-
Posts
3222 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
2
Everything posted by Berek
-
Jeśli ktoś ją napisze, to zapewne będzie. :evil_lol:
-
Tu jest relacja z jedynki, wyniki, filmy: [URL]http://psisport.com/index.php?option=com_content&task=view&id=146&Itemid=7[/URL]
-
A to jeszcze jedna rzecz ktorą wyżeł... potrafi :lol: [URL]http://pl.youtube.com/watch?v=S4fuqxcKvxY[/URL] - zawody obedience w Warszawie, klasa "0".
-
Gosia, obawiam się że z pekinami jest trochę gorzej, niż myslisz. Ja pamiętam jeszcze 20 lat temu (:oops:) jak reproduktory ze znanej warszawskiej hodowli podkopały się do sąsiada ktory trzymal kury.... i.... :lol: równy rząd kurzych trupów przywital właścicielkę pekińczykow kiedy wróciła do domu... :razz: Ale TERAZ? Obejrzyj je na wystawach. Biedactwa są tak płaskopyskie i ofutrzone, że naprawdę ledwo się poruszają. Nie widzę w nich żadnych drives mozliwych do wykorzystania w szkoleniu. Może lepiej niech pozostaną sobie psami nakolankowymi, skoro my, ludzie, tak im narobiliśmy... Nic na siłę... :lol:
-
A ja niniejszym chcę pogratulować Dorotak bardzo udanego występu na zawodach obedience w "zerówce". Oto film pokazujący jak się Atos popisał! [URL]http://pl.youtube.com/watch?v=RNbhbLo55nk[/URL] :lol:
-
Zazwyczaj ludzie nie dostrzegają znakomitych możliwości kolczatki ponieważ : - zaczynają działać za późno - działają za słabo - działają ze stałym naciskiem, zamiast krotkim bodźcem ... ale o tym nie piszą ludziska krytykujący użycie tegoż sprzętu jeno piszą nader skrotowo: kolczatka wywołuje agresję! Tak samo moge napisać: kliker wywołuje agresję... kiedy się go nieumiejętnie używa. :razz: Albo rozmawiamy merytorycznie, albo wygłaszamy hasełka ktore gdzieś zasłyszeliśmy. :roll:
-
Dzięki za oświecenie profana... :lol: :lol: :lol: :cool1: Czego to ludzie, moja pani, nie wymyslą.... :lol:
-
[QUOTE]"... kolczatka wywołuje agresje u psa... [/QUOTE]" Skąd te wiadomości? Możesz podać źródlo? :cool1:
-
ile kosztuje godzina dogoterapii?
Berek replied to iza_szumielewicz's topic in Dogoterapia i psy asystujące
"[QUOTE] NIE WIEM ,CZYM TO MOżNA WYTłUMACZYC (ale może właśnie mają taki swój plan zdrowienia, może z czymś potrafili się pogodzić a z czymś nauczyli walczyć.... " [/QUOTE] Reasumując: jak ktoś nie chce umrzec, to nie umrze i się wyleczy "samoistnie" - a ci co umierają to podświadomie po prostu chcą zejść z tego świata... :shake: Kurczę, nie dziwi mnie że lekarzy ta "metoda" irytuje... :roll: Myślenie pozytywne myśleniem pozytywnym ale już ten poziom - przepraszam - bełkotu faktycznie daje do myslenia. :evil_lol: -
:lol:Ależ Zosiu, toć piszę wyraźnie - a niechże to będzie biznes ino: 1) uczciwy - biorę tym większe pieniądze im więcej kosztowalo mnie "wyprodukowanie towaru" mowiac cynicznie... w tej chwili mamy dziwną sytuację - są rodzynki ktore badają, grzebią w rodowodach, ew. jeżdżą na krycia tyli świat i biorą za to odpowiednie pieniądze, a na dodatek jak się ewidentny pecik trafi to podchodzą do tego na spokojnie - i jest dużo większy odsetek co nie bada bo nie ma obowiązku, kryje tym co koleżanka na sekcji poleci, szczepi najtaniej, nie socjalizuje... no i uparcie twierdzi że rodzą się same ekstrawystawowe sztuki - i bierze pieniadze trochę jednak, jak na to co oferuje - nazbyt wzięte z kosmosu... 2) mowmy że to biznes a nie - jak większość szlachetnych idealistów z tzw. środowiska - oglaszajmy że uprawiamy to-to hobbistycznie, sztuka dla sztuki i w ogóle... ileż to my do tego nie dopłacamy, w odróznieniu od tych wstrętnych pseudohodowców. :lol: :lol: :lol: :roll: Dla mnie nie ma nic złego jeśli się zarabia na psach - tylko uważam że te aureolki to warto trochę odrdzewić i przeczyścić. ;) [B]Słowem: chcemy wypuszczać w świat zdrowe i ładne psy o dobrym charakterze za konkretne pieniądze, tłumacząc ludziom że właśnie dlatego tyle kosztują, że są zdrowe, ładne i fajne psychicznie - to róbmy wszystko żeby był jak największy procent szans że faktycznie będą ładne, zdrowe i fajne psychicznie. [/B]:roll: P.S. [QUOTE] Dlaczego, jesli moze zarobic, mialby te pieniądze odrzucic ze wstretem, w imie milosci rasy. Dlaczego mialby brac mniej, skoro cena rynkowa akurat jest taka? [/QUOTE] Jeśli jest "spokojny w sumieniu swoim" że zrobił wszystko jak należy, przebadał rodziców, socjalizował szczenięta, dobrał linie - niech bierze i więcej niż cenę rynkową. Ale też niech nie roni krokodylich łez że przeciętny Kowalski pójdzie i kupi psa za ćwierć tej ceny. [QUOTE] "Nie oczekuje od ludzi, ze beda sie poswiecac dla mnie." [/QUOTE] Ja idę dalej- nie oczekuję że ludzie będą poświęcać się dla szczytnych idei, o ile nie dostaną czarno na białym dowodów że poświęcenie się ma sens. Na razie sytuacja jest taka że szalenie ciezko ludziom pokazywac czarne-biale bo w ramach naszej organizacji za dużo jest szarości nad czym szczerze ubolewam.
-
Jako bardzo "detaliczny" hodowca yorkow mogę powiedzieć z autopsji: yorek za 1000 zł nie musi być yorkiem z klatki, zaniedbanym, nieszczepionym. :roll: Przeciwnie wprost. A yorek za 3000 zł często JEST yorkiem z klatki i szczepionym najtańszym badziewiem, niestety. Ceny krycia? Super, zgadzam się - niech będą takie naj-naj wyśrubowańsze ceny za super-ekstra krycie w Afryce Poludniowej czy na Antarktydzie... Ciekawe ilu hodowców ozdóbek sprzedających szczenięta za najwyższą kwotę jaka się da... jechalo na tę Antarktydę. Obawiam się że znikomy procent. :cool3: Kiedy natomiast slyszę od hodowcy wypowiadane jednym tchem że on jest absolutnym hobbystą i maniakiem rasy i że to przecież nie interes tylko hobby do ktorego on dokłada - no a cena jest taka bo szczeniaki zniszczyły mu dywan i on sobie musi odkupić to chichot mnie ogarnia... :evil_lol: BTW niech to będzie interes, byleby ludzie byli jednak traktowani wobec tego uczciwie - i naprawdę dostawali "towar z najwyższej półki" wtedy, gdy się rozgłasza wszem i wobec że siętym towarem dysponuje. Doskonale wiem że można szukac okazji, kogoś komu nie odbiło totalnie albo nie wsiąkł w tzw. środowisko wystarczająco głeboko, i kto po prostu chce sprzedać rodowodowe, fajne psychicznie , zadbane i przeciętne eksterierowo szczeniaki po dośc przeciętnej suce za cenę średnią, a nie kosmiczną tylko dlatego że jest to chihuahua, grzywacz albo yorek, albo co tam aktualnie drogiego jest na rynku. Zrozumcie jednak - w tej chwili rozmawiamy nie o poszczegolnych przypadkach, tylko o idei jaka powinna jednak być dość zrozumiala i dla hodowców, i dla kupujących psy. :roll: Dopoki środowisko jako ogół nie zrozumie że musi, po prostu musi zacząć patrzeć na siebie nieco krytyczniej - nie na konkurencję, na siebie! siebie jako hodowcę, siebie jako osobe ktora jaoby chce coś zrobić dla rasy - to wszelkie nagłaśnianie akcji "rasowy=rodowodowy" nie wypali. A im więcej ludzi ktorzy się nacięli na hodowcach rodem z ZK, tym lepsze argumenty mają rozmnażacze...
-
[QUOTE] "ZK, i hodowcy, i nabywcy to przecietna naszego spoleczenstwa i stosunku do zwierzat w ogole. Nabywca dysponujac pieniedzmi moze przynajmniej wplynac na to, aby zlych hodowcow wyeliminowac. Dobry hodowca nie ma praktycznie jak wyeliminowac zlych nabywcow. Bo sie dowiaduje za pozno, po fakcie, i nie zawsze da rade odebrac szczeniaka. " [/QUOTE] Ależ ja się z Tobą Zosiu zgadzam! Tyle, ze nie znoszę bezkrytycznego "hasełkowania" jakie czasem czytuję choćby na Dogo (oczywiście nie mowię o Tobie) - i szufladkowania, zwłaszcza zaś wglebiania nieszczęsnych przeciętnych Kowalskich ktorzy mogą nie chcieć robić doktoratu z dziedziny "poszukiwanie dobrej hodowli". Wiesz dobrze jak dużo hodowli - dobra, nie szukajmy dalej - ON wypuszcza mioty z papierami i bez. Wiesz że temat ten, poruszony kiedyś przy samej wierchuszce związkowej, został obśmiany po prostu...? :-o Kwestia badań była już tutaj poruszona, co mam robić jak szukając dla znajomych szczeniaka do roboty w pewnej rasie gdzie i tak jest mało hodowli a z nich da się wybrać moze ze trzy w ktorych sie znajdzie psa z powerem a nie wypchaną owcę - od topowej hodowczyni usłyszałam że ona badań robić nie będzie bo nie są wymagane...? :-( Wiem że znajomi ślepego psa będą i tak kochac ale mają aspiracje do sportu - jednak wolałabym ich w niewidome zwierzątko nie ubrać - a przynajmniej znac procent szans że to się nie przytrafi... Źle się dzieje w samej organizacji - i to nie znaczy że mamy się na nią obrażać, potępiac w czambuł oraz szukac szczeniąt na bazarach - bo pies za 300 zl to pies zagłodzony i z całą pewnością wyhodowany na krzywdzie zwierząt, nie ma cudów. Ale nie należy też ze ślepą wiarą malować świata na czarno-biało.... :roll:
-
Ma-ja, tak, trzeba się "znać" żeby umieć wychwycić rózne szczególiki i niuanse ktore dla laika są niezauważalne. :roll: A niestety mogą świadczyć o poważnych problemach. (ups- posty przeskakują... wyszło jak prekognicja jakaś)
-
Zosiu, spokojnie. ;) Widzisz, Ty miałaś o tyle pecha że hodowałaś rasę baaaardzo specyficzną. Powiem Ci - że bałabym się hodować maliniaki bo niestety, obok trafiajacych się coraz częściej ludzi świadomych, ktorym decyzja o malinie rodzila się kilka lat :lol: - niestety dużo się kręci kolo rasy "buractwa", nawet czasem zwiazanego ze sportem czy psami użytkowymi, ale bez pojęcia, bez wyczucia, bez rozumu - i kupujących "bo to samograj". :angryy: Niestety podobnie dzieje się z borderami. Ale, wiesz, widzę co się dzieje w psach ozdobnych na przyklad - i tu też jest paranoja ale niestety w większej części jednak nakręcana przez hodowców. I znów z praktyki znam psy za bardzo, bardzo, bardzo ciężkie pieniądze ktore trafiają do parszywców. I te pieniądze za nie zapłacone ich w niczym nie ochroniły... Natomiast uważam że sztuczne windowanie cen jak najbardziej szkodzi konkretnym rasom. A nawet niechby, ale niechże najdrożej kosztują psy naprawdę zapowiadajace się na bardzo wybitne egzemplarze. Być może rzecz w umowach i zwyklej uczciwości - jednak Polska ma swoją specyfikę. Mam nadzieję że coraz więcej będzie u nas tak rozsądnych hodowców jak np. hodowca owczarkow australijskich z Estonii, ktory sprzedał psa jako wystawowego do Polski, po paru miesiacach wyszła wada, wlaściciele psa wykastrowali a hodowca spokojnie zwrócił im część pieniędzy - tak, że w sumie zaplacili za pecika - ktorego przecież mieli.;) Czy u nas to jest możliwe? Owszem, znam takich hodowców. Ale większość naprawdę w ogole nie rozumuje w ten sposób... Doskonale wiem że mamy do czynienia z żywymi organizmami. Gwarancji nikt na nic nie da - ale do licha cała akcja[B] r=r[/B] opiera się na szumnych hasłach że "tylko zwierzę z rodowodem daje nam pewność zdrowia i wyglądu". :cool3: Byloby miło gdyby ogół hodowców wziął to pod uwagę. I zaczynał dzialać juz w momencie planowania krycia, a nawet przed nim (badania - nawet takie, ktorych jaśnie oświecony ZK nie wymaga, ale na choroby o ktorych wiadomo że sie trafiaja w rasie); jeśli zaś pojawiaja sie kłopoty z ktorymś szczeniakiem, to nie ma co udawać że to nabywcy na pewno cosik pochrzanili albo piesek nie od nas, tylko... sprobować pomóc. Na Dogo jest teraz sprawa poszukiwania właściciela 4-ro letniego yorka z tatuażem. Cztery wytypowane hodowle tych luksusowych pieskow nie mogły pomóc - w jednej tylko sprawdzono psy z "podejrzanych" miotów i wszystkie były w swoich domach do ktorych je sprzedano. W trzech pozostalych hodowlach wypuszczających szczenięta za 3000 zlotych nikt nie miał nawet adresów nabywców, bo po co, zaplacili, poszli w piz..* i spokój. :shake: P.S. A propos kennelozy, mam zadziwiająco dużo przypadków - od lekkich po najcięższe, kompletnie beznadziejne - pieskow z takim rodowodem że hej... - przyczynek do uwag mowiacych "chcesz mieć psa z dobrych charakterem, to musisz kupić rodowodowego". BTW ja tam i tak uważam że z przyczyn etycznych NALEŻY kupować rodowodowego. Tylko mi szkoda że dodatkowo trzeba zatrudniać detektywa, weterynarza i tresera do wizyty w każdej hodowli - a tak naprawdę powinno być tak że fakt iż taka hodowla jest "oficjalna" i wypuszcza psy z udokumentowanych pochodzeniem powinien jednak cokolwiek nam gwarantować - ano, minimum uczciwości.
-
[QUOTE] "Roki nie zawsze reaguje tak na moj widok, tylko wtedy gdy sam wie ze zle zrobil, lub wracam do domu po pracy," [/QUOTE] Pies nie ma świadomości winy. Reaguje tylko na nasze sygnały. To, co dla Ciebie jest "niczym takim" dla psa musi być okropne, skoro reaguje aż tak wyraźnie na - być może nieświadomie - dawane mu przez Ciebie sygnały Twojego nastroju. Jeśli chodziliście do psiego przedszkola, to smutkiem mnie napawa fakt że nikt Wam nie wytłumaczył prostego faktu - psy nie mają naszej moralności, nie rozumieją że coś może być zle czy dobre. Sprobuj jeszcze przeanalizować, jak często uśmiechasz się do psa. To nie żarty. Kiedy coś razem robicie, kiedy razem idziecie, wchodzicie w jakąkolwiek interakcję - czy zwracasz się do niego na luzie, z uśmiechem, pogodnie, czy masz świadomość że w przypadku tak wrażliwego zwierzęcia musisz się dużo cofać, odsuwac, by nakłonić go aby za Tobą podążał...? Najczęściej skłonienie ludzi żeby byli pogodni w stosunku do psa jest najtrudniejszym zadaniem! Nam się tylko wydaje że jestesmy O.K., ale wszyscy niemal przewodnicy zaczynają od naburmuszenia się i "stanowczego" wydawania komend. Nawet jak wydają psu w nagrodę piłkę, czynią to w grobowym milczeniu i sztywno, powtarzając wyuczone zachowanie. ;)
-
[QUOTE] "Pytanie czy człowieka, którego nie stać na psa z rodowodem stać na ewentualne leczenie? " [/QUOTE] Powiedzmy sobie szczerze, kundelki za złotówkę też chorują.... A temat pseudo- i "pełno" (wartościowych) hodowli stary jak... Dogomania. Gdyby hodowcy sami nie strzelali sobie tylu goli, pewnie byłoby lepiej ze świadomością w społeczeństwie. Delikatnie rzecz ujmując: z tym odpowiednim doborem partnerów do rozrodu to... pewnie z 5% hodowców faktycznie wykonuje ciężką pracę. Większość kryje tym co aktualnie na topie, albo prymitywnie rozumując w stylu "ciemny pies plus jasna suka = średnie potomstwo). Nie wspominajmy o badaniach... Przeważajaca większość yorków w tym kraju cierpi na tzw. luxating patella. Ale obowiązku badań na to GENETYCZNE schorzenie nie ma - i co, ktory hodowca to robi? NIKT. Słownie: żaden. Bo... "nie ma obowiązku". W rezultacie połowa populacji yorkó w pewnym okresie życia zaczyna kuleć. No ale hodowcy nie przebadają psów używanych do hodowli bo jeszcze by wyszło że ... nie należy ich do rozrodu używac - takiej rasy modnej, na ktorą jest popyt... :roll: Lepiej nie wiedzieć i - za przeproszeniem Państwa - "rżnąć głupa" - wypadające rzepki? Po NASZYCH psach tego nie ma, to na pewno u konkurencji... :eviltong: Ciekawe że nawet u braci Czechów wiele hodowli ras "toy" pyszni się wręcz zeskanowanymi wynikami badań na rzepki na swoich stronach internetowych. Ot, inna kultura hodowania zwierzątek... :cool1: Identyczna sytuacja w innych rasach - jak coś nieobowiązkowe to "po co"... :p :mad: I w ogole po co robić badania, jeszcze ktoś pomyśli że w naszej hodowli coś nie teges. :cool1: NIc dziwnego że jak przeciętny Kowalski ma do wyboru wydać dwie swoje pensje za pieska z rodowodem (do niczego mu niepotrzebnym - tak rozumuje Mr Kowalski) w zamian otrzymując pieska ktory może być zdrowy, ale może i być chory - bo w razie czego hodowca i tak się wypnie... i może być pięknym przedstawicielem rasy ale rownie dobrze może być malo do niej podobny (w zamian otrzyma się namaszczone stwierdzenie: no cóz, genetyka...) - to pan Kowalski poskrobie sięw łeb i kupi pisz-pan-szeltaka u pani Jadzi z przeciwka. Niestety. Ubolewam nad tym ale po trosze rozumiem. :razz:
-
Dla psa nieraz psychiczna przemoc jest gorszą agresją, niż krótkotrwaly bodziec fizyczny. A pokazywać to mu moglaś skolko ugodno, i tak nie rozumiał za co sie zlościsz. Psy w ten sposob NIE KOJARZĄ.
-
[QUOTE] Jak przychodze do domu to Roki sie cieszy, ale podejsc nie chce, wala sie po podlodze kawalek odemnie, do tego szczerzy zabki- nie wydaje dzwiekow, zgina sie w pol i caly czas szalenczo merda ogonem. [/QUOTE] Demonstrowanie skrajnej uległości. [QUOTE] To samo robi, gdy ucieknie z samochodu i probuje go przywolac, lub z domu bez pozwolenia. Swojego czasu demolowal mieszkanie skutecznie jak zostawal sam, za co dostawal opiernicz. [/QUOTE] Sama sobie odpowiadasz. Twoj pies obawa się Twojej nieuzasadnionej (dla niego karcenie po fakcie to abstrakcja) agresji. [QUOTE] "a przeciez nie moge go w ten sposob zachecac jak narozrabia." [/QUOTE] Zastanow się co mowisz.:shake:
-
[QUOTE] "Kot żyjący w piwnicy ma jednak inne priorytety niż pies rodzinny, to w zasadzie dzikie zwierzę tolerujące lub lubiące kontakt z człowiekiem." [/QUOTE] Tjaaa. A więc jednak jest życie "lepsze" i "gorsze". Dziki kotek nie aportuje nam patysia albo nie da się go wymizać - no to już się nie bijemy o to usypianie, oj nie...W sumie, skoro on nie ma kontaktu z czlowiekiem to lu-go eterkiem. :diabloti: A moze on - ten dziki kotek - uwaza swoje życie za spełnione, fajne i szczęśliwe...? :razz: Wyszlo że jednak decyzje o uspieniu podejmujemy nie - patrząc od strony zwierzątka, ino czysto emocjonalnej - naszej. P.S. Fajnie jest zostawić szczeniątko z dwoma tylko łapkami i mowić że mu się kiedyś wózek kupi. Rozumiem, że hodowca mu ten wózek sprezentuje i on przez kilka - kilkanaście lat będzie zwierzątko trzymal i się nim opiekowal, m.in. lecząc odparzenia, masując zanikające mięśnie itd. Czy też tryb jest taki: szczeniatko nie ma łapek, ale go nie usypiamy bo "ktoś go na pewno zechce" żeby mogło się cieszyć życiem? ;) Szczerze mówiąc znam wybitnie mało takich ktosiów. Co wiecej, znam mało ktosiów którzy chcą pieski z czterema lapkami, a już kotki.... ech... :shake:
-
[QUOTE] "Slepota i inwalidztwo(bez bolu,cierpien) ,nie jest przyczyna do usypiania." [/QUOTE] ... a moim zdaniem jest - o ile nie znajdzie się osoba deklarujaca na powaznie przygarnięcie takiego psa. A tak BTW ile ich jest, jaki to procent ludzi przygarniajacych psy "w ogóle" ... I ile osób biorących totalnego inwalidę z przerażeniem odkrywa że nie daje rady? Że przerasta ich to - czasowo, finansowo, emocjonalnie? Jeszcze tam piesek bez łapki - zwłaszcza jeśli ją po prostu stracił w ciągu życia - radzi sobie na ogół nieźle. Ale zwierzątko z wrodzoną wadą ktora go caly czas torturuje? Oj, nie... :-( P.S. Podczas mojego zajmowania się piwnicznymi kotami - biedami nieraz spełniałam wstrętną funkcję eksterminatora (przy użyciu eteru) ślepych miotów. Po doświadczeniach z pozostawianymi miotami w imię humanitaryzmu (następnie albo epidemie je zabierały w męczarniach, albo ludzie ktorym nadmiar kotów szkodził - dechą, trucizną, sama radość slowem). Zawsze pozostawiało się kotce jedno kociątko. Dobrotliwa pani kynolog z osiedla zaczepila mnie kiedyś i pouczyła, że "powinnam" pozostawiać kilka kociąt bo jedynak "będzie niezsocjalizowany". :roll: Pani nie splamiła się nigdy schodząc do piwnic we własnym bloku (brudno, można sięczymś zarazić i przecież nie założy kotom kuwety z piaskiem, fu, a poza tym nie ma czasu na systematyczną opiekę) ale co JA powinnam zrobić - doskonale wiedziała. ;)
-
I kantar, i kolce mają dzialanie dość silnie dzialające (jeśli chodzi o deprymowanie, dolowanie psychiczne to kantar działa silniej - tylko czy o to chodzi...?) - może wobec tego tze. "relaksy" (easy walk), też wstrętne ale mniej dzialające na psią psyche...:lol: Kolczatka bywa niezłym wyjściem ale jest problem -trzeba jej umieć używać, nie wystarczy zapiać na psie i przypiąć smycz - wiec jeśli koleżanka nie ma zaciecia szkoleniowego a i Ty nie umiesz działać tym sprzętem to sobie odpuśćcie...
-
W nastepnym numerze "Mojego Psa" będzie artykul "Zanim kupisz yorka..." - z serii artykułów trochę bardziej krytycznych, ktore pokazują też wady, a nie bezustannie wymieniane zalety konkretnych ras.
-
Potwornie skrzywdzony Rolf zaadoptowany.Trzymajcie kciuki.
Berek replied to brazowa1's topic in Już w nowym domu
Szanowny Panie, oczywiście cięzko coś stwierdzić na 100% nie widząc psa, ale na szkolenie zgłaszają się osoby mające nie tylko takie, ale i znacznie poważniejsze problemy z psami. Najczęsciej - niejednokrotnie bardzo ciężką pracą, owszem, ale to przecież coś oczywistego - udaje się znacząco poprawić sytuację. :cool1: Z jakim szkoleniowcem się Państwo skontaktowali ? Jakie były rokowania? -
BLUES-piękny młody pies-MUSI IŚĆ DO SCHRONU??? Zostaje w domu :)
Berek replied to an1a's topic in Już w nowym domu
[quote] "Tiaa, jest oczywistym, że gdy chodzi o komendy, to pies wie co jest ok. Jest też oczywistym, że psu da się wytłumaczyć że: robić kupę na dywanie źle, robić na zewnątrz dobrze (to rozróżnia)" [/quote] Ale pies rozumie takie oto: - fakt istnienia kupy na dywanie = właściciele źli - fakt robienia kupy na dywanie nie jest łączony z faktem jej istnienia tamże po kilku godzinach. ;) Słowem - jeśli trafisz "timingowo" z negatywną tigmotaksją (uffff.... co za słowo) w momencie gdy pies DZIAŁA - to pies zrozumie, o co Ci chodzi. Podobnie jak utrafisz z pochwałą i nagrodą... :lol: Gorzej jak usiłujesz tigmotakcić (:evil_lol:) rezultaty jego działań. To dla psa kompletnie jest od siebie oderwane. NIestety. [QUOTE]"mialam dokladnie taka sytuacje-z tym, ze samokrytycznie stwierdzilam, ze jestem g.... przewodnikiem -skoro sie da, a ja nie umiem-i musze sie wiele, wiele uczyc "[/QUOTE] Ufff, wreszcie ktoś to powiedział... Normalnie kocham panią pani Joasiu - w prostych żołnierskich slowach powiedziane, ale cała prawda i tylko prawda. -
Marta - tyż tylko pytam... ;)