Jump to content
Dogomania

chip

Members
  • Posts

    264
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by chip

  1. chip

    ryż

    Marcin, w marketach, szczególnie tych duzych, bywa w butlach 5l właśnie woda źródlana (tak jest wręcz napisane na nalepce). Jest to woda bez żadnego posmaku minieralnego (czyli ani słonawa ani słodkawa) bo to woda xródlana.
  2. Tynka, a zamawiałaś to u dystrybutora warszawskiego czy z siedziby głównej ??
  3. chip

    ryż

    Psom często podaje się takie same leki jak ludziom, kupuje się je w aptece, tylko inaczej dawkuje :D . Ale zanim sam coś aptecznego dasz psu - lepiej skonsultować z wetem. Dobry na rozregulowane psie brzuszki jest też Nifuroksazyd (też w aptece bez recepty :) )
  4. No tak - dużo tego zjadły wasze psiaki. Ja dołożę jeszcze : kartę do dekodera Canal+, ostatni tom z 12 tomowej encyklopedii, drewniane sosnowe meble (narozniki + wszystkie gałki z szuflad), róg tapczanu, pół koca (też wyciagałam mu nitki z drugiej strony :roll: ), kabel do internetu (zdażył nadgryźć, ale złapalismy go w porę, więc działa :evilbat: ), skórzaną piłkę do gry w nogę, pościel, poduszkę, kołdrę, pluszowego kotka Garfielda. Śmieci spacerowych nie wymieniam, bo takie same jak u was :roll:
  5. chip

    ryż

    daje się to normalnie - jest to zwykły węgiel, taki jak można kupić w aptece, w pastylkach. Ponieważ węgiel jest słodkawy w smaku psy na ogół bardzo chętnie go jedzą (jak cukierek :P ). Dawka wg wagi psa (tak jak dla człowieka) - ja dawałam kiedyś Chipowi (ok 40 kg wagi) jedna tablete na raz, co trzy-cztery godziny - po pierwszej było lepiej, po drugiej jeszcze lepiej a po trzeciej zupełnie OK. Tego dnia był też na "głodówce" a od nastepnego wrócił do normalnego żarcia. Tyle, że on miał problemy z powodu zeżarcia jakiegoś śmiecia :evil: na spacerze.
  6. No więc ... dostałam próbkę Acana Premium Delux od warszawskiego dystrybutora wczoraj - taka porcja na 2-3 posiłki dla 40 kg psa. Chip dostał wieczorny posiłek z Acany i niestety nie ruszył, owszem wąchał, nie odrzucało go ale mordy nie wsadził. Może to było spowodowane ogólnie upałem i zmniejszonym apetytem. Zobaczymy jak poszło dzisiejsze sniadanko tzn. dowiem się jak wrócę do domku, bo z samego rana przed moim wyjściem do pracy nic nie chciał jeść i Witek (mój TZ) miał mu dać :evilbat: acano-sniadanko tak ok. 10:00. Mnie się Acana podoba - granulki i zapach podobne do Royal Canin, smakowo też zbliżone (sprawdziłam osobiście :eating:, no i owszem, owszem a jak do tego :beerchug: to mogę mieć z Chipem balangę). Spróbuje mu jeszcze to podmieszać z RC, które się właśnie wykańcza - moze sie tak przestawi :roll:
  7. hej, hej - obierki to nie smiecie :roll: Wiekszość psów lubi obierki z ziemniaków, pod skórką jest całe mnóstwo witamin, które my obierając wyrzucamy. Zżerania obierków nie zaliczam nieakceptowanego menu śmieciożrecy. Chip jak tylko usłyszy, że wyciagnęłam kosz z ziemniakami natychmiast melduje się w kuchni i grzecznie czeka na trochę obierek (oczywiście nie dostaje wszystkich z całego obierania, ale zawsze troszkę :D ). A co do pamiętania o tym gdzie leżą różne atrakcyjne śmiecie (fuj, fuj) - to pamięć ma znakomitą, wraca jak po sznurku :evil:
  8. Agusia, Spróbuj jednak zakładać jej kaganiec. Na pewno bedzie to na poczatku trochę stresujące, ale aby ja przyzwyczaić i zachęcic do zakładania kagańca włóż do środka smakołyk - łakomczuch sam włoży pszczek do kagańca. Podawj jej też małe przekąski/magródki poprzez pręty kagańca - trochę cierpliwości i napewno sie uda. Jeśli będzie chodziła w kagańcu, możesz ją spuszczać ze smyczy i psiak się wybiega, a także pobawi z innymi - bo inaczej to albo będzie żarła wszystkie smiecie, albo będzie cały czas na smyczy, a ty i tak muszisz bardzo uważna gdzie ona wkłada mordkę. Znam ten ból, Chip też żre śmiecie, uwielbia torebki foliowe, papiery inne g... (te też :evil: ). Jesli nie jestem pewna terenu na którym biega, to zakładam kaganiec i już. Nasze lasy, parki i inne miejsca psich spacerów są tak zaśmiecone, ze wg mnie w przypadku psa-odkurzacza nie ma innego wyjścia jak kaganiec.
  9. PIKA - masz wg mnie 100% racji :D agresja Chipa jest wg mnie związana z charkterkiem dominanta + hormonki młodzieńca. Ale nie wszyscy właściciele pozwalaja na ustalanie hierarchi przez psy. Niektórzy nie tolerują prób ustalania porzadku w stadzie drogą molestowania, szczególnie gdy to ich pies jest pod spodem - bo jakoś łatwiej to znoszą w odwrotnej sytuacji :roll: . Na moim mini osiedlu w zasadzie nie mamy specjalnych problemów, hierarchia jest ustalona, jak Chip za bardzo podskakuje to go starsze suki delikatnie ustawiają do pionu (one są starsze od niego tak ze dwa lata, więc szacunek sie należy), jest jeden agresyny samiec, ale on chodzi w kagańcu i właściciel go mocno pilnuje, a poza tym rzadko wychodzi poza swój ogród. Jedyna agresywna para sunia bokserka + właścicielka omijane są z daleka przez wszystkich sąsiadów. Tak więc agresja hierarchiczna Chipa wobec psów daje się we znaki właściwie tylko na szkoleniu - tam są Chipa rówieśnicy i na przerwie zdarzają się spięcia. Jesli oba psy są równie dominujące i zaczynają walczyć to wtedy trenerka każe nam złapać/odciagnąć od siebie kłócące sie psy i pokazać, że nie tolerujemy agresji (i tu idzie w ruch kolczatka :-? ). Bardzo zaimponował mi swoim stoickim spokojem Bari, ja też chciałabym mieć taką oazę spokoju, opanowania i pewności siebie jaką jest ten pies. I chociaż zdaję sobie sprawę, że to jego zachownie częściowo wynika z faktu, że to molos - to ja też chcę mieć tak wychowanego psa jak Sajko. Tylko że na to to trzeba mieć ogrom czasu i konsekwencji, a ja tak 10-11 godzin dziennie jestem poza domem, a mój TZ to dałby się za Chipa pokroić, więc przez okres dojrzewania kundla ustalanie hierarchii to my raczej bedziemy dość często ćwiczyć :(
  10. Beata, "gwałcenie" kolegów też czasami u nas kończy się akcja zębową, gdy kolega wyrażnie i zębami okazuje, ze mu takie zachowanie i karesy nie odpowiadają. Wtedy właśnie Chip próbuje postawić na swoim i odpowiada też zębami i tu metoda "ogonowa" jest skuteczna. Chociaż zdarzają sie też tacy koledzy i koleżanki, którzy tylko warkną i Chipek piętuje na bezpieczną odległość, uspokaja sie i zaczyna bawić sie normalnie. Ale jesli kolega uległy i pozwala na karesy, albo jeszcze nie rozumie o co chodzi :roll: to rzeczywiście wtedy wystatrczy złapać Chipa za obrożę, odciagnąć, przypiąć i psiunio uspokaja się. Wtedy jednak najczęściej odchodzę bo jesli spuszczę Chipa ten znowu za chwilę będzie próbował, a nie wszyscy właściciele wyrozumiale pozwalają abym na ich psie "wychowywała" swojego kretynka :roll: Poza tym wczoraj na wieczornym spacerku ćwiczylismy do mnie, biegi i ganianki, oczywiście z nagródkami i smakołykami, no i jest poprawa - Chip przybiegał na każde zawołanie, nawet gdy bawił sie z dwiema koleżankami :D . Ale to by było za różowo :roll: - zjawiła się ona, ta jedna, jedyna czyli Mitka, przy niej Chip głuchnie na wszelkie wołania i nie ma nic atrakcyjniejszego niż ona :evil: - nic to też będziemy zwalczać :-?
  11. Bo jak go za ogon odciągnełam (ja tam nie wsadzę łapek pomiędzy dwa pieski jak se ustalają porzadek. tylko łapię za nasade ogona i podnoszę tylne łapy do góry + odjazd w tył + dezaprobata "fe") to go przypięłam na smycz, ale wtedy to on już ma taki poziom adrenaliny, że smycz, nie smycz on musi swoje pokazać i jego musi byc na wierzchu i tu się przydaje kolczatka, coby się jak pańcia mówi "fe, zostaw" nie rzucał.
  12. NA smyczy przy jakichkolwiek oznakch niezadowolenia wystarczy "fe" i spokój. Zrobiliśmy nawet test z linką i jak ja czuł (no bo pies czuje jak mu się taka linka ciagnie) to był duzo bardziej spokojny i sam z siebie nie startował, odpowiedział na atak, ale to w końcu normalne. Jak jest lużem - to tak jak pisałam do PIKI :roll:
  13. Bardzo chetnie - dorosłe suczydło co to sobie nie da wejść na głowę jest jak najbardziej mojemu nastolatowi potrzebne :roll:
  14. adda Chip w ramach rozprężenia szkoleniowego porwał kołpak, którymi wyznaczona mamy Zetkę i zaczął sobie z nia hasać mnie było :oops: trenerka :roll: a reszta kursantów to miała ubaw. PIKA Chip zachowuje się agresynie w stosunku do innych psów własnie jak się bawi z grupką i uznaje ja za swoje stado a inny pies dołącza, albo jak w przypadku Briego - Ogórkowa latała za Barim (ja się jej nie dziwię - taki facet że hej) i zupełnie olała Chipa i Beja, więc Chip wystartował do Bariego i to tak prawie bezgłośnie, nagle zrobił sie zamiąch i tylko doskonałe wychowanie Bariego przez Sajko uratowało mojego durnego "przwódcę". Toż on by Bariemu wystarczył na jeden ząb. A jego zachowanie w stosunku do twojego TZ wieczorem - to tego naprawde nie rozumiem, przecież wczesniej bawił się z Bejem i ludzie go mało obchodzili, twoj TZ też tam był i nic, my też byliśmy w oddali, Chip wcale sie nas nie trzymał. Jedyne co mi przychodzi na mysl to tylko to, ze wieczorkiem z psów został sam, miał juz dość atrakcji i chciał do domu, więc pilnował się nas a resztę uznał, że musi obszczekać - kiepskie to wytłumaczenie i też mi sie takie zachowanie nie podoba :roll:, wg mnie powinien sie uwalić i iść spać. Chip jest od czasu przeprowadzki mało obyty z dużą grupa nieznanych sobie ludzi, na spacerkach na naszej wsi to jak spotkamy dwóch sąsiadów na raz to juz tłum :wink:, więcej ludzi i psów to widzi w sobotę i niedziele na szkoleniu. W tygodniu jak wracam z pracy ok. 18:30 to już nie mam siły jechać z nim do miasta i wolę pójśc na spacer do lasu albo na łąki, więc mi chłopiec dziczeje. Czytam też ten link, który mi podałaś i niektóre sytuacje to jakby o moim głupolku. :roll:
  15. Ale rozpętałam burzę - no może nie tak wielka burzę, ale małą dyskusyjkę :oops:. Mam chwilę przerwy w pracy, więc teraz ja sie powypowiadam. :wink: Chip był szkolony od małego przeze mnie nagródkami, smakołykami. Niestety nie był wychowywany przez matkę-sukę, tylko przez nas ludzi, więc psiej "ogłady" i psiej nauki jaką szczeniak dostaje jeszcze zanim opuści matczyne gniazdo nie miał :( . Na smakołki nauczył się siad, waruj, do mnie, komenda "noga" też była wyuczona na smokołyk. Nagródka/smakołyk nie działał przy chodzeniu na smyczy i aporcie - to do czego ciągnął było atrakcyjniejsze niż nie ciągnięcie :roll: , a aport - to zupełnie inna sprawa i nasz błąd szkoleniowy :oops: (polowanie nie było jego pasją, znacznie fajniejsze było uciekanie z zabawką, bo pań/pańcia gonią i jest extra frajda). Ciągnięcie na smyczy - tu niestety jak się na cos nakręcił to dyskomfort obroży, która nie oszukujmy sie, ale wtedy poddusza, zupełnie mu nie pszeszkadzał . I tu zadziałał łancuszek treningowy i metoda "drzewa" - czyli wrastam w miejsce, kiedy pies ciagnie, jak przestaje ciagnąc to łańcuszek natychmiast sie luzuje i wtedy pańcia rusza dalej. Więc pies osiąga cel, czyli idzie naprzód ale tylko wtedy gdy nie ciagnie. Szybko kombinuje co mu sie opłaca, a co nie :) . Chodziliśmy do psiego przedszkola, gdzie socjalizował sie z innymi szczeniakmi. Tak było pięknie przez jakieś 10 miesięcy jego zycia. Łańcuszek był stosowany tylko w celach treningowych, wrócilismy tylko i wyłącznie do obrozy, Chip był przyjacielem całego świata, chciał sie tylko bawić z innymi psami. W życiu Chipa nastapiło parę zmian - wyprowadzilismy się z bloku do domku z ogródkiem, dostał własny teren do pilnowania, czym sie strasznie przejął i pilnie stróżował nawet wtedy gdy państwo byli w domu :roll: . Dodatkowo zaczął dojrzewać hormonalnie, parę ścięć z innymi psami (one zaczynały), które on wygrał. Na wiosnę zaczęliśmy szkolenie PT1 w ZK. Zaczęliśmy z obrożą i zamiennie z łańcuszkiem (szkoleniowo do niektórych celów jest wg mnie najlepszy), oczywiście kieszenie pełne nagródek/smakołyków. Chip był wzorowym uczniem - po prostu szybko przypomniał sobie przedszkole i chodzenie po kółku. Na przerwach bawił sie z innymi psami - było OK. Nagle (może wcale nie nagle, tylko ja z opóźnieniem to zarejestrowałam) Chip w czasie psiej zabawy wystartował do psa (w grupie mamy prawie same koleżanki-suczki i tylko dwóch kolegów), ten nie był mu dłużny i psia utarczka gotowa. Zdaża się to nie tylko w czasie szkolenia - PIKA świadkiem jak Chip w czasie zabawy z Bejem i Ogórkową zaczął awanturę z Barim Sajko, wcale sie nie przejmując romiarem konkuretna w zabawie. Opowiadałam o tym na szkoleniu i tu trenerka zaleciła kolczatki, bo pieseczki duże i ja osobiście z utrzymaniem rozzłoszczonych 40 kg mam pewne problemy. Jedno mnie tylko dziwi, bo jak w czasie szkolenia wykonujemy ćwiczenie "tłum" polegające na tym, ze wszyscy przechodzimy na raz przez środek koła, albo psy siedza blisko siebie, a przewodnicy tłoczą sie przed nimi, lub chodzimy węzykiem pomiędzy innymi psami - to Chip spokojnie wykonuje i wystarczy powtórzyc komendę "równaj" aby spokojnie dalej poszedł - sam z siebie wtedy do awantury nie startuje. Najczęściej startuje jak jest luzem i bawi się a jakis pies mu w tym przeszkadza albo mu sie nie podoba. :evil: Reasumując - kolczatkę uzywamy szkoleniowo, tylko w czasie treningów. Nie stosujemy szkolenia szarpaniem, tylko nagródki, czasem krótkie pociagnięcie i komenda "fe". Chip ćwiczy radosnie i z usmiechnietą mordą, kolczatki nie boi się, jak na razie nie kojarzy mu się z niczym tragicznym, daje ja sobie spokojnie założyc, w sobote i niedzielę rano czeka wręcz na zajęcia, sam wskakuje do samochodu. Tyle a propos kolczatki i agresji Chipa - bede oduczała agresji jak mi się uda - chętnie bym sie kiedyś spotkała z Flaire, coby sobie popatrzyła na Chipa i go "zdjagnozowała" :D. A co do "kryzysu w szkoleniu" - to mam nadzieję, ze to tylko kryzys, zrobiłam mu dwa dni przerwy, cofne się w rozwoju jesli chodzi o komendę "do mnie" i zacznę znowu biegać/uciekać itp, itd. Acha - jeszcze jedno w kwestii wyjasnień, bo cóś się chyba żle wyraziłam jesli chodzi o wycofywanie nagródek - nagródki dalej stosujemy, ale zaczęliśmy je uzywać nie za kazdym razem, tylko za bardzo dobrze wykonane komendy - a to sie Chipowi nie podoba i usiłuje protestować przy komendzie "do mnie" - jak nie ma nagrody to po pierwszym razie pójdę sobie gdzie indzej i se wołaj. W sumie łamie tylko te komendę :roll: , na a w rezultacie także i aport. Jak nie zdamy egzaminu - to też swiat sie nie zawali, ale w sumie wina i tak bedzie pana i pańci :oops:
  16. Beata, jedynie wtedy jestem w stanie go przywołać na "do mnie" jak mu "uciekam" :roll: , ale ten etap to uczenia już dawno mieliśmy za sobą, mielismy też opanowane przybieganie do mnie bez żadnych sztuczek typu uciekanie - wystarczyło zawołać do mnie, klepiąc się atrakcyjnie po brzuszku i Chip leciaaaał, bo wiedział, ze pańcia ma nagródkę. Nagródki zaczeliśmy lekko wycofywać, bo na egzaminie niestety musimy robić bez nagródek, a mój interesowny facet za darmo to nie chce :evil:. Ja osobiście myślę, że na kursie dla Chipa jest: 1. nudno 2. za duzo różnych komend w krótkim okresie czasu (za intensywnie - on jest leń) 3. jak się rozbawi na przerwie to jak uczniaki w szkole - nie chce mu się już ćwiczyć. A klocztke niestey ma :( , bo od niedawna zaczął startować z zebami do innych psów i odwracanie uwagi smakołykiem w jego przypadku nie zdaje egzaminu - "na oku mam konkurenta więc trza go zeżreć i już i niech se pańcia schowa smakołyk na potem". Jest to niestety chyba efekt tego, ze parę razy zaatakował go inny pies i Chip dał sobie z nim radę za pomocą zębów, łupnia w bok itp. więc teraz "to ja jestem macho" i jak jakis pies mu sie nie podoba to go "na ząb". Ale kolcztkę uzywamy rzadko i raczej szkoleniowo, gdy próbujemy oduczać agresji, Chip nie ma oporów w jej zakładaniu, bo nie uzywam jej bez potrzeby (tu też trenerka mówi że mamy za miękkie serce, ale nie bedę wieszać psa i już !). A tak nawiasem mówiąć to teraz z mojego ukochanego pisuńcia wyłazi tzw. charakterek. Jak kiedys myślałam o elementach obrony (o tym to już wiesz) - to teraz nieodwołane NIE, NIE i jeszcze raz NIE.
  17. Czy istnieje coś takiego jak kryzys szkoleniowy ?? U nas wystapiło coś dziwnego co wygląda jak kryzys. Chodzimy na PT1 i psiak do tej pory zupełnie fajnie ćwiczył, wykonywał wszystkie polecenia, no miał mały problem z aportem, ale reszta była w zasadzie bez zarzutu. Dwa tygodnie temu były pierwsze zajęcia na Zetce i było super, nawet aport wypadł nieźle :D . Ale nagle następne zajęcia (czyli tydzień temu) i te ostatnie wczoraj - tragedia :( - nagle zapomniał co umiał, olewa polecenia, długo myśli zanim zdecyduje sie ruszyć, jedyne co mu pozostało to tylko równaj ze smyczą i bez smyczy, ale już komenda "do mnie" - to myśliciel myśli, myśli i potem biegnie ale gdzie indziej a nie do przewodnika. W trakcie aportu stwierdził, ze jest nudno i zamiast swojej piłeczki złapał się za słupek ćwiczebny wyznaczjący Zetkę i zaczął z nim uciekać. Doświadczeni w bojach szkoleniowych - powiedzcie czy jest szansa na zażegnanie kryzysu ? czy może Chip sie przetrenował, albo znudził ? Co robić ?? Trenerka twierdzi, że to wiek prób dominacji (dla nie wiedzących Chip ma 13 miesięcy) i on w ten sposób próbuje zmienić swoją pozycję na wyższą i trzeba go złamać. Może w tym coś jest ??? ale łamanie go kolczatką łamie moje serce :cry:
  18. Kyane - no to można powiedzieć, ze siła złego na jednego :wink: A dasz radę ćwiczyć z psem tylko z tą drugą ręką ? Bo trzy-tygodniowa przerwa w treninu to trochę długo :-? Jak Atrey reaguje na Twój gips ?? Pewnie mocno zdiwiony tym czymś biały i twardym na pańci łapce .
  19. oj kyane, kyane :nono: , i co w rezultacie złamałaś / wybiłaś ? nadgarstek, palec albo gorzej ? biedactwo :buzi: Ja jak mam psa na lince i nie chcę go spuszczać a musze tę chol... linke rozplątać to albo kładę Chipa i deptam kawałek na ziemi albo przepinam na smycz i tak samo "waruj" + przydeptanie smyczy a dopiero potem zajmuję sie odplątywaniem linki. Mam przykre doświadczenia z poplataną linką - ja sobie zerwałam paznokieć na kciuku tak do połowy :evil: . A co do tego powiedzenia Joanny Chmielewskiej - to fakt wszystkich błędów nie damy rady sami popełnić, ale starmy sie usilnie wg zasady "jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz" - już taka ludzka natura :roll:
  20. No to czekamy na wieści z Cavano o nowym miejscu :P Rozważałam obronę właśnie ze względów uzytkowych - miszakałam na warszawskiej Pradze, a teraz mieszkam w podwarszawskiej wsi, gdzie już się zdażały napady młodzieniaszków/dresiaczków na wracajcych do domu bogu ducha winnych mieszkańców i ich dzieci. Sama miałam włamanie do mieszkania i także próby włamania na posesję. W tym drugim przypadku zainterweniował właśnie Chip - to było w śrdku nocy, gdy pies obudził nas groznym szczekiem po drzwiami (oczywiści myśmy nie spali pod drzwiami :wink: ), a po otwarciu drzwi na dwór wystartował wprost do bramy, cały czas groźnie szczekając (tak wogóle szczeka głębokim basem, więc wrażenie robi groźne), pod bramą coś załomotało i ucichło. Rano okazało się że ktoś próbował się włamać. I w takich sytuacjach chciałabym absolutnie panować nad psem, a obawiam się, że zwykłe PT tego mi nie da. To co bym chciała osiągnąć pewnie można bez IPO, ale tu ktoś mi musi pomóc w wyszkoleniu psa - może nie full kurs IPO z uczeniem przyzwolenia na samodzielny atak (tego się najbardziej boję i nie chcę), ale pewne elementy posłuszeństwa z tego szkolenia obrony bardzo mi pasują. A tak najbardziej to by mi się przydał psi psycholog, który by mógł po paru testach stwierdzić czy Chipa mozna wogóle w tym kierunku kształcić :roll: czy lepiej zając sie inną działką rozwoju psa :roll: No to agility jest dobrym wstępem do ratownictwa (przeszkody, tunele ...) :) . Do dogoterapii to wg mnie pies musi też mieć predyspozycje psychiczne, nie każdy się nadaje. Oj, coś mi się widzi, ze jak sie kiedyś spotkamy we trzy lub więcej - to noc nas zastanie na dyskusji :fadein:
  21. BeataG - co do IPO i naszego w tym udziału - mam identyczne zdanie ja Kyane . Cały czas mówię/piszę, że sie zastanawiamy. Decyzja jeszcze nie podjęta, argumentem przeciw jest fakt, że pies uczy się iż są sytuacje w których atak jest dozwolony :-? . Co do wpływu złych psychicznych przezyć z nieznanej przeszłosci - u nas nie ma takiej sytuacji - Chip jest u nas prawie od urodzenia, znaleźliśmy go wyrzuconego na śmietnik jak miał dwa tygodnie, więc nie zdążył zaliczyć schroniska ani innych "przejść". Ale masz rację co do mieszanki niewiadomych genów i dopóki nie osiągniemy bezwzględnego posłuszeństwa to o obronie nie ma mowy, chociaż na IPO też szkolą posłuszeństwo. Ja tak jak Kyane jestem bliżej agility :P Kyane trudno jest porównać szkolenia Cave Canem i ZK, bo w CC byliśmy w przedszkolu a tu to juz prawdziwa szkoła. Tam było bardziej ulgowo, mniej wyczerpująco, Chip był 4-5 miesięcznym szczeniakiem, a teraz to już młodzieniec 13 miesięcy i grają mu hormony. Szkolenie w ZK jest bardziej intensywne i szkoli bardziej pod egzamin (tzn. celem jest zdanie egzaminu, ale nie za wszelka cenę). Ale w CC Beata (trenerka) też zapowiadała, że wyższy poziom szkolenia (czyli po przedszkolu) jest bardziej intensywny i nie ma ulgowego traktowania. Śledzę stronę Cavano i mam nadzieję, że znajdą jakieś "sensowne" miejsce do ćwiczeń.
  22. No to ją za dobrze karmisz :wink: - same wyskostrawe składniki i po chwili brzuszek pusty - to tak aby teoria weta się zgadzała. :D Bo pies nie trawi wszystkiego na raz, poza tym pies trawi w jelitach, a żołądek mu słuszy do przechowywania zapasów, więc jak zwraca otworem gębowym, to zwraca z żołądka, a to to nie jest strawione :( Więc psu Gosi z jakich powodów ta sucha karma nie przeszła do jelit tylko zalegała w żołądku prze te 11 godzin - biedna sunia :( Poza tym teoria weta jest dziurawa jak ser szwajcarski - bo wg niej powinno byc psu wszystko jedno czy chusteczki są czyste czy zuzyte - a tu jak widać po naszych potworach jednak nie jest :evil: PS. A czy moze osiągnęlas jakiś sukces w oduczaniu od jedzenia chusteczek ? Bo ja nie i nadal mnie ogarnia furia jak ten typ (mój pies) dorwie zuzytą chusteczkę i ucieka z nią w pysku triumfanie ja pożerając :evil: :evil: :evil:
  23. Na to wam zacytuję mojego weta. Otóż on twierdzi, ze ponieważ karmimy psa wysokostrawną suchą karmą to pies szybko starwia taką karmę, a musi mieć czymś wypełniony żoładek. To atawizm od wilczego pochodzenia, wilk najada sie kiedy tylko zdobędzie pozywienie, tak jakby na zapas i ten zapas nosi w żołądku. Chusteczki higieniczne idelanie się do tego nadają, są trudno albo prawie niestrawialne (celuloza), więc długo zalegają w przewodzie pokarmowym. I to by może mnie przekonało, tylko zastanawia mnie to samo co PIKĘ - dlaczego te chusteczki muszą być zużyte :-? ? Chipa tak samo jak psa PIKI zupełnie nie interesują chuteczki czyste. Próbowałam go oduczyć od żarcia chusteczek rozrzucając w parku na łączce chusteczki (ale czyste) i chodząc z nim na smyczy między tymi atrakcjami - i co ? i nic czyste chusteczki mogą leżeć do upojenia. Musiałam tylko sprzatać łączkę a mój pies se leżał i gapił się na mnie jak na goopią (ludzie zresztą tez) :oops: :evil:
  24. Zamiast dysku można stosować cokolwiek co robi hałas po rzuceniu np. kawałek łańucha. Pisał o tym bodajże właśnie Fisher - gdy pies robi coś czego nie akceptujemy (np. żre śmiecia) a jest zbyt daleko aby mozna było interweniowć osobiście - wtedy wołamy fe i rzucamy np. kawałek łańcucha, ale tak jak dyskiem - nie w psa tylko obok, łańcuch z brzękim upada nagle i niespodziewanie obok psa. Efekt daje to ten sam co dysk - pies się wystraszy, po paru takich próbach podobno już nie bedzie tego czegoś robił (tu - nie żarł śmieci). Piszę podobno - bo u mnie niestety nie zadziałało :( , Chip nauczył się tylko, że jak znajdzie atrakcyjnego śmiecia to należy go albo jak najszybciej połknąć albo zwiewać poza zasięg rzutu. U nas działa rzut piłeczką w przeciwną stronę niż znajduje się to coś czego ja nie lubię (tu. np tenże śmieć) - Chip wypuszcza śmiecia z mordy i leci za piłeczką. Czyli u nas zadziałała metoda zainteresowania czym innym, czymś bardziej atrakcyjnym dla psa niż to nieakceptowane przez nas cóś.
  25. Kora Zdjęcia wziela Ciapa, ma je Ci przekazać. A tak swoją drogą, słonko, jesteś troche nielogiczna ;-) Skoro prosiłaś żeby Ewa przywiozła zdjęcia - to one i tak trafiłby do Bei, a dopiero stamtąd do Ciebie. Ale się nie złość :Rose: - masz parę zdjęć z Wielunia i wykorzystaj je najlepiej jak potrzebujesz.
×
×
  • Create New...