-
Posts
829 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by _dingo_
-
Anastazjo, nie ma za co przepraszać, w każdym razie nie mnie, bo tematy wystawowe również mnie bardzo interesują ! :lol: Wobec tego i ja pozwolę sobe na niewielką dygresję - również chodzi mi o sposób oceny boksera. Otóż - czy oceniając boksera w typie europejskim sędzia kynologiczny stara się wyłonić psa, który oprócz szlachetnej głowy i właściwych proporcji będzie posiadać takie cechy jak: mocna muskulatura o wyraźnej definicji, budowa raczej grubokoścista i silna z zachowaną żywiołowością i dynamiką ruchu ? Tzn mam na myśli - czy pożądana sylwetka boksera winna przywodzić na myśl bardziej budowę atletyczną niż sprinterską ? Czy ciężkie, mocno umięśnione psy, które mimo swej wagi prezentują się dynamicznie i żywiołowo są lepiej oceniane niż psy szczuplejsze, o bardziej smukłych kształtach ? I czy dotyczy to również suk ?
-
Rocki, a może w tym konkretnym przypadku wyjaśnienie jest takie: Szczekliwy = Bardzo Aktywny ? Wiesz obserwując ludzkie dzieci można zauważyć, że są takie które będą sobie siedzieć cichutko w kątku i składać przez godzine klocki, ale jest i spora grupa takich, które jak gdzieś wlezą to już pierze leci... Piszczą, krzyczą, demolują, skaczą po meblach... Jak stado małych wszędobylskich małpek :lol: Dzieci też czasem buczą bez powodu, szczególnie niemowlaki... Przecież niektóre potrafią zacząć ryczeć bo się coś głośniej powie... :evilbat: Tak to już chyba jest - przy takim maleństwie jak ty masz, to ja bym to chyba potraktował jako coś w rodzaju psiej zabawy w indian i kowbojów :D Urwisek mały i tyle... :wink: Nic dziwnego zresztą, przecież to mały buldog amerykański :lol: No ale jak sądzisz że może być chory - sam wiesz co zrobić ... Ale to chyba normalne, że się tak przejmujesz :wink:
-
(OSTRZEGAM - DLA NIEKTÓRYCH MOŻE BYĆ DŁUGO) :wink: Przyznaje że od dłuższego czasu biję się z własnymi myślami na temat żywienia psa. To dosyć skomplikowana kwestia, wywołana pewną dyskusją... Żywimy przecież swojego przyjaciela, nikt nie chciałby aby jego psu stała się krzywda. Jest jednak coś co mnie mocno smuci i martwi. Zupełnie nie rozumiem pewnych spraw. DLACZEGO. Jest to kwestia ilości spożywanych przez współczesne psy węglowodanów. Wg mnie jest to sprawa niezwykle drażliwa, PROSZĘ, bardzo was PROSZĘ, podajcie mi pomocną dłoń, bo czuję się w tej kwestii mocno zagubiony. Dajcie mi jakieś argumenty ! Zacznijmy od początku: (przedstawie pokrótce wywód, którym mnie uraczono) Jak powszechnie wiadomo pies jest niezwykle blisko spokrewniony z wilkiem. Spotykamy nawet wolfdogi - krzyżówki wilka z psem. Istnieją teorie jakoby pies był potomkiem wilków, bądź też wręcz oswojonym wilkiem. Zatem myślę, że jest dopuszczalnym traktowanie wilka jako w pewnym sensie żywieniowego protoplastę psa. Z czym zatem miał do czynienia w swoim naturalnym środowisku wilk ? Z pokarmów które były mu dostępne można wymienić przede wszystkim mięso. Niezależnie od tego jakiego pochodzenia by to mięso nie było (gryzonie, ptactwo, padlina, upolowane zwierzęta) - w zasadniczej części składało się ono z białka zwierzęcego. Ktoś kto obserwował ucztę wilków przy upolowanym zwierzęciu, a myślę że w dobie telewizji większość miała okazję to uczynić, widział iż zwierzęta te pożerają gigantyczne wręcz ilości mięsa. Powinny im nerki od zakwasu siąść w zasadzie po jednym takim ucztowaniu... A tymczasem ? Polują nadal. Co więcej - zwierzę które jest konsumowane zawiera spore ilości niezdrowego tłuszczu zwierzęcego - miażdżyca murowana ? A jednak ... nie. Jakie są źródła węglowodanów dla naszego wilka ? Co więc można znaleźć w takim lesie ? Po pierwsze - Bez wątpienia trawy. I wilk je różne trawy, podobnie zresztą czyni pies. Po drugie - Są to różnego rodzaju korzenie. I prawdą jest, iż wilki grzebią w ziemi aby znaleźć różne smakowite korzenie. Po trzecie - różnego rodzaju grzyby, jagody, leśne owoce itd. I... to by było w zasadzie na tyle ? Można być pewnym tego jak wschodu słońca, że wilk nie znajdzie w lesie gotowanego makaronu, ryżu, kaszy, ziemniaków oraz chleba. Chyba że natknie się na jakiś nielegalny śmietnik w lesie, co niestety jest coraz częstsze... I wszystko by grało, gdyby nie jedna prawidłowość. Mianowicie - węglowodany znajdowane przez wilki w lesie posiadają kolosalnie niższą zawartość węglowodanów w stosunku do masy pokarmu niż produkty węglowodanowe oferowane przez przemysł spożywczy człowiekowi. Nidzie w naturalnym środowisku wilka nie znajdziemy tak skoncentrowanych ilości węglowodanów jak w ryżu czy w kaszy. Reasumując - nasz biedny wilk musiałby zeżreć kilka kilo różnego rodzaju zieleniny żeby zrekompensować ilość węglowodanów znajdującą się w dwóch woreczkach ryżu. Czyli - musiałby się "paść". Tymczasem - nawet dzieci wiedzą, że wilki, choć jedzą trawę w umiarkowanych ilościach, pasienie się pozostawiają swoim ofiarom. Są to sarny, jelenie, a w dobie ludzkiej cywilizacji również kozy, owce, czasem krowy. Mięso tychże ofiar wilki przedkładają jednak nad wszelkiego rodzaju zieleninę. Zostawmy więc wilki i udajmy się na daleką północ. Cóż - i tutaj dotarł człowiek, a wraz z nim jego wierny przyjaciel - pies. Jest wiele psów pólnocy, nie muszę nikogo przekonywać. Problemem jest wyżywienie tych psów. Otóż, jak wiadomo, na północy bywa dość ciężko z węglowodanami. W zasadzie - główny pokarm zarówno przebywających tam ludzi, jak i psów pociągowych stanowią wszelkiego rodzaju białka i tłuszcze zwierzęce. Pokarmu roślinnego jest trochę pod śniegiem - tymi resztkami żywią się wędrujące renifery, karibu, różne woły piżmowe - to co w danym rejonie północy można spotkać wśród zwierząt roślinożernych. Natomiast psy, podobnie jak ludzie północy, żywią się głównie mięsem i to tłustym. Są to mięso karibu i reniferów, ryby, foki. Żyją, mają się dobrze i nie umierają na ani chore nerki, ani nie są grube. Faktem jest że te psy robią dziennie niesamowite kilometry przy saniach... Ale ich tradycyjny sposób żywienia jest prawdopodobnie inny niż wspołczesnego psa domowego. Wobec tego - jak współczesna psia dietetyka tłumaczy zalecenia odnośnie spożywania niemalże 50 % kalorii z węglowodanów ? I to węglowodanów dla psa ewolucyjnie obcych - ryż do europy sprowadzono z dalekiego wschodu, ziemniaki pochodzą z ameryki, makaron pochodzi z chin. W zasadzie jedynie chleb i kasza na naszym terenie są nieco dłużej, ale w zasadzie znaczenie żywieniowe tych produktów spożywczych zaznacza się od 300 do 3000 lat wstecz. Czymże to jest w porównaniu z setkami tysięcy lat mięsożernej diety ? (koniec cytowanego wywodu) CHCIAŁBYM ZAZNACZYĆ ŻE: 1) Nie formułuje żadnej nowej teorii na temat żywienia psów. To jest fragment mojej dyskusji z pewną osobą, a właściwie punkt widzenia tej drugiej osoby. 2) Nikogo ani niczego nie atakuje. Starałem się przedstawić jedynie fakty. 3) Jestem zwyczajnie CIEKAWY co ma do powiedzenia na ten temat współczesna dietetyka. Musi być przecież jakieś logiczne wytłumaczenie ! Nauka przecież winna kierować się przede wszystkim rozumem. 4) BARDZO PROSZĘ o konfrontację z przedstawionymi faktami ! JESTEM zagubiony, prawdę mówiąc - przedstawiono mi te fakty, w dyskusji - a ja nie umiałem udzielić żadnej odpowiedzi na pytanie dlaczego wobec tego pies powinien jeść aż tyle węglowodanów. Osoba, z którą rozmawiałem opowiada się za karmieniem psa głównie mięsem, a ja nie byłem w stanie podjąć równorzędnej dyskusji... HELP.
-
Echh.... A ja - co prawda na razie nie mam psa - ale jak już pies będzie - to tylko gotowanie... Jakoś mnie nie przekonują te wszystkie pasze dla psa :evilbat: W szczególności suche... Nikt i nic na ziemi mnie nie przekona że jakieś suche "nie wiadomo co" jest lepsze niż gotowany ryż, albo makaron ze świeżym kurczaczkiem i warzywami :D Albo podroby, jajka, serek biały... Czasem trochę kosteczek surowych i wszystko gra... Można podsypać suplementami i witaminami - to rozumiem... Ale jakieś tam "suche" ? :evilbat: Mimo wszystko jakoś jestem niewiernym Tomaszem, i nie do końca ufam tym wszystkim producentom... :evilbat: Domowe górą ! Człowiek też będzie moim zdaniem zdrowszy na domowym żarełku, niż na żarciu z MaCa albo na konserwach :wink: A co do przygotowywania i wygody - wiadomo że pies mięsko może jeśc surowe i mu nie szkodzi. A ryż albo makaron, warzywka - gotuje się góra 10-15 minut, takie najzdrowsze ... Żadna filozofia i wysiłek...
-
:o To całkiem sporo, przy takim wzroście waga oscylująca w granicach 40 kg zupełnie nie dziwi... To chyba niemalże tak jak Owczarek Niemiecki ? Chociaż Bokser może wydawać się nieco mniejszy niż ON, bo ma mniej futerka :wink: hmm... chyba musi być niełatwo utrzymać takiego psa na smyczy, jak się czymś podekscytuje po drugiej stronie ulicy i koniecznie chce tam pójść :wink:
-
No - na Boksera, oczywiście ! :) :lol:
-
Ja myślę, że rzecz w tym, że niektóre słowa zaczynają robić karierę, niemal jak gwiazdy w mediach, tylko chyba jeszcze większą... Kiedy facet dobiera się do laski, wkrótce usłyszy coś o "molestowaniu seksualnym"... Pfuj, co za obrzydliwy nowotwór językowy... Nie żebym był za owym "molestowaniem" ale jak słysze to słowo to mi stają dęba wszystkie włosy na ciele, łącznie z tymi pod pachami :evilbat: Podobnie - jak smarkacz staje się bezwstydnie bezczelny powyżej granic jakiejkolwiek przyzwoitości, to zamiast przyrżnąć mu w zadek, tak jak to przez setki, ba - tysiąclecia czynili tatusiowie - teraz mówi się o lekach psychotropowych i o syndomie ADHD. :wink: Bo klepnąć szczeniaka w zadek nie wolno, wszak to sadyzm, ale za to szprycować dziecko chemikaliami - proszę bardzo :evilbat: Psiego środowiska również nie ominął ten obłęd. Teraz biedny pikuś nawet nie może osikać drzewka, tak jak je osikiwali jego przodkowie od dawien dawna, bo teraz okazuje się, że osikując zaznacza swoją niepodzielną dominację :) Że też wcześniej nikt na to nie wpadł :evilbat: A im wyżej unosi nogę i im intensywniej sika, tym bardziej dominuje :evilbat: Przyznam że przeczytałem "Dlaczego mój pies" Fishera z przyjemnością, czego nie można, niestety, powiedzieć o "Zapomnianym języku psów" Fennel, który - przyznam - zupełnie do mnie nie trafia, zarówno pod względem warstwy merytorycznej jak i językowej. Natomiast wiem, że kiedy zaczyna o czymś pisać psycholog, behawiorysta, psychiatra - robi się ciekawie :evilbat: Bezwiednie zastanawiam się wtedy jak mogłoby wyglądać spotkanie takiego behawiorysty z np. Zygmuntem Freudem ? Behawiorysta snułby przed sympatycznym, starszym panem wizje całych wachlarzy zachowań dominujących, zachowań stadnych, uległych, instynktownych... A Zygmunt Freud zapatrzyłby się w główkę swojej laseczki, poprawił melonik, odchrząknął i zapytał spokojnym głosem: - Jakie miejsce w pana dzieciństwie zajmowała pańska matka ? Jak postrzega pan swojego ojca ? Co się panu ostatnio przyśniło ? Czy chce mi pan o tym opowiedzieć ? :wink:
-
Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem to w drugiej połowie sierpnia... :wink:
-
Jak wysoki jest dorosły bokser ? Chodzi o samca... Nie mam na myśli wzrostu w kłębie, bo to po pierwsze moge przeczytać ze wzorca, a po drugie nie jest dla mnie zbyt obrazowe :D Chodzi mi o coś takiego - Dokąd sięgałby mi czubek głowy psa gdyby stanął z podniesioną głową obok mnie ? Mam 180 cm wzrostu - czyli że ?.. Sięgałby mi głową gdzieś do powyżej kolana ? Do połowy uda ?
-
To znaczy że już ich nie ma ? Tzn zeżarł je w całości ? :lol:
-
Bartek_yo, ja cię doskonale rozumiem. Sam mam rodziców, którzy wszystko wiedzą najlepiej, a ojca to już w szczególności. Na szczęście jestem już niezależny finansowo i mieszkaniowo, więc w chwilach kiedy mnie mocno wkurzą albo próbują porządzić zawsze mówie sobię, że mam to tam gdzie słońce nigdy nie zagląda ... :lol: Co jest z resztą świętą prawdą... :wink: Ale dopóki z nimi mieszkałem, dopóty musiałem wysłuchiwać ich pseudomądrości na temat psów. Dlatego też nigdy nie miałem psa. Z resztą - oni nawet teraz nie są w stanie zaakceptować tego, że pies będzie rasowy ... Ojcu już sama rasowość wydaje się czystym snobizmem, o wystawach nawet nie wspominając :lol: No bo - po co płacić trzy tysiące złotych za psa, skoro można mieć takiego samego za trzysta złotych ? :D I gadaj tu sobie z nimi... Jak oni niektórych ras nie rozróżniają, a co dopiero widzieć różnicę pomiędzy bokserem rasowym a nierasowym... Mniejsza z tym, BOGU DZIĘKI nie muszę się już nikomu podporządkowywać ... Ale - doskonale rozumiem twoją sytuację - głową muru nie przebijesz :wink:
-
bartek_yo, w bloku obok mnie mieszka facet który ma boksera białego, ale też ma jednolite umaszczenie. Cały biały, nawet maska :) Netka - moim ulubionym umaszczeniem jest żółte z białymi znaczeniami. Jest bardzo estetyczne, i chyba trochę na topie :D - Sporo dobrych psów ma właśnie takie. Ale nie tym się kieruje, a własną estetyką. Podoba mi się takie. Psy pręgowane z białymi znaczeniami również mi odpowiadają.
-
Nie tylko myślę, ale i wiem że kupię :D Wychodzi na to, że pies będzie pod koniec sierpnia. Parę rzeczy jest już "dogranych", a parę jeszcze nie, ale ... ... nie zapeszajmy ;)
-
Zauważyłem ciekawą rzecz - jeszcze nie spotkałem nierodowodowego boksia, który miałby białe znaczenia... Wszystkie żółte, albo pręgowane :) I - jak jeden - cięte. W każdym razie ogony, widziałem już kilka z nieciętymi uszami... :lol: A w mojej okolicy mieszkają dwa rasowe ! Jeden jest już duży, ma ładny biały kołnierz (prawie jak shrek :wink: ), a drugi jest całkiem mały - ale nie cięte uszka i ogonek ! Niestety widziałem je tylko przejazdem, więc nie było jak zagadnąć właścicieli o hodowlę ...
-
GrAtUlUjE ! gRaTuLuJę ! :lol: :thumbs:
-
Heh, paranoja... Ja nie mam psa, a bronię status quo... Czy znajdzie się tu ktoś, kto JEST ZADOWOLONY ? Bo jeśli nie - to czemu się dziwicie ludziom, którzy trzymając w domu kundelki mówią - po co te wystawy, po co te rodowody, po co psy rasowe ?... Wychodzi na to, że... sami przyznajecie im po troszę rację :evilbat: Bo - wierzcie mi - dopóki te psy będą oceniać ludzie, a nie komputery - dopóty inni ludzie będą im zarzucać stronniczość. Szczególnie ci co przegrali walkę o podium dla swojego pupila :wink: Co do mnie - ja np. myślałem że chcę psa wystawiać, ale przemyślałem to i doszedłem do wniosku, że mam to w nosie. Chcę mieć psa rasowego, bo chcę mieć gwarancję odpowiedniego eksterieru - dla czystego snobizmu i estetyki. Natomiast doszedłem do wniosku, że w sumie jak nie jestem hodowcą to nie mam co się tam pchać. W sumie co z tego że mój pies będzie jakimśtam championem ? NIC. i tyle :evilbat:
-
Gorszym ? A kto to ocenia ? Ja czy sędzia ? Odwróć sprawę: Jesteś sędzią kynologicznym, masz fenomenalne psy i je wystawiasz. Sędziuje -wiadomo - twój kumpel. Trudno się dziwić - przecież wszyscy w danej rasie znacie się jak łyse konie. Twoje psy wygrywają - bo przecież są najlepsze. W końcu jesteś sędzią - masz super psy i wiesz jak je przygotować. Masz niesamowite doświadczenie. I wiesz co ? Ci co z tobą przegrali warczą, że wygrałaś przez układy, korupcję, sitwę itd... Jakbyś się wtedy czuła ? :)
-
Netka, mi się obiło o uszyska, że nie każdy pies może dostać rodowód. Chyba chodzi o jakieś uchybienia w hodowli. Wiesz, piesek z drugiego miotu w ciągu roku nie dostanie rodowodu. No i są chyba inne wyjątki - z tego co wiem nie zawsze związek wydaje rodowód. Co do całej sytuacji - myślę że ta Pani chce dokonać czegoś w rodzaju przeglądu hodowlanego... Powinnaś pojechać z psiakiem do tej Pani. Koniecznie. No i wysłuchać oceny - jakakolwiek by nie była. Ludzie z ZK działają w tym wypadku w imię dobra rasy, możesz mi wierzyć. Jeśli ocena nie będzie pozytywna - nie ma powodu żeby się pienić. Mówi się trudno. A - z drugiej strony - z rodowodem czy bez - piesek i tak będzie twoim najlepszym i najukochańszym przyjacielem. Nie znam się na psach, ale mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Nie panikuj. Powody do paniki byłyby gdyby twój pies był cięzko chory, albo umierający. A rodowód - no cóż - rzecz nabyta :) Tutaj sporo ludzi ma boksie bez rodowodu...
-
Marta!!!: Vitez po czesku to inaczej Zwycięzca po polsku, czy też Champion po angielsku :wink: CR - Czeska Republika CH-CR-PL - to będzie bodajże oznaczało że pies jest Championem Czech i Polski... To tak na pierwszy rzut mego niewprawnego oka :D Kopsnij ktoś w zadek jeśli się mylę :wink: Co do tego CS - mam wątpliwości... Był onegdaj taki napis w kółeczku pod tytułem "CS", widywany często na skodach naszych południowych sąsiadów, mogę więc przypuszczać, że CS przy psie oznacza, iż piesek ten pochodził z Czechosłowacji :wink: Ale równie dobrze - może to oznaczać coś zupełnie innego... :evilbat:
-
E tam, przesadzacie... Co innego złe traktowanie psiaka - z tym się trudno pogodzić - ale jakiśtam wynik na jakiejśtam wystawie ? :wink: Nie należy wg mnie jednego z drugim mieszać. Wystawa to przecież takie umowne widowisko, więcej dla śmichu niż na poważnie... Jak wybory Miss... Impreza rozrywkowa. Czyż nie ? Dla mnie te wszystkie kluby, wystawy itd - to coś tak jak organizacje wielbicieli znaczków pocztowych, albo inne organizacje w tym stylu :lol: Wiem, że są tacy co poświęcili temu swoje życie - i chwała im za to. Ale to wszak tylko hobby. No i kasa - dla niektórych :evilbat: Tym niektórym zależy najbardziej - no i co - dziwicie się ? :wink: Jak świat światem jedni będą drugim zarzucać nieuczciwość i nepotyzm, a może nawet i korupcję. Tak było kiedyś, jest teraz i będzie zawsze, dopóki będzie ludzkość. Tak jest w każdej dziedzinie życia. Na farmie Orwella Napoleon może się zmienić, ale jedno zawsze pozostanie aktualne. Zawsze jedne zwierzęta będą równe a inne równiejsze :) Więcej luzu i dystansu do sprawy. Mam na myśli wyłącznie sędziowanie - a nie niewłaściwe traktowanie psiaka. To drugie zasługuje na potępienie :evil:
-
Kaia, ja wiem że niektórzy właściciele bullowatych i rotków tak mówią. Mówi się też, że psa będziesz mieć takiego, jakiego go sobie wychowasz. Tylko zanim go sobie wychowasz, to może zdążyć prawie odgryźć ucho, tak jak Zebo synowi Adamsa :D A Adams był pitmanem, więc znał się nie tylko na psach ale i na bullowatych generalnie... Mówi się też, że AST to taka bardziej pokojowa odmiana Pita - i ta wersja mnie najbardziej przekonuje. Te psy są spokojne bo są silne, ale jak się wkurzą to potrafią ugryźć, a wiedzą jak to zrobić... A dziecko potrafi wkurzyć każdego psa. W tym wypadku ich fantazja bywa nieograniczona... Co by nie mówić - większość nie poleci przy dziecku rotka albo asta, tylko laba...
-
I te linie różnią się trochę wyglądem ? Stąd taka różnorodność ? Bo prawdę mówiąc dla laika niektóre pity różnią się od siebie kolosalnie pod względem wyglądu... Kształt głowy np. czasem mocno się różni - Chociaż wszystkie są pitbullami... Stąd np. rozpiętość pomiędzy 20-50 kg ? Ten typ sportowy to pies bardzo lekki ?
-
Prawdę mówiąc - nie spotkałem się z takimi zaleceniami. Raczej - gwoli ścisłości - spotkałem się z czymś wręcz odwrotnym :lol:
-
Odmiana barwna, tak ? No własnie... Moje słownictwo jest nieprecyzyjne... Wybaczcie... W takim wypadku chyba byłoby właściwsze określenie - linia... Tzn - chodzi o to, że osoba posiadająca pita mówiła o pięciu głównych liniach hodowlanych, różniących się rzekomo "domieszkami". Wiadomo że przy powstawaniu nowej rasy zwykle bierze udział kilka innych ras. Np tak jak przy powstaniu CTR brały udział rotki, sznaucery i airedale... Wg wypowiedzi tej osoby - miałoby istnieć pięć lini hodowlanych pitbulli, każda oparta na nieco innym składzie tych poprzednich ras. Np pit wzmocniony nieco krwią kanara... itd.