-
Posts
862 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Dag
-
oj... zapomniałam byłam.... kilka dni temu Chruma próbowała przerobić minie na łyso :o . Zakręciłam sobie przed snem kilka "różków" na włosach, coby, gdy wstanę- mieć puchate i falowane- te włosy :D . Sytuacja jak wcześniej- śpię jak zabita i ni diabła nie mam zamiaru otwierać oczu. A tu coś podstępnie ciumka mnie w głowę. Jak dotarło do mnie, co się dzieje- zerwałam się na równe kopyta. Ten potwór gryzł zapamiętale mojego "różka" z włosów. Przegoniłam bestię i jak ponownie zasypiałam- modliłam się o płytki sen, coby ew. zareagować, jak bestia ponowi próbę odgryzienia mi włosów przy samej skórze. :oops:
-
Z nowych niszczycielstw Chrumy, to rozdarła mi mój stary worek żeglarski. Się zastanawiałam- po kiego jej był ten worek, aż po chwili znalazłam opakowanie po czekoladzie... no tia.. czekolada była w worku żeglarskim, to worek trza było rozszarpać, wyjąć czekoladę z pudełka i sreberka i zeżreć. A co... mądry piesek :evilbat: . Wrąbała mi też kolejny stanik. Już nawet nie wiem, który to... czwarty :oops: ? I ostatnia historyjka... Śpię. Bardzo mocno śpię. I za cholerę nie chce mi się wstać. Przez sen czuje, że Chruma coś ciumka trzymając łeb na mojej stopie. Dalej śpię. ignoruję ciumkanie. Z całych sił. Ale ona coś podejżanie za długo coś ciumka. Otwieram jedno oko... a Chruma rozgryzła róg kołderki wystający z poszewki i wyciumkuje z niego pierze :o . Żeby było jeszcze śmieszniej- Chruma wyciumkuje pierze w następujacy sposób: delikatnie siekaczami wyjmuje po 3 piórka z kołderki, żuje je trzonowcami, a po chwili *tfu* - wypluwa przeżute pierze na odległość i wyciąga ząbkami kolejne 3 piórka... :evilbat:
-
wyciągam temat na górę, bo ładny! :lol:
-
potwierdzam... - kartonowe rolki po papierze toaletowym (tzn. Chruma wolałaby Z papierem toaletowym, a ja mam na te temat inne zdanie :evilbat: ) - wszelakie kartonowe opakowania, opakowania po jogurtach i serkach, puste butelki po coli czy piste baniaki 5-litrowe) - badyle przywleczone z podwórka - maskotki do rozszarpywania, od biedy zawiązane na supeł skarpetki (najlepiej takie po całym dniu noszenia ich na stopach prze pana :evilbat: ) - gnacik, a raczej kość cielęca z "bulbami"-chrząstkami, może być zamrożona, w szczególności jak nowe zęby rosną i swędzą. - duża piłka do nogi, siatki lub kosza. (Chrum piłkę do kosza załatwiła, gdy miała 6 mięsięcy i zajęło jej to 20minut). Piłki takowe przegryza się strasznie szybko, a potem się żuje... i żuje... i trzepie zwłokami piłki na boki... i żuje... Tylko uważajcie na drzazgi, misiowe oczka, strzępu nakrętek i butelek i inne 'odpadki". Z tradycyjnych- zabawki pedigree, kongi, sznury. Zaraz wam drogie Windy postaram się wykopać 2 archiwalne topiki- jeden o psie niszczycielu, drugi o zabawach z bullowatym. :evilbat:
-
A tak BTW historyjka o innim weterynarzu... Po śmierci mojego dziadka jego dom (pod W-wą) został wynajęty takiej jednej rodzince. I pojawił się problem, bo domku od lat (wtedy bodaj 8-9ciu) pilnował Kevin- taki wielki, brzydki, kudłaty kundel, a rodzinka, co dom wynajęła- CAŁA boi się panicznie dużych psów. I rodzinka powiedziała, że psa nie chce. Jako, że Kevinek urodą nie grzeszy, mój ojczym wymyślił, że psa trzeba uśpić, bo nikt inny go nie weźmie. Na to, że psiak żyje i ma się dobrze- złożyły sie 3 reakcje ludzi. Moja- bo rozważałam na poważnie, jak bardzo będę mieć przerąbane, jak wezmę podwórkowego, wielkiego psa do siebie do bloku na 15 piętro (pies wnętrze domu widział ze 3 razy w życiu, windy- nigdy, a nagradzano go za szczekanie na wszystko, co się w nocy do domu zbliży). Moich sióstr, bo gadały z najemcą domku bardzo długo i przekonywały go, że będą psa dokarmiać i leczyć, jakby zachorował, oraz że dadzą kasę na wybudowanie psu kojca, żeby go codziennie wieczorem nie musiano z łańcucha spuszczać (za bliski kontakt dla ludzi bojących się psa). I na końcu- a raczej na początku- kochanego weta, którego słowa dały nam czas na przekonanie wszystkich, że psa usypiać jednak nie trzeba, bo są inne opcje. Mianowicie jak ojczym poszedł do niego, spytać o usypianie, wet stwierdził, że ON ZDROWEGO, 9letniego PSA, który wiernie pilnował domku przez tyle czasu i ma przed sobą jeszcze połowę życia NIE UŚPI, a jak ojczym jednak zechce go ZABIĆ, to niech sobie znajdzie INNEGO WETA!!!! Teraz Kevinek ma swój przestronny kojec, w nocy cały teren dla siebie, broni wiernie domku, najemcy się do niego przyzwyczaili, a kilku panów z pobliskiego zakładu ślusarskiego, co to się psów nie boją- włażą do kojca, bawią się z nim, głaszczą, smakołyki przynoszą. Mama i siostry do niego raz w miesiącu zaglądają i sprawdzają, czy wszystko OK, a wet, który mieszka po drugiej stronie ulicy może być z siebie dumny (jest jedną z niewielu osób, na którą Kevin nie ujada). :D Czyli można i tak 8) .
-
Nie wiem... może to, co za chwilę napiszę wynika z tego, że dużo bardziej wolę psy niż dzieci... (za długo się gotują) :evilbat: Nie wyobrażam sobie, żeby opcja uśpienia psa, który przez 9 lat był wiernym towarzyszem i przyjacielem rodziny (w tym pierwszego 9letniego teraz dziecka)- była jedyną opcją. Nie wydaje mi się też, by pies nagle, w wieku 9 lat zmienił się w mordercę, który tylko czycha za progiem, by napaść na grzecznie bawiące się dziecko. Zawsze można zapewnić psu godną starość- nawet jak walnie z branka dzieciaka. Proste wnioskowanie- skoro mają 2 dzieci i psa- mają mieszkanie większe niż kawalerka. Psa można zamknąć w drugim pokoju na czas, gdy dzieciak łazi po domu. Jak nie można psa odseparować- można mu namordnik założyć- żeby, gdy dziecko włoży mu ołówek do ucha- nie dziabnął w samoobronie. Zawsze MOŻNA. Trzeba tylko chcieć. Uśpienie psa jest zbyt często wybieraną opcją pozbycia się problemu. Bierzemy sobie psa- bierzemy na swoją odpowiedzialność inne ŻYCIE. I oczywiście- upilnowanie psa, by nie zrobiło dziecku krzywdy, czy upilnowanie dziecka, by nie sprowokowało psa- jest dużym problemem. ale na to- będąc dorosłymi i świadomymi konsekwencji ludźmi- się zgodziliśmy- biorąc psa. A takie dorabianie ideologii do danego faktu- że niby bullterriery robią się agresywne do domowników na starość i rozpowiadanie jej ludziom nie świadczy zbyt dobrze o tym człowieku. (sorry Alojzyna- opowiedział Tobie, opowie kilku innym osobom, a one kilku innym i mamy 20 kolejnych osób bojących się rasy i zakładających, że teraz to pies jest dobry, ale później Cię zje- sama to kilka razy słyszałam :evil: ) Ale co ja tu gadam... świata nie zmienię... nie z tak poważnych powodów jak przyatakowanie dziecka usypia, bądź wyrzuca się psy.... czasem po prostu nie pasują do nowej tapicerki w samochodzie... :evil: :evil: :evil:
-
ASTa ni mam, ale mam staffika, mającego styczność z yorkami. :D Mróweczka- tak na wstępie- ASTy to nie rasa "groźna", to taka sama rasa jak każda inna. Czy gdyby tak samo na widok psa zachowywał sie pudel (tzn. wyrywał się do Twojego yorka machając ogonem???)- też byś się bała? Wydaje mi się, że nie, a przecież źle wychowany wredny pudel jest w stanie zabić yorka, tak samo jak wredny, źle wychowany AST (to, że pudlowi zajęło by to dwa kłapnięcia, a ASTowi wystarczyło by jedno- to już chyba nie jest w tym wypadku ważne). Chruma poddaje się yorkrzycy mojej mamy :o (pozwala sobie zabrać świńskie ucho, kość itd.). Bo yorkrzyca jest starsza, a teren u mojej mamy jest terenem yorkrzycy. Chrum jest też łagodna do statecznych małych piesków w okolicy i "uważa", żeby nie zrobić im krzywdy. Za to od innych, nieznanych małych piesków trzymam ją z daleka, gdyż nie wiem, jak taki mały psiak na Chrumę zareaguje- jeżeli np. zacznie jazgotać, wściekać sie i skakać (ze strachu przed większą Chrumą), to Chruma może zechcieć go uciszyć- coby przestał się drzeć. Odbywa się to przez przygniecenie delikwenta do ziemi (najlepiej by wylądował łapkami do góry) łapą, albo pyskiem. Oczywiście psiakowi nie spada wtedy nawet włos z głowy, za to szybko przestaje się drzeć... Czyli skuteczna metoda. :evilbat: Niestety wtedy ich właściciele zaczynają się drzeć coś o psach mordercach, a ja przecież nie przewrócę drącego się ludzia łapą na wznak... :evilbat: I dlatego trzymam Chrumę z daleka od nieznanych maluchów. Bullowate- wszystkie- mają specyficzny rodzaj zabawy polegający na tłuczeniu, napadaniu, podgryzaniu i waleniu łapami, pyskiem, lub całym ciałkiem "na tarana". Tak wiec nie polecam ASTki na "kumpla do zabaw" dla yoreczka :evilbat: . Ale Twój strach przed ASTką może udzielić się yorkowi, a potem- jak wyżej- york może zacząć szczekać ze strachu, ASTka- może chcieć go uciszyć i np. trafi łapą za mocno :oops: . Z tego, co opisałaś, ASTka zachowuje się jak typowy szczeniak- tzn. widzi kumpla psiego, chce się pobawić, obwąchać itd. Żadnych morderczych zapędów. Moja propozycja jest taka, żebyś najpierw sama oswoiła się z ASTką, co będzie ogólnie przydatne, jako, że jesteście sąsiadkami. Jeżeli na własne oczy się przekonasz, że ASTka jest dobrze ułożona, a ludzie "brzmią" sensownie"- poznaj psiaki- tak na spokojnie, ASTka na smyczy i może w kagańcu- jeżeli tak Ci będzie lepiej. Jeżeli jednak coś Cię zaniepokoi- w zachowaniu ASTki, albo jej właścicieli- nie ryzykuj, może spróbuj jeszcze raz kiedy indziej. Tylko nie panikuj i pamiętaj, że Twój strach może udzielić się psom, a to nigdy do niczego dobrego nie prowadzi.
-
Jeżeli zmieniasz karmę, to najpierw może kup ze 2kg, a nie od razu 15. Trudno wyczuć, która karma jest dobra- jedne psy się uczulają na jedną, inne na drugą. Nigdy tak naprawdę nie wiadomo i trzeba sprawdzić metodą prób i błędów. Jak kupisz 15kg, a bullek źle zareaguje, to masz przechlapane i pozostaje Ci tylko 13kg zjeść samemu :wink:
-
No nie gadaj, że masz psa, który lubi być odkurzany... :o Foty poproszę!!! Chruma od odkurzacza trzyma się w przyzwoitej odległości, ale jak się zagapi i znajdzie się za blisko, to zwiewa, aż jej łapki buksują na panelach... To samo dotyczy suszarki do włosów i wszelkich "buczacych" urządzeń.
-
Wielka... wielka... tylko 182cm wzrostu i zaraz wielka... :wink:
-
Rider... poczytaj forum. Ten temat był już 1000 razy poruszany. Ale zastanów się. Znam jednego ASTa mieszkającego z buldożkiem francuskim i dogadują sie genialnie. Ale ten AST był doosły, kiedy dokupiono buldożka i było wiadomo, że AST jest spokojny i dobrze wychowany- i ze krzywdy maluchowi nie zrobi. Z tego co piszesz- nie masz żadnego doświadczenia z bullowatymi, a nie są to łatwe psy w wychowaniu, co dopiero gdy w domu jest już jeden dorosły pies. Zastanów się- dla dobra szczeniaka ASTopodobnego, żeby nie okazało sie, że po 2 tygodniach u Ciebie znowu będzie musiał zmienić dom, bo nie dogada się z buldożkiem.
-
Staff-ka... jak Cię uwilbiam i Twoje śpiewające staffiki... rozmiar fot... błagam!!!! :oops: pozmieniałam na linki. Dag. :evilbat:
-
co by na wasze psy nie mówili... to ja i tak mam zwyciezcę... :evilbat: Ktoś kiedyś nazwał małą chrume (taką kilkumiesięczną) SPASIONYM RATLERKIEM. :lol: BTW. Alojzyna... please.... pozmniejszaj te fotki, bo się strona "rozłazi", albo ustaw je w pionie poprosze!!!
-
no to mamy na forum staffika kanaryjskiego. :lol: cześć Kamienio! :D napisz nam dokładnie, skąd mała jest i jak sie chowa.
-
Moja świnia głównie jojczy, śpiewa i chrumka (o żarcie, o frisbee, w ramach protestu, kiedy trzeba siedzieć na pupsku w windzie, z nudów itd.) Do tego jeszcze gada w różnych dziwnych momentach, lub "wiedźmuje", kiedy tłucze sie z psim kumplem (tzn. kumpel leży, a ona po nim skacze :evilbat: i "prawie" warczy ) Jeżeli już szczeknie (czasami dziwny ten szczek... taki nie psi :oops: ) to na: -odgłosy za oknem (huk, inne psy) -odgłosy za drzwiami (rzadko) -pancię, jak "wścieknie" psa (tzn. rozbawi tłukąc się z psem do krwi pierwszej i dmucha psu w nos) :evilbat: -kota- i tego domowego i te podwórkowe- za karę. Bo koty są wredne. Najpierw wyglądają tak, jakby chciały się bawić w ganianego (tzn. kot zwiewa, pies goni), a potem się te koty zatrzymują i fuczą. No to trzeba je obszczekać. Do tego raz zawyła... Spała na łóżeczku i nagle, dalej leżąc z zamkniętymi oczami podniosła łeb do góry jak prawdziwy wilk i zawyła... tak długo... i przeciągle... A potem położyła łeb i spała dalej. Ja najpierw wyglądałam tak: :o A po chwili tak: :roflt:
-
Niet!!! Nie wiem, jak to się ma w innych krajach, ale w Polsce stafford=amstaff. Na logikę, to powinien być i jest staffik, ale tak się przyjęło i dużo czasu minie, aż się to zmieni. Wcześniej myślałam, że "stafford" na ASTa mówią tylko ludzie nie znający się na bullowatych. Ale tak mówi też pani z mojego bloku, która ma staruszkę ASTkę i jej synka, oba psy z tytułami, wielokrotnie wystawiane. Ta pani mi powiedziała, że kiedyś staffików po prostu było na tyle mało, że nikt nie zaprzątał sobie nimi głowy, więc to na ASTy mówiono staffordy. Co do różnic pomiędzy rasami- to wejdźcie do LINKOWNI (na głównej stronie bullowatych, na samej górze). Tam macie mnóstwo linków do stron poszczególnych ras- popatrzcie na galerie i na wzorce- to zobaczycie różnicę.
-
Tia... tylko, że ja nie znam innych staffików... wszystkie takie są... i te za 1300 i te za 2500... :lol: Chrumkają wszystkie :D , zalizują na śmierć wszystkie :D , agresywne są te, które trafiły na debilnych właścicieli :evil: . Do tego z jednymi da sie pracować, z innymi nie. Jedne są żywsze inne spokojniejsze. Cech użytkowych jest więcej 8) . A mi było wszystko jedno, czy będę miała leniucha, który tylko żuje kanapę, czy będę miała sportowca, który rozszarpuje kanapę na strzępy. Chciałam staffika :D . Pół kanapy zjedzone :evilbat: . Plan wykonany 8) . Jeżeli przyszły właściciel ma określone wymagania co do psiaka- nie interesuje go cena (dotyczy to szczególnie psów "konkretnie" użytkowych, bądź przyszłych nadzieji wystawowych). A jeżeli ktoś chce psa, bo podoba mu się rasa i dana rasa nie jest szczególnie wymagająca- to interesuje go po prostu zdrowy psiak. W tym momencie różnica kilkuset złotych jest mega ważna. I nie ma co zawracać hodowcy przez pół godziny głowy pytaniami o poszczególne cechy charakteru 3tygodniowego szczeniaka, by na koniec dowiedzieć sie, że kosztuje 1000zeta wiecej niż szczeniak z poprzednio obdzwonionej hodowli :-? . Jak ktoś chce psiaka - tak po prostu, to zazwyczaj nic mu nie powiedzą wyrecytowane przez telefon osiągnięcia wystawowe mamusi, bo "zwykłemu" człowiekowi nic nie mówią poszczególne tytuły :oops: . A żeby stwierdzić, czy mamusia jest fajna, a szczeniaczki zdrowe i radosne, czy nie, to i tak trzeba do danej hodowli pojechać i ją zobaczyć, bo zapewnienia przez telefon- mogą mijać się z naszymi wyobrażeniami. I tak- jeżeli nam się nie spodoba hodowla za 1300, jedziemy do tej za 1500, a potem ew. do tej za 2000, albo czekamy aż się coś wykluje w innej hodowli za 1500... Dla mnie kolejność pytań do hodowcy (po uprzednim przedstawieniu się :wink: ) wygląda tak: - czy są jakieś niezarezerwowane suczki/pieski - wiek i kolor - cena Resztę stwierdzam na miejscu, jak się już zdecyduję do hodowli pojechać. To tyle uwag ludzia, który ma psa, żeby mieć psa, a nie w konkretnym, użytkowym celu i którego nie interesują tytuły mamusi. :D
-
Ja czasem mam wrażenie, że przesadzacie (niektórzy) :wink: . Nie każdy chce mieć psa, dla jego zalet użytkowych... czasem po prostu ludzie chcę zdrowego psiaka danej rasy, a to, czy będzie z niego wariat, czy leniuszek, to już ich nie obchodzi. Ja chciałam stafficzkę :evilbat: . Taką, po łagodnych rodzicach, co będzie wyglądała jak stafficzka, będzie radosna, zdrowa i będzie chrumkała... I tyle. Żadnych wystaw, żadnych "konkretnych" cech charakeru. Po prostu stafficzkę. I w tym momencie kluczową sprawą było to, czy będzie kosztowała 1300, czy 2500. To dość duża różnica. Oczywiście zgadzam sie z przedmówcami, że forma kontaktu jest ważna. Ja nawet jak piszę maila, by zarezerwować bilety na koncert, to używam form grzecznościowych, typu "witam", "pozdrawiam", "chciałabym się dowiedzieć" itd. Jak komuś zależy na kupnie psa i kontaktuje się z wieloma hodowlami, to może przecież przygotować jednego, kilkuzdaniowego, grzecznego maila i rozesłać go do wszystkich... prawda?
-
Nad morzem- polecam Rewę. Jakieś 15km od Trójmiasta. Są domki do wynajęcia, są kwatery. Plaża, na której nie ma tabunów ludziów i nikt na psach psów nie wiesza. (Chruma rok temu ganiała gdzie chciała, kradła klapki, a jak próbowałam ją ochrzanic, to ludzie ochrzaniali mnie, no bo jak można na takiego ślicznego pieska krzyczeć... :D ) Na plaży szkółka kajtowa i windsurfingowa. Nie mam namiarów na kwatery, ale zajrzyjcie na stronę szkółki kajtowej: www.aloha.pl tam jest więcej info i mapki.
-
A tu się akurat nie zgodzę... jak ktoś kupuje psiaka i nie zamierza go wystawiać, ani nawet rodowodu mu wystawiać, to moze nie pamiętać... Aa nazwy hodowli nauczyłam się dopiero, kiedy już zakumplowałam się z Acrobą, imię mamusi Chrumy pamiętam, ale ojca... ukatrupcie mnie, a sobie nie przypomnę. Już prędzej Franco i kilku innych dogomaniaków pamięta... Kumpel też wziął haszczaka ze znanej hodowli, byliśmy tam razem po odbiór psiaka i ni cholery teraz po półtora roku nie pamiętamy, co to za hodowla... Czasem po prostu dla ludzi to nie jest ważne, a zbędne informacje szybko wietrzeją z główek. Co nie zmienia faktu, że ludzie, którzy po kilku tygodniach wymieniają amstaffiątko na staffiątko, nie budzą mojego zaufania i problemy węszę. Dowiedz się proszę z jakiej hodowli mają staffiątko, bom ciekawa strasznie.
-
U Chrumy syfilis na pysku związany był z ogólnym obniżeniem odporności organizmu (wpadłam na wspaniały pomysł, że będę psu sama gotować i chyba mi nie wyszło :-? ). Po moich eksperymentach kucharskich Chruma dostała alergii na łapach, świerzb w uszach szalał no i do tego jeszcze co wsadziła mordę w ziemię/trawę itd, to miała wysyp pryszczy na pyszczku. Wetka dała jej zastrzyk witaminowy w doopsko, ja szybciutko wróciłam do Eukanuby, ryło smarowałam albo detromycyną, albo pimafukortem (nie pamiętam, więc sprawdź, bo może to łapy pimafukortem????) i przeszło i nigdy nie wróciło. Teraz gotując truję tylko siebie!!! :evilbat:
-
no nareszcie masz swojego wymarzonego malucha!!!! :D Gratuluję! :D jak już wymyślisz jego domowe imię, to napisz... strasznie jestem ciekawa jak nazwiesz małego prosiaczka... 8) ja jak kiedyś będę miała swoją bullinkę (standardzik- lubię dużo mnięska) i/albo łaciatą staffinkę, to ją nazwę albo Gryzelda, albo Pumba (jak ktoś spapuguje imiona, to utłukę :evilbat: )
-
no gadaj po dobroci, co żeś nawywijała... :wink:
-
ja poproszę fotki!!! :D A zanim wszyscy zaczną się dopsywać do listy chętnych na fotki- poproszę o robienie tego na priva :D Nieobeznany- wklej kilka fotek tutaj (takich wielkosci góra 500 na 500), albo wyślij je do mnie i ja je wkleję. Oki?
-
no fakt... Tobie też się wymarzona staffinka (no prawie :wink: ) trafiła przypadkiem!!!!! :D Niektórzy po prostu mają szczęście... babcia zawsze powtarzała, ze jak się w coś bardzo wierzy i pragnie tego całym sercem, to tak sie staje :D A właśnie- co tam u małej? Masz jakieś nowe fotki?