-
Posts
3222 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
2
Everything posted by Berek
-
A ja dalej drążę temat - czy nieszczęsna kobitka ma zrobione testy? Na co jeszcze jest uczulona, bo nie wierzę że tylko na psa. Ciekawe, co będzie jak się okaże że po odejściu zwierzaka za TM - co w końcu przecież nastąpi - kobita dalej kicha. Trwałe zespawanie okien żeby się pyłki nie dostawały? Założyciel wątku zabroni jej wychodzić z mieszkania? Oczywiście mając na celu wyłącznie jej dobro. :-) A jak wyeliminują kwestię roztoczy...? Dezynfekcja domu co trzy godziny i szklana bania na głowie? I tak dalej.
-
A ja jeszcze dodam pytanie - Sjette, dobrze rozumiem że Ty siedzisz gdzieś w Skandynawii...? Pytam dalej w kontekście zadanych pytań o konkretnych szkoleniowców i rejon. Ale i chodziłoby mi o kwestię uprawiania mondioringu... tu i tam. :-)
-
Mnie ciekawiłyby konkrety. Środowisko kynologiczne, nawet to światowe, nie jest takie ogromne. Zawsze można spytać kogoś, kto zna kogoś kto zna kogoś... i tak dalej. Słowem, zweryfikować opisywane fakty (?). Sjette, możesz napisać z którymi szkoleniowcami masz do czynienia i jaki to konkretnie rejon?
-
A mnie w tej całej sprawie bardziej niepokoi tzw. wątek ludzki. Zakładam, że wzmiankowana dziewczyna jest pełnoletnia J i założyciel wątaska nie jest jej prawnym opiekunem. A więc, była sobie młoda dama, wiadomo, jak to kobieta: niemądra, emocjonalna, szkodząca sobie przez brak logicznego myślenia. I oto szczęśliwie pojawił się racjonalny, rozsądny, logiczny mężczyzna który musi tę trzpiotkę i pustogłówkę chronić przed samą sobą. Wiadomo, te kobity. Trza trzymać twardą ręką bo przecie to pomyślunku nie ma za grosz. Jeśli ta kobitka to podczytuje faktycznie, to radzę się zastanowić jak ten związek będzie wyglądał za rok..., a jak za kilka lat. I jak będzie wyglądało współdecydowanie o ważnych sprawach, choćby o wychowaniu dzieciaków, które się, zakładam, za czas jakiś pojawią. Wracając do meritum, jeśli dziewczyna lubi mieć tego psa w łóżku, to może by się od niej po prostu odwalić? Gdyby naprawdę umierała z tej alergii, to stosowne działania podjęłaby wcześniej. Przez parę lat nie było umierania a teraz ją trzeba reanimować. Akurat. Ewidentnie widać że kobita usiłowała pójść na ustępstwa ale nie czuje się z tym dobrze. Więc po kiego jej marudzić? Chyba że to założyciel wątku ma problem z psem w łóżku. No ba... Jasne, chłopie, przeca baby są głupie i nie są od decydowania. Nawet jeśli chodzi o kobitkę i JEJ psa. :-))
-
Sądząc z faktu że gryzł Was parę miesięcy, jednak nie była to najlepsza droga. :-) A już całkiem poważnie: nie dawaj takich porad, zwłaszcza osobom bez doświadczenia. :-( Założycielowi wątku polecam np. taki tekst: http://ciekawe.onet.pl/zwierzeta/artykuly/bedzie-sikac-piszczec-i-gryzc,1,4952289,artykul.html
-
Tego NIE róbcie, jak rany...!
-
Nie zwracajcie się do behawiorysty, tylko do dobrego TRENERA. Praktyka. Umiejącego szkolić psy i znającego się na psiej psychice.
-
I to jest clou sprawy. Pies nie został nauczony zostawania; snuje się za właścicielem jak cień, nic dziwnego, że demonstruje lęk separacyjny jak wychodzicie. Należałoby go czym prędzej zacząć uczyć: choćby spokojnego pozostawania w innym, niż właściciel, pomieszczeniu (np. idziesz do kuchni zrobić sobie herbatę, pies zostaje - nakazujesz mu to, próbujesz wyegzekwować, jest nagradzany za spokojne pozostanie i konsekwentnie odprowadzany do pokoju jeśli wyłamuje i zjawia się w kuchni). I tak dalej, i tak dalej - począwszy od minuty, dwóch, trzech... coraz dłużej.
-
Szkoda ogromna, że założycielka tematu wyjechała poza cywilizację i zasięg :-) bo mnie zaintrygował ten sprawdzony behawiorysta; zawszeć lepiej zapoznać się z namiarami na kogoś takiego, może się w końcu takowy pojawił?
-
Do perełek! Do perełek! :-)
-
Hm, opis wyglądał na psa który rozładowuje silny stres. Namiary na dobrego trenera z Wawki mogę podać, na behawiorystę - nie, bo z zasady nie polecam rozwiązań beznadziejnych. :-)
-
A co tu jest do rozumienia? Im swobodniej traktują właściciele swoje obowiązki (polegające m.in. na dostosowywaniu się do faktu że żyje się wśród innych ludzi & zwierząt) tym większe restrykcje ich (niestety jako ogół) spotykają w ostateczności. Klasyka.
-
Nieee, no ja zła kobieta jestem. Doktor Samo Zło. Chłopie, ty nawet nie starałeś się zrozumieć, co do Ciebie piszę, usiłując pomóc temu psu (a nie Tobie, Ty jesteś mało ważny w tym wszystkim), zająłeś się jedynie pielęgnowaniem urażonej miłości własnej. W sumie biedne te schroniskowce, na których rozmaite ludzie eksperymentują bez umiaru. A jeśli któreś schronisko nie ma wolontariatu, to ogólne oburzenie, co za wstrętnie ludzie tam zarządzają.
-
Nie warto ćwiczyć jeśli nie masz warsztatu. BTW opis historii ewoluuje, w kierunku "tralala jest w sumie fajnie". Przypomnę: A podobno była na torze tylko raz przez trzy minuty... Dla mnie EOT.
-
No więc niechże chłopak da temu psu luz, a nie intensywnie stopniuje mu bodźce, zwłaszcza że nie zna reakcji psa i słabo go czyta...! Jeśli już musi, niech chodzi na nieużytki i ma oczy dookoła głowy żeby zminimalizować ryzyko że suka się przestraszy. A opis zachowania na torze agility wysoce niepokojący. Suka jest miła dla wolontariusza ale oczywiście że mu nie ufa, czego dowiodła. Zresztą dlaczego miałaby ufać? To trudny pies, do odpracowania w domowych warunkach. P.S. Na czym polega "szukanie sposobów normalnie" - uda się zaprosić do schroniska dobrego trenera żeby rzucił okiem na psa? To by było coś... Tylko szukajcie praktyka, a nie osobnika z milionem dyplomików z internetowych kursów zwącego się "behawiorystą" czy coś w ten deseń.
-
Jeśli sytuacja tego wymaga i stan danego psa tego wymaga, to TAK. Nie mówię, że to jest ten przypadek, bo zwyczajnie nie wiem, choć opis sytuacji bardzo niepokoi - niemniej naprawdę schematyczne myślenie i przyjmowanie wszystkiego co nam podają jako prawdę objawioną ("wyprowadzanie piesków w schronisku na spacerki jest O.K. zawsze i w każdym przypadku") nie prowadzi do niczego dobrego. Akurat założyciel topiku wydaje się mało odpowiednią osobą do oceny stanu suki - ewidentnie coś się pogarsza, czyli "cuś jest na rzeczy", on biedak tego nie dostrzega tylko jest przekonany jaki jest fajniuśki. Fajniuśki może i jest, ale może ktoś kto się zna na psach by spojrzał na to zwierzę? Pomóc konkretnemu zwierzęciu można nie tylko wyciągając je czasem na spacery. Można np. całą energię skupić na szukaniu mu doświadczonego domu, w którym się nie przestraszą jej problemów. A te problemy ewidentnie są - przypominam że suka wróciła do schroniska po ugryzieniu kilku osób. Nie poddać. Działać w inny sposób. A "ćwiczenia i sposoby" w wykonaniu kogoś kto ewidentne nie potrafi "czytać" psa mogą rzecz jedynie pogorszyć. BTW naprawdę uważasz że super sprawą jest szukanie "ćwiczeń i sposobów" w internecie? Na forum, gdzie weryfikacja osób piszących jest raczej trudna, tzn. ich doświadczenia i kompetencji?
-
Tak szczerze mówiąc niekoniecznie mam na to ochotę. Mogę jedynie podsumować: dobrymi chęciami piekło wybrukowane.
-
NIE MA - cały czas to opisujesz. Pies który ma do kogoś zaufanie nie gryzie go. Zna Cię, niewątpliwie. Sygnalizuje to. Nie widzimy psa i Ciebie, można domniemywać rozmaite warianty. Psy witając się okazują na przykład uległość. I tak dalej. ZABIERASZ - najlepszy dowód na zachowanie psa w tych miejscach. Ją to wszystko przerasta, czy Ty tego naprawdę nie rozumiesz? Upajanie się własną dobrocią bez śladu empatii do podopiecznego to nie jest dobry prognostyk. Niestety. Mogę jedynie powtórzyć - daj temu zwierzęciu spokój. Może stanie się cud i zaadoptuje ją ktoś w miarę znający się na rzeczy kto bardzo powoli i dawkując suce bodźce i emocje przesunie granice w których będzie czuła się bezpiecznie. P.S. Nieumiejętnośc czytania emocji zwierzęcia to powszechny problem. Pies może merdać ogonem bardzo uległościowo (na ludzkie: błagając "nie krzywdź mnie już, zostaw mnie"), okazując niepewność, nawet, w niektórych przypadkach, lęk, a także odwrotnie, w stanie silnego pobudzenia które niekoniecznie oznacza przyjazne zrelaksowanie.
-
Opisujesz sukę straumatyzowaną i nie mającą specjalnie zaufania do ludzi. Przepełniony dobrymi chęciami zabierasz ją w miejsca w których nie czuje się bezpiecznie. Potem się dziwisz, że pies, którego zmuszasz do pewnych zachowań ponad jego siły (nie mówię, że w ogóle - tylko że obecnie) się przed tym broni? Fakt, że usiłowała Cię rąbnąć zębami, najlepiej świadczy że już nie wie, jak dosadniej przekazać Ci informację żebyś się od niej troszeczkę... odczepił. :-(
-
A ja mam nadzieję, że jednak tak.Dlaczego ludziska tak strasznie chcą coraz więcej socjalizmu i to tego w złym wydaniu, skoro już sprawdzono (przy dużych stratach własnych m.in. naszego narodu) że się to-to nie sprawdza? :-( Doprowadzenie do ruiny - ciężką, a jakże, pracą hodowlaną - co najmniej kilkudziesięciu ras...? Tworzenie struktur paramafijnych...? Totalna olewka kwestii psychiki psów przy chorobliwym przejęciu się eksterierem? ... ... DDD No i zgadzam się z Furie - naprawdę na palcach jednej ręki mogę policzyć rozsądnych i znających się na rzeczy ludzi z organizacji prozwierzęcych. Przeważająca większość to... no, lepiej zamilczeć. I takie ludzie teraz będą decydować o dość istotnych rzeczach...? I to dotyczących nieraz współobywateli??? Już teraz są nadużycia i różne skandale, strach pomyśleć, co by było gdyby im zwiększono zakres w którym się mogą szarogęsić.
-
Dać temu psu trochę spokoju...
-
Spoczko spoczko, to teraz tak Ci się wydaje :-) Oczywiście to była przenośnia :-)
-
Trochę"pompek w błocie" i Ci powinno przejść. :-))
-
Bo prey drive to ogromna siła. Działa raczej na "zaciekawionych podbiegaczy do innych piesków". BTW tego ustrojstwa jest trochę na rynku, nieco inaczej skonstruowane są te modele (choć zasada ta sama) - trzeba wybierać rozważnie.