Jump to content
Dogomania

Berek

Members
  • Posts

    3222
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Berek

  1. Najpierw mówisz psu że jego zachowanie jest niedopuszczalne i nie ma od tego odwołania. Potem pod Twoją kontrolą goście mogą psa karmić kawiorem i truskawkami oraz spajać kawką Blue Mountain. Byleby nie byli nachalni, jeśli pies naprawdę ma problem lękowy. Kluczowe: pies się musi dowiedzieć że nie ma opcji żeby zachowywał się agresywnie NAWET jeśli jego agresja wynika ze strachu. BTW ten strach jakoś zadziwiająco szybko mija, kiedy pies go nie ma okazji pielęgnować w sobie jak kwiatek w doniczce. Każda agresywna akcja z gośćmi tylko biedne zwierzę nakręca.
  2. W opisanym przykładzie masz problem z opanowaniem się i to na poziomie skrajnym (akurat trochę mam do czynienia z "psimi" fobikami, to znaczy ludźmi z fobią, akurat na psy - reakcja na czynnik lękotwórczy to ucieczka, NIE atak, a już na pewno nie atak na osobę towarzyszącą temu czynnikowi. Rozumiesz, to tak jakbyś jako fobik na psy na widok człowieka z psem na smyczy rzucała się i łamała temu człowiekowi wzmiankowany wyżej nos). Błagam, nie żartuj tak boleśnie. Praca nad zaufaniem do pana to między innymi stanowcze spacyfikowanie psa. Właśnie tego ludzie nie rozumieją, niestety. Nie łączy im się to w jeden obraz. Już to pisanie o tym że "pan zdradził, bo łączy się z agresorem" - no nie, proszę, to naprawdę przedziwny łamaniec i naprawdę kompletnie nie ma to-to pokrycia w rzeczywistości psiej. W opisywanej sytuacji masz przekonać psa że go zabijesz, jeśli natychmiast się nie zamknie. Co nie wyklucza zaprzyjaźniania z gośćmi, ale najpierw musisz osiągnąć stan umysłu u psa w którym on mówi "mama, ajć, wiem wiem, nie lubię ich, ale nie wolno mi ich zjeść, od zjadania to jesteś tutaj ty". NIedawno zdarzył mi się podobny przypadek - państwo przez dwa lata wprowadzali gości do domu wykonując różne siupy, zmuszając ich do skarmiania psa pasztetem, siedzenia nieruchomo, nie odzywania się, nie oddychania, byleby pies z lękową agresją "przestał się bać obcych w domu". Rezultat? Zwierzak nawet zaczął łaskawie pozwalać na wejście do mieszkania, oczywiście najpierw wykonując histeryczne skoki, wrzaski i zapluwanie się (wypuszczali go w kagańcu), potem tkwił w pomieszczeniu, zjadał pasztet, a jeśli gość spróbował się poruszyć, wstać albo choćby zmienić pozycję - atakował. Tyle przyniosło "milu milu" z fałszywie rozumianym litowaniem się nad psiaczkiem co to musi atakować ludzi bo się ich boi. Podobno osoby z problemem somnambulizmu reagują taką niewspółmierną agresją na próbę obudzenia w pewnej bardzo szczególnej fazie snu. Ale co to ma do rzeczy w opisywanej sprawie psa? To, że nawet jeśli pies jest z natury gryźbulem / makabrycznym łowcą wszystkiego / strachobździelem z ostrością pozorną / i-tak-dalej to porzuca swoje rozkoszne zamiary względem otoczenia na wyraźne zabronienie mu tego przez przewodnika. Pies który ma w d... przewodnika nie tylko dalej robi swoje, ale często przenosi agresję na tę osobę. BTW przy psach agresywnych, takich na serio, ludzie czasem odpuszczają w trakcie pracy bo jest taki moment że ta agresja wydaje się wzrastać. Mówiąc obrazowo, pies dostaje furii w sytuacjach w których dawniej atakował (przechodnia, gościa, kota, rower, cokolwiek) a teraz nagle jego właściciel mu tego stanowczo zabrania, co więcej, udziela mu korekty. Stąd np. okropnie popularne na różnych "pozytywnych" forach powtarzane zdanie że "przemoc niczego nie załatwi" albo "agresja rodzi agresję". A, rozumiem, jasne. Słuchaj, ja nie neguję że Twój pies może mieć problem - mówiąc kolokwialnie, "z głową", no, brutalnie mówiąc jest psychicznie chory. Albo to, albo jednak to kwestia tego braku "respect". Trudno wymyślić trzecią opcję, prawda? P.S. Opisywany tu przypadek bernardynki jest bardzo typowy i nie ma nic wspólnego z psychiczną chorobą. :-)
  3. Abstrahując od tego, że różni ludzie różnie interpretują "dobrą więź", to naprawdę nie znacie przypadków jak piesek był "całuśny", "kochany", "uwielbiał właściciela" a potem, panie tego, pogryzł? Albo takich, w których pies wykonywał tryliony sztuczek i w ogóle był cudny i pracujący i zadbany intelektualnie tylko, cholercia, nienawidził jak goście przyszli do domu a jak właściciel próbował od niego wyegzekwować spokój, to "się rzucał"... Albo piesek przemiły, wpatrzony w rodzinę, no normalnie koffaniutki taki, tylko nie lubił jak się go rano budziło. Od razu gryzł. Ludzie opracowali nawet sprytny plan że któryś z domowników co rano wymykał się cichutko na klatkę schodową i dzwonił do drzwi, pies wkurzony zrywał się i leciał do drzwi, trochę szczekał, potem mu przechodziło i już nikogo z rodziny nie karcił za fakt że oto rozpoczął się nowy dzień... DDD Słowo-klucz: dobra więź. Każdy z ludzi związanych z tymi psami zaczynał od pimpkania jakie to one fajne tylko..., ale tak w ogóle to mają z ludźmi cudowną więź! Dla mnie prawidłowa relacja z psem to nie tylko wzajemny uśmiech i wykonywanie siad waruj. To także poczucie bezpieczeństwa u obu stron oraz SZACUNEK do człowieka ze strony psa. Któregoś z tych komponentów chyba jednak w tym teamie brakuje... Wracając do tematu: Mnie ciekawi, co Markusek powiedział na temat tego psa?
  4. Jakaż zgryźliwość? Kobieta lubi taką chorą sytuację i jest z niej dumna - jej sprawa. Dopóki to się nie odbija na otoczeniu, niech se tam robi co chce.
  5. " O, to ciekawe, bo ja znam trochę tego typu psów, zachowania ma dość typowe (nie "typowe dla ogółu" tylko "takie przypadki się zdarzają", w tym sensie). Marzenia, marzenia, koleżanko... Nie ma czegoś takiego, jak pies akceptujący w pełni że człowiek rządzi a jednocześnie gryzący go w emocjach. U niektórych ipowskich psów taki syndrom potrafi występować, ale zawodnicy stosunkowo szybko ucinają go w zarodku, z korzyścią dla wzajemnych relacji. Dopóki gryzie tylko Ciebie a Tobie się to podoba i to akceptujesz, to dalej się tak bawcie, jeśli masz taką ochotę. Za masochizm w końcu nikogo się nie skazuje w tym kraju :smile:
  6. Facet miał dość standardowy problem z pracującym psem. Zamiast poszukać pomocy u normalnych, doświadczonych trenerów, zajmował się a to "resocjalizacją przez pasienie" u jakichś debili którzy omawiali "taktyki pasienia" ustawiając na stole figurki pasterza, psa i owiec, albo u pani która się "mentalnie kontaktowała" z psem, albo u jakichś innych szarlatanów. Opisywał to w tonie nieodmiennego zadowolenia z siebie i swoich poczynań. Przepraszam za brzydki wyraz: temu psu wystarczyło spuścić odpowiedni wpier...ol przy jego wyskokach - i zapomnieć że ten problem w ogóle był. Uśpienie psa w imię ideologii że "jestem dobrutki, nie spuszczam pieskom wpier...olu, wolę uśpić" i podawanie tego w cukierkowej, rzygawicznej oprawie jest żenujące.
  7. Nurmalnie kocham panią! Prosto, konkretnie i na temat - i pozamiatane. :-)
  8. "Dobry pies" Katza to straszliwy chłam. Niestety. W sumie może dobra lektura jako coś co pozwala poprzyglądać się pewnym zjawiskom socjologicznym. Ale pod "psim" względem, brrr.
  9. Tjaaa.... no to trochę szkoda, bo ja np. widzę; gdyby te kursy były obwarowane zastrzeżeniem, że to tylko taki sobie odpowiednik "poczytania literatury", to O.K. Ale za udział w nich ludziska otrzymują dyplomiki i uważają, że są po nich upoważnieni do świadczenia takich czy innych usług. A to już gorzej. Tzn...? Tak ogólnie super, na tle psów innych ludzi z kursu czy według jakiego kryterium? Sorry że dopytuję, ale internet jest dość mylący. P.S. Czy możesz zdradzić jacy praktycy od szkolenia psów (posłuszeństwo, tropienie, frisbee, whatever) mieli z Wami zajęcia? I czy przekazywali Wam swoje wnioski?
  10. Zauważcie, że w naszym kraju za poważne pogryzienie innego psa płaci się 200 zł mandatu, podczas gdy np. przyłapanie nas na niesprzątnięciu psich odchodów może zubożyć portfel nawet o pięć stów...
  11. Rinuś - sorry, z własnego doświadczenia; w sumie udało mi się naliczyć... kilkadziesiąt przypadków. Zazwyczaj to nie był problem wymieniany na pierwszym miejscu i zazwyczaj bynajmniej nie dlatego szukano pomocy, ale przy pierwszej wizycie wychodziło że to, jakby to rzec... "dobrodziejstwo inwentarza" dość powszechne dla określonej grupy ludzi. I psów. Przepraszam, ale przypomina mi się w tym miejscu znajoma - zawzięta psiara - która będąc w ciąży zapewniała mnie, że bez problemu wróci do dawnego trybu życia (w tym bardzo intensywnych treningów z psami) po trzech pierwszych miesiącach życia dziecka, kiedy to ono już "się ogarnie". DDD Wracając do meritum: Całe dziesięć dni urlopu, fiu-fiu... :smile: Trzeba będzie przekazać szczeniakowi że musi włączyć opcję "turborozwój". Fajnie że gadasz o użytkowości i posłuszeństwie, ale gdzie miejsce na potrzeby PSA? :-(
  12. Mój alergik (co dziwniejsze - na pyłki, nie pokarmowa) bezustannie obgryza łapy w okresie pylenia konkretnych roślin, więc...
  13. Dlatego też, zgodnie z tym, jak nauczał towarzysz Stalin iż "kontrola podstawą zaufania" można używać środków DYSKRETNEJ kontroli, tych z półki oznaczonej "ciemna strona mocy", hue hue. Ale nie oznacza to że pies musi być na smyczy.
  14. " Wbrew pozorom całkiem spory procent właścicieli którzy będąc długo poza domem brali psa od szczeniaka ma problem z dorosłym zwierzęciem załatwiającym się w domu.
  15. W punkt - bo to odrestaurowana rasa wiejskich burusiów, naprawdę. :-) Tylko Holendrowie dużo z nimi robią, włączając w to pracę w wodzie typu holowanie pontonów (co uwiecznili w galerii).
  16. Przegapiłaś po prostu dyskusję po której się zrobiło, jak się zrobiło. Otóż jeden z użytkowników pojechał po bandzie opowiadając o Przywołaniu Awaryjnym które koniecznie trzeba wykonywać z Magicznym Gwizdkiem :smile: - a tak naprawdę chodziło po prostu o normalne, od podstaw, konsekwentnie wytrenowane przywołanie NA SPACERACH, część dyskutantów (w tym ja) zwróciła uwagę, że akurat w tym przypadku naprawdę hasło na wezwanie psa może być dość dowolne, a na dodatek nie istnieje coś takiego jak "przywołanie awaryjne" tylko albo przywołanie zrobione dobrze, albo po łebkach... po czym zmaterializowali się ludkowie od myśliwskich psów z opowieściami o gwizdkach używanych w polu i podczas field trialsów, a potem... a potem nastąpił Tradycyjny Urok Dogomanii. At, nie ma co nawet wracać. Wracając do głównego tematu: Puchu, trochę pewnie za mały, ale może terierek australijski? Te które znam wyglądają stosunkowo normalnie (zwłaszcza w porównaniu z wysoce popularnymi kuzynami yorkami). Trochę jednak mniej roboty z tym włosem, co u cairna. Żeby było śmieszniej, podobno całkiem normalnymi burusiami są smoushondy, ale wstrętni Holendrzy nie sprzedają ich za granicę. A takie przyjemne i kompaktowe, o: (źródło fotki: http://www.smoushond.nl) I jeszcze na dodatek przyjemne cenowo - 200 ojrosów za nie wołają... tylko trza być rodowitym Holandczykiem, sad but true.
  17. Przychodzą mi do głowy FreeXy: http://freexy.pl/ Justyna Damec też ma placyk na Bielanach, tu w grę wchodzą tylko lekcje indywidualne - chyba.
  18. O rany, nie przesadzajmy. Pies nie jest w ogóle wychowywany, a właściciele nie mają pojęcia co to znaczy mieć psa i jak się nim zajmować - myślisz że jamnik z linii super - hiper championów byłby wychowany od urodzenia? :-(
  19. ... wrzuć sobie raczej filmy na youtube. Trochę mię zniesmaczyły niektóre niuanse, jakby to rzec... delikatnie.
  20. Przepraszam, ale to stwierdzenie to oksymoron.
  21. . Iii tam. Niestety, jest to na ogół przechowalnia niechlujstwa - po co od początku uczyć się źle? Nie wyrabiać dobrych, odpowiednich nawyków? Wiem, że z założenia miał to być niby taki wstęp do obi - z tymi wszystkimi strzałkami i opisami (miało być łatwiej, wyszło coś w rodzaju placu manewrowego na prawo jazdy), z nagradzaniem i tak dalej. Tymczasem w samym obi namnożyło się zawodów treningowych, w których wystarczy zgłosić, że się nagradza - i masz z głowy ten problem (o ile w ogóle jest to problem). Wydaje mi się, że rally powstało jako rodzaj kontestacji... rywalizacji jako takiej - trochę bez sensu, bo jak dwie albo trzy sztuki ludzkie coś robią na pokaz i się jakoś to porównuje, to już ta rywalizacja się pojawia. Tak czy siak, panowała w tym taka atmosferka picuś-glancuś typu "wszyscy jesteście najlepsi" - taki mdły syropek którego się na dłuższą metę nie utrzyma, bo jest zupełnie nienaturalny. Ale offtopujemy, zdaje się. A może po prostu "psy domowe" mają takie, a nie inne cechy, pozwalające ludziom cieszyć się z ich towarzystwa, takiego codziennego - a ewentualna zabawa w wyścigi pozostaje, no właśnie, zabawą. To trochę jak porównywać przyzwoitego IPOwskiego psa do dobrego psa do personal protection, albo może lepiej: do szturmowego. Inna liga - inne predyspozycje - inne zadania.
  22. Ja mogę za siebie mówić i wyjaśniać, li i jedynie. Jeden z rozmówców w pewnym momencie powybrzydzał na temat że ktoś tam pisał o trudności z odwołaniem maliniaka, phiii, to psy do szkolenia, więc jak ktoś ma z odwołaniem TAKIEGO psa kłopoty, to pacan i szkoleniowa nędzota, phiii... - jednocześnie zauważając że jego pies, jak jest piłka / dysk frisbeee, to jest cały czas w trybie pracy (czyli: nie daje się rozproszyć przez bodźce z otoczenia - tak to interpretuję). Stąd moje pytanie o ewentualną pracę BEZ widocznej piłki / frisbee, najczęściej dzieje się tak w sportowym posłuszeństwie, gdzie w efekcie końcowym powinno się coś takiego otrzymać. Jowita, rally-o to przepiękna szkoła niedoróbek i bylejakości, i tyle.
  23. Muszę zaprotestować - to naprawdę jest kwestia pewnego zaprojektowania / ogarnięcia właściwej logistyki. Chyba że piszący jest farmerem tkwiącym w odludnym kącie Nowej Zelandii. Śmiem jednak twierdzić, że w takim przypadku RACZEJ nie zabiera swoich psów na przechadzki do sklepu. :-)))
  24. NIe, nie o to chodzi. Pisanie o maliniakach jako nadzwyczaj "prostych" do prowadzenia psach świadczy, jak dla mnie, o pewnej naiwności / braku doświadczenia - stąd moje pytanie. Sportowe posłuszeństwo, jaki regulamin nie wchodziłby w grę (poza idiotycznym rally-o) jest czymś co przydałoby się każdemu sportowemu psu i jego właścicielowi niezależnie od dyscypliny w jakiej się specjalizuje. Bowiem nie jest akcją samonagradzającą (jak frisbee, agility, flyball i tak dalej); ćwiczenie czegoś z tej półki po prostu uczy człowieka pewnej pokory - i pokazuje mu jak duże obszary jeszcze przed nim do zagospodarowania / przepracowania / nauczenia. Ale prawdopodobnie to po prostu pułapki interentowych konwersacji - wiadomo, nigdy idealnie precyzyjnie nie wyjdzie, wkradają się przekłamania i nadinterpretacje... :-)
  25. Pytam jeno... Rzuciło mię się w oczy pisanie o tym że "tryb pracy" u Was = posiadanie krążka / piłki / innych motywatorów przez Ciebie, stąd moje pytanie, czy zdarzyło Ci się utrzymać psa w tymże trybie przez, dajmy na to, dwadzieścia minut BEZ możliwości nagrodzenia / samonagrodzenia. To trochę insza inszość, niż tor flyballowy czy placyk frisbee gdzie pies kica w górę z podniecenia i faktycznie wyłącza sobie bodźce z otoczenia.
×
×
  • Create New...