.fotosik.pl/292/a45aa8518ec1794d.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl/"][IMG]http://images32.fotosik.pl/393/ba4b6f575ed9f024.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl/"][IMG]http://images41.fotosik.pl/27/c0ed347c742307cb.jpg[/IMG][/URL]
  21. Ponoć z Dziennika były chyba 2 telefony, ale pierwszy był od pana z Tarnowa i jak się dowiedział, że Diana jest na Śląsku, powiedział, że to za daleko i odłożył słuchawkę. Co do drugiego jeszcze wiem niewiele. Ale fakt faktem, że po tym ogłoszeniu coś się ruszyło.
  22. Widzę to walkę między posiadaczami astków i pozostałych psów, a racje są po obydwu stronach. Pamiętać trzeba, że każdy pies może zrobić krzywdę. Niestety moda na daną rasę robi swoje i w jej efekcie psy tej rasy trafiają dodatkowo ,często w masowej ilości, w niepowołane ręcę. Nie z powodu znajomości i związanego z nią zafascynowania rasą, ale dlatego, że pies wygląda groźnie lub słodko, że posiadanie go to szpan (jak się zmieni moda, zmieni się psa) i sąsiedzi zazdroszczą. Teraz moda jest na yorki i coraz częściej docierają do mnie wiadomości o pogryzionych twarzach dzieci. Owszem, york nie zrobi tego, co astek, ale jednak szrama na twarzy zostaje. Dla psów wielkości moich futrzaków ONek to już śmiertelne zagrożenie. Rzadko kto w naszym kraju myśli o tym, z czym wiąże się posiadanie psa danej rasy. Tego dowiaduje się lub nie po zakupie psa. Ile osób teraz kupuje huskie i wyprowadza je na krótkie spacerki na krótkiej smyczy na osiedlowy trawnik... Wszysko przez to, że są takie śliczne. Kiedy one zaczną gryźć? Jeśli komuś się wydaje, że jego pies nie jest zdolny wyrządzić komuś krzywdę, bo nie jest astkiem, to się myli. Każdy z nas jest odpowiedzialny za posiadanego w swoim domu drapieżnika i pora to sobie wreszcie uświadomić. Ale też podchodzenie do tematu w ten sposób, że liczcie się wszyscy z tym, że mój pies ma w instynkcie zabijanie, jest nie na miejscu. Dążmy do tego, żeby takich psów nie było, a rasy uznawane za agresywne odzyskały dobrą opinię. Na liście psów agresywnych faktycznie nie ma astka. Ogólnie ta lista to pomyłka. I jeszcze zrozumiałabym, gdyby nazwano ją listą psów, które ze względu na swoją siłę i możliwości mogą wyrządzić krzywdę, bo z agresją to ona ma mało wspólnego. Jednak krzyżówki nie są na liście ujęte, a często stanowią dużo większe zagrożenie niż rasowce. Piszę z punktu widzenia właścicielki kiedyś okrzykniętych mordercami rottków, ale również z punktu widzenia właścicielki pospolitych, małych kundelków, którym już kilka razy poważnie oberwało się od psów, które na liście wcale się nie znajdują (ONek, huski, czarny terrier rosyjski, labrador itp.). Mam już uraz do ludzi, którzy krzyczą do mnie z daleka, że ich pies nie gryzie (bo ich pies jest większy od mojego), a po psie widać, że intencji dobrych nie ma i że w swoim właścicielu przewodnika nie dostrzega. Nie wyobrażam sobie, żeby moje rottki biegały po ulicy bez nadzoru. Ale też nie wyobrażam sobie, żeby nie były właściwie traktowane, wychowane, socjalizowane i wyszkolone. To samo dotyczy moich małych kundli. Prawda jest taka, że w wielu rejonach naszego kraju, jeśli chce się wyjść na spacer z psem (szczególnie na wsiach), trzeba iść z gazem, jakąś pałką i obstawą. I mam tego serdecznie dość. Ludzie powinni ponosić surowe kary za brak nadzoru nad psami i to powinno dotyczyć każdego psa, szczególnie dużego i silnego. Jeśli pies pogryzie wina leży zawsze po stronie człowieka. Pies jest taki, jakim go stworzono, a do tego też się zalicza wychowanie. Astki też potrafią być cudownymi psami, ale lewych hodowli i tego, jakie psy "produkują" nikt nie kontroluje. A że tych jest większość, robią opinię pozostałym. Tak też było z rottkami. Coraz więcej też pojawia się bogatych ludzi, dla których wydatek związany z kupnem rodowodowego psa nie jest tak duży, aby się tym psem i tym, co on robi, specjalnie przejmować. Niedaleko mnie mieszkają ludzie, których rodowodowy astek biega po ulicy i boję się wychodzić z moimi psami poza ogrodzenie. Kiedyś przy otwartej bramie astek zaatakował mnie, a jego właścicielka próbowała go w panice zwabić na jedzenie na talerzu. Właściciele płacili już mandaty i co? Stać ich, jak widać, na nie. Pisze to wszystko, bo moja ukochana, najłagodniejsza pod słońcem rottka, córka mojej suni, właśnie dokończyła swój żywot. <'> :-( Została swojego czasu zaatakowana przez 3 luzem biegające setery pewnego myśliwego. Właściciel nie dał rady obronić jej przed aż trzema psami. Psy pogryzły ją i wepchnęły do rowu, do którego wpadła "na główkę". I w tym rowie już pozostała...sparaliżowana, w potwornym bólu. Leczenie kosztowało krocie, ale sunia niestety nigdy nie doszła do siebie. Myśliwy z chęcią chciał płacić, ale za uśpienie suni. Chciał uniknąć kłopotów. Pojechał nawet za rottką do weta. Kiedy okazało się, że leczenie potrwa i będzie kosztowne, powiedział, że to z pewnością rottka musiała jego psy zaatakować, bo przecież to pies morderca. Hmm... nie powiedział, a bezczelnie zrobił awanturę. W ciągu kolejnych dni, jeśli właściciele chcieli zabrać sunię do lekarza, jedynym wyjściem było dzwonienie po policję, bo przed ich bramą leżały sobie setery sąsiada i obgryzały jakieś kości. Rottka w tym czasie wychodziła z paraliżu, bardzo cierpiała i nie wolno jej było ruszać głową. Telefony do właściciela seterów skutkowały wysłuchiwaniem litanii na temat tego, że jego psy są łagodne i nie ma potrzeby ich zamykać. I właśnie w takich sytuacjach jestem za zdecydowanym działaniem i olbrzymimi karami. Na tyle dużymi, aby zaczęły mieć dla ludzi jakieś znaczenie. Bo nie rozumiem, dlaczego mam się bać chodzić z moimi psami na spacer czy chodzić po własnym podwórku z psem na smyczy, gdy brama jest otwarta. Chcę się poprostu czuć bezpiecznie, nie oglądać terenu z balkonu i nie sprawdzać przedspacerem z psami, czy bramy u sąsiadów są pozamykane, nie wracać roztrzęsiona do domu z zakrwawionym psem na rękach. To ostatnie dedykuję pani, która uciekła z ONkiem po tym, jak jej pies o mało nie zagryzł mojego kilkunastoletniego, bezzębnego, małego psiaka. U nas nikt nie patrzy na to, aby zapewnić bezpieczeństwo innym i ich psom. U nas każdy patrzy na spacerze ,czy jego pies jest silniejszy i czy w razie starcia da sobie radę. Czysty egoizm, zero odpowiedzialności. I tyle...
  23. [quote name='golliee']aha...wypchalam mu konga parowka, serem zoltym, na to wszystko wlalam paste wątróbkową:razz: ale Czarny jakos srednio sie tym zainteresowal.Troszke polizał ale wiekszosci nie wyjadl.Chyba mu przeszkadza zapach gumy albo...wychodzi z niego leniuch;)[/quote] Albo taki najedzony jest. :lol: W stajni jadł mało, więc myślę, że ta od razu dużych ilości nie da rady pochłonąć. Zapach gumy nie powinien mu przeszkadzać. Tak czy inaczej postępy czynicie mega wielkie w bardzo krótkim czasie. :cool3: Czekam na dalsze relacje, bo aż się miło czyta. I jak będą nowe zdjęcia, to w ogóle będę przeszczęśliwa. ;)
  24. Sunia naprawdę potrzebuje pomocy, nie przeżyje, jak nie zbierze się odpowiednia kwota pieniędzy. A to maleństwo jeszcze. :-( Zmorka jest przecudna i przesłodka. I jej tymczasowa pańcia pomogła Czarnemu. A Oli się na pewno przyda książka z płytką na temat szkolenia. Pomagam, jak mogę na odległość, ale pewnie nadejdzie czas, kiedy Czarny będzie gotowy na to, żeby trafić na plac szkoleniowy. ;)
×
×
  • Create New...