Jump to content
Dogomania

Berek

Members
  • Posts

    3222
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Berek

  1. Zgadzam się w 100% z przedmówczynią. (O rany, co to się porobiło!). Opis tego, jak jest prowadzony pięciomiesięczny szczeniak pasowałby raczej do rozpadającej się emerytki która wychodzi z zapasionym ratlerkiem.
  2. O. Opis typowego szczeniaka. :-) Trzeba przejść ten okres, jak odrę. Chyba że to dwuletnia suka - to znaczy że macie problem.
  3. Daj spokój. Mnie się podoba że startowali - jak dla mnie wystarczające świadectwo o dystansie do siebie, jaki sędzia ma (bo mówimy o nich jako o sędziach w tej chwili). Jacek na dodatek często pojawiał się na różnych seminariach, jako uczestnik / słuchacz. Wielu znasz takich sędziów "od roboty", którzy nie udają że mają od Ducha Świętego prawdę objawioną i się znają najlepiej i sami też by tak umieli... , więc nie będą się patrzeć na kogoś na jakimś seminarium bo po co? Sędzia startujący - nawet przelotnie i nawet nie w najwyższej klasie - po prostu dużo lepiej rozumie to, co się na płycie dzieje. BTW Lewkowicz to znacznie bardziej IPO, rozumiem że nie miał parcia na "bycie mistrzem świata obi" - tym bardziej należy docenić że postanowił rozkminić ten sport od środka, że tak powiem. Ale off top nam się zrobił. Inna sprawa, że jak najbardziej w ramach tematu. Spróbujcie zorganizować zawody obi nie pod egidą ZK... :smile:) Nie, no wiem, można to nazwać "przebieg treningowy" i tak dalej..., ale cóż... :smile:
  4. ... ale my właśnie mówimy o - poniekąd - obniżeniu wymagań... :-) Jacek Lewkowicz. Kiedyś Elżbieta Hader. Niemniej oczywiście zgadzam się - ci od sportów to już w ogóle dla władz ZKwP porąbańcy i jednostki niewarte uwagi. :-)
  5. Asiek, nieśmiało przypomnę ze w Niemczech, przy tym ich porządku, wymytych krówkach i trawie pomalowanej na zielono istnieje doskonale zorganizowane zaplecze ... zoofili. BTW są oni zasilani zwierzątkami z Polski, między innymi - bo nad zwierzęciem z rodzimego schronu trochę kontroli jednak jest, więc wygodniej jest sprowadzać. To wszystko, naprawdę, nie jest takie znowu czarno-białe. Doggar, z posłami i sejmem jest tak - chętnie powtarzamy utarte slogany, że wszyscy mają los zwierzątek w d...*, że nieczułość i olewka, ale to nieprawda. Są tacy, którym zależy, są olewacze. Istnieje parlamentarne koło przyjaciół zwierząt i ono grupuje posłów z różnych partii, naprawdę ponad podziałami. Ale nie jest wszechmocne. Przy okazji każdej ustawy w sejmie ścierają się rozmaici lobbyści i istnieją walki wpływów. Widać to choćby po zupełnie kretyńskiej nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt dzięki której dorobiliśmy się powstania zyliarda stowarzyszeń hodowców. Można było to przewidzieć, ale to i owo lobby zatykało oczka i uszka i przepychało swoją, bardzo uproszczoną, wizję rzeczywistości. Dodam, że bardzo wielu fundacjom i organizacjom broniących praw zwierząt na rękę jest chaos i panująca sytuacja - w bałaganie robi się dobre interesy. Kosztem zwierzątek, a jakże - ale zawsze można mieć duży zapas serduszek i aniołków do wklejenia na Facebooku, prawda? Wracając do ustawodawstwa, na pewno problemem jest - niestety - duża nadreprezentacja lobby myśliwskiego w Sejmie i Senacie. Oni robią fatalną, krecią robotę.
  6. No, toteż sytuacja pewnie by wyglądała inaczej gdyby poddawano u nas eutanazji milion czy dwa zwierząt rocznie. W USA jest to, według ostrożnych szacunków, 3-4 miliony. W tym wiele młodych, zdrowych, rasowych itd. Wtedy mielibyśmy pewnie wyśnione czyściutkie schroniska z jednym pieskiem w każdym boksie. Tylko... czy o to - i takimi drogami uzyskane - nam chodzi...?
  7. Służby ich może i działają sprawniej, ale głównie zajmują się dostarczaniem delikwentów do komór gazowych. :-( Proponuję przeczytać choćby ten tekst: http://www.psy.pl/aktualnosci-psy/art7900,przeciw-eutanazji-psow-w-komorach-gazowych.html
  8. Ależ tak. Ale głównie pieski z wiejskich psich wesel. I coraz częściej rodowodowce też. Rzecz w tym, że naprawdę nie ma opcji wprowadzenia monopolu ZKwP na ROZMNAŻANIE psów (a tak - bo hodowla to rozmnażanie, opakowane w błyszczące papierki haseł o poprawianiu ras - wystarczy popatrzeć na angielskie buldogi, owczarki niemieckie i tak dalej żeby docenić ową pracę hodowlaną dzięki której stopniowo dosługujemy się coraz większej populacji psich inwalidów). Tego się nie da zrobić - a o tym działacze marzą. Co mogłoby pomóc w całej sytuacji psiej w Polsce? Po pierwsze - wytrącenie z rąk oręża pseudohodowcom przez wprowadzenie założenia że każdy pies po rodowodowych rodzicach dostaje rodowód ZKwP - rodowód, który jest potwierdzeniem tego, co u niego w genach siedzi - niezależnie od tego, czy rodzice byli wystawiani, czy nie. Wybieranie psów, kupowanie "według klucza" odbywałoby się wtedy w bezpośrednim kontakcie sprzedający - nabywca; od tego nabywcy zależałoby, czy chce szczeniaka tańszego, ale bez badań / weryfikacji sędziego eksterieru obojga rodziców / weryfikacji sędziego pracy obojga rodziców - czy też szuka dość konkretnego zwierzaka pod jakieś swoje potrzeby. Pewnie wytworzyłaby się z czasem także "średnia półka" - nie pracusie, nie hiper wypas wystawowy, ot, pies dla rodziny, ale jednak rodzice przebadani. To wymusiłby rynek. W takim przypadku - śmiem twierdzić - populacja nie straciłaby "rasowych" genów, tj. jeśli założymy, że o przynależności do konkretnej rasy nie świadczy wyłącznie DNA danego osobnika, ale też dokument jego pochodzenia. Dalej - opodatkowanie wszystkich przychodzących w kraju na świat miotów - naprawdę dałoby się zrobić, ale tylko gdyby znakowano wszystkie psy, obowiązkowo i bez wyjątków. Opodatkowanie bez zniżek, ulg, forteli i wybiegów, po gospodarsku: od sztuki.
  9. ... ale też czasem nie warto rozjeżdżać walcem drogowym pani Jadźki co ma fajną sukę i wyprodukowała miocik z psem sąsiada, miocik nad którym ciumcia cała rodzina. Tak tak, wiem że pani Jadźka "sprzedaje" więc jest "niegodziwa". Tylko nasi ZKwPowscy hodowcy też "sprzedają" ale nie są "niegodziwi" tylko im się "muszą zwrócić koszty". Ops. A podobno hobby to coś do czego się dokłada. Zresztą nie mam nic przeciwko hodowaniu pod szyldem ZKwP, tylko byleby naprawdę było choć większe prawdopodobieństwo... czegokolwiek. Zdrowia, dobrego przygotowania szczeniaków do życia i tak dalej. A tak, to sami strzelamy sobie w kolano, głosząc że tylko Związek jest O.K., a wszystkie panie Jadźki świata to materiał do odstrzału. Kolejność powinna być taka: robimy porządek, i to DRASTYCZNY, na własnym podwórku. A dopiero potem występujemy do ludzi z ofertą, brzydko mówiąc, lepszego, gwarantowanego "towaru". Inaczej będzie dalej tak, jak jest. Przeciętny Kowalski naprawdę nie rozumie, w czym zwierzak z papierkiem FCI jest lepszy od takiego od "Psa, Kota i Fretki" - a różnicę w cenie ma znaczną i na ogół, żeby było śmieszniej, sprzedający jest milszy (no ba, rozumiemy mechanizm psychologiczny). Jego nie obchodzi znajomość rodziny jego Figla czy Reksia do czwartego pokolenia, więc to możemy zostawić - to rajcuje nas, maniaków. P.S. Pisząc "porządek" nie mam na myśli praktykowanego obecnie wchrzaniania się kolegom hodowcom od wybranej rasy w ich życiorys i wybory reproduktora. DDD
  10. Kurczę, ja znam kilku bardzo rozsądnych hodowców z ZKwP ale do bardzo wielu innych, znanych mi osobiście, niestety jest się o co przyczepić. Nie o znęcanie się czy drastyczne zaniedbania, ale o podejście do psów, o kolekcjonerstwo (niestety bardzo częste zjawisko), o brak minimalnej wiedzy o psychice, to niestety tak. Wydaje mi się, że w pewnym momencie robi się z ludźmi coś złego - niejako programowo. Może wystawy to zajęcie ogłupiające, nie wiem... :-) Maryna, nie podam - zresztą akurat oni zdaje się kończą czy nawet już zakończyli działalność (ufff) - podobnie jak nie podam nazwy hodowli yorków wydającej wyniszczone, zaniedbane suki-emerytki - a która to hodowla szczyci się że tak humanitarnie podchodzi do sprawy, znajduje piesuńkom nowy dom na emeryturę, wiadomo, hodowla "musi się rozwijać" i nie ma w niej miejsca dla, eeee, psów nieproduktywnych (oficjalnie: "musimy sprowadzać nowe geny a hodowla nie jest z gumy", co należy rozumieć jako "nie będziemy trzymać darmozjadów"). Nie podam też nazw hodowli ONków trzymanych w szopach, wystraszonych pinczerów trzymanych bez kontaktu z ludźmi i innych takich. Kto chce, znajdzie.
  11. Jeśli ma taki metabolizm, to może nie karmić przez dwa dni...? A potem zobaczyć, czy akcje jedzonka poszły w górę?
  12. No serio, serio. I jeszcze majtali nimi przed nosem tego marudnego sędziego żeby mu wykazać jaki jest głupi i przewrażliwiony, bo co: no da się? da się! I o co mu chodzi w ogóle? :-( Bynajmniej nie przy minimalnym. To znaczy - zależy dla kogo co oznacza minimum.
  13. A ja też obserwuję takie zjawisko - abstrahując nawet od w gruncie rzeczy żenująco infantylnej akcji rasowy=rodowodowy. Piesek chory? Na pewno bez rodowodu, dobrze ci tak! - i inne takie. Z rozbawieniem zdarzyło mi się czytać komentarze po rozbiciu hodowli w Łomiankach - jak komentujący wylewali z siebie duuużo jadu, a potem dowiedziawszy się że to był czysty ZKwP szybciutko rakiem wycofywali. To niestety kwestia podwójnych standardów i większego przywiązania do procedur, niż rzeczywistego dobrostanu (niezależnie, jak górnolotnie to brzmi) zwierząt. Dam nieśmiało przykład: na zebraniu w pewnym oddziale ZKwP wieloletni szkoleniowiec i sędzia proponuje wystosowanie projektu uchwały o minimum przyzwoitych warunków w hodowli. Obecni są niezadowoleni, a już dowiedziawszy się, jakie by one miały być, łapią za głowy. Usiłują wyjaśnić inicjatorowi jaki jest niemądry na przykładach z życia: na przykład nasz szanowany kolega, pan Fiubściński, trzyma swoje dogi w kojcu przerobionym z garażu na tyłach bloku mieszkalnego - i co, panie kolego, śmie pan twierdzić że te dogi nie mają tam dobrze??? Nawet kilka razy na tydzień są wyprowadzane żeby poćwiczyć pozycję wystawową, czego się pan czepia? Zwariowany miłośnik zwierzątek - i tak dalej. Przecież te dogi mają medale i są championami I tak dalej, i tak dalej. Przeważająca większość działaczy ZKwP nie różni się, mentalnie, od przeważającej części członków stowarzyszeń typu "Puc Bursztyn i Goście". A że marzą o monopolu? No ba.
  14. Czy zdiagnozowano u Ciebie alergię na psa? Czy tak sobie wymyśliłaś że to uczulenie? Bo nie trawisz zapachu tego szczeniaka? Alergicy szalenie rzadko reagują akurat w ten sposób na alergen - musiałabyś mieć tak zaawansowaną astmę, że się podduszać do granic możliwości, a coś takiego nie dzieje się w kilka dni, objawy nasilają się zazwyczaj stopniowo. Na jaką chorobową jednostkę się leczysz - piszesz, że masz skierowanie do szpitala na wrzesień? W jaki sposób doszło do uszkodzenia ścięgna i czy była to przypadkowa koincydencja z przybyciem zwierzęcia do domu?
  15. Od początku tak miała...? Czy możesz jakoś określić czas, w którym się to zaczęło?
  16. Syndrom zbieracza - najprostszy przypadek to ktoś kto zaczyna maniakalnie zbierać zwierzęta, głównie psy i koty, uważając że im pomaga, litując się nad nimi. Stopniowo dobro tych, które już są u takiej osoby, staje się mniej ważne od tego żeby uratować jeszcze jedno... i kolejne. Od pewnego czasu ze zgrozą obserwuję ze ten syndrom dotyka osoby prowadzące rozmaite fundacje, domy tymczasowe itd. Mimo że nie ma sił, środków i czasu, "ratuje" się kolejne zwierzę i kolejne, co prowadzi m.in. do takich samych sytuacji, jaka ma teraz miejsce w Pro Equo. Dla zbieracza momentem rozładowania, źródłem "robienia sobie dobrze" jest przygarnięcie kolejnej istoty. Dlatego tak maniakalnie dąży do pomagania całemu światu, przymykając oczy na te zwierzaki, które ma u siebie - w zaawansowanych przypadkach tacy ludzie naprawdę nie widzą że jakiś pies ma wydłubane oko i zaczyna mu się gangrena, że na terenie stoi koń ze złamaną nogą i tak dalej. BTW śmiem twierdzić że ta przypadłość jest powiązana z patologicznym lenistwem, to znaczy osoby te niby wyglądają na zarobione i zapracowane, ale tak naprawdę nuży je i męczy monotonia, rutyna, nuda. Dlatego wizja żeby codziennie wstawać, robić obchód, nakarmić zwierzęta, wyczesać zwierzęta, podać leki, przejrzeć czy coś im nie jest itd. jest dla nich mocno niefajna. Lepiej pędzić od rana na "interwencję" bo ktoś zadzwonił że gdzieś jest kolejny kot, pies, koń, chomik. "Pożar, pożar, wreszcie coś pali się". Dość charakterystyczną cechą jest też unikanie regularnej pracy zawodowej, przy dość lekkomyślnym podejściu do finansów (bo przecież inaczej nie byłoby ciągłego rozszerzania stada podopiecznych). Kolejna cecha charakterystyczna: duża agresja wobec otoczenia sugerującego że źle się dzieje. Zbieracz ma być tylko chwalony i przedstawiany jako święty poświęcający się dla zwierząt. każda krytyka czy nawet próby pomocy / porady są odbierane bardzo źle, jako nadepnięcie na ego.
  17. Grozą wieje. Zawsze, niestety, znajdzie się paru idiotów dla których wychowanie przeciętnego rottka czy wilczaka to, panie, bułka z masłem, co prawda nie mieli i nie szkolili, ale z palcem w nosie daliby radę i, panie, potrzebują większych wyzwań. No i trochę panienek z kosmosu co to "mają potrzebę obcowania z piękną, dziką naturą" więc zwykły pies domowy jest dla nich zbyt banalny. Szkoda, że w efekcie cierpią zwierzęta, no i najczęściej zanim sprawa znajdzie (na ogół smutny) finał, ucierpi też otoczenie.
  18. Znasz określenie jednostki chorobowej "animal hoarding syndrome"...?
  19. No i się rypło... :-( Zadziwia naiwność tzw. miłośników zwierząt - w jakimś miejscu źle dzieje się od kilku lat a oni dalej swoje.
  20. Sławek Kawka bardzo O.K., pod warunkiem, że spotkacie się osobiście, a nie że będziesz mu zawracać głowę mailami oraz bliżej nieokreślonym analizowaniem, koniecznie zza monitora. Pan Ulatowski - nie znam człowieka. Hessa i Kaj pozamiatały: & :-) Czas udać się do realu. Ot co.
  21. ... no to tak samo nie podejdzie do trenera, jak do behawiorysty. Dobry fachowiec pracuje głównie z człowiekiem - przewodnikiem psa, a nie z samym psem. Zwłaszcza jeśli ten pies ma problem z kontaktem z obcą osobą.
  22. 1. To wszystko nie ma nic wspólnego z zachowaniem powagi lub jej brakiem za to wiele z kompletnym wyłączeniem myślenia (czego właściwie chcę, jak chcę to osiągnać, czy wiem gdzie jest mój pies i czy w tym miejscu chcę go mieć itd) 2. Smakołyki? A bo to ja znam Twojego psa?? Przez tyle miesięcy chyba zdążyłaś się zorientować, za co Twoja suka jest gotowa zabić? Każdy ma coś takiego, no prawie każdy, pomijam psy z zaburzeniami łaknienia. Nawet jeśli miałby to być kawior, szampan i truskawki, coś każdy znajdzie. 3. Piszesz "tak tak, wiem że musi mi ktoś pomóc to ogarnąć, ple, ple" a mentalnie dalej jesteś w grajdołku p.t. "będę pracować posiłkując się rozmowami z koleżankami od flyballu, subskrybując filmiki na youtube i czytając książeczki". Ale proszę. Nie gadaj że nie interesujesz się IPO bo chodzi o absolutne początki, o podstawy,a te całkiem sporo schutzhundowców ma lepiej opanowane, niż cipcie od obedience a zwłaszcza od rally-o (w tym ostatnim to nie ma co zbierać). Dla jasności, ja jestem cipcia od obi, jakby się ktoś miał obrazić. Przykłady: Knut Fuchs z czteromiesięcznym szczeniorkiem: https://www.youtube.com/watch?v=k-DcClc6aKI Zwróć uwagę na postawę psa podczas ćwiczeń, jego ogon chociażby... i chęć wyjadania smakołyków. Czy widzisz, ile żarcia ten facet zużywa? I jak krótkie są te ćwiczenia? W posłuszeństwie nie chodzi o to, żeby psa zaj..*...ać, tylko żeby utrzymywać jego stałe zainteresowanie ćwiczeniami. Michael Ellis. Nauka pozycji młodego szczeniaka dobermana (mającego ewidentny problem z obcymi, co facet zauważa i komentuje) i słabo ogarniętej pani: https://www.youtube.com/watch?v=j9_Xtw6zMRg Nie mówię, że wszystko na tych filmach jest idealne, ale naprawdę warto je dokładnie przeanalizować. Ellis jest o tyle fajny, że dużo komentuje, ale nie wiem czy jesteś anglojęzyczna.
  23. Kiedyś w Łodzi była filia szkoły Dorplant. Dalej działają? Może warto to sprawdzić? P.S. Nie mówimy o behawioryście. Mówimy o trenerze który potrafi działać z psami w praktyce, nie w teorii.
  24. Skąd jesteś...? W Mordorze na przykład spotkanie z bardzo dobrym trenerem kosztuje 70 - 80 zł za godzinę. Skoro pies jest objęty opieką weterynaryjną, myślę że płacisz znacznie większe rachunki u lekarza, niż ew. wyniosłaby opłata za jedno spotkanie z fachmanem od szkolenia. Nie mówię o pisz-pan-behawiorystach którzy liczą sobie grube setki za spotkanie i pozostawienie kilku stron bełkotu na kartkach formatu A4. Mówię o praktykach którzy na psach się znają, od tej najbardziej prozaicznej, ale i przydatnej, strony.
  25. Berek

    Taki problem..

    oraz - wyjaśniam. Nie chodziło mi o to, że jakimś cudem koleżanka przeczyta i domyśli się, i będzie miała pretensje (bądź nie). Chodziło mi raczej o to, że to jakieś takie nieładne jest, zwłaszcza że od razu znalazły się mądrutki co rozmazały tego domniemanego męża - podleca po ścianie, że nieczuły, że - w sumie - prostak nie czerpiący przyjemności z obcowania z psem i tak dalej. Nawet Ty opisałaś faceta, podejrzewam, wcale na sto procent nie wiedząc jakie są pobudki jego działania w tym przypadku. Szalenie łatwo zdiagnozować: wiadomo, facet małomiasteczkowiec, co to psy na ogródek i na łańcuch. Peem tak: jeśli nie widzisz - jednak - pewnej niestosowności tego co się tu dzieje, no to... nie widzisz. Chyba nic się z tym nie da zrobić. Współczuję troszkę Twoim znajomym którzy opowiadają Ci o tym czy owym problemie. Faktycznie niektórzy uważają że "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal" więc dopóki ktoś się nie dowie, że rozwłóczamy jego problem w necie, to wszystko jest w porządku. Dla części ludzkości jednak ewentualny niepokój że ktoś się dowie albo rozpozna w opisywanej sprawie siebie czy kogoś z rodziny a wtedy może być trochę nieprzyjemnie to nie jest clou takiej historii, po prostu - i na ten aspekt zwracam uwagę. Tyle.
×
×
  • Create New...