-
Posts
811 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by azzie5
-
kciuki się przydały, bo z ulgą mogę powiedzieć ufff, już PO! :D Tak się stęskniłam za moją kruszynką przez te parę godzin...teraz leży sobie na wersalce i dochodzi powoli do siebie ze spuszczonymi w dół uszkami i śpiącym wzrokiem....to był dla nas ciężki dzień. :) Za to udało mi się spotkać z Flaire i bardzo się z tego cieszę. :P :P Jeszcze raz dzięki Ci Flaire za tą sterylkę. :D :buzi: Już po zabiegu okazało się też, że Szara była tuż przed cieczką, więc ten termin udał nam się akuratnie, na szczęście. A teraz dołączę do Szarej i poodpoczywamy sobie wspólnie. :wink:
-
nadszedł w końcu ten dzień....Szara dzięki wspaniałej Flaire poszła dzisiaj z rana bezpłatnie pod nóż. :P :D Nie ukrywam, że się boję..... (zabieg trwa). Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze, brr.... :roll: I przez moje roztrzepaństwo rozładowała mi się komóra, przez co nie poznałam Flaire i misiowego szczeńka, ale mam nadzieję, że jeszcze dzisiaj to nadrobimy. :D :P Poznałam za to warszawską klinikę i p. weta Kurskiego i powiem Wam, że nigdy nie byłam w takiej dużej, rozbudowanej lecznicy, jednak to zupełnie co innego, niż te swojskie, milanowskie, ciasne klitki, a warunki miała Szara prawie królewskie. :wink: P. Kurski troskliwie się nią zaopiekował, zbadał, zważył (22kg. :P ) i nawet tak bardzo się nie bała-wystarczy, że ja się bałam za nas obie.... Pan Kurski powiedział , że spróbuje się też zająć zniszczonymi ząbkami Szarej :) (wbrew opinii milanowskiego weta stwierdził, że nie jest to efekt nosówki, a to zniszczenie takie trochę dziwne jest-podlegają mu tylko zęby górnej szczęki, a dolna jest bez żadnych skaz). Zostawiłam ja tam samą.... :( Odbieramy Szarą pewnie gdzieś tak o 17,00, to jeszcze parę godzin, a ja bym chciała, żeby już tu była, no nic, jak wróci, to Wam powiem, jak się czuje. brr....
-
dzisiaj na spacerze wstąpiłam z Szarą do pracy mojej mamy, tam prawie zawsze nikogo oprócz niej nie ma. :) Na początku była spięta i nieswoja, nie chciała wejść do środka, przeniosłam ją przez próg i się trzęsła, ale już po chwili poczuła się bardziej swojsko w tym miejscu. Mama dała jej do schapania serek dla dodania pewności siebie, suńka przewąchała kąty, po czym wskoczyła mamie na biórko i na okno, hehe.... :D Miałyśmy też od razu podwózkę do domu, napewno jeszcze tam wrócimy. 8)
-
Wiecie, co przed chwilą zrobiła?! :o Wyszłam z Szarcem na spacer i już po chwili zobaczyłam, że na wprost nas idzie luzem ON, a za nim dwoje ludzi. Już myślałam, że nie przejdziemy, stanęłam a ON podbiegł do nas truchcikiem w przyjaznych zamiarach. I wtedy zupełnie niespodziewanie Szara wystartowała do niego z bojowo najeżoną sierścią, domośnym wrrr i jej śmiesznym, burkowym szczekiem. :o ON zupełnie zdezorientoewany (nie mniej niż ja) odskoczył ze stulonymi uszami i ominął nas łukiem. :o Do tej pory jestem w szoku! A ON wkrótce zniknął, a Szara już po chwili stała się dawną, drżącą przed wszystkim sunieczką. A przyczyną wszystkiego musiały być Agro i Aza, które niespełna 2 metry dalej, za siatką ujadały i dodawały jej odwagi. :wink: Jejku, ostatnio słyszałam jej warczenie jeszcze wtedy, gdy siedziała na wybiegu dla kotów ze szczeniakami i nagle zbliżył się do nich kot, wtedy go pogoniła w obronie dzieci. (bo teraz są z młodszym kotem przyjaciółmi, a starszy-Bonifacy nie ma wogóle zamiaru się z nią zadawać :lol: .) p.s. Ostatnio zauważyłam, że sunia prawie zawsze śpi razem z Agrem w jednej budzie. :D
-
a teraz rozklekotał mi się aparat i nie będzie już zdjęć z nowego roku, a to były też zdjęcia ze mną z psami w domu.... No i cóż, przydałoby się zrobić nowe, ale jeszcze nie mam czym. :lol: :roll: Flaire, namawiam mamę, żebyśmy zebrały się wcześniej, może w połowie lutego się uda, ale to też nie napewno, bo teraz jeszcze samochód się popsuł i nie wiem, czy będziemy miały czym dojechać, oby się udało.
-
Delfinka odeszła za TM ... nie tak to miało być ...
azzie5 replied to MałGośka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
teraz widzę, ciekawe robi miny ślicznota, na każdym zdjęciu inną :wink: -
Delfinka odeszła za TM ... nie tak to miało być ...
azzie5 replied to MałGośka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
ja też nie -
sprzeczki, jak chyba wszędzie, i u nas się zdarzają, bo każdy jest trochę zazrosny o resztę, chce być tym jedynym i naj :wink: Pewnie o jedzenie też by się kłócili, ale nie daję im takiej możliwości, bo każdy ma swoje miejsce przed lub w budzie, którego tuż przed podaniem jedzenia nie wolno mu opuszczać póki nie postawię przed nim miski, więc wtedy jest spokój. Wcześniej zdarzało się, że Agro kłócił się z Azą, ale odkąd przyszła Szara, prawie zupełnie to ustało. Na początku Agro był dla Szarej niedotykalski, ale teraz można powiedzieć, że owinęła go sobie wokół palca. :wink: Gdy do niego podchodzi w celu zabawy, a on zaczyna ostro szczekać, broniąc patyczka, Szara nic sobie z tego nie robi, płaszczy się wokół niego przy ziemi na brzuchu, ale śmieje się szeroko i wywija na boki ogonkiem. :D Agro się deprymuje 'no idź już sobie!' i szczeka coraz bardziej, warczy, a Szara nic, tylko 'a może jednak się pobawimy?' Już dawno go przejrzała, spryciara, wie, że tak naprawdę nie skrzywdziłby muchy, ale lubi sobie pohałasować... Po czym zjawia się Aza, przywódczyni stada 'wrr, co wy tu robicie? spokój!' I rozstawia ich po kątach. Tak najczęściej wyglądają te kłótnie. Aza w żadnych takich podobnych nie bierze udziału, ale też bywa zazdrosna o Szarą, Szara o Azę, a Agro o każdego, kto jest głaskany, kiedy on nie jest....czyli normalna psia rodzina. :)
-
nie mogłam odpisać, bo nadal coś się psuje... :-? A następne zdjęcia, jak aparat dotrwa będą m. in. z psiego sylwestra ( ale na picie szampana tylko Aza się skusiła :lol: ) i okaże się, z czego jeszcze, bo film dopiero powstaje. 8) No i cóż tam u nas? Zagłębiamy się na poszczególnych spacerach coraz dalej w miasto, bo cywilizacja nam już nie taka straszna, jak dawniej, żeby tylko jeszcze nic nie szczekało po drodze... Uczę Szarą chodzić przy nodze w tych szelkach mimo że gdzieś słyszałam, że to się powinno robić w obroży, ale to się u mnie nie sprawdzi, ostatnio np. na spacerze jak mijana przez nas osoba przypadkiem się potknęła, to Szara chcąc uciekać mało mi ręki nie wyrwała i szelki uratowały sprawę, tylko facet oczy wybałuszył. Od niedawna umiemy warować, a przychodzenie zamieniło się w elegancką komendę 'do mnie', teraz też powoli zapoznajemy się z komendą 'noga'. Po cichutku planuję też w jakiejś przyszłości zabierać ją na plac szkoleniowy, tzn. nie w celu szkolenia, ale by się troszkę oswoiła ogólnie z widokiem i zachowaniami psów, będziemy poprostu sobie gdzieś tam siedzieć na szarym końcu placu i przyzwyczajać się to tego szczekania, latania psów itd. Ale to jeszcze nieprędko, fajnie będzie. :)
-
no to urodzony aligitowiec! :wink:
-
robiłam wyliczenia i sądzę, że jeszcze nie powinna. Ona wogóle jest już do ludzi spokojniejsza, jak idziemy na spacerku i mijamy jednego-dwóch ludzi, i o ile się nie odzywają i spokojnie idą to Szara potrafi przejść obok nich tak, jakby była zwykłą sunią bez przejść. Ale jak mijanych ludków jest więcej to koniec, nie pójdzie i idziemy na drugą stronę ulicy. Tylko wciąż nie może się przekonać do taty, na sam jego widok ucieka na drugą stronę podwórka, widać że boi się mężczyzn, ale tata nie ma o to do niej żadnych pretensji, a jak ktoś jest mniej więcej mojej postury, to jest prawie przyjazna. :) Myślę więc, że damy radę przyjechać do wawy w marcu, bo moją mamę z dozą lekkiej nieufnności już zaakceptowała. :D
-
Na mojego piecha mówię Agro, Agruś, a także Gro i Grusio, :D na jedną sukę Aza, Azunia, jak się zdenerwuję to Azor i Paskuda :wink: poza tym mówię też Za -to specjalne imię, które można wymówić ciszej, niż dzwięczne 'Aza', na specjalne okazje, np gdy ma mnie usłyszeć tylko pies i nikt inny. A na drugą sukę wołam Szara, Szarunia, Szarcia i Siara :wink: Wogóle to zauważyłam, że niektórzy dogomaniacy tak jak ja zjadają pierwsze litery imion swoich piechów :wink:
-
tamten komp już działa, ale dziewczyna ze skanerem straciła net, i to chyba na długo, więc znalazłam kogoś innego ze sprzętem, przekazałam mu zdjęcia już chyba 2 tyg temu, miał mi je przesłać, ale nie ma ich, nie ma... I tak czekam, bo nie mam z nim kontaktu :roll: Flaire kochana, a może być gdzieś tak na początku marca? Moja mama boi się, że Szarej wcześniej byłoby zimno w wygolony brzuszek, czy coś takiego. :wink:
-
1. U mnie było to 400zł za suczkę wielkości ON, natomiast wiem, że sterylizacja średniej wielkości suni, wzrostem do kolan u tego samego weta kosztuje 350zł. 2. Usypianie było przez zastrzyk, bliższych szczegółów nie poznałam. 3. Mam mieszane uczucia wobec tego weta, tzn wiem, że jest najlepszy w mieście, ale niepodobało mi się, że nie zszywał suni szwami rozpuszczalnymi, których nie trzeba zdejmować, tylko zwykłymi, które zdjął Azie po tygodniu i zdejmowanie bardzo ją bolało. :-? 4. Wet znajduje się w Milanówku. :)
-
no więc...musicie jeszcze poczekać, bo koleżance posiadającej skaner popsuł się komp :(
-
Pies i 2 suczydła, a w kotach 2 kocury :D
-
dzięki-przekazałam :wink: A dzisiaj byłyśmy ostatni raz u pana weta na zastrzykach wspomagających zmniejszanie się guzka (swoją drogą to uważam, że za dużo ich jej wlepił: w ciągu trzech wizyt dostała łącznie 8 zastrzyków!). Guzek jest teraz malusieńki, prawie że niewidoczny, ale bardzo bardzo twardy. Wet powiedział, że prawdopodobnie już jej taki zostanie na zawsze i że się zrobiła z niego tkanka łączna (?). Także w rezultacie będę miała pieska ze znakiem szczególnym ale pal to licho, najważniejsze, że wszystko już się dobrze skończyło. :P
-
foty mam już wszystkie w ręku -cóż, sami niebawem zobaczycie :lol:
-
no już dosłownie 2 zostały do zrobienia i film jutro wywołam, ale foty zobaczą świat w pon-wtorek, bo skaner mam trzy miasta dalej...:-/ No fakt 8) , nasze Azy (i jeszcze takie tam różne psiejska :wink: ) fotogeniczne są-już wkrótce!
-
pan wet-zupełnie inny wet, niż za pierwszym razem-też powiedział, że guzek jest wynikiem jakiegoś urazu mechanicznego, a skoro dwóch niezależnych od siebie wetów ożekło to samo, to znaczy, że rzeczywiście wszystko jest ok. :D Szara dostała 2 zastrzyki wspomagające zmniejszanie się guzka i pokażemy się znów na obserwację w sobotę. A guzek zdecydowanie się zmniejsza, teraz jest już dwa razy mniejszy, niż na początku, nadal niezmiennie twardy, ale zdecydowanie znika!!! :D I baardzo, naprawdę bardzo wielkie dzięki dla wszystkich Was, którzy pomogliście przeżyć mi te dni wielkiej niepewności. :D
-
no wreszcie jesteś, Murko! :wink: a ja wkrótce postaram się o obiecane zdjęcia, także już niedługo. :) W międzyczasie okazało się, że u Szarej pojawiły się 2 guzki, na szczęście niegroźne, ale strachu się najadłam co niemiara... Więcej jest tu: http://www.dogomania.pl/index.php?name=PNphpBB2&file=viewtopic&t=18273 drugi guzek też już powoli zanika, uff...
-
Najbliżej masz chyba do 'Dangaju', skoro to takie pilne. Mam nadzieję, że tam Ci pomogą. Podaję tel: 602 639 469 lub 505 873 267. Ja tam uczęszczałam z Azą, ale nie byłyśmy jakimś szczególnym przypadkiem. :wink: Ale jeśli nie masz gdzie się udać, to na początek spróbuj tam, nic innego nie przychodzi mi do głowy. Jadąc w kierunku Grodzisk-Warszawa ośrodek znajduje się po prawej stronie drogi na terenie muzeum Iwaszkiewiczów, na odcinku pomiędzy Milanówkiem a Otrębusami.
-
:multi: mniejszy guzek wchłonął się!!! :multi: :D :D :D :D dzisiaj oglądałam Szarą, a jego po prostu już nie było, zupełnie jakby nigdy go nie miała! :P Dziękuję Wam za wszystkie rady i podtrzymywanie mnie na duchu, to naprawdę bardzo wiele daje. :buzi: A większy guzek jest nadal tej samej wielkości, ale zrobił się mniej ciapkowaty, tzn stwardniał i nabrał bardziej określonych kształtów-jest mniej więcej wielkości kaczego jaja i nadal bardzo widoczny. Czy to źle czy dobrze? Jutro jedziemy pokazać się wetowi