Jump to content
Dogomania

Faro

Members
  • Posts

    1489
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Faro

  1. Wróciłam od Maksa. CAŁA A teraz po kolei : ze schroniska odebrała go Ksera , mnie zabrała "po drodze" do hotelu. Z jej relacji Maks był bardzo przerazony gdy kierownik schroniska wszedł do kojca by założyc mu obrożę. W samochodzie nie było żadnych problemów - Maks stał w bagażniku (combi +kratka) i patrzył . Gdy wysiadł w hotelu tak ciągnął na smyczy , tak wszystko w koło wąchał, ze trudno go było utrzymać . Zjadł mi z ręki po kawałeczku paróweczke,zjadł też jeden kawałek od zony p.Tomka (własciciela hotelu) , potem zaprowadziłyśmy go z Kserą do pawilonu do boksu. Weszłam z nim do środka , założyłam jego własna obróżke (tę 'domową") odpiełam schroniskowa. Miałam troche problemu z wyjściem, bo Maks też chciał iść - ale absolutnie nie było agresji - stał tylko pod drzwiami i co ja je troche uchyliłam -on pierwszy. Nie chciałam go odciągać 'na siłę " za obrożę, bo uznałam,ze może sie poczuć zagrożony (nie było mnie u niego 2 tygodnie więc nie wiem czy mnie zapamietał, bo przecież nie zdązyliśmy sie nawet lepiej poznac w schronisku) i różnie zachować - do czego miałby zupełne prawo. On zas wcale nie był głodny (po karmieniu w schronisku) i nie interesowała go juz parówka , ale jednak gdy rzuciłam mu kawałeczek na posłanie - poszedł sprawdzic a ja myk z boksu. Trochę jeszcze postałam przy nim , pogadałam , pochwaliłam i zostawiłam . Było około godziny 16.oo O 18.30 byłam u niego ponownie - nie wyprowadzałam z boksu , bo uznałam,ze lepiej dac mu czas by poczuł sie w nim bezpiecznie, dostał po kawałeczku przez krate paróweczkę - bardzo delikatnie brał mi z palców . Były też przy nim "cioteczki" z którymi jeżdżę do hotelu. W pierwszej chwili troche powarczał, ale jak sie odsunęłam od kraty to juz nie warczał, a potem nawet brał od nich z ręki przez siatke smaczki , nawet gdy ja byłam obok . Generalnie jadąc tam po raz drugi bałam sie, że usłyszę, ze Maks szaleje w boksie , ale Maks był spokojny przez ten czas, raczej wystraszony szczekaniem innych psów , choć w mojej obecności ze dwa razy sie im "odszczeknął" , byłam z cioteczkami dośc długo w hotelu - kilkakrotnie przychodziłam do jego boksu - by "pogadać" przez krate .Byl spokojny, lizał mnie po palcach, wyraźnie czekał cały czas przy kracie czy znów przyjde. Między 16.oo a 18.30 gdy byłam ponownie zdązył juz sobie nasikać na kołderke - ale widac było że też sobie tam "ścielił" , bo kocyk , który był na kołderce był zwinięty a kołdra posikana, ale gdy wieczorem przed odjazdem poszłam jeszcze do niego zaglądnąć widać było, ze odwinął sobie te częśc zesikaną (miał kołdrę złożona podwójnie) i chyba leżał w tej części suchej - tak to przynajmniej wyglądało - spryciura. Jutro jade znów - bedę juz chciała go zabrać na spacer , ale musze chyba zabrać kurczaka lub coś pachnącego smakowicie , bo obawiam sie problemów z pozostawaniem. Wydaje mi sie to w tej chwili całkowicie wytłumaczalne - ten psiak od 30.07 dziś był pierwszy raz poza kojcem/boksem. jak juz sie przyzwyczai będę chciała by lekarz, który przyjeżdża do hotelu go obejrzał, zbadał , pobrał krew , by zrobic badania, bo jakoś w schroniskowe opinie "zdrowy " nie wierze - wolę to sprawdzic, ale muszę mu dac troche czasu na oswojenie z miejscem, osobami i sytuacją. Nawet nie wiecie jak sie cieszę, że biedak już dziś śpi w cieple - ostatnie noce były u nas całkiem, całkiem zimne - w tej chwili mam za oknem 4 stopnie więc nie chce myslec ile bedzie nad ranem. Jutro jadę do schroniska załatwic formalności - w dokumentach schroniska jestem osoba adoptująca Maksa. Moze uda mi sie dowiedziec coś o jego przeszłości , cos więcej na temat tego ugryzienia w schronisku . Mam tez bardzo złą wiadomość - boksereczka ta młodziutka jest w bardzo złym stanie , po parwowirozie doszła nosówka i teraz jeszcze zapalenie płuc . Dziś kierownik pytał czy nie ma dla niej jakiegoś domu tymczasowego - są nawet skłonni jeździc do niej na wizyty lekarskie by nie trzeba jej było wozic do schroniska . Ona w warunkach schroniska nie ma szansy , a ja jestem bezsilna . Nie znam nikogo kto wziąłby ja do siebie na okres choroby - nawet jesli by dostawał na jej utrzymanie i miał za darmo leczenie !!!! Nawet jutro nie będę jej chciała zobaczyć , bo nie moge jej pomóc - cały czas mam przed oczami chudziutką, żółtą kruszynkę , którą mi pokazali dwa tygodnie temu (nie zakładam jej tematu , bo co bym w nim napisała ??)
  2. Maks już a hotelu - więcej napiszę wieczorem
  3. Monika - buziaki. Dokładnie 5 tygodni temu leżała w schronie jako bezimienna zrezygnowana bokserka, bez szans na życie - nie mówiąc juz o szansie na domek , a wszyscy w watku zastanawiali sie jak ją ratować. Wczoraj szczęśliwa odjeżdżała do nowego domku leżąć na SWOJEJ podusi !!! W takich chwilach zaczynam wierzyc w ludzi. I za Tulisia - też dzięki - Bordozki to moja "pierwsza po boksiach" ukochana rasa
  4. A czy nie macie z Aszotem jakiś problemów alergicznych ??? Ja własnie tez przeżywałam ostatnimi tygodniami to samo z Piracikiem. Zauwazyłam jakiś miesiąc temu, ze ma bardzo powiekszone węzły podkolanowe , byliśmy u lekarza, dostał leki przeciwzapalne po 14 dniach kontrola - węzły zmniejszyły sie , zrobinne miał badania krwi - były o'key , dostał kolejne 10 dni juz bez leku "na obserwacje " ich zachowania, ale w miedzyczasie wyszły problemy jelitowe (nietrawnosć) i dostawał leki. Węzły jeszcze sie zmniejszyły . Mamy je obserwowac a jak nic niepokojącego nie bedzie sie działo to zgłosic sie do kontroli pod koniec listopada. Podejrzewam, ze to ich powiekszenie mogło być związane z alergią , z którą "walczyliśmy" całe lato - teraz się sytuacja "na froncie alergicznym " uspokoiła się (skończyło pylenie traw i drzew) .
  5. Za każdym razem gdy tu zaglądam odżywaja wspomnienia, :-( :-( :-( wkrótce minie 3 lata....... , a po policzkach wciąż płynął łzy tak jakby to było wczoraj ...... Gasparo - wiem co przeszliście, wiem jak to długo bedzie bolało...., myslę o Was cieplutko i współczuję
  6. Konisiu - czy Oskarek leki bierze cały czas czy doraźnie ?
  7. A ja zeby zakończyć tę dyskusje (post z watpliwosciami czytałam) powiem tak: Uważam, ze o wiele wiekszym "szaleństwem " ze strony Mosii było zabranie Pelego od jego włascicieli niz pozostawienie u siebie Mery. Pele - pies "z wyrokiem" , zła "sławą medialną "psa, który dotkliwie pogryzł włascicielą, pies- wielka niewiadoma trafił do hotelu jako "pies Mosii" , na której spoczywało finansowanie jego pobytu tam. Jakoś nikt wtedy nie zastanawiał sie, wątpił czy Monika postępuje słusznie , czy da radę. A z pewnąścią była to o wiele bardziej "szalona" decyzja niz obecna !! Jak ktoś juz napisał "coś za coś" - Mery zostaje szczęśliwa - pewnie będzie mniej o jedno "miejsce na tymczasie", ale to nie znaczy , że Mosii nie bedzie nadal pomagać psiakom - jesli pomozemy Mosii - by mogła nadal pomagać!!! Mosii - wracaj tu i pisz jak Merylinda sie sprawuje !
  8. Joaaa - masz chyba pełna skrzynke, więc zostawię Ci pw na forum-boksery
  9. To psiak zrzeczony przez włascicieli z powodu agresji (moze to wakacyjna agresja jaka często zdarza sie psom z powodu okresu urlopowego ???? - chce porozmawiac z kierowcą , który go przywoził jak to wygladało na miejscu), łapsnął za rekę pracownice schroniska w trakcie karmienia,ale mnie jadł z reki po niespełna godzinie, po półtorej - wystawił brzucho do drapania. Trzeba umiec do niego podejść, to będą z niego "porządne boksery":evil_lol: Mam nadzieję zabrać go w tym tygodniu do hotelu.(noce juz takie zimne, a ten głuptasek wyciaga kocyki z budy ???? a kto mu je tam potem poscieli :cool3: ) Kiwi - a moze on sobie Ciebie upatrzył i wybrał ????
  10. No to trzecia z tych co mówiły: NIE "padła" razona bokserowirozą :multi: :multi: (Monika - Tosia ; Konisia - Oskarek; no i teraz Mosii - Mańka ) Teraz wszyscy widzicie , ze z bokserowirozą to nie żarty - ma straszna siłę rażenia :evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: (a mówi to zarażona przed 37 laty i straaaaasznie chora na bokserowirozę do tej pory - to nieuleczalna chroba ;) ) Mosii - bardzo sie cieszę i Twojej decyzji :lol:
  11. W sprawie Maxa działam - tylko "na odległość", bo nie moge jechac teraz do schroniska (jutro znów jedziemy z Piratkiem do lekarza). Jak Maks zawita w hotelu - zaczniemy z nim prace - myslę , że bedzie łatwiej niz myslałam na początku. To co napisała Kiwi o zachowaniu Maksa "dobrze wróży " - bedzie z niego "porządny bokser"
  12. ma tam kocyki ,które mu zawiozłam ? czy nadal ma katar ?
  13. Mój Piratek zafundował mi "24godziny grozy" (ale jest juz prawie dobrze) Dlatego musiałam zmienic wczorajsze plany związane z Maksem (nie mogłam wczoraj i pewnie w najblizszym czasie równiez do niego i małej boksinki jechac ) Krakowianki - odwiedzajcie go proszę, by nie czuł sie samotny. Jak wydobrzeje zabieram go do hotelu - czy wiecie co z małą (tą z parwo?) . A z języczkiem jest o'key . też w pierwszej chwili myslałam, że to taki przypadek jak miała już tu jakaś boksinka (taki zwisający z boku ) , ale Max chowa go w pycholku bez problemu , elegancko wylizuje nim palce dłoni (mojej jak go karmiłam). Ma duzy przodozgryz (który dodaje mu niesamowitego uroku) i dlatego go (jęzorek) czasami wietrzy . Kiwi - czy on na Ciebie warczał lub szczekał ???? Rozmawiałam z P.Zofią Mrzewińską na temat zachowania Maksa i jestem dobrej mysli .Wierzę, ze w hotelu dojdzie do siebie i...... "wyjdzie na porządnego boksera !!!
  14. W pierwszej chwili jak go zobaczyłam "w realu' myslałam, ze ma taki "wypadajacy " (jak juz tu któraś boksia na dogo miała) języczek. Ale nie - wszystko jest w porządku tylko Maxiu ma duzy przodozgryz tak, ze wystają mu takie " dolne wampirki" a na zdjeciu po prostu sobie "wietrzy jezyczek" (co on tam biedaczek robi - dopiero w piatek bede mogła do niego pojechac, nie wiem jak jego zdrówko (miał brzydki gęsty katar) , dobrze, ze nie jest jeszcze tak zimno), ale za to w przyszłym tygodniu wzięłam dobie parę dni urlopu, by byc u niego codziennie .
  15. Staś ma już wygodne spanko - teraz przydadzą sie też miseczki na stojaku lub takie zawieszone na kracie by nie musiał sie schylac przy tych jego problemach z kręgosłupem. (wybaczcie, że "zniknęłam" z watku, ale widzę, że ruszyła pomoc na miejscu a ja mam teraz "miejscowy " boksio-sierotkowy problem - watek o Maxie w krakowskim schronisku) Czy udało się komuś w warszawie "namierzyć" wykładzine antypoślizgową (o której wcześniej pisałam) - byłaby ona idealna dla Stasia
  16. Ponieważ w domu już od dwóch dni mam problemy z wejściem na dogomanię (dlaczego ?? na inne fora wchodzę bez problemu :cool3: ) a w pracy nie mam zbyt wiele czasu by pisać - wszystkie aktualności o Maxie bedą na www.forum.boksery.pl
  17. chyba tak - klejnotów nie znalazłam tam gdzie byc powinny a sprawdzałam - chyba ze jest wnetrem od urodzenia . Stawiam raczej na kastracje w schronisku - dowiem sie konkretnie jak bede u niego w piatek Jest w schronisku od 30 lipca jako pies zrzeczony z powodu agresji :mad: Oczywiście, że mu mówiłam spokój , nie wolno, dość - ale do niego jeszcze to nie docierało wczoraj (choć i tak bardzo szybko do niego dotarłam , widząc jego zachowanie i postawę - obawiałam sie czy będzie to wogóle mozliwe)
  18. Wczoraj znów byłam u Maxa - spędziliśmy "przez kraty ponad 4 godziny , które pozwoliły mi na uzyskanie pewnych informacji na podstawie zachowań Maksia - opisałam to na forum-boksery zapraszam do poczytania: http://www.forum.boksery.pl/tematy8/zrezygnowany-przestraszony-max-w-krakowskim-schronisku-vt3532.htm Powiem tylko w skrócie mam okropny dylemat co zrobić , bo wiem , ze Maksowi bedzie trudno znaleźć odpowiedni dom, ale jeśli ja nie mająca do czynienia z profesjonalnym szkoleniem potrafiłam dotrzeć do niego w ciągu 2 godzin i zaufał mi na tyle, że "wyłozył słabizny do głaskania", a wciągu nastepnych 4 godzin zaczął nawiązywac ze mna kontakt, bawic sie - pies , który "na dzień dobry" załamał mnie swoim widokiem !!!! To wg mnie jest dla niego szansa na normalne życie u boku własciwego człowieka,tylko jego szukanie może trwać baaaardzo długo !!! (co wiąże sie z wysokimi kosztami długiego pobytu w hotelu, bo nie wyobrażam sobie, by raz zabrany do hotelu miał wracac do schronu) Z drugiej strony Maks nie ma perspektyw w schronisku z nim nikt tam nie będzie pracował, z "etykietką agresywnego" nikt go nie bedzie zabierał na spacery - wróci na tę paletę, zamknie sie w sobie i będzie powoli umierał , idzie zima , buda w schronisku to nie dom dla boksia - boję sie , że jej nie przezyje.
  19. Trop - Ty mi już raz dziękowałaś (a wpłaciłam tylko raz i to niewiele) niestety nie będę mogła wspomóc Was ponownie, bo pewnie wkrótce zawiozę do hoteliku kolejne boksie - nieszczęście , które jest w krakowskim schronisku (Maxa):shake: :shake:
  20. To jest pies okropnie przerazony sytuacja , był z pewnościa bity , bał sie kulił cały i powarkiwał ostrzegawczo , unikał kontaktu wzrokowego Na poczatku wogóle nie reagował gdy do wołałam , leżał jak nieobecny na tej palecie (dokładnie jak na zdjęciu ) ale skusiłam go gotowana wołowinką, byłam załamana jak zobaczyłam jego postawę gdy do mnie podchodził - tak przerazonego psa jeszcze nie widziałam. Agresja lękowa to najtrudniejszy do wyprowadzenia rodzaj agresji , bo psiak jest nieprzewidywalny. Ale na dzień dzisiejszy mogę tylko powiedziec, że jest przerażony - czy agresywny ??? jeszcze nie wiem. Spedziłam z nim przez kraty prawie dwie godziny , kroczek po kroczku zdobywając jego zaufanie i...... po prawie 1,5 godziny "moich zabiegów" pozwolił pomiziać sie za uszkami, potem nadstawił boczki (raz z jednej strony, raz z drugiej) a potem tak mnie zaskoczył (az mi sie oczy spociły), bo połozył sie na boczku przy kracie podniósł łape i....... pokazał, że chce byc miziany po brzuszku . Aż sama nie mogłam w to uwierzyć (i oczywiście miziałam ) Pozwolił mi zobaczyc w uszy (tatuazu tam nie ma ) , sprawdziłam też, ze nie posiada "klejnotów". Z pewnościa bardzo długo bedzie odzyskiwał utracone zaufanie do człowieka, ale mysle, ze krok po kroku , pomaleńku wyjdziemy na prosta, oby tylko był całkiem zdrowy bym mogła go zabrać do hotelu , tam z pewnościa szybciej wróci do równowagi psychcznej i odzyska wiare w człowieka. (jesli chodzi o boksinke - to podobno jest z nia bardzo żle , Kiwi - jaki jest jeszcze na kwarantanie ? czy masz na myśli tego adoptowanego i zwróconego, który jest teraz w F10 czy jeszcze kolejnego ???? )
  21. Max też nie jest całkiem zdrowy - miał dziś bardzo nieładny ropny katar z jednej dziurki - mam nadzieję, że to tylko przeziębienie , ale w takim stanie i wiedząc, ze jest przypadek parwo - nie moge go zabrac do hotelu gdzie sa inne psy - jutro pojade , zawioze mu koce do tej budy, musze skontaktowac sie z lekarzem i dowiedzieć czy nie trzeba mu podac czegoś na udopornienie , Jak tylko wyjaśni sie jego stan - zaborę go. do tej pory bedę jeżdzić tam (jak ktoś mógłby go odwiedzić w poniedziałek/wtorek/ środe lub czwartek to bardzo prosze - ja niestety z przyczyn rodzinno-zawodwych w te dni w tym tygodniu nie dam rady -potem juz będę u niego codziennie - krakowianki proszę pomóżcie w te dni) Będe mu gotowac jedzonko i wozić , by chłopak dobrze sie odzywiał i miał siłę na walkę z chorobą. Jest w bardzo złym stanie psychicznym, ale ma szansę wyjść z tego .
  22. Byłam u Maxa - spędziłam z nim "przez kraty" prawie 2 godziny : tak wystraszonego boksia jeszcze nie spotkałam "na zywo" (więcej napiszę wieczorem)
  23. Zawsze twierdziłam, twierdzę i bedę twierdzić że...... miejsce boksera jest w łóżku a nie w schroniskowej budzie !!! :evil_lol: :evil_lol:
  24. Joaa - chcę zabrać boksia do hotelu , będzie mieszkał w boksie w budynku, rozmawiałam wczoraj z włascicielem hotelu . Mysle , ze realnym terminem byłby przyszły wekend (w tym tygodniu musze pozałatwiać wiele spraw , a jak go zawioze to chcę być u niego codziennie by go poznać i oswoić z sytuacją. Własnymi finansami zabezpieczę z góry 3 tygodnie pobytu , a potem ..... pewnie będzie potrzebna pomoc , sama też mam pomysł na zdobycie środków choć w części, ale o tym napiszę jak juz Max bedzie w hotelu. Oby znalazł dom tak szybko jak Boluś i to TAKI dom
  25. Kiwi - nie dołuj mnie takimi wiadomościami,:shake: :shake: bo i tak juz nie będe spać przez Maxa - dowiedz sie czy są jeszcze te inne .
×
×
  • Create New...