Jump to content
Dogomania

MonikaP

Members
  • Posts

    3601
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by MonikaP

  1. Aha, i starać się być jak najbardziej "normalnym" - bez zbędnych słów, bez mówienia o prawach zwierząt, rasowy = rodowodowy, domy tymczasowe, umowy adopcyjne i tym podobne - to musi zostać (przynajmniej do czasu, gdy wybadacie, na czym tam stoicie) poza bramą schroniska. Internet niektórym w ogóle nie jest znany, nie bywają na forach internetowych, więc nie muszą wiedzieć, że domów dla psów szuka się na przykład na Dogomanii. Co więcej, taka wiedza wcale nie jest im (z punktu widzenia wolontariusza) potrzebna, chyba, że znajdzie się tam ktoś, komu można zaufać. I dać się poznać " z konkretów" - jeśli potrzebna jest karma, robić regularnie zbiórki w szkołach, szukać sponsorów itd. Jeśli uda się znaleźc jakiemuś psu dom, to przyjść z adoptującym tak, żeby wszyscy widzieli, że to dzięki pośrednictwu wolontariusza pies idzie do domu, ale żeby nie czuli się gorsi - czyli [B]uśmiech na twarzy[/B]. Po jakimś czasie (dopóki pamiętają tego psa), przynieść zdjęcia z nowego domu, pokazać, opowiadać, że jest fajnie, że nowi właściciele tacy zadowoleni, że już inni też pytali o psy w schronisku - i takie tam ;-). Że nowi właściciele prosili,żeby zdjęcie pieska powiesić gdzieś w schronisku na widocznym miejscu, aby wszyscy widzieli,że ma u nich dobrze, bo oni się tak cieszą, że udało im się przygarnąć takiego wspaniałego psa i że dziękują za ciężką pracę wszystkim w schronisku.... [B]Schronisko musi mieć pewność, że chcecie z nim WSPÓŁPRACOWAĆ, a nie robić coś przeciwko niemu.[/B]
  2. Piszę to z autopsji. Jeśli pójdziecie tam "z buzią", tupetem, pretensjami i checią "węszenia" na każdym kroku jakichś krętactw, to ani nie pomożecie zwierzakom, ani nie zdobędziecie zaufania kierownika tego schroniska - a to jest [B]podstawa[/B]. Niech ktoś tam pójdzie (ale wiedząc, że może to robić regularnie i na przykład raz czy dwa razy w tygodniu się tam pojawiać, a nie - z doskoku i - ważne - powinna być to osoba zdecydowanie pełnoletnia, potrafiąca trzymać nerwy na wodzy, czyli jak płakać, to dopiero w domu) i powie na przykład, że ten artykuł bardzo go poruszył, bo pieski są piękne i wyobraża sobie, jak ciężko musi być pracownikom z myślą o tym, że one nie mają wielkich szans na dom, bo ludzie są bez serca i nie chcą do schroniska przychodzić. I czy można by zrobić kilka zdjęć pieskom, bo np. znajomi myślą o adopcji, a boją się przyjść do schroniska (albo myślą, ze tam są same brzydkie psy), więc jak zobaczą zdjęcia, to może się przekonają.. A potem można podsunąć myśl o tym, że fajnie by było w jakiejś gazecie zamieszczać zdjęcia psów i kotów z tego schroniska , albo że mozna by zrobić galerię psów na stronie schroniska. To, że oni przy pierwszym kontakcie mówią, że pomoc nie jest potrzebna, to zupełnie normalne. Trudno się przecież przyznać, że nie daje się sobie z czymś rady. Osoba, która będzie tam przychodzić, musi sobie wytworzyć jak najlepsze kontakty ze zwykłymi pracownikami. Wbrew pozorom wielu z nich na pewno kocha zwierzaki, tyle, że rutyna robi swoje, a poza tym oni wytwarzają w sobie takie bariery ochronne, żeby nie zwariować. A ich stosunek do ludzi przychodzących do schroniska często wynika z tego,że na co dzień widzą tyle psiego i kociego nieszczęścia spowodowanego przez ludzi, że nie mogą na nich patrzeć. Więc nawet jesli patrzą na tego wolontariusza jak na wariata, to uśmiechać się i mówić [B]każdemu [/B]bardzo ładnie "dzień dobry". A jak się już przyzwyczają do obecności kogoś z zewnątrz, to zagadywać przyjaźnie - o pieski chociażby. I nie pytać, czy coś jest potrzebne, tylko któregoś dnia przywieźć jakąś zaczętą paczkę karmy i powiedzieć ot, od niechcenia, że pies w domu nie bardzo chce to jeść, to może tu by się przydała - wyjąć z niej garść chrupek i zaprzyjaźnić się z psami, częstując je - żeby widzieli, że one to lubią. Jeśli mają tam koty, to przywieźć jakąś kocią budkę - bo ktoś miał, nie potrzebował - ot, tak, przy okazji, żeby się nie nazywało, że schronisko jest biedne i tego potrzebuje. Jeśli jest tam wet, to nie lecieć do niego z pretensjami o to, ze zwierzaki chorują itp., tylko zagadać od czasu do czasu. Poprosić o radę w sprawie (jakiejś banalnej) swojego zwierzaka - żeby poczuł się autorytetem. Uśmiechać się, uśmiechać się, uśmiechać się. Wszystko jest świetnie, w schronisku pracują sami wspaniali ludzie, tylko świat jest zły.
  3. Ja w to nie wierzę. Tzn. nie wierzę w to,żeby kierownik tego schroniska ot tak, z zimną krwią powiedział publicznie,że zamierza łamać prawo i usypiać zdrowe psy. Zresztą takiej jego wypowiedzi nie ma. Uważam, że jest to szukanie sensacji - bo takie "skandale" są teraz w modzie w mediach. A już zdjęcie psa, który "za chwilę umrze" to dla mnie granie na emocjach.
  4. Nie chodzi mi o to,że jest to z palca wyssane, tylko,że czasem ktoś powie "Mamy za dużo psów i żeby nie było przepełnienia, musielibyśmy zacząć je usypiać" czy coś w tym rodzaju. A dziennikarze robią z tego "zaczynamy usypiać psy". Może kierownikowi tego schroniska wydaje się,że w ten sposób zachęci ludzi do adopcji :roll: ...
  5. Może komuś udałoby się zeskanować ten artykuł i tu wkleić? Poza tym na to, co piszą w gazetach, a tym bardziej w "Fakcie", patrzyłabym z pewnym dystansem. Tak naprawdę nie wiadomo, co powiedziano dziennikarzom w schronisku, a jak oni to zinterpretowali i ubarwili. To są być może moje pobożne życzenia, ale zdążyłam już zauważyć, co dziennikarze potrafią zrobić z cudzych wypowiedzi.
  6. Dziś byłam z wizytą u Honey :-). Nasza staruszka ma się nieźle, widać, że jej tam dobrze - wyleguje się w słońcu na trawce, chodzi na spacery - ze swoją Panią albo z dziewczynkami z sąsiedztwa, które pomagają w opiece nad sunią (czeszą, zabierają od czasu do czasu na spacer, czyszczą uszka). Niestety Honey cały czas walczy z paskudną infekcją uszu - cierpliwie znosi codzienne zakraplanie i chyba wszystko jest już na dobrej drodze, jednak biedaczka ma przez tę chorobę bardzo słaby słuch (i wiek też pewnie robi swoje...). Dodatkowo sunia zbiera na spacerach różne śmieci i zjada je, wczoraj się przez to pochorowała, więc dziś był podwójny powód do odwiedzenia lekarza w Poznaniu - poza kontrolą uszu. Honey mieszka teraz pod Poznaniem, więc zawiozłam ją i jej Panią do weta, a potem z powrotem do domu. Ponieważ była to chyba druga albo trzecia wizyta, Honey dobrze wiedziała, gdzie się znajduje, gdy wysiadła z samochodu i zdecydowanie odmówiła wejścia do gabinetu :diabloti: . A potem przezornie trzymała się jak najbliżej drzwi, żeby w żadnym wypadku nie przebywać tam dłużej, niż to konieczne :evil_lol: . Poza tym była bardzo grzeczna, ze stoickim spokojem zniosła zastrzyki i badanie . A to Honey w ogródku :-) ...uszka troszkę tłuste od maści i kropelek, ale i tak jest śliczna :-) [B][img]http://upload.miau.pl/2/2803.jpg[/img][/B]
  7. [quote name='alishia2712']Ja nie mam slow co do tej sprawy.Przeczytalam wszystkie stronki web na temat Ozziego.Uwazam,ze trzeba dzialac i to jak najszybciej poki nikt nie stracil ochoty zrobic wszystko by ukarac te Agnieszke... Z checia bym sie przylaczyla do tego wszystkiego i jak narazie przylaczam sie duchowo i dodam link do stronek o biednym piesku na swoj photoblog,opowiem przyjaciolom itp... Ale jak narazie w Poznaniu sie nie mowi o tej sprawie...i nie dziala...A chciala bym..[/quote] Jak to się nie działa? [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=30629[/URL]
  8. Muszę powiedzieć, że Sonia mnie martwi....Jest od tych paru miesięcy w boksie z jeszcze dwoma czy trzema psami i jak to w stadzie, gdy jeden zacznie szczekać, cała reszta robi to samo....Przez to Sonia wydaje się być niezbyt miłym "jazgaczem", a wiem,że w rzeczywistości jest kochaną sunią.... Był ktoś, kto poważnie się nią interesował, ale podejrzewam,że gdy został przez nią obszczekany od góry do dołu, po prostu się wystraszył i zrezygnował :-(. Gdy się do niej zagada, momentalnie robi się przylepna, ale co z tego, skoro zaraz przybiegają pozostałe i zaczyna się ujadanie, a Sonia zapomina, że przed chwilą się wdzięczyła przez kraty...
  9. Dziewczyny, bardzo uważajcie na telefony...bo niewidomą labkę też można rozmnożyć...ona do tego oczu nie potrzebuje :-(...
  10. Podnoszę biedne maleństwo! Napiszę o niej na forum schroniska poznańskiego - mogę? Tam zagląda sporo osób...
  11. Tośka ma się dobrze, nawet bardzo dobrze :-). Chodzi na spacery, rozrabia, bryka jak cielątko i trudno ją zmęczyć :evil_lol: . Uczymy się chodzenia przy nodze (albo choćby spokojnego chodzenia na smyczy - może tak powinnam to ująć :lol: ), ale łatwe to nie jest, bo świat jest zbyt ciekawy, Tosia kipiąca energią, a smakołyki owszem, trzymają ją przy mnie (i są nieocenione w nauce przychodzenia na zawołanie), ale sprawiają, że Tośka idzie na dwóch łapach, wiedząc, że mam coś w ręku albo w kieszeni :evil_lol: . Zadziwia mnie jej ogromny apetyt - no z jednej strony wiem, że rośnie, ale z drugiej....:lol: nigdy nie ma złej pory na jedzenie - Tosia zjada swoją karmę, jeśli jej się uda, zjada to, co dostaje Gruszka, a jak zapomnę zamknąć drzwi od kuchni, gdy jedzą koty, to strąca z parapetu ich miseczki i zjada także kocie chrupki. Plus w radosny amok wprawia ją widok czegokolwiek jadalnego w naszych rękach :crazyeye: . Postaram się znaleźć jakieś ładniejsze zdjęcia, niestety wciąż mam problemy z komputerem, a poza tym chyba nam część zdjęć z wakacji gdzieś przepadła w przestrzeni komputerowej :placz: .
  12. Mosii, czytałam, chociaż nie pisałam... Trzymaj się ciepło...Czasem pozwolić odejść to największy dowód miłości...
  13. Świetna robota, Joanno :-). Mam tylko prośbę - jeśli możesz, zmień w danych schroniska poznańskiego - ul. Bukowska 266.
  14. Gosiu, " w ogólnym zarysie" wiem, co zarzuca się Anastazji, ale po prostu nie mam siły na czytanie o czyjejś głupocie. Nie jest ona pierwszą i ostatnią osobą, która nie powinna mieć w domu żadnego zwierzaka i miałam już z takimi do czynienia.
  15. Czy to samo powiesz o właścicielach Sznapcia? Zrozum, czasem takie sytuacje ludzi przerastają. Ja sama wzięłabym zapewne na siebie opiekę nad takim psem, ale nie każdy potrafi, nie każdy jest gotów. Tess odeszła i tego się nie cofnie.
  16. SuperGosiu, nie zamierzam nawet zaglądać do innych watków Anastazji. Nie chcę się denerwować, bo ostatnio powodów do tego mam dość. Każdy pies może się zerwać ze smyczy. Każdy może wybiec przez niedomkniętą furtkę prosto pod koła samochodu. Nie czas teraz na roztrząsanie, czy Tess należało uśpić, czy też miała leżeć przez 5 lat na betonowej podłodze w schronisku i robić pod siebie, aż uda się jej znaleźć dom.
  17. [quote name='ulvhedinn']Ja coś jeszcze dodam, chociaż chciałam już nic nie mówić... Anastoki w tym wątku napisała, że pies miał uszkodzony odcinek szyjny, co jest nieprawdą- miał złamanie w części lędźwiowej... co oznacza, że mógł żyć- być może na wózku- tak jak Oskar, Czaruś, Aksa... No cóż...:-( Myślę, że to akurat wynikało z przejęzyczenia. Tess mogła żyć na wózku, jednak nie mieszkając w malutkim mieszkaniu na 3 piętrze niemal w centrum miasta, z osobą, która ma cały dzień pod opieką małe dziecko i nie ma możliwości rzucać wszystkiego i nosić ciężkiego psa po kilka razy dziennie, rehabilitować go, zmieniać mu pieluchy i opiekować się nim przez następnych 10 lat jak niemowlęciem. Nie każdy jest w stanie podporządkować całe swoje życie kalekiemu psu i naprawdę nie potępiajmy zbyt szybko. A zostawienie Tess w takim stanie, w jakim była, w schronisku i szukanie jej domu byłoby wyjątkowym okrucieństwem.
  18. Bardzo mi przykro z powodu śmierci Tess. Wczoraj ją widziałam, patrzyłam w jej oczy, głaskałam ją. Widziałam, jak przerażona patrzy na swój bezwładny tył, jak nie może zrozumieć, dlaczego nie jest w stanie kontrolować oddawania moczu, który wyciekał z niej na podłogę. Widziałam zdjęcie jej biednego kręgosłupa. Widziałam też Anastazję, która płakała i nie były to łzy udawane. Widziałam jej synka, który również z płaczem i strachem patrzył na Tess, próbującą na ich widok wstać i podejść do krat. Przypadek Tess był konsultowany z kilkoma wetami, a lekarka, która się nią w schronisku zajęła, ma ogromne serce dla zwierząt, jednak jest jedna i nie ma możliwości być przy każdym potrzebującym zwierzaku non stop. Niestety stan suni i położenie Anastazji wskazywały jasno na to, że pozostawienie Tess przy życiu (bez operacji czy z nią, bo były spore wątpliwości, czy się powiedzie) będzie oznaczało dla niej głównie cierpienie, bo nie będzie otoczona należytą opieką, także z przyczyn od właścicieli niezależnych. Dlatego proszę, rozgraniczcie dwie sprawy - okoliczności śmierci suni i "działalność" Anastazji jako "kolekcjonerki" psów. Niestety miłość nie zawsze jest mądra, ale nie wolno negować czyjegoś prawa do odczuwania bólu, nawet jeśli tą miłością czasem więcej szkodził.
  19. Łapka niestety jest martwa, trzeba ją usunąć. Jutro rano opiekunowie Sznapiego przytulą go po raz ostatni. Uszanujmy tę decyzję. Proszę, nie piszcie, co by było gdyby. Oni czytają Dogomanię, a ja nie chcę, żeby czyjeś komentarze były dla nich dodatkowym powodem do łez.
  20. [quote name='xxxx52']diagnozy jednego weterynarza.Najwarzniejsza jest konsultacja z kilkoma specjalistami od kosci-psow.Prosze zasiegnac innych opinii.Moze inny dobry sp.kosci uratuje chociaz jedna lapke.Amputowac i uspic zawsze mozna,nalezy zawsze probowac ratowac!O wozku dla pieska nie posiadajacego przednich lapek nie slyszalam.O wozku,dla sparalizowanych pieskow,butow ortopedycznyc dla nozek krotszych,koslawych czy czesciowo obcietych slyszalam i widzialam u polskich pieskow.Ale postaram sie dowiedziec.Dziekuje p.Monice ,ze robi wszystko ,zeby ratowac takie sierotki,niestety sa schroniska gdzie z powodu malej deformacji jednej tylko lapki uspili (6 m-cznego szczeniaka).To jest tragiczne,bulwersujace[/quote] Niestety to nie takie proste. Piesek jest w bardzo złym stanie. Ta druga łapka właściwie miała być amputowana od razu razem z pierwszą, ale lekarka postanowiła ją ratować. Jednak wciąż nie ma w niej czucia, jest cała pogruchotana. Pies jest słabiutki, na środkach przeciwbólowych. To nie lekarka doradza uśpienie, twierdząc wręcz, że na to zawsze znajdzie się czas, a dopóki można, trzeba myśleć o ratowaniu psa - z łapkami czy bez. To jego właściciele, zrozpaczeni wizją pieska, który zawsze był bardzo wesoły i ruchliwy, a teraz mialby wieść życie "roślinki" przenoszonej z miejsca na miejsce. I ja się im nie dziwię, rozumiem ich. Jeżeli podejmą taką decyzję, uszanuję ją i nie będę mieć do nich żadnych pretensji. Wiem, jak to przeżywają i w jakiej są rozpaczy. A na razie staram się im wszelkimi sposobami pomóc.
  21. [quote=Ra'idah]a jesli nie producenci to moze sam wlasciciel? ten 1 wózek nie wyglada na zbyt skomplikowany, wystraczy troche zlotej raczki i serca kochajacego wlasciciela :) jeszcze nie widomo jakie beda koszty takie wozka jest on w koncu robione na specjalnie zamowienie, bo na przednie lapki nie mniej jednak caly czas trzymam kciuki za biednego psiaka, i niech wszytko pojdzie pomyslnie[/quote] Myślę, że prostota tego wózka to tylko pozory. On musi być odpowiednio wyważony, dopasowany do wagi psa itd. Weszłam na tę stronę i moim zdaniem nie wygląda to wcale tak prosto.
  22. [quote name='Mefimej']Ale powyższe zdjęcia pokazują, że robi się też wózki dla psów z niesprawnymi przednimi łapami. Zwłaszcza wózek z pierwszego zdjęcia nie wydaje się jakiś skomplikowany, więc gdyby wysłać zdjęcie do producentów, że o coś takiego chodzi, to myślę, że któryś by się podjął tego zadania.[/quote] Tak, właśnie wysłałam panu Piotrowi (właściciel Sznapiego) link do tej strony.
  23. Właściciele Sznapiego napisali już do producentów wózków i dostali odpowiedzi, że takie wózki robi się tylko dla psów z niesprawnymi (lub po amputacji) tylnymi łapami.
  24. [quote=Ra'idah]musialby pchac tylnymi ale lepszy taki wozek niz nic, bez przednich lap (albo chociazby podpurki) a uniemozliwione poruszanie[/quote] No ale przecież tylnymi łapami pies nie może pchać i nie ma kontroli nad swoim ruchem.
  25. Tylko czy to jest w ogóle możliwe fizycznie? Bo nie mając tylnych łap, pies ciągnie całe ciało przednimi, a wózeczek mu pomaga, bo zmniejsza ciężar. A co, gdy nie ma przednich? Musiałby skakać bez możliwości zahamowania, bo z przodu miałby kółka :-(
×
×
  • Create New...