Jump to content
Dogomania

Faro

Members
  • Posts

    1489
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Faro

  1. Co słychać u SabONKI ?
  2. Wydaje mi sie, ze widziałam tego psiaka jadąc samochodem w niedzielę po południu gdy maszerował deptakiem wzdłuż ul. Witosa - po stronie Kurdwanowa . Nie dam sobie głowy uciąć, że to był on, ale zwróciłam uwagę, że psiak miał takie wyraziste / niebieskie szelki i "maszerował" luzem. Całkiem więc realne, że krązy po okolicy. gwoli wyjaśnienia dla tych co nie znaja tego rejonu : Tuchowska ciągnie sie po obu stronach dwupasmówki ; część jej jest na Woli zachód - reszta w części Kurdwanowa
  3. [B]Zobaczcie[/B] proszę czy są tam [B]boksery[/B] jakieś i dajcie znać na PW
  4. Raspev - na podjęcie takiej decyzji jest jeszcze zbyt wcześnie. Jesli Sabcia je , ma apetyt to nie jest jeszcze moment by podejmować taką decyzję....... (Resztę napiszę Ci na pw lub prześlij mi nr telefonu kontaktowego to jutro zadzwonię i porozmawiamy. Znam ten problem z własnego doświadczenia , niestety my przegraliśmy kilka let temu z mocznicą.....:-(:-()
  5. Respev - wysłąłąm Ci pw. Potwierdź czy odebrałaś
  6. Nie mam zwyczaju straszenia , ale mam zwyczaj interesowania się losem psów, które stanęły "na mej drodze" - zwłaszcza jeśli były to psy z jakimiś problemami. Kilka dni temu zadzwoniłado mnie kobieta z zapytaniem o Mordę , (chyba to było zrządzenie losu, że pomyliła numery) z rozmowy wynikło, że była to pani Mordki, która jak powiedziała mi wciąż interesuje sie tym co sie z nią dzieje . Od Niej dowiedziałam sie, że pan, który adoptował Mordkę dostał pracę wyjechał za granicę, Mordka trafiła do hotelu na Łużyckiej, ale tak tam rozpaczałą, że sąsiadka pana Mordki, która zobowiązała sie ja tam odwiedzać - zabrała ja do siebie. To było w sierpniu . Pani chciała zadzwonić włąsnie do tej sąsiadki dowiedzieć się co z Mordką , ale (los zrządził), że dodzwoniła sie do mnie. Mam nadzieję, że osoby, które wydawały Mordke do adopcji wciąż (jak to deklarowały ) interesują sie losem Mordki i napiszą tu jak wygląda aktualnie jej sytuacja , bo nie chciałam być zbyt nachalna w wypytywaniu Pani w trakcie rozmowy.
  7. Co z Mordką ? czy macie wiadomości co u niej, bo wiem, że jej sytuacja niestety się zmieniła.....
  8. :shake::shake: To już pięć miesięcy a wspomnienia wciąż bolą tak jakby to było wczoraj........ Jej miski, zabawki, legowisko - wszystko spakowane tak jakby nadal czekało az zamieszka z nami ...... I tylko gdy patrzę jak Piratek sam biega w ogrodzie ............:-(:-(:-(:-(
  9. Kreon 1000 to enzymy trzustkowe - lek ten podaje sie w schorzeniach trzustki
  10. Nieststy - Torcik jest nadak bezdomnym "mieszkańcem SGGW" :-(
  11. [quote name='mar.gajko']Kupiłam! No, kupiłam. Jabłka dla Paja. Wczoraj kupiłam i zawiozłam. Sama z siebie taka dumna jestem, że nei zapomnialam. I jednego nei rozumiem, czego się wszyscy ze mnei śmieją. Bo ja t ejabłka Pajusiowi obieram ze skórki, wydrążąm pesteczki i kroję na takie malutkie kawałeczki. No bo on zęby ma już takie słabe. [B]A NIEKTÓRZY to sie mnie pytają (z utajoną złośliwością w głosie) CZEMU TARKI sobie nei przywiozłam, bo może nie pogryźć.[/B] [B]Ot, i staraj się człowieku. A tu tylko drwiny i wyśmiewanie ;)[/quo[/B] oj widać, że nie bywam już w hotelu - to i dziwi rzecz tak oczywista jak krojenie jabłuszek na kawałeczki .........
  12. Czy tu już nikt nie zagląda ? Jak wygląda sytuacja z zachowaniem boksi ?
  13. To też dobrze - Pani doktor też nie bała/ nie boi się Maksia i Maks ją polubił , więc i Baruszek też polubi (druga która "koleguje się" z Maksem to doktor Adamska) :lol:
  14. Kochany Baruszek - tak sie cieszę....... Myślę, że w razie problemów zdrowotnych (tfu, tfu - oby ich nie było) można im polecić "Maksiowego doktorka" w Krakwecie, bo skoro Maksa obłaskawił to i Baruszek go nie zje
  15. Jak ten czas pędzi - to już miesiąc bez Sanderki, a ja wciąż mam przed oczami jej łobuzerską minę gdy w ostatni nasz wspólny wieczór chciała "dopaść" hotelowego kota Mobisia ....... To tak boli ...........
  16. [quote name='Frotka']Nie musisz brać asta do domu. Wystarczy jeśli będziesz na niego płacić. Można przecież opłacić mu pet-sittera newet przez 24 godziny na dobę i psychologa dwa razy dziennie. Kwestią są tylko koszty....[/quote] Jeśli mnie nie stać na takie koszty - to pracuje z psem sama jak to było i jest w przypadku Maksa , ale mówię jasno co moge zagwarantować osobiście ............ Ja nie lubie niedomówień. Dlatego napisałam co wiem z autopsji na temat opieki nad trudnym psem w Krakowie ........ Nie mam zamiaru dyskutować bezproduktywnie w tym watku , chciałam tylko przedstawić "drugą strone medalu" - [I]może nie tak różówą jakby ktoś wnioskował .[/I] [I](oooo , a ja płace na boksery, więc tez powinnam zamilknąć . Fakt , milczenie jest złotem, ale ja wole "uczciwe gadulstwo")[/I]
  17. [quote name='Frotka']Załóż sobie osobny wątek w tym temacie a nie rozwalaj mojego. A jesli nie podoba Ci się hotel na Łużyckiej to opłać Fobosowi lepszy.[/quote] Rozumiem , ze to do mnie - zapytałam o szkoleniowca i schronisko z prostej ciekawości , bo tak sie składa, że mamiałam/mam do czynienia z agresywnym psem (nie pierwszym ) z krakowskiego schroniska, mam tylko nadzieję, że ten szkoleniowiec nie pracował z psami w okresie gdy był tam Aston czy Maks i ze ma on inne metody i podejście do psów z taka etykieta niz pracownicy schroniska Sledzę ten watek i pewnie mając wiedze tylko na podstawie tego co czytam, miałabym wrażenie , że w Krakowie bedzie ten Ast miał świetne warunki - bytowe może i tak, ale to nie tylko o zapewnienie godziwych warunków bytowych chodzi w tym przypadku . Z takim psem trzeba pracować - i nie wystarczy tu praca tylko szkoleniowca, który zakładam ( w dobrej wierze) , ze bedzie przychodził do hotelu , tu chodzi o codzienne godziny pracy z takim psem by go przygotowac do adopcji - z tego co wiem ani Ty Frotko nie możesz takiej codziennej pracy zagwarantować (bo np. nie masz na to czasu) ani inni wolontariusze tego się nie podejmą (bo dlaczego nikt sie takiej pracy nie podjął przez to 10 miesięcy gdy Morda była w hotelu p.Tomka - gwoli wyjasnienia dla Foksi - to nie ja byłam w jakikolwiek sposób odpowiedzialna za tego psa , postawiłam sprawę jasno, że moge próbowac ja "otworzyć na ludzi" i jakoś przygotować do adopcji - reszta to "nie moja działka" ). ale to nie jej watek .......... Wracając do losów Astka - jakoś trudno mi uwierzyć, że własciciele będą tyle czasu poświęcac na prace z trudnym psem , (bo jeśli tak, to czemu tam nie przeniosłyście Mordy - przeciez ten hotel juz wtedy istniał ?) Wiecie, że wyadoptowanie takiego psa to wielka odpowiedzialnośc (na dodatek to AST i ta z jednej strony opinia o nich a z drugiej zagrożenia użycia psa do walk) więc nie często trafiają sie własciwi dla takich psów ludzie . Jeśli nie przygotuje sie tego psa do adopcji to może dłuuuuuugo tkwić w hotelu . I nie ma co sie czarować , jeśli nawet (jak gdzieś wspomnianio) przejmie nad nim pieczę krakowski TOZ - to nie będzie go w nieskończoność finansować , podobnie jak "Kiciusia" , o którym wspomniałam (bardzo agresywny pies umieszczony przez TOZ w hotelu ), który po kilku miesiącach pobytu w hotelu trafił do schroniska. I tu wracamy do punktu wyjścia - tak sie składa, że to ja moge coś powiedziec na temat podejścia w krakowskim schronisku do psów agresywnych , bo to ja przez miesiące jeżdziłam do Astona....... To u mnie na kanapie śpi Maks zabrany z krakowskiego schronu jako agresor (autentyczny agresor) , bo to w końcu ja cokolwiek robiłam z Mordą w hotelu ...... Dlatego wiem ile czasu, cierpliwości/stanowczości , pracy liczonej w setkach godzin wymaga taki pies ....... To wiem (m.in.), czego nie wiedza inni czytelnicy tego watku i nie napisałam tego "by rozwalac Twój Frotko watek" - tylko dlatego, bo obawiam sie ,że może powtórzyć sie historia Mordy , w przypadku której zostawiono psa "samemu sobie z problemami" i nie chciałabym by w przypadku tego psa sprawdziły sie moje przewidywania - tak jak to było w przypadku Mordy , gdy ostrzegałam po jej zabraniu do innego hotelu , ze może ugryżć (....... i niestety miałam rację , choć wcale nie daje mi to satysfakcji) Ps. Uprzedzę propozycje przejęcia opieki nad tym psem, która pewnie ripostą sie tu pojawi - wystarczy mi jeden agresor w domu. Jeśli zaś chodzi o Mossi - wiem , że miała do czynienia z agresorami (przynajmniej jednym i to z dobrym efektem - chodzi mi o Pelego - boksera z wyrokiem smierci, który pogryzł włascicielkę)
  18. [quote name='Foksia i Dżekuś']Nie mam czasu czytac tego watku ,ani nie obchodzi mnie do jakiego hotelu pies pojedzie ale wypowiadanie sie osób na temat hotelu na łuzyckiej ,ktore nigdy tam nie były jest nie na miejscu. ja tam jestem co drugi dzień ,zamiennie z Asia z ktora przywozimy i wydajemy psy z harbutowic, trzymane tam sa tez psy z KTOz oraz rotwajlery z fundacji rotka byly tez szczeniaki od AGag i jest jeden pies od niej. Byla juz pare razy pani Magda z kundla bo nagrywała filmiki o Cezarze,kajtusiu i Rudej oraz Hubercie od Agag i stwierdzila ,ze psy tutaj maj super bo sa dwa wybiegi gdzie 2 razy dziennie po koleji puszczene sa psy na nie wiec maja duzo ruchu ,a my dodatkowo wypuszczmy nasze małe na wybieg przy boksach. Dodatkowo jest zatrudniony pracownik i to czlowiek ,ktorego my z Asia zaakceptowałyśmy ,a boksow 22 wiec nie jest to az tak wiele ,gdzie wlasciciel hotelu sie nimi opiekuje , pracownik i my z Asia. [B]a od lipca ma byc jeszcze zatrudniony pan ,ktory obecnie uklada agresywne psy w schronisku.[/quote] - [/B]Czy mozna zapytać w którym schronisku i od kiedy ?
  19. [quote name='ARKA']:shake: zero kontaktu.[/quote] Dlaczego mnie to nie dziwi ...............
  20. Mam nadzieję, że Ascik nie powieli "tułaczki" Mordki a tym bardziej losu "Kiciusia" Na podstawie tego co tu piszecie powiem tylko tyle - jakiż z niego agresor - przy takiej gradacji agresji mój Maks powinien być od razu "do kasacji". (dla tych co nie wiedzą jestem z Krakowa)
  21. Nie mam w tej chwili czasu dokładnie prześledzić całego wątku , ale mam cokolwiek do "powiedzenia" nt. "agresywnych psów" - to co wiem z autopsji (szukaj temat Astona, Mordy , Maksa - który jest u mnie) i z racji tego , że mieszkam w Krakowie więc znam osoby, i realia tu na miejscu , aaa i z Mossi też miałam kontakt - wprawdzie tylko wirtualny , ale dotyczył też "agresywnego Pele" z wyrokiem śmierci , bo pogryzł właścicielkę.
  22. [quote name='Agga']Sandro Witaj maleńka za TM. Tak przykro czytać jak odchodzicie. Ale za pewne macie tam wspaniałą opiekę .......:-( Nie wiem jaką TAM mają opiekę, - wiem, że TU chciałam wynagrodzić Sanderce, wszystko zło które ją spotkało w życiu, to , że nie mogłam ją zabrać z hotelu wcześniej do siebie tak jak Maksa , to , że tak długo i cierpliwie czekała........... TU miała być szczęśliwa, miała........ Za niespełna trzy tygodnie zamieszkałybyśmy razem :-( tak trudno się z tym pogodzić, tak trudno uwierzyć, że jej TAM jest lepiej:-( że odejście właśnie taraz było dla niej lepsze :-(
  23. a nowe relacje są optymistyczne - zdrówko Maksa ustabilizowane ( co w jego przypadku jest OGROMNYM sukcesem ) codziennie łyka swoja porcyjke leków. Wprawdzie przestraszył mnie, bo coś wymiotował więc ja w te pędy na drugi dzień do lekarza i ........ okazało się , że Maks ma zapalenie gardła (nie mam pojecia skąd to złapał :-o) miałam wątpliwości czy diagnoza jest słuszna, ale pewnie tak, bo dostał antybiotyk na tydzień i już od dwóch przeszło tygodni jest wszystko o.key. Jeśli chodzi o charakterek to Maks zrobił ogromne postępy - zaczyna się ze mna bawić , zachęca mnie do zabawy . Nawet pozwala odebrać sobie kółko (wprawdzie narazie TYLKo kółko - innych zabawek nadal pilnuje okrutnie (jak je dopadnie) , ale pomalutku idziemy do przodu. Maks pozwala sie całować, przytulać, obejmować . Wprawdzie tylko mnie - do obcych wciąż w kagańcu , ale i tak jest to niesamowita zmiana w jego przypadku. Jak przymonme sobie jego zachowania sprzed roku - to samej trudno mi uwierzyć, że tak sie zmienił ......... Przynajmniej Maksowi sie udało
  24. Jestem "u niej" codziennie - byłam przygotowana, ze umrze , że może mieć przerzuty nowotworu - tym bardziej, że pojawił sie maleńki guzek w sutku, byłam przygotowana, że może będę musiała wybierać między ryzykiem operacji (która może jej przedłuzyć życie, ale której może też nie przeżyć) a tym by dożyła razem ze mną i spokojnie to co będzie nam dane, ale nie byłam przygotowana, że umrze tak nagle i to z zupełnie innej przyczyny. Prawdę mówiąc , tak naprawdę nie wiem czy to na pewno był skręt ( gdy ją zostawiałam nie było typowych objawów towarzyszących skrętowi , miała miękki brzuszek, była spokojna , a pewnie umarła wkrótce po naszym wyjeżdzie z hotelu....,) Nie mogę się z tym pogodzić, nie potrafię :shake::shake::shake::shake::shake::shake::shake::shake:
  25. Znów minął kolejny tydzień - to już trzeci.......:-(:-(:-(:-(
×
×
  • Create New...