Jump to content
Dogomania

Dag

Members
  • Posts

    862
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Dag

  1. Dag

    Sopot 2005

    kurna, kurna, kurna bladz.... a ja mam do wyboru- isc na wystawe i kibicowac wam, albo jechac na polwysep i kibicowac kumplom bioracym udzial w zawodach "kajtowych"... chyba jednak wybiore kumpli :oops: (co jest troche niebezpieczne, bo sucz mysli, ze kajt to frisbee i jeszcze mi jakiego zawodnika w zebach przywiezie) :evilbat:
  2. Dag

    frisbee

    Nie wiem, jak to wyglada, ani jak jest oceniane, ale Acroba podeslala mi kilka dni temu to: [url]http://www.discdogfreaks.com/obrazy/050801_rybnik/index.htm[/url] Najfajniejsza jest ta hienka z pierwszej czesci fot... suuuuper!!!
  3. Dag

    Sopot 2005

    Dobra- szefowie wysylaja mnie na "placowke" do Sopotu na ponad miesiac- od tego piatku, wiec sie na wystawe zalapie- zeby sie pogapic. I teraz prosba- jak 5letniemu dziecku prosze wytlumaczyc: -gdzie to (dokladnie) -w ktory dzien sa bullowate -od ktorej Bo Sopotu to ja ni cholery nie znam (wiem, gdzie jest deptak i molo) i pewnie sie go nie naucze przez tydzien. A po wystawie, tych, co jeszcze beda zywi- zapraszam do knajpy, ktora przyjdzie mi przez ten miesiac zarzadzac- na pifko. 8)
  4. kofani- a ja baz bardzo ladnie prosze, zebyscie nie wklejali ogloszen z allegro. Temat byl 100 razy poruszany, co chwila pojawia sie jakis rozmnazacz z astami za 100pln, staffikami, bullikami... Coraz czesciej tez zpojawiaja sie ogloszenia grzecznosciowe- z prawdziwych hodowli, ktore allegro traktuja tak samo, jak jakakolwiek inna forme ogloszenia. Nie mamy wplywu na allegro, a kazdym wklejonym ogloszeniem (czy z linkiem, czy bez) a) robimy darmowa reklame temu, kto sprzedaje b) lamiemy regulamin Dogomanii sorry, ze zareagowalam tak pozno, z racji tego, ze wywiazala sie interesujaca dyskusja- nie moge topiku ocenzurowac, ale solennie obiecuje, ze wszystkie kolejne topiki o bullowatych na allegro- niewazne, czy z hodowli, czy z chodowli, bede dziabac jak leci.
  5. A ja dzisiaj znowu mialam wilekie oczy... Bosze... jacy Ci ludzie sa glupi... Kupilam dzisiaj w koncu psu frisbee, bo sie na to z karuska doczekac nie moglam. Siedzialam w parku na trawie i rzucalam zaplutemu psu to frisbee (pies zapluty ze szczescia :lol: ). I nagle podlazlo dziecko- takie male, ze 3-4 latka moze mialo. Zatrzymalam psa (co nie jest latwe, jak w gre wchodzi frisbee) i sie rozgladam za rodzicami- no siedza na lawce, ze 20m dalej- i nic. Dziecko kolo mnie stoi i sie gapi. Nic to. Ciepnelam psu frisbee, a dzieciak za psem tup tup. Chrum wypuscila z geby frisbee, dziecko podnioslo i ciepnelo. Rodzice nic. No to potem podawalam dziecku frisbee, coby sobie ciepalo, Chruma ganiala (musialam tylko uwazac, coby rozbawiona nie uderzyla dziecka, bo jak zdarza jej sie mi nabic siniaka, to przeciez polamalaby dzieciakowi lapki). A rodzice dalej nic. Nawet sie w tym kierunku nie patrzyli... Ja wiem, ze Chruma maluchowi krzywdy nie zrobi, bo wie, ze przy dzieciach trzeba uwazac, jest jej wszystko jedno, kto jej zabiera frisbee z pyska, byleby potem rzucil, [b]ale to wiem ja, a nie pani mama!!!![/b] Znudzilo mi sie w koncu, pies padal na pysk, odprowadzilam dzieciaka mamie, zeby sie jej przyjrzec. No niby normalna. Powiedziala, ze chlopiec sie w ogole nie boi psow, bo z psem wychowany i podziekowala mi za zabawe. Ale kto do jasnej anielki bez pytania pozwala swojemu malemu dziecku podlatywac do obcego psa i zabierac mu zabawki z pyska? Przecie gdyby Chruma nie byla Chruma, moglaby sie wsciec, warknac, skoczyc, dziabnac, cokolwiek, a mama byla za daleko, zeby jakkolwiek zareagowac! Moze ja jakas dziwna jestem, moze to dlatego, ze mam bullowatego i jakos nieprzyzwyczajona jestem do mamusiek nie przejawiajacych ostrej paranoi, ale jak dla mnie, to bylo przegiecie w druga strone. Ciesze sie, ze dzieciak nie boi sie psow, fajnie sie z Chruma bawili, ale przeciez kiedys go cos dziabnie!
  6. Bostek... w dziob chcesz??? :evil: Gdzie byles jak Cie nie bylo???? :o Fajnie Cie znowu czytac 8)
  7. "Poczekaj, poczekaj, teraz jest lagodna, ale jak tak dalej bedziesz sie z nia bawila, przepychala, szarpala o sznurek, chwytaczek itd, to potem bedzie agresywna i sie kiedys na Ciebie rzuci bez powodu..." [img]http://img.photobucket.com/albums/v142/dagdag/Chruma/DagChrum-ogrod.jpg[/img] [img]http://img.photobucket.com/albums/v142/dagdag/Chruma/DagChrum_2.jpg[/img]
  8. Jakby sie komus nudzilo i chcial poczytac pso-kocie historie- polecam blog Myszy [url]http://myszeida.blog.onet.pl/[/url] Mysza to poprostu Miszcz!!! :lol:
  9. Oj tak... poprosze info o kapokach dla psa, jak ktos wie, bo moze zdarzy sie cud i tez ze swinia na jakies dwa dni w koncu na lodke wyskocze. Swinia plywa, i nawet juz zanurzenie lba pod wode nie jest powodem do paniki, zawracac tez sie nauczyla, ale sa to bardzo krotkie dystanse, z gory zaplanowane i kontrolowane. Nie wiem, czy by sobie dala rade z nieplanownym "plum" na srodku jeziora (wole nie sprawdzac, ale czort wie). Gdzies na jakis stronach sklepow netowych widzialam psie kapoki, ale wolalabym juz wydac kase na jakis sprawdzony, bo niektore ludzkie kapoki to kotwice, a one jednak przeciez jakies atesty maja, a o atestowanych psich nie slyszalam, wiec wolalabym nie ubierac psa w nieprzetestowany kapok.
  10. Uprzejmie melduje, ze swinia do normy wraca. Co prawda dalej bardziej przypomina spasiona foke niz swinie, ale juz przynajmniej widze, gdzie jej sie leb zaczyna :lol: Wiecie, ze ta skubana maupa po 8 mies pamieta miejsca, w ktorych rzucalam jej frisbee? Gorka na podworku, trawnik za blokiem i plac zabaw w parku saskim. Moge np. przejsc z nia caly park saski wzdluz i wszerz, a ona sobie tylko po trawce tupta i po krzaczorach buszuje. Ale niech tylko podejde z ktorejs strony do placu zabaw- pies dostaje jobla- gapi sie na kazdy moj ruch, zeby nie przegapic momentu wyjecia frisbee z torby, skacze na mnie, placze sie pod nogami i jojczy. Na nic to, ze pokazuje jej puste rece i mowie, ze nic nie mam, (torbe ostatnio tez jej pokazalam)- i tak mi nie wierzy. A jak wyciagam chwytaczek, to tak patrzy zawiedzionym wzrokiem... Dopiero jak sie oddale od placyku na jakies 200m (czyli przy ulicy juz), daje mi spokoj. A frisbee idzie ta poczta i idzie i dojsc nie moze (daleko ten Krakoff od stolycy). Ogolnie- wrocila juz prawie do normy. Dalej jakas czujniejsza na dworzu jest, nie kazdemu daje sie misiac, a jak juz daje, to na krotko, bo ma dosc (kiedys nigdy nie miala dosc :o ). Ale juz zdazyla opierniczyc kumpla, ze jej pileczki nie rzuca (jojczyla, gadala, wciskala mu pileczke, a jak dalej nie reagowal, to wlazla mu na kolana i szczeknela kilka razy prosto w twarz :evilbat: ), na mnie skacze, wlazi i sie wtula i nawet zaczela sie oddalac na wiecej niz 10 metrow. Bylam z nia jeden dzien u mamy, gdzie wczasuje sie moj kot- Awaria, a do tego jest jeszcze yorkrzyca, cholerny krolik i dwie inne kocice. Od krolika trzymam psa z daleka, bo krolik jest bojowy i jeszcze by jej krzywde zrobil, yorkrzyca jest po staremu olewana, ale jak zabrala Chrumie swinskie ucho, to nawet Chrum zawarczala (wczesniej jej sie to nigdy nie zdarzylo)- ale opieprzylam i przeszlo, a Amelka dumnie odmaszerowala zakopac w ogrodku prawie wieksze do niej ucho. czyli tu- norma. Za to Chrum ewidentnie zapomniala, ze w domu moga byc KOTY!!!!!!!!!!!! Blanka- maloletnia kocica, ktora boi sie wszystkiego i wszystkich (trudne dziecinstwo), na widok psa zaczela zwiewac - 8 mies temu juz prawie przestala zwiewac, no ale teraz zaczela- i trzeba bylo ratowac- nie tyle kota, ile sliczny stoliczek mamusiny z jeszcze sliczniejsza mamusina lampa, bo sie kot pod stolik schowal, a Chruma z tak malymi meblami nigdy problemu nie miala. Musialysmy z siostra przeprowadzic bardzo szybka i zgrana akcje ratunkowa. Potem pojawila sie Ciapata- bardzo porzadna kocica polujaca (bilans tego lata- jak narazie- 3 nornice :evilbat: ), ktora z gracja wskoczyla na stol i psa olala. Pies sie zdziwil, ale ze kot nie uciekal, to po chwili jojczenia dal sobie spokoj. A na koniec wychynela moja Awaryjka- przemieszczajac sie z gracja lapka za lapka- jak na persice przystalo. [size=2]Dla niewtajemniczonych- Awaryjka nie boi sie niczego, a juz na pewno nie psa na JEJ terenie- i nie wazne, czy jest to bokser, dogue de bordeaux, czy ON. Jej teren, ona tu rzadzi, a jak sie nie podoba, to pazurem w nos. Chrume sobie Awaria wytresowala od malenkosci i olewa ja tak koncertowo, jak tylko sie da. Ogolnie Awaria olewa wszystko i wszystkich, ma swoj swiat i tyle.[/size] Ale Chruma z nadmiaru kotow zglupla najwyrazniej i probowala pogonic Awaryjke. Na co ta, najspokojniej w swiecie- widzac lecaca w jej strone torpede- usiadla i podniosla oczeta znudzona, pozwolila nawet, by rozpedzona Chrum zatrzymala sie prawie na kocim nosie 8) . I nic. Pies zdebial :o podrobil jeszcze troche lapkami, jakby nie wierzac w to, co sie dzieje... a potem chyba dotarlo- ze TEN kot [u]uciekac[/u] na pewno nie bedzie. Kot oddalil sie z godnoscia, a pies jeszcze przez kilka minut mial baaaardzo wylupiaste oczy. :o :o :o Pod wieczor Chrum zaliczyla jeszcze jeden szok, jak banda w skladzie: Awaria, Ciapata i Amelka-york, zgromadzila sie dookola Chrumiej miski nic sobie nie robiac z Chrumy dyszacej im za plecami. A jak potem Chrum ladnie i szybko jadla suche... az jej sie uszy trzesly :lol: . Teraz juz Chrum chyba sobie przypomniala, jakie zasady panuja u Mamy. Czyli kolejny krok do przodu. Ale fajnie miec znowu psa!!!!!!!!!!!! :D :D :D
  11. Media pojechaly calkiem niezle. Jak nie 3 autobusy, to 5 stacji metra, 60 zabitych, potem 38... Najpierw o 8mej, potem o 9tej... Kazdy dziennik co innego, kazda strona internetowa co innego. Niby nie mozna sie dziwic, bo wszyscy w szoku i nikt nie wiedzial, co sie dzieje, ludzie dzwoniac zablokowali linie telefoniczne itd. Ale paniki nasiali strasznej. Moi wszyscy zdrowi (nocny tryb zycia barmanow nie sprzyja porannym wycieczkom metrem), a chlop mi sie ledwo o 25min przesmyknal. Ale to moi. czas sie przeprowadzic na Madagaskar. :(
  12. A no tak... w Londynie mialam chlopa- Nicka. Nick jest nowozelandczykiem, a nowozelandczyki to Kiwi. Teoretycznie dalej jest moim chlopem, ale ze zobaczymy sie znowu pod koniec wrzesnia, a potem moze za pol roku- pozostala tylko "teoria". Co nie zmienia faktu, ze znowu odcisnelam lapki na suficie z nerwow.
  13. A ja, gdybym nie zmienila terminu wylotu w ostatniej chwili, rano bym byla na Liverpool station... na jakas godzine przed zamachami. A moje Kiwi na wielkie boom spoznil sie 25min. Jechalby ta linia, ktora wybuchla do pracy. Jako, ze nie moglam sie do niego dodzwonic na komorke, a wiedzialam, ze to pi razy drzwi jego czas na jechanie do roboty- troszku sie znowu po scianach przeszlam ze zdenerwowania. Juz obdzwonilam wszystkich i jest ok. Czy ja moge prosic o tydzien bez stresu? Bo osiwieje.
  14. Ja zobacze jak bardzo bede niezywa po sobocie w pracy. Jak jeszcze bede w stanie tuptac i namowie Pati, zeby mnie autkiem zgarnela, to sie pojawie. Jak nie, to bede spac. Jakby mnie nikt nigdzie nie widzial (duze, chude i rude), to poprosze o zrobienie dodoatkowej ilosci fotek. 8)
  15. Swiniak wraca do normy!!! Dalej na kolana nie chce, a na raczki tym bardziej (musialam zwazyc-21kg tucznika :lol: ), ale juz napada na mnie, skacze, zaczepia, buczy z pileczka w mordzie, wtula sie itd. Za suche w misce jest dalej ciezko obrazona, a mi w to graj, bo jedna miche eukanuby light wmusza w siebie na dwa razy, a normalnie zarla dwie michy dziennie i jeszcze glodna byla. :oops: Frisbee juz w drodze (sie wscieklam, bo zamowilam od razu 2 z Karuska za 32pln kazde, a dzis znalazlam w sklepiku pod Hala Mirowska takie samo za 19pln... grrrrrrrrr). Ale juz dostalam z nosa w okulary, obgryzla mi palce, pogonila kota na podworku i zaczyna reagowac na komendy z wlasciwym sobie opoznieniem. Ogon dziala jak smiglo, a jak dzis zostala sama w domu na godzine, to jak wrocilam, malo sobie lap nie polamala (i wlasnie wtedy dostalam w okulary). Czyli norma powrocila. :evilbat:
  16. Zawetowana jako bubel prawny, to odklejam z przyklejonych.
  17. Dag

    Tuffi Boy Buteo

    Topik otwieram na prosbe autorki :D I czekam na relacje 8)
  18. Dzieki kofani!!! Wszystko powoli wraca do normy. Mialam swini nie kapac wczoraj, ale nie wyszlo... sie maupa wytarzala w jakiejs zdechlej kocinie i musialam ja uprac. Nieszczesliwa byla jak jasna cholera. :evilbat: Ale jak teraz pieknie pachnie... :roll:
  19. Chyba juz jej lepiej, bo zaczela sepic... ale tez bez przekonania jakos... Kurka wodna... wychowali mi psa!!!!! A bu. Spaslak wyglada tak: [img]http://img.photobucket.com/albums/v142/dagdag/100_2815.jpg[/img] [img]http://img.photobucket.com/albums/v142/dagdag/100_2816.jpg[/img] [img]http://img.photobucket.com/albums/v142/dagdag/100_2817.jpg[/img] [img]http://img.photobucket.com/albums/v142/dagdag/100_2818.jpg[/img] [img]http://img.photobucket.com/albums/v142/dagdag/100_2819.jpg[/img] Jak widac fotografowac sie dalej nie lubi, a pozycje ma glownie zalegajaca... leniwiec jeden. Ale widac ze tlusta... nawet na plask...
  20. No juz... juz... :lol: W niedziele poszlam wieczorem do Klubokawiarni (tam, gdzie pracowalam przed wyjazdem, gdzie pracowal Karol i gdzie wszyscy znaja Chrume). Poszlam, bo pies mial byc o 1 w nocy, a mnie juz szlag trafial i obijalam sie o sciany z niecierpliwosci. 1.20 zaczelam dobijac sie do Szymona telefonicznie z uporem maniaka. Oddzwonil po chwili, ze juz przyjechal zmeczony do domu i sie zastanawia, czy by sie na jutro nie umowic. nie ma mowy, ja musze psa miec teraz i moge taxe wziac i po psa pojechac gdzie by to nie bylo. No to sie zaoferowl psa przywiezc do Klubokawiarni. Swinia zobaczyla mnie przez okno samochodu i zaczela sie niesmialo cieszyc. Otworzylam drzwi i zaczela na mnie skakac, ale tak spokojnie jakos. Usiadlam na ziemi, lzy w oczach, a pies dookola mnie koleczka zaczal krecic machajac doopa i tak sobie tuptala w kolko. Ryjek jakis taki niepewny, ale sie cieszyla. Zaczelam sie martwic, ze jakas taka grzeczna, nie tak zywa jak byla... moze nie poznala? Ale polazla za mna grzecznie nawet sie na Szymona nie ogladajac. Weszlam z nia na chwile do klubu (ze muzyka glosna, to tylko na runde honorowa). Ludzie zaczeli sie n ajej widok cieszyc, wolac i ci, ktorych znala i zupelnie obcy, a Chruma bez smyczy krok w krok kolo mnie, patrzac co chwila i sprawdzajac, czy jestem. ucieszyla sie tylko na widok Kasi (mojej przyjaciolki), a reszte ludzi olala. Wczesniej wpadala do klubu i po chwili mnie opuszczala szukajac glaskow, a teraz nie... za mna krok w krok. :D Po chwili wyszlysmy i poszlysmy do parku. Droge pamietala, komende "stoj" przed uliczkami pamieta (przed duzymi ulicami tez pamieta, ale na wszelki wypadek ja na smycz biore). W parku poganiala troche za pileczka, ale... no co ja bede ukrywac, tlusta jest jak prawdziwy tucznik. 4 razy za pileczka i polezec trzeba i poziac. Poganialysmy sie troche, a potem pies mnie do domu zaprowadzil. Dobrze wiedziala, gdzie idziemy, z windy wypuscilam pierwsza i ona sie grzecznie sama przed drzwiami zatrzymala. W domu- kolejny szok- szyneczki nie, serka nie, gnata nie... pasc na rylo- tak. No to padlysmy na rylo. ([size=2]no kurna... ryj mi wygwiazdkowywuje... to jak ja mam o swinskim ryju napisac [/size]:wink: ) Nie wiem narazie, na ile pies mi sie zmienil permanentnie, a na ile wynika to ze meczenia (droga z Cieszyna do Wawy dluga troche) i szoku. No i tesknoty, bo przyzwyczaila sie do pani Mamy, ktora sie nia zajmowala ostatnie 2,5 mies. Z rzeczy widocznym golym okiem- jest tlusta i ogrodkowo brudna (poczekam jeszcze 1 dzien z praniem psa, coby sie nie obrazila). Zburkowila sie zgodnie z przewidywaniami i odszczekuje psom za oknem (wczesniej jej sie to zdarzalo bardzo rzadko). Co smieszniejsze, jak szczeka i ja mowie "cicho" to bierze jakas zabawke w dziob i z ta zabawka szczeka i buczy- jakby sobie tlumik zakladala na pysk :lol: Jest dziwnie jak na nia spokojna, rzadko kiedy na mnie "napada", jak sie cieszy, to przez chwile i spokojnie jakos, nie skacze, na kolana mi sie nie pcha, a jak ja zaprosze na kolana (wczesniej wyjscia nie mialam)- to tak niesmialo wlazi i sie przytula, a po chwili idzie pozalegac gdzie indziej. Ci co ja znaja, sa w ciezkim szoku, ze to nie ten pies... jakis taki normalny... No ale lazi za mna jak pies i to najwazniejsze. Zobaczymy, czy to tylko zmeczenie i tesknota, czy mi pies sie permanentnie popsul. przede wszystkim odchudzimy (frisbee w drodze 8) ), wykapiemy, umyjemy zeby (tez pozniej, ale wali jej z ryla), przyzwyczaimy do suchej karmy (narazie sie patrzy na mnie z niedowierzaniem i zrec nie chce, ale ja cierpliwa jestem, a ona gruba... zobaczymy, kto wygra :evilbat: ). No i do weta ja musze zabrac na badania krwi- bo moze od tego karmienia na gotowanym, pies ma jakies niedobory. Jeszcze mnie tylko martwi, bo zamiast zrobic normalnie jedno duze siusiu i jedno male, to ona tak posikuje na spacerku jak pies. I pije jakos mniej jak na ta duchote miala w zwyczaju. Jutro do weta tuptamy na ogledziny. Ale juz ja mam. :lol: :lol: :lol: I tulam. :D I juz nigdy nie zostawie.
  21. [color=red][size=7]MAM SWINIAKA!!!!!!!![/size][/color] Jutro opisze jak bylo, a teraz spadam spac i tulic prosie!!! :D :D :D :D :D :D :D :D [size=2]PS. Ale mi ja spasli...[/size]
  22. do galerii sio. :D Ale pikne!!!! :D :D :D
  23. i zebami trzonowymi.... :lol:
  24. Na foty z przypadkowego mini zlotu zapraszam do Galerii... :evilbat:
  25. No wlasnie... jezeli to kolo Cieszyna, to to nie Bieszczady... juz sama zglupialam, gdzie ten pies jest... Chrume zostawilam Karolowi- kolesiowi, z ktorym pracowalam, co znal Chrume i ulubial- z wzajemnoscia zreszta. Jego wspollokatorzy- ktorych, jak powtarzam, na oczy nie widzialam tez Chrumke polubili. Karol pracuje w tym samym systemie jak ja, czyli czasem 3-4 dni wolne w tygodniu, a czasem zero. Czasem 8h, czasem 10h, a czasem 12h. Chruma miala u mnie 2 krotkie spacerki dziennie i jeden dluzszy. A po takim maratonie, co nie mialam przez tydzien czasu dla psa (oprocz tych rutynowych spacerkow)- potem stawalam na glowie, zeby jej to wynagrodzic. U Karola niby to samo, tylko dodatkowo wspollokatorzy zapewniali jej dodatkowa rozrywke. Czyli plan wydawal sie dobry. I wszystko szlo piknie od listopada do kwietnia. Chrume wizytowala moja siostra i przyjaciolka. Az Chruma wyjechala na kilka dni w gory. Miala wrocic z nimi, przez brak kaganca zostala, miala wrocic za 2 tygodnie, nie mial kto po nia jechac. Karol twierdzi, ze sie upominal, ale widac za slabo jakos. I tak minelo dwa i pol miesiaca. I wszystko by bylo dobrze, szczesliwosci i wdziecznosci z mojej strony nie byloby konca i nawet bym sie nie wsciekala, ze Chrumka spedzila tyle czasu nie tam, gdzie ja zostawilam. Pomarudzilabym troche, ze mi "zburkowili" psa i tyle. Gdyby mi ja po prostu przywiezli, poprosili o zwrot faktycznych kosztow utrzymania psa- byloby cudownie. Ale nie- najpierw sobie "zazartowali", a potem ich mamusia wystawila mi rachunek. Jak myslalam, komu zostawic swiniaka- rozwazalam nadanie apelu na dogo i wiedzialam, ze bedzie jej dobrze, kto by tam z naszych jej nie wzial. Za Karolem przemawialo to, ze: a) chcial b) pies go znal i uwielbial c) moja siostra go znala i daleko do niego nie miala d) pracowalismy razem z banda ludzi, ktorzy znaja i kochaja Chrumaka i jak mieli okazje ja widziec na comiesiecznym zebraniu, to potem dostawalam kilka raportow o tym, ze Chrumka lapki ma cztery, poduszeczki niepociete, zeby czyste, niezapasiona itd. Tylko, ze jak Chruma "pojechala na wakacje", to pytali sie co u niej i miala zaraz wrocic... i jakos juz nikt mi raportow nie pisal, a na pytanie "jak Chruma" odpowiadali, ze "Karol mowil, ze dobrze". Mi tez Karol mowil, ze dobrze. No i fakt faktem- ma sie dobrze. Gdzies tam w gorach. A mnie szlag trafia. :evil:
×
×
  • Create New...