MonikaP
Members-
Posts
3601 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by MonikaP
-
I wyobrażasz sobie, że w to udeczko muszę jej dawać zastrzyk domięśniowy? :placz:
-
Tosia mi się trochę nie podoba - nie chciała teraz jeść, położyła się na legowisku i jest jakaś taka...zmarnowana... Boję się o nią. Chyba jutro z samego rana pojadę na dyżur do kliniki AR, tam są dobre wetki, może będzie też czynne laboratorium, to zrobię od razu badania. Czy można u nas zbadać kał/krew/ nie wiem już co na obecność wirusów nosówki? Swoją drogą na robale też zbadam.
-
Będziecie Wy cicho!? :cool3:
-
Czy ktoś może mi powiedzieć, co zrobić, żeby się po uszy nie zakochać w Tosi? Mój osobisty mąż, który najpierw absolutnie nie chciał widzieć suni w domu, teraz patrzy na nią zachwyconym wzrokiem. Ona będzie do adopcji, ona będzie do adopcji, onabędziedoadopcjionabędziedoadopcjiona będziedoadopcjionabędziedoadopcji :placz:
-
Dziękuję :-). W poniedziałek porozmawiam o tym preparacie z wetem, bo nie chciałabym "przedobrzyć" - malutka dostaje antybiotyk w zastrzyku, Catosal (Catosol? nie pamiętam) i coś jeszcze, plus Nifuroksazyd. Pije i je normalnie - na szczęście :-).
-
Kupki są jakby ciut lepsze - dostała wczoraj Smectę, a potem w nocy i rano Nifuroksazyd w syropie (dla dzieci). Ważne, że ma apetyt i pije wodę, ale na razie stanowczo za wcześnie, żeby mówić o zdecydowanym polepszeniu.
-
Dziękuję wszystkim za chęć pomocy :-) Nie wiem, czy regulamin Dogo pozwala na publiczne zamieszczenie numeru konta - to pytanie do moderatorów... Pomoc finansowa jest jak najbardziej potrzebna, bo Tosia musi dostawać najlepszą karmę, a podejrzewam, że będą konieczne jakieś badania diagnostyczne, których schronisko niestety nie robi - tzn. można tam np. pobrać krew, ale próbkę trzeba już zawieźć do laboratorium prywatnego. No i wciąż jest niebezpieczeństwo nosówki :-(. I tu pytanie - czy w Polsce robi się jakieś badania (nie wiem - kału? krwi?) pozwalające rozpoznać nosówkę czy parwowirozę, zanim rozwiną się pełne objawy? Boksiunia dziś spała ze mną, tzn. ona spała, a ja - jak przy noworodku ;-). Kilka razy w nocy ją wysadzałam i przystawiałam do miseczki, więc troszkę jestem nieprzytomna, ale to nie ma żadnego znaczenia, byle jej było lepiej. Jeśli chodzi o robale, to prawdę mówiąc nie wiem, ale podejrzewam, że w tym stanie odrobaczanie nie jest na razie wskazane. Jej brzuszek nie jest rozdęty, on się po prostu napełnił jedzonkiem :-). Teraz Tosia znów śpi na moich kolanach, a rano nawet próbowała szczekać na kota :loveu: .
-
Wiem...ona w dodatku już przyszła do schroniska w fatalnym stanie, a w ciągu ostatnich dni jeszcze się pogorszyło. Kiedy dziś w południe zostawiałam ją w szpitalnym boksie (z zamiarem przyjeżdżania do niej dziś i przez weekend co 3 godziny z karmą i lekami), zamknęłam za sobą drzwi i nagle usłyszałam jej płacz, to już wiedziałam, że muszę stanąć na głowie, ale ona nie może spędzić sama już ani jednej nocy. No i jest :-). Jestem teraz w sypialni, a Tosia śpi w torbie, owinięta kocykiem. Tak bym chciała dać jej siłę do życia...
-
Faro, bardzo Ci dziękuję za link. Gdy trochę odetchnę, na pewno do niego zajrzę. Boksia przejściowo dziś rano miała lepsze kupki, potem, właśnie po kurczaku z kleikiem ryżowym było gorzej, teraz znów jest trochę lepiej. Ona jest u mnie dopiero od godz. 14:30, więc za wcześnie mówić, co jej szkodzi, a co pomaga. Zauważyłam, że na razie bardziej jej smakuje karma rozmoczona, niż sucha, więc taką dostaje, poza tym Convalescence i kurczak z kleikiem. Właśnie zjadła i znów podsypia na moich kolanach :-).
-
A oto Tosia:
-
Foteczki będą później, bo na razie są w aparacie - jeszcze ze schroniska. Tosia była dziś nawet w ogrodzie - spała sobie w torbie, wystawiała pyszczek do słońca, gdy ja "dłubałam" w ziemi :-). Jednak wtedy zdjęć nie robiłam - postaram się jutro.
-
Malutka ma na razie "robocze" imię "Tosia", chociaż najczęściej mówię na nią "boksia" albo "malutka". Zdarza się też "kicia" :oops: . Na zmianę je i śpi. Wypiła drugą połowę Convalescence, zjadła rozmoczoną suchą karmę z odrobiną gotowanego kurczaka i ma taaaki okrągły brzuszek. Jak sobie przypomnę, jaki miała wczoraj - pomarszczony, chudziutki...
-
Andziu kochana, bardzo dziękuję, zaraz wyślę. Kicia dostała dziś po ogonie ode mnie, bo próbowała maleńką podrapać. I w ogóle chodziła oburzona na paluszkach, z ogonem wygiętym w pałąk. Zapomniało się, jak to się było nowym w tym domu...:razz: ...tylko, że jak się było nowym, to się ofukało wszystkie koty, rzuciło z pazurami na psa i wpakowało Pani do łóżka :diabloti: .
-
Na razie jest u mnie na zasadzie sanatorium/domu zastępczego - jakkolwiek to nazwać. Na szczęście schronisko ufa mi na tyle, że bez większych problemów mogę brać w ten sposób psy (to mój trzeci raz). Boksia jest cały czas "własnością" schroniska, a gdy wydobrzeje, będę jej szukała domu. No chyba, że... boksia zwojuje sobie wszystkich w domu i ...już zostanie, ale o tym za wcześnie mówić. Najważniejsze, żeby przeciągnąć ją całkowicie na ten świat i przekonać, by na nim została jeszcze przynajmniej 10 lat :-). Tak czy owak próg schroniska przekroczy już tylko przy okazji kontrolnych wizyt lekarskich.
-
Odczytywać nie musiałam, bo to jest coś, co mi spać nie dało. "Siła wyższa" się ugięła i ....boksinka maleńka jest u mnie. Oby to, co próbuję dla niej zrobić, powiodło się...musi się powieść....
-
Piszę krótko, bo jestem padnięta, a dom leży odłogiem, a ja siedzę teraz na krześle, a na mnie leży...BOKSIA!!!! Wypiła pół saszetki Convalescence, zjadła miseczkę karmy "Starter" RC dla malutkich maluszków, jeszcze w schronisku zjadła też kurczaka z płatkami ryżowymi. Przed południem nie miała biegunki, teraz niestety już ma. Do karmy dodaję Smectę. Czy ktoś zna coś jeszcze p/biegunkowego, co mogę jej dać, gdyby Smecta nie podziałała? Jutro i pojutrze dam jej zastrzyki - dostałam ze schroniska. W poniedziałek kontrola u naszego (schroniskowego) weta. Jeżeli ktoś może wspomóc boksię finansowo, będę bardzo wdzięczna.
-
Wzięła się stąd, że ktoś ją przyniósł i powiedział, że znalazł...
-
Tak, ktoś powinien to zrobić. Na przykład ja. A ja nie mogę - tzw. siła wyższa. Nie wiem, czy ktoś jeszcze by mógł, bo schronisko nie ma zwyczaju wydawania zwierząt w takim stanie...i bardzo proszę tego nie komentować, bo jest to niezależne ode mnie. Jedyne, co mogę zrobić, to przyjeżdżać do malutkiej kilka razy dziennie, pilnować, żeby zjadła coś pożywnego i ciepłego, popieścić i...niestety...to wszystko :-(. Za kilkanaście minut u niej będę z ciepłym kleikiem ryżowym i mięskiem.
-
Bodziulko, bardzo Ci dziękuję, ale na razie ona nie jest do adopcji i nie może być nigdzie ogłaszana, dopóki jej stan się nie poprawi. W tej chwili trzeba ją przekonać, że warto żyć na tym świecie.
-
A czy taka słodka kaszka jej nie zaszkodzi? Bo ona ma też biegunkę :-(. Mój mail: schronisko.poznanskie@gmail.com, GG 4879030.
-
A może z innej beczki - czy macie jakieś sprawdzone domowe sposoby na utuczenie takiej maleńkiej chudzinki?
-
Ago, na razie zaczęłabym od podawania jej saszetek Waltham Convalescence - to taka b. pożywna papka (do rozrobienia z proszku) - jedna saszetka kosztuje 7 zł, do tego może jakieś puszki dobrej firmy, albo sucha karma dla maluszków. Jutro spróbuję jej zawieźć trochę gotowanego kurczaka - może się przełamie i zacznie jeść... Wolałabym nie kupować na razie dużych opakowań karm, bo nie wiadomo, co ona w ogóle będzie chciała z tego jeść.
-
Malutka boksia bardzo potrzebuje dobrego i pożywnego jedzonka!!!:placz:
-
Czy ktoś pomoże kochanej suni?
-
Bardzo prosimy o pomoc dla malutkiej suni!!!