Jump to content
Dogomania

Faro

Members
  • Posts

    1489
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Faro

  1. Ewciu - mogło jej po prostu byc zimno w stopkę . Mogła też między opuszki stopy wejśc grudka zmarznietego śniegu - to jest dość ostre i zabolało. Jesli to była stopa to pewnie tego typy sytuacja była przyczyną
  2. I ja się cieszę . Telefonu nie odbierałam, bo obydwie komóreczki czekają sobie grzeczniutko od piatku w pracy na biurku .Jutro zdziwię sie ile osób przez wekend usiłowało sie do mnie dodzwonić . Zadzwonie do Was jutro po południu to wszystko ustalimy. M.
  3. "Znalazłam się", i znalazłam ten watek , ale widzę , że moja pomoc juz nie potrzebna :lol: Młodzieniec wiedział kogo znależć na tej nocnej tułaczce;) A Geziu ....hm, mocno "zaplusował u mnie" tym serdecznym przyjęciem sierotki , zwłaszcza , że do bokserów (przynajmniej Piratka i Maksika) jakos nie pałał wczesniej nie tylko miłością , ale nawet sympatią :razz: Haniu - zadzwonie jutro , bo dzis juz chyba zbyt późno na telefon. M.
  4. Już dwie rodziny pytają o Bonkę .
  5. Bard wraca do zdrowia - w chwili obecnej z leków dostaje kreon 1000 (enzym trzustkowy) ponieważ w biochemii wyszły podniesione próby trzustkowe . Nie wiemy narazie czy to stan zapalny organu wywołany tym co przeszedł Bard czy inną przyczyną. Za dwa tygodnie trzeba będzie znów skontrolować trzustkę . W chwili obecnej kreon skutkuje Bard robo normalne kupony (więc może trzustka wraca "do normy") , ma humorek ...... Miałam telefon o Bardzika od pani z B-B ......
  6. Z testami na parwo jest tak , że jesli test potwierdzi parwo - to jest to na 100% , jeśli wyjdzie negatywny , to nie do końca jest pewność, że to nie jest parwo - niestety. Przestałam wierzyć testom po tym jak widziałam umierającego dorosłego rottka - wymioty, biegunka krwista (czyli pełne objawy parwo) a test negatywny , powtórzony test , też ujemny. Pies odszedł w piątej dobie , test wykonany tuz przed smiercia potwierdził parwo (dodatni) . Jesli chodzi o surowicę (ja podawałam caniserin) - podaje się ja nie tylko psom z objawami parwo , ale też niejako "profilaktycznie" w przypadku podejrzenia kontaktu z wirusem gdy nie wiemy czy pies ma wystarczająca odporność poszczepienną (dot. to własnie psiaków "z odzysku" gdzie nie wiemy nic o ich przeszłości , ilości i częstotliwości szczepień), surowica to gotowe przeciwciała, dawka zależy od wagi psa i sytuacji w której podajemy (tzn czy leczniczo czy tez proflaktycznie) I jeszcze jedno - stolec przy parwo nie tylko jest biegunkowy , krwisty , ale też charakterystycznie cuchnie (doświadczony lekarz po zapachu takiego stolca wie czy ma do czynienia z parwo czy tez nie) Przy leczeniu parwo ważne jest aby psiak nie dostawał NICZEGO dojelitowo (tzn do buziaczka -) wszelkie leki , witaminy, powinny byc podawane pozajelitowo , by nie podrażniać jelit. Mam nadzieję, że maluchy nie mają parwo - i aby te informacje nie były nikomu przydatne.
  7. Sabcia to pojętna dziewczyna - gdy juz udało sie jej załozyc szeleczki i poczułam sie pewniej (tak - ja poczułam sie pewniej, że mi "nie śmignie" ) usiłowałam ją przekonac, ze ma usiąść - mimo iz psiak kawałek dalej straaaaaasznie ją interesował i chciała do niego pędzic na cała długość smyczy . I wiecie, że za którymś (chyba 4 ) " nie" - siad !!! sabcia siadła na swoim kuperku na trawniku choc całe ciałko drżało wyrywając sie do przodu !. Bedą z niej jeszcze "porządne psy" jeśli tylko znajdzie odpowiedniego człowieka
  8. napiszę kilka słow o Sabci - a właściwie o domu jakiego potrzebuje . Po wspólnej wizyie u weta jestem pewna , że to nie alergia dziecka była powodem oddania Saby , a jesli alergia - to nie był to jedyny powód iz Saba straciła ponownie dom. Saba ro psiak cudny z urody : drobniutka , ale bardzo proporcjonalnie zbudowana boksereczka o ślicznej główce i pięknym "wyrazie " pycholka . I to chyba dobrze , że to taka kruszynka, bo tylko dzięki temu można ją w chwili obecnej opanować - SABA JEST TOTALNIE NIEWYCHOWANA , tak , ze problemem jest jej okiełznięcie choc na chwilę . Pierwsżą rzeczą , którą zrobiłąm po tym jak przez 5 min miałam ją na smyczy pod lecznicą - kupiłam jej w sklepiku szelki i załozyłam (oprócz obroży), bo obawiałam się, że to "szczere srebro" wymksnie głowę z obróżki ! Saba nie potrafi opanować własnych emocji - cieszy się cała soba , skacząc by dac buziaka (i nie ważne jest czy to człowiek czy inny psiak , który sie jej spodobał) . Jesli psiak się jej nie spodoba - też skacze , tylko tym razem szczekając , bez względu czy to york czy bernardym byłby - nie ma świadomości na ile i z kim może ryzykować . jednym zdaniem mówią 3 X ADHD i to do kwadratu !!! W domu też jest jej wszędzie pełno - sprawdza co na stole opierając się o blat łapami , wypuszczona do ogrodu - wraca i..... awanturuje sie by ja natychmiast wpuścic drsapiąc w drzwi. Poczatkowo nawet nie miała na zewnatrz czasu by sie załatwic i zdarzało sie , że wracając po podwórkowych szaleństwach - zesikała sie w domu . Teraz juz wie , że spacer/ zabawy na zewnatrz to przede wszystkim czas na siku - tu juz są znaczne postepy. Zdarzyło sie jej też "zjeść" kawałek drzwi pod nieobecności (dłuższej -ok. 5-6 godz) opiekunów ( pewnie sie jej nudziło i chciała dostać się do Diega) . Pisze o tym wszystkim, bo nie chciałabym , by ktoś zauroczony jej urodą i młodym wiekiem zdecydował sie na adopcje i potem znów ją oddał nie mając do niej cierpliwości i chęci/ czasu na prace z nia . To cudowny i kochany wyeośniety szczenior, który przez całe swoje życie spotykał na swej odrodze nieodpowiednich "właściceli" - stąd jest taka jaka jest !!! Nie ma w niej na szczęście cienia agresji a drobna postura ułatwie panowanie nad nią . Niewyobrażam sobie jednak "na dłuższą metę" życia z tak niewychowanym psem. To byłaby "męka" a chodzi o to "by obie strony smyczy" były szczęśliwe i zadowolone . Dlatego Saba potrzebuje szczególnego domu i człowieka . Jakiego ? 1. Dobrze by była to osoba spokojna i konsekwentna . Spokój zapobiegnie "nakręcaniu " się Saby a konsekwencja spowoduje , że ustalone zasady będą jasne , czytelne i stale egzekwowane od psa . 2. Osoba prowadząca aktywny tryb zycia - Saba musi gdzieś codziennie wyładować nagromadzona energie . To normalna potrzeba fizjologiczna dyktowana jej temperamentem . Idealny byłby dom z ogrodem , gdzie mogłaby sie wybiegać , ale brak ogrodu tez mozna jakos "rozwiązać" (spacery i szaleństwa na długiej taśmie ) 3. W domu raczej nie powinno być innych zwierząt (psy/koty) ich obecnośc z pewnościa bezie Sabcię "nakręcać" z psim kompanem - szaleństwa do upadłego, a kocim gonitwa, bo przecież trzeba łapac coś co ucieka !! 4. Dobrze by w domu nie było też małych dzieci - nie z powodu złego stosunku Saby do dzieci , bo ten jest o,key, ale własnie dlatego, że taki szkrab to również kompan do szaleństw domowych - i jak w takich warunkach dążyć do wyciszenia i ułożenia jasnych zasad dla psa . Dzieci starsze/ młodzieć, która rozumie , że jest czas zabawy , ale są i zasady, które BEZWZGLĘDNIE należy przestrzegać - mile widziana w domku dla Saby. 5. Dobrze by w domu Saba nie musiała zostawać sama zbyt długo, zwłaszcza w okresie poczatkowym (ale w jej przypadku ten okres może się wydłużyć znacznie) nim zostanie prawidłowo wychowana - może zdażyć się , ze zniecierpliwiona długa nieobecnością znajdzie sobie "własną rozrywkę" - nie koniecznie "po mysli jej Pana" 6 I NAJWAŻNIEJSZE - CZŁOWIEK KTÓRY ZECHCE ADOPTOWAĆ SABE MUSI CHCIEĆ TEŻ Z NIA PRACOWAĆ . Pies sam się prawidłowo nie wychowa - żaden , a efekty "samowychowania" u Saby są widoczne. Z nia jest teraz "podójna praca " trzeba oduczyć tego co nieprawidłowe/ wyciszyć i nauczyć właściwych zachowań. Trzeba to robic na zasadzie pozytywnych wzmocnień a nie na zasadzie siłowego karcenia, bowiem działanie oparte o karanie nie osiągnie właściwego rezultatu , a może doprowadzić do pojawienia sie u Sabci albo zachowań lękowych, albo agresywnych . Saba jest młodym , pieknym psiakiem, ktos kto poświęci jej swój czas i pokoch ja MĄDRĄ MIŁOŚCIĄ będzie miał w przyszłości piękną i oddana towarzyszkę na , mam nadzieje długie lata . A teraz kilka słów o zdrówku - antybiotyk nadal, bo migdały jeszcze powiększone, a nie chcemy , by znów choróbsko wróciło, ogon zalepiony - myslałam , że będzie z nim gorzej , ale nie jest aż tak żle , ona wywija nim z takim temperamentem , że musi go sobie rozbijać - gdy sie ja troche opanuje , wyciszy i sprawa ogona myslę będzie mniej problematyczna . Sabcia miała tez na skórze czerwone przebarwienia, ale po karmie która dostała w "spadku" od mojego Piracika (Hills z/d - karma dla "mocnych" alergików) - przebarwienia ładnie zeszły . teraz je znów gotowane - zobaczymuy czy przebarwienia "wrócą" Tyle o Sabci - nie chce odstraszać "potencjalnych domków, pragne tylko by ta "kochana łobuzica" znalazła swoje miejsce na ziemi - kochający domek, który jej juz nie odda . M.
  9. [quote name='Kapsel']Takie porady to tylko FAro może Ci udzielić Ewka, będziesz się z nią widzieć? Koniecznie o tym pogadaj! Chyba że jeszcze jakieś cioteczki doświadczenia mają, bo ja niestety nie, mój robi ze mną co chce niestety, dlatego zazwyczaj mąż chodzi na spacery ;)[/QUOTE] Kochana - mój Piracik to dopiero rozpuszczony chłopak .......
  10. Nie - uszko jest już w porządku, ale pojawił sie guzek na tylnej łapie . Mielismy go zostawic w spokoju, ale chyba uciska na ścięgno i jak urośnie to Dieguś może mieć poważne problemy z chodzeniem . W środę będzie w lecznicy na wizycie to zobaczymy co zdecyduje lekarz.
  11. Diego prawdopodobnie czeka kolejny zabieg . W środę ma umówiona wizytę i chybantrzeba będzie ustalić termin zabiegu , ale szczegóły napisze pewnie wkrótce Ness . Poza tym staruszek zaprzyjażnił sie z Sabą - tylko kondycja omawia posłuszeństwa przy tej " szalonej babie"
  12. Są jeszcze wieczorne wieści z DT - Bart zrobił "prawie normalnego" kupona, ma apetyt, że zjadłby przysłowiowego "konia z kopytami" , bawi się , macha ogonem , SKACZE I SZCZEKA . (jak zadzwonił o tej porze telefon i usłyszałam w słuchawce głos DT , to serce mi stanęło , bo myslałam , ze cos zaczęło sie złego dziać - a tu takie wieści !)
  13. Rozmawiałam telefonicznie z DT - Bart je z apetytem puszki indestinal Royala, nie wymiotuje, zrobił kupona (lużnego, ale to pewnie jeszcze efekt rozregulowania jelit także tymi lewatywami ). Jestem więc dobrej mysli . Więcej jutro - widzimy sie osobiście z DT i Bartem w lecznicy.
  14. [quote name='lika1771']Cisza..................[/QUOTE] Cisza , bo Ness nie ma obecnie dostępu do internetu. W niedzielę widziałam osobiście książeczkę zdrowia Goy - wpisane jest szczepienie na wściekliznę robione jeszcze przed adopcją i 2-krotne szczepienie na wirusówki robione po adopcji . To są również fakty .
  15. Tatankas - jesli masz surowicę - podaj ją Swojej suni . (możesz jeszcze porozmawiac z lekarzem , ale surowica na pewno jej nie zaszkodzi, a zabezpieczy dodatkowo). Wirus parwo ma żywotnośc do 6 m-cy.... Bytuje nawet w śladowych ilościach kału . Warto więc zdezynfekować mieszkanie (ja używałam do dezynfekcji przy parwo Aerodezin (płyn w sprayu)- można go zamówic w aptece lub kupić w sklepach zaopatrujących szpitale - używany jest w medycynie do dezynfekcji narzędzi chirurgicznych , ścian , małych powierzchni .... ( jest też srodek w proszku stosowany do dezynfekcji w weterynarii - rozpuszcza się i jest taki różowy płyn, nie pamietam nazwy, ale przy zwierzaku i dzieciach to raczej zbyt ryzykowne ) Niestesty , ta choroba naprawdę zbiera śmiertelne żniwo - zrobiłaś wszystko co było mozliwe dla tej kruszynki. Tak przykro......
  16. Rozmawiałam telefonicznie własnie z P.Doktor - napisze mi dokładnie jak był Saimon leczony, z tego co mi przekazała to przede wszystkim surowica, witaminy, antybiotyk i kroplówki nawadniające i ZERO JEDZENIA . Nie wiem ile razy Twoja sunia była szczepiona , Jesli ma 3 szczepienia podstawowe a potem co rak przypominające to pewnie juz ma wystarczająca odporność , ale jak masz mozliwośc podania jej surowicy - to z pewnościa ona nie zaszkodzi. Ja podawałam surowicę (coniserin) Sanderce gdy byałą w hotelu i stwierdzono tam parwo u innych psiakó. jesli masz dobrego zaufanego weta , to porozmawiaj o tym z nim. Pytacie o lekarza w Szczecinie ? Ja moge polecic dr Leonard Gugała. parę lat temu jak byłąm na wczasach nad morzem z moim Piracikiem , prosiłam naszego lekarza , by na wszelki wypadek dał mi "namiary na jakiegoś dobrego weta w temtej okolicy i polecił własnie tego lekarza. Bylismy tam wtedy raz , bo Piratek obtarł sobie łpoduchy biegając po piachu - p. Doktro mówił , że sam ma boksery. ma strone swojej lecznicy (jak wpiszesz w wyszukiwarke leonard gugała lekarz weterynarii szczecin to z pewnościa sie otworzy ) .M.
  17. PArwo jest chorobą w zasadzie śmiertelna dla szczeniaków, ale SĄ PRZYPADKI WYLECZEŃ . W naszej fundacji jest Saimon (już w DS, ale nadal wspierany przez nas w leczeniu silnych stanów alergii) ). To "Krakus" jego historia na naszej stronie . Saimon został kupiony przez pierwszych własciceli na giełdzie z zaawansowana parwo. Został wyleczony !!!! Leczyła go ta sama lekarka , która ratowała w niedziele Barta ("ciocia Madzia") Jutro będę się z Nią widzieć - poproszę by mi napisała jak Saimon był leczony - na pewno dostawał surowicę i był nawadniany kroplówkami . Jeśli w domu są też inne psiaki oprócz malucha to również powinny mieć podana profilaktycznie surowicę (mimo szczepień), by chwilowo podnieść ich odporność na na wirusa parwo. Wywnioskowała , że w DT jest inny psiak - czy masz szansę zdobycia i dla niego surowicy ?
  18. A prześle mi ktoś meil do tej pani (na pw) Nie myslałam o plakacie - po co "zdradzać" zbut wiele info o chłopaku, jesli ktoś go szuka , zadzwoni dopytać. Myslałam o porozwieszaniu tam w okolicy w róznych miejscach info :ZNALEZIONY W DNIU 1XI W ...........(PORĄBCE ?) BOKSER CZEKA NA WŁASCICELA POD OPIEKA FUNDACJI SOS-BOKSEROM Kontakt tel ....."
  19. Potrzebuję kontaktu do kogoś z okolicy gdzie błąkał się Bart. Kogoś - kto porozwiesza tam ogłoszenia - przygotuje je , wydrukuję, zalaminuje by były trwalsza, i wyślę pocztą by ktoś je tam rozwiesił. Chce mieć pewność , ze nikt Barta nie szuka , bowiem , tak jak pisałam - trudno mu uwierzyć, ze ktoś o niego dbał, obcinał pazury i...wyrzucił. Może on jednak sie zgubił - najlepiej dla niego by wróciła do Swojego człowieka , za którym tak tęskni. Z drugiej strony - wczuwam sie w sytuacje ludzi, któzy moze go gdzies zgubili.... Spr€bujmy wspólnie sprawdzić czy nikt go tam nie szuka - proszę.
  20. [quote name='ageralion']Mialam wrzucic bazarki na pierwsza :splat:Juz sie poprawiam... Jestem zakrecona przez tego boksiowego szczeniora z parwo :([/QUOTE] O jakim szczeniorku Ty piszesz ? Po wczorajszym dniu jestem "całkiem do tyłu" a na dodatek zostawiłam okulary do czytania/pisania w pracy .......
  21. Kochani zostawiłam okulary w pracy i piszę" na pamięć", więć z góry przepraszam za literóki, ale wiem , że czekacie na wieści. Dziś nie było kroplówki, bo chłopak zaczął jeść i pić , więć nie było potrzeby nawadniania go kroplówką. Na zdjęciu RTG widać, ze jeszcze są kości w przewodzie, ale nie jest t juz tak zbrylowane jak wczoraj i jak powiedział doktor - wygląda , że sobie sam poradzi. Kolejna wizyta w środę - jesli jednak chłopak zacząłby wymiotować mamy go od razu przywożic do lecznicy - na "cito", bo będzie to swiadczyć iż znw przewód gdzieś się "przytkał". Dzis przyjął go dr Orzeł (prowadził mojego Maksa - mam do Niego pełne zaufanie, ) - mimo iż Dart był wpisany do innego lekarza , bo do Dr Orła nie było miejsc - doktor Sam zaproponował iz to on obejrzy Barta (muszę podziękować "cioci Madzi" czyli doktor Magdzie Motyce , bo to Ona wczoraj tak "od serca" zajęła sie naszym chłopakiem i pewnie dzwoniła do dr Orła jak jest sytuacja i , ze dziś też będziemy - tak sie Kochana zmartwiła stanem naszego Barcika .Więcej szczegółow jutro jak będę mieć okulary. M.
  22. Rozmawiałam przed chwilką z DT - Bart to zupełnie inny pies , zaczyna się bawić, JE , PIJE , zrobił siku i kupona(wprawdzie jeszcze sama woda , ale to wniosek , że jelita drożne ) zaczynam wierzyć, że będzie dobrze .
  23. Wczoraj Bart przyjechał wieczorem do naszego DT . Był smutny, nie wykazywał zainteresowania towarzyszami mieszkającymi w DT. Dziś przed południem jego opiekunka z DT zadzwoniła do mnie informując, że nie jest dobrze, Bart nic nie chce jeść , nawet kabanosik go nie zainteresował, nie chce pic - poiła go strzykawką. Na dodatek nie nie wysikał sie od przyjazdu , mimo iz kilka razy wychodzili (nawet nocą , bo sygnalizował) przykuca i nic. Uzgodnilismy , ze spotkamy sie w lecznicy. Gdy go zobaczyłam ..... Piekny pies , ale zupełny brak zainteresowania życiem , otoczeniem , tak smutnego i zrezygnowanego boksia widziałm do tej pory tylko raz ( Taki Kapselku był Maksik , gdy go zobaczyłam po raz pierwszy) Pani doktor zbadałą Barta , pobrała krew - wyniki morfologii nie były najgorsze, wskazywały na silne odwodnienie , ale nie było jakis stanów zapalnych . Biochemia będzie jutro rano. W międzyczasie wyszłąm z poczekalni z Bartem by się załatwił i Bart sie wysikał, więc jedno już było "z górki" bowiem bałam sie czy nie trzeba go będzie cewnikować. Niestety jednak okazało się, ze Barta ma bardzo silne parcie na stolec . Cały czas - tak jak wczesniej w DT przykucał, by by zrobic kupona , jednak jego wysiłek był na nic. Wróciliśmy na kroplówkę Bart dostał płyny nawadniające - w międzyczasie był bardzo niespokojny , więc znów wyszliśmy , mysląc , ze chce siku po kroplówce, ale on znów usiłował zrobic kupona - i znów nic , chodził cały wygiety , opiekunka twierdziła, ze w domu wogóle nie chciał wstawać , był bardzo smutny (choć ozywił sie chwilowo gdy ......władował sie do łózka na poduszkę..!) Podejrzewałyśmy z p. Doktor, że mógł mieć biegunkę, stąd jeszcze to uczucie parcia na stolec, ale w trakcie badania przez odbyt okazało się że w jelitach są ślady uformowanego kału - więc nie może być mowy o biegunce. Zrobiłyśmy więć Bartowi RTG brzucha , które potwierdziło, że w jelitach "coś " zalega , są bardzo zagazowane. To "coś" było na wysokosci miednicy , była szansa wypukania lewatywami. Nie będe wam opisywać szczegółów , robiłyśmy te lewatywy w trójkę , musiałyłmy założyć Bartowi kaganiec, bo biedaczek usiłował się bronić , myślałam , ze mi serce pęknie, ale nie było innego wyjścia. Pani doktor " wyłuskała" z jego jelit kilka drobniutkich kostek , troche udało sie wypłukać tymi lewatywami. Cała nasza trójka była ............. ale pomogło , W gabinecie Barcik dostał kilka chrupek z indestinala , ale niestety nadal go nie interesowało jedzenie. Wtedy p. doktor przyniosła talerzyk ze swoim jedzonkiem (była w pracy od rana aż do wieczora na dyzurze ) powiedziała do Barcika "zobacz jaki ciocia Madzia ma pyszny makaronik z salami i podała mu świderek makaronu i .....Bart ZJADŁ , A POTEM ZJADŁ DRUGI MAKARONIK od cioci Madzi. .... Wiedziałyśmy już , że jest lepiej . Wracając kupiłam dla chłopaka trochę szyneczki i boczku (wiem , że czytacie to z przerażeniem , ale to mój wypróbowany sposób dla niejadków - przypiec plastry boczku , zamknąć na parę minut w w pojemniku wraz z makaronem , wtedy makaron przechodzi zapachem boczku i psiak zjada ten pachnący makaronik) W samochodzie Bart dostał odrobinę szyneczki - zjadł ją i byl zainteresowany co jest w papierze .... Dzwoniłam juz dwa raz do DT. jest lepiej Bart po powrocie (koło 19) zjadł zjadł z chęcią trochę szyneczki i trochę makaronu z puszką indestinal Royala , był tez zainteresowany wątróbką drobiową , która jedli domownicy. Pił sam wodę . Chlusnęło jeszcze z niego 2 razy po tych lewatywach (dywan do prania a podłoga do szorowania ) - wypadły jeszcze dwie kostki. A wieczorem po 22 gdy rozmawiałam telefonicznie DT powiedział, że Bart to zupełnie inny pies niż przed wizytą u lekarza - zaintersowan koleżanką , macha ogonem , zwiedza mieszkanie . Co chwilke wychodzą na podwórko, jest znacznie lepiej !!!! Myslę, ze dla Barta była to ostatnia chwila na ratunek - psina miał zapchane jelita kośćmi . Ktoś musiał go nakarmic moze szyjami indyczymi ?? bo tak kojarzą mi sie te drobne kosteczki , które z niego wyłuskała p. Doktor a potem wylatywały gdy chlustało z niego po lewatywach ... Psiak czując ból nic nie jadł , byłby zagłodził się na śmierć lub gazy gromadzące się z zapchanych jelitach doprowadziłyby do wzdęcia i skretu. Ale zdążylismy. Dzięki temu , ze DT pojechał i go wczoraj zabrał Bart zyje i myslę, ze będzie żyć. a teraz kilka słów o nim jako psie - jest cudowny , pięknie zbudowany (choć okrutnie chudy ) , jest ostoją łagodności i spokoju. Ma aksamitna w dotyku śierść, pięknie przyciete pazurki i..... niesamowicie smutne oczy , mam wrażenie, ze pies nie błąkal się długo. Wygląda na psa domowego, o którego ktoś dbał, nie obcy mu samochód i wie do czego słuzy łózko . Pewnie dlatego tak trudno znosi bezdomność i tak łatwo zrezygnował i przestał "walczyć o siebie". Wiecie - myślę, że wartoby zrobić ogłoszenia i porozwieszać w miejscowości gdzie był znaleziony i jej okolicach, Może ktoś go szuka. Bo trudno mi uwierzyć, żeby tak zadbanego psa ktoś wywalił Jutro Bart ma kolejną wizytę, będzie zrobione RTG brzycha by zobaczyć czy coś jeszcze zostało w tych jelitach , jeśli będzie potrzeba będzie miał podana kolejną kroplówkę nawadniająca . Przyznam się, ze zakochałam sie w tych jego pięknych smutnych oczach ....... M.
  24. tak , zaraz wszystko napisze tylko nakarmię mojego Piracika, biedaczek nie dostał obiadku , pańcia od 12 była w lecznicy z Barcikiem i DT i dopiero teraz wróciłam do domu.
  25. [quote name='kkanarekk']Sprawa sterylizacji, odbioru psa szczepień była poruszana na tym wątku wielokrotnie, przez Edit_f niestety bez skutku. Moją winą jest, że nie mam kopii umowy. ALe obowiązuje nas rękojmia w prawie polskim. Poza tym o Diegu owszem powiedziałam prezes waszej fundacji była to rozmowa kiedy zadzwoniłam w sprawie Goyi i przy okazji przekazałam inf które zaznaczyłam, że są do weryfikacji. Fundacja wierzy tylko Ness bo jak tu przyznać się do błędu. Ale jak na razie to moje "rewelacje" potwierdziła Asior, agamika, Soema. Za mało? [B]Cóż jak to Ness nie ma nowych psów?[/B] Wystarczy wejść na wątek Diega. Żenujące jest Twoje podejście Faro, bronisz osoby, która porzuciła swojego psa. DLa mnie nie ma usprawiedliwienia takiego zachowania. Wasza weryfikacja domu Ness jak na razie zawodzi co widać na załączonym obrazku - WYRZUCONY PIES. Agnieszka jak na razie przedstawia każdemu nową wersję. Szkoda tylko, że brakuje tu wersji prawdziwej. Ja do tej kobiety nie mam żadnego zaufania ani nie wierzę w jej żadne słowo[/QUOTE] Wskaż mi proszę w którym miejscu piszę, że Ness nie ma nowych psów ??? Dlaczego więc piszesz sugerując coś czego nikt nie napisał? Nieprawdą jest jednak , ze jest pies do Misieek - z tym, że w tym przypadku nie działasz świadomie , ale z niewiedzy , więc Ci wyjaśnię : u ness jest Saba - bokserka mieszkająca u Misieek na zewnątrz Bokserka przeszła z monentem zabrania jej od misieek oficjalnie pod opiekę fundcji , mieszka więc u ness na DT nie jako pies "od misieek" a jako pies fundacyjny i za jej los i stan odpowiada fundacja . Co więcej - wiedząc jaki macie od dawna ( a przynajmniej od momentu gdy ja zetknęłam sie z tą sprawą czyli gdy Ness stała sie DT Diega) stosunek z Soemą do Ness - osobiście powiedziałam misiek rozmawiając z Nią telefonicznie , że Sabcia pojedzie do DT u ness , o której rózne zdania są "gegerowane" na dogomanii, tam będzie mieszkać w domu z Diego , naszym bokserem - kastratem . Ness byłą po Sabę osobiście a ja byłam na drugi dzień u Ness zobaczyc jak sobie radzi . Tak więc bardzo proszę sprawdzaj najpierw fakty "u źródła" nim napiszesz znów coś co sie będzie w jakimś stopniu lub całkowicie mijać z prawdą , przedstawiając to jako fakt doskonale Ci znany i 100% pewny . Mam nieodparte wrażenie , ze to są jakieś Twoje personalne urażone przez ness (a może i fundację , bowiem nie przychyliła się do Twojej negatywnej opnii o Ness pwierzając jej boksery) rozgrywki. Nie mam zamiaru więc dyskutowac w tym czy innym watku dalej wytykając Ci kolejne "mijania się z prawdą" . Tak jak napisałam - z faktu , który jest niezbity - czyli sytuacji w jakiej znalazłą sie Goya Ness powinna się wytłumaczyc i myslę, ze każdy "normalnie myslący" człowiek spokojnie zaczeka co ma do powiedzenia . Natomias warto byś pamietała , że publiczne pomówienia,pisanie nieprawdy , obrażanie kogoś, stawianie go w złym świetle - może być powodem poważnych problemów dla osób które to czynią .
×
×
  • Create New...