-
Posts
811 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by azzie5
-
dzięki. :) ale który guzek jest wg Ciebie tłuszczakiem? Ten mniejszy? Czy wiadomo, skąd one się biorą? Szara ma około 2 lat.
-
muszę trochę powyjaśniać, bo okazało się, że wczoraj z tego wszystkiego źle obejrzałam Szarą, a dzisiaj, trochę bardziej na spokojnie looknęłam na guzek i wyszły nowe rzeczy. Okazało się, że Szara ma 2 różne guzki, a nie jeden, jak mi się śłepocie przewidziało. :oops: Myślałam ,że mały guzek urósł w ciągu dnia do dużych, opisanych wcześniej rozmiarów, ale teraz już wiem, że nieopatrznie strzeliłam goopotę... :-? Oba guzki znajdują się w bliskiej od siebie odległości, przy żebrach, jeden wyżej, drugi niżej. Ten mniejszy, o którym myślałam, że urósł, znajduje się wyżej, mniej więcej przy partii szyi, ma zbliżony do owalnego kształt i jest twardszy, niż myślałam za pierwszym razem, jest wogóle niewidoczny, można go tylko wyczuć. Drugi guzek nie wiem czy jest guzkiem, jest bardziej naroślowaty. Tak jak pisałam wczoraj, dobrze widoczny gołym okiem, znajduje się przy niższej partii żeber, jest rozlazły i miękki. I co ja mam teraz robić? :roll: I jak teraz widzicie tą sprawę? Jeszcze raz dziękuję Wam za dobre słowa i za empatię. :- )
-
tak mi się jeszcze przypomniało, że wetka rzeczywiście pytała, kiedy i na co Szara była szczepiona-ale ona dostawała zastrzyki pod koniec sierpnia, czyli raczej to jest za długi okres czasu... Jak powiedziałam o tym wetce, to dopiero wtedy wysnuła przypuszczenie, że to być może efekt uderzenia, czyli też brała wcześniejsze szczepienia pod uwagę, ale widocznie je wykluczyła. Adirajo, dziękuję za wsparcie i mam nadzieję, że Szarej guzek też się wchłonie. Jak oglądałam ją ostatnio, to narośl tak jakby się 'rozklepała', tzn nie jest już tak odstająca od ciała jak trochę wcześniej, ale odniosłam wrażenie, jakby zajęła nieco większą przestrzeń, czyli chyba objętość ta sama, ale inne położenie. Nie mogłam jednak obejrzeć dokładnie, bo już się ściemniało, psy trzymam na dworzu.
-
Wczoraj wyczułam u Szarej niewielki, miękki guzek. Znajduje się po prawej stronie psa, przy górnej partii żeber. Jeszcze wczoraj był wielkości paznokcia u kciuka i wogóle nie był widoczny, ze względu na swą miękkość ledwo wyczuwalny, jakby 'przelewający się' pod palcami. Miałam zamiar pokazać go wetce przy okazji, za parę dni. Ale dzisiaj okazało się, że narośl niebywale szybko urosła do rozmiarów, które pozwalają jej być widoczną w każdej pozycji psa, guzek wyraźnie odstaje od linii żeber. Przerażona zabrałam Szarą do wetki, mało się nie poryczałam a wetka po wstępnych oględzinach stwierdziła, że to nic takiego, być może wynik uderzenia, gdy psy się ze sobą bawiły. Powiedziała, że póki nie urośnie, nie można stwierdzić, czy jest to coś poważnego. Ale właśnie on tak strasznie urósł w tak krótkim czasie! Jak on ma być duży, żeby stwierdziła, ze to jest groźne?! Ona na to, że trzeba obserwować i patrzeć, czy jej nie przeszkadza i nie boli. Wróciłam do domu... Mam nadzieję, że to rzeczywiście wynik jakiegoś przypadkowgo uderzenia, ale gdyby to było uderzenie, to czy by to ją nie bolało? Boję się, szczególnie że nigdy żaden z moich psów nigdy wcześniej nie miał czegoś takiego, a przecież też na okrągło szaleją na podwórku, jak to psy. :roll: Zastanawiam się, co o tym myśleć, jakoś tak nie do końca ufam zdaniu wetki, ona zbagatelizowała sprawę, a guzek wcale nie wygląda banalnie. Czy Waszym psom też kiedyś tak nagle rosły takie guzki?
-
zdjęcia będą jeszcze nieprędko, bo robione zwykłym aparaciskiem, także jeszcze cierpliwości. :) Stadko zostało wydrapane i teraz czeka na swoją kolację. My się nie zrażamy, przeciwności staramy się zwalczyć i przeciwdziałać im i jakoś nam to w miarę wychodzi (choć nigdy nie wiadomo, kiedy Szara może znów czymś zaskoczyć :wink: ). Poza tym mała jest taka cichutka, że nie wydaje żadnych dźwięków, warków ani szczeków, tylko nosowe parskanie (a trzeba było Wam słyszeć ten dźwięk:) ) w chwili radości i mlaskanie, gdy drapię ją po brzuszku, bez tego to w zasadzie niemy pies. :lol:
-
Szara umie już powadać łapkę i muszę to aż udokumentować. :wink: Uczymy się też 'siad', ale na razie nie wszystko nam wychodzi. Pojawiły się też problemy wychowawcze, związane z wychodzeniem, o których piszę tu: http://www.dogomania.pl/index.php?name=PNphpBB2&file=viewtopic&t=17602 , ale już raczej jakoś dogadałam sięz moim suczydłem. :fadein: Udało mi się też wreszcie wziąć ją na prawdziwą, najbardziej łąkową z łąkowych łąkę, co wcześniej nie było możliwe ze względu na mus minięcia dwóch bardzo szczekliwych psów, obok których trzeba przejść, by na tą łąkę się dostać. Dopiero niedawno Szara przezwyciężyła strach przed nimi i mogłyśmy się tam wybrać. Żebyście widzieli, jak ona ganiała po polach, jak szalały z Azą, było na co patrzeć, choćby na radość życia w ich oczach! Szara odkryła pod przewodnictwem Azy istnienie rzeczki, całkiem nieufnie ją powąchała i nie chciała mieć z nią więcej do czynienia (ale jeszcze zobaczymy 8) ), tymczasem Aza-pływak niedzielny :wink: wskoczyła doń w drodze powrotnej i w rezultacie miałam całkiem mokrego psa, mokrą siebie i suchą Szarą, która uskoczyła od wody, którą Aza z siebie wytrząsała. Szara natomiast wytarzała się w padlinie o zaawansowanym stopniu psucia i jak miałam wytłumaczyć tej roześmianej, koffanej mordce, że to jest fe? I tym sposobem wszystkie trzy przeniknęłyśmy tym zaraźliwym zapachem. :roll: Robiłam kilka fotek i myślę, że wkrótce powrócimy znów w to piękne miejsce. :)
-
Z wychodzeniem teraz mam raz lepej, raz gorzej i na to patrząc trudno powiedzieć, ku czemu zmierzamy, wczoraj jednak dokonała się pewna przemiana w zachowaniu Szarej. Zakomunikowalam psom, zwracajac sie do kazdego z osobna 'Agro idzie, Aza zostaje, Szara zostaje', przywołałam do nogi Agra, założyłam mu smycz i wtedy Szarą dopadła swiosta głupawka. Wogóle nie miała zamiaru wypuścić nas na ulicę, zaczęła na mnie skakać. Zazwyczaj wtedy obkręcam się wokół siebie, żeby ze mnie 'spadła' :wink: , ale mając przy nodze drugiego psa na smyczy moje możliwości ruchowe były znacznie ograniczone, więc tylko ją od siebie odpychałam, ale ona była jak ta sprężynka, hop i z powrotem była na mnie. Dopiero jak przytrzymałam ją za obrożę, przestała w końcu odrywać się od ziemi, ale zaczęła szczypać mnie w rękaw i minęła dłuuga chwila, zanim się uspokoiła. Wtedy postanowiłam wprowadzić w życie nową, i mniej skomplikowaną od 'siad zostań' komendę-(Szara nauczyła się już wprawdzie coś niecoś siadać, ale jeszcze nie do końca rozumie, o co w tym dokładnie chodzi), dlatego jeszcze dużo za wcześnie na wprowadzenie 'siad-zostania', więc zastosowałam komendę 'odejdż' (czyli przesuń się). Odsunęłam ją delikatnie, ale stanowczo od siebie na odległość ok. metra, mówiąc 'odejdź'. Już po chwili chciała się do mnie zbliżyć, ale powtórzyłam wszystko i została. uchyliłam furtkę-znów chciała podejść i znów odsunęłąm ją, mówiąc 'odejdź'. W rezultacie udało mi się wyjść wraz z Agrem na ulicę bez żadnych przepychanek przy furtce, co było dla mnie nieopisaną ulgą i wreszcie dużym komfortem. :) Szara po zamknięciu furtki nawet nie wychylała się głową i łapami przez bramę na ulicę, po prostu sobie grzecznie stała i patrzyła, czym oczywiście zasłużyła sobie na dużą pochwałę z mojej strony. Potem biegła za nami wzdłuż płotu i piszczała, kiedy teren posesji się skończył, ale już nie tak bardzo, jak to ona potrafi. :D Tak więc chyba udało mi się znaleźć wreszcie skuteczny sposób na nasze kłopoty z wychodzeniem. :D Nie widzę też nic złego w komendzie 'odejdź', gdyż często mamy sytuacje, w których trzeba powiedzieć psu, żeby się przesunął i temu między innymi ma służyć ta komenda.
-
wszystko byłoby dobrze w chipowej metodzie gdyby nie to, że Szara jeszcze nie potrafi siadać, zaczęłam ją uczyć tego dopiero przedwczoraj. Ona z komend potrafi na razie tylko przyjść na zawołanie i podać łapkę oraz trochę równać, nauka siadania narazie w toku i kiedy ją opanujemy, możemy przejść do dalszych etapów uczenia się, w tym zostawania. Płot chip dobrze opisała :D , dodam jeszcze, że o tej porze roku krzaczkom już listki pospadały i z ogrodu widać wszystko na przestrzał, co dzieje się na ulicy, także psy widzą mnie dokładnie,kiedy na nią wychodzę. Brama w zasadzie jest tak zbudowana, że prawie w każdej pozycji z punktu widzenia psa przez różne szpary widać, co dzieje się na zewnątrz. Wymiana ogrodzenia nie jest raczej możliwa ze względu na to, że mój głos w postanowieniach rodzinnych nie jest decydujący i mamy właśnie teraz duży, pochłaniający domowy budrzet remont... Na początku, kiedy wychodziłam sama, Szara też bardzo to przeżywała, ale nie było przepychanek przy furtce, po prostu biegła wzdłuż płotu aż do jego końca, a jak znikałam jej z oczu, to rozpaczliwie wyła i piszczała, z czasem jednak się do tego przyzwyczaiła i już nie biegnie zddłuż płota, czasem nawet, jak wychodzę sama, wogóle nie podchodzi do furtki i chyba zaczyna rozumieć to zostawanie w tej sytuacji. Natomiast gdy wychodzę z innym psem, to rozpoczyna swoje przedstawienie, a w końcowym etapie, kiedy jestem już na zewnątrz, pozostaje przylepiona pyskiem i przednimi łapami do bramy, wyglądając na ulicę i piszcząc tak, że przypomina to płacz :( i nie biegnie za nami wzdłuż płota, tak jak robiła to kiedyś , gdy wychodziłam sama. Wydaje mi się, że całe to zachowanie, patrząc oczami psa jest wynikiem faktu rozdzielającego się stada: dwaj jego członkowie opuszczają znany Szarej teren i znikają, a ona zostaje z jednym członkiem, więc chce podążyć za większością. Ostatnim razem jednak, kiedy wychodziłam z Agrem, a ona zostawała, to przechodzenie przez furtkę odbyło się już tylko z niezbyt intensywnym wpychaniem jej do środka i tak bardzo nie rozpaczała, jak to ma w zwyczaju. Jeśli to nie był przypadek, to może zaczyna się przyzwyczajać? :)
-
dziękuję za rady, :) rzucanie jedzeniem nie wchodzi w grę, zanim Szara by postanowiła do niego podbiec, Agro lub Aza by jej to zabrali i mogłoby dojść nawet do sprzeczek, dlatego nigdy nie rzucam moim psom jedzenia i albo dostają wszystkie równocześnie, albo w specjalnej, hierarchicznej kolejności, w specjalnych miejscach. Zabawki Szarej w momencie wychodzenia nie interesują, jak widzi, że będę wychodzić, wyjmuję smycz itd. to siada przy furtce i nie chce się ode mnie oddalić, myśli, że zaraz razem wyjdziemy, ale nie zawsze jest to możliwe, szczególnie, kiedy idę w ruchliwe miejsce, gdzie jest dużo ludzi i psów, choćby tylko tych szczekających za płotem, a ona jeszcze się tego wszystkiego boi. :( Natomiast poeksperymentuję z wybieganiem jej przed wyjściem. :)
-
czasami z różnych powodów wychodzę na spacer tylko z jednym z trzech moich psów, a pozostałe dwa pozostają na ogrodzie, i tu pojawia się problem. Szara, dorosła suczka, która przebywa u mnie od sierpnia, nie może tego znieść i chce iść razem z nami. Wygląda to tak: najpierw puszczam za furtkę psa na smyczy, z którym wychodzę, szybko ją przymykam (jakbym tego nie zrobiła, to Szara wyszłaby na ulicę), odsuwam Szarą, która straasznie się pcha do wyjścia, robię sobie wąskie przejście, wycofuję się na ulicę, ale Szara jest zaraz za mną. Odpycham ją ze wszystkich sił spowrotem do środka, żeby zamknąć furtkę, ale ta część wychodzenia jest właśnie najtrudniejsza. To nieduży piesek do kolan, ale w tym momencie wstępuje w nią mały diabełek i poprostu naprawdę ledwo ledwo udaje mi się powstrzymać ją od wyjścia na ulicę, jedną ręką wpycham ją do środka, drugą zamykam furtkę, już prawie prawie zamykam, chowam pierwszą rękę a ona w tym czasie znów jest na dopiero co zepchniętej pozycji i tak w kółko... :( W końcowym etapie wypychania ląduję na kolanach i tak kończę, bo w końcu jakimś cudem udaje mi się zwyciężyć, ale to całe wychodzenie potrafi trwać nawet do pięciu minut i w rezultacie wyruszam na spacer zdyszana jak po jakichś zapasach olimpijskich :lol: :-? . Drugi pies, który zostaje w ogrodzie, jest grzeczny i wogóle nie bierze w tym udziału, tylko się przygląda. A kiedy odchodzimy, ona wychyla głowę i przednie łapy przez jedno z wykutych w bramie ozdobnych kółek i piszczy lub wyje... A kiedy wracamy ze spaceru, nadal jest przy furtce i piszczy, jak nas widzi. Próbuję nauczyć Szarą okolicznościowo związanych z wychodzeniem słów 'zostań' oraz 'idziemy' i powtarzam je odpowiednio za każdym razem, kiedy wychodzę z nią lub bez niej (tak np. nauczyłam pozostałe dwa psy, Agro i Azę i nie mają problemu z zostawaniem i zawsze wiedzą, kiedy który idzie ze mną na spacer), ale jeszcze niestety nie zrozumiała chyba, które jest które i co one znaczą. :( Nie jest to napewno żadne zachowanie dominacyjne, ona poprostu kiedy mnie widzi, to zawsze musi być przy mnie i ciężko znosi rozstania, tym bardziej, że z jej punktu widzenia część stada oddala się w nieznane (jak wychodzę sama, to znosi to o wiele lepiej i nie ma przepychanek przy furtce :( Proszę o pomoc, bo za każdym razem Szara robi się coraz silniejsza i sprytniejsza i coraz trudniej jest mi powstrzymywać ją od wydostania się na ulicę, zajmuje to coraz więcej czasu. Wprawdzie umie przychodzić na zawołanie, ale wogóle nie chcę dopuścić do takiej niepożądanej sytuacji, żeby gdzieś poleciała. Nikt też nie może jej np. przytrzymać za obrożę w tym momencie, ponieważ ona jest ze schroniska i narazie nie ma do innych ludzi na tyle dużego zaufania, by na to pozwolić. Nie mogę jej też powiedzieć np siad zostań, bo ona z komend zna tylko przychodzenie, a teraz jesteśmy na etapie podawania łapki i pewnych elementów równania... Wiem, że były tu z pewnością podobne tematy o podobnych problemach, jednakże postanowiłam założyć ten nowy, ponieważ: -rzecz się dzieje na podwórku, a to inaczej ma się niż pozostawianie psa samego w domu, chociażby dlatego, że ona mnie widzi jak odchodzę wzdłuż płotu i inaczej reaguje, a w domu właściciel znika dla psa już za drzwiami. -obecne są inne psy
-
dziękuję malawaszko. :D A teraz ponadrabiam zaległości. Zapomniałam Wam napisać, że uczymy się już drugi tydzień podawać łapkę :D i ostatnio zaczynamy chyba rozumieć, o co w tym chodzi. :wink: Czasami udaje się nawet podać, jeszcze wprawdzie z asekuracją, ale jakie jesteśmy wtedy z siebie dumne, jaki grzeczny z nas pies :D :wink: Wczoraj trzeci raz w życiu jechałyśmy prawdziwym samochodem i prawie się nie bałyśmy, Szara drżała tylko od czasu do czasu (a ostatnim razem nieustannie) i tylko dwa razy się schowała, wciskając się między moje plecy a oparcie siedzenia (a poprzednio przejechała tak całą drogę :lol: :-? ), potem jak już dojechałyśmy do pani weterynarz, to sama wyskoczyła z samochodu (wcześniej musiałam ją wynosić z niego wraz z mamą, bo jedna osoba nie dawała rady, tak się zapierała) i na własnych nogach (chyba domyślacie się, jak wcześniej było :lol: ) poszła z nami aż do wejścia do gabinetu wetki i dopiero do środka byłam zmuszona ją wnosić. Tam dzielnie przyjęła zastrzyk przeciwciążowy, (ustaliłam z Flaire, że wysterylizujemy ją za pół roku, gdyż teraz byłby to dla niej zbyt wielki stres), pani weterynarz powiedziała, jaki z niej piękny i dzielny pies i że jest duża poprawa w wyglądzie od ostatniej wizyty, i...musiałam z powrotem zanieść ją do samochodu (i włożyć do niego), bo tak się zestresowała, jak wetka ją głaskała, że nie była w stanie wyjść sama z gabinetu. Tak zakończyła się nasza wczorajsza wyprawa, w powrotnej drodze wogóle już się nie bała i jak wróciłyśmy, sama wyskoczyła z samochodu i napowrót stała się radosna jak zawsze. :D Widzicie, jak się pięknie socjalizujemy? :wink:
-
szkoda. :( Możemy jednak pocieszyć się tym, że psy wieluńskie (i inne) na pwp zawsze któregoś dnia mogą powiększyć grono szczęśliwców. I oby stało się to jak najszybciej. :) Jak będziesz w schronisku, to powiedz im, że azzie o nich pamięta i zrób głaski, ok?
-
ok, zaraz poszukam 'pieknej wilczurki' i zgłoszę się do naszych modów, ciekawe, kiedy odpowiedzą. :) Pelę też chcemy zobaczyć w 'znalazły już dom'. :D Nie przypominam sobie, ale czy nie było wcześniej jeszcze innych szczęśłiwców z Wielunia, które można tam przerzucić?
-
przeniosła, przeniosła, łatwo powiedzieć, myślisz, że ja umiem? :lol: Miałam zamiar zrobić na końcu starego tematu pwp, jak już trafi na psy w nowym domu, odnośnik-link, że tu jest dalczy ciąg, ale jeśli któraś z Was wie, jak ten topic można tam dołączyć, to bardzo chętnie się dowiem, by przenieść go w może bardziej właściwe miejsce :D A może Zaba umie go przenieść? A jeśli przeniesienie jest niemożliwe, to chętnie zrobię tam nowy topic jak będę mogła.
-
Witaj Jogi! :D Piechy wyściskane, wymiziane i wygłaskane ta...ja sie z moim stadkiem tu zaszyłam, ale na pwp też wpadam, tylko czasu teraz mniej, piechy bronią dostępu do kompa, no i jeszcze ten siadający na plecach strach przed maturą...Ale nie daję się i wchodzę tu najczęściej jak mogę. :) A Murka mile widziana i oczekiwana :lol: MałGoś, ogonek odrasta, takze bez zawałów, zjedzony, zglamany czy zmemłany nadal jest i ma się coraz leiej, a teraz powoli robi się z niego puchata kitka. :wink:
-
to dlatego, że teraz u nas cichutko i spokojnie, pełna stabilizacja. 8) Tylko czasem coś się wydarzy, np. Szara nabrała zaufania do gumowych piłeczek i zaczęła się nimi cokolwiek bawić, ogonek też jej pracowicie odrasta po zjedzeniu, jakie zafundowały mu szczeniaki, hmm... a ostatnio byłyśmy na pseudołące i w lesie, suńka biegała luzem pośród trawy wyższej od niej i była supergrzeczna, chodziła za mną jak...piesek :) , a Aza pokazywała jej psie ścieżki i niedostępne zagajniki, ja byłam wraz z nimi i wspólnie nałapałyśmy przy tej okazji kleszczy. :-? Zapuściłyśmy się też dwa razy do rzeczywistago miasta (ja mieszkam na takich, hmm peryferiach) na króciutko i w nogi, bo ta wstrętna cywilizacja chciała nas pożreć... :wink: Tak się nieraz zastanawiam, jakbym sobie poradziła, jakbym mieszkała np. w centrum Wawy. Brr... :wink: i muszę koniecznie skorzystać z tych nóg... :lol:
-
Kiedy jeszcze chodziłam na szkolenie psów, to tam była biała ONka, nazywała się Aja, i to prawda, że z wyglądu była trochę taka nie ONowa, niby owczarek, a taki jakby nie owczarek :lol: , jak się zapytałam, czy to jest ON, to nie mogłam uwierzyć, że rzeczywiście tak jest. :)
-
Z radością mogę Wam dzisiaj napisać, że Szara wreszcie trochę przytyła! :D Już prawie nie widać jej żeber, więc zwiększenie porcji posiłków okazało się słuszne. :) Wogóle mam takie dziwne wrażenie od pewnego czasu, jakby trochę urosła, ale to przecież niemożliwe. :lol: Tak jak kiedyś pisała Murka, ona ma wiecznie świetny chumor, zawsze się z czegoś cieszy, a największą radość sprawiają jej przytulanki i pod tym względem jest to niezła zazdrośnica, jak tylko widzi, że głaszcze się innego psa, niż ona, to zaraz bez pardonu się tak śmiesznie wpycha całym swoim małym ciałkiem przed moje dwa pozostałe kolosy :lol: A właśnie, może znacie sposób na głaskanie trzech piesków naraz? :wink:
-
zaniedbuje, ledwie na króciutko odskoczyłam i od razu zaniedbuje. :wink: Heh, już jestem, a wraz ze mną psiakowe nowinki :) Szara nie pała co prawda wielką miłością do szelek, ale z podziwu godnym spokojem pozwala się w nie ubierać i widać, że jeszcze nie kojarzą jej się ze spacerem, dla niej hasło do wyjścia to widok smyczy. 8) Od pewnego czasu miałam z nią ostatnio trochę kłopotów, ale po kolei. Podczas przygotowań do wyjścia z nią na spacer(bez Azy i Agra, tylko z Szarą) zdradzała wszelkie oznaki radości, zaś po przejściu kilkudziesięciu kroków ulicą wyglądało na to, że już jej się nie podoba, że idzie, bo ja idę, ale jakoś szła. A potem robiło się gorzej i gorzej, nie chciała już iść, przystawała przy najmniejszym, podejrzanym dźwięku i była mocno spięta. Jak jednego dnia przeszłam z nią naszą dotychczasową trasę spacerową, to drugiego dnia dawała radę przejść już tylko jej okrojoną część, po prostu w pewnym momencie przystawała i mówiła, że już dalej nie idzie, choć poprzedniego dnia szła tędy dużo dalej i nic jej tam nie przestraszyło. Konceptowałam, co to może znaczyć i jak temu zaradzić, miałam zamiar zasięgnąć Waszej rady, ale sama jakoś sobie poradziłam-trzeba było powrócić do brania wraz z Szarą drugiego psa, a ponieważ Aza ma teraz cieczkę, spacerujemy sobie wspólnie z Agrem i Szara zachowuje się, jakby od zawsze chodziła na spacerki, taki się zrobił z niej odważniak. :) Taak, teraz to już zdecydowanie nie będziemy chodzić w pojedynkę, a jak Azie skończy się cieczka, to zobaczymy, z którym psem Szarej (i mi! :wink: ) spaceruje się lepiej, choć już dawno dawno sobie zamierzyłam, żeby Aza i Szara trwale chodziły na wspólne spacerki, a hen hen w przyszłości to może razem równać będą przy mnie...
-
Czy jest szansa żeby wychować starego 9 letniego bullteriera
azzie5 replied to chip's topic in Bull terrier
w takim razie nie ma co naprowadzać, bo to przyniesie zupełnie odwrotny skutek, niech smycz służy tylko kontrolnie, żeby np. gdzieś sobie nie odeszła podczas szkolenia. Agro miał na początku podobnie, wszystkim się przejmował i denerwował, jest pełen zapału do szkolenia, a jednocześnie jakiejś takiej głupawki. :roll: Np. przy nauce warowania nie potrafił na początku wytrzymać w tej pozycji, natychmiast przechodził do siadania, musiałam go po 20 razy kłaść z powrotem na smakołyk, bo to strasznie zawzięty uparciuch :D Cierpliwości trzeba to ja bym zastosowała jakiś bardzo atrakcyjny smakołyk, np. skrawek surowego mięsa, przy ćwiczeniu naprowadzania najpierw daj jej powąchać, ale tak, żeby Ci go nie zabrała, a potem spróbuj naprowadzić. Domyślam się, że Ronka może wtedy stracić głowę i się rozproszyć do tego smakołyka, ale nie możesz jej na to pozwolić, zapanuj nad nią, tu posłuż się smyczą, gdyby chciała gdzieś Ci odlecieć, i zachęcaj, zachęcaj i chwal słownie już wtedy, kiedy zacznie podejmować ruchy prowadzące do wykonania polecenia. A może zamiast smakołyka zastosować zabawkę, skoro ona tak je lubi? Swoją drogą jak wygląda tupiący bullterier? :lol: to nie pozwól jej na ten fotel iść, niech cały czas, który poświęcasz jej na szkolenie, będzie na smyczy. Ja staram się z Agrem nigdy nie ćwiczyć bez smyczy, nawet teraz, kiedy mamy już taką znaczną poprawę. Kiedy ćwiczysz luzem z tego rodzaju psem, to w każdej chwili może uznać, że np. ma już dość i coś innego bardziej go interesuje, niż Ty, a gdy odchodzi, daje wyraz swojej niezależności od Ciebie, poddaje w wątpliwość to, czy jesteś osobnikiem alfa. Na smyczy nie ma takiej możliwości, jest uzależniony od Ciebie. pewnie, że lepsze-to dopiero początek nauki siadania, z czasem będzie coraz lepiej. Nie poddawaj się, w pewnym momencie zobaczysz, że ćwiczy się Wam jakby lżej, że jest poprawa. :D Pamiętam czasy, kiedy Agro tak siadał jak Rona, a teraz siada i waruje na komendy słowne i gestowe żwawo jak koziołek. :) A podczas uczenia warowania, jak odjeżdżasz ze smakołykiem ku ziemi, a ona opuszcza w dół głowę, to nie czekaj, aż ją podniesie, tylko mówiąc waruj drugą ręką delikatnie, ale pewnie połóż jej przednie łapy na ziemi, ale uważaj, żeby się nie zaczęła wyrywać, to wszystko popsuje. Zrób to dosyć szybko. Powinna być w tym momencie zajęta jeszcze smakołykiem. Jak będzie już w tej pozycji, to jedna ręka daje zasłużony smakołyk, a druga, ta co wcześniej kładła łapy, idzie na kłąb psa i delikatnie przytrzymuje, żeby Rona się nie podniosła. I oczywiście dużo pochwał! :D Jeśli ma z tym takie duże problemy, to niech początkowo będzie w tej pozycji krótko, chodzi o to, żeby zrozumiała, w jakiej pozycji powinna się znaleźć słysząc tą komendę. Ucz jej komend stopniowo, ja bym na tym etapie jeszcze nie wprowadzała zostawania, najpierw niech pojmie te komendy, które wykonuje się przy nodze, typu siad, stój (jeśli będziesz jej tego uczyć), waruj, badanie. Ucz ją ich najpierw w miejscu, niech jak najlepiej je zrozumie, Ty też się na nich skup. Niech szkolenie trwa tylko ok. 10 minut, ale niech będzie dla niej atrakcją, czasem, w którym można z pańcią mile spędzić czas i czegoś się nauczyć. Dopiero kiedy zacznie dobrze wykonywać te komendy i nie będą się jej myliły, możesz przejść dalej, narazie jednak nie mąć jej głowy innymi poleceniami. Ja tak właśnie uczyłam Agra, i tak byłam uczona na szkoleniu-najpierw siad, stój (tego Agra, jak mówiłam, nie uczyłam) i waruj oraz badanie (wszystko najpierw w miejscu, potem w marszu), a potem inne, trudniejsze rzeczy, to na razie takie przedszkole dla naszych staruszków. Pamiętam, że Azy tylko tych trzech komend uczyłam ok. tydzień, codziennie po pół godziny (jak ona to zniosła? :wink: ), zaś Agra ok. 2-3 tygodnie po ok. 10-15 minut. Chodzi o to, żeby Rona dobrze zrozumiała podstawy, które są przecież najważniejsze. to zupełnie, jakbym swoją sworę widziała. :lol: Ćwiczę z Agrem, a Aza, już wyszkolona, wychodzi z siebie w wykonywaniu komend, które nie są do niej kierowane, Agro czasem patrzy na nią, ale i tak nie rozumie tych podpowiedzi...ehh, a między nimi lata wszędobylska Szara, która kompletnie tego wszystkiego nie rozumie, ale cóż,narazie uczy się wzrokowo. Po prostu psia szkółka grupowa. :D -
Czy jest szansa żeby wychować starego 9 letniego bullteriera
azzie5 replied to chip's topic in Bull terrier
nie wiem, czy moje skromne rady mogą być coś warte... :oops: , ale miałam/mam do czynienia z takim samym psim problemem. Mój Agro-ten pies bardzo podobny do Chipa :wink: również ma 9 lat, a charakter ma trudny, z natury jest uparty i nerwowy, to typowy typ dominanta. Przebywa u mnie od szczeniaka i-przyznaję się, że większość wymienionych tu cech była wynikiem nieprawidłowego wychowania, kiedy on był młody, dorastał i kształtował się jego charakter, byłam jeszcze mała i nie miałam pojęcia, jak należy wychowywać psa-a to był wtedy (i teraz jest również) mój własny pies. Potem leciały mu latka, stopniowo moja świadomość i wiedza zwiększały się, ale wady charakteru miał już utrwalone i nie potrafiłam ich zmienić na prawidłowe zachowania. Wszystko zmieniło się, kiedy pojawiła się u mnie Aza-trudno to opisać, zaczęłam w inny sposób postrzegać psy, naprawdę się nimi interesować. Nie chciałam, chociażby nieświadomie, powtarzać błędów, jakie popełniałam przy wychowywaniu Agra, a jednocześnie dostrzegłam, jaką Aza jest bystrą suńką-zaczęłyśmy chodzić na szkolenie, skończyłyśmy kurs, odczekałam jakiś czas i-tu wracam do Agra. Od 3-4 miesięcy szkolę go sama, 9-letniego, niełatwego do prowadzenia psa, zktóry przez większość swego dotychczasowego życia dominował nad całą rodziną (choć nikt nie zdawał sobie z tego sprawy)...więc chyba mamy trochę wspólnego. Teraz, po tych 3-4 miesiącach nie przejawia już żadnych oznak dominacji, zwraca na mnie uwagę i jest chętny do szkolenia, to zupełnie inny pies. Nauczył się komend do mnie i noga (wcześniej wogóle nie przychodził na wołanie, co było szczególnie kłopotliwe, gdy wydostał się na ulicę), siad, waruj (także na odległość ok. 1 metra) i zostań (na niewielką odległość) i jestem z niego bardzo dumna :D . W szkoleniu nie wykorzystuję żadnego przymuszania itd. wszystko robimy na smakołyczki. W tym względzie Agro jest trochę podobny do Ronki, też, jak wie, że mam smakołyk, to się rozprasza i nie skupia na ćwiczeniu, tylko na dobrym kąsku, na początku nawet całkiem jakby 'wychodził z ryzów' i zapominał, że my coś tutaj ćwiczymy... W takich sytuacjach staram się skupić jego uwagę na ćwiczeniu, powtarzam po kilka razy komendę, (oczywiście smakołyk głęboko schowany, żeby nie rozpraszał), jak zmienia pozycję, w jakiej ma trwać, to poprawiam przez korygację smakołykiem+gest ręką, jak się poprawi, to nagroda. Może jak Ronka po pierwszym (zasłużonym) smakołyku zaczyna wariować i nie można przywołać jej do porządku, to na chwilę przerwać szkolenie, zignorować ją i schować głęboko smakołyki, (niech zrozumie, że złe zachowanie=brak nagródek i brak Twojego zainteresowania), a gdy się uspokoi-można dalej kontynuować szkolenie. Po pewnym czasie powinna wytrzymywać coraz dłużej bez takich napadów i zrozumieć, na czym to polega. Tak wg. mnie... Ja np. zrezygnowałam z nauczenia Agra komendy stój-to dla nas zbyt trudne, trudno go nakłonić za pomocą smakołyka do przyjęcia takiej pozycji a poza tym...ta konkretnie komenda nie jest nam do życia potrzebna, także ją sobie w przypadku Agra (Aza umie ją świetnie) darowałam. Ucz Ronkę oddawać aport tak samo, jak Chipa-wyciągni jedną rękę po aport, drugą podaj jej ze smakołykiem, powiedz 'daj', a wtedy ona powinna wypuścić aport. Na początku może to wychodzić trochę nieskładnie, ale potem załapie, o co w tym chodzi. Potem, z czasem mów jej 'daj' już bez wymiany aportu na smakołyk. Nie wolno odbierać jej aportu przez wyrywanie go z pyska, siłowanie się, zabieranie z nienacka, to zaproszenie do zabawy, a przecież aportowanie to ćwiczenie jak każde inne, a nie jakieś niekontrolowane przepychanki. Jeśli ona po dostaniu smakołyka nie chce dalej współpracować, to-jak wyżej schowaj go gdzieś głęboko, udaj, że sama o nim zapomniałaś i nie wiesz, o co Ronce z tym chodzi, jeśli po próbie ponownego zainteresowania jej aportem nie będzie nim zainteresowana, to przestań zwracać na nią uwagę, sama pobaw się aportem i udaj, że dla Ciebie to świetna zabawa. Jeśli i to nie pomoże, to przerwij na chwilę i spróbuj ponownie. Nie znam się na bullowatych, ale wg. mnie z żadnym psem nie należy bawić się w przeciąganki, bo każde małe w nich zwycięstwo psa daje mu podstawy do tego, by przypuszczać, że może nie jesteś odpowiednią kandydatką do przewodnika dla waszego stada, skoro okazałaś się słabsza od niej. Boszsz, jak się rozpisałam :oops: . Podstawą przy szkoleniu tych naszych statecznych psów wg. mnie jest duuża cierpliwość, spokój i konsekwencja. Pamiętam np. jak uczyłam Agra komendy noga. Koszmarnie to było trudne, nie mogłam naprowadzić go smyczą i smakołyczkiem, żeby mnie okrążył, nie mógł tego zrozumieć, jak nie chciał sobie ode mnie odbiec w świat i skupiał się troszkę na smakołyczku, który bardzo chciał dostać, to co jeden malusieńki kroczek dookoła mnie się kładł i nie chciał ruszyć z miejsca, wabiłam go nagródką, posuwał się odrobinę i znowu się kładł, i tak dookoła mnie :lol: . Robiliśmy wtedy jedno takie ćwiczenie dziennie, potem było już tylko lepiej, dziś ślicznie okrąża mnie, gdy mówię 'noga' i coprawda nie siada tak idealnie blisko przy nodze, trochę odstaje w bok, ale jaki to jest dla nas postęp! :D Przepraszam, że tak dużo napisałam :oops: -
tak, a ja chyba pokuszę się o zrobienie fotki Szarej w szelkach i wtedy wreszcie wszystko się wyjaśni, czy na pewno dobrze leżą itd, tylko oprócz niej zostanie jeszcze 35 zdjęć do wycykania... :roll: i...? kim jest ta nieznana ślicznota, brakująca do trójcy? Fotki poproszę 8) :P I tej młodej duszą Kacperki też! :D
-
Wiem wiem, tylko wczoraj nie zdążyłam popodziwiać pozującego nam Supełka :D ani do niego nawiązać, bo jak każdego wieczora jestem notorycznie wypędzana z DoGo do łożka :-? Ale teraz już nawiązuję i podziwiam. :D Szelki Supełka (cóż za nieśmiały psi przystojniak, ile Ty jeszcze ich masz? :lol: ) wydają się być zupełnie inne niż te Szarej...już chyba bardziej podobne są do tych Zaby, bo składają się z tych kłopotliwych trójkącików...ale tych szelek się nie da zapiąc pod brzuszkiem, one są stworzone do zapinania na grzbiecie, nad klamrą mają takie dwa ogniwa do przypinania smyczy, które pod brzuszkiem raczej by zawadzały. Patrząc na drugie zdjęcie Supełka szelki wydają się podobne, ale na zdjęciu, gdzie widać jego grzbiet, mocno się różnią. One nie mają tego paska biegnącego wzdłuż grzbietu, tylko na kłębie wszystkie paski łączą się klamrą. Wydaje mi się, że właśnie tak powinno się zapinać te szelki, tylko czy one mają prawo się przesuwać na lewo i prawo względem psa, bo tak mi się działo na spacerze? :oops: Czy nie powinny cały czas być w jednej pozycji, klamerką do góry, a nie przechylone raz klamerką na prawo, raz na lewo, zależnie, jak Szara pociągnie (wczoraj nieźle ciagnęła w tych szelkach :wink: ). Zostawiłam jej luzów w paskach na dwa palce, tak jak robi się przy obroży. :roll: ?
-
dzięki! :buzi: te dwa ostatnie zdjęcia z pierwszej seriii to grupowe jedzenie orzeszków laskowych, spadłych z drzewa :lol: Patrzcie i podziwiajcie :P 8) Buu... nie mogę z tymi szelkami, nie możemy się z Szarą z nimi dogadać, ciągle się plączą. :roll: