MonikaP
Members-
Posts
3601 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by MonikaP
-
Cały problem polega na tym, że piesek nie będzie miał [B]przednich[/B] łapek, a wózeczki są dla psów bez [B]tylnych[/B] łap :-(
-
Bardzo pilnie proszę o radę!!!! Do naszego schroniska trafił młody piesek po wypadku - ma amputowaną przednią łapkę, a druga (też przednia) niestety prawdopodobnie również będzie musiała być amputowana. Znaleźli się jego właściciele, którzy bardzo się boją, że bez dwóch przednich łapek piesek będzie do końca życia nieszczęśliwy - myślą o uśpieniu psa, gdyby drugą łapkę też trzeba było amputować. Gdyby ktoś doradził im, jak usprawnić takiemu pieskowi bez łapek życie (proteza? wózek?), to na pewno podjęliby to wyzwanie. Bardzo, bardzo proszę o pomoc, bo losy pieska będą się ważyć w tym tygodniu!!!
-
Ależ jest, jest, bardzo stróżującym, groźnym i złym. :diabloti:
-
Nic z tego, moje mościapanny, bo piszę teraz z drugiego komputera, pierwszy jest w naprawie i wprawdzie przegrałam zdjęcia, ale nie mogę się tu w nich połapać. Tosia jest...hmmm....wysokości mojej foksterierki, a jest to wyjątkowo długonożna foksica :p . Poza tym na wakacjach w lesie obie wariowały jak dzikie dziki, biegając po działce, przeciągając zabawkę z plecionego sznura, "walcząc" i przewalając się po ziemi z grrroźnym charkotem i udając bardzo niebezpieczne psy stróżujące, zwłaszcza Tośka, która słysząc obce głosy cała się jeżyła i aż podskakiwała z oburzenia, "gardłując" wniebogłosy :evil_lol: .
-
Poznań-jamnikowata wielkoucha Sonia...BRAWO, SAKSANA!!! :-)))
MonikaP replied to MonikaP's topic in Już w nowym domu
Gosiu, dotąd miałam nadzieję, że ludzie, którzy już, już po nią jechali, jednak się w schronisku pojawią, jednak jak na razie...cisza... Dlatego jeśli możesz, będę wdzięczna za umieszczenie Soni jeszcze raz na allegro, a jeszcze lepiej byłoby, gdybyś mi wytłumaczyła, na jakiej zasadzie robią to fundacje i wtedy mogłabym to robić sama, nie zajmując Ci czasu ;-). -
Poznań-jamnikowata wielkoucha Sonia...BRAWO, SAKSANA!!! :-)))
MonikaP replied to MonikaP's topic in Już w nowym domu
Gosiu-supergogo, w środę powinny się rozstrzygnąć losy Sonii. Ja jutro wyjeżdżam, ale mam nadzieję, że dostanę wiadomość od osób zainteresowanych adopcją i i będę mogła przekazać ją Goni - oby to była TA wiadomość! -
[quote name='Ela_and_Krzys']Monika, ale dawałaś jej to jako dodatek do jedzenia czy pokarm sam w sobie? Jakbysmy chcieli Fuksia tym karmić to wychodzi jakies 6 saszetek dziennie po 7 zl sztuka - zbankrutujemy! Pytalam zreszta o to wetow, powiedzieli ze jak je inne rzeczy i ma apetyt to nie ma sensu, ze oni to daja psom po operacjach ktore wcale nie jedza. A mieso jest podobno bardziej pelnowartosciowe od wszelkich dodatkow (Fuks je dziennie ok. 0.5 kg miesa lub wiecej + Royala). Ale moze faktycznie dodawac mu po jednej saszetce do normalnego jedzenia?[/quote] Na początku dawałam głównie te saszetki, bo miała zrujnowane jelitka. Potem - jedną saszetkę dziennie, a poza tym suchą karmę. Z tym, że czasem dostawała to "mleczko" jako samodzielną "przekąskę", a czasem zalewałam jej tym chrupki. To jest nie tylko dla psów po operacjach, które wcale nie jedzą, ale także dla takich wychudzonych-wyniszczonych, bo w małej ilości tej odżywki jest b.duża zawartość składników odżywczych i kalorii.
-
Przepraszam, nie mogę teraz przeczytać całego wątku i może ktoś już to proponował, ale na moją "nosówkową" Tosię świetnie tucząco działały saszetki Waltham Convalescence Support - do rozrabiania z wodą. Można to podawać do pojadania-popijania, bo ma formę gęstego mleczka, a można też zalewać tym suchą karmę.
-
No to jeszcze parę zdjęć psio-psich :loveu:
-
W których schroniskach praktykuje sie spacery a w ktorych nie?
MonikaP replied to Franca81's topic in Schroniska
[quote name='Chenti']Myślę,że przesadą jest odpowiedzieć chętnemu wolontariuszowi ,że może wyprowadzić wszystkie 400 psów a jak nie, to żadnego.(przypadek poznańskiego). [/quote] Nie zaprzeczam, Ewo, niestety nie zaprzeczam, bo odczuwam to na własnej skórze... -
No właśnie za socjalizację muszę się zabrać, byle tylko te upały minęły, bo nie jestem w stanie wychodzić z domu :-(. Z drugiej strony Tośka w jakiejś wielkiej izolacji chowana nie jest, bo ma psie towarzystwo Gruszki, dużo przebywa w ogrodzie, widzi ludzi i psy za płotem. Gruszka nie wychodziła z mieszkania przez pierwsze trzy miesiące (mieszkaliśmy w okolicy, gdzie było dużo włóczących się psów i wet odradzał wychodzenie z nią, dopóki nie będzie miała całej serii szczepień) i nie było potem problemów z socjalizacją. No, i muszę zacząć Tosieńkę wychowywać, bo to żywioł straszny jest :evil_lol: .
-
Tośka "dobija" do 4 miesięcy :-). Jedziemy na działkę, są tam teraz nasi "krewni i znajomi" i na razie nikt ich jeszcze nie wyganiał, więc mam nadzieję, że i nam się uda trochę tam pobyć ;-).
-
Chciałam powiedzieć, że nasze plany wakacyjne się zmieniły i zamiast w sierpniu w góry, jedziemy w przyszłym tygodniu do lasu na Kaszuby :-). Z dwoma psami :cool3: . I tam bez obaw o zbytnie przeciążenie stawów będzie sobie Tosia mogła szaleć do woli :lol: . Za to dziś wieczorem pierwszy raz wyszła na smyczy poza płot - szła baaardzo ostrożnie, ze stulonymi uszkami, nawet musiałam ją wziąć na ręce, bo się przestraszyła obcego psa w innym ogrodzie (kurcze, to chyba trochę niepedagogicznie było...)...Przeszłyśmy tak może z 200 metrów, a gdy zawróciłam, Tosia z wielką radością pomaszerowała do domu. Tak, tak...musimy zacząć panienkę cywilizować...:cool3: :evil_lol: I wiecie, jak tak na nią patrzę i przypominam sobie, jak 2 miesiące temu wniosłam do kuchni mieszczący się w dwóch dłoniach malutki szkielecik i pokazałam mojemu mężowi...a teraz leży za moim fotelem 9-kilowa Tośka...to...hmmm...
-
Hm, widzę, że nikt się nie zainteresował tym, co napisałam... Przeczytałam dokładnie cały wątek i widzę, że Koszi dostała dexafort na początku leczenia. Nie chcę się wtrącać, ale czy to nie jest troszkę bez sensu? Skoro dexafort - który nie jest antybiotykiem, tylko sterydem - działa immunosupresyjnie, czyli obniża odporność, to po co go dawać na początku leczenia, gdy tę odporność jednocześnie próbuje się pobudzić innymi środkami?
-
Słuchajcie, nie wiem, czy to gdzieś w wątku zostało napisane...tzn. widziałam, że ktoś cytował moją wypowiedź o leczeniu sterydami... Jeśli Koszi ma już postać nerwową nosówki, to dawanie jej "kopa" lekami podwyższającymi odporność, może tę postać nerwową jeszcze pogłębić. Wet, który leczył Tosię twierdzi,że obecnie uważa się postać nerwową nosówki za reakcję autoimmunologiczną, czyli układ odpornościowy obraca się przeciwko własnemu gospodarzowi i niszczy - w tym wypadku- nerwy. Więc leczenie w postaci nerwowej powinno raczej polegać na wyciszeniu układu odpornościowego, a nie na dodatkowym pobudzeniu. W czasie, gdy są typowe objawy nosówki (nos, oczy, płuca, jelita) odporność trzeba pobudzać, ale potem wyczuć moment, gdy organizm zacznie się regenerować --> nie będzie już objawów infekcji i wtedy zacząć tę odporność ostrożnie obniżać - właśnie sterydami. Boję się, że podając Koszi interferon czy baypanum, możecie właśnie "rozhuśtać" układ immunologiczny, co pogłębi objawy nerwowe. Chyba, że u niej wszystkie postaci nosówki występują na raz i wtedy sprawa jest zapewne jeszcze trudniejsza :-(.
-
W których schroniskach praktykuje sie spacery a w ktorych nie?
MonikaP replied to Franca81's topic in Schroniska
11-latki chodziły z psami? I kierownictwo schroniska na to pozwalało? No, to chyba jednak przesada... i z punktu widzenia bezpieczeństwa dzieci, i psów... [quote name='Taura']Swarzędz - byłam 3 lata temu jako 11-letnia dziewczynka. Bez żadnego problemu wyprowadzałyśmy zwierzaki z kolezanka. Szczególnie te starsze, ale te młodsze takze chodziły do pobliskiego parku. Obsługa miła itp. itd. ;) Uszczypneła mnie tylko raz taka mała kundliczka Perełka która uciekła ze swojego kojca. Wtedy się zraziłam i wiecej nie przyszłam. No a teraz czasu mi brakuje. :-( Chcicłabym zobaczyć co u Perełki słychac ;) Pozdrawiam Swarzędz.[/quote] -
No baaardzo ciekawe, jak to wszyscy wiedzieliście, skoro ja o tym sama nie wiedziałam :cool3: . Poza tym gdyby zgłosił się ktoś rzeczywiście poważny, to na pewno bym Tosię wyadoptowała - wtedy...bo teraz to już raczej nie....:oops: ... Jednak jeżeli jeszcze niedawno dostawałam entuzjastyczne maile,że ktoś już-teraz-zaraz ją chce, a gdy pisałam o jej chorobie i ew. możliwości późniejszych powikłań, to już nie było odzewu, to...o czym tu mówić...
-
Ttttakkk jjjesssttt, ppproszszszę Ppppani, łłłączczą...:smhair2:
-
Łomatko, aż mi się komputer zawiesił, jak przeczytałam o tych bliższych relacjach :oops: :diabloti: :evil_lol: . Wcale nie, wcale nie, Ty tylko zasiałaś ziarno wątpliwości, a ja sama potem stwierdziłam,że mojej Tosieńki zatatuować nie dam! No. A jak będziesz niegrzeczna, to Tośka Cię oczywiście zje. Zje Cię ta moja wypasiona Tosieńka :loveu: .
-
A, to bardzo proste - wystarczy, że zaadoptujesz Rodzynkę :loveu: . Czy wspomniałam, że mam jeszcze męża i dwójkę dzieci? To tak, żeby uzupełnić stan mojej domowej menażerii :p .
-
Hmm....:hmmmm: ...No więc.... Gruszka i Tosia to psy.... A Myszak, Groszek, Mysia i Pysia to koty... I trzy papugi nimfy, ale to szczegół... I jedna malutka kicia Rodzynka, która została z czwórki maluszków podrzuconych do schroniska, a której będę niedługo szukała domu... No, to wszystko :loveu: .