Jump to content
Dogomania

Eruane

Members
  • Posts

    2030
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Eruane

  1. Osoba, która nosi jedzenie Dianie nie ma dostępu do dobrego aparatu. Zdjęcia ze spotkania psów dostałam, ale są robione komórką i są tak kiepskiej jakości, że nic na nich nie widać. :shake: Jeśli ktoś na Śląsku może pomóc zrobić suni piękne foty, to będę wdzięczna. Na odległość niewiele da się zrobić.
  2. [quote name='Od-Nowa']Eruane tylko jakie?? tyle już było zrobione...[/quote] Wet, który prowadzi Burdę przed jej adopcją prosił o wstrzymanie się z wydawaniem jej z racji tego, że chciał przeprowadzić kolejne badania, więc decyzja odnośnie kolejnych badań, jak sądzę, należy do niego. Trzeba sprawdzić nerki - to akurat pewne w przypadku moczówki. Trzeba wykluczyć też inne ewentualności. Same hormony Burda ma brać 6 tygodni, więc chyba jeszcze za wcześnie na stwierdzenie, że nie działają.
  3. Na tym zdjęciu, jak sądzę, maluchy na są sporo młodsze niz 5 tygodni. Bardzo się martwię o Burdę. Koniecznie trzeba jej zrobić dalsze badania.:-(
  4. Czy ktoś coś wie nowego na temat Burdy?
  5. Cały czas przebywa w swoim starym domu. Ci ludzie myśleli, że będzie zabrana już dawno, ale póki co, jeszcze tam jest.
  6. [quote name='ida47']dziekuja za tyle cennych uwag teraz widze , wszystko jasno , nie pomyslalam o mwilu rxeczach , moze to zmeczenie , obecne czasy przepracowanie i niewyspanie , jeszcze raz dziekuje , Majkiemu trzeba pomoc , dzisiaj mam ciezki dzien , jade w waznej sprawie do Wroclawia , potem po powrocie z nim do lekarza , potem do pracy , i wracam kolo 20[/quote] Nie ma za co. Robisz wszystko, co możesz, żeby Majki poczuł się bezpieczny i kochany. Stąd błędy w postępowaniu wobec niego. Majki jest trudnym psem, bo nauczony jest walki o przetrwanie. Teraz trzeba mu pokazać nowe zasady postępowania (bardzo konsekwentnie i łagodnie jednocześnie) oraz to, że walka jest już zupełnie zbyteczna, że niczego mu nie zabraknie.
  7. Uff, przebrnęłam przez masę postów. Nie było mnie tu kilka godzin, a tu tyle nowości. ;) Ida, widzę kilka problemów. Od razu podkreślam, że ktoś fachowym okiem powinien zerknąć na żywo na konflikt Majkiego z resztą psów, bo wtedy najłatwiej oceniać, ale... po pierwsze, pies jest chory, z tego ,co wyczytałam. Chroba jak najbardziej powoduje dolegliwości bólowe. I to pewnie ostre. W takim wypadku psiak będzie chciał mieć spokój i będzie odganiał inne psy, szczególnie te, które w jakimś stopniu mogą w jego oczach być zagrożeniem. Chory pies z bólem często odgania nawet zaprzyjaźnione psy. Powinien mieć swój azyl. Dlatego zdecydowałabym się na klatkę kennelową. Niech ma tam swoją budkę i jak się coś dzieje, powinien być odprowadzany do klatki i zamykany na jakiś czas. To go powinno wyciszyć, da mu chwilę na przemyślenie, czy faktycznie opłacało się tak zachowywać, a przede wszystkim zapewni mu to możliwość posiadania własnego miejsca. Czy w przypadku jego kłopotów nie da się przeprowadzić kastracji? Po drugie, to norma, że pies, który nie miał niczego, a szczególnie jedzenia, będzie chronił początkowo każdy zapas pożywienia. Miski nie powinny stale stać na ziemi. A karmiony powinien być osobno. Jeśli będzie stwarzał problemy przy misce z wodą można przerwać zachowanie jakimś dzwiękiem, odwołać go, zamknąć w klatce. Dobrze byłoby, żeby specjalista pokazał, jak się co robi i w jakiej sytuacji. Po trzecie, jeśli włazi w nocy do łóżka i przegania inne psy w sposób mało kulturalny, to moje pytanie brzmi - co on na tym łóżku robi? Wiem, że starasz się mu wynagrodzić ból i krzywdy doznane w poprzednim miejscu, ale takie coś prowadzi tylko do problemów. On się do Ciebie łasi i jak sądzę pozwalasz mu na to, mimo, że odgania inne psy. Powinnaś zrobić wszystko, żeby dać mu do zrozumienia, że takie zachowanie nie popłaca. Ignoruj go. Na noc niech idzie spać do klatki. Będzie miał spokój, a jednocześnie nie będzie zajmował tak ważnego miejsca, jak Twoje łóżko, przez co upewnia się w przekonaniu, że jest ważniejszy od innych psów w domu i musi im pokazać, gdzie ich miejsce. Jeśli pozwolisz na to, żeby on rządził i odpychał od Ciebie inne psy, to skończy się to tak, że dadzą mu nauczkę. Zasada jest taka przy stadzie, że nie powinno się skupiać od razu na nowym psie, a wręcz przeciwnie - należy poświęcić więcej czasu pozostałym psom i pokazać jednocześnie, jakie zasady obowiązują w domu całe stado bez wyjątków. I nie ma znaczenia to, z jakich warunków nowy pies przybył. Z tego, co przeczytałam, już popełniłaś kilka błędów. Prawdopodobnie dlatego sytuacja się pogarsza. Do tego dochodzi to, że każdego dnia pies czuje się w domu coraz pewniej. Można założyć, że jeśli agresja jest na tle lękowym, to na początku jest gorsza niż później. Chyba, że od razu dojdzie do ostrego spięcia między psami, co zwiększy lęk nowego psa. Można brać pod uwagę to, że bojąc się innych psów, chowa się pod Twoje skrzydełka, a jeśłi jakiś pies się zbliży, to jest ogień. Ale wątpliwa sprawa. Co by nie było, postępowanie jest podobne w obu przypadkach. Człowiek jest w stanie wpłynąć na określone ustalenie hierachii w psim stadzie i to należałoby zrobić. Ale skupiłabym się teraz na jego problemach ze zdrowiem. Dobrze, że jest w cieple, bo to ułatwia mu pewnie zdrowienie. Nie wiem, czy schronisko zapewniłoby odpowiednią opiekę tak odmrożonemu psiakowi. To narazie tyle na początek. :p
  8. Diana czeka na dom i tracę już nadzieje. Nikt nie dzwoni, nikt o nią nie pyta. Czy w ogóle jest dla niej szansa?:-(
  9. [quote name='andzia69']mamy kolejną psinę pod opieką...jest na razie w hoteliku - Perełce groziło uśpienie bo jej nie chcą...chcą sobie kupic yorka:angryy:[/quote] Jakie to typowe... :angryy: W głowie się nie mieści. Jak wymiana mebli. :angryy: Maja75, nie możesz mieć do siebie pretensji o to, co się stało. Poinformowałaś ludzi, że nie puszcza się psa przy ulicy i dlaczego. To niestety tylko ich wina, choć przykro mi to mówić. Miałam podobną sytuację z moją Itusią, która wróciła z adopcji. Kiedy odwiedziłam ją w nowym domu, wyszliśmy na spacer i szok, bo pani puściła szczeniaka przy ruchliwej ulicy. Mało tego, stwierdziła, że nie mam się co obawiać, bo pies jest grzeczny. To ja zapięłam sunię na smycz, nie ona. Prosiłam ją kilka razy, żeby była ostrożna, ale przy kolejnej wizycie zrobiła to samo. Możliwe, że zrozumiałaby, o co mi chodziło dopiero jakby się coś stało. Tak więc prze kolejną adopcją trzeba odbyć z tymi ludźmi rozmowę i wyjaśnić im parę spraw. Po takim wypadku pewnie zrozumieli. Tylko Ty się nie wiń, bo to nie ma sensu. :shake: Co do Burdy zakładam, że jeśli dom nadal jest brany pod uwagę jako DS, to jednak osoby chętne na Burdę zostały poinformowane o zmianie planów. Taką mam nadzieję. Może nasiusiała w samochodzie czy coś... :roll:
  10. Same złe wieści, zero adopcji i jeszcze to.:placz: Maja75, co się stało? Co do Burdy - rozumiem, że każdy ma swoje poglądy na temat ewentualnych domów stałych i adopcji. Jest nas tu wiele i co człowiek to opinia. Pewnie, gdyby ratowaniem psów zajmowały się mniej niezależne i twarde osoby, to sporów by nie było. Jednak minimum współpracy zawsze jest konieczne z racji tego, że wszyscy ratujemy psiaki z tego samego rejonu. Mnie bardziej niż opinia kogokolwiek na temat tej adopcji obchodzi los Burdy. Nie sądzę, żebym nie chciała jej pomóc, bo to pies przywieziony przez kogoś, za kim nie przepadam czy też kogoś, kto odpowiedzialnością nie grzeszy. Sądzę, że tym bardziej chciałabym jej pomóc, bo zdawałabym sobie sprawę z tego, że pies może źle skończyć. Na pewno trzeba ustalić, co się stało, bo muszę pewnie porozmawiać z ludźmi, którzy Burdę chcieli wziąć. Bo to wszystko nie w porządku wobec nich. Z drugiej strony cieszę sie, że Burda zgodnie z wolą weta zostanie do końca przebadana Nie chciałabym jednak, żeby wątek kielecki był zarezerwowany tylko dla psów określonychy osób. Nie taka była idea, kiedy to wszystko powstawało. Wtedy wklejałam wszystkie psy z Kielc i okolic, bo to im miał służyć wątek. Teraz też mam nadzieję, że Burda nie ucierpi na tym, że została przypisana do osoby, która nie zachowała się jak trzeba. Dlatego Ewelinko, jak będziesz mogła dowiedzieć się od pani Ani, co się stało dokładnie, to będę wdzięczna. Żeby w ogóle ocenić całą sytuację, musimy wiedzieć, co się stało.
  11. No super... :angryy: Czyli w ogóle zrezygnowano z tego domu jako DS dla Burdy? To nie jest kwestia przedłużonego tymczasu po to, aby zrobić dalsze badania Burdzie? Kurcze, przecież Ci ludzie w tym dniu czekali na przyjazd Burdy i dzień wcześniej uzgadniałam z tą panią, jakie badania trzeba Burdzie zrobić. Nic z tego nie rozumiem. :shake: To mało odpowiedzialne.
  12. A czy Rudka ma na sobie w kojcu jakąś obrożę? Można ją przywyczajać do chodzenia w czymś dla niej dziwnym, kiedy jest w kojcu i nikt nie ogranicza jej ruchów. Zwykle to jest taki jakby pierwszy krok. I w takich warunkach można odwracać jej uwagę dając jej jedzenie. Tam też potem można podczepić jej do obroży jakiś krótki kawałek linki, coś lekkiego z przeznaczeniem do ewentualnego zniszczenia. Niektóre psy reagują tak dziwnie tylko na samo obciążenie czymś w postaci obroży, szelek, linki, ale jeśli muszą z tym przebywać cały czas, przestają zwracać uwagę. Na spacerach dobrze byłoby, żeby smycz była jak najlżejsza i cały czas luźna, a każdy krok był wykonany za jedzonkiem, z towarzystem drugiego psa (też na smyczy). Jednak Murka ma rację, że czasem następuje jakby dłuższa stagnacja, przerwa w postępach psa i nie ma się co tym przejmować, tylko w kółko robić swoje do skutku. Rudka zrobiła bardzo duże postępy w krótkim odcinku czasu, więc nie ma powodów do zmartwień. Zabranie Rudki do domu może zmienić bardzo dużo i spowodować znów lawinę postępów.
  13. Jak się sprawuje Majki? I co z tym drugim psiakiem?
  14. Jak ktoś będzie wiedział coś więcej o Burdzie, to czekam na wieści. Cieszę sie, że przejdzie kolejne badania, ale nie podoba mi się to, że decyzja o jej pozostaniu na tymczasie zapadła w ostatniej chwili, w dniu kiedy sunia miała być w drodze do nowego domu i osoba, która ją chce wziąć też może poczuć się urażona. Nie wiem w ogóle, co jej powiedziano, dlaczego pies jednak tu zostaje. Straszny chaos się zrobił. Ale przynajmniej może być zdiagnozowana do końca tu na miejscu.
  15. To ja już nic nie wiem, tak mi Erka powiedziała. Napisałam jeszcze maila do tej pani, która Burdę bierze. Wyjaśniłam jej wszystko raz jeszcze, napisałam jakie badania są konieczne itd. Powiedziała, że zajmie się dobrze Burdą.
  16. [quote name='Mefi'] Zastanawiam się czy w trakcie rozmowy z Eruane ta Pani choć raz się zawahała lub stwierdziła, że "tak, faktycznie z tym może być problem"? Czy w ogóle miała wcześniej psa, bo może nie zdaje sobie sprawy z tego jakie koszty generuje zdrowy pies, a co dopiero taki z problemami? Oby taka "szybka adopcja" nie obróciła się przeciwko Burdzie. :roll: [/quote] Nie, ta pani ani razu się nie zawahała. :shake: Dziś dostałam maila od niej, że jej przykro, ale jej nie spłoszę, bo już się zdecydowała. Chcę podkreślić, że nie robiłam niczego, żeby ją spłoszyć, a powiedziałam jej tylko o ewentualnej konieczności podawania drogiej karmy weterynaryjnej, lekach, wizytach u lekarza, koniecznej diagnozie u weta, częstym siusianiu i to nie z winy suni itd. Czyli przekazałam jej ważne w przypadku adopcji Burdy informacje. Boję się, że ktoś już jej powiedział, że będę starała się ją zniechęcić i stąd jej reakcja, a co za tym idzie - boję się, że ta pani może nie mieć świadomości choroby Burdy. Jeśli ma świadomość, chwała jej za zaangażowanie, ale dlaczego nie zadawała pytań... Od osoby wydającej Burdę usłyszałam, że tylko ona i pani Ania zajmuje się Burdą i że tak się dalej nie da, że ona pomoże tej pani i jak nie mam tymczasu dla Burdy to musi jechać do Krakowa. Erka napisała mi SMSa, że pani Ania jest zmęczona Burdą i jej rozrabianiem. Tak więc Burda jest taka niczyja niestety, bez możliwści poczekania tu na diagnozę. :-( Cóż mogę rzec - chyba nic nie poradzę. Mam tylko nadzieję, że Burda nie wróci poważnie chora. Mam nadzieję, że wyzdrowieje i będzie miała tam dobrze, bo to wspaniała sunia. Nie wątpię, że to ludzie o dobrym sercu. Mam tylko nadzieję, że mierzą siły na zamiary.
  17. No właśnie tego się boję. Na dodatek moczówka prosta może być efektem innego poważnego schorzenia, co należy bezwzględnie sprawdzić. Biedna Burda - sunia o tak fajnej psychice, taka wdzięczna , a tyle problemów... Mam nadzieję, że ktoś wpłynie na p. Anię i nie pozwoli suni dać teraz do adopcji.
  18. Dostałam maila od pani z Krakowa i sądzę, że ona nie rozumie do końca, co to za schorzenie, chyba sądzi, żę to cos jak zapalenie pęcherza. Ale wyjaśniłam jej wszystko wcześniej bardzo dokładnie. Wet uważa, że Burda powinna przejść kolejne badania, żeby uzyskać diagnozę. Leczenie na dziś ma trwać 6 tygodni. Uważam, że przed diagnozą nie powino się wydawać chorego psa osobie, która może nie podołać finansowo leczeniu, choćby miała wielkie serce. :shake: Tłumaczyłam pani, że sunia będzie też częściej siusiać w domu przez chorobę, a ona powiedziała, że każdego szczeniaka uczy się wszystkiego jak dziecko. Nie rozumiem, dlaczego jeśli wszyscy dookoła uważają, że sunia powinna przejść badania, jedna osoba decyduje o jej natychmiastowej adopcji i nie jest to osoba z DT. :shake:
  19. Bardzo dziękuję w imieniu Diany. :loveu: Biedaczka nadal czeka... :-(
  20. Rozmawiałam z tą panią, chcą Burdę i już. Ponoć miała powiedziane, że w razie potrzeby uzyskają od nas pomoc ,ale póki co chce sobie dać radę sama, co też dobrze świadczy (o ile ma świadomość całej sprawy, bo może Burdzie nic takiego nie dolega, a może leczenie będzie kosztowne). W każdym razie poinformowałam dokładnie, o ewentualnym schorzeniu psiaka, żeby było wszystko jak należy. Nie wyobrażam sobie sytuacji, jeśli Burda będzie musiała być na drogiej karmie i kto to będzie finansował. Mam psa na hepaticu i to jest naprawdę kosztowna zabawa. Pies może potrzebować takiej karmy całe życie, jak mój. Liczyć na to, że przez całe życie psa ktoś zdoła pomagać, to chyba też fatalnie. Nic więcej nie zdołam zrobić, co mogłam to zrobiłam. Pani jest pewna ,że chce Burdę. Ja nie jestem pewna, czy faktycznie liczy się z kosztami. Oby wszystko było dobrze, bo Burda potem wyrośnie ze słodkiego wieku szczeniaczka i ciężko będzie jej znaleźć dom.
  21. Przeczytałam te wklejone pisma, ale uważam, że to są zbyt słabe zarzuty, żeby ktokolwiek z tej kliki zechciał się nimi przejmować. Pisma są podpisane przez osoby, które od dawna walczą o poprawę bytu w schronisku, więc tym bardziej są lekceważone. My wiemy, że to są poważne sprawy ,ale dla nich to nic takiego i łatwo z tego wybrnąć. Ale sprawy takie, jak znęcanie się, lewe krycia itd, itd. nie są zgłaszane, taka jest prawda. Dzwonili nieraz do mnie ludzie i opowiadali, co widzieli w schronisku, ale kiedy prosiłam ich o spisanie tego, nie godzili się. Można założyć, że nic się nie wskóra, ale jeśli nie będziemy próbować, na pewno nic się nie zmieni. Liza po tym całym koszmarnym cierpieniu nie żyje, ale cały czas myślę o tym, że tam teraz może być następna sunia w podobnej sytuacji i ta myśl nie daje mi spokoju.
  22. Nie twierdzę, że ludzie są źli (choć pewne rzeczy mi nie odpowiadają, serce mają dobre), ale sądzę, że nie ma co zakładać optymistycznej wersji, że Burda nie będzie wymagać leczenia i karmy weterynaryjnej w przyszłości, a ta pani nie ma na to pieniędzy. :shake:
  23. [quote name='ewelinka_m']Byłam dziś u weta, Burda ma najprawdopodobniej moczówkę prostą , póki co sprawdzane jest co powoduje to zaburzenie, albo jest to związane z pracą nerek, albo z jakimś powikłaniem.[/quote] No więc ta pani z Krakowa jako właścicielka Burdy odpada.:shake:
  24. [quote name='Linssi']No wlasnie u jakiegos pana w Krakowie ma byc ten domek. on ma ponoc 14-letniego syna ktory uparl sie na Burde bo sie zakochal w niej odrazu. nie znam szczegolow. [/quote] Pan miał mieszkać samotnie. A ta pani, o której pisałam, ma 14-letniego, fajnego syna. Ta pani zarabia grosze, jak ma podołać leczeniu suni, o leczeniu hormonalnym czy jakimkolwiek innym długotrwałym nie ma mowy. Na mnie było część ogłoszeń i to ja rozmawiałam z tą panią, a Karusiap sprawdzała domek. Sunię dałabym tam tylko mając pewność ,że nic jej nie jest, a takiej pewności chyba nie mamy. Nie wiem, kto decyduje o adopcji. Dodatkowo miałam wątpliwości, bo ta pani mówiła o przedpotopowych "metodach" karcenia psa za siusianie, a Burda ma jak ma i nie ze swojej winy. Dzwonię zaraz do osoby, która możliwe, że podjęła decyzję o oddaniu tam suni. Sami oceńcie, czy to faktycznie odpowiednie miejsce dla takiego psa.
  25. Ale na Burdę były chętne dwa domki, a drugi jeszcze nie był sprawdzany. Co do pierwszego pisałam, że pani nie ma pieniędzy na leczenie i zakłada, że to zwykłe zapalenie pęcherza, które minęło - dlatego nie jestem za tym, żeby do tego domku dawać Burdę. Ta pani zarabia bardzo mało, z czego utrzymuje syna i mieszkanie. Nie stać jej na karmę weterynaryjną, długotrwałe leczenie. Dlatego mam poważne wątpliwości. Co do tej pani mam też wątpliwości innej natury. Burda, jeśli znów pójdzie do kolejnego domu,z którego wróci, może jeszcze z urazem, bo ktoś będzie jej wciskał nochal w siuśki, może zacząć sprawiać trudności. Dlatego prosiłabym osobę, która decyduje o adopcji o przemyślenie sprawy raz jeszcze. Drugi potencjalny dom miał być u jakiegoś pana w Krakowie, którego sprawdzenie też miałam załatwić, ale ktoś najpierw miał się kontaktować z tym panem i nie dostałam żadnej informacji na ten temat.
×
×
  • Create New...